lupetita
25.02.08, 12:24
Mieszkam wspolnie z narzeczonym w innym mieście niż jego rodzice. No
i wiadomo, często nas odwiedzają przy okazji robiąc nam prezenty w
postaci sporych zapasów jedzenia!!! Wszystko byloby ok gdyby
przywieżli nam np tylko pierożki lub pyszne ciasto. Problem w tym że
oni przywożą pomidory,ogórki, masę wędliny (zamrażarka jest już
pełna), chleb, kilkanaście pączków, słodkich bułek, ser, duże ilości
owoców !! Te produkty szybko się psują - i tak zawsze wyrzucamy
połowę :( Próbowaliśmy wielokrotnie tłumaczyć rodzicom, że lepiej
niech dadzą kasę to będziemy sobie wszysko kupować świeże, zwłaszcza
gdy bazar i sklepy mamy koło mieszkania. A oni swoje!!:(
Narzeczonego mama myśli że pieniądze to zmarnujemy(!) a jedzenie to
będziemy mieli i jeszcze ona taniej je kupi niż ja. Masakra. Co to
za przyjemność jeść suche pączki przez cały tydzień:( najdziwniejsze
jest to, że oni te swoje zakupy wiozą często busem okolo 90 km a też
mieszkają w mieście:( Ostatnio powiedzieliśmy im, że moi rodzice
kupili nam deskę do prasowania, dodatkowe talerze itd - czyli rzeczy
niezbedne; mielismy nadzieje że zrozumieją aluzję ale nic nie
powiedzieli i dalej czynią te swoje praktyki:( Poradźcie jak im to
przetłumaczyć.... z góry dziękuje :)