cesarzowa_zyta
04.01.08, 19:51
Obracam się wśród ludzi "tolerancyjnych". Mają wśród znajomych
gejów, murzynów, żydów, trochę gorzej z cyganami, ale pewnie jakby
się zmusili to rękę by nawet podali.
Bardzo nieładnie jest w tym towarzystwie krytykować cudze poglądy, a
zwłaszcza przekonania religijne. Kolega nie może przyjść do nas w
sobotę, chociaż to ostatni termin, sytuacja "emergency" - cóż, jego
święte prawo, w końcu mamy szabat.
Nikt kolegi nie stara się na siłę przekonać że to co robi jest
głupie, że nie używanie prądu przez jeden dzień w tygodniu jest
gorsze od używania tego prądu, albo że przygotowywanie wszystkiego w
tych samych naczyniach jest lepsze niż koszer. W końcu jego religia -
jego sprawa a my jesteśmy taaaacy tolerancyjni.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy ktoś nie chce iść do łóżka ze swoim
chłopakiem. Przecież to głupie, moherowe, oazowe, och tak, pośmiejmy
się z tego, że jedna z drugą "zachowują swój klejnot dla tego
jedynego". Przecież i tak wszyscy uważają że na pewno dyma wszystkie
panienki dookoła, bo faceci to półzwierzęta i penis bierze górę nad
mózgiem.
Na nowy rok, życzyłabym wszystkim tolerancji torchę mniej
wybiórczej. A na pewno szacunku dla cudzych wyborów. To tak w
odniesieniu do postu marlboro cośtam czy jak jej tam.