O uczuciach rodzących się przez net.

14.10.07, 13:10
Moim zdaniem Internet paradoksalnie zmienił spojrzenie na emocje, uczucia
rodzące się w człowieku. XX i XXI wiek to czasy, w których niby to ciało
zwyciężyło ducha. Natomiast miłość i wszelkie objawy jej towarzyszące zostały
sprowadzone do chemii, biologii i roli jaką odgrywają pewne cyfry, wymiary,
feromony.
Tymczasem w sieci, w której łączą się ze sobą tylko wirtualne dusze rodzą się
uczucia i emocje. Sam zakochałem się kiedyś w forumowiczce i do dziś nie
potrafię wyjaśnić tego fenomenu.

Może kobiety spróbują to wyjaśnić po swojemu?;)
    • xtrin Re: O uczuciach rodzących się przez net. 14.10.07, 14:51
      Słyszałam teorie, że - paradoksalnie - przy poznawaniu się online wygląd gra
      jeszcze większą rolę niż przy spotkaniach w realu. Poznając daną osobę przez
      sieć tworzymy sobie i umacniamy pewien jej obraz, zwykle mocno wyidealizowany i
      przy ostatecznym spotkaniu jego weryfikacja może być szczególnie bolesna. Znam
      takie przypadki, gdzie po długich i namiętnych rozmowach online pierwsze
      spotkanie przekreślało jakiekolwiek kontakty, a nawet nie dochodziło do niego,
      bo delikwent po zobaczeniu kobiety w której wnętrzu to ponoć się na zabój
      zakochał zwiewał z miejsca spotkania :).
      • e1982 Re: O uczuciach rodzących się przez net. 14.10.07, 16:08
        Ja z moim mężczyzną spotkałam się dość szybko - bo po ok. miesiącu
        od "klikania" :)
        Ale wiedzieliśmy jak wyglądamy - znaczy - bardziej ja wedziałam, bo
        on miał ode mnie trochę "mniej wyraźne" zdjęcia ;-P
        Oczywiście - na żywo zawsze są jakieś różnice - ale u nas wyszło to
        na plus, bo nadal jesteśmy razem :)
        • max.kolankoo Re: O uczuciach rodzących się przez net. 14.10.07, 16:12
          A gdzie się spotkaliście? Na forum, czacie, portalu randkowym?
          I czy nie mieliście na początku małego zawahania, zdziwienia, rozczarowania? Bo
          u nas na przykład był mały szok, ale to, że zdawaliśmy sobie sprawę z kim się
          spotkaliśmy sprawiło, że chcieliśmy się zobaczyć ponownie, a potem spotykać się
          już na dobre.
          Wydaje mi się, że gdyby nie Internet nie zwrócilibyśmy na siebie uwagi na ulicy.
          • e1982 Re: O uczuciach rodzących się przez net. 14.10.07, 16:18
            To była strona netowa - nie portal randkowy, choć w pewnym sensie
            pewnie spełniał takową funkcję :)
            Pierwsza zagadałam do niego, bo spodobały mi się jego fotki z
            podróży :)
            Gdyby nie net-jestem pewna na 99,9%, że nie spotkalibyśmy się, gdyż
            mieszka on 100 km ode mnie :) I jedynym "sposobem" spotkań - jest
            jego samochód :) Tzn. - z tego, co się orientuję - jedyny autobus
            ode mnie (mieszkam w małym mieście) - jest ok.23:30..więc za późno..
            Czy były wahania? Hmh...
            Na pewno było "inaczej", niż klikając, bo miałam okazję zobaczyć
            go "na żywo", jak również on mnie.. :)
            Miałam okazję posłuchać go, zobaczyć "emocje", których nie widać
            wirtualnie :)
            Nie wiedziałam, czy mi się spodobał tak w 100% (chodzi o wygląd),
            ale coś mnie w nim urzekło..
            Spotkaliśmy się znów po tygodniu i już wiedziałam, że jest on fajnym
            człowiekiem :) Do tego coraz bardziej zaczął mi się podobać :)
            I po ok. miesiący "staliśmy się" parą :)
            I tak już chyba (jak dobrze liczę ;-P ) prawie 5 miesięcy :)
    • prom_do_szwecji Re: O uczuciach rodzących się przez net. 14.10.07, 16:15
      myślę, że przy spotkaniach z osobami poznanymi w necie nie wolno
      nastawiac sie na wielką miłość. Ot, sympatyczne znajomość z NOWYM
      człowiekiem. I przeba dac sobie chwilę albo dwie, zeby mieć czas na
      zaakceptowanie swojej cielesności
      • e1982 Re: O uczuciach rodzących się przez net. 14.10.07, 16:19
        święte słowa :)
        a najwyżej później może być miłe "rozczarowanie" ;-)
      • ms.proper Re: O uczuciach rodzących się przez net. 14.10.07, 20:17
        prom_do_szwecji napisała:

        > myślę, że przy spotkaniach z osobami poznanymi w necie nie wolno
        > nastawiac sie na wielką miłość. Ot, sympatyczne znajomość z NOWYM
        > człowiekiem. I przeba dac sobie chwilę albo dwie, zeby mieć czas
        na
        > zaakceptowanie swojej cielesności

        a niby dlaczego nie wolno? Wszystko zawsze wolno, tylko trzeba
        zdawac sobie sprawe z konsekwencji. Powinno sie zamknac jeden etap i
        zaczac lub nie - drugi. A rozczarowanie? Jezeli obiekt odbiega od
        wyobrazen na tyle, ze czuje sie dysonans - lepiej sprawy nie
        ciagnac, nie wierze w zadne zaakceptowanie cielesnosi na sile.
        • prom_do_szwecji Re: O uczuciach rodzących się przez net. 15.10.07, 20:55
          ms.proper napisała:

          >
          > a niby dlaczego nie wolno? Wszystko zawsze wolno, tylko trzeba
          > zdawac sobie sprawe z konsekwencji. Powinno sie zamknac jeden etap
          i
          > zaczac lub nie - drugi.
          Nie wolno, bo można kogoś skrzywdzić. Miałam kiedys taki przypadek,
          ze zakochał sie we mnie koles z netu, a że nie wygladam tak, jak
          sobie wymarzył (np.nie mam 170 cm wzrostu i 20 lat - a wiedział, ze
          mam 160 i 30 lat) to miałam z tego powodu mnóstwo nieprzyjemnosci.
          Uważam, ze wolno zakochac sie w człowieku, nie w nicku



          A rozczarowanie? Jezeli obiekt odbiega od
          > wyobrazen na tyle, ze czuje sie dysonans - lepiej sprawy nie
          > ciagnac, nie wierze w zadne zaakceptowanie cielesnosi na sile.

          Alez w człowieku, realnym człowieku trzeba trzeba zaakceptować
          cielesność. Możesz nie akceptowac czyjegoś wyglądu, zapach, mimiki -
          ale sam fakt, ze ma ciało musisz zaakceptować
    • yagiennka Wyjaśniam 14.10.07, 20:28
      Mi ten fenomen przypomina bardzo zakochiwanie się anstolatków np w gwiazdach
      muzyki czy filmowych. Zakochują się nie w prawdziwym człowieku tylko w swoim
      wyobrażeniu o nim. Nie oszukujmy się, przez net nie da się poznac człowieka :)
      Jak bardzo jest to mylące najlepszy dowód ile jest rozczarowań po spotkaniu
      takich netowych klikaczy na żywo, np po miesiacach czy o zgroza latach(!)
      pisania w sieci.
      To wg mnie nie jest żadna miłość, kochac to można realnego żywego człowieka
      którego słyszymy, dotykamy, obcujemy z nim itp.
      Oczywiście co innego poznanie się przez neta i przeniesienie tej znajomości
      dosyć szybko w realność :) Wtedy net jest tylko drogą 1 kontaktu a cała reszta
      odbywa się realnie. I to ja rozumiem, to ma sens.
      • ms.proper Re: Wyjaśniam - ale co chcesz wyjasnic? 14.10.07, 22:27
        Ten Chinczyk, ktory sie zakochal we Fruwajacej Ksiezniczce, czy
        jakos tam. Prasa o tym donosila. Kiedy ja spotkal i dowiedzial sie,
        ze ma nie 20 tylko 35 lat i jest zdaje sie gruba i brzydka -
        powiesil sie. Jego emocje nie byly prawdziwe, sugerujesz?

