angazetka
17.12.07, 15:06
Czytałam sobie ostatnio kilka najdłuższych wątków na tym forum i w
ten sposób poznałam historię pana, którego żona jest prostytutką
(pewnie była to prowokacja, ale ja nie o tym). Ktoraś dziewczyna
napisała w toku dyskusji, że nie widziałaby problemu w przyjaźnieniu
się z ową panią, bo jej zawód nie ma żadnego znaczenia. I tak się
zadumałam... Bo dla mnie jednak ma. Nie wyobrażam sobie przyjaźni z
kobietą, która z własnej woli wybiera taki rodzaj zarobku (ani z
mężczyzną, o którym wiem, że chodzi do burdeli, dodam od razu). Nie
wyobrażam sobie też przyjaźni z kimś, kto bije żonę albo jest
neofaszystą.
Jasne, że przyjaciele mogą się różnić, jest to wręcz wskazane, ale
nie jestem w stanie przeskoczyć ponad pewnymi różnicami, które mają
dla mnie fundamentalne znaczenie.
Czy jestem przez to złym człowiekiem? Czy Wy jesteście w stanie
przyjaźnić się z kimś, czyje widzenia świata jest dla Was skrajnie
odpychające?