katja1987
24.11.07, 21:13
u Mojego Ukochanego ostatnim czasem wykryto komórki nowotworowena podst.
histopatologii guza. Póki co nie odnaleziono przerzutów w obrebie głowy i
szyi. Wierzę, głęboko wierzę, że wszystko będzie dobrze... On się boi,
rozumiem go świetnie, sama bym się bała. Ciężko jest pzremówić osobie, żeby
starała się przyjąć bardziej optymistyczną postawę...
Ale do sedna... Boli mnie, gdy słysze, ze on nie chce, zebym ja sie martwiła,
ze wystarczy, ze jego rodzina sie martwi, on nie chce mnie tym obciążać, bo
nie wiadomo, co będzie... Ja tego nie potrafie słuchać już... Czy on nie
rozumie, że uczucia sie nie przekreśli? że zwiazek to być z sobą na dobre i na
złe... Kocham go i nawet najgorszy moment nie pozwoliłby mi zwątpić w to
uczucie...
Mamy siebie... na gorsze i lepsze dni... i jakakolwiek sytuacja nie powinna
tutaj być przeszkoda, a powinna wzmacniać... Jak ja mam mu wbić do głowy to,
ze ja nie potrafie go zostawić, ze nie chce by był sam, jak ja mam mu do
cholery uświadomić, że miłość to też odpowiedzialność, to też wsparcie, a
przede wszystkim jedność...