Taka sytuacja (żonaty facet)

16.02.08, 16:08
Żonaty. Młody - dwadzieścia parę lat. Przez jakiś czas spotykał sie z
koleżanką z pracy (bez seksu), on zaczął taka formę znajomości, on "poderwał"
dziewczynę. W końcu ona przekształciła układ w koleżeński - miała dosyć jego
niezdecydowania i tego, że nie daje jej tego czego ona potrzebuje. On czuje
sie z tym bezpiecznie, ale trochę mu jej brakuje. Raz robił kilka kroków na
przód, innym razem się wycofywał. Ta dziewczyna bardzo go fascynuje, pociąga,
ma do niej dużo sympatii. Nie wiadomo czy kocha.
Żona jest nieco zaborcza i kontrolująca. Facet jest trochę pod pantoflem.
Mniej atrakcyjna i ciekawa jako osoba niż koleżanka z pracy. Nie ma żaru w tym
związku, jest przyzwyczajenie, nie wiadomo czy coś więcej. Jednak żona
bardziej pasuje charakterologicznie do tego faceta - bo on i koleżanka z pracy
to jak ogień (ona) i woda (on). On jest odpowiedzialny, miły, rozsądny,
obowiązkowy. Ona spontaniczna, temperamentna, dynamiczna, odważna.

Proszę o ocenę całej sytuacji. Dlaczego facet nie zostawi żony i nie spróbuję
z koleżanką skoro coś do niej czuje, a z żoną coraz bardziej sie wypala,
przecież są jeszcze bardzo młodzi. Czy możliwe jest żeby być aż tak
patologicznie poukładanym?
    • mamab26 Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 16:14
      >Dlaczego facet nie zostawi żony i nie spróbuję
      > z koleżanką skoro coś do niej czuje,

      ano może dlatego ,że żona nie jest jednak tak mało atrakcyjna i
      ciekawa .albo ją kocha .albo nie ma ochoty na zmiany ,bo jest wygodny
      a koleżankę to by chętnie puk.ął ,ale tak bez zobowiązań ....
      • gondra Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 16:18
        Tylko właśnie nie puknął, chociaż miał okazje. A zona jest mało atrakcyjna i
        nieciekawa. Czy kocha żonę - może, ale to jakaś dziwna miłość by była. Jest
        wygodny? To chyba najbardziej prawdopodobne.

        Ta koleżanka z pracy to moja dobra koleżanka, on to mój znajomy. Jestem
        wtajemniczona w historię. Przez jakiś czas dziewczyna się angażowała, ale jak
        zobaczyła co za ciamciaramciam z faceta i że brak perspektyw to sie wycofała. Co
        zrozumiałe. A ja najbardziej nie rozumiem jego. Dziwny facet.
        • bupu Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 16:20
          Że sie zapytam: siedzisz w jego głowie? Nie. To skąd możesz wiedzieć czy ta żona
          jest DLA NIEGO nieatrakcyjna? Może jemu akurat się podoba?
          • gondra Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 16:22
            Nie powiedział tego wprost, ale dało sie wyczytać miedzy wierszami, że boginią
            seksu to ona dla niego nie jest. A koleżanka wręcz przeciwnie.
            • bupu Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 16:25
              Jasne, już idę widzieć jak facet mowi do laski z którą chce poromansować na
              boku: "Kochanie, moja żona jest bardzo seksowną babką, ale ciebie też bym
              dmuchnął". Żony zdradzajacych facetów są w ich słowach zawsze mało seksowne,
              związki szare i pozbawione namiętnosci a oni smutni i niezrozumiani.

              A w ogóle skoro pan potrafi kantować sowja małżonke to masz zerową gwarancje że
              to co mówi przyjaciółce jest prawdą. Get real.
              • gondra Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 16:26
                Nie mówił tego przyjaciółce tylko na tzw. forum ogólnym, jej przy tym nie było.
                • bupu Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 16:30
                  No i? Wciaż nie musi w tym być zbyt wiele prawdy. Skoro facet zdradza żonę to
                  raczej nie ma zbyt wielkich skrupułów jeśli idzie o kłamstwo, a daję głowę w
                  zakład że jest mistrzem świata w samousprawiedliwianiu. Tak więc branie za dobrą
                  monetę wszystkiego co gada jest grubym błędem.
                  • gondra Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 16:35
                    Mógł mówić prawdę, mógł kłamać. Jedno i drugie jest prawdopodobne. Ale facet,
                    który ma udany związek i żonę, która jest boginią seksu, Miss Universum i
                    jeszcze do tego fascynującą osobowością ma mniejszą ochotę na nawiązanie
                    romansu, a na dodatek mniejsze szanse na zauroczenie się osobą z którą
                    romansuje. Tak, tak, nie siedzę w jego głowie, ale pewne rzeczy - tak jak jego
                    zauroczenie tą dziewczyną - są tak wyraźne, że aż dają po oczach.
                    • bupu Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 16:39
                      Ponownie: mało wiesz o życiu. Gościowi może brakować tego dreszczyka emocji
                      tudzież endorfinowego haju na przykład. Zaręczam Ci że po swiecie biegaja stada
                      niewiernych meżów posiadających atrakcyjne żony. To że facet zdradza, flirtuje
                      na boku i sie "zauracza" nie musi byś spowodowane tym że jego ślubna to wredny i
                      ponury kaszalot.
                      • gondra Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 16:47
                        Oczywiście, że to, że żona okazała sie nie być ideałem (delikatnie mówiąc) nie
                        jest jedynym powodem, jest ich co najmniej kilka. Tylko wiesz, ja znam i
                        koleżankę i faceta. On nie zdradza żony z kimkolwiek, tylko właśnie z tą
                        dziewczyną i to jest istotne. I to nie jest typ macho-bawidamka co z kwiatka na
                        kwiatek lata, gdybym nie wiedziała o tym romansie to wkleiłabym jego zdjęcie pod
                        hasłem porządny facet. Zaraz znowu mi napiszesz, że mało wiem o życiu i nie
                        jestem taka mądra jak Ty, ale ja znam sytuacje z pozycji bezpośredniego
                        obserwatora, a nie tylko z opisu, więc będę miała czelność nie zgadzać sie z
                        tobą. Nie wszystko jest typowe i nie wszystko da sie zaszufladkować w schemat.
                        • bupu Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 16:51
                          Jeśli Ci to poprawi humor mogę się z Tobą zgodzić: Twoja przyjaciółka jest
                          piękna jak wiosenny poranek a żona gościa jest brzydka jak noc listopadowa.
                          Tylko co to zmienia? Facet wciąż pozostaje pozbawioną honoru łajzą.
                          • gondra Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 16:53
                            Tu nie tylko o wygląd chodzi, a ja właśnie nie kumam tego niehonorowego
                            postępowania bo to sympatyczny facet, poza tym IMO bez sensu jest tkwić w czymś
                            tylko dla zasady, a on chyba ma tak z małżeństwem, sztuka dla sztuki.
                            • bupu Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 17:00
                              Nie kumasz? Objaśniam zatem poglądowo. Pan przysiegał żonie przed ołtarzem
                              miłość, wierność i takie tam? Przysięgał. Pan żonę zdradza, a zatem dane słowo
                              łamie? Łamie. Pan ma gdzieś wszelkie uczucia swej żony? Ma, bo gdyby nie miał
                              toby nie zdradzał. Łapiesz?
                              • gondra Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 17:02
                                Tyle zakumałam, więc nie padnę z wrażenia.
                                Tylko po co odwalać taka chałę zamiast dokonać wyboru - albo w lewo, albo w
                                prawo. Tak, wiem - niektórzy tak maja. Ale to głupie i może źle sie skończyć,
                                szczególnie dla niego.
                                • bupu Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 17:04
                                  Ja w ogóle nie rozumiem po co odwalać taką chałę i ładować się w związek z
                                  żonatą łajzą. Ale każdemu wedle upodobań...
                                • jowita771 Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 22:35
                                  ależ pan dokonuje wyboru cały czas - z żoną chce być, a panienkę pukać bez
                                  zobowiązań.
                                  • gondra Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 17.02.08, 09:23
                                    Tylko on jej nie puka.
                                    • eeela Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 17.02.08, 22:55
                                      Raz piszesz, że zdradza tylko z nią, drugi raz, że nie puka. Coś kręcisz :-)
                                      • gondra Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 18.02.08, 16:47
                                        Nie tylko seks jest zdradą.

                                        Koleś dzisiaj do mnie przylazł i wypytywał o nią, czy sie z kimś spotyka,
                                        dlaczego wzięła urlop etc. Byłam między zdumieniem a zapytaniem go WTF?
                                        Koleżanka skończyła romans i przeszła na koleżeństwo, on sam nie wie czego chce,
                                        a teraz d... zawraca. Chyba jest nieźle pogięty, dziewczyna stanowczo źle
                                        wybrała - i jedna i druga.
                                        • baba67 Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 18.02.08, 17:51
                                          Bylo i jego podpytac.
                                          _a kiedyz ty urlop planujesz wziac i z zona gdzies pojechac?
                                          Kolo na porzadnego wcale nie wyglada.Zdrowo po$%#@%^ny jest.
                                    • jowita771 Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 18.02.08, 09:34
                                      myślę, że on chce być z żoną, a na pannę ma ochotę i puknąłby ją, gdyby był
                                      pewien, że nie będzie żadnych konsekwencji.
              • viviene Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 16:29
                bupu napisała:

                > Jasne, już idę widzieć jak facet mowi do laski z którą chce
                poromansować na
                > boku: "Kochanie, moja żona jest bardzo seksowną babką, ale ciebie
                też bym
                > dmuchnął". Żony zdradzajacych facetów są w ich słowach zawsze mało
                seksowne,
                > związki szare i pozbawione namiętnosci a oni smutni i
                niezrozumiani.
                >
                > A w ogóle skoro pan potrafi kantować sowja małżonke to masz zerową
                gwarancje że
                > to co mówi przyjaciółce jest prawdą. Get real.

                jeszcze raz powtarzam,,,sam wybrał sobie szara myszke a ksiezniczki
                chce bzykac:):)
                • gondra Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 16:30
                  > jeszcze raz powtarzam,,,sam wybrał sobie szara myszke a ksiezniczki
                  > chce bzykac:):)

                  Takiego rodzaju wyboru to dokonuje chyba 75% facetów.:)
    • viviene Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 16:16
      przecież to On sobie ta żone wybrał..a skoro maja zaledwie po 20-
      pare lat i i małzenstwo krótkie,ta druga kobieta jest poprostu inna
      od zony i to Go fascynuje i pociaga,rzadko kiedy facet zonaty
      zostawia zone tylko dlatego,ze ma ochote na romans,taka maja
      zdradliwa nature i juz..:)
      • gondra Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 16:19
        A ja uważam, że skoro małżeństwo jest krótkie, oni są tacy młodzi, a on już
        zdradza żonę i być może jest zakochany w tej drugiej, to znaczy, że są z żoną
        wyjątkowo niedobrani i małżeństwo było błędem.
        • viviene Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 16:22
          gondra napisała:

          > A ja uważam, że skoro małżeństwo jest krótkie, oni są tacy młodzi,
          a on już
          > zdradza żonę i być może jest zakochany w tej drugiej, to znaczy,
          że są z żoną
          > wyjątkowo niedobrani i małżeństwo było błędem.

          Mozliwe,jednak uwierz,moze ja zdradzac całe zycie ,co wcale nie
          znaczy ,ze ja zostawi.Skoro nie potrafi podjac decyzji a czuje,ze
          kocha ta nowo poznana ,jest tchórzem i radze sie z nim nie wiazac bo
          za jakis czas sie okaze ,ze znow sie kims zauroczył itd...
        • bupu Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 16:23
          Młodaś jest, widać i mało wiesz o życiu. Motywacji dla zdrady jest tysiąc, a Ty
          nie masz bladozielonego pojęcia o tym jak wygląda małżeństwo tego faceta, nie
          masz również pojęcia co on tak naprawde czuje. Twoje sądy są bardzo pochopne.
          • gondra Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 16:26
            Boże, oczywiście, że nie siedzę w jego głowie wiec piszę tylko to czego sie
            domyślam. Rozmawiam z nią i z nim, trochę obserwuję, pewne wnioski sie nasuwają.
          • viviene Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 16:26
            dziekuje za "młodas" uwazam jednak,ze jezeki nie kocha zony i jest o
            tym przekonany nie powinien ciagnac tego małzenstwa i podjac decyzje
            jak przystało na zdrowego emocjonalnie mezczyzne,zabiera czas swojej
            zonie,kochance i sobie,zupełnie niepotrzebnie.
            • bupu Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 16:28
              No i ja się z tobą zgadzam, poza tym "mlodaś", jak również reszta mojego posta,
              nie byla adresowana do Ciebie, tylko do wątkodawczyni.
        • intrygantka1 Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 16:46
          gondra napisała:

          > A ja uważam, że skoro małżeństwo jest krótkie, oni są tacy młodzi, a on już
          > zdradza żonę i być może jest zakochany w tej drugiej, to znaczy, że są z żoną
          > wyjątkowo niedobrani i małżeństwo było błędem.

          czy ja czegoś nie doczytałam? Wyraźnie chyba jest napisane, że facet nie
          zdradził. Nie puknął, jak to określiła jedna z Was, choć miał okazję, jak z
          kolei twierdzi autorka wątku. Może on jednak tę swoją żonę kocha. A tę
          atrakcyjną koleżankę tylko lubi. Lubi z nią gadać, pić na przerwie śniadaniowej
          kawę, lubi na nią patrzeć. I to wszystko. Od razu nazywacie to zdradą?? Może
          chciałby się tylko zakumplować, tak po ludzku. Uważacie, że to niemożliwe?
          • gondra Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 16:48
            Wiesz, to ze nie było "seksu zasadniczego" nie znaczy, że nie było w ogóle
            kontaktu intymnego.
            • intrygantka1 Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 16:53
              gondra napisała:

              > Wiesz, to ze nie było "seksu zasadniczego" nie znaczy, że nie było w ogóle
              > kontaktu intymnego.

              ach, zu. To precyzuj :). W takim razie to zmienia wszystko, a przynajmniej
              wiele. Oprócz tego, że ten facet to fiut.
        • lolyta LOL uwielbiam takie watki :) 16.02.08, 17:55
          gondra napisała:

          > A ja uważam, że skoro małżeństwo jest krótkie, oni są tacy młodzi, a on już
          > zdradza żonę i być może jest zakochany w tej drugiej, to znaczy, że są z żoną
          > wyjątkowo niedobrani i małżeństwo było błędem.

          powiedzialabym ze mlodas i malo wiesz o zyciu, ale raczej powiem: a co to twoje
          malzenstwo ze lepiej wiesz co powinni zrobic?

          polecam:
          www.polityka.pl/polityka/index.jsp?place=Lead33&news_cat_id=936&news_id=245405&layout=18&forum_id=13736&fpage=Threads&page=text
          a koledze zapodaj ta cytate z powyzszego artykulu:
          Jest pewne powiedzenie, które lubię powtarzać: ty nie myśl o tym, żeby zmienić
          żonę, ty myśl o tym, jak zmienić siebie, żeby można było z tobą wytrzymać. Ta
          refleksja do wielu ludzi dociera, choć oczywiście nie do wszystkich.
          • gondra Re: LOL uwielbiam takie watki :) 16.02.08, 20:11
            A ja uwielbiam takie teorie, że zawsze trzeba pracować nad sobą i zmieniać sie
            bo zmiana partnera nie jest wyjściem. Otóż czasami jest, czasami popełnia sie
            błąd, czasami po czasie dochodzi sie do wniosku, że być razem jest bez sensu.
            • lolyta Re: LOL uwielbiam takie watki :) 16.02.08, 20:26
              gondra napisała:

              > A ja uwielbiam takie teorie, że zawsze trzeba pracować nad sobą i zmieniać sie
              > bo zmiana partnera nie jest wyjściem.

              You made my day :)
              idz to powiedz temu gosciowi, skoro sama wiesz najlepiej co dla niego dobre.
              Swoja droga, co on sam zrobil, zeby w jego malzenstwie cos iskrzylo, oprocz
              szukania dup na boku? Bo nad udanym zwiazkiem, odkryje tu przed Toba nowine
              najwyrazniej, trzeba pracowac. Chemia zalatwia sprawe tylko przez pare meisiecy.
              • gondra Re: LOL uwielbiam takie watki :) 16.02.08, 20:32
                A jak ktoś nie chce pracować nad związkiem to ma sie zmuszać bo tak trzeba?
                • bupu Re: LOL uwielbiam takie watki :) 16.02.08, 20:42
                  Nie, może od razu powiesić sobie na szyi tabliczkę z napisem: "Jestem
                  niedojrzały emocjonalnie i dobrze mi z tym".
                • baba67 Re: LOL uwielbiam takie watki :) 16.02.08, 20:42
                  I uwazasz, ze bedzie chcial pracowac nad zwiazkiem z Twoja kolezanka kiedy
                  chemia juz nie bedzie glownym jego skladnikiem?
                  Wydaje Ci sie, ze czlowiek ozenil sie z dzieczyna dlatego, ze chcial miec fajna
                  impreze z orkiestra, albo go przyszla tesciowa mietla do oltarza zagonila ?
                  I wierzysz w teorie, ze im ladniejsza laska tym wieksze checi do pracy nad
                  zwiazkiem?
                  A moze uwazasz w duchu romantyzmu ze jak sie ta osobe zapisana w gwiazdach
                  pozna to juz bez zadnego wysilku bedzie sie zylo z nia dlugo i szczesliwie?I za
                  pomoca prob i bledow(czytaj kolejnych slubow i rozwodow)takiej osoby trezba szukac ?
                • lolyta Ty tak na serio? 16.02.08, 20:43
                  gondra napisała:

                  > A jak ktoś nie chce pracować nad związkiem to ma sie zmuszać bo tak trzeba?

                  oczywiscie, ze nie trzeba.
                  Podobnie, jak mozna sie wybrac w gory, uznac, ze sie nie chce nogami przebierac
                  i czekac, az szczyt sie sam przyczolga pod stopy.
                  Albo mozna urodzic dziecko i oczekiwac ze ono sie od dnia narodzin samo utrzyma,
                  wychowa i nauczy wszystkiego co mu do zycia potrzebne.
                  Albo mozna siasc przy ognisku oczekujac, ze drewno samo przyjdzie i sie dolozy
                  do ognia.
                  • gondra A Ty tak na serio? 16.02.08, 20:50
                    Aaa... To jak sie wejdzie w związek to jest aż po grób. Nie wolno stwierdzić, że
                    ma sie dość, że kocha sie kogoś innego, że już ci nie zależy, że nie chce sie
                    być z tym kimś. O związek trzeba dbać i pracować nad nim, nawet jeśli ten
                    związek i osobę ma sie w głębokim poważaniu. A już na pewno nie można uznać, że
                    nie chce sie być z kimś i odejść do innej osoby, no nie można bo praca nad raz
                    danym związkiem to podstawa.
                    • lolyta Alez skad. 16.02.08, 20:53
                      Przeciez wyraznei napisalam, ze mozna jak najbardziej oczekiwac, ze wszytsko
                      zrobi sie samo i najlepiej jak sama temu panu powiesz o tym, co twoim zdaniem
                      powinien zrobic. W czym problem?
                      • gondra Re: Alez skad. 16.02.08, 20:54
                        No nie mam siły, bez odbioru... :)))
                    • baba67 Re: A Ty tak na serio? 16.02.08, 20:53
                      A to zalezy jaki zwiazek.Ale ten przedstawiony kolesia z zona wcale na
                      beznadziejnie nieudany nie wyglada.Powiedzialabym ze takie sa najtrwalsze.
                      • gondra Re: A Ty tak na serio? 16.02.08, 20:56
                        Jakie? Taki w których koleś traktuje zone jak smycz (w sumie trudno sie dziwić),
                        zdradza ja po roku małżeństwa i żyje na zasadzie przyzwyczajenia i obowiązku? To
                        ja nie chce trwałego związku.
                        • bupu Re: A Ty tak na serio? 16.02.08, 20:59
                          A to podobno ja tu wróżę z fusów. Kobieto, nie osmieszaj sie jak rany, z czyichś
                          gadek w pracy wyciagasz daleko idące wnioski co do stanu związku tej osoby?
                          Niepoważna jesteś.
                          • gondra Re: A Ty tak na serio? 16.02.08, 21:01
                            Ty rzeczywiście wszystko wiesz najlepiej, gratuluję, też bym tak chciała.
                            • bupu Re: A Ty tak na serio? 16.02.08, 21:02
                              No wiesz, to nie ja tu w tym miłym towarzystwie stawiam dogłebną diagnozę stanu
                              czyjegoś małżeństwa, opierając się na biurowych pogwarkach. Gdzież mi zatem do
                              Twojej wszechwiedzy...
                              • gondra Re: A Ty tak na serio? 16.02.08, 21:04
                                Nie tylko biurowe pogwarki są źródłem mojej wszechwiedzy, ale dziękuję za uznanie.
                        • baba67 Re: A Ty tak na serio? 16.02.08, 21:06
                          To wszystko co wiesz o malzenstwie kolesia to jest powiedziala kuma kumie to
                          raz. Oceniasz zone z malo obiektywnego punktu widzenia innymi slowy.
                          I kazdy zwiazek bez starania po roku bedzie traktowany jak ograniczenie z
                          jednej strony a z drugiej jako desperackie usilowanie pilnowania chlopa.Co nie
                          znaczy, ze zwiazek jest beznadziejny a od razu po zmianie partnerki beda sobie
                          zyli dlugo i szczesliwie.
                          • gondra Re: A Ty tak na serio? 16.02.08, 21:12
                            Wiesz, wiem trochę o jego sytuacji, co nie znaczy, że nie mogę sie mylić.
                            Oczywiście, że nad związkiem trzeba pracować, ale nie jeśli związek jest
                            nieudany lub okazał sie pomyłką. Podkreślam dla nieumiejących czytać ze
                            zrozumieniem - nie twierdzę, że związek kolegi na 100% taki jest. Ale wy chyba
                            jesteście większymi optymistami niż ja skoro zakładacie, że jak w związku coś
                            jest nie tak to trzeba nad nim popracować, bo ja uważam, że związek jest nie
                            taki i trzeba sie zastanowić czy ma sens. A że życie mamy tylko jedno to nie ma
                            sensu go marnować jakimiś zapchajdziurami i wchodzić w sytuacje, które nas wiele
                            kosztują a mało nam dają.
                            • bupu Re: A Ty tak na serio? 16.02.08, 21:16
                              Czekaj, czekaj. Znaczy, Twoim zdaniem w momencie gdy tylko zaczyna w zwiazku coś
                              zgrzytać należy spisać go na straty? informuję Cię uprzejmie że związki w
                              których nic nigdy nie zgrzyta i wszystko jest zawsze przecudne i różowe istnieją
                              wyłącznie w bajkach.
                              • gondra Re: A Ty tak na serio? 16.02.08, 21:19
                                Zależy co rozumiemy przez zgrzytanie - dla jednego zgrzyt to jak on woli góry a
                                ona morze, dla drugiego jak ona pije a on bije. Jest cały wachlarz możliwości,
                                zależy od sytuacji i osób.
                                • bupu Re: A Ty tak na serio? 16.02.08, 21:24
                                  Zgrzyt, problem w związku. O ekstremach, w obie strony, tu nie mówię, raczej o
                                  normalnych tarciach miedzy dwojgiem ludzi. Wiesz, endorfinowy haj gaśnie,
                                  pojawia się proza życia codziennnego ze wszelkimi konsekwencjami.
                            • lolyta Re: A Ty tak na serio? 16.02.08, 21:16
                              > jesteście większymi optymistami niż ja skoro zakładacie, że jak w związku coś
                              > jest nie tak to trzeba nad nim popracować,

                              nie, nad zwiazkiem trzeba pracowac ZEBY MIAL SENS, a nei dlatego, ZE NEI MA
                              SENSU. Innymi slowy, bez pracy tego sensu nei bedzie. Nic nei piszesz o tym, czy
                              on chociaz cien pracy wlozyl, wiec my mowimy tylko o ogolnych zasadach.

                              bo ja uważam, że związek jest nie
                              > taki i trzeba sie zastanowić czy ma sens.

                              ale komu sie trzeba zastanowic i dla kogo ten zwiazek ma miec sens, dla Ciebie?
                              • gondra Re: A Ty tak na serio? 16.02.08, 21:20
                                A jeśli mimo pracy nie ma sensu to znaczy, ze chyba już go mieć nie będzie.
                                • lolyta Re: A Ty tak na serio? 16.02.08, 21:26
                                  gondra napisała:

                                  > A jeśli mimo pracy nie ma sensu to znaczy, ze chyba już go mieć nie będzie.

                                  jeszcze raz, z zadnego Twojego postu nei przebija cien pracy tego pana, tylko
                                  raczej postawa roszczeniowa, wiec skad nagle tu to "mimo pracy"? Jakiej pracy?
                                  I dla kogo ten sens ma istniec, dla Ciebie?
                                  • gondra Re: A Ty tak na serio? 16.02.08, 21:33
                                    Wybacz, ale ja wymiękam z tym tematem na temat pracy w związku. Ok, niektórzy
                                    pracują nad związkiem, inni nie. On najwyraźniej nie. Ma prawo, jego wybór. Mnie
                                    dziwi tylko brak uczciwości i brak jaj u niego, a nie brak pracy nad związkiem -
                                    nie chce, nie musi. W konstytucji nie zapisali, w umowie o pracę też nie. Może
                                    stwierdził, że zona mu sie znudziła, a może po prostu sie odkochał i żadna praca
                                    nad związkiem nie ma nic do rzeczy bo stwierdził, że małżeństwo to nie to. A
                                    może mu sie nie chce - niedobrze to o nim świadczy, ale trudno, ludzie są różni.
                                    Tylko jak już coś sie robi to sie robi. Albo nie robi sie wcale. Związek jest do
                                    kitu - skończ go. nie jest - podtrzymuj. a jak ktoś nie ma odwagi to dwie sroki
                                    za ogon.
                                    • lolyta kurdebele 16.02.08, 21:37
                                      gondra napisała:

                                      > On najwyraźniej nie. Ma prawo, jego wybór. Mni
                                      > e
                                      > dziwi tylko brak uczciwości i brak jaj u niego, a nie brak pracy nad związkiem
                                      > -
                                      > nie chce, nie musi.

                                      to twoja opinia i masz do niej swiete prawo, tylko po ch.j zalozylas ten watekj
                                      z zacytowana ponizej prosba, skor wiesz lepiej?

                                      >Proszę o ocenę całej sytuacji.
                                      • gondra Re: kurdebele 16.02.08, 21:41
                                        Bo nie zakładałam wątku na temat czy facet powinien pracować nad związkiem, czy
                                        nie musi. A tu sie ta odnoga tematu rozwinęła nadspodziewanie.
                                        • lolyta Re: kurdebele 16.02.08, 21:45
                                          to co mamy napisac, zeby bylo dobrze, przy zalozeniu, ze chcesz oceny sytuacji,
                                          nie przedstawiajac jej (bo nadal nei wiemy, czy facet probowal cos zrobic, zeby
                                          malzenstwo nei bylo nuzace a mimo to nie wyszlo, czy tylko tak se brzdaka i
                                          czeka na pieczone golabki)?
                                    • bupu Re: A Ty tak na serio? 16.02.08, 21:37
                                      Tylko nie wiem skąd ten śmiały wniosek że facet nie ma odwagi. Może uznał że
                                      cudna koleżanka nie jest aż tak cudna żeby się z nią wiązac na stałe? A może,
                                      zwyczajnie, nie miał zamiaru kończyć małżeństwa z powodu zauroczenia? Albo uznał
                                      że jego związek jednak nie jest do dupy?
                                      • gondra Re: A Ty tak na serio? 16.02.08, 21:40
                                        To w takiej sytuacji, mając odwagę, idzie sie do koleżanki i mówi sie: "nie
                                        jesteś aż tak cudna żeby wiązać sie z Tobą na stałe. Nie mam zamiaru kończyć
                                        małżeństwa z powodu zauroczenia, a mój związek jednak nie jest do dupy". Jak
                                        ktoś nie gra w otwarte karty tylko sam nie wie czego chce i zachowuje sie jak
                                        chciałbym, ale sie boję, to znaczy, że nie ma jaj.
                                        • bupu Re: A Ty tak na serio? 16.02.08, 21:43
                                          Uo mój ty panie Boże, pewnie facetowi było wygodniej wyplątać się z tego rękami
                                          "koleżanki" niż uciąc samemu. Nie żebym taką postawę popierała.
                                          • gondra Re: A Ty tak na serio? 16.02.08, 21:45
                                            No pewnie, że wygodniej. Tylko to nieco dołujące, ze ludzie tak postępują. A
                                            dziewczyna odwaliła za niego całą robotę - on tylko przystosowywał sie do
                                            sytuacji, które ona ustawiała. Ech, to mój kolega, w sumie sympatyczny facet,
                                            ale los powinien dać mu jakiegoś prztyczka.
                                            • lolyta najbardziej dolujace jest :) 16.02.08, 21:48
                                              ze swojej kolezance, jak rozumiem, fajnej dziewczynie, najwyrazneij zyczysz
                                              zwiazku z takim gosciem ktory jest najwyrazniej dupkiem.
                                              Ide, bo szkoda mi soboty na takiego goscia. milo bylo.
                                              • gondra Re: najbardziej dolujace jest :) 17.02.08, 09:26
                                                Nie życzę jej tego, sama uważam, że powinna znaleźć sobie kogoś wolnego i głupio
                                                robi, ale kiedyś się otrząśnie i przejdzie jej. Tylko postępowanie faceta jest
                                                dla mnie niezrozumiałe, tak jak i on sam - zanim dowiedziałam się o tym było on
                                                dla mnie, ze swoim charakterem i usposobieniem, jednym z ostatnich kandydatów na
                                                taką sytuację. A jak już sie zdarzyła to koleś postępuje tak jak postępuje.
                                                Myślałam, że taki porządnicki (bo on mimo romansu taki jest) zachowa sie inaczej.
                                    • baba67 Re: A Ty tak na serio? 17.02.08, 11:48
                                      Z brakiem uczciwosci i jaj to my sie akurat tu z Toba zgadzamy.
                                      Powiedz nam, dlaczego tak zle zyczysz swojej kolezance, skoro piszesz ze facet
                                      do pracy jest niesklonny.Nie pracowal nad tamtym zwiazkiem, to uwazasz ze bedzie
                                      pracowal nad tym, bo dzieczyna jest ponetniejsza ?
                                      No chyba az taka naiwna nie jestes...
                                      • gondra Re: A Ty tak na serio? 17.02.08, 13:58
                                        Nic nie pisałam o JEGO pracy lub nie pracy nad związkiem - to Wy przyczepiłyście
                                        się do tego tematu i zrobiłyście z niego myśl przewodnią. Ja tylko pisałam (myśl
                                        ogólna), że można pracować nad związkiem, który ma sens i jeśli czuje sie taka
                                        potrzebę. Jeśli związek nie ma sensu to praca nad nim jest zbędna, lepiej się
                                        rozstać. A dominującą opinią jest to, że problemy w związku w większości są
                                        wynikiem braku pracy nad związkiem, co IMO nie jest prawdą.
                                        Nie wiem czy ten koleś pracował i pracuje nad swoim związkiem - pewnie trochę
                                        tak. Faktem jest, że jego małżeństwo nie było strzałem w dziesiątkę i wiem to
                                        nie tylko dlatego, że zdradza żonę - co nawiasem mówiąc jest już samo w sobie
                                        dowodem na popełnienie błędu przy podjęciu decyzji o ślubie, obojętnie czy
                                        powodem zdrady jest ponętność kochanki, zrzędliwość żony, to że wiosna idzie czy
                                        wygrana w totka. Zdrada to zdrada, o czymś świadczy i niekoniecznie tylko o
                                        "niefajności" kolesia.
                    • bupu Re: A Ty tak na serio? 16.02.08, 20:54
                      Przedpiśczyni gdzieś coś napisała o RAZ danym związku po grób? No chyba nie,
                      wygląda zatem na to że nadinterpretujesz jej słowa.

                      Nie chodzi o to żeby uwiązać się w jednym związku na amen i na zawsze, tylko o
                      to że związek nad którym się nie pracuje po prostu nie przetrwa. Endorfiny
                      wywietrzeją i państwo się rozejdą w dwie strony świata.
                      • gondra Re: A Ty tak na serio? 16.02.08, 20:59
                        No dobrze, ale jak związek jest do kitu to można stwierdzić, że sie nie chce nad
                        nim pracować, albo nawet jak nie jest do kitu to można tak stwierdzić i uznać,
                        że to nie to, czyż nie? I mieć świadomość tego, że sie nad nim nie pracuje i
                        dlatego on nie przetrwa, człowiek ma wolną wolę. A tu praca nad związkiem jako
                        obowiązek i wartość nadrzędna.

                        Przypomina mi to tzw. babskie gadanie - tak jak słowa takiej jednej mojej
                        koleżanki, która miała pretensje do faceta, że nie chce rozmawiać o uczuciach.
                        Litości...
                        • bupu Re: A Ty tak na serio? 16.02.08, 21:05
                          Znowu nadinterpretujesz. Nkt nie twierdzi że praca nad zwiazkiem jest wartoscią
                          nadrzędną. A jak się stwierdzi że to nie to uczciwie byłoby związek zakończyć
                          zamiast bujać się dalej olewając.
                          • gondra Re: A Ty tak na serio? 16.02.08, 21:06
                            Ja też tak sądzę, ale widać kolega uważa inaczej.
                        • lolyta no i nie wiem, czy jeszcze moge :))) 16.02.08, 21:09
                          bo nie chcesz odbioru, ale skoro tak ladnie pytasz a nie jest to dla Ciebie
                          oczywiste, to prosisz i masz, dzis pytanie, dzis odpowiedz:

                          > No dobrze, ale jak związek jest do kitu to można stwierdzić, że sie nie chce na
                          > d
                          > nim pracować,

                          Jak sie nad zwiazkiem nie bedzie pracowac, to on sie na bank zrobi do kitu. To
                          jest AZ TAK proste.


                          albo nawet jak nie jest do kitu to można tak stwierdzić i uznać,
                          > że to nie to, czyż nie? I mieć świadomość tego, że sie nad nim nie pracuje i
                          > dlatego on nie przetrwa, człowiek ma wolną wolę.

                          hm, mowa o zwiazku czy o malzenstwie (pewnej zawartej na pismie i przy swiadkach
                          umowie, pod przysiega)?
                          wiesz co, mozemy sie umowic, ze dajmy na to zdeponujesz u mnei poewna wysoka
                          kwote, a ja za jakis czas oddam ci ja powiekszona o 50%.
                          A jak przyjdzie do czasu splaty, to powiem, ze umowa byla do kitu i mi sie
                          odwidzialo, wolalam ta kase wydac na przyjemnosci niz glowic sie nad tym, jak ja
                          zainwestowac i rozmnozysz.

                          A tu praca nad związkiem jako
                          > obowiązek i wartość nadrzędna.

                          wartoscia jest zwiazek (no chyba, ze wedlug cienie wartoscia nadrzedna jest tu
                          jeszcze cos innego, plone z ciekawosci, zeby uslyszec, co, bo masz zaprawde
                          oryginalnie poukladane prioryteta). Tak, jak przy dokladaniu do ogniska
                          wartoscia nadrzedna jest cieplo i swiatlo, a nie sam fakt dokladania do ognia.
                          Ale bez dokladania do ognia tej wartosci sie nei uzyska.

                          A swoja droga, tak zazarcie walczysz o prawo kolesia do porzucenia nieciekawej
                          zony, ze mam wrazenie, ze sama jestes ta atrakcyjna kolezanka...
                          • gondra Re: no i nie wiem, czy jeszcze moge :))) 16.02.08, 21:17
                            Chyba sie nie rozumiemy. Związek wymaga pracy, ale tylko gdy ktoś tego chce,
                            uważa, że warto i czuje taką potrzebę. Jak nie chce to postępuje inaczej i to
                            jest jego wybór, my to możemy oceniać różnie, ale każdy wybiera swoja drogę.

                            Nie walczę o niczyje prawo. Ja na miejscu kolesia - jeśli sytuacja wygląda tak
                            jak mi sie wydaje - rzuciłabym dotychczasowego partnera z którym jestem z
                            przyzwyczajenia i spróbowała z kimś innym, uważam, ze jestem tego warta. Ale
                            widocznie jesteśmy różni i dlatego tak ciężko jest mi zrozumieć, że ktoś
                            postępuje zachowawczo, do tego nieuczciwie.

                            Z reszta nie wiem - czy to takie dziwne. Ludzie sie pobierają, rozstają,
                            rzucają, próbują z kimś nowym, rozwodzą. Ot, życie.
                            • lolyta no jesli ktos sie zeni 16.02.08, 21:23
                              to najwyrazniej uwaza, ze warto - pistolet mu przystawiali do skroni zeby sie
                              oswiadczyl czy co?
                              I z jakiego przyzwyzajenia, rany boskie? Przeciez to dzieciaki i nowozency, do
                              czego oni sie mieli niby przyzwyczaic?
                              chyba jestes bardzo mlodziutka, jesli rok malzenstwa to z Twojej perspektywy
                              nuzaca rutyna :)))
                              • gondra Re: no jesli ktos sie zeni 16.02.08, 21:28
                                No właśnie nie powinien być nużącą rutyną - a jest.
                                Chyba każdy żeni sie bo uważa, że warto. A mimo to zdarza sie coś takiego jak
                                rozwód. I jest ich coraz więcej. Najwięcej wśród osób z kilkuletnim stażem
                                małżeńskim.
                                • lolyta Re: no jesli ktos sie zeni 16.02.08, 21:30
                                  gondra napisała:

                                  > No właśnie nie powinien być nużącą rutyną - a jest.

                                  no i po raz fafnasty pytam - a co ten koles zrobil, zeby zwiazek nuzaca rutyna
                                  nei byl? Bo to sie samo nei zrobi.

                                  A mimo to zdarza sie coś takiego jak
                                  > rozwód. I jest ich coraz więcej. Najwięcej wśród osób z kilkuletnim stażem
                                  > małżeńskim.

                                  no i wpyte, nie?
                                  • gondra Re: no jesli ktos sie zeni 16.02.08, 21:35
                                    > no i po raz fafnasty pytam - a co ten koles zrobil, zeby zwiazek nuzaca rutyna
                                    nei byl? Bo to sie samo nei zrobi.

                                    No to do niego te pretensje, z reszta czy on musi pracować nad swoim związkiem?
                                    Nie, co pisałam już sto razy. Może jest samolubem, egoistą i nie chce. Jego wybór.

                                    > no i wpyte, nie?

                                    Nie wiem czy w pytę. Ja tam uważam, że lepiej sie rozstać niz być ze sobą na
                                    siłę i nie wiadomo po co. Ale widzę, że to niepopularna opinia.
    • bupu Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 16:18
      Coś do niej czuje... Tylko wiesz, niekoniecznie od razu musi to być miłość
      potężna a dozgonna, może facet czuje wyłącznie potrzebę rozerwania się na boku,
      a za to wcale nie czuje ochoty by dla paru miłych chwil demolować sobie związek
      małżeński. Jaki z tego morał? Żonaci dla żon, ot co.
      • viviene Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 16:30
        a tak ogólnie to wkurza mnie schemat stary jak swiat-"zona mnie nie
        rozumie' itp. nie wiedziałam,ze dzisiejsze dziewczyny daja sie na to
        nabrac a jednak działa.
        • bupu Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 16:32
          Jak widać działa, zapewne dlatego że stary dobry Barnum mówiąc iż co minutę
          rodzi się kolejny frajer, miał na myśli frajerów płci obojga ;)
          • viviene Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 16:35
            zdrada jest chyba najgorsza rzecza ,jaka moze nas spotkac,boli
            bardziej niz wszystko inne dla mnie osobnik,który zdradza to
            tchórz...
            • bupu Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 16:43
              Dla mnie również. I, tak na marginesie, nie byłabym w najmniejszym stopniu
              zainteresowana romansowaniem z żonatym, o rozbijaniu jego małżeństwa nie mówiąc,
              nawet gdyby rzeczony żonkoś przebijał intelektem Einsteina a urodą Connery'ego i
              Butlera naraz. Bo po co mi czlowiek który właśnie udowodnił że potrafi kłamać i
              oszukiwać a zaufanie swej partnerki i dane przed ołtarzem słowo ma gdzieś?
              Związek z niehonorową łajzą? A do czego mi to?
              • gondra Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 16:49
                Tylko, że to zdradzający rozbija małżeństwo a nie ta trzecia/ten trzeci.
                • bupu Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 16:53
                  Nie, ten trzeci pakując się w związek z osobą zameżną/żonatą jest niewinny jak
                  lelija biała i wcale się do rozbicia rzeczonego związku nie przykłada. Tak se to
                  tłumacz.

                  Koleżanka my ass, akuuuraaat.
                  • gondra Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 16:56
                    A dlaczego obca baba ma ponosić winę za to, że facet zdradza żonę? Ona (obca
                    baba) zobowiązań nie ma. Oczywiście najlepiej byłoby gdyby nie wchodziła w taki
                    układ, ale jeśli wejdzie to strasznej, karanej śmiercią zbrodni nie popełnia. To
                    facet jest winny wierność żonie, to on wystawia na próbę związek, zawodzi
                    zaufanie. Ta trzecia może mieć wyrzuty sumienia jeśli jest nadwrażliwa lub mieć
                    wszystko gdzieś jeśli jest egocentryczna - nie jej żona, nie jej małżeństwo.
                    • bupu Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 17:03
                      Obca baba winę ponosi, bo to z nią ten facet zdradza, nie? Ma chyba oczka w
                      głowie i widzi że pan żonaty jest, prawda? Nikt jej nie każe akurat z nim,
                      wolnych facetów jest od metra i ciut ciut. A skoro pani woli z tym żonatym, to
                      przykro mi, ale bez winy nie jest.
                      • gondra Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 17:10
                        Wiesz, ale są takie obce baby, które maja to w d... i maja do tego pełne prawo.
                        Nie każda musi być altruistką plączącą nad skaleczonym kolankiem dziecięcia. I
                        powtarzam - to mąż jest winien wierność, jego wina jest więc 100%, obojętnie czy
                        zdradza z długonogą brunetka czy z czajnikiem bezprzewodowym. No ale wygodniej
                        jest zwalić winę jeszcze na kochankę.
                        • gondra Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 17:14
                          I jeszcze - kiedyś zdradził mnie facet. Miałam pretensje tylko do niego,
                          śmieszne byłoby gdybym obwiniała tamtą panienkę, chociaż delikatnie mówiąc
                          uwielbieniem jej nie darzyłam.
                        • bupu Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 17:16
                          Za to ja mam pełne prawo uważać taki rodzaj pań za zimne, egoistyczne suki.
                          Człowiek przyzwoity pewnych rzeczy nie robi, ponadto jest w stanie sięgnac
                          wzrokiem dalej niż czubek wlasnego nosa. Zresztą, punkt widzenia zależy od
                          punktu siedzenia, gdyby to Ciebie zdradzano śpiewałabyś zupelnie inaczej, mogę
                          się założyć :>
                          • gondra Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 17:19
                            > gdyby to Ciebie zdradzano śpiewałabyś zupelnie inaczej, mogę
                            > się założyć :>

                            Patrz wyżej.
        • gondra Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 16:36
          Tylko, że w tym wypadku nie był to podryw na "żona mnie nie rozumie", oni bardzo
          mało rozmawiali o jego związku. To kolegom się żalił, stąd wiem.
    • martas29 Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 16:49
      Gondra ale dziwna dziewoja z Ciebie. Nie masz swoich problemów ? Co
      się tak interesujesz tym żonatym łajzą i jego pannicą? Nie będx taką
      starą pierduśnicą która musi dokładnie wiedzieć kto,kogo,ile razy i
      dlaczego puknął. pozdrawiam
      • gondra Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 16:51
        Ja sie nie interesuje, po prostu o tym wie parę osób. Poza tym mam ciekawska
        naturę i lobię wiedzieć co ludzie sądzą na dany temat.

        Nie mam swoich problemów, na szczęście.
      • funny_game Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 16:54
        Kupuję pierduśnicę, piękne słówko :D
        • bardzo.grzeczna.dziewczynka Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 17:01
          NO, fajne, prawie tak jak stara lampuciara :D
          • bupu Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 17:05
            Lampucera!
            • funny_game Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 17:08
              Może lampuciara to taka odmiana lampucery, co lubi nosić ciuchy w lamparcie cętki?
            • bardzo.grzeczna.dziewczynka Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 17:12
              Ja znam lampuciarę ;) I starą pudernicę ;D
              • bupu Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 17:18
                Jeszcze i ruda peja i małpa zielona w kratkie i wydra króla Zegmonta, i hrabinia
                Dewolaj (albo Dewalgodesko), i parzygnat rosołem perfomowany...
                • bardzo.grzeczna.dziewczynka Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 17:19
                  parzygnat rosołem perfomowany :DDDD
                  ło w mordę!!!! :DDD
                • funny_game Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 17:20
                  Mniaaaaaam :D
    • sabriel Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 17:00
      Faceci są wygodni, nawet jak z żoną im źle to raczej rzadko decydują się na
      ostateczne odejście i ułożenie życia z inną.
      Prędzej będą zdradzać.A jak odchodzą to i przeważnie wracają po jakimś czasie z
      podkulonym ogonem.
      Żona szara myszka,zaborcza nic dziwnego, że pociąga go atrakcyjna dziewczyna z
      temperamentem.Ale to jeszcze nie znaczy,że tamtą kocha.
      Po prostu go fascynuje-jest inna od jego ślubnej i to mu się w niej podoba.
    • 10iwonka10 Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 17:01
      Jesli on ma 20 pare lat to ile lat jest po slubie???? Juz znudzony
      zona? To jesli nawet bedzie mial romas z twoja kolezanka czy zostawi
      dla niej zone to do 30 pewnie zaliczy ze 3 zony w tym tempie.
      • gondra Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 17:04
        Jest rok po ślubie.
        Właśnie to mnie zastanawia bo koleś to taki typ grzecznego chłopca, więc tego
        typu sytuacje nie pasują mi do niego.
        • bupu Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 17:05
          Ciiiichaaa wooodaaa brzeeegi rwiiieeee....
        • 10iwonka10 Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 17:13
          Moze on mysli ze za szybko sie ozenil jeszcze jest mlody chcialby
          sie wyszalec a tutaj kontrolujaca go zona u boku.Ale to jeszcze
          wcale nie znaczy ze ma na tyle silna wole aby ja zostawic- jesli on
          myslal tylko o romansie to chyba lepiej ze tak sie nie stalo ( chyba
          nawet na to jest za "cieple kluchy") bo tylko by skrzywdzil ta
          dziewczyne i tyle.... A wogole rok po slubie i juz mu zona nie
          pasuje? Troche to smutne.
          • poecia1 Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 17:15
            A wogole rok po slubie i juz mu zona nie
            > pasuje? Troche to smutne.

            Nie tylko smutne, ale wręcz przerażające! Chyba nie dostał tej żony
            z przydziału...
            • 10iwonka10 Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 17:20
              Hi,hi z przydzialu cos jak blind date- na kogo wypadnie na tego bec.

              Ja mysle ze on pewno chodzil z nia przez dobre pare lat wiec
              malzenstwo wydawalo sie nastepnym etapem a teraz sie obudzil ze moze
              on jej nawet nie kocha?Troche pozno.
              • gondra Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 17:22
                > Ja mysle ze on pewno chodzil z nia przez dobre pare lat wiec
                > malzenstwo wydawalo sie nastepnym etapem

                Dokładnie tak było. Chyba nie ma co hajtać sie, w młodym wieku, twierdzę na
                podstawie kilku przykładów z życia.
                • 10iwonka10 Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 17:24
                  Nie ma, lepiej zrobic to pozniej gdy jest sie pewnym uczucia do
                  drugiej sooby. Ale czasem to presja otoczenia, strach przed
                  staropanienstwem....
                • poecia1 Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 17:25
                  > > Ja mysle ze on pewno chodzil z nia przez dobre pare lat wiec
                  > > malzenstwo wydawalo sie nastepnym etapem

                  Być może facet popełnil bład, ale to jego błąd i tylko on ma ponosić
                  jego konsekwencje.
    • poecia1 Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 17:10
      Mnie jedno pytanie nurtuję: skoro Twoja koleżanka jest taka ładna,
      fajna, temperamentna i w ogóle, to po co traci czas na żonatego?
      • gondra Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 17:12
        Bo się głupia zauroczyła. Niestety, czasami trafi człowieka totalnie bez sensu.
        • poecia1 Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 17:14
          To chyba dla niej najlepszym rozwiązaniem byłoby jak najszybciej
          odpuścić i zapomnieć, poszukać kogoś wartościowego, a nie tracić
          czas na kogoś takiego jak ten pan.
          • gondra Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 17:15
            Toć ja jej powtarzam, I tak jest na dobrej drodze bo jakiś czas temu ucięła ten
            układ i spotyka sie z nim tylko koleżeńsko.
            • poecia1 Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 17:18
              Chyba w ogóle nie powinna się z nim spotykać, bo takie zauroczenia
              bywają podstępne. Nie wiem czy taki facet to dobry materiał
              chociażby na kolege:/
              • gondra Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 17:28
                I tak widzą sie. w pracy, więc w sumie nie ma wyjścia.
                • millka10 Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 18:02
                  gondramoże facet skoro taki ułozony ma poprostu zasady coś w stylu "
                  moralnego kręgosłupa" i to go hamuje. Moze własnie zdaje sobie
                  sprawe ,ze z Tą dziewczyną mogłoby połaczyc go coś wiecej a nie
                  tylko przelotny romans i boi sie że może bedzie musiał dokonac zmian
                  w swoim zyciu takich że skrzywdzi tym zonę . Myślę ,ze często
                  mimo,ze nie ma już w związku tej chemii to jest przywiązanie,
                  wspólne wspomnienia itp.
                  Może też byc tak,ze on poprostu boi się zaryzykować otworzyć przed
                  tą dziewczyna tak do konca bo moze nie jest pewny czy ona chce tego
                  samego.
                  Czy te informacje o ich" związku" wiesz od niej czy budujesz to
                  wszystko na swoich spostrzeżeniach .Jezeli na tych ostatnich napisz
                  jak w/g twoich obserwacji wyglada taki"romans" którego nie ma ...
                  Skoro nie wiesz nic bezposrednio od faceta to dlaczego uważasz ,ze
                  jest nią tak strasznie zauroczony ?
                  póxniej napisze Ci dlaczego pytam :-)
                  • kol.3 Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 18:21
                    Facet puknie koleżankę, sprawa się wyda, bo zawsze się wydaje, bo
                    koleżanka jest naiwna i wydaje jej się, że jak facet ją puknie, to
                    już się od razu rozwiedzie z żoną i ożeni z nią - i co z tego
                    wyniknie dobrego dla faceta? Straci wikt i opierunek,potem sąd,
                    rozwód, alimenty, same kłopoty. I to z powodu jakiejś napalonej
                    laski, która łyka jak gęś kluchy te seryjne męskie opowieści o
                    nudnej żonie, zupełnie jak pierwsza naiwna z III aktu.
                  • gondra Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 20:06
                    Nie wiem bezpośrednio od niego, ale znając sytuację i słysząc co czasami mówi
                    łatwo odnieść to do jego sytuacji z koleżanką. I chodzi mi o tzw. "między
                    słowami" a nie bajerowanie. A ja co nieco wiem od niej, co nieco obserwuję. Taki
                    romans jest nieco dziwny. Czasami aż widać iskrzenie między dwiema osobami,
                    czasami dystans, który na silę chcą sobie nawzajem narzucić.
    • brak.polskich.liter Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 18:18
      Dlaczego facet nie odejdzie od zony? Bardzo zwyczajnie - bo nie chce. Ozenil
      sie mlodo, przypuszczalnie nie poszalal przed slubem. Byc moze kieruje nim
      banalna ciekawosc i chec dowiedzenia sie, jak by bylo z kims innym. Gosciu
      niekoniecznie chce rozwalac malzenstwo (nawet, jesli jest srednio udane) i
      niekoniecznie kreci go romans i zwiazek z inna pania.

      Spotykal sie z panna z pracy na boku i jej nie puknal? To znaczy, ze (a) w lozku
      realizuje sie z malzonka, ergo - malzonka nie jest az tak nieatrakcyjna i
      beznadziejna, jak sugerujesz, (b) ma niskie libido, (c) ma opory przed zdrada
      (jesli za kryterium zdrady uznaje stosunek), bo sie boi poczucia winy/ze sie
      wyda/ryzyka/kwasow w robocie (tu akurat goscia rozumiem)/utraty
      kontroli/podlapania syfa (to ostatnie nieco bez sensu, skoro istnieja gumki, ale
      osobiscie znam pana, ktory wlasnie tak kombinuje), (d) jest ogolnie tchorzliwy i
      wycofany oraz niedecyzyjny. Tak czy siak - nie nalezy w uklad z tym panem brnac,
      zwyczajnie szkoda pradu.

      Mnie ciekawi co innego: dlaczego dziewczyna - z tego, co piszesz, fajna,
      atrakcyjna, temperamentna, fajna singielka, weszla w tak beznadziejny uklad?
      Rozumiem, gdyby facet byl chociaz dobry w lozku, mozna z nim spotkac sie kilka
      razy rekreacyjnie, a nastepnie kulturalnie splawic. A tak... to, jak z
      calowaniem tygrysa w d... - niebezpieczenstwo grube (ze sie dziewczyna zakocha,
      ze bedzie jej zalezalo, ze straci bez sensu czas, ze w pracy narobi sobie
      smrodu, etc), a przyjemnosci - null.
      • gondra Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 20:09
        Stawiam na C i D.

        Nie wiem dlaczego dziewczyna weszła w taki układ - facet ją zauroczył, ot co.
        Też do końca nie wiem dlaczego, ale uczuciami nie da się sterować. To fajny
        kolega, ale nie taki koleś na widok którego masz poryw serca i komplikujesz
        sobie życie. Ale nie siedzę w jej głowie, ona chyba sama nie wie skąd te
        zauroczenie.
    • widokzmarsa jakiś idiotyzm pisany przez idio.kę 16.02.08, 18:52
      facet jest na nic bo nie chce zdradzać żony i jej zostawić? Pierwszy raz słyszę?
      A może ona śmierdzi, ta niedoszła kochanka, albo nie myje zębów, albo ma
      refluks, albo grzybicę, albo jest tępa i głupia po bliższym spotkaniu.
      A ma zostawić żonę bo tamta jest atrakcyjniejsza?
      Gdybym ja miał zostawiać laski dla kolejnej dlatego że tamta ładniejsza to nie
      byłbym z żadną więcej niż miesiąc. Zawsze się znajdą atrakcyjniejsze, albo młodsze.
      • viviene Re: jakiś idiotyzm pisany przez idio.kę 16.02.08, 18:55
        fakt :)
      • gondra Re: jakiś idiotyzm pisany przez idio.kę 16.02.08, 20:02
        Nie chodziło mi tylko o atrakcyjność fizyczną, po prostu wspomniałam, że
        koleżanka jest atrakcyjniejsza od żony, co nie jest bez znaczenia, a niektórzy
        uczepili sie tego.
    • komisario Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 20:15
      ojej wzruszyłam się.To jakiś pilot nowego odcinka m jak miłość?
      P.S. ślub się zazwyczaj bierze "po coś" i "dlaczegoś"
      oczywiście,pozniej moze sie okazac,ze decyzja była błędna.
      Może żona robi dobre żarcie?
      • baba67 Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 20:34
        Nie jest to takie glupie.Zarelko, cieple kapcie, miejsce, gdzie sie jest w
        pelni soba...to jest cos. A tu co by go czekalo?
        Trzeba by sie tego wszystkiego wyrzec (na pewien czas
        przynajmniej),skonfrontowac z rodzina wlasna, rodzina zony(niezly szok), sadem,
        lzami rozw0dzonej malzonki i mnostwem innych atrakcji. A po co ? Ano zeby sobie
        fascynujaco pobzykac a potem sprobowac przyuczyc nowa pania do robienia zarelka,
        tolerowania kapcioszkow i wlasnych humorow,
        Jaki stad wniosek?Facet jest naprawde rozsadny, a glowny urok kolezanki polega
        na tym wlasnie ze nie jest ...zona.
        • gondra Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 20:42
          Dla mnie takie podejście jest żałosne, świadczy o tchórzostwie i o tym, że taki
          człowiek na własne życzenie wyrzeka się szczęścia w zamian za święty spokój -
          nie podejmuje ryzyka bo ma żarełko, bo będzie awantura i za dużo zamieszania. A
          że jest to także rozsądne - no jest, tylko to chyba taki negatywny rodzaj
          rozsądku. W "Historiach miłosnych" Stuhra był profesor, który uciekł przed
          romansem ze studentką bo nie chciał mieszać w swoim życiu, bał sie, nie chciał
          ryzykować i burzyć spokoju. "Żyje pan, ale co to za życie". A tak robi większość
          ludzi - wybiera to co powinno sie wybrać bo tak będzie "lepiej", a nie to czego
          naprawdę chcą. W sumie smutne.
          • bupu Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 20:44
            O, widzę że jesteś głęboko przekonana że wiesz lepiej od niego samego co dla
            niego dobre. Pozwól że wyprowadzę Cię z błędu: nie masz o tym pojęcia. Nie wiesz
            co dla niego jest szczęściem i nic Ci do jego wyborów.
            • gondra Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 20:53
              Pisałam o typowym podejściu a nie tylko o sytuacji kolegi. Sądząc po tonie
              Twoich wypowiedzi ja nie wiem co jest dla niego dobre, ale Ty zapewne tak i w
              ogóle wszystko wiesz - przeczytasz kilka postów i już wiesz co poeta miał na
              myśli i wróżysz jak z fusów.
              • bupu Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 20:57
                O, nie wiem skąd to wyczytałaś, może z fusów właśnie, w każdym razie ja nie wiem
                co jest dobre dla kogoś tam, więc nie mówię nikomu co (i kogo) powinien wybierać.
                • gondra Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 21:02
                  A ja łażę za nimi krok w krok i mówię. Poza tym wydzwaniam co godzinę i
                  powtarzam żeby nie zapomnieli.
                  • bupu Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 21:08
                    Nie no, Ty tylko pęczniejesz na forum ciężk urazą do kolegi że śmiał ciepłe
                    kapccie i nieatrakcyjną onę przedłożyć nad przecudnej urody "koleżankę".
                    • gondra Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 21:09
                      A gdzie Ty tu urazę widzisz? Po prostu zastanawia mnie sytuacja, tyle.
          • komisario Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 20:46
            jak dla mnie koleś jest żałosny.Obgdauje własną zonę w pracy więc o czym my tu w
            ogole gadamy? dziwny poziom sobą reprezentuje
          • baba67 Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 20:49
            No, to jest taki meski rozsadek.Trzeba miec jaja zeby cos w zyciu radykalnie
            zmienic i dotyczy to kazdej sytuacji i obu plci.Czasem malzenstwo rzeczywiscie
            jest nieporozumieniem i im szybciej ludzie sie rozejda tym lepiej. Ale takie
            zwiazki na ogol charakteryzuja sie bardzo gwaltownym przebiegiem od samego
            poczatku, poczuciem niezrozumienia, niespelnienia jesli nie krzywdy.
            A tutaj niczego takiego nam nie przedstawiasz. Kolezanka nie dala ?
            No trudno, przeciez jest zoneczka do pobzykania.A ze troche nudno? Romansik
            dobra rzecz ale przeciez sa wazniejsze sprawy.
    • rlena Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 20:48
      Dlatego,ze dynamika malzenstwa to przyplywy i odplywy. Tylko naiwny
      partner wierzy,ze po drugiej stronie plotu trawa jest bardziej
      zielona.
    • milchschnitte Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 16.02.08, 21:11
      Niech koleżanka z pracy powoli oswaja się z myśla, że wkrótce pójdzie w odstawkę..
      Poczuć "motyle w brzuchu" raz jeszcze - to rajcuje każdego faceta, jednak
      kupować mieszkanie, płodzić dzieci, spędzać święta tylko ze sprawdzoną i "nudną"
      żonką
      • kol.3 Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 17.02.08, 09:04
        Proponuję żeby autorka wątku zastosowała kiedyś te swoje
        bezkompromisowe poglądy w stosunku do swojego męża (jak go będzie
        miała). Spotka on dziewczynę którą się zauroczy - niech odejdzie do
        niej w imię szukania prawdziwego szczęścia.
        • gondra Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 17.02.08, 09:23
          Ależ już raz tak postąpiłam - w stosunku do faceta. Jak facet mnie nie chce to
          niech odejdzie - będzie bolało, ale to jedyne sensowne wyjście, nie będę sie
          poniżać i walczyć o kogoś, kto mnie zdradza lub po prostu woli być z kimś innym.
          Rozumiem, że jak przystało na zonę-Polkę powinnam robić awantury i wymuszać
          siłą, przyssać sie do niego, trzymać pazurami, kontrolować, starać sie utrzymać
          przy sobie na siłę, sprawdzać smsy... No walczyć o faceta do ostatniej kropli
          krwi, nawet jeśli zostałam zdradzona. Żałosne.
          • kol.3 Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 17.02.08, 13:34
            Ale w tym przypadku sprawa nie jest taka ewidentna. Facet wyraźnie
            nie pali się do zdradzenia żony, nowa kobieta go kręci,ale nie na
            tyle by ryzykował rozwód. Tacy już oni są. Nie grzej się tym tak,
            chyba, że chodzi o Ciebie.
            • gondra Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 17.02.08, 16:36
              Wiesz, on już zdradził żonę. To że nie było seksu w sensie stricte nie znaczy,
              że nie było zdrady. Chociaż ludzie maja różne definicje zdrady. Dla jednego
              nawet seks nie jest zdradą, dla innego już wyjście na piwo jest.
              Zdumiewa mnie to przez to, że znam i ją i jego. Do jednego i drugiego nie pasuje
              mi taka sytuacja i zachowanie.
              • amona13 Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 17.02.08, 17:37
                ja myślę że, to ty jesteś ta koleżanką i bardzo chciałabyś aby kolega zostawił
                zonę ...
                a co do watki zdrady to w każdym małżeństwie dochodzi do rutyny i wtrynianie sie
                trzeciej powoduje konflikty, czyżby nie było takiej stać na faceta z pierwsze4go
                rzuty , musi mieć używanego bo takiego łatwiej poderwać
                • gondra Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 17.02.08, 20:00
                  Pierwsze słyszę, że zajętego faceta łatwiej poderwać, ciekawa teoria...
                  Z tego co wiem to ona sie nigdzie nie wtryniała, to on zaczął znajomość.
                  • literka102 Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 17.02.08, 22:58
                    Znajomość - to jedna rzecz, usiłowanie stworzenia stałego związku -
                    to całkiem inna sprawa.Jak taka super ta koleżanka, to czemu nie ma
                    kogoś swojego, tylko cudzych się czepia?Dla mnie sprawa jest prosta -
                    co nie moje, nie tykam.
                    • gondra Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 18.02.08, 16:52
                      Dlaczego generalizujesz? Nie czepia sie cudzych, chyba pierwszy raz zdarzyła jej
                      sie taka historia. A czasami tak bywa, że zaiskrzy do kogoś nieodpowiedniego, a
                      dopiero później człowiek sie budzi.
                      Poza tym czy posiadanie kogoś jest wyznacznikiem bycia lub niebycia super?
                • baba67 Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 18.02.08, 09:22
                  Kolezanka nie jest w porzadku ale jeszcze na takim poziomie nie w porzadku ze
                  moglabym sie z nia zaprzyjaznic.Nie wypada migdalic sie z zonatym, ale
                  pozniejsze decyzje swiadcza o niej jak najlepiej.
                  Naprawde nie w porzadku jest facet-on przysiegal czy tam sie zobowiazywal w USC
                  chociazby ze uczyni wszystko zeby malzenstwo bylo trwale.I co po POL ROKU (bo
                  przeciez z kolezanka to sie juz nadzialo a facet rok po slubie) stwierdziwszy ze
                  haju nie ma idzie go szukac gdzie indziej ?
                  Po pol roku zdecydowal, ze nie ma co pracowac nad malzenstwem bo i tak z tego
                  nic nie wyjdzie?
                  Jakos bardziej mi pasuje ze szuka dreszczyka na boku.A zony wcale zostawiac nie
                  chce bo u z nia wygodnie nawet jak czasem upierdliwa jest.
                  A jesli gondra taka psycholozka jest to niech podpusci kolegow faceta niech sie
                  go spytaja dlaczego sie z nia ozenil.Moze sie sporo nowych danych pokazac.Na
                  przyklad takich ze tescie mieszczanie kupili albo podobne rewelacje.
                  • baba67 Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 18.02.08, 09:24
                    tescie mieszkanie oczywiscie kupili, ale mieszczanie tez straszni moga byc i
                    zemsta okrutna.
                  • gondra Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 18.02.08, 16:53
                    Z tego co wiem mieszkanie i samochód kupili wspólnie, w tym przypadku to też
                    mogą być czynniki trzymające w związku.
    • markotka33 "to już koniec babe, skończyło się love story... 18.02.08, 09:42
      .. jestem już zmęczony i wracam dziś do żony" :))))
      Może nie taka stara ale najprawdziwsza prawda :))
    • modliszka24 Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 18.02.08, 11:45
      facetowi poprostu tak wygodnie ma cieply dom i pewnie posprzatane i ugotowane a
      w pracy iskierka jest ktorej mu tak brakuje.
    • polcia85 Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 18.02.08, 16:55

      Może ten facet poważnie traktuje przysięgę, którą złożył żonie, a
      nie jak wadliwy towar zakupiony w supermarkecie?
      • gondra Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 18.02.08, 16:56
        I dlatego zdradza? Bardzo poważne traktowanie przysięgi.
        • polcia85 Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 18.02.08, 17:03

          Zdrada mogła być jednorazowym błędem.
          • gondra Re: Taka sytuacja (żonaty facet) 18.02.08, 17:05
            Chyba nie taka ciągnąca sie kilka miesięcy...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja