dokopania się do smutnej prawdy - finał

04.02.08, 21:45
No więc, doprowadziłam do rozmowy i finał jest taki, że ja siedzę w kuchni, on
w pokoju wściekły na mnie jak osa, ja byłam spokojna, on bardzo wzburzony ....
tym, że naruszyłam jego prywatność.. Powiedział mi, że jestem tak zazdrosna,
że chyba nie ma siły walczyć z moimi demonami i dodał, że nic go nie łączy z
tą przyjaciółką oprócz zwykłej sympatii. Czyli finał taki jak się spodziewałam
- to ja jestem wszystkiemu winna..
    • misia12347 Re: dokopania się do smutnej prawdy - finał 04.02.08, 21:48
      Wiesz, czytałam, ze jak ktoś ma kochankę, to stara sprawic, aby
      druga strona poczuła się winna. Tak to wygląda w Twoim przypadku,
      ale jak jest naprawdę? Współczuję.
    • zawsze.smutnawa Re: dokopania się do smutnej prawdy - finał 04.02.08, 21:49
      No właśnie wiem, też tak słyszałam..
      • kurczakcipcip69 Re: dokopania się do smutnej prawdy - finał 17.02.08, 19:17
        No właśnie, też tak miała. Niby taka jestem zazdrosna i wścibska, że już ze mną
        nie można. Okazało się, że ma dziecko z tamtą, koniec pieśni.
      • danagr Re: dokopania się do smutnej prawdy - finał 17.02.08, 22:35
        nie słyszałam tylko doświadczyłam na własnej skórze i potwierdzam, źe tak
        jest....to nie tylko mój odosobniony przypadek.
    • selica Re: dokopania się do smutnej prawdy - finał 04.02.08, 21:53
      Nie, nie, nie! nie daj sobie tego wmówić! To manipulacja z jego
      strony, chce doprowadzić do tego, żebyś Ty poczuła się winna i tym
      samym zminimalizować własną winę. Pamiętaj, że najlepszą obroną jest
      atak.
      Nigdy się nie przyzna, że coś go z nią łączy, to jasne. Obrazi się
      na Ciebie za to, że mu grzebiesz w kompie i w końcu wyjdzie na to,
      że to TY będziesz GO przepraszać, za to, że naruszasz jego
      prywatność i mu nie ufasz, a nie on Ciebie.
      • zawsze.smutnawa Re: dokopania się do smutnej prawdy - finał 04.02.08, 21:55
        Powiedział mi, że jak to się powtórzy tzn dalje będę mu grzebać w prywatnych
        rzeczach to nie widzi przyszłosci dla naszego związku, nie wiem czy mam się z
        tego smiać czy płakać ... ;/
    • aminoe Re: dokopania się do smutnej prawdy - finał 04.02.08, 21:58
      Jesteś wszystkiemu "winna", bo on odwrócił kota ogonem i zastosował
      najlepszą z zasad, jaką można zastosować w takich przypadkach, czyli
      złotą zasadę: "najlepszą obroną jest atak". Nie daj sobie niczego
      wmówić i zrobić z siebie pierwszej i jedynej winnej. Trzymaj się.

      P.S.Co do poszanowania prywatnośći, nie wnikam, nie teraz:)
      • selica Re: dokopania się do smutnej prawdy - finał 04.02.08, 22:08
        Smutne jest to, że ludzie krzywdzą bliskie sobie osoby i robią to z
        taką lekkością, jak gdyby zapomnieli o tym, że taka krzywda boli
        najbardziej. Smutne jest też to, że nie potrafią się przyznać do
        błędu, kłamią, obarczają winą wszystkich wokół i stosują
        najobrzydliwsze metody, żeby odsunąć od siebie jakiekolwiek
        podejrzenia. To oznaka strasznej małości i wielkiego tchórzostwa.
        Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy postępują w ten
        sposób. I współczuję, bo wydaje mi się, że z takim człowiekiem nie
        ma szansy na porozumienie.
    • snowbabe Re: dokopania się do smutnej prawdy - finał 04.02.08, 22:04
      Małe ostrzeżenie: mnie się kiedyś zdażyło tłumaczyć wściekłej żonie kolegi ze
      studiów, że wiem o jej istnieniu i że z jej mężem nic poza koleżeństwem nas nie
      łączy. Cała afera wybuchła po jakiejś próbie umówienia się na piwo - ostatni raz
      widzieliśmy się ze 2 lata temu. Dla mnie to było poteżne zaskoczenie bo: skoro
      żona pod ręką, myślałam, że ją na to piwo zabierze a po drugie - mój najdroższy
      przyzwyczajony, że ze studiów mam, poza dwiema koleżankami, przede wszystkim
      kolegów - taki kierunek.
      Może faktycznie maż mówi prawdę? Ale to Ty go znasz lepiej.
      A co do prywatności - ja byłabym bardzo zła za przeszukiwanie mojego kompa w
      tajemnicy.
      • kontik_71 Jedyna normalna 04.02.08, 22:29
        Przeszukiwanie komus kompa, nawet wlasnemu mezowi / zonie jest
        obrzydliwe
        • snowbabe Re: Jedyna normalna 04.02.08, 22:35
          W końcu koleżanka po fachu Kontik ;)
          A poważniej - ja przerabiałam chorobliwą (i kompletnie nieuzasadnioną) zazdrość
          ze swoim byłym. I wiem, na ile to się do naszego rozstania przyczyniło.
          • kontik_71 Re: Jedyna normalna 04.02.08, 22:36
            Pominmy taka drobnostke, jak ewidentny brak wikszej ilosci
            informacji.. cala ta wielowatkowa dyskusja opiera sie na wyrwanych
            kawalkach rozmowy...
            • snowbabe Re: Jedyna normalna 04.02.08, 22:40
              To też. Ale dziwi mnie (i chyba trochę przeraża) jednostronność odpowiedzi. I
              przekonanie, że w stałym związku trzeba automatycznie ze swoich znajomych
              zrezygnować, bo jak nie to jest to dowód zdrady.
              • kontik_71 Re: Jedyna normalna 04.02.08, 22:43
                Toz to jest calkiem normalnie na tym i kazdym innym forum. Wiele z
                tych pan albo nie maja wiekszego pojecia o zyciu w zwiazku, albo
                wylewaja jakies swoje zapiekle zale i mszcza sie w ten sposob na
                przedstawicielach rodzaju meskiego...
                • snowbabe Re: Jedyna normalna 04.02.08, 22:45
                  I tym optymistycznym akcentem..
                  • kontik_71 Re: Jedyna normalna 04.02.08, 22:46
                    Milych snow zycze:)
                    • snowbabe Re: Jedyna normalna 04.02.08, 22:54
                      Dzięki :) I na wzajem.
    • lilith.b Re: dokopania się do smutnej prawdy - finał 04.02.08, 22:10
      zaglądałam do Twojego poprzedniego wątku parę razy ale nigdy całego nie
      czytałam. Wydaje mi się jednak, że mąż robi z Ciebie ofiarę, i chce byś to Ty
      poczuła się winna. Nie powinien się umawiać za Twoimi plecami pisać czułych
      słówek i już w ogóle żałować, że się ożenił!
      Czy ty byłaś z nimi na jakimś spotkaniu- Ty jako żona i ona jako koleżanka? Jak
      to wyglądało? Czy mąż mówi otwarcie, że z nią pisze, o czym mówi czasem co u
      niej słychać? Czy nic nigdy...? Jeśli nigdy nic nie mówi to masz prawo coś
      podejrzewać.
      Czy to Twój mąż ma jakiś dodatkowy nr gadu, o którym Ty niby nie wiesz? czy mi
      się pomyliły wątki?
    • martucha90 A ja Ci gratuluję, szczęściaro ! 04.02.08, 22:27
      Wiesz co, smutnawa? Każda ma takiego męża, jakiego sobie wybrała.
      Ja bym w życiu nie wyszła za faceta w typie Twojego - mającego
      przyjaciółki, kumpelki, flirciarza, gadu-gadułę. Mogę być szczęśliwa
      tylko i wyłącznie z facetem, ktory kocha mnie najbardziej na
      świecie, szanuje, nigdy nie zdradzi, po pracy wraca do domu itepe.
      I takiego mam męża, chwała bogu. A Ty masz innego. Przypadek? Nie
      sądzę. Widziały gały co brały. Widocznie taki Ci odpowiadał. Pięć
      lat się znaliście - to nie wciskaj kitu, że coś jest nie tak. Pięć
      lat to kawał życia, była sposobność poznać ten styl życia i
      zaakceptować. Całkiem możliwe tez, że uwielbiasz być ta biedna,
      poniżona, skrzywdzona, zawsze.smutnawa. Twój nich by to potwierdzał.
      W takim razie - moje gratulacje z okazji spełnienia najskrytszych
      marzeń :-) Oby Ci się dalej tak dobrze wiodło ;-) Z okazji
      walentynek może znajdziesz więcej fajnych maili do kumpeli, to było
      święto, że hej.
      M.
      PS Zawsze możesz pójść na terapię, kto wie, może po 2-3 latach
      terapii sprawdzisz, czy nich "zawsze.usmiechnieta" jest wolny?
      • vandikia Re: A ja Ci gratuluję, szczęściaro ! 04.02.08, 22:40
        Nie zawsze jest tak, ze jak sie zna kogos 5 lat przed slubem, to
        mozna pozniej powiedziec "widzialy gały co brały". 5 lat czy to duzo
        zeby poznac czlowieka? kazdy ma wieksze czy mniejsze wady, plus
        zakochanie, pierwsze lata poznawanie siebie, nowosc.. wad sie nie
        zauwaza, albo sie je minimalizuje i dopiero gdy opadnie różowy pył i
        zacznie się życie na poważnie z obowiązkami a nie tylko
        przyjemnościami to te wady zaczynają przybierac realne kształty.
        • krig28 Re: A ja Ci gratuluję, szczęściaro ! 04.02.08, 23:06
          Zgadzam się vandikia, ja tez tak miałem ze swoją żoną, przed ślubem było
          wszystko ok cacy, a po slubie zaczeła się gechena która trwa do dziś...
        • martucha90 Re: A ja Ci gratuluję, szczęściaro ! 05.02.08, 08:42
          vandikia napisała:

          > Nie zawsze jest tak, ze jak sie zna kogos 5 lat przed slubem, to
          > mozna pozniej powiedziec "widzialy gały co brały". 5 lat czy to
          > duzo zeby poznac czlowieka?

          Autorka wątku wiedziała jaki on jest. Przed ślubem też tak było.
          Wiedziała.
          Mam takie koleżanki - jedną facet bijał jeszcze w liceum, a wyszła
          za niego jak miała 25 lat. I co się okazało? Że ja po ślubie bije!
          Mocniej, nawet na ścianę rzuca. (I żeby nie było że jakieś patolo -
          duże miasto, ona po studiach). Zaskok był to dla niej czy co...

          Druga koleżanka znajdowała prezerwatywy u swojego chłopaka, choć
          nie używali, bo brała tabletki. On coś mętnie tłumaczył. Wszyscy
          widzieliśmy, że babiarz i mówiłyśmy jej to. I co się okazało? Rok
          po ślubie wyjechał na wczasy z kolegą, bez niej, zostawił w domu
          obraczkę (bo ciśnie), a na wczasach numer telefonu jakiejś
          dziewczynie, która potem dzwoniła i się dziwiła, że żona odbiera.

          Trzecia z domu, gdzie tata pił. I jej się jakoś grzeczni nie
          podobali, wybierała imprezowiczów. I wyszła za trunkowego, a teraz
          płacze, że mąż jej pije i co ona musi znosić, najpierw ojciec, potem
          mąż... Och, jaka biedna...

          Wszystkie biedne, łącznie z zawsze.smutnawą, ale na własne życzenie.

          To prawda, że nie zawsze widziały gały co brały, ale zawsze związek
          się rodzi z podświadomych ciągot. Jeśli nawet zawsze.smutnawa rzuci
          tego faceta, to znajdzie drugiego takiego samego. Wątpię, by
          pociagał ją domator, mól książkowy.
          No chyba że sobie to i owo uświadomi, terapię jakąś przejdzie.
      • zawsze.smutnawa Re: A ja Ci gratuluję, szczęściaro ! 04.02.08, 22:43
        Macie rację, straszne ze mnie babsko, zamykam wątek i kompa.
        • kontik_71 Re: A ja Ci gratuluję, szczęściaro ! 04.02.08, 22:45
          Nie straszne tylko pewnie zakompleksione i bojace sie wlasnego
          cienia...
    • modliszka24 Re: dokopania się do smutnej prawdy - finał 05.02.08, 10:43
      to tak jak zwykle jest u mnie standardzik
    • butterflymk Re: dokopania się do smutnej prawdy - finał 05.02.08, 10:51
      najgorsze w tej historii jest to że ty będziesz miała żal do niego,
      on do ciebie i nic tak naprawde nie wyjaśnicie....
      i tak w żalu będa mijac lata, albo zpomnicie o tym i tyle...
      tylko juz nie zglądaj w takim razie do jego prywtanych rzeczy skoro
      takie ma...
      i ty rozwijaj swoje prywtane życie...
    • lady284 Re: dokopania się do smutnej prawdy - finał 17.02.08, 23:49
      coz go tak wzburzylo ?? ze czepiasz sie prawdy?? hah
      jakby nie mial nic na sumieniu predzej by sie usmiechnal:)
      czyli sprawa prosta, brnie w zaparte
      dla niektorych wazniejsze od zwiazku okazuja sie przyjaciolki:):)

      zal mi Ciebie, ze facet tak Cie nie szanuje, moze po prostu zle
      trafilas, inny bylby madrzejszy ...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja