girl.bez.zapalek
17.11.07, 21:22
moja historia:
bylam z chlopakiem troche ponad 3,5roku, zaznaczam ze byl/jest to chlopak "na
poziomie", tzn nigdy nie podniosl na mnie glosu wiec o
biciu/szarpaniu/ponizaniu tez nie bylo mowy,zawsze znalezlismy wspolny jezyk.
pierwsze 2 lata bylysmy bardzo zakochani, studiowalismy, on pracowal,
widzielismy sie czesto. kiedy przeszlam na studia zaoczne i zaczelam
pracowac(bylo to w 3 roku naszego zwiazku) zamieszkalam u niego tzn z nim i z
jego rodzina z ktora nie mialam zadnych problemow-rozumielismy sie. ja mam
troche skomplikowana osobowosc, tzn powierzchownie jestem twarda, wewnatrz
bardzo wrazliwa. nie jest tak caly czas, mino wszystko zdarzaja mi sie chwile
zalamania, bo naleze do waskie grupy osob, ktore sie czesto przejmuja. tak czy
inaczej, po zamieszkaniu u mojego chlopaka, ktory wiedzial ze moj charakter
wynika z doswiadczen z dziecinstwa(smierc rodzicow, wychowanie przez
ograniczona switopogladowo babcie)i od ktorego oczekiwalam wsparcia. tak czy
inaczej ostatnie pol roku duzo zepsulo, mialam problemy w pracy a mojemu
chlopakowi ukladalo sie w jego pracy bardzo dobrze, moze nie tyle finansowo,
co po prostu on uwielbial swoja prace.efekt-wracalismy z pracy, jedlismy obiad
a potem ja ogladalam jego plecy kiedy robil projekty. a jak nie robil
projektow to gral, a jak nie gral to spal. dlaczego ja siedzialam biernie i
nie spotykalam sie z innymi? a to dlatego ze albo wyjechali do
anglii/irlandii, albo spedzali czas ze swoimi drugimi polowkami, wiec kontakty
towarzyskie mocno sie zawezyly, z mojej strony oczywiscie. jego kontakty
towarzyskie kwitly tzn gry on line, pozniejsze powroty bo a tu impereza
integracyjna z kolegami z pracy(3 w mesiacu) albo wypad z kumplami na piwo
itp. kiedy ja mowilam-zaprosmy tego i tamtego na piwo to slyszalam ze nie bo
nie maja czasu itp a potem sie dowiadywalam ze jednak mj chlopak przeszedl sie
z nimi i dobrze bawil bo tak wyszlo. pozniej slyszalam, ze nie pojdziemy razem
bo mu sie nie chce, bo ja bede palila papierosy itp. wkoncu zapytalam czy on
sie ze mna wstydzi pokazywac czy co-odpowiedzial ze nie, ale powinna wychodzic
i poznawac nowych ludzi-najlepiej sama. z osobami z pracy nie nawiaze takich
zazylosc bo nadajemy na zupelnie innych falach-wyjasniam od razu.w
miedzyczasie dowiedzialam sie ze moj chlopak nie zamierza sie ze mna
ozenic-wyszlo mu to spontanicznie tzn stwierdzil, ze chce jeszcze zrobic duzo
rzeczy i wolalby zyc na kocia lape. najlepsze jest to, ze mam 23 lata(on 24) i
nigdy na to nie naciskalam, nawet nie wspominalam, ale kiedy uslyszalam cos
takiego to powiedzialam, ze ja chce mniec rodzine, dzieci meza i ze jesli on
tego nie chce, to zebysmy sie rozstali, bo zabiera mi najlepsze lata zycia nie
gwarantujac niczego stalego w zamian.zapyta czy gdybysmy sie rozstali to czy
bysmy sie przyjaznili, odpowiedzialam ze tak. i tyle. nasze kontakty
ograniczyly sie
do wspolnego mieszkania, zamienialismy zdawkowo kilka slow, mialam wrazenie ze
nawet seks ze mna go nie interesuje, wiec te sfera przestala istniec, zanim
przestal istniec zwiazek. chcialo mi sie wyc kiedy widzialam szczesliwe pary,
bolalo mnie to bo na poczatku mowil ze ze jestem jego przyjaciolka, ze on nie
wierzy w to jakie go spotkalo szczescie bo mam mnie itp. kilka tyg temu, kiedy
wieczorem ja ogladalam tv a on gral na komputerze, zapytalam go czy mnie
kocha i czy jest szczesliwy, niemrawo po namysle(!!) stwierdzil ze tak. w tym
momencie zdalam sobie sprawe, ze juz od dawna zyjemy obok siebie a nie ze
soba, ze tolerujemy siebie nawzajem liczac ze z zewnatrz przyjdzie cud.
powiedzialam ze mam tego dosyc,ze to juz koniec, ze bedziemy przyjaciolmi
itp.i on sie z tym zgodzil. poszlismy spac, a rano do pracy a po pracy poszlam
do siebie do domu. bylam zadowolna z siebie, ze przerwalam ten krag, ze moze
poznam kogos lepszego dla mnie. teraz kiedy wszystkie wieczor spedzam sama,
kiedy nie mam sie do kogo przytulic, kiedy widze ze moj byly ktorego w
rozmowie zdarza mi sie nazwac-moj chlopak-swietnie sie bawi, prawie wcale nie
ma go w domu, wrecz rozkwita towarzysko i ktoremu nagle zaczelo swietnie sie
wiesc-jest mi strasznie zle, bo mi nie idzie tak dobrze i jestem strasznie
samotna. zawile to wszystko, ale czy ktoras z was tak miala? ja na niego
naprawde liczylam, nawet jakis tydzien po zerwaniu mialam nadzieje, ze on sie
zmieni i ze bedzie ok a tu... poradzcie mi cos...