Mój ośmioletni związek się kończy - pomocy!

16.11.07, 18:39
Dziewczyny pomóżcie - mam 28 lat i od 8 lat jest w stałym związku.
Do zeszłego roku wszystko było w miarę ok, w tym roku zaczęły się
problemy. Straciłam ciążę, potem długo chorowałam... Mój facet ma
lat 27 i od 2,5 roku mieszkamy razem. Dziś usłyszałam, że on chce
się rozstać, ponieważ jak twierdzi nie rozwijamy się i stoimy w
miejscu. Stwierdził, że chyba mnie już nie kocha, nie chce mieć ze
mną dzieci ani nie wyobraża sobie reszty życia ze mną. Co ja mam
zrobić, jak mu przetłumaczyć, że warto walczyć o Nas, że nie
powinniśmy przekreślić tych 8 lat. Nigdy się nie zdradziliśmy,
zawsze stanowiliśmy dla siebie wsparcie, a tu coś takiego...
Nie jestem w stanie się skupić, mam pustkę w głowie, nie chcę żyć
dalej bez niego. Bez niego nie mam nic - ani gdzie mieszkać, ani za
co żyć, bo to jego kariera była zawsze na pierwszym miejscu, a ja
zarabiem marne grosze. Nigdy niczego mi nie brakowało... Tak
potwornie mi źle... Czy istnieje dla mnie jakaś przyszłość ? JaK mam
żyć dalej ? Co robić ? Pomóżcie...
    • prom_do_szwecji Re: Mój ośmioletni związek się kończy - pomocy! 16.11.07, 18:41
      w pierwszej kolejności poszukaj sobie takiej pracy, która pozwoli ci
      sie utrzymać.
      • kalina.tt Re: Mój ośmioletni związek się kończy - pomocy! 16.11.07, 18:51
        prom_do_szwecji napisała:

        > w pierwszej kolejności poszukaj sobie takiej pracy, która pozwoli ci
        > sie utrzymać.


        Myślisz, że autorka wybierając pracę kierowała się zarobkami i wybrała miejsce
        gdzie proponowali jej najmniej? Nie wiem jak to wygląda w tym przypadku ale
        Polska to duży kraj i większość ludzi zarabia tu jednak mało.
        • prom_do_szwecji Re: Mój ośmioletni związek się kończy - pomocy! 16.11.07, 18:55
          sama napisała, że liczyła sie kariera i kasa partnera. O swoje nie
          walczyła. To niech może chociaz spróbuje.
          Ja mam prace, która pozwala mi sie utrzymać, dlaczeo ona miałaby
          takiej nie mieć. Przeciez na pewno nie jest ode mnie gorsza :)))
    • kalina.tt Re: Mój ośmioletni związek się kończy - pomocy! 16.11.07, 18:45
      Naprawdę nie masz dokąd iść? Gdzie mieszkałaś zanim zamieszkałaś z nim? I w czym
      tu pomóc, współczuję Ci, ale jaki sens ma bycie z kimś kto Cię już nie kocha i
      nie chce z Tobą być, moim zdaniem nie ma sensu próbować ? Ten związek nie ma
      sensu, co będzie za 10 lat np gdy na starcie się wypaliło?
    • kitek_maly Re: Mój ośmioletni związek się kończy - pomocy! 16.11.07, 19:16
      gameta2 napisała:

      Bez niego nie mam nic - ani gdzie mieszkać, ani za
      > co żyć, bo to jego kariera była zawsze na pierwszym miejscu, a ja
      > zarabiem marne grosze. Nigdy niczego mi nie brakowało...

