Jak to jest u Was? ...drażniąca rodzina....

15.10.07, 21:45
Od razu zaznaczam że nie jestem pewna czy mam rację, nie wiem jak to wygląda u
innych... Pytam więc Was i proszę o szczere odpowiedzi... Sprawa dotyczy
rodziny męża a głównie ojca... Ale zacznę od początku...
Mieszkamy z mężem (i córeczką) osobno, żadnych rodziców ani teściów na głowie
nie mamy. Mieszkamy wszyscy w jednym mieście, ale nikt zbyt często do nas nie
wpada, nie ma raczej niezapowiedzianych wizyt i to nam pasuje. Problem mamy
tylko z tym, że ... Rodzice męża nie mają prawa jazdy, ma je tylko siostra
męża która mieszka jeszcze z rodzicami. Szwagierka dużo pracuje więc jej
samochód większość czasu stoi pod domem... I tak się składa że mój teść bardzo
często dzwoni do męża i mówi coś typu "Co robisz? Bo musisz jechać ze
mną...(np. do sklepu po telefon komórkowy, lub po prostu coś załatwić)".
Chodzi mi o to że teść traktuje męża jak szofera na zawołanie. strasznie mnie
to drażni... Mówię o tym mężowi, jemu też się to nie podoba, ale mówi że to
jego ojciec a skoro ma czas to może z nim pojechać... Ja się z tym zgadzam!
Tylko denerwuje mnie to że teść jakby nie pojmował że jego syn już założył
rodzinę, pracuje, ma dziecko i nieraz trzeba iść do lekarza, na szczepienie...
i po prostu że ma prawo do odpoczynku i nic nierobienia kiedy jest w domu!
Zdarza się że podrzuca mężowi coś do naprawienia i po kilku dniach dzwoni czy
to już jest naprawione, a gdy mąż mówi że nie miał czasu to ten wkurza sie i
krzyczy coś typu " to co ty robisz wiecznie że nie masz czasu? nie umiesz mi
tego naprawić?!" Denerwuje mnie to ale nie wiem jak to powinno być.. Moi
rodzice mają prawo jazdy i są samowystarczalni... A ojciec męża średnio raz w
tygodniu dzwoni z hasłem "Nic nie robisz? to pojedziesz ze mną..." I niby nic
ale wkurza mnie ta sytuacja... Co myślicie? Jak to jest u Was?
    • fergie18 Re: Jak to jest u Was? ...drażniąca rodzina.... 15.10.07, 21:53
      cholera jasna kobieto!! masz męża, córeczkę i macie mieszkanie i jeszcze Ci
      szczescia brak ze musisz sobie takie pseudoproblemy wymyslac??
      • malwi6 Re: Jak to jest u Was? ...drażniąca rodzina.... 15.10.07, 22:01
        Dla mnie to nie jest pseudoproblem kiedy już nie mogę słyszeć jak dzwoni
        telefon! Nie rozumiesz że po to się wyprowadzaliśmy na swoje by nie mieć nikogo
        na głowie! A przez niego to chętnie wyprowadziłabym się do innego miasta...
        Tobie by się podobało gdyby za każdym razem jak dzwoni do ciebie np. ojciec,
        słyszałabyś "Za 2 godzimy muszę być w ... Zawieź mnie!" Takie to fajne?
        • fergie18 Re: Jak to jest u Was? ...drażniąca rodzina.... 15.10.07, 22:20
          Nie widze tu problemu...ja kiedys o 3 nad ranem musiałam jechac 150km do mojej
          chorej psychicznie babci bo zadzwoniła i powiedziała, że bardzo za mną tęskni -
          i jakoś jej tego nie wypominam. Tak samo moja mama, czasem dzwoni z miasta
          oddalonego ode mnie o 300km i prosi zebym przyjechala ją zawieźć do ciotki czy
          gdzies tam - i to robie bo po to jestem córka lub wnuczką, bo je KOCHAM a tez
          mieszkam z narzeczonym, lada moment bedzie ślub, mieszkania jeszcze wlasnego nie
          mamy ale mieszkamy w wynajetym i on jakos ROZUMIE ze ja musze nawet czasem na 3
          tygodnie jechac do domu jak ktoś mnie potrzebuje - nawet wspomniana babcia,
          zebym jej pomogła posprzątać dom i pomalować ściany -i to jest normalne ja nie
          wiem o co Ci chodzi.... Twój mąż jest wzorowym synem i nie wiem jak możesz go
          nakłaniać do kłamania własnego ojca...rada: ciesz się z tego, co masz
    • malwi6 jeszcze coś... 15.10.07, 21:56
      dodam tylko że teść jest trochę dziwny, jest dość konfliktową osobą... I to co
      pisałam Wam o tym że czasem trzeba iść do lekarza z dzieckiem... Oczywiście nie
      jest tak że kiedy dzwoni teść to mąż wszystko rzuca i jedzie z nim! Nie jest
      tak! Dostosowuje to do swoich planów, mówi że np. teraz idziemy do lekarza i
      będzie w domu za godzinę. Mam tylko czasem pretensje do męża że nie może ojca
      np. okłamać że akurat gdzieś idziemy i późno wrócimy... Ale on uważa że w sumie
      skoro ma czas to czemu nie ma z nim pojechać.. I ma racje! Tylko wkurza mnie
      podejście teścia! Jakby mąż musiał być zawsze na jego zawołanie! On potrafi się
      z kimś umówić i zadzwonić mężowi że za np. godzinę musi być u kogoś tam i żeby
      go zawiózł. Mąż oczywiście nie traktuje tego jak rozkazu! I dlatego nie jestem
      zła na męza, tylko na teścia że nie liczy się z niczym...

      • nutopia Re: jeszcze coś... 15.10.07, 22:04
        myślę, że to ty jesteś osobą konfliktową i złą dla zasady.
        sama piszesz, że mąż nie ulega jeśli są rzeczy ważniejsze jak
        szczepienie czy inne.. więc o co chodzi? Jeśli trzeba mowi " nie" a
        jeśli chce pomoc OJCU to mówi "tak"
        jaki masz problem? bo go nie lubisz?(teścia)
        nie wyobrazam sobie, żeby mój mąż miał problem z tym, że wozę moich
        rodziców gdy o to proszą
        • malwi6 Re: jeszcze coś... 15.10.07, 22:11
          Właśnie zauważ co napisałaś... "proszą" czyli rozumiem przez to coś typu "jak
          masz czas to możesz mnie zawieźć do sklepu?" I to jest O.K. Ale przesadą dla
          mnie jet dzwonienie i gadka typu "Jutro jedziemy do sklepu. Tak między 14 a 16
          dam ci znać i przyjdziesz." To jest w porządku?! Właśnie o to tutaj chodzi! Mąż
          nie traktuje tego jak rozkaz, kiedy nie ma czasu to nie jedzie, ale czasem to mu
          się po prostu nie chce i wolałby poleżeć w domu a musi jechać... Wszystko tutaj
          kręci się wokół tego że normalnie to ludzie chyba dzwonią i pytają a nie
          stawiają kogoś przed faktem dokonanym kiedy już TRZEBA bo jet umówiony.
          • nutopia Re: jeszcze coś... 15.10.07, 22:15
            malwi6 napisała:

            > Właśnie zauważ co napisałaś... "proszą" czyli rozumiem przez to
            coś typu "jak
            > masz czas to możesz mnie zawieźć do sklepu?" I to jest O.K. Ale
            przesadą dla
            > mnie jet dzwonienie i gadka typu "Jutro jedziemy do sklepu. Tak
            między 14 a 16
            > dam ci znać i przyjdziesz." To jest w porządku?! Właśnie o to
            tutaj chodzi! Mąż
            > nie traktuje tego jak rozkaz, kiedy nie ma czasu to nie jedzie,
            ale czasem to m
            > u
            > się po prostu nie chce i wolałby poleżeć w domu a musi jechać...
            Wszystko tutaj
            > kręci się wokół tego że normalnie to ludzie chyba dzwonią i pytają
            a nie
            > stawiają kogoś przed faktem dokonanym kiedy już TRZEBA bo jet
            umówiony.

            jesli woli polezeć w domu to niech powie ojcu, że chce zostać i
            polezeć!
            to w czym jest problem, w tym, ze ojciec używa nieodpowiednich słow,
            czy w tym, że męzowi urwało jaja?
            bo nie rozumiem
            sama napisałaś, że mąż nie jest na rozkaz. Więc ja nie widzę
            problemu! chce to jedzie a jak nie chce to nie jedzie i już.
            • malwi6 Re: jeszcze coś... 15.10.07, 22:33
              proszę przeczytaj mój poniższy post do ciebie o tej sytuacji z lekarzem...
              Tak.. głównie chodzi o słowa teścia i jego pewność że wszyscy są na jego zawołanie.
              Mężowi nie urwało jaj bo kiedy nie może to mu mówi! nie ma sytuacji takich że on
              dzwoni i mąz bez zastanowienia leci bo tatuś kazał! Kiedy nie może to mu mówi i
              robi najpierw to co ważne! Ale wiadomo... mąż uważa też że jak nic nie robi i
              leży w domu to wypada pomóc tacie i pojechać... Więc nie powie mu że "nie jade z
              Tobą bo sobie leże"! i rozumiem to... Ale teść przesadza...
        • malwi6 Re: jeszcze coś... 15.10.07, 22:22
          może wydaje się to głupie... podam więc inny przykład... Mimo że teść wie że mąz
          pracuje na noc potem do południa odsypia to on potrafi zadzwonić do męża o 9
          rano (mąż wraca ok 7 rano z pracy), budzi go by mu powiedzieć że jutro ma jechać
          do sklepu! Nie interesuje go to że mąż jest zmęczony po pracy i śpi!
          Naprawdę nie chcę być wredna ale on po prostu myśli że cały świat kręci się
          wokół niego i mąż musi na każde jego zawołanie! Raz nawet była sytuacja kiedy
          szliśmy do lekarza bo mała miała gorączkę, że on zadzwonił i mówi że musi szybko
          z nim jechać do hurtowni. na to mąż że teraz nie bo idzie do lekarza z córką. A
          teść na to: "Ale musisz już bo mi hurtownie zamkną!" No przepraszam bardzo! Jemu
          się wydaje że głupia hurtownia jest ważniejsza niż to że nasza córka ma gorączkę
          i trzeba iść do lekarza! I to mnie tak wkurza..
          • nutopia Re: jeszcze coś... 15.10.07, 22:27
            to już jest jakiś konkret
            myślę, że jest to sprawa między twoim mężem a jego ojcem, pogadaj z
            nim (z mężem) i powiedz, żeby nie dal tak po sobie jezdzić, że
            owszem jesli terzeba to niech pomoże i tak dalej bla bla bla
            • malwi6 Re: jeszcze coś... 15.10.07, 22:43
              ja rozumiem.. rozmawiałam z mężem... ale tak naprawdę nie mam co mu powiedzieć
              bo w sytuacji takiej jak z tym lekarzem i hurtownią, to mąż krzyczał do telefonu
              że nie zostawi małej z gorączką bo mu hurtownie zamkną! Powiedział mu wtedy co
              myślał i szliśmy do lekarza normalnie, wróciliśmy... Nie było żadnego biegania i
              spieszenia się... I mąż poszedł do Ojca kiedy już mógł. Tak więc kiedy trzeba to
              mąz mówi mu co myśli i nie daje po sobie jeździć... Ale w takich normalnych
              sytuacjach kiedy w sumie ma czas to jedzie.
              Ale właśnie nie lubię teścia za to! I dobrze mi że mogę się tu wygadać! Bo
              naprawdę mnie teść drażni! Zdaje mu się że jest najważniejszy! Zawsze stawia
              wszystkich przed faktem dokonanym i tak jakby dzwoni żeby poinformować że np.
              jutro jedziesz z nim do sklepu!
    • yagiennka Re: Jak to jest u Was? ...drażniąca rodzina.... 15.10.07, 23:04
      No to twój mąż musi się nauczyć asertywności. Po prostu zacząć odmawiać,
      grzecznie a stanowczo. "Nie nie zrobię bo nie mam czasu, mam własną rodzinę i
      wazniejsze sprawy w tej chwili".
      • malwi6 Re: Jak to jest u Was? ...drażniąca rodzina.... 15.10.07, 23:13
        zgadzam się z Tobą... nawet mu to dzisiaj powiedziałam! Ale problem tkwi w tym
        czy trzeba odmawiać...? Mnie drażni ten cały rozkazujący ton wypowiedzi
        teścia... Ale może powinniśmy przyjąć że on taki jest i trzeba to "zlewać"? Nie
        wiem... Naprawdę nie mam ochoty się tym denerwować, ale kiedy znów słyszę
        telefon męża i widzę "dzwoni TATA" to już mnie krew zalewa że znów będzie
        "trzeba jechać" i całe nerwy wracają... Nie wiem co z tym zrobić..
        • errare_humanum_est Re: Jak to jest u Was? ...drażniąca rodzina.... 15.10.07, 23:39
          malwi6 napisała:

          > Ale może powinniśmy przyjąć że on taki jest i trzeba to "zlewać"?

          Przeczytałem cały wątek i wydaje mi się że to co napisałaś jest jedynym
          sensownym wyjściem z sytuacji - chociaż myślę że zamiast "powinniśmy" powinnaś
          wpisać "powinnam". Sama piszesz że Twój mąż nie jest na każde zawołanie ojca,
          jeżeli trzeba to wybiera Waszą rodzinę a ojcu mówi że teraz nie może, więc chyba
          nie masz wrażenia że Was zaniedbuje bo stawia swoją rodzinę przed Wami. Tobie
          przeszkadza raczej to, że mąż nie zachowuje się tak, jak ty byś chciała żeby się
          zachował (np. skłamał że gdzieś wychodzicie) bo wg ciebie dla niego będzie
          lepiej jak sobie poleży na kanapie. Skąd ta pewność, że chce poleżeć? Siedzisz w
          jego głowie?

          To że Tobie się nie podoba jak ojciec do niego mówi to moim zdaniem szukanie
          dziury w całym, skoro twojemu mężowi to nie przeszkadza. Założę się, że w Twojej
          rodzinie tak rodzice do dzieci się nie zwracają - może dlatego taka bezpośrednia
          forma aż tak Ciebie drażni? Oczekujesz, że ze względu na Ciebie rodzice będą
          ze swoim dzieckiem rozmawiać inaczej?

          Takie mają stosunki w rodzinie, tak do siebie się odnoszą, tak ze sobą
          rozmawiają więc ja nie widzę sensu wsadzania palca między drzwi "bo mi się
          wydaje że powinno się rozmawiać inaczej". Z mężem macie chyba swój własny,
          wypracowany sposób komunikacji, byłabyś zadowolona gdyby ktoś Ci mówił żebyś to
          zmieniła, bo wg niego tak nie powinno się rozmawiać?

          Teścia nie zmienisz, teścia dostałaś z całym bagażem inwentarza swojego męża.
          Nauczyć się tolerować, to chyba jedyne sensowne wyjście - szczególnie jeżeli nie
          możesz swojemu mężowi zarzucić niczego poważniejszego niż to, że nie odmawia
          rodzicom pomocy. Tego nauczą się również wasze dzieci i to zaprocentuje na
          starość, gdy będziesz potrzebowała od nich poświęcenia trochę czasu dla Was.
    • volta2 Re: Jak to jest u Was? ...drażniąca rodzina.... 16.10.07, 00:35
      miałam podobnie, też drażniło mnie to bardzo. ale u mnie mąż
      naprawdę nie ma czasu, a jak ma to też nie ma, bo trzeba zająć się
      dziećmi.
      dokonywaliśmy więc handlu wymiennego, mąż jechał coś załatwić, a
      teściowa brała na ten czas dziecko/dzieci. i nagle mąż przestał być
      potrzebny, bo dzieci to ja mam trudne:)
      i u nas nie zdarzało się to często, raz na pół roku mniej więcej,
      ale najbardziej mnie drażnił ton/tryb rozkazujący(on się nie pytał,
      on wymagał)
    • comedia_finita Re: Jak to jest u Was? ...drażniąca rodzina.... 16.10.07, 00:45
      raz w tygodniu to niedużo
    • jendza1 A ja Cie rozumiem, Malwi... 16.10.07, 06:29
      Rozumiem, ze wcale nie chodzi o ten czas/kase i co tam, 'poswiecone' na pomoc
      tesciowi/rodzicom, chodzi o to (na moje wyczucie) 'prawo wlasnosci' - ktore tesc
      okazuje Twemu mezowi, w intonacji rowniez. O brak szacunku dla syna oraz
      akceptacji faktu, ze 'opuscil ojca swego i matke swoja'... To boli, a nie
      czas/wysilek, ktory rodzicom poswiecacie.

      Hm - tego, obawiam sie, nie dacie rady tacie wytlumaczyc wprost. Ja przynajmniej
      mam zle doswiadczenia z tego typu rozmow.
      ALe mozna: na przyklad zrzucic sie z siostra meza na prezent dla taty (z jakiejs
      wielkiej okazji:) - zafundowac mu kurs prawa jazdy. Jesli w jego dzialaniach nie
      ma zlych intencji, powinien nawet sie ucieszyc, bo bedzie sie mogl 'usamodzielnic'.
      Albo - znow z takiejze okazji - zamiast kupowac mu cos konkretnego, dac kase w
      kopercie z informacja, ze to na... taksowke... - zeby nie musial PROSIC o jazde
      gdzies, bo przeciez to normalne, ze syn, ktory ma prace i rodzine, moze nie moc
      gdzies tam jechac... itd.

      Poza wszystkim - to mu powinno dac do myslenia...

      Pzdr i powodzenia!
      j
      • errare_humanum_est Re: A ja Cie rozumiem, Malwi... 16.10.07, 09:08
        jendza1 napisała:

        > Rozumiem, ze wcale nie chodzi o ten czas/kase i co tam,
        > 'poswiecone' na pomoc tesciowi/rodzicom, chodzi o to (na moje
        > wyczucie) 'prawo wlasnosci'

        Bo okazuje się że mąż nie jest waszą własnością, tylko ma jeszcze rodziców wobec
        których też ma jakieś obowiązki?

        > - ktore tesc okazuje Twemu mezowi,
        > w intonacji rowniez. O brak szacunku dla syna oraz akceptacji
        > faktu, ze 'opuscil ojca swego i matke swoja'... To boli, a nie
        > czas/wysilek, ktory rodzicom poswiecacie.

        A ja nie rozumiem co wyście się tak uparły na decydowanie, jak rodzice mają się
        do waszych mężów zwracać i jak okazywać im szacunek. To jest przecież dorosły
        facet i chyba nie potrzebuje adwokata, który będzie mu mówił jak powinien ze
        swoimi rodzicami rozmawiać i kiedy jest obrażany a kiedy nie. Kamyczek do
        waszego ogródka, fajnie by wam było gdyby Wam mąż dyktował jak macie się do
        waszych rodziców zwracać, jak często kontaktować, ile czasu poświęcać itp?
        Ja cały czas trzymam się wersji: póki nie cierpi na tym żona i dzieci w sensie
        poświęcanego czasu, takie szukanie dziury w całym do niczego dobrego nie doprowadzi.
        I pytanie z innej beczki do autorki wątku: wyobraź sobie siebie za *dziesiąt
        lat. Jakbyś się czuła gdyby Ci dziecko kłamało bo jego żona chce żeby poleżał
        sobie na kanapie?
        • jendza1 Re: A ja Cie rozumiem, Malwi... 16.10.07, 09:45
          errare_humanum_est napisał:

          > Bo okazuje się że mąż nie jest waszą własnością, tylko ma jeszcze rodziców wobe
          > c
          > których też ma jakieś obowiązki?

          Tak, no masz racje, oczywiscie. Znam tez przypadek, gdzie dorosla corka nie
          zalozyla rodziny, bo ma obowiazki wobec mamy. Przez 15 lat pracujac jak
          niewolnica splacala JEJ DLUGI (bo ma obowiazki wobec mamy), a nadto jeszcze
          finansowala LUKSUSOWE WAKACJE (bo ma obowiazki wobec mamy oraz: bo mamie sie cos
          od zycia nalezy).

          Moj kolega zostawil zone w 9 miesiacu ciazy (cala ciaza przelezana, bo
          zagrozona)na cala noc sama w domu w oddalonej od miasta i od innych chalup wsi,
          bo JEGO mama ZAZĄDALA pomocy... przy komputerze...
          a on ma 'obowiazki wobec mamy'..
          itd, itp.

          Przypadki nieokazywania szacunku rodzicom tez moge podac - mam takich mnostwo.
          ALE NIE RZECZ W TYM.
          Rozmawiamy o konkretnej sytuacji i o konkretnych, przedstawionych w watku
          emocjach. Prosilabym zatem o czytanie ze zrozumieniem.

          A jak chodzi o owo 'nasze upieranie sie'

          "jak rodzice mają się
          > do waszych mężów zwracać i jak okazywać im szacunek. To jest przecież dorosły
          > facet i chyba nie potrzebuje adwokata, który będzie mu mówił jak powinien ze
          > swoimi rodzicami rozmawiać i kiedy jest obrażany a kiedy nie'

          to sprawa nie jest tak prymitywna, jak ja tu prezentujesz. Ludzie, pobierajac
          sie, lacza sie w jedno. I to, co spotyka meza, czy to w pracy, czy w kontakcie z
          jego rodzina, AUTOMATYCZNIE dotyczy tez zony.

          JASNE?

          I 'kamyczek do Twojego ogrodka' - nie mozna napisac ciut uprzejmiej?
          Uwazam, ze forma Twojej wypowiedzi jest agresywna i napastliwa. NIe podoba mi
          sie to.

          pzdr

          j
    • modliszka24 Re: Jak to jest u Was? ...drażniąca rodzina.... 16.10.07, 09:11
      masz męża i tak jak jego rodzina na głowie albo dasz na luz albo zaczniecie się
      kłócić
    • modonia Re: Jak to jest u Was? ...drażniąca rodzina.... 16.10.07, 09:32
      Rodzice wychowywali Twego męża przez około 22 lat. Wszytsko mu poświęcali, tak
      jak wszyscy rodzice swoim dzieciom. Myslę, że to nie jest Twoja sprawa czy Twój
      maz poświeca im czas. Ma obowiązki wobec Ciebie, dzieci, ale i wobec rodziców.
      Moi rodzice wymagają pomocy, i szlag by mnie trafił jeżeli by mój mąz coś
      takiego mówił i dyrygował by mną czy mam im pomagać i ewentualnie kiedy.
      Przemyśl to i postaw się w jego sytuacji, no chyba źe nie odczuwasz silnej więzi
      ze Swoimi rodzicami. W chwili obecnej dają sobie radę, ale za kilka lat sytuacja
      sie zmieni. Musisz przyzwyczaić sie do myśli, że rodzicami na stare lata mają
      obowiązek zająć się ich dzieci.
      • jendza1 Re: Jak to jest u Was? ...drażniąca rodzina.... 16.10.07, 09:54
        Modonio, masz arcysluszna racje - prawie we wszystkim (wyjatek: to JEST sprawa
        zony, czy maz poswieca czas (i ile) swoim rodzicom. Malo tego, optymalnie jest,
        gdy to OBOJE MALZONKOWIE 'poswiecaja czas' rodzicom to jednego, to drugiego z
        nich...)

        Jednak - jak chodzi o temat tego watku - Twoja wypowiedz go nie dotyczy.

        pzdr
        j
    • butterflymk Re: Jak to jest u Was? ...drażniąca rodzina.... 16.10.07, 09:35
      myslę ze to moze byc wkirzające..
      ale w sposób delikatny Twój mąz powinien zaprotestować
      absolutnie nie wprowadzająć kłótni do rodziny...
      ja akurat mam braki w takim "zainteresowaniu"..więc troszkę Ci
      zazdroszczę:)
    • kotkaaaa Re: Jak to jest u Was? ...drażniąca rodzina.... 16.10.07, 10:08
      o ten /srednio/ raz w tygodniu ci chodzi? to az tak przeszkadza?
      traktujesz meza jak swoja wlasnosc: teraz ma swoja rodzine czyt.
      mnie i corke to powinien byc tylko nasz, sorry ale to smieszne, jego
      ojciec nie przestal byc rodzina, tylko dlatego, ze jego syn sie
      ozenil. slyszalas powiedzenie, ze mozna miec kilka zon, mezow, ale
      rodzicow ma sie tylko jednych? oby ci tego ktos blizszy w sposob
      bardziej nieprzyjemny nie powiedzial...
      moj maz i ja tez pomagamy swoim rodzicom w o wiele wiekszych
      duperelach i tylko sie z tego smiejemy, jak to ide ze swoja mama na
      zakupy doradzic jaka ma kupic bluzke, choc mamy kompletnie rozne
      gusty i najpewniej sie o te bluzke poklocimy;) bo tu nie chodzi
      tylko o konkretna pomoc, ale o spedzanie czasu razem
      sama masz corke, wiec wyobraz sobie swoje relacje z nia za lat 20.
    • jendza1 Gadaj do slupa... 16.10.07, 10:14
      Hm, czytam tak sobie, czytam, wypowiedzi osob w tym watku, i widze przede
      wszystkim jedno:

      ludzie nie potrafia czytac ze zrozumieniem:((.
      I - obawiam sie - nie dojrzeli (w sensie 'zobaczyc lepiej') jeszcze pewnych
      podstawowych rzeczy.

      Hm, nie trzeba 'upupiania' z zewnatrz, ani przyprawiania geb.
      LUdzie sami sobie te geby przyprawili... i tak im wygodnie.
      Ba, nawet - bywa - sa z nich dumni...

      Smutne

      pzdr
      j
      • konwalka paw wirtualny 16.10.07, 12:08
        Nie znoszę wykorzystywania- tak, chamskiego wykorzystywania
        kogokolwiek, zasłaniając się względami rodzinnymi, stopniem
        pokrewieńswta, żądaniem obowiązku.
        Ludzie, dajcie na looz- chłop ma rodzinę, ktorej powinien poświęcac
        czas, a nie uskuteczniać nagodziny szoferskie:/
        Rodziom TRZEBA pomóc - a oni MUSZA to docenić
        z tego, co słyszę, to jakieś chore klimaty- jestem matką, jestem
        ojcem - mam prawo!
        wirtualny paw
        pozdro dla autorki wątku- tzrymaj sie
        • kotkaaaa Re: paw wirtualny 16.10.07, 12:19
          nastepna zaborcza, co by w imie obowiazkow malzenskich chciala
          faceta do siebie na stale przywiazac, do toalety tez chodzicie razem
          za raczke? umiesz czytac? to przeczytaj, ze facetowi to nie
          przeszkadza, zamiast lezec na kanapie pod czujnym okiem zony woli
          spotkac sie z ojcem, ciekawe jak sie wam swiatopoglad zmieni jak wy
          bedziecie mialy dorosle dzieci
          mowimy oczywiscie o tym jednym konkretnym przypadku i nie
          wyciagajcie chorych przykladow zaborczosci rodzicow, bo i takie sie
          zdarzaja, ale nie tym razem
          • konwalka Re: paw wirtualny 16.10.07, 13:11
            chodzimy razem do wc- jeśli taka fantazja nas najdzie
            a to raczej mamunie i tatuńcze nie potrafia 'odwiązać" niż zony
            przywiązac- ja nie dyskutuję z faktami
    • kadfael Re: Jak to jest u Was? ...drażniąca rodzina.... 16.10.07, 12:22
      Raz w tygodniu, to raptem 4 razy w miesiącu. To tak często? Ja nie
      widziałabym problemu. W końcu to ojciec i syn. Rodzina to nie tylko
      mąż, zona i dzieci....
      • jendza1 Re: Jak to jest u Was? ...drażniąca rodzina.... 16.10.07, 12:48
        Jeju, to nie chodzi o to, 'ile razy w tygodniu' - chodzi o to, JAK.
        To naprawde tak trudno pojac?

        No fakt, tata żąda niewiele - tylko darmowej taksowki...
        No i od czasu do czasu zlotej rączki.
        No i moze czegos jeszcze..., ale nie wiemy, bo nam autorka watku nie zdradzila...

        Rzeczywiscie mu sie to NALEZY, bo rodzina to nie tylko maz, zona i dzieci, tak???

        A co to jest 'RODZINA', Twoim zdaniem? Do czego 'sluzy'?

        Podstawowy obowiazek w rodzinie to spelnianie czyichs zachcianek, tak?
        BO to - tata, brat, matka, dziadek itd?

        Poza wszystkim - TY rzeczywiscie 'nie widzisz problemu' - a zatem, skoro tak, to
        wypowiadasz sie nie na temat.

        pzdr
        j
        • kadfael Re: Jak to jest u Was? ...drażniąca rodzina.... 16.10.07, 13:09
          Spokojnie dziewczyno, wyluzuj...:)
          Dlaczego zaraz taka agresja? Oj ktos z rodziny Ci chyba nadeptnął na
          odcisk... Ale to nie znaczy, że wszystkie rodziny sa takie....
          uwierz.
          • jendza1 Argumentum ad personam 16.10.07, 13:15
            Fakt, troche sie zdraznilam - a to z powodu powszechnego braku zdolnosci
            czytania ze zrozumieniem. Zwlaszcza w tym watku.
            Autorka NIE PISZE, ze nie chce wspierac rodziny - pisze o czyms zupelnie innym
            przeciez! A tu sie wszyscy prawie uparli, zeby ja pouczac, jak to jest zaborcza
            oraz antyrodzinna:((.

            BLE!

            Widzisz, Kadfael - jak pytasz, skad taka agresja, to CI grzecznie odpowiadam.
            Ale Twoje insynuacje personalne, ze mi ktos w rodzinie moze na odcisk nadepnal -
            to naduzycie. Mowiac delikatnie.

            Zgodzisz sie ze mna?

            A ja sie zgadzam z Toba (i wiecej - to jest zupelna oczywistosc, nie podpadajaca
            naszej 'zgodzie'), ze rodziny bywaja rozne...
            Tylko ze to nie ma w tym watku zadnego znaczenia

            • kadfael Re: Argumentum ad personam 16.10.07, 15:39
              No tak, ale Ty na mnie nakrzyczałas w sumie za niewiność. W każdym
              razie tak to odczułam. A ponieważ byłam własnie niewinna, tak
              pomyslalam, że powód był poza mną
              :)
      • malwi6 Dziękuję Wam za odpowiedzi... 16.10.07, 12:54
        Zgadzam się z tym że to może nie jest bardzo częste, ale dla mnie nawet te 4
        razy w miesiącu (a zdarza się i częściej), kiedy "prośba o pomoc" polega na
        mówieniu "Co robisz? Bo jutro jedziemy do sklepu." albo "Przychodź szybko bo mi
        hurtownię zamkną" jest wielką przesadą! Nie chcę męża zamknąć w domu i mieć go
        na własność, nieraz jego siostra prosi mojego męża by ją zawiózł np. do
        mechanika bo musi odebrać samochód... I nie ma w tym nic złego! Ale ona pyta! I
        nie mam nic przeciwko! Wkurza mnie jedynie to w jaki sposób odbywa się
        "przysługa" dla teścia. On nie pyta! On wymaga!I to bezczelnie zadzwoni, kiedy
        już jest umówiony. Zanim się z kimś umówi to nie pomyśli że wypadałoby się
        zapytać syna czy przypadkiem nie ma np. zajętego tego popołudnia! Tylko dzwoni
        jak już trzeba!
        Mąż mówi że też go to denerwuje, ale zna ojca i wie że on taki jest... Nie liczy
        się z nikim... A mąż spełnia jego "zachcianki" w miarę możliwości i zawsze
        dostosowuje je do swoich/naszych planów. Ale jak dla mnie to teść powinien
        przyjąć do wiadomości że syn ma rodzinę, dziecko, pracę... i nie musi być na
        każde jego zawołanie... Pozdrawiam
    • minerallna Re: Jak to jest u Was? ...drażniąca rodzina.... 16.10.07, 13:07
      W pierwszy poście autorka wątku napisała:
      >Rodzice męża nie mają prawa jazdy, ma je tylko siostra męża która
      >mieszka jeszcze z rodzicami. Szwagierka dużo pracuje więc jej
      >samochód większość czasu stoi pod domem...

      Skoro teść ma pod domem samochód córki,to niech się z nią
      dogada,zrobi prawko i przestanie innym zawracać głowę swoim
      problemami z dojazdami w różne miejsca.

      A mieszkanie w jednym mieście nie oznacza,ze w 5 min do kogoś
      dojadę,załatwię z nim to o co prosił i w godzinkę sie wyrobię.
      • malwi6 Re: Jak to jest u Was? ...drażniąca rodzina.... 16.10.07, 13:15
        Kilka razy był tutaj poruszany pomysł prawa jazdy dla teścia... Już
        odpowiadam... To niemożliwe... On miał kiedyś prawo jazdy ale je stracił jeszcze
        w młodości za jazdę po pijanemu... Teraz ma prawie 60 lat i na pewno nikt go do
        tego nie namówi.. naprawdę!
        • minerallna Re: Jak to jest u Was? ...drażniąca rodzina.... 16.10.07, 13:34
          Jak nie teść to może teściowa:)
          Niech idzie kobieta z duchem czasu i zrobi coś dla męża!

          A przy okazji to niezła informacja,że teść stacił prawko za jazdę po
          pijaku.Mąż może mu powiedzieć,że to jak jazda na rowerze,nigdy się
          nie zapomina.I że miał pewnie ze 30 lat czasu na przypomnienie
          sobie,jak się jezdzi.Egzamin byłby formalnością.
          • malwi6 Re: Jak to jest u Was? ...drażniąca rodzina.... 16.10.07, 13:39
            Dziękuję ci za rady... ale to naprawdę niemożliwe. I w przypadku teściowej i
            teścia! Musiałabym tu wypisać wiele rzeczy a nie chcę się tak rozpisywać... Ale
            to nie wchodzi w ogóle w grę... Szkoda.. ale tak jest...
          • jendza1 a drugi wariant, 16.10.07, 13:43
            Taki sam 'z ducha', jak dzialania tescia, to... wreczenie mu na urodziny na
            przyklad, tej ilosci pieniedzy gotowka w kopercie, jaka
            chcielibyscie/moglibyscie przeznaczyc na prezent. Z mila informacja, moze byc na
            pismie, ze to na taksowke, zeby byl NIEZALEZNY.

            Patrzac z zewnatrz - nic WAM nie mozna by zarzucic..., wrecz przeciwnie, to na
            niego mozna by zaczac 'ujadac', gdyby skrytykowal Wasz prezent... DOkladnie, jak
            to czynia co poniektorzy forumowicze w Twoim kontekscie, Autorko watku.
            A on by dostal jasny komunikat.

            pzdr
            j
            • malwi6 Re: a drugi wariant, 16.10.07, 13:54
              Ja bym bardzo chciała dokładnie wszystko opisać.. ale dnia by mi brakło...
              wszystko to co piszecie o daniu mu tego do zrozumienia... To niewypał.. Przykro
              mi ale tak jest... Już pisałam wcześniej że teść jest dziwny i konfliktowy.
              Ciężko to opisać, ale on ogólnie ma wszystko gdzieś... On jest na rencie, caly
              dzień siedzi sobie w domu, ma swoją działke, chodzi na piwo... I ogólnie nic nie
              ma do roboty. I chyba wydaje mu się że wszyscy tak mają! Nie wiem jak to opisać,
              ale gwarantuję Wam że on by się tym nie przejął! Może by się jakoś obraził, ale
              za dwa dni zapomni i znów to samo! Naprawdę!!!!!
              • minerallna Re: a drugi wariant, 16.10.07, 14:29
                No to może rozwiązanie radykalne i dla Was najgorsze.
                Sprzedać samochód!
                Problem teścia przynajmniej częsciowo się rozwiąże:)))

                malwi,doskonale Cię rozumiem.Widywałam już podobne przypadki jak
                Twój teść.Niczego dobrego na przyszłość to nie wróży.
                Pewnie prędzej czy pózniej twoja relacja z teściem ulegnie
                pogorszeniu i cięzko będzie Ci ukrywać swoją niechęć do niego.
                No chyba że stanie się jakiś cud!
Pełna wersja