romans z happy endem-czy to jest w ogole mozliwe?

05.03.08, 19:36
Tak sobie czytam te nasze watki i mnostwo jest na temat fatalnych w skutkach
zauroczen, zlamanych serduszek i zawiedzionych nadzieji. Sama bylam w takiej
sytuacji to wiem :(.
I tak mi przyszlo do glowy, ze moze jednak czasem sie takie rzeczy udaja i ze
nie zawsze jest powiedziane ze trafimy na skonczonego kretacza, ktory nas
omami i zawiedzie.
Znacie takie autentyczne historie gdy np ludzie bedacy w stalych zwiazkach
poznawali sie np w pracy i dochodzili do wniosku ze wlasnie TO jest ich milosc
zycia - i potrafili sie rozstac z innymi i byc ze soba?
Albo malzenstwa, ktore niby byly szczesliwe a jednak gdy zonaty mezczyzna i
zamezna kobieta spotkali sie dochodzili do wniosku ze zyc bez siebie nie moga
- i nie krecili, nie mamili drugiej strony tylko to bylo szczere uczucie?
To jest w ogole mozliwe?
    • ksieni_smutnego_pierdofonu Re: romans z happy endem-czy to jest w ogole mozl 05.03.08, 19:40
      nie ma nadzieji...
      • i.nes Re: romans z happy endem-czy to jest w ogole mozl 05.03.08, 21:12
        ksieni_smutnego_pierdofonu napisała:

        > nie ma nadzieji...

        Gramatycznie - z pewnością. Byt przygodny ;P
        • ksieni_smutnego_pierdofonu Re: romans z happy endem-czy to jest w ogole mozl 05.03.08, 21:57
          masz rację - powinnam zawrzeć w cudzysłowie, lecz wtedy efekt byłby zbyt
          jednoznaczny, a nie to z kolei było moją intencją...
        • aquira Re: romans z happy endem-czy to jest w ogole mozl 06.03.08, 10:59
          > Gramatycznie - z pewnością.
          Ortograficznie również ;)


          (nadziei!!!)
          • ksieni_smutnego_pierdofonu Re: romans z happy endem-czy to jest w ogole mozl 06.03.08, 11:33
            dżizas, kobieto... wczytaj się w to, co napisałam powyżej, a jeśli w dalszym
            ciągu nie chwycisz, to już twój problem
    • martucha90 Re: romans z happy endem-czy to jest w ogole mozl 05.03.08, 19:44
      Pracuję w 200-osobowej firmie i niejedno już widziałam ;-)

      > Znacie takie autentyczne historie gdy np ludzie bedacy w stalych
      > zwiazkach poznawali sie np w pracy i dochodzili do wniosku ze
      > wlasnie TO jest ich milosc zycia - i potrafili sie rozstac z
      > innymi i byc ze soba?

      To, co opisujesz wyżej, też.
    • mnop2 Re: romans z happy endem-czy to jest w ogole mozl 05.03.08, 19:45
      znam 1 przypadek, gdzie facet porzucil żonę+2 dzieci dla koleżanki z
      pracy, ożenili się i są szczęśliwi. Żona1 byla piekna, żona2
      paskudna, zołza itp tak na marginesie, a są szczęśliwi.
      • kasha101 Re: romans z happy endem-czy to jest w ogole mozl 05.03.08, 20:23
        Moja kolezanka poznala swojego obecnego mena, z ktorym juz od ponad
        roku mieszka, maja wspolne zyciowe plany, w pracy wlasnie.Oboje byli
        wtedy w zwiazkach, choc nie jestem przekonana czy do konca udanych.
        Ona z chlopakiem 3 lata, on z dziewczyna, zareczony...On mimo to ja
        bajerowal, zdobywal, az...udalo mu sie. Choc dopiero jak zerwali ze
        swoimi partnerami, w tym samym czasie, to zaczeli tak naprawde
        dopiero wtedy byc ze soba.o ile wiem, sa jak na razie bardzo
        szczesliwi ze soba.
      • saba_dom Re: romans z happy endem-czy to jest w ogole mozl 08.03.08, 23:51
        moja historia jest dowodem, ze happy end jest mozliwy w takich wypadkach -
        poznalam sie z moim obecnym narzeczonym w pracy ponad rok temu. Jego malzenstwo
        trwalo rok, od ponad miesiaca jest juz rozwiedziony. Tak, mielismy romans.
        Zostawil zone dla mnie i jestesmy szczesliwi. Fakt, ze przez dluzszy czas
        probowal ratowac swoje malzenstwo, ale po jakmis czasie stwierdzil, ze bylo ono
        pomylka. Przeszkoda nie byla nawet jej zamoznosc, czy powazne wplywy jej
        rodziny. Po prostu wiedzielismy, ze pasujemy, do siebie jak reka do rekawiczki.
        To wszytsko. Nie zaluje.
        • cheekymonkey Re: romans z happy endem-czy to jest w ogole mozl 10.03.08, 16:02
          ...moja historia jeszcze czeka na rozwiazanie/zakonczenie...
          teraz czekam...
          Wasze zakonczenia pomagaja myslec, ze to moze miec rece i nogi. Choc nie tak sobie kiedys "planowalam"...

          Ps. saba_dom chcialam napisac do ciebie priv, jest to mozliwe? masz tu konto poczty?
    • lajton Re: romans z happy endem-czy to jest w ogole mozl 05.03.08, 21:14
      mamo, nic nie rozumiem
    • szaro.bure Re: romans z happy endem-czy to jest w ogole mozl 06.03.08, 10:37
      znam kilka takich par, nawet u mnie w rodzinie są dwie...
      ale nie wiem od czego zależy "szczęśliwe zakończenie" romansu, a bardzo
      chciałbym wiedzieć...
      cóż, tak już jest że "mężczyźni czasem odchodzą od swoich żon, ale czasem też
      tego nie robią"...:)
      • claudel6 Re: romans z happy endem-czy to jest w ogole mozl 06.03.08, 10:57
        ja jestem z facetem, z ktorym mialam romans, gdy pozostawal w zwiazku z inna
        dziewczyna (nie w malzenstwie, w zwiazku). sytuacja byla bardzo ciezka,
        probowalam z nim zerwac kilka razy...a on teoretycznie na poczatku tych zerwan
        wybieral ja, ale praktycznie nie byl w stanie pozniej uniesc tego wyboru. no
        generalnie przezylam 3 miesiace gehenny probujac sie pogodzic z tym, ze
        mezczyzna ktorego kocham i z ktorym wiem, ze chcialabym spedzic zycie - nie
        bedzie moj.
        no ale...w koncu jest moj. i jestem bardzo szczesliwa, a to z cala pewnoscia
        najlepszy, najkochanszy facet jakiego mialam. i najzdrowsza relacja.
        • szaro.bure Re: romans z happy endem-czy to jest w ogole mozl 06.03.08, 11:43
          no właśnie, męczę sie teraz w takim układzie, z tą różnicą ze mamy małżonków...
          ileż to już razy próbowaliśmy to kończyć...i nie możemy, albo nie chcemy...z
          jakiegoś powodu dalej to ciągniemy...
          Z mojej strony jest uczucie, jestem gotowa z nim być, ale on chyba nie chociaż
          mam nadzieję że w końcu wybierze mnie!
          Twoja historia podnosi mnie na duchu :)
        • szaro_niebieska Re: romans z happy endem-czy to jest w ogole mozl 06.03.08, 14:08
          zazdroszcze takiego zakonczenia sprawy, u mnie bylo podobnie, wiedzialam ze
          chcialby byc ze mna ale ciagle powtarzal ze musi jeszcze sprobowac z tamta, ze
          chcialby ale nie moze teraz, a wiem ze tez nie mogl sobie z tym poradzic-potem
          przyznal ze zabil w sobie ta milosc... a ja w pewnym momencie poczulam ze sie
          narzucam, probowalam ale wolal ja, teraz z kolej zarzucam sobie ze moze moglam
          probowac jeszcze bardziej - tylko jaka jest granica pomiedzy staraniem sie a
          narzucaniem, nie chcialam wyjsc na jakas zakochana psychopatke :(

          jak to bylu u Ciebie?
          • szaro.bure Re: romans z happy endem-czy to jest w ogole mozl 06.03.08, 14:50
            szaro_niebieska mam ten sam dylemat!!!
            Gdzie jest granica pomiędzy staraniem się a narzucaniem???
            Wiele razy miałam ochotę pognać go w diabły bo miałam poczucie bezsensownośći,
            ale boje się, że to będzie błąd i stracę coś wyjątkowego i naprawdę ważnego...
            Jednocześnie tłumaczę sobie że skoro już tyle razy próbowaliśmy to kończyć ale
            sie nie udało to może faktycznie jesteśmy dla siebie!!! I warto walczyć, a zaraz
            potem mam wrażenie że nic z tego nie będzie...
            I co tu robić?...
    • ekskret Re: romans z happy endem-czy to jest w ogole mozl 06.03.08, 11:00
      Oczywiście. Że mam to wreszcie za sobą. :)
    • menk.a Re: romans z happy endem-czy to jest w ogole mozl 06.03.08, 11:10
      Jest to możliwe. Jeśli romansujacy są z sobą szczerzy, są gotowi
      zacząć coś od nowa, czują do siebie coś poważnego i jednocześnie nie
      czują tego do swoich oficjalnych partnerów.
      Sporo warunków. Nie każdy chce ni ma ochotę to zrobić.
      Dlatego ja jestem sceptycznie nastawionado wiary w happy endy
      romansów.
    • butterflymk no jasne 06.03.08, 11:38
      tylko muszą to być osoby na wysokim poziomie,
      dorośli mentalnie, odpowiedzialni,
      takie rzeczy sie zdarzają, że cos nie wychodzi w małżeństwie itp
      wszystko mozna ogarnąć, tylko na poziomie.
    • listekklonu Re: romans z happy endem-czy to jest w ogole mozl 06.03.08, 11:43
      Trudno mówić o szczęśliwym zakończeniu, bo nie ma możliwośći, żeby wszyscy byli
      zadowoleni. Ktoś zostanie porzucony i zapewne nieszczęśliwy. Albo będzie to
      kochanka/kochanek, albo żona/mąż.
    • iberia.pl Re: romans z happy endem-czy to jest w ogole mozl 06.03.08, 14:14
      nikly % ale mozliwe.
    • modliszka24 Re: romans z happy endem-czy to jest w ogole mozl 06.03.08, 17:57
      moja siostra jest tego przykladem teraz jest najszczesliwsza osoba na ziemi
      • pierwszypostmagdy Re: romans z happy endem-czy to jest w ogole mozl 09.03.08, 00:57
        Jak mozna startowac do kogos, zabiegac o niego i jego
        zainteresowanie wiedzac, ze ten czlowiek np. ma zone, meza, rodzine?
        gdzie sie podzial nasz szacunek dla cudzego zycia, dla starania sie
        o to wspolne zycie, bo przeciez to nie jest tydzien, czy dwa tylko
        wiele lat wspolnej pracy i starania sie o zwiazek. Co nam daje prawo
        do niszczenia tego, do wtracania sie do tego?

        Kiedys obiecalam sobie. NIGDY Z ZONATYM LUB Z FACETEM W ZWIAZKU. Po
        prostu wiem, ze gdzies tam jest kobieta, ktora kocha i ktora ciezko
        budowala cos latami i nie potrafilabym a nawet nie chcialabym
        niszczyc jej zycia!!! Nie wzielabym tego na siebie!!!
        • pierwszypostmagdy Re: romans z happy endem-czy to jest w ogole mozl 09.03.08, 01:02
          Poza tym dzisiaj egoistycznie myslimy o tym, ze przeciez zakochujemy
          sie ze wzajemnoscia i to co bylo w zyciu np. naszego nowego
          mezczyzny przechodzi do przeszlosci, a przeciez kiedys los moze sie
          odwrocic i to w nasze zycie moze wejsc jakas trzecia i sprawic ze my
          staniemy sie ex. Czemu ludzie, kobiety i mezczyzni nie potrafia o
          tym pomyslec w ten sposob?
        • cheekymonkey Re: romans z happy endem-czy to jest w ogole mozl 10.03.08, 16:09
          Ja tez tak sobie kiedys obiecywalam. i wlasciwie trzymam sie tej obietnicy... ale...nie jestesmy w stanie przewidziec wszystkich sytuacji jakimi nas zycie moze zaskoczyc. Ja sobie tego nie planowalam, nie szukalam, nie prosilam sie o to... i to nie ja weszlam w czyjes zycie, ale czyjes zycie weszlo w moje...
    • alawopalach Re: romans z happy endem-czy to jest w ogole mozl 11.03.08, 21:05
      to watek dla mnie.
      a jak doszlo do tych romansow,ktore tu opisujecie ? czy jedna ze
      stron bronila sie przed tym,bo wlasnie byla w zwiazku i w koncu
      ulegla ?
      • cheekymonkey Re: romans z happy endem-czy to jest w ogole mozl 11.03.08, 23:08
        w moim przypadku to akurat ja się broniłam a on był w związku - sypiącym się, ale jednak związku. Jak doszło? znaliśmy się już wcześniej, a kiedyś spotkaliśmy się przypadkiem... no może nie całkiem przypadkiem,ale kompletnie nie z zamiarami romansowymi. A potem to się potoczyło. Zresztą daleko aż tak nie poszło, nie nazwałabym tego w pełni 'romansem'... Chociaż to pewnie kwestia tego, co kto uważa za romans...
    • bluecake Re: romans z happy endem-czy to jest w ogole mozl 11.03.08, 23:41
      tak jak ktos juz napisal...
      trudno tutaj mowic o "happy endzie",
      bo taki "prawdziwy" jest niemozliwy!
      duzo latwiejsza sytuacja jest jak osoby zainteresowane sa w wolnych zwiazkach i
      nie maja dzieci,
      ale zawsze ktos cierpi ,ktos placze,
      zawsze ponosi sie (wczesniej czy pozniej)jakies konsekwencje.
      znam dwie pary,ktorych romansy zakonczyly sie "happy endem"
      (byli w stalych zwiazkach ,maja dzieci),zyja ze soba,tworza nowe zwiazki,rodza
      sie ich dzieci,ale...przeszlosc powraca.



      • alawopalach Re: romans z happy endem-czy to jest w ogole mozl 12.03.08, 09:03
        ja mam dziwna sytuacje,bo poki co to mam flirt z pewnym osobnikiem i
        wszystko wyglada tak,jakby mialo przerodzic sie w romans,ale czasami
        zachowuje sie tak,jakby miedzy nami kompletnie nic nie bylo,nie
        dopuszcza do niczego,jedynie mowic potrafi a mi zalezy.Facet nie
        jest zonaty,ale ma narzeczona.Dlatego zastanawiam sie czy to jakas
        reakcja obronna.
    • claudel6 Re: romans z happy endem-czy to jest w ogole mozl 12.03.08, 17:11
      pierwszypostmagdy: ja akurat nie rozbilam malzenstwa z dzieckiem, domem,
      wspolnym majatkeim i dlugo budowana histoia. na to bym sie nie zdobyla, nie
      dlatego, ze jestem taka szlachetna (nie jestem), ale dlatego, ze to bylaby zbyt
      duza odpowiedzialnosc do uniesienia, chyba bym nie dala rady. tamten zwiazek to
      byla w moim odczuciu atrapa, dziewczyna, ktora w odpowiednim czasie stanowila
      poduszke do ladowania po dlugim poprzednim zwiazku i przykrym rozstaniu. ale
      niewiele mieli ze soba wspolnego, dzielilo ich wyksztalcenie, zainteresowania,
      poziom i ogolnie pojeta kumacja swiata. no i do tego kompletny brak zgrania w
      sexie. jakby mnie nie bylo, to on by owszem tkwil w tym zwiazku, zeby jej nie
      ranic, ale mialby kochanki, duzo kochanek.byloby to jedno wielkie oszukiwanie
      siebie i jej.
      moim glownym argumentem w ktoryms momencie bylo: nie masz prawa odbierac jej
      prawa do jej wlasnego szczescia, z facetem, dla ktorego bedzie ukochana i
      najwazniejsza, a ktorego ma szanse jeszcze znalezc. nie masz prawa jej oszukiwac
      tylko dlatego, ze boisz sie ja zranic

    • claudel6 Re: romans z happy endem-czy to jest w ogole mozl 12.03.08, 17:17
      szaro_niebieska: przepraszam, nie zagladam tu regularnie, a pytalas, jak to
      bylo u mnie.
      w ktoryms momencie powiedzialam sobie: to jest ten facet, chce z nim spesdzic
      zycie, nie odpuszcze, bede walczyc o niego. i walczylam. i jak widac warto bylo.
      a gdzie jest ta granica pomiedzy sensowana walka/staraniem sie a narzucaniem
      sie? nie mam pojecia.chyba tam, gdzie naruszasz wlasna godnosc. choc kobieta w
      milosci czasem (czesto?) traci poczucie godnosci..wiec moze tam, gdzie koncza
      sie jego watpliwosci, kiedy mowi Ci: nie mozemy sie wiecej widziec.
      ALE to ze facet cos powiedzial i postanowil nie znaczy, ze on sam w to wierzy.
      ja zawsze mialam wielki szacunek do wypowiadanych slow i skladanych deklaracji,
      i taka miara mierzylam inych ludzi. ale ta historia nauczyla mnie, ze wielka
      racje mial moj madry przyjaciel, ktory powiedzial, ze ja przeceniam wartosc
      ludzkiego slowa, ze ludzie mowia to, w co sami chca wierzyc, tworza pietrowe
      iluzje i ze sa mistrzami w oszukiwaniu samych siebie.
      moj facet podjal decyzje i mowil, ze jej nie zmieni, ze ja przemyslal (a myslal
      1,5 miesiaca), ze jest nieodwolalna. w tydzien pozniej przyjechal do mnie
      (mieszkalam i nadal mieszkam w innym kraju) i rzucil mi sie w ramiona, choc
      nadal twierdzil, ze jej nie zostawi. w miesiac pozniej juz otwarcie mowil, ze
      wie, ze to nie ma sensu i ze musi ja zostawic. byl w kompletnym rozbiciu przez
      ten czas i wlasciwie w ktoryms momencie juz wiedzialam, ze nie on tu jest
      rozdawca kart, ze to ja mam byc silna i dac mu wsparcie. i dalam je.
      nie wiem, dlaczego moja historia skonczyla sie dobrze. mysle, ze to po prostu
      szczescie - pierwszy traf szczescia w milosci, ktory mi sie zdarzyl w zyciu, po
      18 latach bycia na tym "rynku". wykazalam duza determinacje, ale rowniez
      obiektywnie rzecz biorac nasza relacja ma wiecej sensu niz tamta: mamy zajebisty
      sex ze soba (on twierdzi, ze najlepszy), jestesmy dla siebie przyjaciolmi, mamy
      duzo wspolnych zainteresowan, a te ktore nie sa wspolne chcemy dzielic ze soba,
      jestesmy z jednego srodowiska i mamy grupe przyjaciol, ktorzy trzymali kciuki za
      nasza historie
      to jest duzy material, solidna podstawa, by o cos walczyc,
      jesli relacja ma krucha podstawe (np. tylko fascynacja seksualna), to moze byc
      za malo, by facet chcial przewrocic do gory nogami swoje dotychczasowe zycie.

      powiem tak: wiekszosc romansow konczy sie zle dla kochanki, nie pocieszajcie sie
      moim przypadkiem. mialam rzadkie w takich historiach szczescie
      • szaro_niebieska Re: romans z happy endem-czy to jest w ogole mozl 12.03.08, 20:01
        :) dziekuje ze opowiedzialas jak to bylo w Twoim przypadku

        Wiesz, jesli chodzi o branie czyis slow na powaznie- mam do tego ten sam
        stosunek jak Ty - zawsze wierze ze jesli ktos juz cos mowi- tzn ze tak na prawde
        mysli. I na tym sie chyba przejechalam. Raz ze wierzylam jego slowom kiedy mowil
        ze za jakis czas na pewno bedziemy razem, wierzylam kiedy mowil ze teskni, ze ma
        watpliwosci czy chce byc ze swoja dziewczyna od czasu gdy poznal mnie. Ja w to
        wszystko wierzylam i bralam wszystkie jego slowa na powaznie - myslalam ze jego
        slowo ma duza wartosc. I mnie to sama nakrecalo, myslalam ze on tak bardzo by ze
        mna chcial byc (bo tak mowil) ale nie moze (bo jest z nia) i jaki on to jest
        biedny i w potrzasku - JAKIE TO NAIWNE...

        Zauwazylam po czasie ze on jest taka osoba, ktora czesto cos mowi i opowiada ,
        a sa to tylko slowa rzucane na wiatr, dotyczace drobnostek (ze przyjdzie na
        impreze, ze zrobi to czy przygotuje tamto)ktore nic za soba nie niosa,
        Kiedy nasza znajomosc osiagnela punkt ze tak powiem "decyzyjny" on powiedzial ze
        chce ratowac swoj zwiazek i musi sprobowac ze swoja dziewczyna- zeby wiedziec ze
        zrobil wszytko co mogl. Wtedy pomyslalam, ze jest porzadnym facetem, uszanowalam
        jego decyzje i staralam sie nie narzucac mu. Moze wlasnie wtedy powinnam go
        przycisnac, bardzo mozliwe :( Wiem tez ze on "walczy " o swoj zwiazek mniej
        wiecej co 2,3 miesiace bo sie ciagle z ta dziewczyna kloca.
        Ale sprawa wydaje sie juz przesadzona, po prostu mnie nie chce.
        Ale nadal zachowuje sie czasem tak, jakby sam nie wiedzial czy to byla dobra
        decyzja, czuje jego spojrzenia, czuje ze cos jest nadal... miedzy nami


        jesli chodzi o swoja godnosc, wiem ze pare razy niestety chyba ja stracilam, bo
        tak bardzo chcialam probowac dalej.
        teraz mam jednoczesnie zal do siebie ze nie probowalam bardziej, i ze te proby
        moze byly jednak zbyt zalosne :( (pisanie mu jak za nim bardzo tesknie, kiedy
        wiedzialam ze juz koniec)taki paradox...

        Ciesze sie ze Ci sie udalo. Ale wiem ze raczej w moim przypadku happy endu nie
        bedzie. On nie chcial o mnie walczyc, dla niego bylam chyba tylko zabawka.
        • gapuchna Szarno-niebieska...... 12.03.08, 21:43
          Wiesz, nigdy nie uważaj, że poniżyłaś się, okazując uczucia. Nawet wtedy, kiedy
          on mówi, że już nie chce. Ty nie zrobiłaś niczego złego. Zaangażowałaś się, bo
          ktoś dawał ci podstawy do takiego stanu. Nie rozumiem, dlaczego kobieta "poniża
          się", mówiąc: tęsknię, nie psuj tego, wróć. Czy w innych złych sytuacjach
          życiowych również tak szybko ustępujemy pola, bojąc się ... poniżenia? Czy też
          walczymy czasem do upadłego. Wiem, do miłości nie można zmusić. Wiem, bycie z
          litości. Wszystko jest względne. Nie umiemy przewidzieć, czy czyjś upór nie
          będzie kiedyś w naszym życiu zbawieniem. Nic nie wiemy. Dlatego nie wolno
          gardzić ani kobietą, ani mężczyzną, którzy próbują. To ani nachalność, ani
          słabość. To naturalne zachowanie człowieka.
      • cheekymonkey Re: romans z happy endem-czy to jest w ogole mozl 12.03.08, 21:06
        claudel6, wiesz, oba twoje posty sa jakbys mi z ust wyjela to co bym mogla powiedziec o swojej sytuacji ;)
        poza zakonczeniem...
        ciesze sie tak na marginesie,ze Ci sie udalo :)
        ja jeszcze nie wiem... tez borykam sie z dylematem czy juz sie narzucam czy jeszcze nie i ile jeszcze moge/powinnam cos zrobic.
        Ja tez nie wchodzilam w czyjes zycie z wielka historia, dizecmi itd, nie dalabym rady tak. Cala historia rozpoczela sie beze mnie- tzn bez mojego udzialu, zostalam w nia niejako wciagnieta pozniej. ich zwiazek przypomina (pisze w czasie terazniejszym bo jeszcze jest) cos, co ty opisalas w tym poprzednim poscie. i zaczal sie rozpadac beze mnie. tylko... no wlasnie, mezczyzni - jak napisalas - nawet jak wierza w to czego chca i co mowia, to nie zawsze jeszcze potrafia to zrealizowac. strasznie boja sie odpowiedzialnosci, choc jest ona przeciez po obu stronach. szczegolnie, ze w "moim" przypadku to nie on zaczal temat rozejscia. tyle ze teraz by zostalo zrzucone na niego. a tego oni sie boja.
        teraz tkwie w zawieszeniu, bo co prawda, sama wolalam zeby byl pewien ich decyzji, ale widzialam tez jak on cholernie sie jej boi, a nie wiem czy jestem w stanie zrobic cos jeszcze by dac mu wsparcie i sile. zmuszac go nie zamierzam, bo to nie o to chodzi. tylko ze czasem faceci ze strachu boja sie zdecydowac na cos, czego sami chca i tkwia w czyms w co sami nie wierza...
        a ja... staram sie wierzyc ze nic sie nie dzieje bez powodu i bez przyczyny i ze moze mam jeszcze szanse...
        chcialabym miec ten jeden raz tez ta odrobine szczescia, zeby sie udalo...
    • tezromantyczka Re: romans z happy endem-czy to jest w ogole mozl 12.03.08, 17:18
      Moja kolezanka ze studiów miała romans z wykładowcą - żonaty, 10-
      miesięczne dziecko (tyle miało, kiedy wszystko się zaczęło).
      Wykładowca zostawił dla niej rodzinę, do dziś są razem.

      Czy to był happy end? Zależy dla kogo. Tak jest w każdym romansem -
      albo jest to happy end dla zdradzanej żony, albo dla kochanki.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja