en.de
09.12.07, 12:35
wyjechalam wczoraj wieczorem z kumplem poszwedac sie po polsce w ramach
zakladu. umowa byla taka: jesli dojedziemy do poznania moj m gotuje i sprzata
przez miesiac. dojechalismy. m jechac nie chcial, wyszydzil ten pomysl i
wierzyc ogolem nie chcial. dojechalismy. dzisiaj wracam,patrze, a kolo naszego
lozka spodnie naszej kumpeli leza. pytam co i jak, mowi, ze spala u nas w
jednym lozku z nim, bo do domu isc sie jej nie chcialo (nieciekawe rzeczy sie
tam dzieja). dodam, ze jej mieszkanie lezy jakies 30 metrow od naszego. nie,
nie spali ze soba, on nie klamie, wiem to od 5 lat, poza tym by jej nie tknal
(chocby z okazji TYCH dni), no ale... moje lozko= moje sacrum, moj facet w
MOIM lozku z obca laska. zrobilam awanture, zagrozilam jutrzejsza wyprowadzka.
on sie kaja i uwaza to za normalne, bo przeciez czesto spia u nas znajomi czy
spia u mnie kolezanki. no ok, ale nigdy nie bylo tak, ze on spi tam sam z
jakakolwik kobieta. moje kolezanki to inna bajka, mam inne preferencje
seksualne. i co ja mam zrobic? rycze jak glupia, bo dla mnie to tozsame ze
zdrada. on sie kaja i mowi, ze nic sie nie stalo. no szlag mnie trafi. czy ja
przesadzam? czy to jest normalne?