rybak24
28.12.07, 02:21
Od poł roku jestem w związku(pierwszym)z najcudowniejszym chłopakiem
na świecie, jest dobry, wrażliwy, po prostu kochany, rozumiemy się
bez słów. Jestem bardzo szczęśliwa. Problemu wydawawałoby się nie ma
a jednak...Ostatnio często myślę o śmierci. Boję się katastrof,lękam
się ze mogę go stracić nagle. Są święta, duzo wolnego a ja pewnie za
dużo myślę... Teraz kiedy mam dla kogo żyć i mamy wspólne plany na
przyszłość to boję się, że nie doczekam, nie zdąże nacieszyc
wspólnym życiem, zestarzeć u jego boku. Boję chorobliwie straćić to
szczęscie, na które tyle czekałam. Nie wyobrażam sobie pozbierać sie
na nowo i żyć kiedyś tam bez niego, lepiej byłoby umrzeć już razem.
Wiem ,ze to bez sensu co piszę ale taka się bojaźliwa, sentymentalna
zrobiłam ostatnio. Unikam smutnych piosenek w radio( kiedys
namietnie słuchałam ) bo niewiele mi trzeba. Mam chyba zbyt
refleksyjną naturę a moze przesadzam?