Wiem, ze to juz było, ale...

12.11.07, 12:14
samotnosc: prawie 3 dychy na karku. Pasmo samych nieudanych
zwiazkow, gdzie w kazdy z nich bylam bezgranicznie zaangazowana i
kazdy z nich konczyl sie fiaskiem:-/ Marzyłam o samotnosci, bo
myslalam, ze tylko wtedy bede mogła poczuc sie naprawde wolna i
szczęśliwa. Jakże się myliłam. Czas mija, a ja wracam z pracy i
siedze w domu - SAMA, dzien w dzien juz od ponad roku. Czasem płaczę
do poduszki, a czasem myślę, że chciałabym bardzo mieć kogoś, kto
naprawdę zna znaczenie słów: kocham,szanuję, jestem Twoim partnerem.
A z drugiej, boję się mężczyzn, bo boję się kolejnego rozczarowania.
Nie chce znów przeżywać, pić, nie spać po nocach, ryczeć i walczyć z
myślami. Nie chodze nigdzie, a to daltego, że nie mam przyjaciół,
jedynie znajomych, a na wyjścia do knajp etc. zwyczajnie mnie nie
stać! Za gości z netu juz podziękowałam (porażka). Podobno jestem
kobietą o złotym sercu (opinia innych), wiec dlaczego tak cierpię?
Wielokrotnie próbowałam pogodzić sie z myślą, ze widać tak musi być
i taki już mój los. Ale nie mogę! Czy ktoś z Was ma podobnie..;-/
    • aserath Re: Wiem, ze to juz było, ale... 12.11.07, 12:21
      no wlasnie dlatego ze jesteś kobietą o złotym sercu. A taka jak nie znajdzie
      męża w wieku 20-26 lat, to potem już ci przyzwoici są zajęci i zostają ci same
      skur...syny z ktorymi jak widać po cytacie" Nie chce znów przeżywać, pić, nie
      spać po nocach, ryczeć i walczyć z
      myślami. " - juz się zetknęłaś. Marnie musialy te twoje zwiazki wyglądać skoro
      masz takie wspomnienia.
      Dla pocieszzenia powiem ci ze malo kto ma teraz przwdziwych przyjacioół bo
      ludziom sie spieszy i mają wykwalifikowaych znajomych - czyli kolezankę od
      łazenia po sklepach, koleżankę od picia piwa, koleżankę od problemów w pracy,
      koleżankę od fitnesu.

      Zaraz ci pewnie będą radzić zebyś zapisała sie na rózne zajęcia popołudniowe,
      fitnesy, tańce, szkoly walki, kurs jezykowy - i są to dobre rady, o ile
      zapiszesz sie na coś co się interesuje - na pewno będzie to lepiej wydana kasa
      niz na browar w knajpie.

      a poza tym - nie szukaj nikogo. naucz się zyc sama ze sobą, pogódź się z tym co
      masz. Ni emowie ze masz nie marzyć o milości - jasne ze tak. Tylko niech z
      twoich oczu nie przebija desperacja i strach przed samotnością - jak przebija z
      twojego postu.

      i jeszcze cos - jezeli faceta w necie szukalas poprzez sympatia cos tam, fotka
      cos tam, randki onet itd - no to sorry.... znajdzo sobie w necie grupe ludzi o
      opodobnych zainteresowaniach - są fora tematyczne , strony zrzeszające konkretne
      społeczności. I nie szukaj tam męża - szukaj po prostu milych ludzi do pogadania. :)
      • evula Re: Wiem, ze to juz było, ale... 12.11.07, 12:36
        Dzieki aserath. Nie spodziewalam się tak racjonalnej odpowiedzi.
        Byłam przygotowana własnie na jakies ataki typu: "Idz do ludzi,
        wyjdz gdzies to napewno kogoś poznasz" itp. dlatego zaznaczylam, ze
        na zadne wyjscia po prostu mnie nie stac, nie mowiac juz o fitnesach
        itp. Co do "znajomych od piwa, zakupow, pracy" to tez święta prawda!
        Gdyby tacy nie byli, napewno nasze relacje bylyby inne.
        Nie szukalam facetow na zadnych sympatiach, I love itp. poznawalam
        ich na czatach... hmmm..., ale to jeden czort. Na siłę też nie chce
        szukać, chcę być po prostu szczęśliwa. Lubię siebie, ale smutno mi
        samej:-( Fora społecznościowe - to mi się podoba! Dziękuję! Pozdro
        serdeczne!

        • kitek_maly Re: Wiem, ze to juz było, ale... 12.11.07, 13:06
          evula napisała:

          > Dzieki aserath. Nie spodziewalam się tak racjonalnej odpowiedzi.
          > Byłam przygotowana własnie na jakies ataki typu: "Idz do ludzi,
          > wyjdz gdzies to napewno kogoś poznasz" itp.

          hmm rozumiem, że dla Ciebie racjonalną odpowiedzią jest 'tak, masz
          rację, ten świat jest straszny a najlepszą rzeczą jaką możesz dla
          siebie zrobić to siedzienie w domu i użalanie się'. :)

          • kitek_maly Re: Wiem, ze to juz było, ale... 12.11.07, 13:07
            i nie rozumiem dlaczego uważasz, że porady nt. wyjścia do ludzi to
            ataki. w sumie z takim podejściem to rzeczywiście chyba tylko
            psycholog, terapeta.
    • bezmyslna_baba Re: Wiem, ze to juz było, ale... 12.11.07, 12:57
      co się stało, że nie masz przyjaciół? jak w ogóle da się bez nich
      życ.. na Twoim miejscu chyba bym się przeszła do psychologa, jeśli
      to nie jest chwilowa chandra.

      >Czas mija, a ja wracam z pracy i
      > siedze w domu - SAMA, dzien w dzien juz od ponad roku

      rok- nie wyrok, jak mawiają
      • evula Re: Wiem, ze to juz było, ale... 12.11.07, 13:02
        bezmyslna_baba napisała:

        > co się stało, że nie masz przyjaciół? jak w ogóle da się bez nich
        > życ.. na Twoim miejscu chyba bym się przeszła do psychologa, jeśli
        > to nie jest chwilowa chandra.
        >
        > >Czas mija, a ja wracam z pracy i
        > > siedze w domu - SAMA, dzien w dzien juz od ponad roku

        Kiedyś ich miałam - w latach nastoletnich, ale każde z nich poszło w
        swoją strone: rodziny, żony dzieci, mężowie, praca, szybkie życie
        etc. a może nie byli przyjaciółmi. Jedyna przyjaciólka, która miałam
        od liceum, od 2 lat sie ze mna nie kontaktuje - bez przyczyny, po
        prostu była i nie ma. Może znalazła sobie "lepszą" przyjaciółkę, z
        która można gdzies wyjść, bo ma kase.. nie wiem, nie wnikam. W
        każdym razie jak widać przyjaciół poznaje się w biedzie.
        >
        > rok- nie wyrok, jak mawiają
    • kitek_maly Re: Wiem, ze to juz było, ale... 12.11.07, 13:03
      nie masz kasy na to, żeby pójść ze znajomymi raz w tygodniu na piwo??
      piwo w lokalu kosztuje do 10 zł, miesięcznie wyszłoby 40 zł.
      zwykle ludzie, którzy wylewają swoje smutki w necie to właśnie
      ludzie, którzy nie potrafią się otworzyć na świat i na ludzi. a
      człowiek jest istotą stadną :) bez tego nie da rady :)
      • mala_mee Re: Wiem, ze to juz było, ale... 12.11.07, 13:07
        Wobraź sobie, że czasem te 40 złotych to jest problem. Jeżeli je
        masz i masz do wyboru obiad na kilka dni czy piwo???
        • kitek_maly Re: Wiem, ze to juz było, ale... 12.11.07, 13:08
          dlatego pytam autorkę!
          • mala_mee Re: Wiem, ze to juz było, ale... 12.11.07, 13:09
            No ale przecież na poczatku powiedziała, że na takie wyjścia nie ma
            kasy.
        • evula Re: Wiem, ze to juz było, ale... 12.11.07, 13:10
          > Wobraź sobie, że czasem te 40 złotych to jest problem. Jeżeli je
          > masz i masz do wyboru obiad na kilka dni czy piwo???

          Dokładnie. Dlatego wypowiedź kitka_małego pozostawiłam bez
          komentarza..
          • kitek_maly Re: Wiem, ze to juz było, ale... 12.11.07, 13:13
            dlaczego? zadaję zwyczajne pytanie.
            chciałam ustalić czy dla Ciebie wyjście ze znajomymi to koszt 10 czy
            50 zł. bo skoro na to Cię nie stać to naprawdę współczuję.

            czyli wracasz do domu i siedzisz zamknięta w 4 ścianach i tak
            codziennie?
        • kitek_maly Re: Wiem, ze to juz było, ale... 12.11.07, 13:10
          a tak poza tym, nie wyobrażam sobie, żebym mieszkając w Warszawie
          miała tak kiepską pracę w wieku 30 lat, żeby nie móc przeznaczyć 40
          zł miesięcznie na przyjemności.

          poza tym autorka postu ma dostęp do netu, to też koszt co najmniej
          30 zł, więc zakładam, że głodem nie przymiera skoro ją na to stać.
          • mala_mee Re: Wiem, ze to juz było, ale... 12.11.07, 13:13
            Co do pracy to można się czasem zdziwić.
            • kitek_maly Re: Wiem, ze to juz było, ale... 12.11.07, 13:16
              tak, wiem, różnie to bywa. natomiast ta moja refleksja z
              poprzedniego postu jest oparta na doświadczeniach moich znajomych
              (mieszkających w Wawie) i moich własnych.
          • evula Re: Wiem, ze to juz było, ale... 12.11.07, 13:15
            kitek_maly napisała:

            > a tak poza tym, nie wyobrażam sobie, żebym mieszkając w Warszawie
            > miała tak kiepską pracę w wieku 30 lat, żeby nie móc przeznaczyć
            40
            > zł miesięcznie na przyjemności.
            >
            > poza tym autorka postu ma dostęp do netu, to też koszt co najmniej
            > 30 zł, więc zakładam, że głodem nie przymiera skoro ją na to stać.

            Kitku_maly nie bądż złośliwa. Z netu korzystam w pracy. W domu też
            mam, ale wyobraź sobie, że po opłaceniu wszystkich rachunków (kredyt
            mieszkaniowy, czynsz, prad, rachunek tel., zarcie dla kotów) zostaje
            mi ok 500zł na zycie na cały miesiąc. To chyba niewiele prawda?
            Utrzymuję się sama, mieszkam w kawalerce, mam ściśle wyliczone
            wydatki na każdy miesiąc. Uwierz mi, że te 40zł na piwo miesięcznie
            to dla mnie duży wydatek. Nie kupuję sobie żadnych ciuchów, czasem
            książkę raz w miesiącu, która zaraz potem ląduje na allegro. Jestem
            sama, nie pomaga mi nikt i sama muszę się utrzymać.
            • kitek_maly Re: Wiem, ze to juz było, ale... 12.11.07, 13:20
              nie miałam zamiaru być złośliwa :)
              jeśli tak to odebrałaś, to przepraszam :)

              500 zł to wcale nie tak mało :)
              mieszkasz we własnym mieszkanku, ciesz się tym :) a może jest na
              tyle duże, że wynajęłabyś komuś łóżeczko? dzięki temu miałabyś
              dodatkową kaskę i towarzystwo :) wiem, głupi pomysł, ale może
              trafiłabyś na jakąś fajną dziewczynę i byłoby 2 w 1 ;)

              a poza tym coś tu ściemniasz. masz kotki, więc nie jesteś całkiem
              sama :)
              • evula Re: Wiem, ze to juz było, ale... 12.11.07, 13:34
                kitek_maly napisała:

                > nie miałam zamiaru być złośliwa :)
                > jeśli tak to odebrałaś, to przepraszam :)
                >
                Spoko:-)
                > 500 zł to wcale nie tak mało :)

                Niby nie, ale wiesz ile teraz wszystko kosztuje. A nie daj Bog "ząb
                zaboli" jak to mówią.
                >
                mieszkasz we własnym mieszkanku, ciesz się tym :) a może jest na
                > tyle duże, że wynajęłabyś komuś łóżeczko? dzięki temu miałabyś
                > dodatkową kaskę i towarzystwo :) wiem, głupi pomysł, ale może
                > trafiłabyś na jakąś fajną dziewczynę i byłoby 2 w 1 ;)

                Niestety jest tylko 1 pokoj 16m, aneks kuchenny i łazienka.
                >
                > a poza tym coś tu ściemniasz. masz kotki, więc nie jesteś całkiem
                > sama :)

                Właśnie dlatego je mam - fajnie, że je mam:-)

                Poza tym: kasa to nie wszystko, dobra materialne itp. to nie
                wszystko, nie to jest najważniejsze. Chciałabym po prostu być bliżej
                ludzi - nie tych materialistów, nie tych zaganianych, nie tych
                fałszywych, nie tych nieczułych, ale tych, którzy poza kasą widzą w
                ludziach ich duchowe wartości.
                • kadfael Re: Wiem, ze to juz było, ale... 12.11.07, 13:56
                  Jeśli chcesz być bliżej ludzi nie ma innego sposobu niż wyjście do
                  tych ludzi. Niestety - innej rady nikt nie jest w stanie Ci dać.
                • morla100 Re: Wiem, ze to juz było, ale... 12.11.07, 15:05
                  Poza tym: kasa to nie wszystko, dobra materialne itp. to nie
                  > wszystko, nie to jest najważniejsze. Chciałabym po prostu być
                  bliżej
                  > ludzi - nie tych materialistów, nie tych zaganianych, nie tych
                  > fałszywych, nie tych nieczułych


                  czyli idealny bylby dla Ciebie ktos kto nie jest zaganiany, zupelnie
                  nie licza sie dla niego dobra materialne, przymiera glodem i nie
                  stac go na piwo 4 razy na miesiac, bylby dla Ciebie idealny?
                  Proponuje zmienic podejscie do ludzi, moze Twoje zycie tez sie wtedy
                  zmieni.
                  • evula Re: Wiem, ze to juz było, ale... 12.11.07, 15:17



                    > czyli idealny bylby dla Ciebie ktos kto nie jest zaganiany,
                    zupelnie
                    > nie licza sie dla niego dobra materialne, przymiera glodem i nie
                    > stac go na piwo 4 razy na miesiac, bylby dla Ciebie idealny?
                    > Proponuje zmienic podejscie do ludzi, moze Twoje zycie tez sie
                    wtedy
                    > zmieni.

                    Nie. Idealny bylby ktos, kto zyje w normalnym tempie (bo w takim tez
                    sie da), kto jest samodzielny i odpowiedzialny, kto jest
                    emocjonalnie dojrzaly i oprocz kasy potrafi dostrzec tez inne
                    aspekty zycia - Aby mieć te cechę, nie trzeba być ani biednym, ani
                    bogatym. Więc nie ironizuj - proszę.
                    • julia0001 Re: Wiem, ze to juz było, ale... 12.11.07, 15:29
                      W jakim miescie mieszkasz? jesli w Warszawie to wspolczuje bo to
                      miasto samotnikow...samotnia...
                      Nie wiem czy to jest rada...ale moim zdaniem mozesz nad tym
                      pomyslec, czasami aby przestac czuc sie nieszczesliwa trzeba zmienic
                      swoje zycie...i np. przeprowadzic sie do innego miasta...samotnosc
                      to bardzo czesto wynik tego gdzie sie zyje, wsrod jakicg ludzi...sa
                      miasta otwarte, przyjaznie nastawione do ludzi, czule cieple...
                      i te zimne, w ktorych tylko kasa kariera ruch...bezsensowny tworza
                      rzeczywistosc...Warszawa jest takim miastem...
                      • kitek_maly Re: Wiem, ze to juz było, ale... 12.11.07, 15:42
                        julia0001 napisała:

                        > W jakim miescie mieszkasz? jesli w Warszawie to wspolczuje bo to
                        > miasto samotnikow...samotnia...
                        samotnosc
                        > to bardzo czesto wynik tego gdzie sie zyje, wsrod jakicg
                        ludzi...sa
                        > miasta otwarte, przyjaznie nastawione do ludzi, czule cieple...
                        > i te zimne, w ktorych tylko kasa kariera ruch...bezsensowny tworza
                        > rzeczywistosc...Warszawa jest takim miastem...

                        hmm dlaczego taki pogląd funkcjonuje wśród wielu ludzi?
                        nie mieszkam w Wawie, ale bywałam tam swego czasu sporo i nie
                        zauważyłam tego zjawiska. mam tam kilku znajomych, niektórzy
                        przyjezdni, niektórzy autochtoni. mają czas, chęci i siłę na to, aby
                        co weekend wyjść na imprezę, do kina, na spacer. nie czują się
                        samotni.

                        nie straszcie mnie, bo jeśli mi się wszystko dobrze ułoży to planuję
                        się przenieść do Wawy :-)
                        • julia0001 Re: Wiem, ze to juz było, ale... 12.11.07, 15:48
                          studiowalam w warszawie...na UW...mieszkalam z przyjaciolka...mialam
                          wlasne piekne mieszkanko blisko lazienek...ale nigdy w zyciu nie
                          czulam sie bardziej samotna i nieszczesliwa...nie wiem co Warszawa
                          ma w sobie...
                          rok temu robilam badania naukowe w Warszawie...na temat zwiazkow
                          milosci w wakacje...rozmawialam z wieloma ludzmi, smutne wyszly one
                          bardzo...
                          Wciaz je mam :)...ale nie chcialabym dolowac Ciebie, w koncu kazdy
                          czlowiek jest inny...moze warszawe da sie pokochac?
                          • kitek_maly Re: Wiem, ze to juz było, ale... 12.11.07, 15:54
                            :)
                            póki co bardzo lubię to miasto i mnie do niego ciągnie, ciężko to
                            wytłumaczyć. Trójmiasto już mi się znudziło ;) znam je na wylot a
                            Warszawa to dla mnie nowy ląd do odkrycia. poza tym ja strasznie
                            lubię duże miasta, czuję się w nich jak ryba w wodzie.

                            i mam sentyment do tego miasta ze względu na jednego gościa :]
                          • tezromantyczka Re: Wiem, ze to juz było, ale... 12.11.07, 16:09

                            A ja mieszkając tu jestem bardzo szczęśliwą kobietą, z cudownym
                            mężem i przyjaciółmi, na których mogę liczyć.
                    • morla100 Re: Wiem, ze to juz było, ale... 12.11.07, 15:54
                      ok. przepraszam.
                    • tezromantyczka Re: Wiem, ze to juz było, ale... 12.11.07, 16:07

                      Dość trudno jest w Warszawie żyć w normalnym tempie jednocześnie
                      dobrze zarabiając.
                • tezromantyczka Re: Wiem, ze to juz było, ale... 12.11.07, 16:05
                  > Chciałabym po prostu być bliżej
                  > ludzi - nie tych materialistów, nie tych zaganianych, nie tych
                  > fałszywych, nie tych nieczułych, ale tych, którzy poza kasą widzą
                  w
                  > ludziach ich duchowe wartości.

                  Czyli jak ktoś ma pieniądze & jest zaganiany, to jest fałszywym,
                  nieczułym materialistą, tak?

                  • evula Re: Wiem, ze to juz było, ale... 12.11.07, 19:15
                    tezromantyczka napisała:

                    Czyli jak ktoś ma pieniądze & jest zaganiany, to jest fałszywym,
                    > nieczułym materialistą, tak?

                    Akurat piszac to zdanie, mialam na mysli swojego bylego faceta. On taki byl.
    • dziewczynazbagien Re: Wiem, ze to juz było, ale... 12.11.07, 15:53
      jak jesteś z krakowa lub lublina to napisz.pogadamy:-) pozdrawiam
      • evula Re: Wiem, ze to juz było, ale... 12.11.07, 15:56
        dziewczynazbagien napisała:

        > jak jesteś z krakowa lub lublina to napisz.pogadamy:-) pozdrawiam

        Warszawa....
      • kitek_maly Re: Wiem, ze to juz było, ale... 12.11.07, 15:58
        ale masz zasięg ;)
    • n.michal Re: Wiem, ze to juz było, ale... 12.11.07, 15:58
      widze ze watek zszedla na pieniadze i styl zycia w wawie, a mialo
      byc o samotnosci i poznawaniu innych
      brak pieniedzy nie jest problemem tylko przeszkoda, ktora trzeba
      przejsc (np. podwyzka w pracy, zmiana firmy, itd.)
      odnosze wrazenie ze dziewczyna sie poddala i to jest problemem. wiem
      co to samotnosc, walcze z nia w kazdej minucie, ale nie poddaje sie
      staram sie miec zajete, zaplanowane maksymalnie duzo czasu tak zeby
      nie byc samemu i nie myslec o zlych rzeczach do tego pozytywne
      kreowanie otoczenia i usmiech na poczatek powinny wystarczyc. ja tak
      robie i daje rade. ze wzgledu na pozywtywn kreowanie rzeczywistosci
      nie bede pisal co zlego u mnie.
      glowa do gory bedzie dobrze, kiedys musi byc :))
      • kitek_maly Re: Wiem, ze to juz było, ale... 12.11.07, 16:01
        n.michal napisał:

        > widze ze watek zszedla na pieniadze i styl zycia w wawie, a mialo
        > byc o samotnosci i poznawaniu innych
        > brak pieniedzy nie jest problemem tylko przeszkoda, ktora trzeba
        > przejsc (np. podwyzka w pracy, zmiana firmy, itd.)


        ponieważ stwierdziliśmy, że brak kasy i miejsce zamieszkania autorki
        mogą się przyczyniać do tej samotności lub też być barierą jej
        przełamania :))
        • mala_mee Re: Wiem, ze to juz było, ale... 12.11.07, 16:06
          Dobra, ale pieniądze pieniędzmi a spędzać czas towarzysko inaczej
          też można.
          Czy nie da się zaprosić kogoś do domu? Posiedzieć przy winie czy
          nawet przy herbacie?
          Ja jakoś mogę się spotykac z różnynymi, koleżankami, znajomymi i to
          właśnie "po domach". U mnie, czy u kogoś.

          Czy to należy do jakichś archaicznych sposobów spędzania czasu???
          • kitek_maly Re: Wiem, ze to juz było, ale... 12.11.07, 16:09
            jak najbardziej, też można :) często pije sobie piwko w domu ze
            znajmomi. oglądamy filmy na kompie, gadamy.
            ale mi tego nie mów, tylko powiedz to Evuli, ja nie mam z tym
            problemu :)

            > Czy nie da się zaprosić kogoś do domu? Posiedzieć przy winie czy
            > nawet przy herbacie?

            wino też kosztuje ;)
            • tezromantyczka Re: Wiem, ze to juz było, ale... 12.11.07, 16:12

              Zawsze można Sagę kupić. ;-) Albo wino jabłkowe. ;-)
              • kitek_maly Re: Wiem, ze to juz było, ale... 12.11.07, 16:14
                hehe ja akurat sagę piję, bo lubię. i to jeszcze granulowaną, na
                miesiąc mi starcza. ta herbata mi najbardziej smakuje :)) jakieś tam
                liptony i brukbondy za mocne dla mnie :D
            • mala_mee Re: Wiem, ze to juz było, ale... 12.11.07, 16:13
              Nie, no ja wiem, że podpięłam się pod Ciebie ale to akurat było
              apropo kasy i w ogóle.
              Spadam :)) Idę do koleżanki :)))
              • kitek_maly Re: Wiem, ze to juz było, ale... 12.11.07, 16:18
                oj bo tak się pode mnie podpinasz to tu to tam i już nie wiem czy
                się bronić czy atakować czy jak ;))

                każdy powinien spędzać wolny czas tak jak ma na to ochotę i robić to
                co mu najbardziej sprawia przyjemność :) ale jakość tego czasu
                przede wszystkim zależy od tego 'z kim' a nie 'gdzie' i 'jak' :)

                miłego popołudnia.
          • evula Re: Wiem, ze to juz było, ale... 12.11.07, 19:08
            mala_mee napisała:

            > Dobra, ale pieniądze pieniędzmi a spędzać czas towarzysko inaczej
            > też można.
            > Czy nie da się zaprosić kogoś do domu? Posiedzieć przy winie czy
            > nawet przy herbacie?
            > Ja jakoś mogę się spotykac z różnynymi, koleżankami, znajomymi i to
            > właśnie "po domach". U mnie, czy u kogoś.
            >
            > Czy to należy do jakichś archaicznych sposobów spędzania czasu???

            Spedzalam tak czas przez kilka lat z moja kolezanka i jej chlopakiem. Piatkowe
            wina i pogaduchy. Ale ile mozna? Ona poszla w swoja strone, juz jej sie znudzilo
            przychodzenie na wino. Z chlopakiem zerwala. Raz wyciagnela mnie na jakies
            balety do centrum, to przywalil sie do mnie jakis oblesny typ, ona sie upila i
            poszla gdzies w cholere, a ja zostalam sama z drinkiem i namolnym typem, od
            ktorego zwialam. Kiedys bylam dusza towarzystwa - lat temu 10. Teraz wszystko
            sie zmienilo i ja sie zmienilam. Byl okres, kiedy staralam sie byc do zycia
            pozytywnie nastawiona, byl okres kiedy probowalam podtrzymac znajomosci -
            dzwonilam, zachecalam do spotkan - jednak to zawsze ja! I zawsze konczylo sie:
            nie mam teraz czasu, jutro nie moge bo cos tam. I nie dlatego, ze ten ktos mnie
            nie lubil - NIE! Zycie tych ludzi zmienilo, kasa, jakies inne wazne ich sprawy.
            Nie potepiam ich za to, to ich zycie. Ale chce wyjasnic, ze nie jestem
            odludkiem, ze chce kontaktu z ludzmi, ale normalnego, nie na sile, ciekawego,
            dzieki ktoremu moje mysli znow pokierowalyby sie pozytywnie.
    • kasha101 Re: Wiem, ze to juz było, ale... 12.11.07, 16:44
      Oj, nie musisz mi tlumaczyc, jak ciezko wyzyc w wawie za 500 zl. Mi
      tez po oplaceniu rachunkow, chaty (wynajmowanej, do tego z
      kooooooszmarna wspollokatorka), biletu miesiecznego, zostawalo ok.
      500 zl. No i mialam jeszcze pieska, ktory tez potrzebowal zjesc,
      szczepienia itp:)
      I mialam/mam tam przyjaciol, choc piwo rzadko, bo kaski nie bylo,
      ale staralam sie wiezi podtrzymywac, czyli wpadac do nich lub
      zapraszalam do siebie.
      I bylam sama. Wiec wiem doskonale jak to boli, bo jak brakuje kasy
      to jest duzo problemow, obciazenie psychiczne, brak kogos bliskiego
      potrafi naprawde dac sie we znaki...
      Pisze w czasie przeszlym( bo nie mam mnie juz w wawie, ale jak bym
      byla to bysmy nawet na herbate mogly wyskoczyc:)), bo:
      po naprawde ciezkim okresie, kiedy stracilam juz wiare, ze cos sie
      uda, ze zmienie prace,ze wyjde z dlugow, ze bedzie lzej albo poznam
      kogos kto zostanie przy mnie na dluzej, po tym jak prawie przeklelam
      milosc...cos sie odwrocilo:)
      Spotkalam swietnego Kogos, kto zostal:)I to byl zwyczajny dzien
      niezapowiadajacy niczego NOWEGO:)I zaczelo byc lepiej, i wszystko
      sie zmienilo, bo zmienily sie moje plany, musialam troche pozmieniac
      w zyciu, wprowadzic pewne modyfikacje, choc balam sie, ale
      wiedzialam, ze robie dobrze:)I kiepska praca jest juz przeszloscia,
      wawa tez, choc baaaardzo ja lubie i choc nie jest tak calkiem
      rozowo, to jest dobrze i to fakt, we dwoje wszystko smakuje lepiej:)

      I wcale sie Tobie nie dziwie, ze jest Ci zle, bo to dobrze znam...I
      nawet wlasne mieszkanko pewnie nie zawsze potrafi cieszyc...Ale!
      glowa do gory, bo nie przewidzisz wszystkiego:) Moja rada - to
      jednak ludzie, ludzie i jeszcze raz ludzie! musisz podbudowac swoje
      poczucie bezpieczenstwa przede wszystkim , zeby miec poczucie, ze w
      razie czego masz na kogo liczyc, a na pewno w poblizu jest ktos
      taki, naprawde nie wszyscy gonia tylko za hajsem...zapros na
      herbate, moze bedzie rewanz, potem jakis inny pomysl i...samo
      pojdzie, nie wiem, kolezanke z pracy, moze nawet po Twoim poscie
      odezwa sie podobne trzydziestolatki:)?Ja bym sie odezwala:))))
      A pewne rzeczy same przychodza, nic na sile, zalecam cierpliwosc,
      choc wiem, ze to trudne, ale co mozesz poradzic na to?
      A w necie siedzi kupa normalnych , fajnych ludzi, wiem, bo sie
      przekonalam:)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja