pierwszypostmagdy
28.02.08, 11:40
uzyczam nicka, bo kolezance nie chce sie zakladac osobnego, prosze
wybaczyc
Mam na imie Ania, mam 27 lat. Wiem, ze to juz nie malo, ale wciaz
chyba nie duzo. Od 3 lat jestem w zwiazku. Troche na odleglosc, bo
tam nam sie uklada. Pierwszy rok byl cudowny. Jak to czesto bywa.
Drugi rok byl pelen klotni i pretensji, a trzeci sama nie wiem raz
jest pieknie a raz nie. To tak w skrocie. Moj problem polega na tym,
ze z bardzo intensywnych relacji, czestych spotkan, czestych
telefonow i smsow przeradza sie to w coraz rzadszy kontakt. Zle
znosze takie ozimnienia relacji. Jestem bardzo zazdrosna. Tak sie
zlozylo, ze mezczyzna ktorego pokochalam jest przystojny i kobiety
zauwazaja to. Ciagle sie boje ze go strace, ze znajdzie sie ktos
lepszy ode mnie, ze on zauwazy kogos lepszego. Generalnie mam chyba
slabe poczucie wlasnej wartosci do tego nadwaga, ktorej nie moge sie
pozbyc (choroba). Wiem, ze popelnilam wiele bledow. Ciagle je
popelniam. Zauwazylam jak moje mezczyzna bardzo sie zmienil. Mam
wrazenie, ze zniszczylam w nim to co kochalam. Ograniczylam go.
Zdaje sobie z tego sprawe. Wiem, ze tak nie powinno byc, ale na sama
mysl, ze mialo by inaczej pojawia sie strach. Nie wyobrazalne jest
dla mnie np. to zeby on sam gdzies wyjechal beze mnie, jak idzie
gdzies do pubu a potem na impreze z jakimis znajomymi, to siedze w
domu i zastanawiam sie co tam sie dzieje, czy on moze kogos
zauwazyl, albo ktos jego. Kompletnie nie radze sobie z tymi
uczuciami. Jest to bol fizyczny, ktory rodzi sie pod wplywem mysli.
Autentycznie czuje bol na mysl o tym, ze moglby odejsc lub mnie
zdradzic.. jednak najgorsza mysl jest taka ze moglby sie do kogos na
tyle zblizyc zeby zauwazyc ze ten ktos jest lepszy ode mnie i zeby
przez to odszedl. Prosze o jedno nie oceniajcie mnie. Wiem, ze zle
robie!!! Zdaje sobie sprawe z tego, ze moje zachowanie moze
zakonczyc ten zwiazek. Czasami nawet mysle o tym, ze gdybym sama
odeszla to mialabym chociaz jakas kontrole nad tym bolem, a tak gdy
on odejdzie spadnie to na mnie jak grom. Kocham go! Wiem to. On byl
we mnie strasznie zakochany i wpatrzony, ale swoim zachowaniem
sprawilam ze klapki mu opadly. Potrafi wyrazic sie na moj temat
negatywnie, opryskliwie. W pazdzierniku powiedzial, ze nie chce juz
ze mna byc, ale zeszlismy sie i jestesmy wciaz razem. Chyba
wypalilam ten zwiazek swoim durnym zachowaniem. Jezeli tak jest to
przegralam. Nie widze w jego oczach tego co bylo kiedys. Wiem, ze
milosc sie zmienia, ale ja nie wiem czy taka zmiana powinna przyjsc
juz po 3 latach. Jak zaufac, ze nic sie nie stanie, ze mozemy byc
razem, jak pozwolic na wszystko, bo przeciez on jest dorosly a ja
nie jestem jego matka, ktora powinna go pilnowac. Jak przekonac sama
siebie, ze to ze wszyscy sie zdradzaja i oszukuja nie oznacza ze
mnie tez spotka taki los? Prosze doradzcie cos. Nie wieszajcie na
mnie psow. Nie potrzebuje kubla zimnej wody. Ja naprawde zdaje sobie
sprawe z tego ze wiele zlego sie stalo i to z mojej winy. Nie umiem
po ptrostu wywazyc co jest ok w zwiazku a co juz nie. I czy teraz po
tych wszystkich klotniach i sporach jak odpuszcze i dam mu wolnosc
to nie stwierdzi ze tego wlasnie chcial i nie odejdzie. Ciagle bije
sie z wlasnymi myslami. Powiem szczerze, ze nie daje juz rady sama
ze soba. Kompletnie nie przypominam dziewczyny ktora on pokochal.
Zreszta sam mi to powiedzial. Taka jest prawda. Z szczesliwej i
pelnej wiary osoby stalam sie lekliwa, problematyczna, zlosliwa. Co
sie dzieje? Przeciez nie takiej milosci chcialam dla nas :(((