Jestem matką Pani trojga dzieci

IP: 80.51.242.* 09.08.03, 02:50
"Z butelki napic sie łatwo chwytając ją za szyjkę i do ust
podnosząc, ale kto ze źródła pije, musi uklekną c i pochylic
czoła"
    • Gość: r2d2 Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: *.fbg.net 09.08.03, 20:25
      bardzo madry tekst bardzo madrej kobiety. pozdrawiam i zycze
      wszystiego dobrego.
    • Gość: Grażka Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 10.08.03, 13:44
      Wychowywałam się ze starszym bratem i starszym od brata kuzynem -
      Pawłem. Praktycznie wszystkie wolne chwile spędzaliśmy razem:
      wszystkie Święta, wakacje, uroczystości rodzinne. Paweł był
      niezwykle pomysłowy i zabawny. Paweł był jedynakiem i oczkiem w
      głowie swoich rodziców. Rodzice (moje wujostwo) spełniali jego
      wszystkie zachcianki, kochali go miłością bezgraniczną, tak jak
      się kocha tego jedynego, wywarzonego syna. Co ciekawe, Paweł był
      do nas podobny fizycznie. I nagle, bach: będąc u mojej babci na
      drugim końcu Polski ta spytała się o Pawła. Jako że miałam 3
      kuzynów Pawłów zapytałam, o którego chodzi. Babcia
      odpowiedziała: tego adoptowanego, od Janka i Basi. Zamarłam...
      Babcia w mig zorientowała, że popełniła gafę, szybko wycofała
      się z dalszych indagacji, a ja na długo zamilkłam. Mijały dni,
      chciałam porozmawiać o tym z własną mamą (była matką chrzestną
      Pawła) i nie potrafiłam. Mówiłam sobie: nie, to niemożliwe,
      Paweł, mój przyrodni brat nie jest jednym z nas... wierzyłam, że
      babcia pomyliła się, wszak była już w mocno podeszłym wieku. Ale
      przyszedł jednak dzień, kiedy o fakcie upewniłam się. Rodzice
      późnym wieczorem rozmawiali, pewnie sądzili, że śpię. Z Pawłem
      wujkowie mieli kłopoty wychowawcze, nie chciał się uczyć.
      Rodzice dyskutowali na temat adopcji, cofali się wstecz do dni,
      które dla rodziców są najpiękniejsze - wczesnego macierzystwa...
      zatkałam uszy. Dziś myślę, że moje zachowanie było
      irracjonalne...
      Ale to nie koniec tej opowieści. Mijały dalsze lata.
      Pozakładaliśmy rodziny, bawiliśmy się na swoich weselach. Paweł
      wyemigrował. Jego adopcja była rodzinną tajemnicą, a ja
      trzymałam buzię na kłódkę. Potem na krótko wrócił do kraju
      wezwany przez schorowaną matkę. Były trudne lata
      osiemdziesiąte. Paweł nie mógł dostać w kraju pracy, zaczął
      wszczynać awantury, nadużywać alkoholu. Jeden z sąsiadów (w
      dobrej wierze) powiedział mu o tym, że jest dzieckiem
      adoptowanym i że matce należy się większy szacunek. Paweł był w
      szoku. Nie tylko nie okazał rodzicom szacunku, ale ich zaczął
      dręczyć psychicznie. Zerwał z nami wszelkie kontakty. Wktótce
      znowu wyjechał zagranicę. Niedługo potem zmarli jego udręczeni i
      w sumie odrzuceni rodzice nierodzice. I dopiero wtedy z mamą
      porozmawiałam o Pawle, dowiedziałam się, że wujkowie nie mogli
      mieć dzieci, choć bardzo tego pragnęli, więc moja
      mama "rozganizowała" Pawła, zaraz po urodzeniu maleńkiego
      noworodka przywiozła cioci, prosto ze szpitala, że matka
      bilogiczna zrzekła się praw do niego, że miała miejsce pełna
      adopcja, więc w akcie urodzenia figurują nazwiska rodziców -
      nierodziców. Jednym słowem nic nie wiemy o rodzinie bilogicznej
      Pawła.
      Ale to nie koniec tej historii. Mojego brata reakcja na
      wiadomość o adopcji Pawła była podobna do mojej. Kręcił głową i
      mówił: to niemożliwe.
      Ale to nie koniec tej historii. Mijały lata. Niedawno Paweł
      przyjechał zza granicy do mojej mamy i kazał sobie opowiedzieć
      historię swoich narodzin. Prosił mamę (moją) o pomoc w
      odnalezieniu bilogicznej matki. Paweł (50 - latek)żyje ciągle z
      luką, o której pisze autorka tekstu. Jego życie składa się z
      pytań: kim faktycznie jestem, jakie są moje korzenie, może mam
      siostry, braci. I nas z bratem nurtują te same pytania... choć
      rzadko o tym mówimy. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że
      nie potrafimy nie drążyć, nie potrafimy sobie powiedzieć: ciocia
      i wujek byli wspaniałymi ludźmi, dali z siebie wszystko, dali
      Pawłowi miłość, prawdziwy dom. Koniec kropka. Nec plus ultra.
      Sorry, my to mówimy, ale potem jest to "ale".
      Tę trochę nudnawą opowieść chciałabym zakończyć konkluzją:
      dzieciom powinno się mówić o ich prawdziwym pochodzeniu we
      wczysnym dzieciństwie i również jestem zdania, że dziecko ma
      prawo poznać swoich biologicznych rodziców i rodzinę, by nie
      dręczyło je przez całe życie pytanie o własną tożsamość.
      A jeżeli ktoś pragnie (nasze prawo na to zezwala) w pełni
      adoptować dziecko - niech wyjedzie na koniec świata, by z ust
      innych osób o własnej adopcji się nie dowiedziało. Bo wtedy
      zaczynają się dramaty.
    • Gość: Pi Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: *.itpp.pl 11.08.03, 00:02
      To bardzo dziwny tekst. I bardzo nieprawdziwy.
      Dziwny, bo czytac go, to troche tak, jak rozmawiac z czlowiekiem ktory mówi
      jedno, ale cała mowa jego ciała sugeruje coś przeciwnego. A więc autorka pisze
      że trzeba żeby dzieci poznały biologicznych rodziców, ale jednoczesnie przez
      cały czas widac że to dla tej rodziny jest meka (rozterki matki, płacz
      dorosłych dzieci które boja sie o to spytac, wycofanie się ojca itd).
      Mam wrażenie, że autorka chciała napisac jak to było, ale zorientowała się, że
      przecież wszyscy bohaterowie historii to przeczytaja więc zaczęła koloryzować i
      upiększac. No wyobraźmy sobie chcby wizytę u tej matki biologicznej. Skoro
      oddała te dzieci i ona była bita, był alkoholizm no to nie oszukujmy się, to
      ludzie z marginesu. Czyli pewnie stara waląca sie kamienica, rudera, powybijane
      szyby na klatce, i ona nie stroniąca od kieliszka. A jak to jest opisane? Że
      wyjeżdza szampan i ciasteczka i wita ich troskliwa babcia dopytująca sie o
      dzieci. Czyli kiedys piła i oddawała co tylko urodziła a teraz zmądrzała, jest
      prezesem banku i pracuje społecznie? bez żartów.
      Sama ta rodzina z Holandii jest tez dziwna. Ojciec który się odsuwa i obraża
      jakby kiedy zostaje odrzucona jego rada? A co to ma być? Z tego powodu się
      obraził i uznał że jego autorytet ojca został naruszony? Bez żartów.
      Same dzieci które albo się poobrażały na nowa albo starą rodzinę mimo że
      przecież teoretycznie nie ma powodu?
      Autorka która niby pracuje przez tyle lat z adoptowanymi dziecmi i jest tu niby
      fachowcem a boi sie pogadac z dziecmi. jakies niedopowiedzenia? Sekrety? Nie
      radzi sobie z tym.
      Żeby nie przedłużać. Nie zrozumcie mnie xle. Cała sprawa jest z pewnością
      bardzo trudna i tego nie kwestionuję. Kwestionuję sposób jej opisania pełen
      luk, niedomówien i przeinaczen. pewnie według autorki w dobrym celu (bo co
      powie mąż a co powiedza dzieci, a co powie ta matka biologiczna jak to
      przeczytają)
      Tyle tylko że taka postawa nie ma nic wspólnego z prawdą o która zabiega sama
      autorka - że dzieciom trzeba mówić całą prawde i nie ukrywac jej. Zgoda, ale
      jesli ta prawde chce się mówić to nie ukrywajmy jej.
      A ja mam niezbite wrażenie, że ten tekst to coś jak relacja z jazdy samochodem.
      Ktoś testuje samochód i mówi przez cały czas że samochód jest znakomity, a ja
      widze że własnie odpadł reflektor. Mówi że jest bardzo cichy a ja słysze że
      warczy, mówi że jest komfortowy a mi jest niewygodnie.


