jak naprawde rozwod wplywa na dzieci?

21.01.08, 14:21
Chcialabym uslyszec Wasze doswiadczenia... ale nie te skrajne np. bo
pil i mnie bil. Tylke takie bo nam po prostu nie wyszlo. Jak to
wplynelo na Wasze dzieci i w jakim byly wieku?
    • shayah Re: jak naprawde rozwod wplywa na dzieci? 21.01.08, 14:22
      Mogę wyłącznie z perspektywy dziecka, interesuje Cię?
      • przedszkolanka_anka Re: jak naprawde rozwod wplywa na dzieci? 21.01.08, 14:23
        A ja moge z perspektywy przedszkolanki.Interesuje Cie to?
        Pozdrawiam
        anka
        • rozowakotka Re: jak naprawde rozwod wplywa na dzieci? 21.01.08, 14:52
          Mnie interesuje.
      • angazetka Re: jak naprawde rozwod wplywa na dzieci? 21.01.08, 14:32
        Ja też z perspektywy dziecka. Miałam 3 latka, jak rodzice się
        rozwiedli, nic z tego okresu nie pamiętam. Ojciec się mną nie
        interesował, a ja nie odczuwałam jego braku. Kiedy się pojawił ileś
        lat później, kiedy byłam już dziewczynką, szybko zrozumiałam
        przyczyny rozwodu - nieodpowiedzialny, rozrywkowy, niesłowny.
        Kontakty z nim utrzymuję, ale więzi między nami nie ma.
        Na pewno to, jakiego mam ojca, wpłynęło na moje życie, zwłaszcza na
        relacje z facetami (cholernie mi trudno obdarzyć kogoś zaufaniem),
        ale myślę, że gdyby nawet rodzice się nie rozwiedli, miałabym takie
        kłopoty, bo przecież ojciec byłby taki sam, jak jest. A tak
        przynajmniej miałam spokojne, szczęśliwe dzieciństwio, a do tej pory
        mam rewelacyjny kontakt z mamą.
        Reasumując - rozwód rodziców oceniam pozytywnie. Lepiej mieć jednego
        rodzica szczęśliwego niż jednego nieszczęśliwego, a drugiego do d...
        • shayah Re: jak naprawde rozwod wplywa na dzieci? 21.01.08, 14:41
          A nie masz niezdrowego pociągu do starszych panów? Pytam, bo to dość typowe,
          sama przez to przechodziłam.
          Do tego dochodzi kompleks porzucenia, ciągłe przekonanie o tym, że coś musi z
          Tobą być nie tak skoro ojciec Cię zostawił, więc pewnie i każdy inny facet zrobi
          to samo.
          • angazetka Re: jak naprawde rozwod wplywa na dzieci? 21.01.08, 14:47
            Pociągu do starszych panów nie mam i nigdy nie miałam. Wręcz
            przeciwnie, starszy pan w typie czarującego lowelasa wzbudza we mnie
            odruch wymiotny.
            Kompleks porzucenia mam, to fakt. Uczucie, że jestem jakaś gorsza -
            zwłaszcza, że ojciec, kiedy już się pojawiał, nigdy nie był ze mnie
            zadowolony. Ale zastanawiam się, czy gdyby on mieszkał z nami, nie
            byłoby jeszcze gorzej (a raczej jestem pewna, że by było).
            • shayah Re: jak naprawde rozwod wplywa na dzieci? 21.01.08, 14:52
              A ile masz lat, jeśli mogę spytać?
              Wydaje mi się, że nie jest to kwestia mieszkania z nim i nie do końca tego czy
              był z Ciebie zadowolony. To się robi jakoś podświadomie, że najważniejszy
              mężczyzna w życiu dziewczynki odchodzi. Robi się takie przeświadczenie, że skoro
              tak, to znaczy że jestem jakaś beznadziejna.
              Tu jest to świetnie opisane, polecam lekturę.
              kiosk.onet.pl/charaktery/1228664,1250,artykul.html
              • kontik_71 Re: jak naprawde rozwod wplywa na dzieci? 21.01.08, 15:33
                Kobiet ychyba jednak zupelnie inaczej przezywaja takie rzeczy.. Moi
                rodzice sie rozstali gdy mialem 7 lat. bylem na tyle duzy aby do
                dzisiaj pamietac niektore rzeczy, ktore sie dzialy w domu.
                Zdecydowanie nie mam syndromu porzuconego dziecka.. a ojca
                wyrzucilem z moich mysli i w sumie to dla mnie nie zyje
                • jendza1 Re: jak naprawde rozwod wplywa na dzieci? 22.01.08, 11:13
                  Mysle Kontiku, ze to osobniczo zmienne, niekoniecznie zwiazane z plcia.
                  Ale moze sie myle?

                  Mialam 9 lat. To ja namawialam mame do rozwodu, wspieralam ja i bronilam - takze
                  wowczas, kiedy byla bita (za co rowniez dostawalam, jako jej porte parole).
                  Nie utrzymuje kontaktow z ojcem, bo dla mego ojca dziecko tozsame jest z
                  obowiazkiem alimentacyjnym. A ja juz jestem poza - sama sie utrzymuje:). Skoro
                  zatem zadnej ze stron kontakt nie jest potrzebny...

                  Moj ojciec to klasyczny przypadek psychopaty.

                  nie mam syndromu porzuconego dziecka.
                  Z mezem codziennie budujemy.
                  I mamy efekty:).

                  Mozna sie z tego wyleczyc. Tylko najpierw trzeba rzecz sobie uswiadomic w pelni,
                  nastepnie prze-bolec.
                  I zyc.

                  Czego wszystkim DDRRom zycze!
                  j
                  • ania67 Re: jak naprawde rozwod wplywa na dzieci? 22.01.08, 13:21
                    Ja wiem na pewno, ze moj obecny maz by dzieci nie zostawil na pastwe
                    losu. Na pewno by sie interesowal!!!
                    Znacie takie przypadki jak to wplynelo na dziecko?

                    Mnie jedynie zastanawia, czy to on ten jedyny, czy go jeszcze
                    kocham. Zastanawiam sie nad tym, bo poznalam innego. Do zadnych scen
                    miedzy nami nie doszlo i nie dojdzie dopoki nie zdecyduje kto jest
                    ta prawdziwa miloscia. Zreszta ten drugi powiedzial, ze nie chcialby
                    rozbijac rodziny i ze powinnam zostac z mezem dla dobra rodziny. Ale
                    za kazdym razem jak o nim mysle, to mi sie tak cieplo robi na sercu.

                    Jaki facet mowie Wam! :-)
                    • jendza1 Re: jak naprawde rozwod wplywa na dzieci? 22.01.08, 13:30
                      Aniu, zawsze powtarzam memu Jedynemu, ze atrakcyjniejszy by sie pewnie na
                      swiecie znalazl, bez problemu zadnego, ale ja chce JEGO. Nikogo innego. Milosc
                      to nie fascynacja atrakcyjnoscia, ale akt woli, konkretna decyzja bycia wlasnie
                      z ta jedna, konkretna osoba. Z calym dobrodziejstwem inwentarza. Zreszta to
                      dziala w obie strony - mezczyzna tez przeciez moze sobie znalezc
                      mlodsza/ladniejsza/bogatsza/lepsza/co tam tylko jeszcze.

                      Masz dzieci. Masz, jak rozumiem, dobrego meza.
                      TO szanuj to. Buduj zwiazek, chuchaj i dmuchaj w ognisko domowe.
                      Zdrada niszczy.
                      ZNiszczy Ciebie, meza, dzieci.
                      A bol pojdzie w pokolenia.
                      Nie igraj z ogniem - zastanow sie.