      nie rozumiem. co ma jego kariera do tego, żebyś Ty mogła się
      rozwijać??? nie wiem jak można się spełniać życiowo tylko przez
      patrzenie na czyjeś sukcesy, nawet jeśli jest to partner.
    • braun_f Re: Mój ośmioletni związek się kończy - pomocy! 16.11.07, 23:51
      > Nigdy się nie zdradziliśmy,
      zagalopowalas sie

      po drugie widze dawce, a twoj biorca przejadl sie,
      coz za szybkoscie zaczeli
      a dzieciom zabawki szybko sie nudza...
      • wielorak Re: Mój ośmioletni związek się kończy - pomocy! 17.11.07, 10:39

        współczuję ci ale sama pomyśl, czy jest sens być z kimś, kto nie chce dalej żyć
        w takim związku?
        zacznij wreszcie myśleć o sobie!
    • zania77 Re: Mój ośmioletni związek się kończy - pomocy! 17.11.07, 11:33
      Znam mase kobiet ktore sie uzalezniaja od mezczyzny i zapominaja o
      swojej pracy lub karierze,ulatwiaja zycie mezczyznie jak moga a
      pozniej dziwia sie ze zostaja bez niczego.Mazczyzna niechce kobiety
      uzaleznionej od niego on tez chce silna mocna twardzo stojaca na
      ziemi przed taka kobieta ma szacunek i podziwia ja.Ja teraz przy
      odejsciu powiedzialabym ze umozliwilam mu kariere i za to nalezy ci
      sie tez cos i nawet bym sie nie pytala tylko brala!!!I nieboj sie
      znajdziesz nowa prace i swietnego mezczyzne ktory ciebie bedzie
      nosil na rekach dopuki sama sie bedziesz szanowac i bedziesz silna
      mocna kobieta pamietaj ze razem trzeba sobie pomagac wspierac a nie
      ty masz kogos wspierac!!!!
    • 83kimi Re: Mój ośmioletni związek się kończy - pomocy! 17.11.07, 12:10
      Musisz poszukać sobie lepszej pracy. I zamieszkać sama. Może na
      początek wróć do rodziców? Albo wynajmij coś małego?
      Nie ma sensu żyć z kimś, kto nas nie kocha. A uzależnienie się od
      kogoś jest wielkim błędem, musisz być samodzielną kobitką i na pewno
      Ci się uda. Skąd pochodzisz? Jakie masz wykształcenie?
    • seth.destructor No i bluszcz odpada 17.11.07, 12:41
      I placze. Zacznij zyc po swojenu albo szukaj nowego zywiciela.
      • gameta2 Re: No i bluszcz odpada 17.11.07, 14:03
        nie sprawiedliwie mnie oceniasz - nie jestem bluszczem, bo to
        wszystko co ma on, ma dzięki mnie - i pracę, i wykształcenie i
        mieszkanie. Robiłam co mogłam, żeby było MU dobrze i żeby Nasza
        przyszłość była dobra. On skończył studia - na moje zabrakło
        pieniędzy, on kupił mieszkanie - ja miałam z niskie zarobki, aby móc
        je kupić razem. Wychodziłam z założenia, że będziemy żyć długo i
        szczęśliwie, aż do wspólnej śmierci na starość. Nie chciałam nic,
        oprócz jego szczęścia... Ja to nazywam miłością, a nie
        pasożytnictwem. I nie wyobrażam sobie życia z kimś innym, wogóle nie
        wyobrażam sobie dalszego życia...
        • pestinka31 Re: No i bluszcz odpada 17.11.07, 14:15
          dlaczego nie wzięliście ślubu?
          Byłam w podobnej sytuacji.
          Jedna rada jest taka, wyprowadź się pierwsza, daj mu czas na
          przemyślenie w SAMOTNOŚCI jeśli mu będzie Ciebie brakować wróci,
          jeśli nie, nie masz o co walczyć bo i tak nic nie ugrasz a jedynie
          się upokorzysz
          Druga rada szybko zdaj sobie sprawę że życie za moment nieźle kopnie
          Cię w tyłek, zacznij szybko szukać mieszkania i pracy, pomyśl o
          dalszym kształceniu się
        • seth.destructor Nie dość że bluszcz 19.11.07, 19:52
          To jeszcze przeświadczony, że gdyby nie on, to drzewo by się
          obaliło.
        • axelred Re: No i bluszcz odpada 19.11.07, 20:11
          dlaczego nie kupiliscie mieszkania na was oboje, suma waszych
          zarobkow to wiecej niz tylko jego...

          cos mi to pachnie prowokacja
        • summerwine Re: No i bluszcz odpada 19.11.07, 21:35
          zmien cos jak najszybciej, zacznij nawet od blachostek np idz do fryzjera,
          sprobujcie tez razem wyjechac zmienic otoczenie chocby na dlugi weekend moze to
          cos zmieni przynajmniej to jakis krok do przodu, skoro jestes mloda jak piszesz,
          nic straconego jesli on juz sie ustawil zyciowo skonczyl studia, podjal prace Ty
          go wspieralas i wg mnie to wasz wspolny sukces-Teraz Moja Droga pora na Ciebie,
          czas na szukanie pracy badz doszkalanie Napisz jak sie sprawy tocza. Trzymam kciuki.
        • kozica111 Re: No i bluszcz odpada 20.11.07, 08:58
          "Nie chciałam nic oprócz JEGO szczęścia...." Ocknij sie głupia
          babo.Masz na co zasłużyłaś.Zacznij myśleć o sobie.
    • justa_justa3 Re: Mój ośmioletni związek się kończy - pomocy! 17.11.07, 14:13
      Przede wszystkim to te mieszkanie nalezy się wam obojgu, mimo że
      jest na niego ale oboje zyliście wspólnie, opłacając rachunki,
      zywiąc się i płacąc kredyt ze wspólnych pieniędzy więc sprzedajcie
      je i podzielcie się zyskiem, a i powinien ci finansowo wynagrodzić
      te nie zrobione studia a jego owszem. Zanim te sprawy nie będą
      uregulowane nie mysl nawet o jakiejkolwiek wyprowadzce, no chyba że
      on zamierza się wynieść z waszego wspólnego gniazdka. Uczucia nie ma
      i dotrze to w końcu do ciebie i będziesz musiała z tym żyć i się
      pogodzić ale sprawy mieszkaniowo-finansowe musicie uregulowac, nie
      może być tak, że on przy tobie sie nachapał a teraz zagarnie
      wszystko dla ciebie a ciebie na lodzie zostawi. Nie daj się oszukać
      pod tym względem.
    • agniecha.aga Re: Mój ośmioletni związek się kończy - pomocy! 17.11.07, 14:25
      Niestety zwykle wlasnie tak wygląda kobieta po rozstaniu, jej życie
      to pobojowisko, facet tylko wyniesie pod śmietnik przypominające mu
      o niej drobiazgi. Obraz jaki jawi się po rozstaniu, jest najlepsza
      oceną zwiazku. To źle, kiedy jedna z osób w zwiazku stoi w miejscu,
      podczas gdy ta druga się rozwija. Partnerzy powinni motywować się
      nawzajem do rozwoju. Jeśli to rzeczywiście koniec, pozbieraj swoje
      rzeczy i zacznij jescze raz, chociaz wiem, że napewno będzie to duże
      wyzwanie.
      No i mam nadzieję, ze nie okaże się sku..elem i pomoże ci, zanim
      nie stanesz na własnych nogach.
    • andreas3233 Re: Mój ośmioletni związek się kończy - pomocy! 19.11.07, 21:07
      Mnie interesuje cos innego: jakie sa rzeczywiste powody jego
      stanowiska o rozstaniu...? Te podane - po czesci sa
      ogolnikowe...bardzo> /por:..nie rozwijamy sie..., stoimy w
      miejscu...?/. Czy nie jest to jakas wymowka, zaslona dymna..?
    • sabriel Re: Mój ośmioletni związek się kończy - pomocy! 19.11.07, 21:25
      Znam takie związki, które po bardzo długim okresie się rozpadały.
      A też z pozoru wydawało się, że ludzie, są dla siebie wręcz stworzeni.
      Czasami niestety tak bywa.Nie ma co robić na siłę. Jak chcesz walczyć jak u
      niego już nie ma ani uczucia ani chęci naprawy tego związku.

      Twój post powinny sobie uważnie poczytać te panie,dla których jedynym światem
      jest facet,uzależniają się od niego i wszystko podporządkowują tylko
      jemu.Doświadczenia innych pokazują, że nie warto dla nikogo poświęcać
      siebie.Trzeba mieć własnych znajomych, pracę,zainteresowania. Po to choćby że
      jak się wydarzy taka sytuacja jak u ciebie, nie zostać samemu z niczym.
      Nie ma sensu wg mnie rozpamiętywać tych lat, patrzeć w przeszłość.To nic dobrego
      nie da,tylko niepotrzebnie cię zdołuje i wpędzi w depresję. Trzeba się skupić na
      przyszłości i wziąć się szybko w garść.Zacząć wreszcie coś robić tylko dla siebie.
    • magda8887 Re: gameta2 19.11.07, 21:40
      Przykro mi gameta że przez to przechodzisz, współczuję Ci, bo wiem co czujesz,
      ponieważ ja również jestem w 8 letnim związku i wszystko zmierza ku końcowi. Ja
      staram się jak mogę, a mąż nie potrafi tego docenić, wiem że jest też i tu część
      mojej winy bo za dużo mu pobłażałam ale nie sądziłam że to obróci się przeciwko
      mnie. A teraz mam za swoje, nerwy, nerwy i jeszcze raz nerwy.Teraz poważnie
      myślę o zakończeniu tego małżeństwa bo ja już nie mam sił i dłużej tak nie
      pociągnę zwłaszcza że jego agresja się nasila, ostatnio pod wpływem alkoholu
      wrócił późno w nocy, obudził mnie, siadł na mnie rozkrokiem na łóżku i zacisnął
      ręce na mojej szyi wykrzykując różne obraźliwe teksty i groźby że jak nie będę
      posłuszna to mi wyjeb... z bani albo wyrzuci mnie razem z szybą przez okno.
    • magda8887 Re: Mój ośmioletni związek się kończy - pomocy! 19.11.07, 23:49
      pestinka31 napisała:
      > Jedna rada jest taka, wyprowadź się pierwsza, daj mu czas na
      > przemyślenie w SAMOTNOŚCI jeśli mu będzie Ciebie brakować wróci,
      > jeśli nie, nie masz o co walczyć bo i tak nic nie ugrasz a jedynie
      > się upokorzysz

      ja z takiego sposobu skorzystałam, wyprowadziłam się od męża, po paru dniach już
      pukał do moich drzwi przepraszał, powiedziałam mu szczerze co mi się nie podoba
      w jego zachowaniu, co powinniśmy zmienić w naszym małżeństwie, on przyznał mi
      rację ... ale od razu nie wróciłam ... przez 2 tygodnie dzień w dzień
      kontaktował się ze mną, przepraszał i płakał, nawet na kolanach i mówił głośno
      „jaki jestem głupi, mam taką cudowną żonę a tak ją źle traktuję” a jak po tych 2
      tyg. wróciłam do niego powiedział mi, że nie pożałuję tego że dałam mu szansę. I
      wiecie co? żałuję, bo po paru tygodniach mąż znów zaczął za dużo sobie pozwalać,
      wyzwiska, awantury o byle co itd.
    • kozica111 Re: Mój ośmioletni związek się kończy - pomocy! 20.11.07, 08:57
      Ty masz honor kobieto?Wez spakuj jego albo swoje torby i wyjdz,
      ewentualnie jego zostaw.Boże jaka żenada.
    • modliszka24 Re: Mój ośmioletni związek się kończy - pomocy! 20.11.07, 11:00
      jeżeli on nie chce to chyba lepiej teraz niż za następne 8 lat wiem że to jest
      strasznie ciężko ale musisz być silna nic na siłę nie zrobisz
    • lumpeksiara81 Drogie Panie... 20.11.07, 12:41
      > Bez niego nie mam nic - ani gdzie mieszkać, ani za
      > co żyć, bo to jego kariera była zawsze na pierwszym miejscu, a ja
      > zarabiem marne grosze.

      Powyższe weźmy sobie jako naukę na przyszłość - aby się zbytnio nie
      uzależniać od faceta. Nigdy nie wiadomo, kiedy coś takiego może nas
      spotkać.
    • malgosia403 Re: Mój ośmioletni związek się kończy - pomocy! 20.11.07, 13:27
      Kochana,powiedz mu,że masz prawo mieszkać gdzie mieszkasz,to wszystko to twoja
      równiez krwawica,to co,że nie na Ciebie mieszkanie.Nie masz się gdzie podziać to
      na razie siedz.Jak macie większe mieszkanie podzielcie się pokojami,ludzie po
      rozwodzie mieszkają razem ,jak nie mają się gdzie wyprowadzić.A jak jemu zle to
      niech Ci wynajmuje mieszkanie i opłaca, albo sam niech się wyniesie.Zacznij
      myśleć tylko o sobie,porozglądaj się dookoła,popatrz ile ciekawych ludzi chodzi
      po ziemi.Uśmiechaj się i nie płacz i na litość Boską nie jęcz przy samcu!!! A
      tak nawiasem mówiąc,to faceci mają konstrukcję cepa,diabli ich biorą jak kobieta
      jest długo chora lub niesprawna..
    • facio60 Re: Mój ośmioletni związek się kończy - pomocy! 20.11.07, 14:01
      a może chcesz usłyszeć poradę od mężczyzny?
      Mój związek też się rozpadł i to po 17-tu wspólnych latach.
      Zostałem z dzieckiem,choć to bardzo nietypowa sytuacja.
      Widzę po minach urzędników choćby, gdy załatwiam jakieś
      formalności.Ale ma to i pewne dobre strony, bo w wielu przypadkach
      otrzymuję dodatkowa, bezinteresowną pomoc.Nie chodzi mi o
      materialną, bo akurat tu daję sobie świetnie radę.Są więc i pewne
      pozytywy.
      Ale wracając do Twojego przypadku, wydaje mi się, że nikogo na siłę
      nie zatrzymasz.Dodatkowo wzbudzisz niechęć. Sama powinnaś pozbyć
      się tego człowieka.Prawda jest taka,że ten odrzucony ma zwykle dużo
      gorzej.Łatwiej jest natomiast żyć ze świadomością,że to my sami o
      czymś zdecydowaliśmy.Ostatnio czytałem przejmujący artykuł o
      porzucanych dzieciach w Polsce przez osoby wyjeżdżające za granicę
      do pracy.Pewna dwójka małych dzieci (zostały z ojcem)najpierw
      płakała, długo nie mogła dojść do siebie.Aż wreszcie dzieci
      wytłumaczyły sobie, że nie zasługiwały na matkę i już.I skończyły
      się ich męczarnie.
      Może to pewna wskazówka dla Ciebie; on chce odejść, więc nie jest
      godny Ciebie i Twojej miłości.Ja tak to widzę.Jesteś b.młoda.Jest
      wielu facetów, którzy poszukują normalnej kobiety i nie jest wcale
      o to łatwo.Wiem coś o tym.Masz więc duże szanse znależć kogoś
      bliskiego.
      Więc nie załamuj się tylko myśl o jutrze i pozytywnie.Każdy etap w
      życiu kiedyś się kończy; dzieciństwo, odchodzą rodzice itp.
      Życzę Ci powodzenia!
    • dzikoozka Re: Mój ośmioletni związek się kończy - pomocy! 20.11.07, 14:04
      "Nie jestem w stanie się skupić, mam pustkę w głowie, nie chcę żyć
      dalej bez niego. Bez niego nie mam nic - ani gdzie mieszkać, ani za
      co żyć, bo to jego kariera była zawsze na pierwszym miejscu, a ja
      zarabiem marne grosze."

      Wiadomo było, ze to tak się skonczy.
      NIGDY, NIGDY nie uzależniaj się od faceta.
Pełna wersja