oberver
21.08.03, 10:33
Mam kolege, znamy się od wielu lat. Przyjaźniłam się kiedyś z jego byłą żoną,
a on później z moim byłym męzem. Nie lubilismy się zbytnio, bo np. on myslał,
że jego zona odeszła od niego pod moim wpływem, co jest bzdurą. Ja się jego z
kolei trochę bałam. Kilka lat temu jednak zaczelismy się przyjaźnić, po
jakimś czasie wyladowalismy w łózku. Oboje byliśmy w tym czasie samotni.
Teraz też tak jest i znowu się spotkaliśmy jakiś czas temu. Dawno mi wyznał,
że bardzo mu się zawsze podobałam. I te spotkania powtrzarzaja się co jakiś
czas. On nikogo nie ma, potrafi być bardzo miły, kochany, twierdzi, że o mnie
myśli itd. Jednak, po takim spotkaniu mimo obietnic nie dzwoni, nie
kontaktuje się. Weekendy spędza na upijaniu się z kolegami i leczeniu kaca,
do tego ma kłopoty zdrowotne, żyje właściwie jak samotny wilk.
Nie chcę być jego towarzyszką eskapad alkoholowych, ale chciałabym żebyśmy
np. gdzieś pojechali za miasto, poszli na spacerek, ew. rower.
Ciągle się łapię, że po takim spotkaniu liczę na coś więcej, a tego nie
dostaję. Teraz już jestem troche zła na taką sytuację.
Wiem, że jak za miesiąc zadzwonię, to on się ucieszy i bedzie chciał się
spotkać, ale potem znowu będzie cisza.
Niedzielne popołudnia spędza na leżeniu na kanapie i TV.
Czy on juz taki zramolały czy co ? Ma ok. 40 lat.
Czy ja taka głupia i naiwna ?
Cholera, jak ruszyć go z tej mielizny, na której utknął ?
Czy już tak dawno nie był z nikim blisko, że nie umie?
o.