      • Gość: barbara Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: *.okym.enjoy.ne.jp 14.08.03, 06:26
        Sprawa jest trudna.Po czesci zgadzam sie z przedmowcami, ale
        tez nie jestem w 100% pewna, czy po zaadoptowaniu dziecka
        chcialabym je poinformowac, ze nie jest moje. Zycie z luka, z
        poszukiwaniem swojej tozsamosci, korzeni,to nie jest szczesliwe
        dziecinstwo, ktorego bym zyczyla swojemu dziecu.Nurtujace
        pytanie-dlaczego moja matka mnie nie chciala,oddala,czy
        odzucila-czy ktokolwiek chcialby przez cale zycie zadawac sobie
        takie pytanie? W tym artykule wypowiedzialo sie otoczenie
        dzieci adoptowanych(+ kuzynka,ktora odpowiedziala na
        artykul),ale trzeba by poznac zdanie dziecka, ktore zostalo
        zaadoptowane i wiedzialo, ze nim jest.Czy ta swiadomosc pomogla
        w dorastaniu, czy przeszkodzila,a raczej czy potrafi uporac sie
        z wlasnymi obawami i uczuciami?
      • Gość: Renata Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: 202.106.20.* 14.08.03, 08:44
        Grazyna,
        Pozrawiam z Pekinu,Chiny! Kolezanka podala mi strone gazety i
        natrafilam na Twoj artykul.Przypomnialy mi sie chwile spedzone w
        Szczecinie,gdy przyjechalas ( w ciazy z pierwszym dzieckiem) z
        pomoca charytatwyna dla domow dziecka w Szczecinie w Pozaniu.
        Od prawie 13 lat przyebywam na stale w Pekinie i nosze sie z
        mysla zaadoptowania Chinskiej dziwczynki.
        Prosze o kontakt i pozrowienia dla Antoniego Folkersa!Serdecznie
        zapraszam do Pekinu!
        Renata Redlarska-Inokomis ( renata@mail.sparkice.com.cn albo
        renata120360@yahoo.com)
        • Gość: Linn Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: *.dialup.tiscali.it 14.08.03, 08:48
          Wloski program "Chi l'ha visto", odpowiednik "Ktokolwiek widzial...", pomaga
          adoptowanym dzieciom, a takze ich matkom w poszukiwaniach. Sa to najbardziej
          przejumjace historie. Adopcja nigdy nie konczy, a zawsze zaczyna pewien okres w
          zyciu. Dla wszystkich.
      • Gość: Gosia Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: *.ipt.aol.com 14.08.03, 17:13
        Gość portalu: Pi napisał(a):

        > To bardzo dziwny tekst. I bardzo nieprawdziwy.
        > Dziwny, bo czytac go, to troche tak, jak rozmawiac z czlowiekiem ktory mówi
        > jedno, ale cała mowa jego ciała sugeruje coś przeciwnego. A więc autorka
        pisze
        > że trzeba żeby dzieci poznały biologicznych rodziców, ale jednoczesnie przez
        > cały czas widac że to dla tej rodziny jest meka (rozterki matki, płacz
        > dorosłych dzieci które boja sie o to spytac, wycofanie się ojca itd).
        > Mam wrażenie, że autorka chciała napisac jak to było, ale zorientowała się,
        że
        > przecież wszyscy bohaterowie historii to przeczytaja więc zaczęła
        koloryzować i
        >
        > upiększac. No wyobraźmy sobie chcby wizytę u tej matki biologicznej. Skoro
        > oddała te dzieci i ona była bita, był alkoholizm no to nie oszukujmy się,
        to
        > ludzie z marginesu. Czyli pewnie stara waląca sie kamienica, rudera,
        powybijane
        >
        > szyby na klatce, i ona nie stroniąca od kieliszka. A jak to jest opisane? Że
        > wyjeżdza szampan i ciasteczka i wita ich troskliwa babcia dopytująca sie o
        > dzieci. Czyli kiedys piła i oddawała co tylko urodziła a teraz zmądrzała,
        jest
        > prezesem banku i pracuje społecznie? bez żartów.
        > Sama ta rodzina z Holandii jest tez dziwna. Ojciec który się odsuwa i obraża
        > jakby kiedy zostaje odrzucona jego rada? A co to ma być? Z tego powodu się
        > obraził i uznał że jego autorytet ojca został naruszony? Bez żartów.
        > Same dzieci które albo się poobrażały na nowa albo starą rodzinę mimo że
        > przecież teoretycznie nie ma powodu?
        > Autorka która niby pracuje przez tyle lat z adoptowanymi dziecmi i jest tu
        niby
        >
        > fachowcem a boi sie pogadac z dziecmi. jakies niedopowiedzenia? Sekrety? Nie
        > radzi sobie z tym.
        > Żeby nie przedłużać. Nie zrozumcie mnie xle. Cała sprawa jest z pewnością
        > bardzo trudna i tego nie kwestionuję. Kwestionuję sposób jej opisania pełen
        > luk, niedomówien i przeinaczen. pewnie według autorki w dobrym celu (bo co
        > powie mąż a co powiedza dzieci, a co powie ta matka biologiczna jak to
        > przeczytają)
        > Tyle tylko że taka postawa nie ma nic wspólnego z prawdą o która zabiega
        sama
        > autorka - że dzieciom trzeba mówić całą prawde i nie ukrywac jej. Zgoda, ale
        > jesli ta prawde chce się mówić to nie ukrywajmy jej.
        > A ja mam niezbite wrażenie, że ten tekst to coś jak relacja z jazdy
        samochodem.
        >
        > Ktoś testuje samochód i mówi przez cały czas że samochód jest znakomity, a
        ja
        > widze że własnie odpadł reflektor. Mówi że jest bardzo cichy a ja słysze że
        > warczy, mówi że jest komfortowy a mi jest niewygodnieGosia
        Pi ta pani moze nie jest pisarka, ale to wspaniala kobieta i czego sie
        czepiasz. W Twoim tekscie to juz na pewno nie wiadomo o co Ci chodzi.
        >
        >
        • Gość: Anton Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: *.acn.waw.pl 14.08.03, 17:17
          Gość portalu: Gosia napisał(a):

          > Pi ta pani moze nie jest pisarka, ale to wspaniala kobieta i czego sie
          > czepiasz. W Twoim tekscie to juz na pewno nie wiadomo o co Ci chodzi.

          Wiadomo o co chodzi. O to, że z tekstu przebija fałsz. Że autorka niby coś tam
          pisze, ale chyba sam a w to nie wierzy.
          • Gość: ania Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: *.chello.pl 14.08.03, 17:25
            Gość portalu: Anton napisał(a):

            > > Wiadomo o co chodzi. O to, że z tekstu przebija fałsz. Że autorka niby coś
            tam
            > pisze, ale chyba sam a w to nie wierzy.

            Zgadzam sie z Antonem, za duzo tu niedomowien. Ogolnie wiadomo, zeby mowic
            dziecio, ze sa adoptowane i nie utrudniac roli w poszukiwaniu ich matek. Jednak
            ja nie zdecydowalabym sie poznac matki biologicznej mojego dziecka. Bardzo bym
            sie bala, ze mi je odbierze, a takze czulabym do niej zbyt duza niechec.
            Moje zdanie jest takie, ze jesli ta kobieta urodzila moje dziecko, to nie
            trzeba jej z tego powodu gloryfikowac. A tak w tym artykule to wygladalo.
            • Gość: Gosia Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: *.ipt.aol.com 14.08.03, 20:41
              Gość portalu: ania napisał(a):

              > Gość portalu: Anton napisał(a):
              >
              > > > Wiadomo o co chodzi. O to, że z tekstu przebija fałsz. Że autorka nib
              > y coś
              > tam
              > > pisze, ale chyba sam a w to nie wierzy.
              >
              > Zgadzam sie z Antonem, za duzo tu niedomowien. Ogolnie wiadomo, zeby mowic
              > dziecio, ze sa adoptowane i nie utrudniac roli w poszukiwaniu ich matek.
              Jednak
              >
              > ja nie zdecydowalabym sie poznac matki biologicznej mojego dziecka. Bardzo
              bym
              > sie bala, ze mi je odbierze, a takze czulabym do niej zbyt duza niechec.
              > Moje zdanie jest takie, ze jesli ta kobieta urodzila moje dziecko, to nie
              > trzeba jej z tego powodu gloryfikowac. A tak w tym artykule to wygladalo.
              Ja tak tego nie odebralam, ze Grazyna gloryfikuje matke swoich adoptowanych
              dzieci. Mysle, ze Grazyna kieruje sie w zyciu miloscia. Czlowiek, ktory
              naprawde kocha bezinteresownie swoje dzieci nigdy ich nie straci. Toba
              kierowalaby zazdrosc, a nia kieruje milosc i ja to rozumiem.
              • Gość: ania Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: *.chello.pl 14.08.03, 22:43
                Gość portalu: Gosia napisał(a):

                > Toba
                > kierowalaby zazdrosc, a nia kieruje milosc i ja to rozumiem.

                Hmmm jaka zazdrosc?? Balabym sie po prostu i tyle. Porzadni ludzie dzieci nie
                oddaja, ot po prostu, moglabym nie chciec, zeby moje dziecko zobaczylo swoja
                bilogiczna matke i moglo sie rozczarowalo.
                Nie wytykaj mi zadrosci, skoro mnie nie znasz.
                Zauwaz sama, ze autorce z wielka trudnoscia przyszlo o napisac ten artykul i
                wiele jest tam niedomowien. Chocby ten maz i jej corka. Maz odrzucony, jego
                zdanie sie nie liczy i mimo iz autorka zaprzecza, jakby tak bylo, to ten maz
                nie odgrywa zadnej roli w tej historii... Coka adoptowana, ktora nagle
                zachlystuje sie rodzina, a pozniej momentalnie jej przechodzi...
                Jak dla mnie o wiele za krotki i zbyt ogolny artykul jak na wage omawianego
                problemu.
                • Gość: Gosia Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: *.ipt.aol.com 14.08.03, 23:29
                  Gość portalu: ania napisał(a):

                  > Gość portalu: Gosia napisał(a):
                  >
                  > > Toba
                  > > kierowalaby zazdrosc, a nia kieruje milosc i ja to rozumiem.
                  >
                  > Hmmm jaka zazdrosc?? Balabym sie po prostu i tyle. Porzadni ludzie dzieci
                  nie
                  > oddaja, ot po prostu, moglabym nie chciec, zeby moje dziecko zobaczylo swoja
                  > bilogiczna matke i moglo sie rozczarowalo.
                  > Nie wytykaj mi zadrosci, skoro mnie nie znasz.
                  Przepraszam moze zle wyszlo z ta zazdroscia. Jezeli jestes matka kochasz swoje
                  dziecko ,a ono Ciebie, nie masz sie czego bac po prostu. Spotkanie nic nie
                  zmieni w uczuciach, a jedynie je wzmocni.


                  > Zauwaz sama, ze autorce z wielka trudnoscia przyszlo o napisac ten artykul i
                  > wiele jest tam niedomowien. Chocby ten maz i jej corka. Maz odrzucony, jego
                  > zdanie sie nie liczy i mimo iz autorka zaprzecza, jakby tak bylo, to ten
                  maz
                  > nie odgrywa zadnej roli w tej historii... Coka adoptowana, ktora nagle
                  > zachlystuje sie rodzina, a pozniej momentalnie jej przechodzi...
                  > Jak dla mnie o wiele za krotki i zbyt ogolny artykul jak na wage omawianego
                  > problemu.
                  • Gość: ania Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: *.chello.pl 15.08.03, 00:01
                    Gość portalu: Gosia napisał(a):

                    > Przepraszam moze zle wyszlo z ta zazdroscia. Jezeli jestes matka kochasz
                    swoje
                    > dziecko ,a ono Ciebie, nie masz sie czego bac po prostu. Spotkanie nic nie
                    > zmieni w uczuciach, a jedynie je wzmocni.

                    Moze tak, moze nie... Ja bym sie po prostu bala i tyle. Zauwaz, ze autorka
                    artykulu, takze obawiala sie konfrontacji, mimo iz ja sobie zaplanowala na
                    samym poczatku adopcji.
                    • Gość: Gosia Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: *.ipt.aol.com 15.08.03, 03:13

                      Gość portalu: ania napisał(a):

                      > Gość portalu: Gosia napisał(a):
                      >
                      > > Przepraszam moze zle wyszlo z ta zazdroscia. Jezeli jestes matka kochasz
                      > swoje
                      > > dziecko ,a ono Ciebie, nie masz sie czego bac po prostu. Spotkanie nic nie
                      >
                      > > zmieni w uczuciach, a jedynie je wzmocni.
                      >
                      > Moze tak, moze nie... Ja bym sie po prostu bala i tyle. Zauwaz, ze autorka
                      > artykulu, takze obawiala sie konfrontacji, mimo iz ja sobie zaplanowala na
                      > samym poczatku adopcji.
                      Doskonale Cie rozumiem, nie boja sie tylko ludzie bez wyobrazni,Nie pamietam
                      kto to powiedzial ale zgadzam sie z tym w 100%.
                      Pozdrawiam
                • Gość: Gosiaczek Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: *.aster.pl / *.acn.pl 10.02.04, 13:17
                  Porzadni ludzie dzieci nie
                  > oddaja, ot po prostu, moglabym nie chciec, zeby moje dziecko zobaczylo swoja
                  > bilogiczna matke i moglo sie rozczarowalo.
                  Kurcze kurcze....
                  Dlatego tak malo u nas dzieci oddawanych do adopcji. Porzadni ludzie nie
                  oddaja. Porzadni ludzie nie maja za duzo dzieci, porzadni ludzie to czy tamto.
                  A ja uwazam ze kobieta z najgorszego nawet marginesu, patologia na maxa i dno
                  spoleczne- gdy ODDAJE dziecko, gdy zrzeka sie do niego wszelkich praw, gdy
                  swiadomie wobec prawa przestaje byc matka- ma byc moze po raz pierwszy w zyciu
                  okazje by zachowac sie porzadnie. Byc moze ostatni. Byc moze nie. Nie sztuka
                  urodzic w polu i zostawic pod kosciolem. Nie sztuka urodzic w szpitalu i
                  uciec. Sztuka to jest dopiero wobec swiadkow powiedziec- nie niechce tego
                  dziecka. Nie chce byc jego matka. Dajcie mu inna matke inne nazwisko i inny
                  dom. Byc moze po raz pierwszy w zyciu taka osoba przestaje myslec z dnia na
                  dzien i byc egoista- przeciez po miesiacu dopiero przychodzi sie podpisac
                  papiery- czyli trzeba dwukrotnie zmierzyc sie z ta decyzja.
                  Rozumie takze irracjonalne i sprzeczne reakcje dzieci i matki. Rozumiem te
                  sekrety- ile razy zatajamy pewne informacje zeby kogos nie zranic- czyzby
                  powiedzenie matce ze mam ochote mimo calego szczescia zobaczyc te ktora mi
                  dala zycie nie rani mimo wszysko?

                  Kurcze no... w szoku jestem....
          • Gość: Gosia Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: *.ipt.aol.com 14.08.03, 20:27
            Gość portalu: Anton napisał(a):

            > Gość portalu: Gosia napisał(a):
            >
            > > Pi ta pani moze nie jest pisarka, ale to wspaniala kobieta i czego sie
            > > czepiasz. W Twoim tekscie to juz na pewno nie wiadomo o co Ci chodzi.
            >
            > Wiadomo o co chodzi. O to, że z tekstu przebija fałsz. Że autorka niby coś
            tam
            > pisze, ale chyba sam a w to nie wierzy.
            Nie wyczuwam nawet odrobiny falszu w tym tekscie, natomiast Twoje wynurzenia
            sa dla mnie niezrozumiale po prostu czepiasz sie .

            • Gość: ANIA Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: proxy / 10.151.4.* 15.08.03, 00:00
              Bardzo madry, gleboki tekst. Wyrazy podziwu dla madrosci
              zyciowej, odwagi i wrazliwosci pani Grazyny. Nie czuje tu ani
              cienia wyidealizowania, doskomaly opis rozsterek, odczuc, wahan
              i wzruszen jak na tak krotki tekst i ogrom problemu.
              • Gość: linndab Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: *.walbrzych.cvx.ppp.tpnet.pl 16.08.03, 01:16
                Masz racje,podzielam twoje zdanie ale nateksty o dzieciach jetem uczulona.
                Tak samo teraz zabolał mnie tekst "po coś zgotowała im taki los"
                (coś tak ,bo nie mogę znależć W.O.dzieci wzięł do czytania)Mam 5 dzieci w tym
                jedno zaadoptowane,moje dzieci bardzo skromne miały zycie .jedne były
                wyrozumiałe a inne cierpiały bo nie mogły mięć nowych ciuchów ,bo nie zawsze
                starczało na chleb powszedni,cierpiały razem ze mną gdy zwolnili mnie zpracy
                i miałam depresje.Czy ja im zgotowałam taki los?.Są zawsze ze mną,mamy wspolny
                język, swietnie się rozumiemy ale to nie wszystko.Wydaje mi się ,że jesteśmy z
                mężem dobrymi rodzicami,bo nawe teraz gdy 3 się uasamodzielniła chętnie do nas
                przychodzą ,odwiedzają ,jesteśmy ich powiernikami i przyjaciółmi.Tylko mi żal
                bo nie mogliśmy im dac to co dostały te dzieci z art. Np nie było nas stać na
                wakacje więć zawsze były w domu.ciuchy musiały znaszć po starszych itd itd
                Wobec tego może i ja i ta bidula z art.mogłyśmy usunąć ciąze?Bo im zgotowałam
                taki los....Bardzo mnie to zabolało.W koncu jaki im zgtowała los urodziła,miały
                dużo szczęścia ,że trafiły do dobrego domu,myślała o nich i tęskniła co miała
                zrobić więcej jeśli w Polsce rodzina wielodzietna może liczyć tylko na
                siebie ,pomocy nie otrzyma z nikąd a te nędzne rodzine to nic w porównaniui z
                przykrościami jakich trzeba wysłuchiwać np dziecioroby należ do łagodniejszych
      • Gość: Maria ze Szwajcari Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: *.61.76.83.cust.bluewin.ch 23.06.04, 12:15
        Bardzo sluszy komentarz Pi z 11.08.2003 00:02
        Dotyczy to nie tylko artykulu, ktory dla Pi jest "bardzo nieprawdziwy". Tak
        samo "nieprawdziwi" sa ludzie w Europie Zachodniej. Chodzi im o to zeby pokazac
        otoczeniu, ze ma sie wspaniale zycie, pelne sukcesow i bez zadnych porazek. Ci,
        ktorzy skarza sie, sa socjalnym marginesem, nie sa akceptowani. Kazdy problem
        widzi sie pod jego pozytywnym katem wedlug metody francuskigo farmaceuty dr
        Coué "Codziennie i pod kazdym wzgledem jest mi lepiej". Przez codzienne
        powtarzanie tej formulki setki razy (wg zalecen Coué i jego nastepcow) zatraca
        sie wszelki samokrytycyzm i zwiazek z realnoscia. Ludzie w gruncie rzeczy sa
        nieszczesliwi, ale nawet nie wiedza dlaczego, poniewaz zatracili zdolnosc
        krytycznej oceny sytuacji. Rezultat: 70% francuzek zazywa leki psychotropowe,
        co nie przeszkadza im zapewniac otoczenie, ze maja sie wspaniale.
    • ydorius Re: Jestem matką Pani trojga dzieci 15.08.03, 11:22

      Ciekawe, że większość wypowiadających się w tym wątku zwróciła uwagę
      na autorkę, a przecież to nie o niej jest ten artykuł...

      JK, cytat piękny, można wiedzieć z czego?

      ----------------------------------
      What is home without Plumtree's Potted Meat?
      Incomplete.
    • Gość: Martynka Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.08.03, 18:01
      Jestem adoptowanym dzieckiem. O adopcji dowiedzialam sie od
      dzieci na podwórku mając kilka lat. To było za wczesnie, nie
      byłam przygotowana na taką wiadomosć. Uważam, ze mówienie
      dziecku od najmłodszych lat, ze zostało adoptowane nie jest
      wcale dobrym rozwiazaniem. Nie umiem też powiedziec, kiedy jest
      najlepszy czas, aby to powiedzieć. To bardzo trudne zadanie. Ale
      uwazam, ze trzeba to wyjawic dziecku. Czy poszukiwałam swoich
      biologicznych rodziców? Nie i nie mam zamiaru tego robić.
      Uważam, ze Matka jest ta, która wychowała, anie ta, która
      urodziła. Urodzenie nie jest sztuką, natomiast wielkim wyzwaniem
      jest wychowanie dziecka na "człowieka". Interesowała mnie
      jedynie kwestia czy mam rodzeństwo i czy jestem do nich podobna-
      chociaz z czasem i ta kwestia wyblakła. Mam kochających
      rodziców, ktorzy zapewnili mi miłość, ciepło domowego ogniska.
      Ukończyłam studia wyższe; uwazam, ze nie mam problemów ze swoja
      tożsamością i oceną właśnej wartosci. To kwestia indywidualna -
      mnie zawsze otaczała miłość - i to jest najważniejsze. Moje
      korzenie są tam, gdzie sie wychowałam.
      • Gość: Linn Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: *.dialup.tiscali.it 19.08.03, 08:21
        Zawsze tak bedzie, nawet gdybys kiedys zapragnela poznac Twoja matke
        biologiczna / albo ona Ciebie /.
      • Gość: HS Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: *.penta.gd.pl 21.08.03, 10:30
        Znam małżeństwo, które adoptowało dziecko. Najpierw przeszli szkolenie w szkole
        adopcyjnej. A tam dostali wskazówki, że dziecku należy mówić wszystko od samego
        początku, czyli od kiedy zaczynają się pierwsze z nim rozmowy. Musieli też
        podpisać zgodę, że umożliwią dziecku kiedy skończy ono 18 lat, że będzie mogło
        (!) spotkać się z biologicznymi rodzicami.
        A wracając do tych rozmów z dzieckiem, to podano im nawet przykłady jak
        rozmawiać.
        Na pytanie skąd się biorą dzieci Odpowiadamy: często z brzuszka i tu rozwijamy
        temat.... Ale ja (czyli Matka) nie nosiłam Ciebie w brzuszku, tylko wybrałam
        sobie Ciebie z takiego domu gdzie jest dużo małych dzieci, które czekają na
        swoich rodziców i od razu jak Cie zobaczyłam wiedziałam, że będziesz moją
        córeczką.....
        I tego typu rozmowy można już przeprowadzać z kilkuletnimi dziećmi bez używania
        słów ADOPCJA itp. Potem mówimy coraz więcej zawsze podkreślając, że to właśnie
        JE, TO dziecko się wybrało i w tym momencie dziecko jest dumne, że było takie
        wspaniałe ..... Trzeba powoli dawkować, ale nie okłamywać.
        To się nazywa świadoma adopcja i tylko ta oficjalnie chyba w Polsce teraz
        istnieje.
    • Gość: hula Re: Jestem matką Pani trojga dzieci IP: *.itpp.pl 19.08.03, 08:23
      Tekst to niedopowiedziana, źle opowowiedziana historia.
      Moim zdaniem to tekst szkodliwy. Żeby było jasne: dzieciom adoptowanym trzeba
      powiedzieć, ze tak jest, bo zawsze się znajdzie jakiś wuj, i bo tak jest
      uczciwie. Na miarę swoich mozliwości trzeba też się uporać z tematem
      biologicznej matki.
      Adopcja ( i tu mam informacje z pierwszych rąk od ludzi, ktrzóy siedzą w
      problemie od lat i znają wszystkie trzy strony rodzice biologiczni, dzieci
      rodzice adopcyjni) zwłaszcza teraz przedstawiana jest rzekłabym politycznie
      poprawnie.
      Tak jak ten tekst.
      Autorka ciężko zniosła wizytę u rodziców biologicznych, ba zdumiało mnie gdy
      zapytała dzieci czy chcą ich zobaczyć a one wybuchnęły płaczem, że o tym
      skrycie marzyły. Hola! A gdzie rozmowy? Dlaczego one marzyły skrycie. Jedna
      znana mi adopcyjna rodzica rozmawia ze swoim dzieckiem o adopcji tak samo jak o
      cioci co uciekła od wujka i kuzynie który ma trzy nerki. Normlana rodzinna
      historia.
      Teraz wróce do politycznej poprawności. Jest taki trend, kreowany przez
      programy telewizyjne (czy przy okazji ktoś wie, że różne zerwane więzi łamią
      prawo i tajemnicę adopcji wydobywając dane adoptowanych dzieci i wydzwaniając
      do nich. Ba dzieci owe, te adoptowane rodzeństwa nie sa sobie wcześniej
      okazywane, dopiero na wizji, żeby były emocje na żywo). No więc te programy
      graja na cukierowej nudzie ot rodzeństwo sie spotkało, matka się spotkała cóż
      za radość. W istocie nie ma adnych więzi i doświadczenia ludzi pracujących w
      adpocji sa takie, że biologiczne rodzeństwo po krótkiej euforii i opowiedzieniu
      sobie jak tam w ich życiu było rozchodzi się. Bo sa dla siebie obcy, bo
      wychowali sie w innych rodzinach, bo często ci adoptowani to po prostu również
      ludzie na innym poziomie. Oczywiście zdarzają się wyjątki: ktoś znalazł siostre
      i odnalazł więź, ale to rzadkie.
      W ameryce odnalezionie rodzeństwo wzięło sie za łby bo część napisała o tym
      książke i nie chciała się dzielić z resztą. Był sąd i obraza.
      Jest również , to druga sprawa problem matki adopcujnej. Tak większość chce ją
      zobaczyć, ja bym chciała na przykład, i to najczęściej jest ostatni kontakt.
      Bariera: ty mnie oddałaś jest nie do pokonania. Historie, że ktroś z ta matką
      utrzymuje jakiś kontakt da się policzyć na palcach.
      Z tekstu opunlikowanego w Wysokich Obcasach zrozumiałam, między wierszami kilka
      rzeczy.
      Że ta biologiczna matka to margines, ale nie mozna tego napisać wprost (pojawia
      sie komentarz tych dzieci, które przy niej zostały, że zgotowała im piekło)
      Decyzja o wyjeździe podzieliła rodzinę )zdanie adoptowanych dzieci, że chca
      jechać bez tych biologicznych, holenderskich dzieci autorki i oburzenie męża,
      który nie pojawia się w tekście.
      Że adopcyjna matka nie określiła do końca swwej roli, że adopcja była dla niej
      trudniejsza niż myślała.
      Wreszcie, że cała ta wizyta wyglądała zupełnie inaczej, że adopcyjna matka,
      zżarła własne emocje i męża. I moim zdaniem nie było warto.
      W POlsce ludzie którzy chca odnależć matke ida do ośrodka adopcyjnego biuora
      papiery czytają i odwiedzają. Zazwyczaj maja wtedy między 20 a 30 lat, często
      po prostu akurat urodziły im sie dzieci. MOim zdaniem te holenderskie dzieciaki
      nie były przygotowane na spotkanie a ich adopcyjna matka jescze bardziej. To
      wszysko moiżnabyło załatiwcpóxniej i bez rodzinnych fanfar.
      pozdrawiam.
      ps znam penwego adoptowanego człowieka. Zapytałam go czy ma lukę. Powiedział,
      zeby nie była śmieszna. On również nigdy nie odnalazł bkiologicznej matki.
      pozdrawiam
Pełna wersja