                      Podjecia jedynej madrej decyzji zyczy
                      j
                      • ania67 Re: jak naprawde rozwod wplywa na dzieci? 22.01.08, 14:39
                        Ogolnie nie mam na razie zamiaru nikogo zdradzac. My tylko
                        rozmawiamy. Z tych rozmow wnioskuje nadal: Boze co za facet!
                        Ale...
                        ... on chyba w ogole nie ma pojecia o tym co to znaczy byc w
                        malzenstwie... to nie oznacza patrzenie sobie w oczy, trzymanie sie
                        za raczke, czy kupowanie kwiatow (oczywiscie mozna czasami zaskoczyc
                        partnera).
                        Mial dziewczyne przez 11 lat, ale nawet nie wiem czy oni ze soba
                        mieszkali przez ten czas.
                        Poza tym duzo pracuje (kierownik wysokiego szczebla), czasami nawet
                        do 7, w weekendy gra w softbal. No to kiedy on by mial czas dla
                        rodziny?
                        • jendza1 Hm, czy ja dobrze rozumiem, 22.01.08, 15:51
                          ze Ty sobie wyobrazasz, iz mezczyzna, ktorym jestes aktualnie zafascynowana,
                          wezmie Cie do siebie razem z dzieckiem/dziecmi po rozwodzie, ktory
                          przeprowadzisz, by byc z nim?

                          I ze nie interesuje Cie, ze wlasciwie juz tymi myslami zdradzilas meza i
                          wyrzadzasz krzywde dziecku/dzieciom, tylko sie namyslasz, czy ten nastepny
                          bedzie mial 'czas' dla (Twojej) rodziny?

                          Nie chce Cie martwic, ale jutro mozesz spotkac kogos jeszcze bardziej
                          frapujacego - i na wyzszym stanowisku... I co - od nowa???

                          Jeju, a moze ten watek to prowakacja?
                          Bo ze ktos tak 'na powaznie', to jakos mi ciezko pojac...
                          • ania67 Re: Hm, czy ja dobrze rozumiem, 22.01.08, 16:27
                            To ze maly romans (intelektualny!) przeprowadzilam, to zdaje sobie z
                            tego sprawe. On by mnie wzial z trojka dzieci, tyle tylko ze on nie
                            zdaje sobie sprawy co to jest byc w malzenstwie i miec trojke dzieci.

                            Ale dlaczego prowokacja? Takie rzeczy sie zdarzaja...
                            • jendza1 Bede szczera 22.01.08, 16:32
                              Z tego, co piszesz, rozumiem, ze Ty tez sobie nie zdajesz sprawy:(
                              • ania67 Re: Bede szczera 22.01.08, 17:26
                                No... corcia ponad 2 latka, blizniaki 7 miesiecy... no jak ja nie
                                zdaje sobie sprawy z tego jak to jest miec dzieci to nie wiem...
                                • jendza1 Re: Bede szczera 22.01.08, 21:37
                                  Jak to jest miec rodzine, nie - jak to jest miec dzieci.
                                  A 'rodzina' - to najpierw maz i zona, przestrzen, ktora wspolnie kreuja, dzieci
                                  sa dopelnieniem tego malzenskiego kosmosu.

                                  A Ty chcesz 'sobie' zachowac dzieci, zas meza 'wymienic' na lepszy 'model'.

                                  Nie miesci mi sie w glowie, jak kobieta, matka trojki maluchow, moze tak nie
                                  rozumiec...

                                  • ania67 Re: Bede szczera 23.01.08, 15:41
                                    Moze najpierw mala historia! A wiec tak:
                                    Zauwazylam go pierwszy raz we wrzesniu 2005 roku, wtedy bylam
                                    pierwszy raz w ciazy, mial prezentacje u nas na oddziale. On tez
                                    mnie zauwazyl. Ale wtedy nic sie nie zaczelo, bo on byl w
                                    dlugoletniej relacji i tez nie chcial umawiac sie z nikim z pracy.
                                    Pozniej jak wrocilam z macierzynskiego, to zapytal mnie sie czy
                                    jestem zamezna (nie wiem po co sie pytal, bo wiedzial przeciez ze
                                    mam dziecko, ale to tak na boku :-)).
                                    Pozniej w listopadzie zeszlego roku koledzy z pracy organizowali mu
                                    randke w ciemno (rozszedl sie z dziewczyna po 11 latach). Bylam na
                                    prawde zazdrosna i zastanawialam sie dlaczego! Nie dalam po sobie
                                    poznac ale ostatnio mu sie do tego przyznalam. A on przyznal sie, ze
                                    chcialby miec ze mna te randke w ciemno.
                                    Wiec jak widzisz to nie jest od tak sobie lepszy model, to juz trwa
                                    troche dluzej. I zastanawiem sie czy to zauroczenie (jezeli tak
                                    dlugo trwa), co mnie laczy z mezem? Bo jezeli tylko i wylacznie
                                    dzieci... to ja nie wiem... powinno byc cos wiecej. Do ktorego
                                    momentu walczyc o rodzine - zawsze warto, ale do ktorego momentu.
                                    Powiedzialam mu wczoraj, ze lepiej zebysmy byli przyjaciolmi. Jezeli
                                    rozwiode sie z mezem, to zrobie to dla siebie, a nie dla niego
                                    (chyba rozumiesz roznice?). A poza tym wykanczalo mnie to
                                    psychicznie.
                                    • jendza1 Re: Bede szczera 23.01.08, 16:33
                                      Aniu, staram sie rozumiec, ale mi trudno.
                                      Wiesz, czemu?
                                      Nic nie piszesz o mezu. W ogole.
                                      Czemu za niego wyszlas? Skoro masz z nim 3 dzieci, to cos Was przeciez
                                      laczy/laczylo, prawda?
                                      Co to jest?
                                      Jesli to byla milosc, to co sie stalo, ze juz jej nie ma? A moze jest, tylko
                                      jest dla Ciebie tak oczywista i wszechobecna, ze sobie z tego nie zdajesz sprawy?

                                      Pamietasz Barbare Niechcic z NOcy i dni bodaj? Cale zycie gonila za tym, o czym
                                      myslala tylko, ze jest miloscia, a Bogumila docenila dopiero, gdy go stracila.
                                      Dopiero wtedy pojela, ze to jego wlasnie kochala...

                                      Albo zbyt pochopnie wyszlas za maz, albo zbyt pochopnie chcesz sie rozejsc. Albo
                                      juz sama nie wiem, co...
                                      ALe cos mi w tym wszystkim nie gra, naprawde...
                                      • ania67 Re: Bede szczera 23.01.08, 17:56
                                        Maz jest ogolnie super, nie moge narzekac. Pomaga mi przy dzieciach,
                                        wszystko umie zrobic. Czyli takiego to ze swieca szukac, jakby moja
                                        babcia powiedziala.
                                        Wiec jesli o to chodzi, to naprawde go za to szanuje!

                                        A czemu za niego wyszlam: milosc od pierwszego wejrzenia, mialam 21
                                        jeden lat. Pobralismy sie jak mialam 27, 2 lata pozniej urodzila sie
                                        nam corka. Wiec jakby nie bylo znamy sie ponad 10 lat.
                                        Jak patrze jak nasza relacja przebiegala do tej pary, to moge
                                        powiedziec: wszystko musialo byc na szybko. Ja musialam miec
                                        koniecznie duzy dom (zgodzil sie, nie patrzylismy na konsekwencje,
                                        ze daleko od pracy, teraz stoimy w korkach prawie po 3 godziny
                                        dziennie, srednio 2 napewno!). Ogolnie to juz 4 razy sie
                                        przeprowadzalismy. W przyszlym roku jesli dobrze pojdzie, znowu sie
                                        przeprowadzamy.
                                        Druga ciaza tez musiala byc na szybko, bo chcialam miec drugie. W
                                        sumie nie spodziewalam sie, ze tak szybko bede w ciazy za drugim
                                        razem, i to jeszcze do tego z blizniakami!
                                        Moze to dla Ciebie zabrzmi chaotycznie. Ale pomiedzy przeprowadzkami
                                        i dziecmi, gdzies mi sie nasze uczucie zagubilo i trwa juz dosyc
                                        dlugo.
                                        Nie wiem do ktorego momentu mam szukac tej milosci i czy ja jeszcze
                                        znajde... a na razie to mnie dzieci tutaj trzymaja i nic wiecej.
                                        • jendza1 Re: Bede szczera 24.01.08, 12:30
                                          Wyglada na to, ze
                                          1 to Ty chcialas za niego wyjsc.
                                          2 to Ty chcialas dzieci - i to szybko, jak piszesz.
                                          3 to Ty chcialas duzego domu i decydowalas o przeprowadzkach.
                                          4 to TY teraz chcesz tego nastepnego mezczyzne, albo tez - to Ty chcesz sobie
                                          odpowiedziec na pytanie - czy warto...

                                          Zrobisz, co zechcesz. Nadto: uzyskasz to, co wybierzesz.
                                          Zawsze uzyskujesz.
                                          Tylko - trzeba sie zastanowic nad wyborem.

                                          Dzieci przezyja rozwod. Zawsze przezywaja. W lepszej, czy gorszej kondycji, ale
                                          sie przezywa.
                                          Tylko ze dziecko wie, co bylo przyczyna rozwodu, czy, jak wolisz, czyja to byla
                                          wina. Dzieci znaja swoich rodzicow i jako bezposredni uczestnicy dramatu wiedza,
                                          co, kto, jak i dlaczego.

                                          Czasem jest tak, ze dzieci nalegaja na rozwod (jak bylo np. w przypadku mojej
                                          rodziny, bo to bylo jedyne wyjscie, zeby przezyc), a czasem bywa odwrotnie, gdy
                                          rozstanie ma nastapic na skutek nieprzemyslanej decyzji jednego z malzonkow,
                                          jego widzimisie, czy czegos rownie malo istotnego.

                                          Co wydaje sie byc wlasnie Twoim przypadkiem.

                                          Naprawde to przemysl.
                                          A moze warto poszukac milosci, a raczej dostrzec milosc, ktora masz, ktora sie
                                          zywisz na codzien? Ktora sie objawia nie motylkami w Twoim brzuchu, ale
                                          codzienna decyzja meza o wspolnym budowaniu, nocnym wstawaniem do dzieci i tym
                                          tysiacem drobiazgow, ktorym czlowiek z kazda chwila udowadnia drugiemu milosc
                                          wlasnie?

                                          Dorosnij, znaczy, rzec by sie chcialo...
                                          I nie karz swoich dzieci oraz lojalnego, jak rozumiem, ich ojca oraz Twego meza.
                                          Zajrzyj w siebie, zobacz, co naprawde tam jest...

                                          Z perspektywy tego, co piszesz, widac, ze jest tam tylko i jedynie...
                                          'ja' - i to 'ja' rozchwiane, niepewne i niedorzale...

                                          pzdr
                                          j
                                          • ania67 Re: Bede szczera 25.01.08, 14:56
                                            Moj maz mowi mi, zebym dala sobie na wstrzymanie (rozmawialismy o
                                            tym). Ze to normalne przy trojce takich malych dzieci! A moze to
                                            hormony ciazowe jeszcze na mnie dzialaja. Moze nie potrzebnie
                                            panikuje i ze wszystko dojdzie do normy... za jakis czas.... za
                                            rok.... a u mnie z cierpliwoscia to nie najlepiej (na szczescie moj
                                            maz ma tego po dostatkiem).
                                            Wiem takze, ze moja corka uwielbia swojego tate. Jak wraca do domu z
                                            pracy to wita go u drzwi. Wiem, ze drugiego takiego ojca dla moich
                                            dzieci bym nie znalazla. W ogole sposob w jaki sie odzywa do dzieci
                                            z szacunkiem, ze spokojem. Duzo by tu opowiadac!
    • mrsnice Re: jak naprawde rozwod wplywa na dzieci? 22.01.08, 11:35
      jestem z rozwiedzionej rodziny i sama się rozwiodłam. Ani ja ani
      moje dziecko nie mamy żadnych schiz, lepiej mieć tylko szczęśliwa
      mamę, niż oboje rodziców nieszczęśliwych!
    • burza4 Re: jak naprawde rozwod wplywa na dzieci? 22.01.08, 12:44
      jednoznacznej odpowiedzi na takie pytanie nie ma, ilu ludzi, tyle
      historii. Reakcja dzieci zależy od tego jak było przed rozwodem i
      jak było po rozwodzie. Moja córka rozwód przeżywała - w sensie
      stresu z powodu wiecznych kłótni, pomogło cierpliwe tłumaczenie, że
      nie możemy mieszkać razem, ale oboje ją kochamy. No i fakt, że
      potrafiliśmy przezwyciężyć animozje między nami i w kwestiach córki
      dogadywać się jak ludzie. No, z wyjątkiem alimentów, rzecz jasna:)
      W każdym razie - nie było problemów z kontaktami, ojciec zawsze był
      obecny w jej życiu, mają świetne relacje.
    • trypel Re: jak naprawde rozwod wplywa na dzieci? 22.01.08, 13:12
      Moja miała lat 6, wczesniej córeczka tatusia nagle musiała zamieszkać z matką i
      to pewnie cięzko przeżyła. Teraz bedzie miała 9 i juz moge powiedziec że
      nastapiła pełna akceptacja sytuacji. Tzn wie że ma mame i tate i wie że na kazde
      liczyć może ale że każde jest gdzie indziej i ma swoich partnerów. Z kontaktami
      nie ma problemu bo słyszymy sie codziennie a widzimy raz w tygodniu. No i cały
      czas sie odgraża że jak dorośnie to sie do mnie wyprowadzi :)
      I też jestem zdania że jest to duży błąd - tłumaczenie kontynuacji nieudanego
      związku dobrem dziecka.
    • miauka Re: jak naprawde rozwod wplywa na dzieci? 22.01.08, 14:50
      Mój syn miał 7 i bardzo ciężko to przeżył. Choć ojciec jest obecny w jego życiu,
      zawsze dużo kasy na niego dawał (także poza wysokimi alimentami, które sam
      zaproponował w takiej wysokości), mój 18-letni teraz syn wciąż cierpi. To nie
      jest wina mojego ex, ale kompletnie nie nadawał się na ojca, nie chciał brać
      udziału w życiu swojego syna, nie wyrażał chęci na spotkania itd.
      Myślę jednak, że to nie rozwód jest problemem, ale to, jakimi jesteśmy rodzicami
      i czy potrafimy naszym dzieciom dać to, czego potrzebują, czyli miłość.

      Ja świadomie także miałam długi czas pretensje do mojej mamy, dlaczego nie
      wywaliła mojego ojca na zbitą twarz z domu. Zawsze żyłam w przeświadczeniu, że
      mój ojciec to dno. Wstydzę się teraz tego. Nie wierzę, że jedni ludzie są be, a
      inni cacy (heh, powtarzam to dziś 2 raz :) Bardzo pracowałam nad relacją z moim
      tatą przez ostatnie 5 lat i mam wspaniałe rezultaty - nie, mój ojciec się nie
      zmienił, JA się czuję z tym lepiej :)

      Jeśli ktoś mówi: "ojciec dla mnie nie istnieje", "matka dla mnie nie istnieje",
      to ja mogę tylko współczuć, bo to nie jest szczęśliwa, pełna szacunku dla siebie
      i innych osoba :(
    • yagiennka To zalezy 22.01.08, 14:54
      Ja nie miałam takiej sytuacji bo jeszcze nie mam męża ani dzieci :) Ale mam
      kolezankę, ma bliźniaki i jest po rozwodzie. Nie wiem ile w tym prtawdy ale ona
      twierdzi że jej dzieci zlały ten rozwód. Ojca i tak prawie nie było w domu bo
      dużo pracował, były z nim mało związane. Paradoksalnie - co się często zdarza -
      po rozwodzie nagle zaczął mieć czas dla dzieci, nagle wszystkie prawie weekendy
      z nimi spędza, nagle wyjeźdza z nimi na wakacje, interesuje się itp. O ironio,
      będac mężem nie miał na to czasu ani chęci. Dzieciaki nie opuściły się w nauce,
      z tego co je widzę sa takie same jak wcześniej. Czyli chyba to różnei bywa i nie
      zawsze to jest trauma.
      • ania67 Re: To zalezy 22.01.08, 16:30
        smiesznie ze mowisz o blizniakach... bo ja mam wlasnie trojke dzieci
        i w tym blizniaki :-)
    • lacido Re: jak naprawde rozwod wplywa na dzieci? 22.01.08, 16:36
      moi się nie rozwiedli i czasem sie zastanawiam co ich u licha razem trzyma
    • jakas_kobietka Re: jak naprawde rozwod wplywa na dzieci? 22.01.08, 16:54
      Ja miałam 7 lat, tuż po przeprowadzce do nowego, wielkiego, drogiego w
      utrzymaniu domu - zostawił mamę dla młodszej, ładniejszej..

      z początku koszmar, nienawidziliśmy (ja i braciszek) jej, po prostu horror, jak
      jej na złość robiliśmy, brr... uważaliśmy że poleciał tylko na jej ładną dupę.
      teraz super się kochają, my też ją b. lubimy, można powiedzieć że się
      zaprzyjaźniliśmy. mama spoko, ojciec już jej całkiem wisi, tatę mama też
      kompletnie nie interesuje.

      widzimy się z nim dwa razy na miesiąc, jest super, bardzo mojego tatę lubię i
      widzę, że lepiej mu z tą drugą (zmienił się, ta teraz do niego bardziej pasuje
      niż nasza matka). ogólnie nie wyobrażam sobie już moich starych razem, byliby na
      pewno bardzo nieszczęśliwi.

      pozdro.
      • ania67 Re: jak naprawde rozwod wplywa na dzieci? 22.01.08, 17:24
        Usmialam sie komentarzem od lacido.
        U mnie rodzice tez mieli wiele problemow, teraz to chodza i tylko
        narzekaja na siebie i mowia ze tylko siebie maja!
    • modliszka24 Re: jak naprawde rozwod wplywa na dzieci? 22.01.08, 19:55
      dla dzieci jest to straszne doświadczenie ale tak naprawdę to nie trzeba na to
      tak mocno patrzeć zycie jest jedne i z praktyki mówię ci jeżeli chcesz się
      rozejść zrób to ,dziecko zawsze sobie po jakimś czasie poradzi /5 lat/ i dała
      rade a teraz jest nam super
      • ania67 Re: jak naprawde rozwod wplywa na dzieci? 23.01.08, 18:00
        Moglabys napisac cos wiecej, jak u Ciebie bylo.
        Napisalam w poprzednim poscie (w temacie 'bede szczera'), ze gdzies
        pomiedzy przeprowadzkami i trojka dzieci nasze uczucie mi sie
        zagubilo i nie wiem do ktorego momentu tego mam szukac.
        Ogolnie dobra rada, ze zycie jest jedno. A wiem na pewno, ze moj maz
        by sie dziecmi napewno interesowal!!
        Tylko w ktorym momencie mam wiedziec, ze juz koniec. Czy dac sobie
        na razie na uspokojenie i odczekac moze samo przyjdzie?? tyle pytan
        i malo odpowiedzi.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja