gondra
16.02.08, 16:08
Żonaty. Młody - dwadzieścia parę lat. Przez jakiś czas spotykał sie z
koleżanką z pracy (bez seksu), on zaczął taka formę znajomości, on "poderwał"
dziewczynę. W końcu ona przekształciła układ w koleżeński - miała dosyć jego
niezdecydowania i tego, że nie daje jej tego czego ona potrzebuje. On czuje
sie z tym bezpiecznie, ale trochę mu jej brakuje. Raz robił kilka kroków na
przód, innym razem się wycofywał. Ta dziewczyna bardzo go fascynuje, pociąga,
ma do niej dużo sympatii. Nie wiadomo czy kocha.
Żona jest nieco zaborcza i kontrolująca. Facet jest trochę pod pantoflem.
Mniej atrakcyjna i ciekawa jako osoba niż koleżanka z pracy. Nie ma żaru w tym
związku, jest przyzwyczajenie, nie wiadomo czy coś więcej. Jednak żona
bardziej pasuje charakterologicznie do tego faceta - bo on i koleżanka z pracy
to jak ogień (ona) i woda (on). On jest odpowiedzialny, miły, rozsądny,
obowiązkowy. Ona spontaniczna, temperamentna, dynamiczna, odważna.
Proszę o ocenę całej sytuacji. Dlaczego facet nie zostawi żony i nie spróbuję
z koleżanką skoro coś do niej czuje, a z żoną coraz bardziej sie wypala,
przecież są jeszcze bardzo młodzi. Czy możliwe jest żeby być aż tak
patologicznie poukładanym?