Romans z żonatym-pytanie do kobiet

11.12.07, 10:41
Ano właśnie kobitki czy zdecydowałybyście się na romans z żonatym
mężczyzną wiedząc o tym że ma żonę i dzieci? A ewentualnie gdybyście
nie wiedziały i już byście się zaangażowały i nagle się dowiadujecie
o żonie i dzieciach to co wtedy? KOńczycie to czy dalej ciągniecie
wiedząc że facet raczej nie chce odejść od żony? Jak to z Wami jest?
    • tezromantyczka Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 10:45

      Nie chciałabym:
      - zaangażować się w związek bez przyszłości
      - ukrywać się przed światem ze swoim związkiem
      - spędzać z kimś czas tylko wtedy, kiedy uda się "wyrwać od żony"
      - dostawać smsów pisanych w ukryciu, w toalecie etc. ;-)
    • avital84 Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 11:25
      Pomijając sprawę moralności, nie wyobrażam sobie żeby się z kimś dzielić.
    • panna.sarabella nie 11.12.07, 12:13
      gdy jeszcze byłam młoda i piękna ;-) i wolna (przede wszystkim)
      miałam "chłopaków" ale zawsze, nawet jak miałam fiu-bździu w głowie
      czułam pogardę dla osób postępujących w ten sposób - wiążących sie z
      ludźmi, którzy są już zajęci. Nigdy też sama tego nie zrobiłam -
      nawet, jesli facet naprawdę bardzo mi się podobał.
      Nie twierdzę, ze nigdy nie będę miała romansu (bo tego nie jestem w
      stanie stwierdzic), ale wiem na pewno ze nie przyczynie się do
      rozbicia rodziny.
    • pigwaa Planujesz romans? 11.12.07, 12:19
      Planujesz romans z jakąś "kobitką" i chcesz wiedzieć w co się kożesz
      wpakować. Jeśli tak, to się dobrze zastanów-wiele możesz stracić:
      zaufanie żony, może nawet rozwód, pogorszenie relacji z dziećmi,
      alimenty. Nie warto!
      • dobry-maz Re: Planujesz romans? 11.12.07, 12:24
        pigwaa napisała:

        > Planujesz romans z jakąś "kobitką" i chcesz wiedzieć w co się
        kożesz
        > wpakować. Jeśli tak, to się dobrze zastanów-wiele możesz stracić:
        > zaufanie żony, może nawet rozwód, pogorszenie relacji z dziećmi,
        > alimenty. Nie warto!
        Nie nie planuję to doświadczenie mojego kumpla który się w takie
        coś wpakował i mimo że jest moim dobrym kumplem nie popieram go
        chociaż szkoda mi go teraz jak rozwalił wszystko. Znam dobrze jego
        żonę i widziałem tamtą laskę. Wg mnie nie warta i on tez tak
        twierdzi. I twierdzi że ona trochę z premedytacją wszystko
        rozegrała. Bo nic jej nie obiecywał a jak to ona sie w nim zakochała
        a on w niej nie to wszystko wydała. Zastanawiam sie co kobiety myślą
        jak pakują się w coś takiego?
        • figgin1 I dobrze zrobiła 11.12.07, 12:31
          Facet okazał się szmatą, więc wykorzystała go a po wszystkim poinformowała żonę.
          Gdyby wszystkie kobiety się tak zachowały faceci przestaliby się szmacić.
        • pigwaa To zemsta 11.12.07, 12:38
          To zemsta tej drugiej. Zresztą nie ma co się jej dziwić-nie wiesz co
          jej naprawdę obiecywał. On nie powinien pakować się w taką sytuację.
          powinien wiedzieć, że pewne działania są obarczone konsekwencjami.
          Wiem, teraz to takie gadanie po szkodzie. Jesli chce to naprawić, to
          musi się bardzo starać. To jest możliwe ale bardzo trudne.
        • 5sunflowers Re: Planujesz romans? 11.12.07, 16:06
          a ja nie rozumiem jak tamten facet mógł nie przewidzieć, że tak
          własnie się stanie - przecież to bardzo typowe dla kobiet -
          wzgardzone, porzucone, oszukane jesteśmy zdolne do wszystkiego
          najgorszego - zwłaszcza gdy same nie mamy nic do stracenia (np
          rodziny). Wszędzie mógł o tym przeczytać!
          Jeśli jego partnerka była młodsza i niezamężna to wiadomo, ze raczej
          liczyła na zmiane swego statusu, a ze on jej niby nic nie
          obiecywał.. to co nie spał z nią? nie spotykał się? Przecież czasem
          sama obecnośc jest już obietnicą - słowa to tylko slowa..
          Z tego wszystkiego to jedynie może żona coś zyskała - przekonała się
          jakiego frajera i lowelasa ma w domu. Mam nadzieje, ze ma jeszcze
          czas i chęci, by sobie ułożyć zycie z kimś fajniejszym.
    • dzika_orchidea.pl Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 12:21
      Jestem w takim układzie.
      Od początku wiedziałam, że On ma żonę i dziecko i On od początku
      wiedział, że ja nie oczekuję, że zostawi rodzinę.Spotykamy się bo
      mamy na to ochotę, taki układ obojgu nam odpowiada i mamy
      świadomośc, że jest tymczasowy.

      Dodam,że ja jestem stanu wolnego więc nikomu krzywdy nie robię.Jeśli
      ktokolwiek tu powinien mieć wyrzuty sumienia to On, a nie ja.Wiem,
      że On wyrzutów sumienia nie ma.
      • avital84 Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 12:24
        > Dodam,że ja jestem stanu wolnego więc nikomu krzywdy nie robię.

        Jesteś pewna, że nie robisz nikomu krzywdy?
        • dzika_orchidea.pl Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 12:26
          Tak, jestem pewna.
          To nie ja szukałam kogoś na boku, i to nie ja Go podrywałam, nie ja
          sprowokowałam całą tę sytuację.
          Gdyby nie ja znalazłby inną.
          • avital84 Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 12:27
            A mi się wydaje, że jednak krzywdzisz tą drugą kobietę i dziecko.
            Ale tłumacz tak sobie dalej.
            • figgin1 Ona? 11.12.07, 12:33
              Jak to ona? Dziewczyna ma rację, gdyby nie ona facet puściłby się z inną.
              • tezromantyczka Re: Ona? 11.12.07, 12:34

                To, że puściłby się z inną od razu usprawiedliwia koleżankę orchideę?
                • avital84 Re: Ona? 11.12.07, 12:35
                  Puściłby się albo i nie. Mógłby akurat nie mieć tyle szczęścia by na drugą taką
                  trafić. Dla mnie takie usprawiedliwianie się przypomina przedszkole.
                  • dzika_orchidea.pl Re: Ona? 11.12.07, 12:42
                    Avital-jeśli ktoś chce zdradzić to zdradzi i żadna siła, przysięgi i
                    zaklęcia go nie powstrzymają.
                    • tezromantyczka Re: Ona? 11.12.07, 12:44

                      Pewnie, tylko po co być tym pojemniczkiem na spermę, który się
                      akurat nawinął pod rękę?
                      • dzika_orchidea.pl Re: Ona? 11.12.07, 12:54
                        tezromantyczka napisała:

                        >
                        > Pewnie, tylko po co być tym pojemniczkiem na spermę, który się
                        > akurat nawinął pod rękę?

                        W takim razie kimże jest taka zdradzana żona?Kuchtą?Praczką?Służką?
                        Nie czuję się tak jak napisałaś, łączy nas oprócz seksu również
                        praca i chociażby w tym względzie ja potrafię Go zrozumieć, a żona
                        nie.Obawiam się, że do żony nie pisze takiej ilości ani takiej
                        treści smsów jak na przykład do mnie.Taki drobiazg a cieszy:).
                        • tezromantyczka Re: Ona? 11.12.07, 12:56

                          Mam nadzieję, że zło, które teraz wyrządzasz, do Ciebie wróci.
                          • dzika_orchidea.pl Re: Ona? 11.12.07, 13:22
                            tezromantyczka napisała:

                            >
                            > Mam nadzieję, że zło, które teraz wyrządzasz, do Ciebie wróci.

                            Życz a będzie Ci życzone.Szkoda, że takich życzeń nie mówisz do
                            zdradzających mężczyzn.
          • tezromantyczka Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 12:31

            No pewnie, że to jego wina.
            Tylko dlaczego Ty chcesz się umawiać z takim s.urwielem?
            • dzika_orchidea.pl Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 12:43
              Zrozum, że mnie odpowiada taki układ.Nie planowałam tego, że akurat
              z Nim będę się spotykać-tak po prostu wyszło.Potrwa to jeszcze kilka
              tygodni, może miesięcy i umrze śmiercią naturalną.Ja płakać nie będę.
              • tezromantyczka Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 12:45

                Ok, ale po co Ci to? Jakie korzyści masz z tego "związku", których
                byś nie miała, będąc w związku z wolnym facetem?
                • dzika_orchidea.pl Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 12:56
                  Po prostu przez jakiś czas mam o kim myśleć, mam do kogo napisać
                  smsa itd.
                  Poza tym ja ten układ traktuję w rodzaju przygody, nie dopuszczam do
                  głosu uczuć.Poza tym i tak z różnych względów nie chciałabym się z
                  Nim wiązać.Wyrachowanie?Może, tyle tylko, że On dobrze o tym
                  wie.Każde z nas ma swoje życie, któego nie zamierza zmieniać.
                  • tezromantyczka Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 12:58

                    Ale w czym ten układ jest lepszy od układu z wolnym mężczyzną??

                    I czy nie przeszkadza Ci fakt, że mimo tego, jak "wiele Was łączy",
                    to Ty jesteś tą drugą, do której pisze się smsy z kibla (ukrywając
                    się przed żoną)?

                    Nie rozumiem, jak możesz nie widzieć swoich podwójnych standardów.
                    • dzika_orchidea.pl Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 13:23
                      Ni gdzie nie twierdzę, że ten układ jest lepszy od związku z wolnym
                      facetem.
                      Nie jest lepszy i jest to oczywiste.Jest jak jest i już.
                      Nie bój się, smsów nie pisze do mnie z WC :).
                      • malgos36 Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 14.12.07, 17:39
                        Jesteś pewna, że nie pisze z WC? To może spod kołdry jak żona
                        smacznie obraca się na drugi bok...Wierzysz we wszystko co mówi???
                        Jeżeli stac go na okłamywanie żony dlaczego miałaby nie okłamywać
                        kochanki? W czym jest lepsza?. W tym, ze można wyjść i zatrzasnąć za
                        sobą drzwi? Przelecieć bez zobowiązań? Nie cierpie głupich
                        cynicznych kobiet...Zeby nie powiedzieć dosadniej. Dziecko jest
                        małe??? Nie rozumie? Małe dziecko jest jak barometr odczuwa każdą
                        zmiane, każdą emocję. Przekonasz się jak bedziesz miała własne, mam
                        nadzieję, że ojciec ewentualnego dziecka oszczędzi mu takich
                        atrakcji. Bo o ciebie się nie troszcze wręcz przeciwnie.
                  • novinka3 wielka krzywda dla rodziny 11.12.07, 13:05
                    niestety to nie jest prawda zę nikogo nie krzywdzisz
                    tamta rodzina jest rozwalona za twoim udziałem, moze na papierze jeszcze jest
                    ale do rozwalenia emocjonalnego ty się przyczyniasz i tłumaczenie "ja nie mnie
                    to znalazłby inną" jest wybielaniem swojego brudnego sumienia

                    jest mnóstwo wolnych mężczyzn którzy chcą się niezobowiązująco poseksić... masz
                    wybór chcąc się tylko seksić... ale sięgnęłas po zonatego i krzywdzisz jego
                    rodzinę... zapytaj jego dzieci czy uwazają że jesteś niewinna... czy ich nie
                    boli że tatuś gdzie indziej spędza czas... zapytaj ich, będziesz wiedzieć czy to
                    dla nich krzywda.
                    • dzika_orchidea.pl Re: wielka krzywda dla rodziny 11.12.07, 13:25
                      To nie ja po Niego sięgnęłam.Akurat zonatych omijam łukiem, ale tu
                      było inaczej.
                      Szkoda, że widzisz tylko moją winę-ani słowa o Nim:).Ciekawe.
                      • novinka3 Re: wielka krzywda dla rodziny 11.12.07, 13:48
                        nie stosuj socjotechnik żeby zanegować swoją winę w tej sytuacji... jego wina
                        zdrady jest bezsporna, twoja wina w rozpadzie i krzywdzie dla tamtej rodziny też
                        jest bezsporna... zapytaj jego dzieci co myślą o "niewinnej" kochance tatusia
                        która wie że tatuś ma rodzinę... zapytaj czy nie cierpią...
                        • dzika_orchidea.pl Re: wielka krzywda dla rodziny 11.12.07, 14:21
                          Dziecko jest jedno, poza tym jest małe.Przeczytaj jeszcze raz co
                          napisałaś i pomyśl nad tym, pomyśl na sensem tego postu.
                          • novinka3 Re: wielka krzywda dla rodziny 11.12.07, 14:32
                            robisz krzywdę jego rodzinie. to co przy twoim udziale się skonczyło między nimi
                            jest nie do odbudowania. i kładzie cień na twoją "uczciwość"... nie ma jej.
                            poniekąd robisz krzywdę też sobie stawiając się w takiej a nie innej roli...
                            znajdz sobie wolnego, jest takich na pęczki którzy chcę tylko bez zobowiązań...
                            • dzika_orchidea.pl Re: wielka krzywda dla rodziny 11.12.07, 14:35
                              A nie pomyślałaś, że ja nie jestem pierwszą kobietą, z którą On
                              zdradził swoją żonę?Więc czemu mnie przypisujesz winę za zniszczenie
                              ich związku?
                              • novinka3 Re: wielka krzywda dla rodziny 11.12.07, 15:02
                                choćbyś była setną... to swoim zachowaniem wydajesz świadectwo nie tylko jemu
                                ale też sobie... i tyle... i masz udział w niszczeniu ich związku jako kolejna z
                                którą tatuś się prowadza...
                                jeśli tego nie rozumiesz to ja ci tłumaczyć nie będę...
                                • dzika_orchidea.pl Re: wielka krzywda dla rodziny 11.12.07, 15:48
                                  Pozwól, że się z Tobą nie zgodzę:).
                                  • bruecke Re: wielka krzywda dla rodziny 12.12.07, 19:34
                                    Widocznie mężczyźnie czegoś w domu brakuje. Nikt nie znajduje się w
                                    takiej sytuacji bez powodu. Może żonka powinna się zastanowić.
                                    Przestańcie "krakać" na dziewczynę. Przylepił się i tyk mu dobrze.
          • ikabg Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 12:47
            > Gdyby nie ja znalazłby inną.

            Brak kręgosłupa moralnego...W dzisiejszych czasach to niestety plaga...dlatego
            tacy frajerzy jak Twój kochanek ciągle znajdują chętne na nikogo
            "niekrzywdzący" sex....

            Moim zdaniem zdradzenie żony (męża), kobiety (mężczyzny), która/y ufa i kocha
            swojego męża (żonę), to jedna z najgorszych krzywd jaką można wyrządzić drugiej
            osobie!....Nie ma na to usprawiedliwienia. Szczególnie jeśli nie jest to wybryk
            po pijaku a dłuższy romans.
            Wyobraź sobie: poświęcasz się wspólnemu budowaniu rodziny(sprzątasz gotujesz,
            pierzesz choć nie zawsze masz na to ochotę, pracujesz), starasz się być jak
            najlepsza dla swojego męża, on prawi Ci komplementy, miłe słówka, kochacie się.
            Pewnie nie zawsze jest różowo, jak w każdym wieloletnim związku, ale jesteście
            ze sobą, macie dziecko, bywacie bardzo szczęśliwi... i nagle jak grom z jasnego
            nieba spada na Ciebie wiadomość, że on zdradza Cię z inną kobietą. Uświadamiasz
            sobie, że może powierza jej jakieś wasze tajemnice, krytykuje Cię
            może!..Myślisz: co ona ma takiego, czego ja nie mam?! (wtedy nie jesteś jeszcze
            w stanie stwierdzić, że najważniejszą zaletą nowej kochanki jest to, że jest
            właśnie nowa..)Dlaczego mi to zrobił, przecież tak się starałam?!Cierpisz...
            Aż nie mogę sobie do końca uświadomić jak zdradzona osoba się czuje!...Ktoś kto
            jest z osobą zdradzającą jest na równi z nią okrutny i bezmyślny. Obydwie osoby
            powinny w przyszłości doświadczyć na własnej skórze co to znaczy być zdradzonym...

            A rozwiązanie jest proste, skoro tak bardzo nie podoba Ci się mąż/żona, skoro
            tak bardzo brakuje Ci czegoś do szczęścia, to miejże odwagę to rozwiązać.
            Rozwiedźcie się i niech każdy bez jakichś dodatkowych obciążeń psychicznych
            rozpocznie nowe życie.



            • dzika_orchidea.pl Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 13:28
              Zgadzam się za wyjątkiem pierwszego akapitu-znów obwinianie
              kochanki a nie zdradzającego męża :).
              • inka323f Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 23:51
                dzika_orchidea.pl napisała:

                > Zgadzam się za wyjątkiem pierwszego akapitu-znów obwinianie
                > kochanki a nie zdradzającego męża :).

                ...czy to nie ciekawe? 90% odpowiadajacych widzi wylacznie wine
                kochanki, a nie kochanka, ktory powinien pamietac, co obiecywal
                zonie....
                • bruecke Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 12.12.07, 19:41
                  A może żony za dużo siedzą " w garnkach" a za mało dbają o siebie i
                  starają się być atrakcyjne? Hm?
                  Mój mąż jak dostał papier potwierdzający ślub, to z roku na rok
                  coraz bardziej się zapominał. Wolny związek uważam za bardziej
                  motywujący.
        • dobry-maz Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 12:28
          avital84 napisała:

          > > Dodam,że ja jestem stanu wolnego więc nikomu krzywdy nie robię.
          >
          > Jesteś pewna, że nie robisz nikomu krzywdy?

          Właśnie o to mi chodziło. Czy jesteś pewna że nikomu krzywdy nie
          robisz? CO z tego że jesteś stanu wolnego? Ale przyczyniasz sie do
          oszukiwania tej żony i do rozbicia rodziny (w przysżłości jak sie
          wyda). Dlaczego takie laski zawsze zrzucają wszystko na faceta? One
          też sa winne. I gdzie tu solidarność kobieca? Bo co innego jak laska
          nie wie że jest żonaty. Oj kobitki a później płaczecie że faceci to
          dranie i was oszukują. Ciekawe czy sama jakbys miała męża to
          chciałabyś być też tak oszukiwana?
          • tezromantyczka Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 12:32

            Koleżanka się po prostu wykazuje podwójną moralnością. Dopóki to nie
            ona jest zdradzaną żoną, wszystko jest ok.
          • dzika_orchidea.pl Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 12:51
            Tak,jestem pewna, że krzywdy nie robię.To, że ja jestem stanu
            wolnego jest chyba dość istotnym elementem w tej sytuacji.
            Solidarność jajników jest mi obca.
            Winę, za zdradę ponoszą obie strony:zdradzająca i zdradzana-
            widocznie w ich związku nie wszystko jest w porządku.
            Powodów zdrady jest wiele:nie tylko brak seksu, równie często jest
            to jest brak możliwości wygadania się, poczucie osamotnienia.A sam
            przyznasz, że nie ma nic gorszego niż samotność w związku, prawda?

            A pytanie: "Ciekawe czy sama jakbys miała męża to
            > chciałabyś być też tak oszukiwana?" - nie , nie chciałabym i mam
            nadzieję, że nie będę.Niestety mało kto dzisiaj potrafi ze sobą
            rozmawiać, a to właśnie rozmowa i zrozumienie są kluczme do
            szczęśliwego bycia razem.
            • ikabg Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 13:04
              Jak mu tak źle to niech sie rozwiedzie i spędzi resztę życia z Tobą:)

              Tylko po jakichś 5-10 latach radzę ci go zacząć kontrolować, bo pewnie znajdzie
              sobie nowy obiekt pożądania...
              • dzika_orchidea.pl Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 13:29
                Ale ja Go wcale nie chcę na stałe!:)
                On o rozwodzie nie myśli, nie rozmawiamy o Jego małżeństwie, nie
                uskarża się na żonę.Dziwne?Dla mnie nie.
                • ikabg Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 14:28
                  Tak jak mówiłam brak kręgosłupa moralnego i elementarnej empatii...

                  Niestety powierzchowność i niedojrzałość staje się chlebem codziennym...

                  Wieczne małolaty, nienauczone ponoszenia odpowiedzialności, nie liczące się z
                  konsekwencjami swoich czynów...

                  Podejrzewam, że niezbyt uważnie obserwujesz świat i ludzi, nie wyciągasz wniosków...
                  Może kiedyś dojrzejesz..może wtedy kiedy będziesz miała własnego męża, na którym
                  będzie ci zależało...

                  Żony mi szkoda, wy jesteście siebie warci.

                  Tymczasem bawcie się nadal dobrze kosztem innych...
                  • dzika_orchidea.pl Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 14:33
                    Jeśli mam być szczera, to Twoja ocena mojej osoby nie zrobiła na
                    mnie wrażenia.Czyli mówiąc krótko:nie osiągnęłaś zamierzonego celu.
                    Mam nadzieję, że czujesz się lepiej po napisaniu powyższego postu.
                    Mnie przykrości nie sprawiłaś.

                    P.S.Prawdopodobnie jestem starsza niż Ci się wydaje.
                    • ikabg Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 14:59

                      P.S.Prawdopodobnie jestem starsza niż Ci się wydaje.
                      Dojrzałość nie zależy tylko od wieku...

                      Bądźmy szczere, w przypadku wielu kobiet o szczerość baaardzo trudno...

                      Czego to się nie zrobi, żeby wyglądało, że jest lepiej niż jest na prawdę...żeby
                      nie pokazać, że coś tam nie gra, coś nie wychodzi..Żeby nie przyznać się do
                      porażki, słabości....Że wcale nie zależy na tym, żeby mieć przy sobie fajnego
                      faceta na stałe, że chce się być kochaną, a nie...
                      Czasem nawet trzeba sięgnąć po cudzego mężczyznę/kobietę, żeby się
                      dowartościować, żeby móc stwierdzić jakie się ma boskie ciało, skoro faceci tak
                      na nie lecą
                      .....itp....itd....:((
                      Znak czasów(?), upadek najlepszych człowieczych cech: współodczuwania,
                      samokontroli, poczucia dobra i zła....

                      Wcale nie chciałam sprawiać ci przykrości, zresztą niektórym uczucie przykrości
                      jest wręcz nieznane lub dobrze maskowane(na tą okoliczność jest takie
                      powiedzenie o świni, pluci i deszczu, myślę że powinnaś znać)

                      Po prostu nazywam rzeczy po imieniu: zdrada jest zła, nie ma sie czym chwalić...
                      • ewa_err Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 15:09
                        Nie pochwalam zdrady ale nie przyszlo Wam do glowy (tym ktore tak na
                        orchidee czy jej podobne naskakujecie) ze jesli ktos wdaje sie w
                        romans to w jego zwiazku JUZ jest zle? Ludziom sie wydaje ze jak juz
                        sa razem(zamieszkają czy wezma slub) to juz sa sobie na zawsze
                        przypisani i zadna sila ich nie rozerwie. Prawda jest jednak taka ze
                        najczesciej zdradzie jest tez winna strona zdradzana. Kiedy ludzie
                        ze soba nie rozmawiaja, kiedy nie pracują nad zwiazkiem, kiedy nie
                        sa juz ze soba z milosci i prawdziwej ochoty tylko z jakiejs
                        kalkulacji czy strachu przed rozstaniem to wtedy wlasnie moga
                        uciekac w zdrade. I kochanka jako taka jest tu juz tylko skutkiem a
                        nie przyczyną.
                        • dzikoozka Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 15:17
                          w niektórych zwiazkach tak, w niektórych nie.
                          Niektórym facetom do zdrady wystarczy okazja. Zdrada traktowana
                          bezie jako miła odskocznia od dnia codziennego. A małżeństwo dla
                          nich bedzie nienaruszalne. Nie rozwiodą sie nigdy. Dlaczego? Bo żona
                          jest super. Ma tylko jedna wadę, jest ...ich własna zoną.
                          • ewa_err Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 15:22
                            dzikoozka napisała:

                            > w niektórych zwiazkach tak, w niektórych nie.
                            > Niektórym facetom do zdrady wystarczy okazja. Zdrada traktowana
                            > bezie jako miła odskocznia od dnia codziennego. A małżeństwo dla
                            > nich bedzie nienaruszalne. Nie rozwiodą sie nigdy. Dlaczego? Bo
                            żona
                            > jest super. Ma tylko jedna wadę, jest ...ich własna zoną.
                            >

                            I to jest naprawde dobry zwiazek? Taki w ktorym zona nie zna
                            pawdziwej natury swojego męza? I nie wie o tym ze nawet jak wszystko
                            jest dobrze to on i tak lubi miec przygody i 'nowosci'? Myslisz ze
                            mozna stworzyc prawdziwa bliskosc będąc z kims o kim nie wiemy
                            takiej rzeczy??
                            A to ze ktos sie nie rozwodzi niczego nie dowodzi. Moze byc cialem w
                            domu, duchem gdzie indziej. To nie jest dowod na to ze mu dobrze w
                            tym zwiazku.
                            • dzikoozka Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 15:28
                              czy masz męża albo długoletniego partnera?
                              Bo ja kiedys też tak myślałam jak ty :D
                          • 5sunflowers Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 16:12
                            Święte słowa - święte - stu procentowa racja i strzał w dziesiątke!!
                          • rezurekcja Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 15.12.07, 23:39
                            dzikoozka napisała:

                            > w niektórych zwiazkach tak, w niektórych nie.
                            > Niektórym facetom do zdrady wystarczy okazja. Zdrada traktowana
                            > bezie jako miła odskocznia od dnia codziennego. A małżeństwo dla
                            > nich bedzie nienaruszalne. Nie rozwiodą sie nigdy. Dlaczego? Bo
                            żona
                            > jest super.

                            vide Marcello Mastoianni. Z zona sie nie rozwiodl, ale obdzielal
                            swoimi wdziekami liczne panie z branzy filmowej.
                        • ikabg Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 15:19
                          Skoro w związku dzieje się źle, to partnerzy powinni skupić się na naprawie tego
                          co nie działa, jeśli nie da się nic zmienić na lepsze, jeśli miłość umarła, to z
                          dwojga złego lepiej się rozejść, rozwieść i zacząć nowe życie. Zdrada nigdy nie
                          jest rozwiązaniem...To tylko przejaw słabego charakteru. Kobieta, która
                          wykorzystuje słabość zamężnego faceta (czyli kochanka)zdecydowanie nie powinna
                          być usprawiedliwiana..
                          To straszne, że wielu ludzi próbuje usprawiedliwiać i wybielać coś czego
                          wybielić po prostu sie nie da:)....to kwestia odwagi, trzeba przyznać, że zdrada
                          (jak i kilka;) innych rzeczy) jest zła. Koniec kropka, żadnego ale.
                          • dzikoozka Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 15:21
                            Masz rację, jak zwiazek się chwieje, top kochanka jest tym
                            huraganem, który go roz...y do konca. Na pewno nie pomoze, a
                            zaszkodzi.
                          • ewa_err Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 15:34
                            ikabg napisała:

                            > Skoro w związku dzieje się źle, to partnerzy powinni skupić się na
                            naprawie teg
                            > o
                            > co nie działa, jeśli nie da się nic zmienić na lepsze, jeśli
                            miłość umarła, to
                            > z
                            > dwojga złego lepiej się rozejść, rozwieść i zacząć nowe życie.
                            Zdrada nigdy nie
                            > jest rozwiązaniem...


                            Oczywiscie ze trzeba pracowac nad zwiazkiem albo sie rozstac jesli
                            juz zadna praca nie pomoze. I nikt nie mowi ze kochanka jest
                            rozwiazaniem. Skad sobie to wzielas?? Wez pod uwage jeszcze jedno.
                            Kazdy z nas ma swoje leki, slabosci, wątpliowsci. To wszytsko nie
                            jest takie proste. Zona ktora juz patrzec na swojego meza nie moze
                            boi sie odejsc. Boi sie samodzielnego zycia, samotnosci, ze sobie
                            nie poradzi finansowo. Ludziom sie czasem wydaje ze lepiej trwac w
                            czyms zlym bo przynajmniej jest to zlo znane oswojone. Boja sie
                            nowosci, podejmowania powaznych decyzji. No tak bywa. Nic nie
                            poradzisz.

                            >To tylko przejaw słabego charakteru. Kobieta, która
                            > wykorzystuje słabość zamężnego faceta (czyli kochanka)zdecydowanie
                            nie powinna
                            > być usprawiedliwiana..

                            O jakiej slabosci mowisz? Wbrew pozorom faceci potrafią ustawiac
                            granice. Dlatego wlasnie wcale sie tak nie rozwodza pod naciskiem
                            kochanek. Gdyby chodzilo o to ze sa tacy biedni i ulegaja zlym
                            kobietom to ulegaliby im rowniez w innych kwestiach.

                            > To straszne, że wielu ludzi próbuje usprawiedliwiać i wybielać coś
                            czego
                            > wybielić po prostu sie nie da:)....to kwestia odwagi, trzeba
                            przyznać, że zdrad
                            > a
                            > (jak i kilka;) innych rzeczy) jest zła. Koniec kropka, żadnego ale.

                            Nie wiem dlaczego czytasz to co nie jest napisane. Zdrada jest zla.
                            Alkohol i narkotyki tez. I jeszcze kradziez. Chociaz jak ktos
                            kradnie jedzenie to juz nie do konca. Jestes teraz uspokojona? Mnie
                            chodzi o to zeby zrozumiec jaka historia stoi za takimi zdradami.
                            • ikabg Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 15:53
                              Zona ktora juz patrzec na swojego meza nie moze
                              > boi sie odejsc. Boi sie samodzielnego zycia, samotnosci, ze sobie
                              > nie poradzi finansowo. Ludziom sie czasem wydaje ze lepiej trwac w
                              > czyms zlym bo przynajmniej jest to zlo znane oswojone. Boja sie
                              > nowosci, podejmowania powaznych decyzji. No tak bywa. Nic nie
                              > poradzisz.

                              A pewnie, że w życiu bywa różnie ciężko ale co ma do tego zdrada?...W jaki
                              sposób może pomóc tej kobiecie?... Przyniesie jej kolejny strach: co będzie jak
                              mąż tyran sie dowie. Nie mówiąc o tym jak bardzo skomplikuje się sytuacja, gdy w
                              rodzinie są dzieci.
                              Trudne sytuacje wymagają czasem podjęcia trudnych decyzji. Czy nie na tym polega
                              dojrzałość?


                              brew pozorom faceci potrafią ustawiac
                              > granice. Dlatego wlasnie wcale sie tak nie rozwodza pod naciskiem
                              > kochanek. Gdyby chodzilo o to ze sa tacy biedni i ulegaja zlym
                              > kobietom to ulegaliby im rowniez w innych kwestiach...

                              Nie ulegają, bo robią prosty rachunek zysków i strat, są leniwi! Wyobraź sobie
                              faceta z 15-o letnim stażem małżeńskim (mniejszy również może być:)), dzieci w
                              wieku ok 10 lat, odchowane, dom urządzony, żona oswojona. Po co on ma zakładać
                              nową rodziną?? Nowa, często młodsza kobieta będzie stawiała nowe wymagania,
                              trzeba będzie budować nowe gnizado, być może wychowywać kolejne potomstwo.
                              Im dłuższy staż małżeński, tym facet mniej chętny do zostawienia żony.
                              Lepiej zjeść ciastko i mieć ciastko, to właśnie szczerze potępiam.
                              Pokochał kogoś, niech powie o tym żonie i da jej szansę na drugie życie, a nie
                              zdradza ją za jej plecami.

                              >Nie wiem dlaczego czytasz to co nie jest napisane. Zdrada jest zla.

                              Jeśli poczytasz niektóre posty, zobaczysz, że nie wszyscy tak
                              uważają....Niektórzy twierdzą, że będąc z żonatym facetem nikogo nie krzywdzą...

                              Mnie
                              > chodzi o to zeby zrozumiec jaka historia stoi za takimi zdradami.

                              I bardzo fajnie. Ja wiem, że nie zawsze jest kolorowo ale wiem też, że nic nie
                              usprawiedliwia niewłaściwego wobec innej osoby postępowania.
                              • ewa_err Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 16:10
                                ikabg napisała:

                                > A pewnie, że w życiu bywa różnie ciężko ale co ma do tego
                                zdrada?...W jaki
                                > sposób może pomóc tej kobiecie?... Przyniesie jej kolejny strach:
                                co będzie jak
                                > mąż tyran sie dowie. Nie mówiąc o tym jak bardzo skomplikuje się
                                sytuacja, gdy
                                > w
                                > rodzinie są dzieci.
                                > Trudne sytuacje wymagają czasem podjęcia trudnych decyzji. Czy nie
                                na tym poleg
                                > a
                                > dojrzałość?

                                Tak, na tym polega dojrzalosc. Tylko my, ludzie, jednostki
                                niedoskonale mamy czesto z tym problem. Dlatego swiat to nie jest
                                kraina szczesliwosci.
                                A Ty wciaz swoje-ze zdrada ma pomoc, ze to rozwiazanie. Nikt tego
                                tutaj nie mowi! Laska ktora ma nadwage i chce schudnac teoretycznie
                                powinna jest warzywa, owoce, ryby i sie gimnastykowac. Praktycznie
                                to lezy czasem na kanapie, zalewa sie łzami i je ciasteczka. Bo sie
                                boi ze jej sie nie uda, bo nie wierzy w siebie, bo nie ma
                                wystarczajacej motywacji. Robi glupote ale zamiast jej to wypominac
                                nalezaloby chyba pomoc, co?
                                I mysle ze ludzie ktorzy ulegaja swoim slabosciom dokladnie wiedza
                                ze to donikad nie prowadzi ale po prostu nie maja sily isc inna
                                drogą. A to dlaczego tej sily nie maja to juz jest inna sprawa.



                                > Nie ulegają, bo robią prosty rachunek zysków i strat, są leniwi!
                                Wyobraź sobie
                                > faceta z 15-o letnim stażem małżeńskim (mniejszy również może
                                być:)), dzieci w
                                > wieku ok 10 lat, odchowane, dom urządzony, żona oswojona. Po co on
                                ma zakładać
                                > nową rodziną?? Nowa, często młodsza kobieta będzie stawiała nowe
                                wymagania,
                                > trzeba będzie budować nowe gnizado, być może wychowywać kolejne
                                potomstwo.
                                > Im dłuższy staż małżeński, tym facet mniej chętny do zostawienia
                                żony.
                                > Lepiej zjeść ciastko i mieć ciastko, to właśnie szczerze potępiam.
                                > Pokochał kogoś, niech powie o tym żonie i da jej szansę na drugie
                                życie, a nie
                                > zdradza ją za jej plecami.

                                Ano wlasnie. I robiac ten rachunek potrafią podjac decyzje czy tego
                                chcą czy nie, prawda? Tym samym jak dla mnie upada teoria ze oni sa
                                biedni, slabi, zmanipulowani przez napalone zimne suki ktore wchodza
                                do lozka zonatym facetom. Gdyby tego nie chcieli to by tego nie
                                robili.

                                > Jeśli poczytasz niektóre posty, zobaczysz, że nie wszyscy tak
                                > uważają....Niektórzy twierdzą, że będąc z żonatym facetem nikogo
                                nie krzywdzą..
                                > .

                                Kazdy ma prawo do swoich odczuc. A to ze mowie ze zdrada jako taka
                                jest zla nie znaczy ze mam ochote rzucac kamieniem w te kobiety czy
                                tych facetow. Zyczylabym im raczej tego zeby sie poukladali i zyli w
                                zgodzie ze sobą.


                                > I bardzo fajnie. Ja wiem, że nie zawsze jest kolorowo ale wiem
                                też, że nic nie
                                > usprawiedliwia niewłaściwego wobec innej osoby postępowania.

                                Zartujesz chyba? Nic nie usprawiedliwia? Co to za demagogia?? A jak
                                ktos w obronie wlasnej zabije to jest taki sam jak ten co dla kasy?
                                A czyny popelniane w afekcie? A nasze losy, doswiadczenia,
                                przezycia? To wszystko nie ma znaczenia? Nawet w sadzie przy
                                najwieszych zbrodniach sa czasem okolicznosci lagodzące a Ty mowisz
                                tu ze nic nie usprawiedliwia?
                                • ikabg Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 16:28
                                  > Tak, na tym polega dojrzalosc. Tylko my, ludzie, jednostki
                                  > niedoskonale mamy czesto z tym problem. Dlatego swiat to nie jest
                                  > kraina szczesliwosci.
                                  > A Ty wciaz swoje-ze zdrada ma pomoc, ze to rozwiazanie. Nikt tego
                                  > tutaj nie mowi! Laska ktora ma nadwage i chce schudnac teoretycznie
                                  > powinna jest warzywa, owoce, ryby i sie gimnastykowac. Praktycznie
                                  > to lezy czasem na kanapie, zalewa sie łzami i je ciasteczka. Bo sie
                                  > boi ze jej sie nie uda, bo nie wierzy w siebie, bo nie ma
                                  > wystarczajacej motywacji. Robi glupote ale zamiast jej to wypominac
                                  > nalezaloby chyba pomoc, co?
                                  > I mysle ze ludzie ktorzy ulegaja swoim slabosciom dokladnie wiedza
                                  > ze to donikad nie prowadzi ale po prostu nie maja sily isc inna
                                  > drogą. A to dlaczego tej sily nie maja to juz jest inna sprawa.

                                  Zgadzam się z Tobą. ale zauważ, że skrytykowałam osobę, która twierdzi, że tkwi,
                                  w takim związku, bo jest jej tak dobrze. Tu nie wchodzi w grę uczucie, jakieś
                                  komplikacje życiowe. Facet na nią poleciał, a ta sie na to zgodziła. Żaden
                                  dramatyzm, tylko brak wyobraźni.
                                  Dopóki ulegamy słabościom, które dotyczą tylko nas to pół biedy, ale jak już w
                                  grę wchodzi krzywdzenie innych, to na prawdę nie ma co się za bardzo litować nad
                                  tymi którzy krzywdzą, tym bardziej jeśli oni nie mają poczucia winy.

                                  > Ano wlasnie. I robiac ten rachunek potrafią podjac decyzje czy tego
                                  > chcą czy nie, prawda? Tym samym jak dla mnie upada teoria ze oni sa
                                  > biedni, slabi, zmanipulowani przez napalone zimne suki ktore wchodza
                                  > do lozka zonatym facetom. Gdyby tego nie chcieli to by tego nie
                                  > robili.

                                  Ja krytykuję i jednych i drugich i tym którzy dążą do zdrady i tych którzy takim
                                  osobom ulegają.

                                  > Zartujesz chyba? Nic nie usprawiedliwia? Co to za demagogia?? A jak
                                  > ktos w obronie wlasnej zabije to jest taki sam jak ten co dla kasy?
                                  > A czyny popelniane w afekcie? A nasze losy, doswiadczenia,
                                  > przezycia? To wszystko nie ma znaczenia? Nawet w sadzie przy
                                  > najwieszych zbrodniach sa czasem okolicznosci lagodzące a Ty mowisz
                                  > tu ze nic nie usprawiedliwia?

                                  Ale my mówimy o zdraszie, w której ludzie często tkwią miesiącami, z
                                  wyrachowaniem i premedytacją. Gdzie tu afekt??

                                  • ewa_err Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 20:48
                                    ikabg napisała:

                                    > Zgadzam się z Tobą. ale zauważ, że skrytykowałam osobę, która
                                    twierdzi, że tkwi
                                    > ,
                                    > w takim związku, bo jest jej tak dobrze. Tu nie wchodzi w grę
                                    uczucie, jakieś
                                    > komplikacje życiowe. Facet na nią poleciał, a ta sie na to
                                    zgodziła. Żaden
                                    > dramatyzm, tylko brak wyobraźni.
                                    > Dopóki ulegamy słabościom, które dotyczą tylko nas to pół biedy,
                                    ale jak już w
                                    > grę wchodzi krzywdzenie innych, to na prawdę nie ma co się za
                                    bardzo litować na
                                    > d
                                    > tymi którzy krzywdzą, tym bardziej jeśli oni nie mają poczucia
                                    winy.

                                    Faktycznie, jakos srednio mi sie podoba jesli dla takiej kochanki
                                    zwiazek z zonatym niewiele znaczy. Bardziej rozumiem te kobiety
                                    nieszczesliwie zakochane, ktore nie umieja odejsc a jednoczesnie
                                    cierpią będąc w takiej roli. I ich swięta mam wrazenie będa akurat
                                    smutniejsze od tych ktore owy mąz spedzi ze swoja zoną(to a propos
                                    postow ponizej).
                                    Z drugiej strony mam mimo wszystko wrazenie ze najbardziej tu
                                    zawodzi facet. Ten ktory na cos się ze swoja partnerką/zona umawial.
                                    A z tym krzywdzeniem innych to pamiętaj ze swiadomie zadaje bol
                                    tylko psychopata. Zazwyczaj ludzie nie chca tego robic innym. Walczą
                                    o swoje szczescie jak umieją, czasem przy okazji krzywdzac innych.
                                    Ale malo kto gdyby mial mozliwosc to nie skorzystalby z opcji ktora
                                    nikomu nie zadawalaby bolu.
                                    Zycie to czasem ciezka podroz, ludzie czasem chca zagluszyc w sobie
                                    bol, uciec od samotnosci. Robia wtedy glupie rzeczy.

                                    > Ale my mówimy o zdraszie, w której ludzie często tkwią miesiącami,
                                    z
                                    > wyrachowaniem i premedytacją. Gdzie tu afekt??

                                    To ze to dlugo trwa ma byc dowodem na to ze to wyrachowanie i
                                    premedytacja?
                                    A o afekcie mowilam tak w ogole, w kontekscie tego ze niby zadnych
                                    zlych czynow nie mozemy usprawiedliwac.
                                    A swoją droga mowi sie ze milosc to jest taki afekt troche. W koncu
                                    z milosci ludzie robia rozne rzeczy...
                                    • ikabg Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 12.12.07, 09:11
                                      Bardziej rozumiem te kobiety
                                      > nieszczesliwie zakochane, ktore nie umieja odejsc a jednoczesnie
                                      > cierpią będąc w takiej roli.

                                      Jest tu więcej okoliczność łagodzących, to prawda.

                                      Z drugiej strony mam mimo wszystko wrazenie ze najbardziej tu
                                      > zawodzi facet.

                                      Oczywiście, że tak!
                                      Ale kobieta która mu ulega jest nie mniej winna. Tym bardziej jeśli wie na co
                                      sie godzi.

                                      A z tym krzywdzeniem innych to pamiętaj ze swiadomie zadaje bol
                                      > tylko psychopata. Zazwyczaj ludzie nie chca tego robic innym. Walczą
                                      > o swoje szczescie jak umieją, czasem przy okazji krzywdzac innych.
                                      > Ale malo kto gdyby mial mozliwosc to nie skorzystalby z opcji ktora
                                      > nikomu nie zadawalaby bolu.

                                      Im się wydaje, że nie robią krzywdy swoim partnerkom. Często tkwią w
                                      przekonaniu(bo tak wygodnie i łatwo), że to przecież tylko sex, a żony nadal
                                      kochają. Tylko jak wytłumaczyć i przekonać do tej racji przeciętna zdradzaną??
                                      Mało kto korzysta z walki o swoje szczęście...
                                      Nieszczęśliwe, niezaspokojone, niespełnione kobiety stają się zrzędliwe,
                                      marudne, posępne, płaczliwe lub kłótliwe. Nieszczęśliwi mężczyźni stają sie
                                      milczący, uciekają w inne zajęcia.I jak tu walczyć o wspólne dobro? Niewielu
                                      potrafi przełamać ten zaklęty krąg. Żeby to zrobić na prawdę trzeba sie wysilić
                                      i bardzo chcieć.Wydaje mi się, że ogromna rolę do odegrania ma tu mężczyzna.
                                      Każda z nas chce czuć, że mu zależy, że ciągle kocha, że chce o nas walczyć.
                                      Jeśli on jest słaby i niedojrzały obrazi sie na nas za nasze życiowe
                                      niezadowolenie i odpuści sobie jakąkolwiek walkę.

                                      > A o afekcie mowilam tak w ogole, w kontekscie tego ze niby zadnych
                                      > zlych czynow nie mozemy usprawiedliwac.

                                      Niektóre można. afekt, to straszny stan umysłu....

                                      > A swoją droga mowi sie ze milosc to jest taki afekt troche. W koncu
                                      > z milosci ludzie robia rozne rzeczy...

                                      Ale to ma sie nijak do zdrady...Mężczyźni (kobiety zresztą też) często zdradzają
                                      ponieważ nie potrafią kontrolować własnego popędu (bardzo zwierzęca, pierwotna
                                      cecha). Jeśli w grę wchodzi miłość, to z szacunku do żony, która poświęciła na
                                      związek mnóstwo energii i szacunek jej sie należy, najpierw powinni się z nią
                                      rozwieźć.




                          • dzika_orchidea.pl Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 15:54
                            ikabg napisała:

                            > Skoro w związku dzieje się źle, to partnerzy powinni skupić się na
                            naprawie tego co nie działa, jeśli nie da się nic zmienić na lepsze,
                            jeśli miłość umarła, to z dwojga złego lepiej się rozejść, rozwieść
                            i zacząć nowe życie. Zdrada nigdy nie jest rozwiązaniem...To tylko
                            przejaw słabego charakteru.

                            Wreszcie się zgadzamy :).

                            > Kobieta, która wykorzystuje słabość zamężnego faceta (czyli
                            kochanka)zdecydowanie nie powinna być usprawiedliwiana..

                            W moim przypadku nie mam poczucia, że Go wykorzystuję.

                            > To straszne, że wielu ludzi próbuje usprawiedliwiać i wybielać coś
                            czego wybielić po prostu sie nie da:)....to kwestia odwagi, trzeba
                            przyznać, że zdrada (jak i kilka;) innych rzeczy) jest zła. Koniec
                            kropka, żadnego ale.

                            Nigdzie nie napisałam, że zdrada to powód do dumy.
                        • dzika_orchidea.pl Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 15:51
                          Ewa Err -święte słowa.
                        • bruecke Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 12.12.07, 19:54
                          ewa_err..
                          Jestem tego samego zdania. Jak związek się psuje, jedna ze stron
                          szuka "ucieczki".
                      • dzika_orchidea.pl Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 15:50
                        Jeśli myślisz, że jestem dumna z bycia kochanką żonatego faceta to
                        jesteś w błędzie.Jak również się mylisz sądząc, że jest to dla mnie
                        sposób na dowartościowanie się-nic z tych rzeczy.Poza tym to nie ja
                        sięgałam po Niego-wręcz odwrotnie.
                        • ikabg Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 15:59
                          Ale Ty mu uległaś:)

                          Jak również się mylisz sądząc, że jest to dla mnie
                          > sposób na dowartościowanie się-nic z tych rzeczy.Poza tym to nie ja
                          > sięgałam po Niego-wręcz odwrotnie.

                          Prawie zawsze atrakcyjność żonatych mężczyzn polega na tym, że kobiety które
                          cieszą się ich uwagą, czują sie przez to dowartościowane, nawet jeśli
                          podświadomie, to tak właśnie jest(kobieca próżność, dobrze znana nam wszystkim).
                          Twoje słowa mogą być tego dowodem:)

                          • dzika_orchidea.pl Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 16:35
                            Byłam i jestem świadoma tego co robię.Nie widzę sensu dorabiania do
                            tego ideologii, tak jak Ty próbujesz to zrobić.
                            • ikabg Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 16:47
                              >On od początku
                              wiedział, że ja nie oczekuję, że zostawi rodzinę.Spotykamy się bo
                              mamy na to ochotę, taki układ obojgu nam odpowiada i mamy
                              świadomośc, że jest tymczasowy.
                              Dodam,że ja jestem stanu wolnego więc nikomu krzywdy nie robię.Jeśli
                              ktokolwiek tu powinien mieć wyrzuty sumienia to On, a nie ja.Wiem,
                              że On wyrzutów sumienia nie ma.

                              Zdaje się, że to Twoja wypowiedź...Nie dorabiam ideologii. Staram się tylko
                              udowodnić, że nie jest tak, że nie robisz nikomu krzywdy, że nie jest w
                              porządku, że robicie to bo tak wam się chce i podoba,że pomijacie tu 2 ważne
                              osoby, żonę i dziecko, to oni najbardziej ucierpią, gdy cała sprawa wyjdzie na
                              jaw, a w większości wypadków tak się dzieje...
                              Krzywdzenie innych, to czynienie zła..
                              Nie liczę na to, że zrozumiesz, że źle postępujesz, ale uważam, że pewne rzeczy
                              trzeba ganić i jasno o tym mówić.
                              • dzika_orchidea.pl Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 16:51
                                Nie przekonasz mnie o mojej winie.Nie czuję się winna i Twoje posty
                                tego nie zmienią .
                                Paradoks mojej sytuacji polega na tym, że widujemy się dość
                                rzadko:), jestem z innego miasta niż On, więc małe szanse by się
                                wydało.Mam świadomość,że świat jest mały ale to już Jego zmartwienie
                                a nie moje:)
                                • ikabg Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 17:08
                                  > Nie przekonasz mnie o mojej winie.Nie czuję się winna i Twoje posty
                                  > tego nie zmienią .

                                  :))to już wiem (niektórych nawet prawomocny wyrok i odsiadka nie przekonują do
                                  tego, że źle zrobili)ale jak kiedyś założysz własną(!) rodzinę, to wierz mi lub
                                  nie, zmienisz zdanie na wieeeele tematów damsko-męskich, czego Ci szczerze życzę.
                                  • dzika_orchidea.pl Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 19:01
                                    Wiesz wydaje mi się, że w pewnych poglądach ludzie się nie zmieniają.
                                    Nie popieram zdrady, nigdy nikogo nie zdradziłam i nie wydaje mi się
                                    bym była zdradzana-pewności z nas nikt nigdy mieć nie może.
                                    Wybacz, ale bardzo często zdradzani jak i zdradzający sami są sobie
                                    winni takiej sytuacji w jakiej się znaleźli.
                                    • ikabg Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 12.12.07, 08:45
                                      O naiwnośći!:)Zdradzani sami są sobie winni?.. chyba tylko w tym, że wybrali na
                                      partnera życiowego totalnego frajera, ale trudno przejrzeć człowieka...(aby to
                                      zrozumieć, trzeba być w wieloletnim związku).
                                      W każdym bądź razie ja nie mam szacunku do mężów/żon, którzy z premedytacją
                                      zdradzają życiowego partnera. Nie mam też szacunku dla tych, którzy wiedzą, że
                                      regularnie sypiają z żonatym mężczyzną lub zamężną kobietą. Tacy ludzie po
                                      prostu na szacunek nie zasługują.
                                      Jest jedno jedyne uczciwe rozwiązanie, najpierw się rozwieść, potem wdawać w
                                      długi romans.

                                      > Wiesz wydaje mi się, że w pewnych poglądach ludzie się nie zmieniają.
                                      To prawda, stąd tylu recydywistów na tym świecie. A wiesz czemu nie zmieniają
                                      poglądów? Bo często nie mają odwagi przyznać się, że nie mają racji i tkwią za
                                      wszelką cenę w przekonaniu o swojej słuszności.
                                      O klasie człowieka świadczy to, że potrafi zdać sobie sprawę z tego, że źle
                                      postępuje, że potrafi to zmienić i zadośćuczynić wyrządzonej krzywdzie, potrafi
                                      zmienić pogląd, kiedy okazuje się, że nie ma racji.

                                      • dzika_orchidea.pl Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 12.12.07, 18:17
                                        ikabg napisała:

                                        > O naiwnośći!:)Zdradzani sami są sobie winni?..

                                        Zastanów się jakie są przyczyny zdrady?Najczęściej coś nie gra w
                                        związku i rzadko kiedy jest temu winna tylko jedna osoba(ta
                                        zdradzająca).


                                        > W każdym bądź razie ja nie mam szacunku do mężów/żon, którzy z
                                        premedytacją zdradzają życiowego partnera. Nie mam też szacunku dla
                                        tych, którzy wiedzą, że regularnie sypiają z żonatym mężczyzną lub
                                        zamężną kobietą. Tacy ludzie po prostu na szacunek nie zasługują.

                                        Nie robi to na mnie wrażenia.

                                        > Jest jedno jedyne uczciwe rozwiązanie, najpierw się rozwieść,
                                        potem wdawać w długi romans.

                                        Tu masz rację.
            • bruecke Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 12.12.07, 19:46
              Masz rację, z monologów szczęścia się nie buduje. Trzeba umieć
              słuchać i mieć osobę, która wysłucha nas.
    • figgin1 Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 12:29
      Ja osobiście bym uciekła od takiego typa.Po drodze nie omieszkałabym żonki
      poinformować jakiego ma boskiego mena.
      • tezromantyczka Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 12:33

        O tak! Koniecznie! :-)
      • sonia1199 Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 12.12.07, 02:17
        figgin1 napisała:

        > Ja osobiście bym uciekła od takiego typa.Po drodze nie omieszkałabym żonki
        > poinformować jakiego ma boskiego mena.

        I co byś osiagnęła, tym informowaniem? Sprawiłabys Jej tylko ból i może
        zrujnowała rodzine? Nie imponujesz mi. Kobieta
    • eevita Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 12:38
      Zdarzały mi się takie sytuacje, raz sie nawet tak zaplątałam,że
      wyszłam za mąz... romans zaczął sie jak zawsze, ale ze mną nie było
      jak zawsze - zakochałam się. On tez, no i klasyka,zona sie
      dowiedziała, zaczęła do mnie wydzwaniac. Ja go rzuciłam. On odszedł
      od żony. Po roku sie pobralismy, a po 5ciu rozwiedlismy..:) Samo
      zycie...
      Jeszcze raz popełniłam ten bład, zaczęłam sie spotykać z
      zonatym,znowu żona sie dowiedziała, wydzwaniała i ona i jej matka.
      Zerwałam tę znajomośc definitywnie.
      Po tym, jak mój eks odszedł od zony, i ja potem sie spotykałąm z
      ich dziecmi, z nią czasem tez, nigdy juz nie powiem, że kochanka
      jest czysta jak kryształ. ze to przecież on miał zobowiązania, nie
      ona. Teraz wiem,że jakies tam przyczynienie tej 3eciej jest. I
      tłumaczenia typu nie ta to inna, więc dlaczego nie ja miałam
      skorzystać też nie są prawdziwe. Trzeba tylko parę razy spotkać się
      z jego dziecmi, i jednak mieć troche empatii.
      Ale tę wiedzę mam dopiero teraz, jak sie juz sparzyłam.
    • eevita Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 12:45
      I jeszcze jedno..ciagle czytam, nie zrobiłabym, i ciągle ten tryby
      niedokonany..;) Tak naprwwdę jak byście postapili to wiecie dopiero
      jak się to stanie , dopieor jak się staje przed realnym problemem to
      wiadomo, jak się postąpi..:) Gdytby 10 lat temu ktoś mnie spytał,czy
      rozbiłbym komuś rodzine, odpowiedziałabym tak jak wiekszośc z was..w
      zyciu!. A teraz juz wiem,ż ebyłam w stanie to zrobic..
      I wiem tez,że nie romansuję ( a nie nie romansowałabym ) bo mam
      takie i okazje i pokusy. Jestem świadoma tego, co robię i mówię..
      • dobry-maz Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 13:20
        Dla mnie jedno jest pewne kobieta która wplatuje sie w romans z
        żonatym facetem i wiec o żonie nie ma godności i nie ma na to
        tłumaczenia że ja nie jestem winna tylko on bo ja przysiegi nie
        składałam. Dla mnie to zwykła szmata. A o facecie nie będę się juz
        wypowiadać
        • dzika_orchidea.pl Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 13:26
          Łatwo jest osądzać innych,a teraz rzuć kamieniem.
        • lacido Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 13:38
          jaaaaaaaaasne
          a mężuś jest cacy
          dorośli ludzie sami decydują o tym co robią
        • eevita Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 13:39
          A miałes kiedys okazje zdradzic?:) Ale tak naprawdę, bez żadnego
          wysiłku z Twojej strony? Piekna, seksowna, inteligentna, dowcipna i
          bogata kobieta ciągneła Cie do łozka i zapewniała o miłosci a Ty
          dumnie strzepnąłes ją z siebie i odszedłeś szczęsliwy do swojej
          zmęczonej i zapracowanej żonki,żeby zjeśc kolejna parówke na
          kolację?:) Jesli tak, to szacunek,że nie uległes..
          A jesli Twoja wiernośc jest tylko wynikiem tego,że kobiety omijają
          Cie wielkim łukiem, to nie powinieneś się tam wywyższac, bo ,
          niestety, nie masz powodu..:))
        • novinka3 Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 13:54
          dobry-maz napisał:

          > Dla mnie jedno jest pewne kobieta która wplatuje sie w romans z
          > żonatym facetem i wiec o żonie nie ma godności i nie ma na to
          > tłumaczenia że ja nie jestem winna tylko on bo ja przysiegi nie
          > składałam. Dla mnie to zwykła szmata. A o facecie nie będę się juz
          > wypowiadać

          jest tu w tym układzie ktoś kto zdradza i ktos kto współuczestniczy w zdradzie.
          na ogół sądy najsurowiej oceniają głównego sprawcę zbrodni
          i nieco łagodniej współuczestnika zbrodni,
          świadomego i zaangazowanego współuczestnika jednak niewiele łagodniej...
          zmanipulowanego i nieświadomego współuczestnika dużo łagodniej... i tyle...

          • zwroclawianka Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 15:09
            novinka3 napisała:

            > dobry-maz napisał:
            >
            > > Dla mnie jedno jest pewne kobieta która wplatuje sie w romans z
            > > żonatym facetem i wiec o żonie nie ma godności i nie ma na to
            > > tłumaczenia że ja nie jestem winna tylko on bo ja przysiegi nie
            > > składałam. Dla mnie to zwykła szmata. A o facecie nie będę się
            juz
            > > wypowiadać
            >
            > jest tu w tym układzie ktoś kto zdradza i ktos kto
            współuczestniczy w zdradzie
            > .
            > na ogół sądy najsurowiej oceniają głównego sprawcę zbrodni
            > i nieco łagodniej współuczestnika zbrodni,

            Kobieto, co Ty piszesz.. Jaki współuczestnik "zbrodni"! Po pierwsze,
            zdrada w świetle prawa nie jest przestępstwem. Po drugie, to, że Ty
            jej nie akceptujesz, nie znaczy, że wszyscy jej nie akceptują ( a
            moze on ma taki układ z żoną, że jej to nie przeszkadza?). Po
            trzecie, jeśli jest to "zbrodnia moralna" jest to zbrodnia zgodna z
            Twoją moralnością, a niekoniecznie z moją. Jesli mąż i żona mają
            taki sam pogląd na moralność, to mąż jest gnój. A kochanka żyje w
            wolnym kraju i ma prawo kierować się swoimi zasadami. NIE ROBI NIC
            NIEZGODNEGO Z PRAWEM. A jak się nie podoba, to proszę zmieniać
            prawo, tak, by karało kobietę nie będącą w związku...
            • novinka3 Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 15:20
              jest to hipotetyczne porównanie "zdrady" za którą autor kogoś chce obwinić, do
              innego przestępstwa na które są paragrafy.

              w przypadku czynu nagannego jest kara najsurowsza dla głównego winnego a
              łagodniejsze kary dla współuczestników o róznym stopniu zaangazowania w ten
              czyn, takie są zasady "osądzania".

              tyle, ze tu oscylujemy w temacie moralnym. prawnie to tylko taki aspekt, ze żona
              dostaje dowody dla rozwodu z winy małżonka.

              a gdyby przyjaciel autora miał "układ" z żoną że może sobie zdradzac z kim chce,
              to nie byłoby żadnego problemu gdyby zdrada się wydała.
              awantura jest bo zdrada się wydała a główny winowajce próbuje zrzucic winę na
              kochankę czyli tylko na osobę współwinną a nie sprawczynię. i autor chętnie temu
              przyklaskuje :)
              • dobry-maz Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 15:32
                NIGDZIE nie napisałem że kolega zrzuca winę na kochankę on przyznaje
                się i mówi że to jego wina to ja dotarłem do tej kochanki i z nią
                porozmawiałem ...bo ona nadal mu nie daje spokoju a on nie chce sie
                już z nią spotykać. I ona twierdzi ze nie jest winna że mało ją
                obchodzi jakaś tam żona itp.
                • novinka3 Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 15:45
                  jeśli świadomie została kochanką to mówi prawdę, że zona ją mało obchodzi...
                  ale facet nawarzył piwa wobec zony więc ty nie szukaj mu usprawiedliwień tylko
                  niech sobie to piwo wypije...
                  i ma nauczkę na przyszłość że nie każda kochanka to naiwna siksa która cicho
                  odsunie się w cień jak mężowi się z nią znudzi...
                • zwroclawianka Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 15:49
                  dobry-maz napisał:

                  > NIGDZIE nie napisałem że kolega zrzuca winę na kochankę on
                  przyznaje
                  > się i mówi że to jego wina to ja dotarłem do tej kochanki i z nią
                  > porozmawiałem ...bo ona nadal mu nie daje spokoju a on nie chce
                  sie
                  > już z nią spotykać. I ona twierdzi ze nie jest winna że mało ją
                  > obchodzi jakaś tam żona itp.

                  ach, chcesz uratować tyłek zdrajcy prosząc kochankę, aby siedziała
                  cicho? i dziwisz się, że ona nie czując zobowiązań względem jego
                  żony (bo niby w imię czego- "kobiecej solidarności" ?!)...

                  Jeśli jesteś mężczyzną, bo takie zachowanie (wścibskość i pchanie
                  nosa w nie swoje sprawy) często charakteryzuje kobiety, to radzę z
                  całego serca- odsuń się jak najdalej od tego trójkąta- bo oni jakoś
                  się dogadają, a Tobie się oberwie.
              • zwroclawianka Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 15:34
                novinka3 napisała:

                > jest to hipotetyczne porównanie "zdrady" za którą autor kogoś chce
                obwinić, do
                > innego przestępstwa na które są paragrafy.
                >
                > w przypadku czynu nagannego jest kara najsurowsza dla głównego
                winnego a
                > łagodniejsze kary dla współuczestników o róznym stopniu
                zaangazowania w ten
                > czyn, takie są zasady "osądzania".
                >
                > tyle, ze tu oscylujemy w temacie moralnym. prawnie to tylko taki
                aspekt, ze żon
                > a
                > dostaje dowody dla rozwodu z winy małżonka.
                >
                > a gdyby przyjaciel autora miał "układ" z żoną że może sobie
                zdradzac z kim chce
                > ,
                > to nie byłoby żadnego problemu gdyby zdrada się wydała.
                > awantura jest bo zdrada się wydała a główny winowajce próbuje
                zrzucic winę na
                > kochankę czyli tylko na osobę współwinną a nie sprawczynię. i
                autor chętnie tem
                > u
                > przyklaskuje :)

                ok:) w takim razie chodzi mi tylko o nazewnictwo :) kochanka jest
                współuczestniczką, a nie "współwinną " :)
    • ewa_err Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 13:45
      Tak mi sie wydaje ze nikt o zdrowych zmyslach nie powie ze chetnie
      zdecyduje sie na romans z zonatym. Tak sie po prostu czasami dzieje.
      Szybciej sie zakochujemy niz jestesmy w stanie racjonalnie ocenic
      czy warto czy nie. Albo czy to jest w porzadku czy nie. Odkladając
      na bok przypadki zimnych suk ktore niewiele czują to kochanka
      zazwyczaj bardzo cierpi. I jej nawiekszym problemem jest niemoznosc
      odejscia z tego ukladu. Ukladu ktory dla nikogo nie jest dobry.
      Poza tym romans romansowi nierowny. Trudno wszystkich oceniac tą
      samą miarą.
      • wiolcia88 Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 14:08
        To prawda nikt o zdrowych zmysłach nie pakuje się w związek bez przyszłości. Ale
        czasem uczucia biorą górę nad rozsądkiem i wtedy trudno dać sobie rade z tą
        sytuacją. Kiedy On mówi Ci że kocha, tęskni, że jesteś tą na, którą czekał całe
        życie i o zgrozo Ty czujesz to samo. A następnego dnia jedzie do domu, zony,
        dzieci i czekasz kiedy znajdzie chwilkę by z tobą zamienić słowo czy dwa.
        KOSZMAR Ale trzeba nielada siły by się z tego wyplątać zwłaszcza, że kochasz i
        czujesz się (mimo wszystko) kochaną. Zwłaszcza, że ja niestety nie mam szans na
        znalezienie samotnego mężczyzny gotowego na "normalny" związek. Jestem rozwódką
        z 2 dzieci w tym jedno chore. I nagle spotyka Cię ciepły, dobry, troskliwy
        mężczyzna, który dostrzega w Tobie kobietę a nie samotną rozwódkę po 35 z chorym
        dzieciakiem. I jak Go zostawić, odejść kiedy jest ci tak dobrze jak nigdy
        wcześniej i On nie chce Cię zostawić
        • dzika_orchidea.pl Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 14:24
          Szczerze współczuję, bo jesteś w dużo gorszej sytuacji niż
          ja.Pomijam to, że nie mam dzieci.Ale w naszym układzie nie ma mowy o
          miłości.Jest sympatia, nawet duża, jakieś przywiązanie ale nie
          miłość.I dobrze, i tak ma (u mnie ) być.
          • ikabg Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 15:36
            >I dobrze, i tak ma (u mnie ) być.

            Pobożne życzenie...ale to dobrze, po tym jak już się w nim zakochasz (a
            zakochasz się, to ci gwarantuję, chyba, że wytnie Ci jakiś numer), jak będziesz
            tęskniła jak tylko pójdzie od Ciebie do żony, wówczas będziesz cierpiała i tak
            powinno być w tym przypadku...
            • ewa_err Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 15:39
              ikabg napisała:

              > Pobożne życzenie...ale to dobrze, po tym jak już się w nim
              zakochasz (a
              > zakochasz się, to ci gwarantuję, chyba, że wytnie Ci jakiś numer),
              jak będziesz
              > tęskniła jak tylko pójdzie od Ciebie do żony, wówczas będziesz
              cierpiała i tak
              > powinno być w tym przypadku...


              I Tobie bedzie sie lepiej spalo jak ona bedzie cierpiec? I jeszcze
              powiedz ze jestes katoliczką a za dwa tygodnie bedziesz obchodzic
              Boze Narodzenie. Z kolędą na ustach.
              • ikabg Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 16:18

                > I Tobie bedzie sie lepiej spalo jak ona bedzie cierpiec? I jeszcze
                > powiedz ze jestes katoliczką a za dwa tygodnie bedziesz obchodzic
                > Boze Narodzenie. Z kolędą na ustach.
                >
                Mi to generalnie..
                Ale ta Pani pewnie będzie miała radosne Święta jak nigdy, jej kochanek też.
                Wiadomo nowa atrakcja w życiu, pewnie nie ostatnia.Czemu ich nie spytasz czy są
                katolikami, czy pójdą do kościoła w wigilię?...Ciekawe jakby się poczuła żona
                gdyby się dowiedziała o ich przygodzie, czy też by miała dobre Święta?....
                • ewa_err Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 20:35
                  ikabg napisała:

                  > Mi to generalnie..

                  No to jak 'Ci to generalnie' to po co takie rzeczy piszesz i zyczysz
                  komus zeby cierpial? Czy to jest po chrzescijansku? A abstrahując od
                  religii po 'czlowieczemu'?

                  > Ale ta Pani pewnie będzie miała radosne Święta jak nigdy, jej
                  kochanek też.

                  Tego nie wiesz.

                  > Wiadomo nowa atrakcja w życiu, pewnie nie ostatnia.Czemu ich nie
                  spytasz czy są
                  > katolikami, czy pójdą do kościoła w wigilię?...

                  Uderzylo mnie ze tak otwarcie zyczylas jej zeby cierpiala wiec
                  spytalam Ciebie. Mnie sie zdarzylo pare razy w zyciu naprawde bardzo
                  cierpiec i pamietam ze bylo mi wtedy tak ku.ewsko zle ze pomyslalam
                  ze nikomu nie zycze takich stanow. I trudno mi zrozumiec ludzi
                  ktorym wydaje sie ze sa dobrzy a najchetniej to by powybijali innych
                  za popelniane bledy. Ja bym im zyczyla zeby szczescie swoje
                  odnalezli i nie musieli nikogo oklamywac, zeby moze cos zrozumieli
                  ale na pewno nie zeby cierpieli.

                  >Ciekawe jakby się poczuła żona
                  > gdyby się dowiedziała o ich przygodzie, czy też by miała dobre
                  Święta?....

                  Pewnie poczulaby sie okropnie. Co tu wiecej mowic?
                  • ikabg Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 12.12.07, 09:20
                    >
                    > No to jak 'Ci to generalnie' to po co takie rzeczy piszesz
                    Ok, nie jest mi to obojętne, w sensie, nie akceptuję nieuczciwości, także
                    małżeńskiej.

                    zyczysz
                    > komus zeby cierpial? Czy to jest po chrzescijansku? A abstrahując od
                    > religii po 'czlowieczemu'?

                    Nie boję się przyznać do tego, że uważam, że ludzie którzy krzywdzą innych ludzi
                    i uważają, że to nic złego,powinni doznać takiej samej krzywdy, inaczej nie
                    zrozumieją jak to jest przez kogoś cierpieć.
                    A czy jest coś człowieczego w świadomym krzywdzeniu innych??

                    Ja bym im zyczyla zeby szczescie swoje
                    > odnalezli i nie musieli nikogo oklamywac, zeby moze cos zrozumieli
                    > ale na pewno nie zeby cierpieli.

                    Ja tez im tego chętnie pożyczę ale niech tego nie robią kosztem innych. Skoro
                    Pan jest nieszczęśliwy w obecnej sytuacji z obecną kobieta, niech jej o tym
                    powie, poprosi o rozwód i niech szuka nowego szczęścia.

                    > Pewnie poczulaby sie okropnie. Co tu wiecej mowic?
                    >
                    No dokładnie, nic ująć nic dodać. Szkoda tylko, że oni o tym nie myślą...
            • dzika_orchidea.pl Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 15:59
              ikabg napisała:

              > Pobożne życzenie...ale to dobrze, po tym jak już się w nim
              zakochasz (a zakochasz się, to ci gwarantuję, chyba, że wytnie Ci
              jakiś numer), jak będziesz tęskniła jak tylko pójdzie od Ciebie do
              żony, wówczas będziesz cierpiała i tak
              > powinno być w tym przypadku...

              No widzisz, nie udało Ci się, pierwszą fascynację Nim mam już za
              mną, a to dopiero kilka tygodni naszej znajomości :).Nie zakocham
              się, bo od początku miałam do tego podejście, że ten układ jest na
              chwilę i nic z tego więcej poza tym co jest nie będzie.

              • ikabg Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 16:01
                A jednak jesteś troszkę naiwna.
                • dzika_orchidea.pl Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 16:48
                  Nie jestem, po prostu znam siebie i jestem realistką.Poza tym już
                  pisałam wcześniej:nawet gdyby On był wolny to i tak nie
                  stworzylibyśmy razem związku.
                  • ikabg Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 17:01
                    Gdyby on był wolny, to pewnie nawet byś się z nim nie przespała...Taka
                    przewrotna natura...
                    • dzika_orchidea.pl Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 19:02
                      Nie wiem, trudno powiedzieć.Jeśli sugerujesz, że obrączka mnie
                      skusiła to jesteś w błędzie.
                      • ikabg Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 12.12.07, 08:48
                        Sama obrączka nikogo jeszcze ni skusiła;))Tyle, że gdyby on był kawalerem, to
                        być może nigdy by się Tobą nie zainteresował i vice versa.Taka przewrotność
                        ludzkiej natury.Im cos jest bardziej niedostępne lub zakazane, tym bardziej
                        wydaje sie atrakcyjne.
                        • dzika_orchidea.pl Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 12.12.07, 18:18
                          Nic nowego pod słońcem, że zakazny owoc smakuje najlepiej.Tylko, że
                          dla mnie to nie jest zakazane-ja jestm wolna.
    • modliszka24 Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 13:56
      w zyciu bym na takie cos nie poszla
      • iberia.pl Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 14:03
        modliszka24 napisała:

        > w zyciu bym na takie cos nie poszla

        nigdy nie mow nigdy, akurat ci ludzie, co to sie tak zarzekaja.....
        • wiolcia88 Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 14:12
          Życie płata nam takie figle, że nie można kategorycznie się zarzekać .
          ja kiedyś nie wyobrażałam sobie siebie w takim "układzie" a teraz prosze.
          • dzika_orchidea.pl Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 14:22
            NAwet tak nie pisz, bo zaraz Cię oplują tak jak mnie.
          • ikabg Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 15:37
            To nie życie płata nam figle, to my sami sobie je płatamy....
            • iberia.pl Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 15:47
              ikabg napisała:

              > To nie życie płata nam figle, to my sami sobie je płatamy....

              jestes pewna, ze ZAWSZE masz 100% kontroli nad wlasnym zyciem?
              Gratuluje pewnosci siebie, ktora predzej czy pozniej ...splata Ci
              figla.
              • ikabg Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 16:31
                Ależ wcale jej nie mam kontroli nad życiem! mogę zginąć kolejnego dnia, mogę
                zapaść na chorobę, mogę wygrać milion, mąż może mnie zdradzić, mogę popaść w
                nędzę ale wiem, że dopóki będę przy zdrowych zmysłach, nie dopuszczę sie zdrady.
    • zwroclawianka niepachnący hipokryta jesteś :/ 11.12.07, 14:22
      ...żeby tego brzydziej nie ując :/ Jak potępiasz takie zachowanie,
      to na cholerę zadajesz się z tym kolesiem?!

      a do rzeczy

      > Ano właśnie kobitki czy zdecydowałybyście się na romans z żonatym
      > mężczyzną wiedząc o tym że ma żonę i dzieci?

      Większość kobiet z premedytacją nie decyduje się na związek, który
      nie ma przyszłości! A fakt posiadania żony i dzieci nie gwarantuje
      miłości do śmierci. A jak facet nie ma żony tylko dziewczynę, to
      moze romansowac?!


      A ewentualnie gdybyście
      > nie wiedziały i już byście się zaangażowały i nagle się
      dowiadujecie
      > o żonie i dzieciach to co wtedy? KOńczycie to czy dalej ciągniecie
      > wiedząc że facet raczej nie chce odejść od żony? Jak to z Wami
      jest?

      Zgodnie z powszechnie lansowanym modelem miłości wiecznej, trwałej,
      z szalejącą burzą zmysłów i porozumieniem dusz (i oczywiście "to
      coś"), będącej w stanie zwalczyć wszelkie przeszkody- tu rozum i
      rozsądek wiele do gadania nie ma- "uczucia najwazniejsze". Stąd
      pytanie "czy zdecydowałybyście się" "czy byście rozważały" itp,
      wszelkie pytania zakładające rozsądne myślenie w miłosnym związku
      nie mają sensu.
    • dzikoozka Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 15:33
      Nie interesują mnie żonaci. Nie rób drugiemu, co Tobie niemiłe.
      • betakaroten1000 Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 16:18
        Jestem na skraju romansu z zonatym facetem, mam piekielne wyrzuty
        sumienia wobec jego żony i dzieci, ale ... Przede wszystkim,
        dlaczego wymagacie od kochanek żonatych facetów, żeby ZAWSZE myslały
        o żonie i dzieciach?! Gdzie jest miejsce na ich uczucia?! Wymagacie
        zaniechania dążenia do stworzenia byc może cieplego związku w
        imię "tej pierwszej"?! Dlaczego NALEŻY rezygnować z wlasnego
        szczęscia, bo inna ma męża gdzieś i nie potrafi go przy sobie
        utrzymać?! Mąż, to nie jest zwierzątko domowe, które nalezy tylko
        wykarmić i wypuścić na kupę oraz od czasu do czasu pooglądać z nim
        tv. Skoro Ona uważała, że tak jest, to...jej strata i nikt jej nie
        pomoże. Rzeczywiście, nie będę myślała o innych, gdy spełniam swoje
        marzenia( i proszę nie porównywać z jakimiś złodziejstwami,
        morderstwami itd.-to nie ta półka!!!). Rozumiem kobiety, która są z
        zonatymi facetami i sama zawsze z tym się liczyłam, że ja też moge
        byc tą zdradzoną. Moje małżeństwo umiera smiercią naturalną( nie
        płaczę po nim) i nie chce być do końca życia nieszczęśliwa, bo mam
        taki MORALNY obowiązek!
        • ravny Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 21:55
          1. nikt nie zabrania się rozwieźć tobie
          2. nikt nie zabrania się rozwieźć z żoną mężczyźnie (to on sam NIE
          CHCE SIĘ ROZWIEŹĆ Z ZONĄ bo woli mieć i zonę i kochanki)
        • messina Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 23:28
          Dziewczyno, pomyśl choć raz, że fakt, że choć facet mówi, że jest nieszczęśliwy
          w małżeństwie itp itd to wcale nie musi być winą faceta! Sama znam z bardzo
          bliskiej odległości sytuację, gdy mąż był słabeuszem psychicznym, żona go
          kochała, mieli dzieci, on na niej żerował, a zdradzał bo? Tysiąc powodów. Co to
          znaczy, że mąż to nie zwierzątko domowe? Kto ci powiedział, że żony o nich nie
          dbają? Że nie zabiegają o kontakty, o rozmowy, o bliskość? Właśnie często dbają,
          bo jak facet jest silny (w stopniu normalnym) psychicznie, to jeśli mu źle w
          związku, to rozwiązuje problem z żoną, albo się rozwodzi. Koniec dylematu. Kto
          postępuje inaczej, jest niemoralną świnią i sadystą.
    • dzikoozka Dziewczyny, nie bądzcie naiwne 11.12.07, 16:07
      Nie ma idealnych zwiazków.
      Nie ma, nie było i nie będzie, zawsze na początku są wichry
      namietnosci, iskry, motyle w brzuchu, zrozumienie bez słów,
      trzęsienie ziemi w łózku, a potem przychodzą zgrzyty, problemy,
      stresy, małe dzieci, kupki, zupki, choroby, czasami nieumyte włosy i
      nieświeży oddech rano. W zasadzie, dopoki obie strony sie staraja
      dla siebie nawzajem, dopóty wszystko idzie dogadać, ułożyć, cieszyć
      sie byciem razem. Odkrywa sie, że partner moze mieć zupełnie inne
      poglady na jakiś temat, że sie zmienia (nikt nie jest niezmienny),
      że przestał/zaczął byc wierzący, uprawiać jogę, chodzić na grzyby.
      Problem zdrady zaczyna sie w momencie, gdy jedna ze stron przestaje
      szanować drugą. Przestaje jej zależeć. Własna przyjemnośc, rozrywka
      staje sie ważniejsza, polubi adrenaline zw. z inną osobą, ze skokiem
      w bok. Byc moze jest to skutek kryzysów w małżeństwie, byc moze
      jedynie efekt rutyny. Gdy pojawi się kochanek / kochanka, jest to
      najprostszy sposób na poprawienie SOBIE samopoczucia, nic wiecej.
      Kochanka samą swoja obecnoscią przyczynia się do pogorszenia
      sytuacji w małżeństwie. Małżonek staje się albo wybitnie czuły
      (wyrzuty sumienia) albo wybitnie okrutny (wredny, zimny, doszukuje
      się wad zony, robi awantury, żeby siebie wybielić), to drugie
      zachowanie jest chyba częstsze. Kochanka jest katalizatorem w tym
      układzie. To stary jak swiat mechanizm i nie ma co biadolić.
      Kobiety swiadome tego nie bedą się wdawały w takie dziwne układy, te
      bardziej obojetne bedą robiły sobie dobrze nie myśląc o rodzinie
      kochanka, bo to niewygodne.
      Nie ma co tłumaczyć tego "że w zwiazku i tak coś gniło" w każdym
      zwiazku zawsze jest jakieś zgniłe jajo, tylko trzeba się umiec z nim
      obchodzić. Dojrzaly facet wie, ze skoro pokochał i zdecydował sie na
      Tę kobietę i był z nią szczęśliwy a ona nie zmieniła się radykalnie,
      z każdą inną będzie tak samo, po czasie znudzi mu sie, wiec nie ma
      co zamieniać "siekierki na kijek"...
      • yagiennka Generalnie popieram :) 12.12.07, 01:10
        Bycie razem to świadomy wybór i codzienne zadawanie sobie pytania czy chcę być z
        tym człowiekiem dlatego i pomimo że.
    • ziarnko.pieprzu Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 16:31
      Zajęci/żonaci faceci mnie nie interesują.
      Pierwsze co mnie odrzuca to właśnie fakt, że są oszustami i szukają przygód na boku.

      Moim zdaniem strona zdradzająca swojego partnera, obojętne czy jest to mężczyzna czy kobieta, ponosi winę największą (w końcu ona ma obowiązek dochować wierności wobec kochanego - tylko czy aby na pewno??), następnie osoba zdradzana - choć nie jest to może wina, a raczej PRZEOCZENIE pewnych momentów w związku i spowodowanie, że nie umie utrzymać przy sobie partnera, a kochanka jest winna tylko temu, że nie odmówiła - widać NIE MIAŁA NIC PRZECIWKO - a kto rozsądny nie ma nic przeciwko zdradzie? I oddaje się zdrajcy, dając mu satysfakcje, a samemu będąc jedynie "odskocznią" od stałego partnera?

      Rozumiem tylko tyle, że są szmaty i szmaciarze, którzy lubią się sexić z kim popadnie i nie liczą się z tym czy trafią na osobę wolną czy zajętą i chętną przygód na boku. Po prostu nie szanują się i tyle. Nie mają tej godności i biorą udział, a jakże.

      Nie jestem żoną. Jestem tzw. "szczęśliwym singlem" i lubię sobie pokorzystać, ale dla zajętych facetów jestem tylko i wyłącznie do "podziwiania" na odległość. Nie obchodzi mnie co i z kim robią - mnie w to g.wno jakim jest romasowanie z żonatym nie wplączą.
      • dzika_orchidea.pl Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 16:40
        ziarnko.pieprzu napisała:

        > a kochanka jest winna tylko temu, że nie odmówiła - widać NIE
        MIAŁA NIC PRZECIWKO - a kto rozsądny nie ma nic przeciwko zdradzie?


        Jeśli zdrada mnie nie dotyczy to niech się dzieje co chce.
        Każdy jest kowalem swojego losu, jest dorosły i wie co robi.

        >I oddaje się zdrajcy, dając mu satysfakcje, a samemu będąc
        jedynie "odskocznią" od stałego partnera?

        Tak, taka rola mi odpowiada w tym konkretnym przypadku.


        > Rozumiem tylko tyle, że są szmaty i szmaciarze, którzy lubią się
        sexić z kim po padnie i nie liczą się z tym czy trafią na osobę
        wolną czy zajętą i chętną przygód na boku.

        Uwierz, że takie obelgi nie robią na mnie wrażenia.

        > Nie jestem żoną. Jestem tzw. "szczęśliwym singlem"


        Ja również jestem singlem.

        • ziarnko.pieprzu Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 16:43
          widać zrobiło wrażenie, skoro odpowiadasz

          mój post był ogólnie, a nie konkretnie do Ciebie
          • dzika_orchidea.pl Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 19:04
            Nie zrobiło, zabrałam głos w jakimś sensie pisałaś o mnie :).
    • strawberryfield Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 17:12
      ja na pewno nie.
    • kamelia04.08.2007 nie dziękuję 11.12.07, 20:21
      facet żonaty, bądź zajety jest od razu zdyskwalifikowany dla mnie. nie mysle o
      nim w charakterze obiektu do romansu/związku.

      Postepuję tak z miłosci do siebie, bo:
      *nie chce byc traktowana przez faceta jak lalka do bzykania,
      *nie zniosłabym mysli, że mam sie dostosowywac do tego kiedy on może przyjść na
      30 min.,
      *ze mam byc jego wstydliwa tajemnica,
      *że nigdy nie wyjdziemy do kina /restauracji/teatru, bo bedzie sie bał, że go
      ktos zobaczy,
      *ze bede święta/sylwestra/urlop spędzać sama, bo on udaje porządnego meża i ojca.
    • ruda_zabcia Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 21:01
      Romans z żonatym nie wchodził kiedyś w grę, gardziłam kobietami,
      które romansują z zajętymi.
      Ale nie należy się zapierać niczego, nie wiem jak to nazwać, z jego
      strony z pewnością zdrada emocjonalna bo to raczej odbywa się się w
      sferze psychiki, bo spędziliśmy razem zaledwie jedną noc.
      Gdyby chciał mieć ze mną regularny romans, weszłam bym teraz w to
      bez żadnych oporów, bo znaczy dla mnie wiele, zbyt wiele.
      Jak to z nami jest? Potrzebujemy uczucia i czasami znajdujemy, albo
      wydaje nam się, że znajdujemy nie tam gdzie trzeba.
    • messina Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 23:24
      Nie rozumiem, czemu nikt do tej pory nie napisał o godności własnej, o szarganiu
      się w takich układach. Nie chodzi mi o pozycję tej trzeciej, ale na fakt, że to
      JA SAMA nie mogłabym żyć ze sobą wiedząc, że zrobiłam takie świństwo (obojętnie
      - zdradziłabym, czy byłabym trzecią) innemu człowiekowi. Jak można mieć szacunek
      do siebie samego wiedząc, że się to robi? To znaczy wiem jak, po prostu w swoich
      oczach tacy ludzie nie są źli. Ale czy wszyscy już kompletnie zapomnieli o
      takich słowach jak moralność, honor i szlachetność? Niemodne, jasne, ale w końcu
      chyba nie upadliśmy tak nisko jako ludzie, żeby w ogóle o tym zapominać? Byłam w
      wielu związkach, także wieloletnich, i nigdy nie zdradziłam. Były okazje, były,
      i to właśnie w chwilach, gdy ślubny już tak nie podziwiał, jak kiedyś i
      generalnie był nie do zniesienia. I co? I nico. Dlaczego wszyscy się tłumaczą
      motylkami, uczuciami, porywami. Przecież to nie jest aż taka potworna pokusa,
      żeby swoje własne słowo traktować jak gó..!! I starczy się nazwać w duchu, kim
      bym była, robiąc coś takiego. Mnie wystarczało. Chęć jakoś bladła dziwnie i
      wolałam dalej być uczciwa i lojalna. Dla siebie i z szacunku dla swych obietnic,
      a nie dla męża.
    • bizzarra Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 23:30
      nigdy
    • bizzarra Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 11.12.07, 23:32
      Nigdy
      • claudel6 Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 12.12.07, 01:01
        Takie wątki z dużą regularnością od zawsze. Czytam to forum od czasu do czasu
        dla rozrywki, ale sie nie wpisuję. Dziś jednak postanowiłam zrobić wyjątek.
        Reakcja na nie jest zawsze taka sama, tylko rożne nicki wyrażają tę reakcję.
        Jest to jednoznaczne i bezdyskusyjne potępienie kochanki, z bardzo małymi
        głosami separatum. Zawsze następuje rysowanie obrazu tych sierotek-dzieci, które
        zaniedbuje tatuś (nawet jeśli kochanka uparcie powtarza ze dziecko jest
        niemowlakiem i nic nie kuma), no i oczywiście dobrej, zapracowanej dbającej o
        dom żony (prawie jak kopicuszek). Rodzina jako święta twierdza, która przychodzi
        podstępnie zniszczyć jakis intruz z zewnątrz, jakaś postać bez uczuć, moralności
        i sumienia, wyrządzająca wręcz z dziką przyjemnością nieodwracalną krzywdę
        stadłu rodzinnemu. Bo to zła kobieta była…
        A prawda jest taka, że żona to taka sama kobieta jak kochanka, jedna i druga jak
        każdy człowiek, może mieć swoje wady i zalety, i w momencie gdy miłość do
        pierwszej przygasa czy wręcz odchodzi, mamy oto mężczyznę rozdartego pomiędzy
        dwie kobiety i który wie że KAŻDY wybór będzie zły, bo wyrządzi komuś krzywdę.
        Nierzadko musi wybrać między poświęceniem się w imię odpowiedzialności lub
        własnym szczęściem. Nie wszystkich stać na taki heroizm. Dla mnie osobiście
        rodzina nigdy nie będzie celem tylko środkiem. Środkiem do własnego szczęścia.
        To bardzo kontrowersyjne podejście w naszej tradycyjnej kulturze, ale ja jestem
        jej zdecydowanym outsiderem.
        W naszej tradycji paradygmat świętości rodziny jest nie do ruszenia, a
        największymi jego obrońcami zawsze będą nie tyle nawiedzeni politycy z LPRu,
        tylko kobiety (co widać na załaczonym obrazku) Tutaj uzyskanie statusu żony jest
        automatycznie równe uzyskaniu status świetej matrony, nie-do-ruszenia. Może to
        silna tradycja maryjna w dominującej religii tego kraju? A może jest tak, ze do
        duchowego równouprawnienia jeszcze nam daleko i kobieta zyskuje szacunek i
        status społeczny dopiero wtedy jak oficjalnie stanie się dodatkiem do jakiegoś
        mężczyzny?
        No i last but nor least kobiety które z największą zaciekłością atakują
        kochankę projektują na nią swój strach. Ta krucjata nie jest dla tamtej żony,
        jest dla nich oczywiście. Dla nich ta kochanka jest symbolem zagrożenia (czy
        raczej zarazy), które chodzi po świecie i może pochwycić ich męża, jak jakaś
        strzyga. To też typowe – odbieranie mężczyźnie podmiotowości i czynienia z niego
        obiektu. Oczywiście nie ma co się oszukiwać - kobiety mają zdecydowanie większe
        zdolności wpływania na mężczyzn, nazwijmy je – zdolności manipulacyjne, niż na
        odwrot, ale..może trzeba sobie wybierać bardziej świadomych/mądrych facetów?
        Odwoływanie sie do kobiecej solidarności zawsze wydaje mi się trochę zabawne, bo
        np. grupa kobiet, które tu się wypowiadają to ostatnie osoby, z którymi
        chciałabym się solidaryzować, zresztą.. dla mnie żadna przynależność – narodowa,
        etniczna, płciowa nie będzie ważniejsza od mojego prywatnego szczęścia.


        Dziwi mnie tylko dlaczego kochanki próbują tu liczyć na zrozumienie, dlaczego
        sie przyznają do swego statusu. Lubią być biczowane? Lubią prowokować?
        Może.
        Byłam kochanka bardzo wiele razy. Mężczyzn żonatych i tylko zajętych. Z
        wyjątkiem jednego razu zawsze to była tylko krotka przygoda, ze z góry określoną
        formułą. Nie angażowałam się i na nic nie liczyłam. Nikt o zdradzie nie miał
        prawa sie dowiedzieć i de facto nikt nie mógł być pokrzywdzony (żaden mąż nie
        zaniedbywał rodziny przeze mnie, jeśli ja zaniedbywał to i przede mną, i po
        mnie, moja osoba nic tu nie zmieniała). Byłam zdradzana. Znam sytuację od wielu
        stron. I nigdy nie potępiłabym kochanki.
        W niektórych przypadkach nie potępiłabym również faceta – jak już napisałam -
        nie uważam, ze rodzina jest święta i trzeba w niej tkwić bez względu na swoje
        spełnienie i uczucia. Sama bym nie odważyła sie na wyciągniecie faceta z
        rodziny, ale chyba bardziej z egoizmu niż moralności.
        Jestem dzieckiem z rozbitego małżeństwa, i jednocześnie z bardzo szczęśliwej
        rodziny (moja mama wyszła drugi raz za maź). Na własnej skórze przeżyłam to, ze
        nie papier, ale miłość jest najważniejsza i że żadne więzi oprócz krwi nie są
        wieczne.

        I jeszcze jedno - zauważyłam, ze w tym chrześcijańskim towarzystwie akurat w tym
        temacie bardzo popularna jest koncepcja karmy – uparcie powtarzane: wróci do
        ciebie to co zrobiłaś. Milo wiedzieć, że nasze katoliczki są w głębi duszy
        buddystkami. ciekawe, czy tak samo by się wyrażały, gdyby odezwała sie żona z
        planem zemsty na kochance - o, to
        wtedy nie byłoby wątpliwości, że do żony żadna krzywda nie wróci.
        To taka mała złośliwość na koniec.


        • dzika.orchidea Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 12.12.07, 01:10
          Nigdy w zyciu nie z zonatym.Jesli tak postepuja zonaci to ci sa
          najgorszymi i najwiekszymi egoistami myslacymi wiadomo czym.
          A babki pakujace sie w to,jesli biora to na powaznie to naiwnymi
          gaskami.Czesto to naprawde glupie,niedowartosciowane,brzydkie
          kobiety.
        • sonia1199 Re: Do Claudel6 12.12.07, 03:18
          Podpisuję sie pod Twoją wypowiedzią obiema rękami. Dodam jeszcze od siebie, że
          Człowiek - jako gatunek - nie jest monogamiczny. Świetość rodziny stworzyła
          kultura w której żyjemy. A w tej kulturze męczeństwo jest nagradzane niebem.
          Wiekszość małzeństw, jesli ich nie łącza inne więzi poza początkową miłoscia jak
          np: wspólne pasje, poziom intelektualny, poglady społeczne czy polityczne, hobby
          itp. itd. i na dokładke nie nauczyli się ze sobą rozmawiac, z czasem staja się
          para dwojga ludzi żyjących OBOK siebie. Fascynacja i Miłość się kończą a nie ma
          niczego innego. Dobrze jesli jest chociaz przyjażń i przywiązanie. To własnie
          PRZYWIAZANIE trzyma nas w stadłach. Często też strach przed samotnością (nie
          umiemy byc sami ze sobą szczęśliwi). Dlatego wiele małżeństw tkwi w marazmie i
          poczuciu niebycia szczęśliwym - to pułapka wygodnictwa. A przeciez do szczęścia
          rodzina nie jest niezbędna, to tylko nam to wmawiał KK przez wieki. Człowiekowi
          jest do szczęścia potrzebny DRUGI człowiek, z którym czujemy się chciani,
          kochani i pożądani. Dużo tu plwocin i jadu widzę. I wcale mnie to nie dziwi -
          tacy jesteśmy, tak odreagowujemy nasze frustracje życia codziennego. Kochać
          można więcej niż jedną osobę naraz i z kazdą przeżywac INNE uniesienia - czy to
          Wam do głowy nie przychodzi. Czy, ten facet, powinien rozwieść się z żoną i
          ożenić z inna? To jedyny model życia,jaki przychodzi Wam do głowy? Z sexu
          zrobiliscie w tej dyskusji BOGA! Jak uprawia sex, ktorego prawdopodobnie już
          nie ma w domu, to niech zniszczy rodzinę, pójdzie na banicję, bo pokalał łoze
          małżeńskie. Dużo w tej naszej kulturze bogów. A może warto nam wszystkim życzyc
          szczęścia do śmierci, bez tych dramatyzmów? Wszystkim nam tego życzę. (Dojżała,
          zdradzana i zdradzajaca, ale bez rozbijania rodziny)
          • claudel6 Re: Do Claudel6 12.12.07, 11:35
            Sonia, dzieki za wsparcie, milo sie czytalo to, co napisalas. uzupelnilas moj
            wpis - tak, ja tez nie mysle, ze malzenstwo jest jakims jedynym uswieconym
            modelem, a fakt, ze mezczyzna uprawia sex z inna kobieta automatycznie musi
            oznaczac rozwod i branie slubu z inna. dobrze, ze swiat tak w rzeczywistosci nie
            wyglada jak by chcialy obecne tu zony, bo nie byloby w nim dla mnie miejsca
          • messina Re: Do Claudel6 12.12.07, 13:58
            Krew mnie zalewa, jak czytam takie pseudo naukowo podbudowane folgowanie swoim
            zachciankom!!! Co do jasnej cholery ma wspólnego ze zdradą, która jest w sumie
            zbrodnią duchową, a nie cielesną, fakt, że nie jesteśmy jako gatunek
            monogamiczni!! Wszystkie wcześniejsze formy homo erectusa waliły się maczugami
            po łbach i delikatnie mówiąc uprawiały seks z czym popadnie, obejrzyjcie sobie
            genialną "Walkę o ogień". I co z tego?!!! Czy mamy dziś zachowywać się tak samo
            i odrzucać własną moralność dla przyjemności seksualnej? Na litośc boską, aż tak
            mało się cenicie, że bez wstydu przyznajecie, że rządzą wami instynkty
            zwierzęcia? Że nie jesteście w stanie zapanować umysłem i jakims kodeksem (o ile
            nie jestem zbyt naiwna wierząc, że niektórzy jeszcze takowy posiadają) nad
            narządami rodnymi? Zdrada jest oszustwem partnera, wyparciem się swoich
            obietnic, olaniem swoich zobowiązań. Jak mam kogoś dość, odchodzę, koniec
            dylematu!! Szanujcie własne słowo, ludzie, bo nikt waszego nie będzie szanował!
            • claudel6 Re: Do Claudel6 12.12.07, 16:06
              messina: to, ze takie zachowania Ci sie nie podobaja, to nie znaczy, ze
              mechanizmy ktore je tlumacza sa pseudonaukowe. otoz wlasnie nauka wyjasnia,
              dlaczego ludzie zdradzaja, bo gdyby byli monogamiczni, to po prostu by nie
              zdradzali. trudno to pojac? tygrys je mieso, nie dlatego, ze jest miesozerny,
              tylko jest miesozerny, dlatego ze je mieso. widzisz roznice?
              no dobra - gdyby ludzie byli naturalnie monogamiczni natura, a nie swiadomosc,
              moralnosc, normy spoleczne i inne bla bla, by sprawila, ze by nie zdradzal. nie
              byloby 'wpadek'.
              no ale rozumiem, ze Tobie chodzi o to, zeby przezwyciezac nature, bo jestesmy
              wszak ludzmi i mamy moralnosc.
              tylko widzisz, szafujac tym slowem moralnosc nawet przez moment nie pomyslisz co
              ono oznacza? moralnosc czyja? jaka? normy Twoje? normy zbiorowosci? jakiej
              zbiorowosci? moja moralnosc nie ma nic wspolnego z Twoja moralnoscia, poniewaz
              ja ja ksztaltuje zgodnie z moim sumieniem, a nie sumieniem ogolu. i mam gdzies
              to jak niby wg Ciebie powinnam w zyciu postepowac.
              dlatego postepujac tak czy inaczje zawsze postepuje wg siebie moralnie. albo
              raczej w zgodzie ze soba, bo slowa 'moralnosc' w ogole nie mam potrzeby uzywac

            • sonia1199 Re: Do messiny. 12.12.07, 16:10
              Droga messino.
              Cyt. "Krew mnie zalewa, jak czytam takie pseudo naukowo....." - tymi słowami
              udowadniasz, że Tobą też władają instynkty pierwotne-zwierzęce. Ludzi
              kulturalnych (czyli wychowanych w KULTURZE) krew nie zalewa, tylko zastanawiają
              się nad tym, dlaczego dane zjawiska zachodzą w przyrodzie, czy to jest
              wytłomaczalne i czy może jest TO naturalne, że dążymy do szczęścia a nie
              umartwiania się, co bardzo propaguje KK. Szczęście, radość i radosny sex w
              kulturze zdominowanej przez KK jest ZAKAZANE. Umiartwianie, poświęcenie i
              martyrologia są gloryfikowane. Szczęście w życiu przyszłym jest wazniejsze niż
              "tu na Ziemi".
              Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego jak masz wyprany mózg przez "kulturę" w
              której wyrosłaś. Wiekszość kobiet , w Polsce, wychodzi zamża, nie dlatego, że
              chce budować nowy, wspaniały świat z kimś, kto ma tego świata podobną wizje,
              tylko dlatego, że nie chcą byc starymi pannami. Wiele tych kobiet popełnia
              "certyfikowane, małżeńskie kur..stwo". To nasza kultura, poprzednie pokolenia
              popychają je do tego. Mit "sukni z welonem" zasłania im oczy, uszy i otepia
              umysł. Nie widzą się w zadnej innej roli, tylko "matki polki". Ale by być
              sprawiedliwą, dodam, że mężczyżni też się kur,wią. Żeby byc opranym, ubranym,
              posprzątanym i wyprasowanym jak równiez moć się pochwalic potomstwem (moje geny
              najlepsze-spłodziłem i przedłużyłem nazwisko o następnych - często debili, ale
              jego)godzą się na warunki wcale dla nich nie optymalne. Np. jak jest zimna i
              głupia, to przecież "madre będę miał w pracy", a im głupsza tym bardziej będzie
              sie mnie słuchała i będzie zalezna - ego rosnie. Po pewnym czasie, okazuje się,
              że to jest nie do wytrzymania. Że potrzeby intelektualne, emocjonalne i
              sexualne-a dał je nam Pan Bóg razem z sercem, nerkami i innymi kończynami - nie
              są zaspokojone. Mężczyźni i kobiety szukają choćby namiastki szczęścia, choćby
              na chwile. Sami poddaliśmy się, bezkrytycznie, naciskowi naszej kultury i
              zamiast się spod tego nacisku wyzwalać, opluwamy się nawzajem. Żałosne to ale
              jakże popularne w Polsce, kraju szczycącym się chrześcijaństwem - ale niestety
              NIE miłością chrześcijańską. Żyjemy na pokaz i kisimy się obwinniając i
              opluwając się nawzajem. Tak ja to widzę.
              • messina Re: Do messiny. 13.12.07, 14:52
                Żeby wypowiadać aż tak ostre słowa wypadałoby choć zerknąć okiem na inne moje
                wpisy, nie tylko te dotyczące moralności :) na forum. Ale mam przyjemność Cię
                zaskoczyć. Nie będę Cię namawiać do przeprosin, bo żeby czuć się obrażoną,
                musiałabym choć po części identyfikować się z tym, co napisałaś, a ja, ku swemu
                ubawieniu, nie zidentyfikowałam się z niczym niemal. Wzięłaś mnie za osobę tak
                odmienną od tego, jaka jestem, że gdybyś mnie znała, sama byś się uśmiała.:)) Otóż:
                -nie jestem katoliczką. Nazywam się czasem "chrześcijanką" z racji pochodzenia
                kulturowego. Z religii najbliższy jest mi buddyzm, ale raczej na zasadzie
                największego nim zaciekawienia, nie wyznaję bowiem żadnej religii.
                -wykonuję zawód twórczy, wymagający orientacji, dowcipu, elastyczności umysłowej
                i empatii. Wykonuję go wg moich zleceniodawców, bardzo dobrze. Jestem w pełni
                usatysfakcjonowana moją pozycją zawodową, choć oczywiście miło by było gdyby mi
                starczało ze zleceń na coś więcej, niż opłaty i kredyty :)) Ale w korporacji
                jakoś nie mogłam się utrzymać, nie przepadam.
                -jestem laureatką ogólnokrajowego konkursu dziennikarskiego Życia Warszawy
                -wyszłam za mąż późno, po kilku długich i w sumie miło wspominanych związkach.
                Nie spieszyło mi się ze ślubem przesadnie, samo tak wyszło. Małżeństwo jest
                efektem wielkiej miłości, z przeszkodami i w ogóle, z daleka, istny Harlequin:)
                Późno urodziłam też dziecko. Cudowne!! Choć choleryczne i nadaktywne:))
                -krew mnie zalewa jest obrazową figurą stylistyczną. a propos kolejności
                zastanawiania i reakcji - krew mnie zalała właśnie po przeżyciu już ładnych paru
                lat na świecie i wielu latach myślenia na omawiane tematy
                -seks miałam zawsze w życiu fajny. Poza oczywiście paroma nieporozumieniami, ale
                i te wspominam raczej jako doświadczenie życiowe, a nie porażkę. Mam go pod
                dostatkiem :)
                -lubię dobrze zjeść!! Bardzo! I wylegiwać się w gorącej kąpieli z czymśtam
                migdałowym i świeczkami. Pływam kajakiem, śpię w namiotach, uwielbiam luksusowe
                hotele. Piję mało, bo i tak sie nie upijam. Nazwij mnie ascetką....
                -nie wiem, co po śmierci po mnie zostanie, najbliższa mi jest idea reinkarnacji,
                ale bez fanatyzmu. Więc na wszelki wypadek używam życia i tutaj, na miarę swych
                skromnych środków.
                -czytam masy książek. Od Sapkowskiego po Fromma. Podać tytuły? :))
                A teraz replika:
                -seks jest dla mnie ważny, ale nie najważniejszy w życiu. Uważam, że szacunek do
                siebie samej np jest ważniejszy. I jeszcze parę rzeczy.
                -naprawdę jesteś tak zagubiona, że nie rozpoznajesz żadnych uniwersalnych zasad?
                Nie katolickich, czy innych, po prostu ludzkich. Lubię gejów. Znam paru,
                normalni ludzie. Chodzę na występy drag queen.
                -gdzie ja napisałam, że poświęcam się dla męża? Bo ja widzę, że mówiłam
                wyraźnie, że robię to dla siebie. I w sumie wcale się nie poświęcam, skoro nie
                wymaga to ode mnie wielkiego wysiłku. Robię to, uważam za słuszne.
                -nie promuję swego stylu życia w żaden sposób. Moja 1. przyjaciółka jest samotną
                kochanką żonatego-bogatego, robi karierę i kasę (tak z 10 razy tyle, co ja) moja
                2. przyjaciółka ma męża Ekwadorczyka, dwoje dzieci, szczęśliwy dom, robi
                karierę. MOja 3 przyjaciółka ma dwie córeczki, prowadzi dom i pomaga czasem
                mężowi w domowej firmie. Zero uprzedzeń. Liczy się człowiek.
                -i tak powtórzę: obrzydzenie wywołuje u mnie takie szukanie dla siebie wymówek.
                I śmieszy mnie, że podważa mój system wartości ktoś nadmuchany po wentyl
                mądrościami z pisemek dla dziewcząt, reklam i durnej, papierowej, jednorazowej
                kulturki, epatującymi seksem do wyrzygu (chyba że się mylę, bo przecież cię nie
                znam). Ty myślisz, że to jest swoboda jednostki? Ktoś tam powiedział, że
                wolnością nie jest błądzenie w pustce, tylko swoboda wyboru kierunku.
                Buzia
                PS. I czasem porno oglądam ;))






                • sonia1199 Re: Do messiny.Do messiny 14.12.07, 03:56
                  1.Dyskutując nie czytam postów/wypowiedzi na innych forach.
                  2. Tylko pierwsza część mojej wypowiedzi była do Ciebie.Do słów "...mózg przez
                  kulturę w której wyrosłaś".
                  3. Mnie niczyj zyciorys nie interesuje a co za tym idzie, przykłady jednostkowe.
                  4.Obserwuję życie współplemieńców i dużo czytam - na netcie też. Czytam na
                  forach co mówia męzczyżni o swoich małzeństwach i co kobiety. Mam przyjaciół i
                  przyjaciółki. Z powody (czyżby?) innej kobiety rozpadło się moje małzeństwo. Ale
                  powiem Ci. To nie było z jej powodu, to tylko przechyliło "kielich goryczy". Bo
                  gdyby nie ona to do dzis tkwiła bym w czyms co mnie wysysało bez reszty. Myśle,
                  że dziś jestem jej wdzięczna. Ona ma starego pryka by mu ziółka parzyc a ja ŻYJĘ
                  pełnią życia. I już NIC nie muszę. Małżeństwo jest bardzo starą instytucja ale
                  to nie oznacza, że jest bez wad. Powtarzam, wiele małżeństw to jest czysta
                  prostytycja (życie ze sobą dla: wygody, pieniędzy, ludzi (na pokaz) itp. itd.
                  Szanuję tych, którzy zaspokajają swoje potrzeby (bardzo ważne, brak seksu
                  prowadzi często do depresji i innych chorób - ostatnio, wreszcie, naukowcy
                  doszli do tego) "na boku", bez rozbijania rodziny, gdy w Niej są dzieci. Chwała
                  im za to. Nie róbmy z łoza małżeńskiego ołtarza a z sexu boga. Pozdrawiam.
                  • sonia1199 Re: Do messiny.Do messiny 14.12.07, 03:58
                    I jeszcze dodam, że pisemek dla panienek ani dla kobiet nie czytuję. Wolę
                    poezje. Twoja wypowidź była troszkę nie na temat/mój post.
        • bebe31 Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 13.12.07, 21:45
          Claudel,

          Bardzo ladnie to osadzilas w kontekscie naszej kultury i
          rzeczywiscie sporo z tego, co napisalas, to prawda.

          Jednak takze zwiazki miedzy ludzmi nalezy w tym kontekscie osadzic.
          Statystycznie rzecz biorac, mozna smialo przyjac, ze przecietna zona
          bedzie czula sie oszukana i zraniona, najprawdopodobniej niezaleznie
          od tego, czy zwiazek przechodzi gleboki czy tez calkiem niewielki
          kryzys. Tlumaczenie, ze nikt sie mial nie dowiedziec nie zdaje
          egzaminu, bo czesto to wlasnie mezowie nie wtrzymuja i wyznaja
          prawde zonom...

          Biorac to pod uwage kazde wejscie w zwiazek oznacza swiadome
          podjecie ryzyka czyjegos bolu i przeplakanych nocy. Aby nie
          podejmowac takiej decyzji nie trzeba sie odwolywac sie do kobiecej
          solidarnosci z tymi, z ktorymi nie chcesz byc solidarna. I zadna
          przynaleznosc do grup etnicznych czy plciowych nie ma z tym nic
          wspolnego. Mozesz pozostac outsiderem. Wystarczy odwolac sie do
          szacunku dla kazdego z nas, na ktory zaslugujesz i Ty, i żony, i
          tradycyjni obroncy żon, i kochanki i mezowie.

          Ta wartosc niewatpliwie jest takze wartoscia chrzescijanska. Czy
          warto ja z tego powodu odrzucac? Nie wiem. Na pewno jednak warto sie
          nad nia zastanowic, jesli na drugiej szali stawia sie tylko?/ az?
          swoje szczescie.
    • yagiennka Nie 12.12.07, 01:07
      Nigdy też nie zdarzyło się aby jakiś facet mnie oszukał że jest wolny, gdy jest
      żonaty, mam takiego nosa że nie dam się nabrac. Zawsze widać że coś z człekiem
      nie tak :) Ja mam teorię że rzekomo "oszukane" sa oszukiwane na swoje własne
      życzenie. Faceci nie potrafią kłamać. A też ja w romanse z niewiadomo kim się
      nie wdaję, najpierw orientuję się kto zacz. Bardzo zdrowe podejście i polecam.
      • wioleta4 Jak ja Wam zazdroszcze.... 12.12.07, 06:16
        Jestescie takie madre,takie spokojne i ciepelku rodzinnym
        krytykujecie innych....
        Ja mam dobrego meza,dziecko.On zone,ktora niedlugo urodzi mu
        coreczke...
        Kochamy sie,tesknimy do siebie,wysylamy smsy z toalety,cieszymy
        kazda minuta spedzona razem.Nie mam sily tego przerwac...
        Tylko ja na nic sie nie decydowalam...Samo przyszlo
      • rozyczka9 Re: Nie 12.12.07, 14:30
        A widzisz a ja dopiero po miesiącu zorientowałam się że coś jest nie
        tak był kłamcą wyborowym , mało tego myślałam nawet że jest z kimś w
        konkubinacie a doznałam szoku-ŻONA, bo nigdy nie wyobrażałam sobie
        żeby wplątać się w taką historię z żonatym facecie. Pzreżyłam to
        strasznie że ktoś był oszukiwany i że brałam w tym udział, chiciaż
        to było nieświadome. Nawet zastanwaim się czy w jakiś sposób nie
        oświecić tej kobiety dla jej dobra...bo pewnie to nie był pierwszy
        raz. będzie mnie to męczyć pewnie bardzo długo
    • fishka7 do dzika_orchidea 12.12.07, 06:47
      dzika orchidea gdy brak Ci już argumentów ciągle podkreślasz, usprawiedliwiając
      się, że to on po Ciebie sięgnąl....nie Ty
      Ale co z tego?
      Co za różnica kto pierwszy po kogo wyciągnąl rękę?????
      I czy to oznacza, że może Cię wziąć każdy kto tylko wyciągnie po Ciebie rękę????
      Czy Ty jesteś jakimś towarem na półce po który się przychodzi i bierze??? Sorry,
      tak mi się kojarzy...on przyszedł, zechciał Cię wziąć, Ty uległaś...bo co Ci
      tam, Ty nie jestes winna bo przecież on Cię wziąl ...nie Ty jego!?:( a poza tym
      gdyby Ciebie nie wziąl, pewnie wziąłby inna...sorry, gdzies tam chyba pisałaś że
      gó..arą nie jesteś...ale jak dla mnie to strasznie dziecinne myślenie...dla
      mnie to jest jakieś chore!
      Czy jak kiedys zapuka do Ciebie jego żona i zapyta "dlaczego" powiesz jej, że on
      tego chciał i że gdyby nie Ty to wziąlby inna???
      • dzika_orchidea.pl Re: do dzika_orchidea 12.12.07, 18:22
        Nie brakuje mi argumentwó, piszę jak jest w moim przypadku.Skoro
        ktoś mi zarzuca :"ukradłaś męża" to logiczne, że odpowiem, iż tak
        nie było.
        Co do reszty Twojego postu to wybacz ale się do niego nie odniosę,
        bo tłumaczy się tylko winny,a ja się winna nie czuję.
        • fishka7 Re: do dzika_orchidea 13.12.07, 11:53
          > ja się winna nie czuję.

          a może powinnaś zacząć...
          widzisz jest takie jedno (może i brzydkie) ale bardzo prawdziwe i adekwatne do
          Twojej postawy powiedzenie
          " jak s... nie da, to pies nie weźmie"
          Oboje jesteście siebie warci!
          Szkoda tylko tej kobiety i ich dzieci...
          ale co Tobie tłumaczyć, Ty już siebie przecież przekonałaś że masz racje...;(
          • dzika_orchidea.pl Re: do dzika_orchidea 13.12.07, 12:08
            fishka7 napisała:

            > > ja się winna nie czuję.
            >
            > a może powinnaś zacząć...

            Nie zamierzam.Jeśli ktokolwiek tu jest winny to On, a również i żona-
            jakiś powód zdrady niemal zawsze jest.Czyli, że ich związek nie
            funkcjonuje dobrze, a ja do tego ręki nie przyłożyłam.

            > widzisz jest takie jedno (może i brzydkie) ale bardzo prawdziwe i
            adekwatne do
            > Twojej postawy powiedzenie
            > " jak s... nie da, to pies nie weźmie"

            Zapomniałaś o jednym:jedna mu nie da to pójdzie gdzie indziej.Jeśli
            ktoś chce zdradzić to to zrobi, prędzej czy później kogoś znajdzie.

            > Oboje jesteście siebie warci!
            > Szkoda tylko tej kobiety i ich dzieci...

            No cóż, może warto się nieco bardziej interesować mężem, który na
            razie czuje się w tym związku sam?Nie wiesz jak się układa w ich
            małżeństwie, nie wiesz czy Ona jest święta, więc może Jej tak
            zaciekle nie broń?Równie dobrze, może być tak, że to Ona go
            zaniedbuje.Kij ma zawsze 2 końce.

            • fishka7 Re: do dzika_orchidea 13.12.07, 15:39
              czytałam te Twoje argumenty które i tym razem wymieniłaś już kilka razy gdzieś
              wyżej...i sorry, ale jakoś do mnie nie trafiają!!! To, że ON jest winny! to
              wszysycy o tym wiedza i nikt tego nie podważa, ale Jego tu nie ma...więc co mi
              da moralizowanie komuś kto nawet tego nie przeczyta! Jeśteś Ty! Więc dlatego
              każdy zwraca się tylko do Ciebie i pisze tylko o Twojej winie w tym
              wszystkim...Bo Ty winna również jesteś - nie mam żadnych watpliwości. Fakt, może
              im się nie układało, może i to wina żony, może męża, ale gdybyś Ty nie wmieszała
              się w ten układ skąd wiesz czy by się nie dogadali jakoś? zresztą nie zamierzam
              wogóle wyjaśniać Ci Twojej winy! Dla mnie to oczywiste, że nie powinno się
              mieszać na trzeciego w żaden układ!!!
              śmieszy mnie Twój argument że jakby nie z Tobą to znalazły inna d...
              sorry, ale nie mam pojęcia jak niską samoocene musi mieć osoba tak mówiąca! To
              oznacza, że jesteś pierwszą lepszą którą on sobie mógł wziąć, i w dodatku Ci to
              nie przeszkadza???? Jestem po prostu w szoku, że na świecie są tacy ludzie!

              >Równie dobrze, może być tak, że to Ona go
              > zaniedbuje.
              za przeproszeniem gó... Ci do tego jak jest w ich małżeństwie!!!
              Zastanów się kobieto nad sobą i to poważnie...
              • dzika_orchidea.pl Re: do fishka7 13.12.07, 17:54
                To, że ja jestem w tym układzie nie ma nic do rzeczy czy Oni się
                dogadują czy nie.Jakoś się dogadują, skoro zanim On zaczął się
                spotykać ze mną to był na urlopie z rodziną.

                Twój tekst o mojej niskiej samoocenie -no cóż pozostawię bez
                komentarza:).Nie jestem pierwsza lepszą jak napisałaś.Gdyby tak
                było, to On nie fatygowałby się specjalnie 300-400 km żeby
                przyjechac na kilka godzin, tym bardziej, że nie zawsze idziemy do
                łóżka.
                On ma taką pracę, że codziennie jest w innym mieście i można
                przyjąć, że teoretycznie ma tam kobiety.To, że z różnych przyczyn
                tak nie jest to inna historia.Skad wiem?Pracujemy w jednej firmie i
                tak się składa, że zawodowo wiem gdzie i kiedy przebywa, znam
                specyfikę Jego pracy-po 12-14 godzinach On marzy o tym, żeby znaleźć
                się w hotelu a nie w głowie Mu bieganie po agencjach.

                Przyjmij do wiadomości, że jeśli ktoś CHCE zdradzić to żadna siła Go
                nie powstrzyma i prędzej czy później to zrobi.

                Mam nadzieję, że Ty jesteś kryształowa bo za taką chcesz uchodzić:).
                Pozdrawiam.
                • fishka7 Re: do fishka7 14.12.07, 09:07
                  > Mam nadzieję, że Ty jesteś kryształowa bo za taką chcesz uchodzić:).
                  > Pozdrawiam.
                  nikt nie jest kryształowy! ale to nie oznacza, że możemy się w ten sposób
                  usprawiedliwiać przed świństwami
                  jakie wogóle ma znaczene gdzie i ile pracuje....nie wiem po co to wogóle
                  napisałaś, i tak to nie zmienia mojego punktu widzenia, żaden Twój argument mnie
                  nie przekona, że jesteś niewinna...tylko Ty sama w to wierzysz bo tak Ci akurat
                  odpowiada. Widzisz, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, pewnie jakbyś
                  była zdradzaną żoną, też mówiłabyś, że Ty nie jesteś winna, że winni są
                  zdradzający! Mylisz się pisząć, że to że Ty jesteś w tym układzie nie ma nic do
                  rzeczy....może Ty i Twój kochaś jesteście tak bezwzględni, że dla WAS to nie ma
                  znaczenia, ale wierz mi, że jednak dla kogoś ma znaczenie....zgadnij dla kogo????

                  i jeszcze jedno:
                  > Przyjmij do wiadomości, że jeśli ktoś CHCE zdradzić to żadna siła Go
                  > nie powstrzyma i prędzej czy później to zrobi.

                  Nie przyjmuje tego do wiadomości, bo do tej pory wierzyłam, że człowiek jednak
                  trochę wyżej stoi niż zwierzęta, które nie potrafią nie powstrzymywać....
                  ale jak się okazuje myliłam się;(
                  Ja tam potrafię się powstrzymywać, w życiu nie położyłaby ręki na żonatym
                  facecie, choćby był w trakcie rozwodu, bo mam swoje zasady! bo mam honor i
                  przede wszystkim szacunek do swojej osoby...czego nie można powiedzieć o Tobie!
                  • dzika_orchidea.pl Re: do fishka7 14.12.07, 20:34
                    Chyba się troszeczkę w tych osądach zagalopowałaś.Świat nie jest
                    czarno-biały, ma wiele odcieni szarości, których Ty nie widzisz.Nie
                    widzisz, bo nie chcesz widzieć bo tak Ci jest łatwiej.Cóż można i
                    tak.Myślę, że na tym zakończymy naszą wymianę zdań.
                    Pozdrawiam i życze miłego weekendu, a ja się już nie mogę doczekać
                    poniedziałku:).
                    • fishka7 Re: do fishka7 17.12.07, 07:11
                      Świat nie jest
                      > czarno-biały, ma wiele odcieni szarości, których Ty nie widzisz.Nie
                      > widzisz, bo nie chcesz widzieć bo tak Ci jest łatwiej.Cóż można i
                      > tak.

                      to chyba pisałaś do siebie?!?!?!
    • judka1987 Re: Romans z żonatym-pytanie do kobiet 12.12.07, 16:11
      Ja bm na to nie poszla.ak zaczynam sie spotykacz facetem zawsze na samym poczatku pytam go czy ma dzieci czy ma zone i tym podobne.jestem ostrozna.uwazam ze kobieta nie powinna robic tego drugiej kobiecie, to jest okropne a te zonaty facet powinien sie wstydzic ze krzywdzi swoja kobiete i dzieci buduje swoje szczescie cierpieniu swojej rodziny.nie mam szacunku do tekich mezczyzn
      • sonia1199 Re: Do Judki 12.12.07, 16:26
        judka1987 napisała:

        > Ja bm na to nie poszla.ak zaczynam sie spotykacz facetem zawsze na samym poczat
        > ku pytam go czy ma dzieci czy ma zone i tym podobne.jestem ostrozna.uwazam ze k
        > obieta nie powinna robic tego drugiej kobiecie, to jest okropne a te zonaty fac
        > et powinien sie wstydzic ze krzywdzi swoja kobiete i dzieci buduje swoje szczes
        > cie cierpieniu swojej rodziny.nie mam szacunku do tekich mezczyzn


        Bardzo mądrze powiedziałaś. Cyt. "Ja bym na to nie poszła..." Ale na nikogo nie
        plujesz. Żyjesz w zgodzie ze SWOJĄ moralnościa. Każdy ją ma. Ja żyję w zgodzie z
        moją etyką, bo moralność, to coś, co kojarzy mi się z konkretną religia a ja po
        prostu wierzę w Boga i Kantowska zasadę: "postępuj tak, aby ludzkość nigdy tobie
        ani innym jednostkom nie służyła za środek, lecz zawsze była celem". Jej
        szczęscie też i po drugie:Są dwie rzeczy, które napełniają duszę podziwem i
        czcią, niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie". Pozdrawiam.
    • dobry-maz Dziękuję kobitki za taki odzew..a co jeśli ten mąż 12.12.07, 16:22
      twierdzi że żałuje bardzo tego romansu, że "zbłądził" i chce wrócić
      naprawić jakoś wszystko to co wtedy kochane żony przyjmiecie go? A
      co wtedy kochanki - te odrzucone oczywiście co robią mszczą się
      wycofują się "grzecznie"?
      • iberia.pl Re: Dziękuję kobitki za taki odzew..a co jeśli te 13.12.07, 12:17
        dobry-maz napisał:

        > twierdzi że żałuje bardzo tego romansu, że "zbłądził" i chce
        wrócić naprawić jakoś wszystko to co wtedy kochane żony przyjmiecie
        go?

        zona nie jestem, ale nie ma to chyba wiekszego znaczenia.

        Po pierwsze warto sie zastanowic czemu do zdrady doszlo?Czego tej
        drugiej osobie brakowalo w zwiazku?No chyba, ze ta zdrada to mial
        byc "sport" i "zabawa" z czystej ciekawosci.

        Po drugie i najwazniejsze pytanie:czy ta osoba jest warta tego aby
        zapomniec, wymazac to z pamieci i zaczac wszystko od nowa, znowu
        zaufac.Ale bez podejrzen, bez kontroli itd.

        Nigdy na szczescie nie bylam w takiej sytuacji, ale znam siebie i
        wiem, ze nie umialabym drugi raz zaufac.Balabym sie, ze to sie
        powtorzy.
Pełna wersja