lirene1
07.01.08, 11:13
jesteśmy (byliśmy) razem 6 lat. w tym roku miał byc ten jeden jedyny mój dzień
(czekałam do świat z utęsknieniem - mieliśmy wyznaczyć datę ślubu). wspólne
plany, przyszłość -tak miało być. Nagle okazuje sie, że on nie chce sie
jeszcze wiązać na stałe (ślub) ponieważ nie ma pieniędzy (pracuje, nieźle
zarabia, ja tez pracuje), nie ma mieszkania itp.trzeba czekac jeszcze kilka
lat! Ile????
Co ja mam mysleć w takiej sytuacji, próbowałam rozmawiac , ale nic do niego
nie docierało. Jak powiedziałam, że chce stabilności, chce z nim być na
zawsze, razem mieszkac, mieć dzieci i że nie bede czekać nastepnych 6 lat aż
on sie zdecyduje (a może nie),chce sobie ułozyc jakos życie bo nie jestem juz
taka młoda... itp to uznał, że nie dorosłam jeszcze i dziecinnie myśle.Później
powiedział, że wymyślam problem, żeby go się pozbyć (nie ma to sensu).
Teraz od kilku dni nie widzimy sie, nie dzwonimy do siebie, nie piszemy. On
uważa, że nie wiedziałam jak to zakończyć to znalazłam pretekst, ja natomiast
mysle, że on po prostu nie myslal o mnie powaznie, nie chciał sie ze mna
ożenić. Tylko po co przez te wszystkie lata mydlił mi oczy?o co tu chodzi?i co
ja mam robić?
Przepraszam za chaotyczna wypowiedz ale jestem b.zdenerwowana i nawet nie
czytam tego co pisze.