kiedy konczy sie milosc...?

25.10.07, 11:12
Wiem ze moj post jest pewnie do bolu oklepany i pewnie nikogo nie
zaciekawi ale musze to z siebie wyrzucic. Od 6 lat jestem w zwiazku
z mezczyzna i przez caly ten czas nie mialam wiekszych watpliwosci
co do tego czy powinnismy byc razem, co do tego czy go kocham...i
nagle cos sie zmienilo- im blizej dnia kiedy czuje ze poprosi mnie o
reke tym ja bardziej sie boje i uciekam wglab wlasnych mysli..im
bardziej inni mnie pytaja "a kiedy slub" ja zaczynam tracic
pewnosc... Pomyslicie ze to pewnie typowa reakcja ale jest jeszcze
jak zawsze przyczynek. Moj facet od dwoch lat pracuje poza warszawą-
widujemy sie w weekendy, czasem krotko w dni powszednie..a ja
poznalam kogos- na poczatku było niewinnie maly dreszczyk emocji z
umowienia sie na drinka z innym facetem i pewnosc ze to nic dla mnie
nie znaczy i jest tylko niewinnym flirtem i nagle tych spotkan
zaczeło byc coraz czesciej i ten mezczyzna zaczał byc coraz bardziej
fascynujacy i zainteresowany moja osoba, a ja nim- rozmawiam z nim o
tym o czym nigdy nie rozmiawam z moim chłopakie. Nagle znalazłam sie
z własnej winy w sytuacji bez wyjscia...poczatkowo tłuamczyłam sobie
ze zawsze to co nowe jest bardziej atrakcyjne..ale na długo to nie
podziałało.Nie spie po nocach i nie wiem co w tej sytuacji
zrobic.Łapię się na tym że tęsknie za tamtym mężczyzna,mamy wiele
podobnych pasji i podobne podejście do życia- moj facet jest inny
ale przecież go dotąd kochałam mimo wszystko. Sytacja jest tym
bardziej skomplikowana, ze z moim chlopakiem konczymy remont naszego
wspólnego mieszkania a wiec wiaze nas juz jeden krok dalej..
Powinnam podjąc jakąs decyzje ale sie boje konsekwencji, boje sie
zranic mojego chłopaka, boje sie ze rozstanie po tylu latach bedzie
bardzo bolesne..do tego boje sie łaczyc rozstanie z innym mezczyzna
bo to chyba najgłupsze rozwiazanie-kto wie czy gdy rozstaniemy sie
ja bede z tym drugim- bo zycie potrafi byc przewrotne:( boje sie
stracic to co mam i na co tak długo czekałam-bycie razem- a zdrugiej
strony boje sie ze przez ta rozłake sie od siebie oddalilismy.
Jesli macie czas i ochote przeczytac te moje wypociny to moze
napiszcie co o tym wszystkim myslicie...
    • aserath Re: kiedy konczy sie milosc...? 25.10.07, 11:46
      Podsumujmy:
      1. jesteś z facetem 6 lat

      2. ostatnie 2 lata testowaliscie związek na odległość

      3. testowanie nie wypadło pomyslnie: ty ZAKOCHALAS się w innym

      4.macie wspolne mieszkanie i macie brac slub

      5. przytlacza cie wasza szarosc i codziennosc, a jednoczesnie boisz sie
      "samotności" gdyby cos z tym drugim nie wyszło

      a biedny "przyszły" nic o twoich rozterkach sercowych nie wie (?)

      Więc tak:
      1. 6 lat to kawał czasu, wnioskuję ze mocno sie znacie, byliscie i w zlych i w
      dobrych momentach, zwtem wasz zwiazek to nie tylko milosć (?) ale i
      przywiązanie, przyzwyczajenie do określonego stylu zycia, do ciebie, do
      mozliwości polegania na drugą osobę, zaufanie i wygoda

      2. nie pytam o przyczyny tej decyzji - ludzie czasem nie mają wyboru. Przykre ze
      niestety to wystarczylo by inny ci zawrócił w głowie i wystawił twój związek,
      stabilny związek, na próbę

      3. nawet nie napisalas ile znasz sie z tym kolesiem, czy to bardziej
      "porozumienie dusz" czy "chemia", czy myslisz ze moglabys cos z nim, czy jestes
      na etapie różowych okularów?

      4. ustaliliscie juz date czy to takie "luzne plany"?

      5. Powiem ci tak, zycie to jedna wielka NIEWIADOMA i naprawdę, moze sie okazac
      ze wyjdziesz za mąż i rok po slubie twoj mąż stwierdzi ze zakochal sie np. w
      kolezance z pracy i bedzie nieciekawie, a moze być też tak, że zerwiesz z nim, i
      ulozysz sobie zycie z drugim, a moze byc tak ze skonczysz sama z 3 kotami ;)


      No niełatwy masz orzech do zgryzienia. Powiem ci ze jak sie kocha, to się wie,
      ze się kocha, i naprawdę - nic innego wtedy do podejmowania decyzji nie jest
      potrzebne.
      - zinterpretuj to jak chcesz.
      • spicy_cinnamon Re: kiedy konczy sie milosc...? 25.10.07, 12:11
        moja znajomosc z tym drugim trwa juz rok.jak tylko staram sie
        zapomniec o nim to po dwoch tygodniach moje mysli nie daja mi spokou
        i musze choc do niego napisac..ograniczanie spotkan do 1 w miesiącu
        tez niewiele daje..To co czuje do tego drugiego faceta to raczej
        porozumienie dusz niz chemia..choc i ta w pewnym stopniu musiala po
        pewnym czasie wkroczyc.Wprawdzie nie posunelam sie daleko w sensie
        zdrady fizycznej..tylko jednen pocałunek...ale czy to ma jakies
        znaczenie?sam fakt ze mysle o nim jest zdrada mojego partnera i
        cierpie patrzac w oczy mojemu chlopakowi. Dostrzegam w tym drugim
        cechy mezczyzny ktore zawsze mi imponowaly-jest niesamowicie
        inteligenty i rozumiemy sie bez słów a do tego pasonuja nas w
        wiekszosci podobne rzeczy..moj chlopak- jeszcze nie narzeczony ale
        to kwestia kilku miesiecy- jest ode mnie calkowicie inny ale dotad
        wydawalo mi sie ze moze ta odmiennosc tak nas do siebie przyciaga-
        zreszta poznalam go majac 22 lata i bylam od poczatku zuroczona nim,
        mimo ze rodzina mowila mi ze to facet nie dla mnie zreszta nadal tak
        uwazaja :(
        Niestety tak jak napisałas nigdy nie ma gwarancji..tylko codzienny
        bol trwa juz kilka miesiecy a ja czue sie coraz gorzej
        • agaoki Re: kiedy konczy sie milosc...? 25.10.07, 12:40
          z tego co piszesz jasno wynika, że Twój niedoszły narzeczony nie jest facetem
          dla Ciebie. widzisz to Ty, widzą to inni... chyba nie ma sensu tego ciągnąć,
          nawet abstrahując od znajomości z tym drugim.
          rozstanie na pewno będzie trudne i bolesne, ale możesz się zastanowić, jak to
          zrobić, by zraniło jak najmniej i jego, i Ciebie. rozstanie rozstaniu nierówne.
          nie rób tego nagle, daj sobie czas, poradź się bliskiej osoby...
          co do tego drugiego faceta, to warto spróbować. nie ma gwarancji, że się uda,
          ale tak czy siak nic nie tracisz, bo z obecnym chłopakiem nie będziesz szczęśliwa.
          życzę Ci dużo siły, odwagi i powodzenia!!!
    • modliszka24 Re: kiedy konczy sie milosc...? 25.10.07, 12:43
      kiedy juz sie nie pragniecie
    • spicy_cinnamon Re: kiedy konczy sie milosc...? 25.10.07, 12:53
      Nigdy wczesniej nie bylam w tak trudnej sytuacji jak
      teraz...zastanawiam sie nad tym co mowia moi rodzice ale tez nad
      tym, że przeciez spedzilismy ze soba tyle tych lat- wprawdzie troche
      jak wloskie malzenstwo ale zawsze myslalam ze to przez moja kłotliwa
      i nieustepliwa nature..Nasi znaomi nie uwazaja nas za niedobrana
      pare..moi rodzice mysla inaczej..a ja nie wiem juz co
      myslec..przeciez i oni moga sie mylic a moze najbardziej w tym
      wszystkim myle sie ja sama?
      Boje sie tez odejsc w momencie kiedy wlasnie mozemy w koncu
      rozpoczac wspolne zycie razem nie na odleglosc a z drugiej strony
      osatnio chodze wiecznie smutna. Ostatnio powiedzialam mojemu
      chlopakowi o mojej niepewnosci..a ze nie potrafie podjac decyzji on
      czeka a czas tej sytaucji wcale nie zmienia
      • kroliczek_85 Re: kiedy konczy sie milosc...? 25.10.07, 14:19
        jeśli wasi przyjaciele uwazaja Was za niedobraną parę to warto to
        przemysleć, przyjaciele znaja nas najlepiej czesto widza to czego
        sami nie dotrzegamy. rodzice to zupelnie inna bajka wiec o ich opini
        wole sie nie wypowiadac.
        najproscie zrob rachunek sumeinia, czy 6 lat temu nie patrzylas na
        swojego chlopaka tak jak teraz nie tego., czy faktycznie tak wiele
        was rozni. nigdy nie ma sie gwarancji, ale czasem lepiej zaryzykowac
        niz tkwic w czyms co nie daje nam szczescia
      • echtom Re: kiedy konczy sie milosc...? 25.10.07, 14:25
        Nie doradzę, ale opowiem Ci swoją historię. Byłam 3,5 roku w stałym
        związku z facetem, od 1,5 roku zaręczona. W międzyczasie poznałam
        kogoś innego, początkowo kolega, na kilka miesięcy przed planowanym
        ślubem mocno zaiskrzyło. Zerwałam zaręczyny, odwołałam ślub na 2
        tygodnie przed ustaloną datą, po roku wyszłam za mąż za tego
        drugiego. Małżeństwo z wielkiej miłości i namiętności okazało się
        (co wszyscy wróżyli od początku) kompletnym niewypałem. Po
        wielu "jazdach" zostałam sama z 3 kotami i trójką dzieci. Były
        niedoszły ożenił się mniej więcej w tym samym czasie co ja i dobrze
        mu się układa. Nie żałuję, że za niego nie wyszłam. ale ja miałam
        łatwiej - nigdy go nie kochałam, a byłam z nim z wygody i braku
        asertywności.
Pełna wersja