        Nie mozna na netowej korespondenji budowac planow na swoje zycie.
        Ale to inna rozmowa.
        • yagiennka Re: Wyjaśniam - ale co chcesz wyjasnic? 14.10.07, 22:57
          Przecież ja nic takiego nie napisałam. Chyba nic nie zrozumiałes. Emocje sa
          prawdziwe ale niezdrowe jak widać. I czego ma ten przypadek dowodzić? Moim
          zdaniem dowodzi niezrównowazenia psychicznego i emocjonalnego chińczyka a może i
          innych powaznych problemów i tyle.
          Wyjasniłam że miłość do kogoś kogo się nie zna to ułuda.
          • ms.proper Re: Wyjaśniam - ale co chcesz wyjasnic? 14.10.07, 23:19
            on babki, z ktora korespondowal nie znal i nie kochal.
            wywolala w nim wielkie emocje. skoro popelnil samobojstwo - cos z
            nim musialo nie byc w porzadku.

            Ja znam kilka par, ktore zaplonely do siebie korespondencyjnie i
            wyszly z tego realne zwiazki. Tylko ci ludzie traktowali sie
            powaznie.

            "> Wyjasniłam że miłość do kogoś kogo się nie zna to ułuda"

            Taka sama uluda, jak kazda inna. Jezeli to przeszkadza w jakikolwiek
            sposob w zyciu, trzeba sie z nia rozprawic. ZLozyc na polke albo
            spotkac obiekt i poznac. Albo wzdychac az przejdzie samo.
            • yagiennka Re: Wyjaśniam - ale co chcesz wyjasnic? 14.10.07, 23:53
              Oczywiście że są takie pary ale to jest jak los na loterii :) O wiele więcej
              jest rozczarowań niż pozytywnych zakończeń.
              Ja tam do nikogo nie wzdychłam póki go nie poznałam na żywca i bardzo dobrze na
              tym wychodzę :)
              • ms.proper Re: Wyjaśniam - ale co chcesz wyjasnic? 15.10.07, 01:04
                rozczarowanie nawet jest tez pozytywne, bo konczy jakas fikcje.

                a ze nigdy nie wzdychalas i nie myslisz pewnie, ze to ci sie zdarzy,
                to nie powiesisz sie jak ten biedny Chinczyk. Tez dobrze.
              • ms.proper Re: Wyjaśniam - ale co chcesz wyjasnic? 15.10.07, 01:04
                rozczarowanie nawet jest tez pozytywne, bo konczy jakas fikcje.

                a ze nigdy nie wzdychalas i nie myslisz pewnie, ze to ci sie zdarzy,
                to nie powiesisz sie jak ten biedny Chinczyk. Tez dobrze.
              • monotoniamoja Nasze love story 15.10.07, 17:03
                My poznalismy sie na czacie, po 2 miesiach sie spotkalismy, po 2
                latach zamieszkalismy razem, pozniej po 3 latach sie pobralismy i
                teraz 2 lata po slubie sie rozwodzimy.
                To byla piekna historia.
                Duzo milosci, takiej normalnej nie wymaginowanej.
                Byl lekki szko, ale do przezycia.
                Szkoda, ze tak sie to konczy :(
    • twoja.ja Re: O uczuciach rodzących się przez net. 14.10.07, 20:55
      niemal 4 lata temu poznałam faceta.służbowo.spędziliśmy razem kilka godzin.ja
      mężatka,on żonaty,starszy 10 lat.podział na mnie totalnie, całym sobą.potem się
      nie widzieliśmy prawie trzy lata.on co kilka miesięcy zaczepiał mnie
      smem,zapraszając na kawę itp.uciekałam mu bo pamiętałam to pierwsze wrażenie i
      nie myślałam że mam szansę u TAKIEGO faceta,chociaż fajna laska jestem:)rok temu
      napisał znów i pomyślałam co mi tam.zaczeliśmy maliować.kilka godzin
      dziennie,tysiące maili.wiedzieliśmy o sobie wszystko.po kilku m-cach chciał się
      spotkać. i od tego czasu się widujemy.pojawiły się uczucia,w zasadzie były już
      na necie,my-bratnie dusze.doszły spotkania-fizyczność której nie jesteśmy w
      stanie się oprzeć.boimy się sobie cokolwiek wyznać-chociaż oboje wiemy co
      czujemy.te chwile są kradzione naszej zwykłej codzienności.gdyby nie net...
      • e1982 Re: O uczuciach rodzących się przez net. 14.10.07, 22:44
        oczywiście, że net pomaga w komunikacji - zwłaszcza, kiedy dwoje
        ludzi nie ma jak się spotkać w ciągu tygodnia..
        Ale - nie samym netem zwiazek żyje :)
        nie "prowadziłabym" związku netowego...ale my spotkaliśmy się,
        spotykamy i będziemy spotykać w realu:)
        A net (gadu) zapewnia nam "kontakt"w ciągu tygodnia, kiedy nie jest
        możliwym spotkanie się...
    • wiarusik Re: O uczuciach rodzących się przez net. 14.10.07, 23:23
      Myślę,że jeśli ludzie się lubią w necie,wiedzą jak wyglądają poza
      nim,to nawiążą nić sympatii i w realu;)
    • mallina Re: O uczuciach rodzących się przez net. 15.10.07, 00:06
      max.kolankoo napisał:
      . Sam zakochałem się kiedyś w forumowiczce i do dziś nie
      > potrafię wyjaśnić tego fenomenu.

      bo to pewnie nie bylo zakochanie, a zwykle zauroczenie
    • enith Re: O uczuciach rodzących się przez net. 15.10.07, 03:26
      Cóż, ja padłam "ofiarą" zauroczenia przez net, które kilka miesięcy od
      wirtualnego zawiązania znajomości przerodziło się w poważny związek w realu, a
      kilka lat później, w małżeństwo :) Zanim poznaliśmy się w realu mieliśmy za sobą
      dziesiątki, jeśli nie setki godzin przegadanych przez telefon, o wszystkim i
      niczym. Poznanie twarzą w twarz było stresujące, ale zarazem nie przyniosło
      żadnych rozczarowań, jak zresztą cały nasz pięcioletni związek. Może właśnie
      dlatego, że nie miałam ani żadnych sprecyzowanych oczekiwań, ani
      wyidealizowanego obrazu mojego wirtualnego partnera. Rzeczywistość zaskoczyła
      mnie mile, nawet bardzo :)
    • madzior82 Re: O uczuciach rodzących się przez net. 15.10.07, 12:17
      no cóż, ja tez najpierw zauroczyłam się przez internet bardzo głęboko, on też,
      chociaż był ode mnie starszy i wydawałoby się bardziej zdystansowany i
      mądrzejszy. Potem znalazł sobie kogoś realnego, a mi sie coś w główce
      poprzestawiało bo tak jakbym kogos naprawdę straciła. Dzisiaj śmiejemy się z
      tego i jesteśmy sobie wdzięczni bo każde z nas coś z tego wyciągnęła. Wspominam
      to bardzo miło. Potem poznałam znów kogoś na necie, potem się spotkaliśmy
      zauroczeni sobą, i w realu okazało się że nic z tego - coś jak rozczarowanie.
      Tylko że on nie odpuścił i jesteśmy szczęśliwie razem 3 lata. A skąd taki
      fenomen związków przez net? Ano stąd że daje namiastkę prawdziwej relacji, czas
      odpowiedzi to zalediwe kilka sekund, minuta, jak w realnej rozmowie, ktos coś
      mówi, a druga osoba coś czuje, odpisuje jakby żywo reagowała. Ale zgadzam się,
      że trzeba byc ostrożnym, żeby życie nie zakończyło się na internetowym świecie,
      internetowych miłościach, znajomych...
      • rysymafa Re: O uczuciach rodzących się przez net. 15.10.07, 12:46
        a ja poznalam swojego obecnego meza w internecie :) uwazam ze rzeczywistosc
        weryfikuje wszystko. tak jak mowili poprzednicy moze wyjsc na minus albo jak u
        mnie na plus :) z racji mojej owczesnej sytuacji zawodowej nie mialam za duzo
        czasu na zycie towarzyskie i tak akurat go poznalam :) kazdy sposob jest dobry
        by kogos poznac czy na ulicy czy dzieki zanjomym i to nie jest tak wazne jaki
        jest poczatek tylko jak to sie konczy ;)
    • modliszka24 Re: O uczuciach rodzących się przez net. 15.10.07, 16:23
      ja tego nie rozumiem jak mozna zakochac sie w osobie ktorej sie nie widzi i nie
      wie sie czy ta osoba pisze prawde czy tez nie
    • dotyk_wiatru Re: O uczuciach rodzących się przez net. 15.10.07, 18:33
      Internet...
      Tutaj każdy czuje się anonimowy...
      Tutaj łatwiej otworzyć się...mówić o czymś, o czym nie powiedziałoby
      się w realnym świecie...
      Tutaj ukazuje się swoje myśli...emocje...duszę...


Inne wątki na temat:
Pełna wersja