Gość: JK IP: 80.51.242.* 09.08.03, 02:50 "Z butelki napic sie łatwo chwytając ją za szyjkę i do ust podnosząc, ale kto ze źródła pije, musi uklekną c i pochylic czoła" Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
Gość: r2d2 Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: *.fbg.net 09.08.03, 20:25 bardzo madry tekst bardzo madrej kobiety. pozdrawiam i zycze wszystiego dobrego. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Grażka Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 10.08.03, 13:44 Wychowywałam się ze starszym bratem i starszym od brata kuzynem - Pawłem. Praktycznie wszystkie wolne chwile spędzaliśmy razem: wszystkie Święta, wakacje, uroczystości rodzinne. Paweł był niezwykle pomysłowy i zabawny. Paweł był jedynakiem i oczkiem w głowie swoich rodziców. Rodzice (moje wujostwo) spełniali jego wszystkie zachcianki, kochali go miłością bezgraniczną, tak jak się kocha tego jedynego, wywarzonego syna. Co ciekawe, Paweł był do nas podobny fizycznie. I nagle, bach: będąc u mojej babci na drugim końcu Polski ta spytała się o Pawła. Jako że miałam 3 kuzynów Pawłów zapytałam, o którego chodzi. Babcia odpowiedziała: tego adoptowanego, od Janka i Basi. Zamarłam... Babcia w mig zorientowała, że popełniła gafę, szybko wycofała się z dalszych indagacji, a ja na długo zamilkłam. Mijały dni, chciałam porozmawiać o tym z własną mamą (była matką chrzestną Pawła) i nie potrafiłam. Mówiłam sobie: nie, to niemożliwe, Paweł, mój przyrodni brat nie jest jednym z nas... wierzyłam, że babcia pomyliła się, wszak była już w mocno podeszłym wieku. Ale przyszedł jednak dzień, kiedy o fakcie upewniłam się. Rodzice późnym wieczorem rozmawiali, pewnie sądzili, że śpię. Z Pawłem wujkowie mieli kłopoty wychowawcze, nie chciał się uczyć. Rodzice dyskutowali na temat adopcji, cofali się wstecz do dni, które dla rodziców są najpiękniejsze - wczesnego macierzystwa... zatkałam uszy. Dziś myślę, że moje zachowanie było irracjonalne... Ale to nie koniec tej opowieści. Mijały dalsze lata. Pozakładaliśmy rodziny, bawiliśmy się na swoich weselach. Paweł wyemigrował. Jego adopcja była rodzinną tajemnicą, a ja trzymałam buzię na kłódkę. Potem na krótko wrócił do kraju wezwany przez schorowaną matkę. Były trudne lata osiemdziesiąte. Paweł nie mógł dostać w kraju pracy, zaczął wszczynać awantury, nadużywać alkoholu. Jeden z sąsiadów (w dobrej wierze) powiedział mu o tym, że jest dzieckiem adoptowanym i że matce należy się większy szacunek. Paweł był w szoku. Nie tylko nie okazał rodzicom szacunku, ale ich zaczął dręczyć psychicznie. Zerwał z nami wszelkie kontakty. Wktótce znowu wyjechał zagranicę. Niedługo potem zmarli jego udręczeni i w sumie odrzuceni rodzice nierodzice. I dopiero wtedy z mamą porozmawiałam o Pawle, dowiedziałam się, że wujkowie nie mogli mieć dzieci, choć bardzo tego pragnęli, więc moja mama "rozganizowała" Pawła, zaraz po urodzeniu maleńkiego noworodka przywiozła cioci, prosto ze szpitala, że matka bilogiczna zrzekła się praw do niego, że miała miejsce pełna adopcja, więc w akcie urodzenia figurują nazwiska rodziców - nierodziców. Jednym słowem nic nie wiemy o rodzinie bilogicznej Pawła. Ale to nie koniec tej historii. Mojego brata reakcja na wiadomość o adopcji Pawła była podobna do mojej. Kręcił głową i mówił: to niemożliwe. Ale to nie koniec tej historii. Mijały lata. Niedawno Paweł przyjechał zza granicy do mojej mamy i kazał sobie opowiedzieć historię swoich narodzin. Prosił mamę (moją) o pomoc w odnalezieniu bilogicznej matki. Paweł (50 - latek)żyje ciągle z luką, o której pisze autorka tekstu. Jego życie składa się z pytań: kim faktycznie jestem, jakie są moje korzenie, może mam siostry, braci. I nas z bratem nurtują te same pytania... choć rzadko o tym mówimy. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że nie potrafimy nie drążyć, nie potrafimy sobie powiedzieć: ciocia i wujek byli wspaniałymi ludźmi, dali z siebie wszystko, dali Pawłowi miłość, prawdziwy dom. Koniec kropka. Nec plus ultra. Sorry, my to mówimy, ale potem jest to "ale". Tę trochę nudnawą opowieść chciałabym zakończyć konkluzją: dzieciom powinno się mówić o ich prawdziwym pochodzeniu we wczysnym dzieciństwie i również jestem zdania, że dziecko ma prawo poznać swoich biologicznych rodziców i rodzinę, by nie dręczyło je przez całe życie pytanie o własną tożsamość. A jeżeli ktoś pragnie (nasze prawo na to zezwala) w pełni adoptować dziecko - niech wyjedzie na koniec świata, by z ust innych osób o własnej adopcji się nie dowiedziało. Bo wtedy zaczynają się dramaty. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pi Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: *.itpp.pl 11.08.03, 00:02 To bardzo dziwny tekst. I bardzo nieprawdziwy. Dziwny, bo czytac go, to troche tak, jak rozmawiac z czlowiekiem ktory mówi jedno, ale cała mowa jego ciała sugeruje coś przeciwnego. A więc autorka pisze że trzeba żeby dzieci poznały biologicznych rodziców, ale jednoczesnie przez cały czas widac że to dla tej rodziny jest meka (rozterki matki, płacz dorosłych dzieci które boja sie o to spytac, wycofanie się ojca itd). Mam wrażenie, że autorka chciała napisac jak to było, ale zorientowała się, że przecież wszyscy bohaterowie historii to przeczytaja więc zaczęła koloryzować i upiększac. No wyobraźmy sobie chcby wizytę u tej matki biologicznej. Skoro oddała te dzieci i ona była bita, był alkoholizm no to nie oszukujmy się, to ludzie z marginesu. Czyli pewnie stara waląca sie kamienica, rudera, powybijane szyby na klatce, i ona nie stroniąca od kieliszka. A jak to jest opisane? Że wyjeżdza szampan i ciasteczka i wita ich troskliwa babcia dopytująca sie o dzieci. Czyli kiedys piła i oddawała co tylko urodziła a teraz zmądrzała, jest prezesem banku i pracuje społecznie? bez żartów. Sama ta rodzina z Holandii jest tez dziwna. Ojciec który się odsuwa i obraża jakby kiedy zostaje odrzucona jego rada? A co to ma być? Z tego powodu się obraził i uznał że jego autorytet ojca został naruszony? Bez żartów. Same dzieci które albo się poobrażały na nowa albo starą rodzinę mimo że przecież teoretycznie nie ma powodu? Autorka która niby pracuje przez tyle lat z adoptowanymi dziecmi i jest tu niby fachowcem a boi sie pogadac z dziecmi. jakies niedopowiedzenia? Sekrety? Nie radzi sobie z tym. Żeby nie przedłużać. Nie zrozumcie mnie xle. Cała sprawa jest z pewnością bardzo trudna i tego nie kwestionuję. Kwestionuję sposób jej opisania pełen luk, niedomówien i przeinaczen. pewnie według autorki w dobrym celu (bo co powie mąż a co powiedza dzieci, a co powie ta matka biologiczna jak to przeczytają) Tyle tylko że taka postawa nie ma nic wspólnego z prawdą o która zabiega sama autorka - że dzieciom trzeba mówić całą prawde i nie ukrywac jej. Zgoda, ale jesli ta prawde chce się mówić to nie ukrywajmy jej. A ja mam niezbite wrażenie, że ten tekst to coś jak relacja z jazdy samochodem. Ktoś testuje samochód i mówi przez cały czas że samochód jest znakomity, a ja widze że własnie odpadł reflektor. Mówi że jest bardzo cichy a ja słysze że warczy, mówi że jest komfortowy a mi jest niewygodnie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: barbara Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: *.okym.enjoy.ne.jp 14.08.03, 06:26 Sprawa jest trudna.Po czesci zgadzam sie z przedmowcami, ale tez nie jestem w 100% pewna, czy po zaadoptowaniu dziecka chcialabym je poinformowac, ze nie jest moje. Zycie z luka, z poszukiwaniem swojej tozsamosci, korzeni,to nie jest szczesliwe dziecinstwo, ktorego bym zyczyla swojemu dziecu.Nurtujace pytanie-dlaczego moja matka mnie nie chciala,oddala,czy odzucila-czy ktokolwiek chcialby przez cale zycie zadawac sobie takie pytanie? W tym artykule wypowiedzialo sie otoczenie dzieci adoptowanych(+ kuzynka,ktora odpowiedziala na artykul),ale trzeba by poznac zdanie dziecka, ktore zostalo zaadoptowane i wiedzialo, ze nim jest.Czy ta swiadomosc pomogla w dorastaniu, czy przeszkodzila,a raczej czy potrafi uporac sie z wlasnymi obawami i uczuciami? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Renata Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: 202.106.20.* 14.08.03, 08:44 Grazyna, Pozrawiam z Pekinu,Chiny! Kolezanka podala mi strone gazety i natrafilam na Twoj artykul.Przypomnialy mi sie chwile spedzone w Szczecinie,gdy przyjechalas ( w ciazy z pierwszym dzieckiem) z pomoca charytatwyna dla domow dziecka w Szczecinie w Pozaniu. Od prawie 13 lat przyebywam na stale w Pekinie i nosze sie z mysla zaadoptowania Chinskiej dziwczynki. Prosze o kontakt i pozrowienia dla Antoniego Folkersa!Serdecznie zapraszam do Pekinu! Renata Redlarska-Inokomis ( renata@mail.sparkice.com.cn albo renata120360@yahoo.com) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Linn Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: *.dialup.tiscali.it 14.08.03, 08:48 Wloski program "Chi l'ha visto", odpowiednik "Ktokolwiek widzial...", pomaga adoptowanym dzieciom, a takze ich matkom w poszukiwaniach. Sa to najbardziej przejumjace historie. Adopcja nigdy nie konczy, a zawsze zaczyna pewien okres w zyciu. Dla wszystkich. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gosia Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: *.ipt.aol.com 14.08.03, 17:13 Gość portalu: Pi napisał(a): > To bardzo dziwny tekst. I bardzo nieprawdziwy. > Dziwny, bo czytac go, to troche tak, jak rozmawiac z czlowiekiem ktory mówi > jedno, ale cała mowa jego ciała sugeruje coś przeciwnego. A więc autorka pisze > że trzeba żeby dzieci poznały biologicznych rodziców, ale jednoczesnie przez > cały czas widac że to dla tej rodziny jest meka (rozterki matki, płacz > dorosłych dzieci które boja sie o to spytac, wycofanie się ojca itd). > Mam wrażenie, że autorka chciała napisac jak to było, ale zorientowała się, że > przecież wszyscy bohaterowie historii to przeczytaja więc zaczęła koloryzować i > > upiększac. No wyobraźmy sobie chcby wizytę u tej matki biologicznej. Skoro > oddała te dzieci i ona była bita, był alkoholizm no to nie oszukujmy się, to > ludzie z marginesu. Czyli pewnie stara waląca sie kamienica, rudera, powybijane > > szyby na klatce, i ona nie stroniąca od kieliszka. A jak to jest opisane? Że > wyjeżdza szampan i ciasteczka i wita ich troskliwa babcia dopytująca sie o > dzieci. Czyli kiedys piła i oddawała co tylko urodziła a teraz zmądrzała, jest > prezesem banku i pracuje społecznie? bez żartów. > Sama ta rodzina z Holandii jest tez dziwna. Ojciec który się odsuwa i obraża > jakby kiedy zostaje odrzucona jego rada? A co to ma być? Z tego powodu się > obraził i uznał że jego autorytet ojca został naruszony? Bez żartów. > Same dzieci które albo się poobrażały na nowa albo starą rodzinę mimo że > przecież teoretycznie nie ma powodu? > Autorka która niby pracuje przez tyle lat z adoptowanymi dziecmi i jest tu niby > > fachowcem a boi sie pogadac z dziecmi. jakies niedopowiedzenia? Sekrety? Nie > radzi sobie z tym. > Żeby nie przedłużać. Nie zrozumcie mnie xle. Cała sprawa jest z pewnością > bardzo trudna i tego nie kwestionuję. Kwestionuję sposób jej opisania pełen > luk, niedomówien i przeinaczen. pewnie według autorki w dobrym celu (bo co > powie mąż a co powiedza dzieci, a co powie ta matka biologiczna jak to > przeczytają) > Tyle tylko że taka postawa nie ma nic wspólnego z prawdą o która zabiega sama > autorka - że dzieciom trzeba mówić całą prawde i nie ukrywac jej. Zgoda, ale > jesli ta prawde chce się mówić to nie ukrywajmy jej. > A ja mam niezbite wrażenie, że ten tekst to coś jak relacja z jazdy samochodem. > > Ktoś testuje samochód i mówi przez cały czas że samochód jest znakomity, a ja > widze że własnie odpadł reflektor. Mówi że jest bardzo cichy a ja słysze że > warczy, mówi że jest komfortowy a mi jest niewygodnieGosia Pi ta pani moze nie jest pisarka, ale to wspaniala kobieta i czego sie czepiasz. W Twoim tekscie to juz na pewno nie wiadomo o co Ci chodzi. > > Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Anton Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: *.acn.waw.pl 14.08.03, 17:17 Gość portalu: Gosia napisał(a): > Pi ta pani moze nie jest pisarka, ale to wspaniala kobieta i czego sie > czepiasz. W Twoim tekscie to juz na pewno nie wiadomo o co Ci chodzi. Wiadomo o co chodzi. O to, że z tekstu przebija fałsz. Że autorka niby coś tam pisze, ale chyba sam a w to nie wierzy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ania Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: *.chello.pl 14.08.03, 17:25 Gość portalu: Anton napisał(a): > > Wiadomo o co chodzi. O to, że z tekstu przebija fałsz. Że autorka niby coś tam > pisze, ale chyba sam a w to nie wierzy. Zgadzam sie z Antonem, za duzo tu niedomowien. Ogolnie wiadomo, zeby mowic dziecio, ze sa adoptowane i nie utrudniac roli w poszukiwaniu ich matek. Jednak ja nie zdecydowalabym sie poznac matki biologicznej mojego dziecka. Bardzo bym sie bala, ze mi je odbierze, a takze czulabym do niej zbyt duza niechec. Moje zdanie jest takie, ze jesli ta kobieta urodzila moje dziecko, to nie trzeba jej z tego powodu gloryfikowac. A tak w tym artykule to wygladalo. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gosia Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: *.ipt.aol.com 14.08.03, 20:41 Gość portalu: ania napisał(a): > Gość portalu: Anton napisał(a): > > > > Wiadomo o co chodzi. O to, że z tekstu przebija fałsz. Że autorka nib > y coś > tam > > pisze, ale chyba sam a w to nie wierzy. > > Zgadzam sie z Antonem, za duzo tu niedomowien. Ogolnie wiadomo, zeby mowic > dziecio, ze sa adoptowane i nie utrudniac roli w poszukiwaniu ich matek. Jednak > > ja nie zdecydowalabym sie poznac matki biologicznej mojego dziecka. Bardzo bym > sie bala, ze mi je odbierze, a takze czulabym do niej zbyt duza niechec. > Moje zdanie jest takie, ze jesli ta kobieta urodzila moje dziecko, to nie > trzeba jej z tego powodu gloryfikowac. A tak w tym artykule to wygladalo. Ja tak tego nie odebralam, ze Grazyna gloryfikuje matke swoich adoptowanych dzieci. Mysle, ze Grazyna kieruje sie w zyciu miloscia. Czlowiek, ktory naprawde kocha bezinteresownie swoje dzieci nigdy ich nie straci. Toba kierowalaby zazdrosc, a nia kieruje milosc i ja to rozumiem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ania Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: *.chello.pl 14.08.03, 22:43 Gość portalu: Gosia napisał(a): > Toba > kierowalaby zazdrosc, a nia kieruje milosc i ja to rozumiem. Hmmm jaka zazdrosc?? Balabym sie po prostu i tyle. Porzadni ludzie dzieci nie oddaja, ot po prostu, moglabym nie chciec, zeby moje dziecko zobaczylo swoja bilogiczna matke i moglo sie rozczarowalo. Nie wytykaj mi zadrosci, skoro mnie nie znasz. Zauwaz sama, ze autorce z wielka trudnoscia przyszlo o napisac ten artykul i wiele jest tam niedomowien. Chocby ten maz i jej corka. Maz odrzucony, jego zdanie sie nie liczy i mimo iz autorka zaprzecza, jakby tak bylo, to ten maz nie odgrywa zadnej roli w tej historii... Coka adoptowana, ktora nagle zachlystuje sie rodzina, a pozniej momentalnie jej przechodzi... Jak dla mnie o wiele za krotki i zbyt ogolny artykul jak na wage omawianego problemu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gosia Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: *.ipt.aol.com 14.08.03, 23:29 Gość portalu: ania napisał(a): > Gość portalu: Gosia napisał(a): > > > Toba > > kierowalaby zazdrosc, a nia kieruje milosc i ja to rozumiem. > > Hmmm jaka zazdrosc?? Balabym sie po prostu i tyle. Porzadni ludzie dzieci nie > oddaja, ot po prostu, moglabym nie chciec, zeby moje dziecko zobaczylo swoja > bilogiczna matke i moglo sie rozczarowalo. > Nie wytykaj mi zadrosci, skoro mnie nie znasz. Przepraszam moze zle wyszlo z ta zazdroscia. Jezeli jestes matka kochasz swoje dziecko ,a ono Ciebie, nie masz sie czego bac po prostu. Spotkanie nic nie zmieni w uczuciach, a jedynie je wzmocni. > Zauwaz sama, ze autorce z wielka trudnoscia przyszlo o napisac ten artykul i > wiele jest tam niedomowien. Chocby ten maz i jej corka. Maz odrzucony, jego > zdanie sie nie liczy i mimo iz autorka zaprzecza, jakby tak bylo, to ten maz > nie odgrywa zadnej roli w tej historii... Coka adoptowana, ktora nagle > zachlystuje sie rodzina, a pozniej momentalnie jej przechodzi... > Jak dla mnie o wiele za krotki i zbyt ogolny artykul jak na wage omawianego > problemu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ania Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: *.chello.pl 15.08.03, 00:01 Gość portalu: Gosia napisał(a): > Przepraszam moze zle wyszlo z ta zazdroscia. Jezeli jestes matka kochasz swoje > dziecko ,a ono Ciebie, nie masz sie czego bac po prostu. Spotkanie nic nie > zmieni w uczuciach, a jedynie je wzmocni. Moze tak, moze nie... Ja bym sie po prostu bala i tyle. Zauwaz, ze autorka artykulu, takze obawiala sie konfrontacji, mimo iz ja sobie zaplanowala na samym poczatku adopcji. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gosia Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: *.ipt.aol.com 15.08.03, 03:13 Gość portalu: ania napisał(a): > Gość portalu: Gosia napisał(a): > > > Przepraszam moze zle wyszlo z ta zazdroscia. Jezeli jestes matka kochasz > swoje > > dziecko ,a ono Ciebie, nie masz sie czego bac po prostu. Spotkanie nic nie > > > zmieni w uczuciach, a jedynie je wzmocni. > > Moze tak, moze nie... Ja bym sie po prostu bala i tyle. Zauwaz, ze autorka > artykulu, takze obawiala sie konfrontacji, mimo iz ja sobie zaplanowala na > samym poczatku adopcji. Doskonale Cie rozumiem, nie boja sie tylko ludzie bez wyobrazni,Nie pamietam kto to powiedzial ale zgadzam sie z tym w 100%. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gosiaczek Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: *.aster.pl / *.acn.pl 10.02.04, 13:17 Porzadni ludzie dzieci nie > oddaja, ot po prostu, moglabym nie chciec, zeby moje dziecko zobaczylo swoja > bilogiczna matke i moglo sie rozczarowalo. Kurcze kurcze.... Dlatego tak malo u nas dzieci oddawanych do adopcji. Porzadni ludzie nie oddaja. Porzadni ludzie nie maja za duzo dzieci, porzadni ludzie to czy tamto. A ja uwazam ze kobieta z najgorszego nawet marginesu, patologia na maxa i dno spoleczne- gdy ODDAJE dziecko, gdy zrzeka sie do niego wszelkich praw, gdy swiadomie wobec prawa przestaje byc matka- ma byc moze po raz pierwszy w zyciu okazje by zachowac sie porzadnie. Byc moze ostatni. Byc moze nie. Nie sztuka urodzic w polu i zostawic pod kosciolem. Nie sztuka urodzic w szpitalu i uciec. Sztuka to jest dopiero wobec swiadkow powiedziec- nie niechce tego dziecka. Nie chce byc jego matka. Dajcie mu inna matke inne nazwisko i inny dom. Byc moze po raz pierwszy w zyciu taka osoba przestaje myslec z dnia na dzien i byc egoista- przeciez po miesiacu dopiero przychodzi sie podpisac papiery- czyli trzeba dwukrotnie zmierzyc sie z ta decyzja. Rozumie takze irracjonalne i sprzeczne reakcje dzieci i matki. Rozumiem te sekrety- ile razy zatajamy pewne informacje zeby kogos nie zranic- czyzby powiedzenie matce ze mam ochote mimo calego szczescia zobaczyc te ktora mi dala zycie nie rani mimo wszysko? Kurcze no... w szoku jestem.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gosia Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: *.ipt.aol.com 14.08.03, 20:27 Gość portalu: Anton napisał(a): > Gość portalu: Gosia napisał(a): > > > Pi ta pani moze nie jest pisarka, ale to wspaniala kobieta i czego sie > > czepiasz. W Twoim tekscie to juz na pewno nie wiadomo o co Ci chodzi. > > Wiadomo o co chodzi. O to, że z tekstu przebija fałsz. Że autorka niby coś tam > pisze, ale chyba sam a w to nie wierzy. Nie wyczuwam nawet odrobiny falszu w tym tekscie, natomiast Twoje wynurzenia sa dla mnie niezrozumiale po prostu czepiasz sie . Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ANIA Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: proxy / 10.151.4.* 15.08.03, 00:00 Bardzo madry, gleboki tekst. Wyrazy podziwu dla madrosci zyciowej, odwagi i wrazliwosci pani Grazyny. Nie czuje tu ani cienia wyidealizowania, doskomaly opis rozsterek, odczuc, wahan i wzruszen jak na tak krotki tekst i ogrom problemu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: linndab Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: *.walbrzych.cvx.ppp.tpnet.pl 16.08.03, 01:16 Masz racje,podzielam twoje zdanie ale nateksty o dzieciach jetem uczulona. Tak samo teraz zabolał mnie tekst "po coś zgotowała im taki los" (coś tak ,bo nie mogę znależć W.O.dzieci wzięł do czytania)Mam 5 dzieci w tym jedno zaadoptowane,moje dzieci bardzo skromne miały zycie .jedne były wyrozumiałe a inne cierpiały bo nie mogły mięć nowych ciuchów ,bo nie zawsze starczało na chleb powszedni,cierpiały razem ze mną gdy zwolnili mnie zpracy i miałam depresje.Czy ja im zgotowałam taki los?.Są zawsze ze mną,mamy wspolny język, swietnie się rozumiemy ale to nie wszystko.Wydaje mi się ,że jesteśmy z mężem dobrymi rodzicami,bo nawe teraz gdy 3 się uasamodzielniła chętnie do nas przychodzą ,odwiedzają ,jesteśmy ich powiernikami i przyjaciółmi.Tylko mi żal bo nie mogliśmy im dac to co dostały te dzieci z art. Np nie było nas stać na wakacje więć zawsze były w domu.ciuchy musiały znaszć po starszych itd itd Wobec tego może i ja i ta bidula z art.mogłyśmy usunąć ciąze?Bo im zgotowałam taki los....Bardzo mnie to zabolało.W koncu jaki im zgtowała los urodziła,miały dużo szczęścia ,że trafiły do dobrego domu,myślała o nich i tęskniła co miała zrobić więcej jeśli w Polsce rodzina wielodzietna może liczyć tylko na siebie ,pomocy nie otrzyma z nikąd a te nędzne rodzine to nic w porównaniui z przykrościami jakich trzeba wysłuchiwać np dziecioroby należ do łagodniejszych Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maria ze Szwajcari Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: *.61.76.83.cust.bluewin.ch 23.06.04, 12:15 Bardzo sluszy komentarz Pi z 11.08.2003 00:02 Dotyczy to nie tylko artykulu, ktory dla Pi jest "bardzo nieprawdziwy". Tak samo "nieprawdziwi" sa ludzie w Europie Zachodniej. Chodzi im o to zeby pokazac otoczeniu, ze ma sie wspaniale zycie, pelne sukcesow i bez zadnych porazek. Ci, ktorzy skarza sie, sa socjalnym marginesem, nie sa akceptowani. Kazdy problem widzi sie pod jego pozytywnym katem wedlug metody francuskigo farmaceuty dr Coué "Codziennie i pod kazdym wzgledem jest mi lepiej". Przez codzienne powtarzanie tej formulki setki razy (wg zalecen Coué i jego nastepcow) zatraca sie wszelki samokrytycyzm i zwiazek z realnoscia. Ludzie w gruncie rzeczy sa nieszczesliwi, ale nawet nie wiedza dlaczego, poniewaz zatracili zdolnosc krytycznej oceny sytuacji. Rezultat: 70% francuzek zazywa leki psychotropowe, co nie przeszkadza im zapewniac otoczenie, ze maja sie wspaniale. Odpowiedz Link Zgłoś
ydorius Re: Jestem matką Pani trojga dzieci 15.08.03, 11:22 Ciekawe, że większość wypowiadających się w tym wątku zwróciła uwagę na autorkę, a przecież to nie o niej jest ten artykuł... JK, cytat piękny, można wiedzieć z czego? ---------------------------------- What is home without Plumtree's Potted Meat? Incomplete. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Martynka Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.08.03, 18:01 Jestem adoptowanym dzieckiem. O adopcji dowiedzialam sie od dzieci na podwórku mając kilka lat. To było za wczesnie, nie byłam przygotowana na taką wiadomosć. Uważam, ze mówienie dziecku od najmłodszych lat, ze zostało adoptowane nie jest wcale dobrym rozwiazaniem. Nie umiem też powiedziec, kiedy jest najlepszy czas, aby to powiedzieć. To bardzo trudne zadanie. Ale uwazam, ze trzeba to wyjawic dziecku. Czy poszukiwałam swoich biologicznych rodziców? Nie i nie mam zamiaru tego robić. Uważam, ze Matka jest ta, która wychowała, anie ta, która urodziła. Urodzenie nie jest sztuką, natomiast wielkim wyzwaniem jest wychowanie dziecka na "człowieka". Interesowała mnie jedynie kwestia czy mam rodzeństwo i czy jestem do nich podobna- chociaz z czasem i ta kwestia wyblakła. Mam kochających rodziców, ktorzy zapewnili mi miłość, ciepło domowego ogniska. Ukończyłam studia wyższe; uwazam, ze nie mam problemów ze swoja tożsamością i oceną właśnej wartosci. To kwestia indywidualna - mnie zawsze otaczała miłość - i to jest najważniejsze. Moje korzenie są tam, gdzie sie wychowałam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Linn Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: *.dialup.tiscali.it 19.08.03, 08:21 Zawsze tak bedzie, nawet gdybys kiedys zapragnela poznac Twoja matke biologiczna / albo ona Ciebie /. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: HS Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: *.penta.gd.pl 21.08.03, 10:30 Znam małżeństwo, które adoptowało dziecko. Najpierw przeszli szkolenie w szkole adopcyjnej. A tam dostali wskazówki, że dziecku należy mówić wszystko od samego początku, czyli od kiedy zaczynają się pierwsze z nim rozmowy. Musieli też podpisać zgodę, że umożliwią dziecku kiedy skończy ono 18 lat, że będzie mogło (!) spotkać się z biologicznymi rodzicami. A wracając do tych rozmów z dzieckiem, to podano im nawet przykłady jak rozmawiać. Na pytanie skąd się biorą dzieci Odpowiadamy: często z brzuszka i tu rozwijamy temat.... Ale ja (czyli Matka) nie nosiłam Ciebie w brzuszku, tylko wybrałam sobie Ciebie z takiego domu gdzie jest dużo małych dzieci, które czekają na swoich rodziców i od razu jak Cie zobaczyłam wiedziałam, że będziesz moją córeczką..... I tego typu rozmowy można już przeprowadzać z kilkuletnimi dziećmi bez używania słów ADOPCJA itp. Potem mówimy coraz więcej zawsze podkreślając, że to właśnie JE, TO dziecko się wybrało i w tym momencie dziecko jest dumne, że było takie wspaniałe ..... Trzeba powoli dawkować, ale nie okłamywać. To się nazywa świadoma adopcja i tylko ta oficjalnie chyba w Polsce teraz istnieje. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: hula Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: *.itpp.pl 19.08.03, 08:23 Tekst to niedopowiedziana, źle opowowiedziana historia. Moim zdaniem to tekst szkodliwy. Żeby było jasne: dzieciom adoptowanym trzeba powiedzieć, ze tak jest, bo zawsze się znajdzie jakiś wuj, i bo tak jest uczciwie. Na miarę swoich mozliwości trzeba też się uporać z tematem biologicznej matki. Adopcja ( i tu mam informacje z pierwszych rąk od ludzi, ktrzóy siedzą w problemie od lat i znają wszystkie trzy strony rodzice biologiczni, dzieci rodzice adopcyjni) zwłaszcza teraz przedstawiana jest rzekłabym politycznie poprawnie. Tak jak ten tekst. Autorka ciężko zniosła wizytę u rodziców biologicznych, ba zdumiało mnie gdy zapytała dzieci czy chcą ich zobaczyć a one wybuchnęły płaczem, że o tym skrycie marzyły. Hola! A gdzie rozmowy? Dlaczego one marzyły skrycie. Jedna znana mi adopcyjna rodzica rozmawia ze swoim dzieckiem o adopcji tak samo jak o cioci co uciekła od wujka i kuzynie który ma trzy nerki. Normlana rodzinna historia. Teraz wróce do politycznej poprawności. Jest taki trend, kreowany przez programy telewizyjne (czy przy okazji ktoś wie, że różne zerwane więzi łamią prawo i tajemnicę adopcji wydobywając dane adoptowanych dzieci i wydzwaniając do nich. Ba dzieci owe, te adoptowane rodzeństwa nie sa sobie wcześniej okazywane, dopiero na wizji, żeby były emocje na żywo). No więc te programy graja na cukierowej nudzie ot rodzeństwo sie spotkało, matka się spotkała cóż za radość. W istocie nie ma adnych więzi i doświadczenia ludzi pracujących w adpocji sa takie, że biologiczne rodzeństwo po krótkiej euforii i opowiedzieniu sobie jak tam w ich życiu było rozchodzi się. Bo sa dla siebie obcy, bo wychowali sie w innych rodzinach, bo często ci adoptowani to po prostu również ludzie na innym poziomie. Oczywiście zdarzają się wyjątki: ktoś znalazł siostre i odnalazł więź, ale to rzadkie. W ameryce odnalezionie rodzeństwo wzięło sie za łby bo część napisała o tym książke i nie chciała się dzielić z resztą. Był sąd i obraza. Jest również , to druga sprawa problem matki adopcujnej. Tak większość chce ją zobaczyć, ja bym chciała na przykład, i to najczęściej jest ostatni kontakt. Bariera: ty mnie oddałaś jest nie do pokonania. Historie, że ktroś z ta matką utrzymuje jakiś kontakt da się policzyć na palcach. Z tekstu opunlikowanego w Wysokich Obcasach zrozumiałam, między wierszami kilka rzeczy. Że ta biologiczna matka to margines, ale nie mozna tego napisać wprost (pojawia sie komentarz tych dzieci, które przy niej zostały, że zgotowała im piekło) Decyzja o wyjeździe podzieliła rodzinę )zdanie adoptowanych dzieci, że chca jechać bez tych biologicznych, holenderskich dzieci autorki i oburzenie męża, który nie pojawia się w tekście. Że adopcyjna matka nie określiła do końca swwej roli, że adopcja była dla niej trudniejsza niż myślała. Wreszcie, że cała ta wizyta wyglądała zupełnie inaczej, że adopcyjna matka, zżarła własne emocje i męża. I moim zdaniem nie było warto. W POlsce ludzie którzy chca odnależć matke ida do ośrodka adopcyjnego biuora papiery czytają i odwiedzają. Zazwyczaj maja wtedy między 20 a 30 lat, często po prostu akurat urodziły im sie dzieci. MOim zdaniem te holenderskie dzieciaki nie były przygotowane na spotkanie a ich adopcyjna matka jescze bardziej. To wszysko moiżnabyło załatiwcpóxniej i bez rodzinnych fanfar. pozdrawiam. ps znam penwego adoptowanego człowieka. Zapytałam go czy ma lukę. Powiedział, zeby nie była śmieszna. On również nigdy nie odnalazł bkiologicznej matki. pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś