Męża wyprawa na koniec świata...

11.03.08, 16:08
Sprawa wygląda tak: marzeniem mojego męża od dawna była ekstremalna
wyprawa w tereny górzyste i/lub bardzo zimne (Himalaje lub Aconcagua
lub Biegun Północny). Takie sobie snucie fantazji, bo skąd niby
wziąć na to czas i pieniądze.
I nagle trafiła mu się okazja wyjazdu za koło podbiegunowe, za
zupełnie śmieszne pieniądze. Zaczął się cieszyć jak dziecko. Aż żal
mi było wtrącać swoje trzy grosze do tej jego radości...
A trochę się tej jego wyprawy boję, bo:
- ma trwać 2 miesiące. Na ten czas mąż musiałby wziąć urlop
bezpłatny w pracy. No i ja zostałabym w domu z moją marną pensją,
bez szans na fajne zagospodarowanie czasu podczas jego nieobecność,
- jak wynika z powyższego, zero szans na wspólny urlop w tym roku :
(((
- i co najważniejsze, przez całe 2 miesiące praktycznie ZERO
kontaktu!!! Mają tam mieć tylko telefon satelitarny, w razie nagłego
wypadku.

Zabronić mu nie zabronię, ale strasznie mi z tym źle :((
Mogę liczyć na jakieś słowa otuchy...?
    • polcia85 Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 16:10

      Z przyjaciółką się tam wybiera? ;-)
      • doloresa Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 16:26
        Jest możliwość, że panna również wejdzie w skład ekipy...
        Ale pocieszam się myślą, że ekstremalna wyprawa gdzieś na Biegun nie
        sprzyja rozwojowi gorącego romansu ;)
        • camel_3d Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 16:34
          > Ale pocieszam się myślą, że ekstremalna wyprawa gdzieś na Biegun nie
          > sprzyja rozwojowi gorącego romansu ;)

          oj..wiesz zimno w namiotach...a cialo ma 37 stopni:)))
        • van_norden Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 21:33
          > Ale pocieszam się myślą, że ekstremalna wyprawa gdzieś na Biegun nie
          > sprzyja rozwojowi gorącego romansu ;)

          Spokojna głowa. Oni nie będą mieli się gdzie umyć, więc po tygodniu
          będą śmierdzieć jak sztokfisze. Zaczną sobie skakać do oczu z byle
          powodu, a jak się nie pozabijają po dwóch miesiącach to będzie cud.
          Poza tym pomyśl jaki potężny argument zyskujesz. Jak kiedyś będzie
          Ci na czymś bardzo zależeć a facet będzie się sprzeciwiał to wtedy
          możesz mu wypomnieć tą samotną wycieczkę ;)
      • bswm Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 16:50
        O to samo chcialam zapytac... jesli tak, to sprawa sie baaardzo komplikuje...
    • kitek_maly Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 16:13

      Nie wiem czy Cię to pocieszy..
      Ja bym się zgodziła. :-)
      • doloresa Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 16:21
        Nie no, pewnie że się zgodzę, tylko smutno z jednej strony, że
        samotność będzie doskwierać i z drugiej strony taki diabełek co mi
        szepcze do ucha: 'Taaak, on sobie pojedzie na wyprawę życia, a Ty
        będziesz siedziała o chlebie i wodzie i NIGDZIE na wakacje nie
        pojedziesz, bo kasy nie będzie'.
        Jakoś tak na razie trudno jest mi się cieszyć jego szczęściem...
        • kitek_maly Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 16:27

          'Taaak, on sobie pojedzie na wyprawę życia, a Ty
          > będziesz siedziała o chlebie i wodzie i NIGDZIE na wakacje nie
          > pojedziesz, bo kasy nie będzie'.

          Akurat o tym w ogóle bym nie myślała.
          Co najwyżej diabełek szptałby mi, że:
          1. nie będę uczestniczyć w tak ważnym dla niego wydarzeniu,
          2. może mu się bardzo spodobać takie życie i jego natura
          wędrowniczka będzie go ciągać po świecie częściej.
          • doloresa Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 16:31
            Hmmm, to ja widocznie bardziej nieco egoistyczna z natury jestem...
            Ja wiem, że mój mąż ma smykałkę do wędrowania, bo razem wędrowaliśmy
            nie raz :) Fajnie, że go tak ciągnie do świata, ale wolałabym,
            żebyśmy włóczyli się razem - jest tyle miejsc, które chętnie
            zobaczylibyśmy oboje...
            • camel_3d Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 16:35
              > które chętnie
              > zobaczylibyśmy oboje...

              np?
              • doloresa Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 16:37
                Nowa Zelandia - Nepal - Peru - Norwegia...
                • camel_3d Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 16:38
                  > Nowa Zelandia - Nepal - Peru - Norwegia...

                  fajnei miejsca..no to czas zaczac zbierac kase:)
    • menk.a Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 16:14
      Niech utulę ;))))))))))))
      • doloresa Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 16:24
        Dzięki ;)
        Nie uwierzysz, ale od razu mi lepiej :D
    • ann.k Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 16:27
      A gdzie w tym wszystkim jesteś Ty? Dlaczego na tę wyprawę nie mógł
      zabrać Ciebie? Skoro bierze urlop z pracy, to znaczy, że nie jedzie
      w podróż służbową.

      • doloresa Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 16:29
        Powodów jest kilka:
        - nie lubię zimna, więc ta wyprawa mnie specjalnie nie pociąga,
        wolałabym na przykład wybrać się do Brazylii :)
        - ja nie mogę wziąć urlopu na tak długi okres,
        - nawet gdyby nie było powyższych przeszkód, to względy zdrowotne
        dyskwalifikują mnie z tego rodzaju eskapad :(
        • camel_3d Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 16:37

          > - nawet gdyby nie było powyższych przeszkód, to względy zdrowotne
          > dyskwalifikują mnie z tego rodzaju eskapad :(

          no tak..ale czy ze wzgledu na swoje zdrowie musisz meza trzymac na smyczy?
          eee..niech sobie lepiej pojecie i teskni za toba przez 2 miesiace, niz nie
          pojedzie i bedzie wkurzony na ciebie..
    • camel_3d no chyba bys mu zycia zmarnowala 11.03.08, 16:33
      gdybys nie pozwolila mu jechac. Jak mozna komus tak marzenie zniszczyc..nie
      rozumiem. Tym bardziej, ze taka okazja moze si ejuz nigdy nie trafic, a on
      bedzie zalowal do konca zycia, ze nie skorzystal, a ty bedziesz miala wyrzuty
      sumienia, ze przez ciebie nie spelnilo si ejego najwieksze marzenie... zastanow
      sie!!!!
      • doloresa Re: no chyba bys mu zycia zmarnowala 11.03.08, 16:36
        Hej hej, spokojnie kolego! Przecież napisałam, że mu niczego nie
        zabronię!
        I po to piszę o tym na forum, żeby gdzieś wylać swoje żale, o
        których jemu nigdy nie powiem. Bo chcę, żeby miał frajdę. I nie chcę
        mieć wyrzutów sumienia. Nie chcę marudzić i tłuc mu do głowy, żeby o
        mnie też pomyslał czy inne takie. Ale źle mi z tym na razie, nic na
        to nie poradzę...
        • camel_3d Re: no chyba bys mu zycia zmarnowala 11.03.08, 16:38
          no bywa...ale 2 miesiace zleca jak z bicza strzelil.:)
          a on bezdie mial pamiatke na cale zycie:)
          • doloresa Re: no chyba bys mu zycia zmarnowala 11.03.08, 16:42
            Wiem, cieszy się jak przedszkolak na samą myśl :)))
            Kurczę, może po prostu brakuje mi tego, żeby on jakoś o mnie
            pomyślał...No nie wiem, coś w stylu: 'Fajnie, że jadę, ale w
            przyszłym roku zabiorę Cię do Nowej Zelandii'. Albo gdyby chociaż
            napomknął: 'Jaka szkoda, że nie możesz jechać'.
            No dobra, smuty walę...Taki mały dołeczek mnie dopadł ;)
    • lajton Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 16:44
      Zmień swoje egoistyczne podejście.
      I daj mu trochę wolności.
      I nie wciskaj swoich trzech groszy, gdy on chce spelnić marzenie swojego życia,
      w którym niekoniecznie Ty musisz uczestniczyć.
      • doloresa Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 16:50
        Oj, chyba nieco się zagalopowałaś...!
        Nie trzymam męża na smyczy. Nie zabronię mu wyjazdu. On nawet nie
        wiem, że mam z tym jakikolwiek problem i postaram się, żeby się nie
        dowiedział.
        Ale boli mnie, że cały czas ktoś wytyka mi egoizm. Jakby się wgłębić
        w sprawę, to przecież egoizm możnaby zarzucić mojemu mężowi: on nie
        zapytał mnie o opinię na temat swojego wyjazdu, tylko poinformował
        mnie o swojej decyzji. A przecież ta decyzja dotyka też mnie (brak
        kasy, brak wakacji...).
        Nie wiem, co jest egoistycznego w tym, że człowiek sobie troszku
        popłacze na forumie...Egoistką to bym była, gdybym uderzyła w płacz
        i truła mężowi, że powinien siedzieć przy żonie zamiast latać gdzieś
        po świecie. A tego nigdy nie zrobię.
        • lolyta Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 18:05
          > Nie trzymam męża na smyczy. Nie zabronię mu wyjazdu.

          git.

          On nawet nie
          > wiem, że mam z tym jakikolwiek problem i postaram się, żeby się
          nie
          > dowiedział.

          glupio robisz, Twoje potrzeby sa tak samo wazne. jednak on powinien
          wiedziec ze Ci z tym ciezko (byle nei tak, zeby mu to caly wyjazd
          zepsulo) - coby sie mogl zmobilizowac do jakeigos rewanzu. A tak, to
          jak tylko sie trafi nastepna wyprawa, moze i dluzsza, z
          przyjaciolka... to od razu w nia wejdzie tlumaczac "no przeciez
          tamtym razen w ogole nei bylo problemu, wiec co ci teraz odbija?"
        • karcia85 Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 18:20
          Ciebie chyba bardziej dotyka ten brak kasy:)...
          • doloresa Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 22:59
            Może nie bardziej, ale bardzo, owszem...
    • asteriasa Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 16:46
      Ja bym się zgodziła. Niech realizuje swoje marzenia, będzie
      szczęśliwy że ma taką żone która mu na to pozwala. Napewno
      wytrzymasz a jak wróci wszystko nadrobicie i będzie Ci miał wiele do
      opowiedzenia.
      • prl1 Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 17:52
        Zastanawia mnie watek przyjaciolki i ze "ona tez tam moze pojechac".
        Milo z Twej stony, ze pozwalasz mezowi na realizacje marzen. Nie
        jestes egoistka. Jednak mam nadzieje, ze nie przyjdzie im spedzic
        tych 60 dni i nocy razem, bo... i nie miejmy zludzen, ze mróz
        siarczysty najbardziej nawet w czymkolwiek by tu przeszkodzil...

        Twoje obawy sa ok i uczucia tez. Nie ma co przed nimi uciekac. Masz
        do nich prawo.
    • mini_kks Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 18:06
      Oho, panienka też jedzie?
      No, zabronić mu nie możesz. Ja, będąc na jego miejscu, w życiu bym Ci nie
      wybaczyła. Ale masz prawo czuć się źle ze świadomością, że rozstaniecie się na
      te dwa miesiące, w trakcie których on będzie w towarzystwie tamtej. Najlepiej
      wypełnij sobie jakoś czas, jeśli nie masz koleżanek, chodź sama na spacery, do
      knajpek, do kina itd. Głowa do góry [tuli]
      • 83kimi Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 18:13
        Ja Cię rozumiem, bo czułabym się podobnie. I ma prawo Ci być smutno,
        ale mądra z Ciebie kobitka, skoro rozumiesz, że to jego marzenie i
        nie robisz mu z tego powodu wyrzutów.
        Zaplanuj sobie na ten czas coś, żebyś miała zajęcie, może jakaś
        dodatkowa praca dorywcza albo intensywny kurs języka obcego? A może
        urząd pracy organizuje w tym czasie jakieś darmowe szkolenia? Zrób
        coś dla siebie. I trzymaj się dzielnie.
        • niunka24 Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 18:37
          ja nie wiem, KTO tu jest egoistą, ale jakoś trudno mi zauważyć egoizm autorki
          wątku... Ale jeśli spędzi 2 miesiące z dziewczyną, w związku z którą autorka ma
          pewne obawy, to różnie może być. Zabronić mu nie możesz, toż to wolny człowiek
          jest. Ale jakoś nie wydaje mi się ta sprawa do końca taka czysta ze strony męża.
          Obym się myliła!

          Powiem tyle,że znam identyczne sytuacje i to o wiele krótszych wyjazdów ze
          "znajomą" między innymi. I niekoniecznie dobrze się takie wyjazdy dla związku
          kończyły. Z drugiej strony, nie musi jechać na koniec świata żeby zdradzić.

          Przykre, że myśli tylko o sobie. Ale ja bym pewnie za rok zaplanowała sobie
          super wyprawę bez niego. masz do tego prawo:) nie w ramach zemsty, ale dla
          frajdy i oderwania się od domowych pieleszy i dla utrzymania równowagi:)
          pozdrawiam, trzymaj się:)
        • lolyta Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 19:01
          83kimi napisała:

          > Ja Cię rozumiem, bo czułabym się podobnie. I ma prawo Ci być
          smutno,
          > ale mądra z Ciebie kobitka, skoro rozumiesz, że to jego marzenie i
          > nie robisz mu z tego powodu wyrzutów.

          do dupy z taka madroscia. Juz jej przynajmniej nie mac w glowie ze
          taki jest wlasciwy porzadek rzeczy w zwiazku ze on ma frajde, ona z
          usmiechem na ustach udaje ze sie cieszy a na forum sie wyplakuje.
          Malz tez udany. Ja rozumiem ze mozna miec marzenie ale nie wyobrazam
          sobie przedstawienie takiego planu partnerowi bez jednoczesnej
          oferty jakiejs solidnej frajdy dla drugiej strony.
          Jesli ktos tu jest madry, to on, bo umie korzystac z okazji...
      • doloresa Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 23:03
        olegów i koleżanek jest cała masa, na pewno będę w stanie
        zagospodarować sobie jakoś czas na miejscu, żeby nie tęsknić za
        bardzo i za wiele nie mysleć...
        A panną sie akurat nie przejmuję, bo na wyprawę na pewno pojedzie
        nasz najlepszy przyjaciel i jeszcze conajmniej jeden bardzo dobry
        kolega. Do niczego by nie dopuścili, nawet jeśli - w co wątpię -
        mężowi przyszłoby do głowy zajmować się czymś innym niz podziwianiem
        przyrody...
        • mini_kks Re: Męża wyprawa na koniec świata... 12.03.08, 11:09
          No to super :) Zobaczysz, szybko zleci.
          • anka.g1 Re: Męża wyprawa na koniec świata... 12.03.08, 13:45
            Widzę, że na forum jest bardzo tolerancyjne towarzystwo. A może po prostu
            dojrzelsze? Sama jestem studentką, w stałym związku 3,5 roku. Mam przyjaciółkę,
            której kuzyn jeździ ciężarówką po USA i bardzo nas obie zaprasza do siebie
            żebyśmy zjeździli całe Stany wzdłuż i wszerz. Chłopaka znam dosyć dobrze, wiem
            że jest naprawdę w porządku. Taka podróż może nie jest moim największym
            marzeniem, ale myślę że jest niepowtarzalną okazją. Naprawdę chciałabym tak
            spędzić wakacje. Swojego partnera nie zabiorę bo go nie stać, a poza tym nie
            kręcą go takie klimaty. Gdy o tym rozmawiamy, niby nie mówi nie, ale wiem że mu
            się to bardzo nie podoba. Zasięgnęłam więc opinii kolegów i tu dosłownie każdy
            zapytany opowiedział, ze nie puściłby dziewczyny w taką podróż:/ I pewnie nie
            pojadę...
    • vbn567 Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 18:44
      powiem tak: Ty powinnaś nie robić przeszkód, on powinien... nie
      pojechać. 2 miesiące to koszmarnie długo, do tego ten bezpłatny
      urlop. nie widzę tego dobrze.
      • kropeczka-b Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 19:02
        Dwa miesiące to długo ale…
        1.Pomysl ile to dla niego znaczy, jeśli nie pojedzie zawsze będzie
        miał o to w skrycie do Ciebie żal. Może tego nie powie, a może
        wyciągnie kiedyś w najmniej oczekiwanym momencie, przy kłótni.
        2. Każdy ma prawo do marzeń i ich realizacji, Ty i on też. Jeśli
        zależy Ci na mężu daj mu tę szansę, nie pokazuj aż tak bardzo, że
        wolałabyś by został. Niech się facet cieszy, korzysta. Jeśli będzie
        miał świadomość, że Ty cierpisz, jego wyjazd nie będzie dla niego w
        pełni miły, będzie miał wyrzuty sumienia, zmarnujecie oboje 2
        miesiące. Ani Ty nie zyskasz, ani on.
        3. Pomyśl jaki cudowny będzie powrót, jaki wspaniały seks po takiej
        rozłące:)))
        4. Myślę, że doceni Twój mąż to bardzo, że mógł wyjechać, że też
        dzięki Tobie ten wyjazd doszedł do realizacji. Zadowolony i
        szczęśliwy chłop w domu z powodu żony, to chłop, który jest przy tej
        żonie i o nią dba:)).
        5. Czasami trzeba coś poświęcić, by potem zyskać dwójnasób. Ty też
        możesz coś kiedyś bardzo chcieć, czego on nie koniecznie będzie
        chciwą zaakceptować. Nie zawsze nasze pragnienia są zgodne z
        pragnieniami partnera. Sztuka jest umieć to zaakceptować i umieć to
        pogodzić.
        Powodzenia i pozdrawiam
        • lolyta jasne, jasne 11.03.08, 19:09
          Jeśli
          > zależy Ci na mężu daj mu tę szansę, nie pokazuj aż tak bardzo, że
          > wolałabyś by został

          > 4. Myślę, że doceni Twój mąż to bardzo, że mógł wyjechać, że też
          > dzięki Tobie ten wyjazd doszedł do realizacji.

          nie, nie doceni, bo nie bedzie wiedzial ze wolalaby zeby zostal.

          > 5. Czasami trzeba coś poświęcić, by potem zyskać dwójnasób. Ty też
          > możesz coś kiedyś bardzo chcieć, czego on nie koniecznie będzie
          > chciwą zaakceptować. Nie zawsze nasze pragnienia są zgodne z
          > pragnieniami partnera. Sztuka jest umieć to zaakceptować i umieć
          to
          > pogodzić.

          taaaaa, tylko ze on juz wtedy od dawna moze byc mezem przyjaciolki i
          marzenai Doloresy neiwiele beda dla niego znaczyly. Oczywiscie ze on
          atez moze czegos chciec i niech to negocjuje od poczatku, a
          nei "kiedys moze".
          • niunka24 Re: jasne, jasne 11.03.08, 21:16
            masz dużo racji. z drugiej strony jeśli on woli panienkę, to wyjazd niewiele
            zmieni...
            z trzeciej, masz dużo racji, bo przecież kobieta nie "służy" do tego,żeby się
            grzecznie na wszystko godzić i czekać jak wierny pies gdy jej "pan" jeździ po
            świecie, ale ograniczenia też nie są dobrym rozwiązaniem.
            A jednak nie o to w partnerstwie chodzi,żeby nie przejmować się zdaniem i
            uczuciami drugiej osoby,
            Mój mąż chce wyjechać na kilka dni, ok. niech jedzie nurkować, mnie to nie
            kręci. Ale wszystko jest WSPÓLNIE ustalone i zdecydowane, a nie, e on sobie
            wymyślił i jedzie kiedy chce. ale my mamy inną sytuację, bo mamy dziecko,
            obydwoje pracujemy i jak będę sama z maluchem to będzie pewne utrudnienie:) ale
            zanim dziecko się pojawiło też wspólnie ustalaliśmy tego typu sprawy.i jego i
            moje wyjścia,wyjazdy....szacunek. o to tu chodzi.
            • doloresa Re: jasne, jasne 11.03.08, 23:08
              No tak, mój mąż rzeczywiście postanowił o wyjeździe bez rozmowy ze
              mna na ten temat...
              Z drugiej strony jednak mówił mi o swoich marzeniach tyle razy,
              razem wielokrotnie debatowaliśmy, jak to zrobić, żeby mógł
              pojechać...No więc jak się dowiedział, ze jestokazja, to sądził, że
              sprawa jest oczywista...Tyle, że ja sobie nie zdawałam sprawy, że to
              może być taki koszmarnie długi wyjazd...!
            • lolyta Re: jasne, jasne 11.03.08, 23:38
              > A jednak nie o to w partnerstwie chodzi,żeby nie przejmować się zdaniem i
              > uczuciami drugiej osoby,

              Oczywiscie, ze nie! Chodzi o to, zeby malz Doloresy przejmowal sie JEJ uczuciami
              w takim samym stopniu w jakim ona przejmuje sie jego. A jesli ona bedzie je
              skrywac (przed nim, a wylewac zale tutaj) to od razu ustawia sie na pozycji
              osoby ktorej uczucia sie nei licza i odbiera mu szanse przejmowania sie jej
              uczuciami.
              • doloresa Re: jasne, jasne 11.03.08, 23:41
                Ja się tylko boję zepsuć mu radość. No bo w sumie co mi przyjdzie z
                gadania o tęsknocie itp.? Powinien sam to wiedzieć chyba...?
                • lolyta Re: jasne, jasne 11.03.08, 23:46
                  jak na razie to jesli ktos ma zepsuty nastroj to Ty. I moze tym sie zajmij.
                  Jakos jestem dziwnie pewna, ze on se ze swoim nastrojem poradzi.
                  • doloresa Re: jasne, jasne 11.03.08, 23:49
                    Oki, może rzeczywiście za dużo myslę o tym, co myśli mój mąż :)
    • la_vaniglia Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 20:20
      jesli jestes osoba cierpliwa to wytrzymanie jego wyjazdu wyjdzie CI
      na dobre, bo mezczyzni juz tacy sa ze uciekaja gdy ich sie krotko
      trzyma, a przychodza gdy ich sie puszcza ze smyczy(w moim przypadku
      praktyka ma sie nijak do teorii);P ale nie udawaj ze dla Ciebie cala
      ta sprawa to pestka, mów ale(nie marudź)ze to jest wyzwanie dla
      Ciebie,ze bedzie Ci ciezko- niech nie mysli ze nawet jesli cieszysz
      sie razem z nim to to jest takie proste. tul sie do niego i mrucz że
      bedziesz tesknić, przed jego wyjazdem spraw zeby ukladalo sie jak
      najlepiej, wtedy podczas wieczorów bedzie mial CIebie w pamieci.
      zastanawia mnie tylko obecnosc innej dziewczyny... on jedzie tam ze
      swoim chlopakiem?
      • ab554 Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 20:40
        Wszystko OK , tylko po co tam to flundra?Ile jedzie tam kobiet , jakie maja
        doswiadczenie?To przeciez nie wyprawa po paczki.A ona zdaje sie wyjechala za
        granice i co , przerywa swoj pobyt , zeby pedzic na biegun? Doloreso,opowiedz
        dokladnie , co z tom babom jest grane.
        • fruk-toza Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 21:29
          to jest ta sama przyjacółka, z którą co tydzień chodzi na piwo?
          Poznałaś ją w końcu?
          • doloresa Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 23:13
            Poznałam. Sympatyczna.
        • doloresa Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 23:12
          Ludzi w sumie jedzie ma jechać ok. 10, w tym kilka kobiet (dokładna
          liczba nieznana).
          Generalnie to wyprawa naukowo-badawcza, a panienka jest chemikiem,
          jest koncepcja, żeby w oparciu o badania napisała doktorat. Ale jej
          wyjazd wciąż nie jest pewny. Wyjazd ma być w lipcu-sierpniu, wtedy
          ma już być w Polsce.
      • silic Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 22:04
        > zastanawia mnie tylko obecnosc innej dziewczyny... on jedzie tam ze
        > swoim chlopakiem?

        hahahahaha ... ale się uśmiałem. To kobieta nie może SAMA jechać nigdzie ? Musi
        z chłopakiem ?????? Jak rozumiem w twoim świecie bez pana i władcy to z nawet z
        kuchni nie wystawia nogi :D:D:D:D
    • kontik_71 Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 21:36
      Postaraj sie cieszyc szczesciem meza.. Jestem sobie w stanie
      wybrazic jaki jest szczesliwy, ze mu sie cos takiego udalo... to
      jest spelnienie marzen... Po powrocie to jego szczescie bedzie
      napewno mialo swietny wplyw na Was... Postaraj sie nie popsuc mu
      radosc
    • po.rzeczka Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 22:10
      A mnie zadziwia jacy tu wszyscy wyrozumiali,chyba nie wczuwacie się na serio w
      położenie autorki. Moim zdaniem decyzja o takim wyjeździe to grubsza
      sprawa,wymagająca wspólnej decyzji w małżeństwie i każdym poważnym związku.
      Zabronić nie można,ale ja bym wcale nie ukrywała swoich uczuć. Zero wakacji dla
      mnie,a on z tą panną przez 2 miesiące? Nigdy!
      • silic Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 22:20
        > Zabronić nie można,ale ja bym wcale nie ukrywała swoich uczuć. Zero wakacji dla
        > mnie,a on z tą panną przez 2 miesiące? Nigdy!

        Weź się zdecyduj - albo zabronić nie można albo "nigdy".
        A ona pretensji o wysokość swojej wypłaty do męża chyba mieć nie powinna.
        Na koniec - ona tam nie jedzie za panną tylko panna też tam jedzie (o ile
        zrozumiałem).
      • selica Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 22:23
        Czemu tak to upraszczasz? Myślisz, że mu naprawdę chodzi o dwa
        miesiące z panną? Skoro to marzenie życia faceta, to nie można mu
        tego zabronić. Zakładam się, że on zdaje sobie sprawę z kosztów i z
        tego, ze zostawi żonę na dwa miechy, ale ma szanse spełnić swoje
        marzenie. Myślę, że większą frustrację w ich związku spowodowałby
        strzelony przez Doloresę mega foch. A tak w gruncie rzeczy oboje
        będą szczęśliwi - on, bo spełni marzenie, a ona, bo umożliwi
        spełnienie marzenia komuś, kogo kocha. A na wspólne wakacje pojadą
        za rok :)

        Tak ja to widzę.
        • po.rzeczka Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 22:30
          Już widzę ilu facetów byłoby tak wspaniałomyślnych wobec swoich kobiet.Uważam
          ,ze decyzja powinna być wspólna. A ukrywanie swoich uczuć do niczego dobrego nie
          doprowadzi.
          • kontik_71 Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 22:32
            Oczywiscie.. najlepiej walnac do na dzien dobry patelnia aby wybic
            mu z glowy glupie pomysly.. A potem oskarzyc o chec zdrady z
            dziewczyna jadaca na ta sama wyprawe.. oj pozeszka, Ty to chyba nie
            masz faceta, co?
            • kontik_71 porzeczka mialo byc :) 11.03.08, 22:32
              • selica Re: porzeczka mialo byc :) 11.03.08, 22:34
                A to tak widać, jak ktoś nie ma? :DDDD
                • kontik_71 Re: porzeczka mialo byc :) 11.03.08, 22:36
                  O ile sobie przypominam to porzeczka zawsze ma takie drastyczne
                  nastawienie do facetow.. wiec pewnie nie ma i dlatego takie
                  nastawienie do nas.. :)
                  • po.rzeczka Re: porzeczka mialo byc :) 11.03.08, 23:31
                    Otóż mam faceta. Litości,ja tylko napisałam,ze decyzja powinna być wspólna.To
                    autorka ma swoje emocje,które ja rozumiem.
                    • kontik_71 Re: porzeczka mialo byc :) 11.03.08, 23:33
                      Przede wszystkim napisalas NIGDY.. a to dosc dobrze oddaje
                      nastawienie..

                      A tekst o braku faceta byl specjalnie prowokacyjny.. juz tak czasami
                      mam :P
                      • po.rzeczka Re: porzeczka mialo byc :) 11.03.08, 23:39
                        No tak chciałam dodać emocji na koniec swojej wypowiedzi,stąd to nigdy.Myślę,że
                        te prawdziwe emocje i tak wyjdą.Moim zdaniem można o nich chociaż szczerze
                        pogadać,a nie się ich wstydzić i wypierać.Nie zaszkodzi chwila refleksji,czy
                        facet by się odwzajemnił podobnym podejściem.
                    • doloresa Re: porzeczka mialo byc :) 11.03.08, 23:35
                      Jak zrozumiałam ze wszystkich postów, powinnam dać mu znać, że
                      trochę mi smutno, ale niezbyt dosadnie, bez marudzenia i fochów :)
                      Jednocześnie zaś powinnam cieszyć się tym, że realizuje swoje
                      marzenie, próbując przy tym delikatnie skłonic go, żeby obiecał mi
                      coś w zamian, np. fajną wyprawę w przyszłym roku ;)
                      Hmmm, może jakoś sobie poradzę :))
                      • kontik_71 Re: porzeczka mialo byc :) 11.03.08, 23:36
                        Wlasnie nie, ze bedzie Ci smutno.. chesz mu zepsuc radosc? Pokaz mu,
                        z ebedziesz tesknila, ze sie martwisz czy mu sie tam nic nie
                        stanie.. ale nie powoduj wyrzutow sumienia..
                        • doloresa Re: porzeczka mialo byc :) 11.03.08, 23:38
                          Jak zwał, tak zwał - czy z powiedzenia, że będę tęsknić, że będę się
                          martwić itp. nie wynika, że będzie mi smutno..?
                          Tak czy siak mogą pojawić się wyrzuty sumienia i radość może trochę
                          opaść...Dlatego też wciąż się zastanawiam, czy w ogóle coś mówić.
                          Może tylko raz czy dwa coś bąknę, ale nie będę robiła z tego całej
                          debaty. Może tak będzie najlepiej?
                          • kontik_71 Re: porzeczka mialo byc :) 11.03.08, 23:40
                            Tesknota jest oczywistoscia i nie ma takiego "wydzwieku" jak "jest
                            mu smutno"...
                            • doloresa Re: porzeczka mialo byc :) 11.03.08, 23:42
                              No dobra, jako facet jesteś dla mnie w tej kwestii autorytetem :)
                              Słowo 'smutek' wypada ze słownika ;)
                              • kontik_71 Re: porzeczka mialo byc :) 11.03.08, 23:45
                                Dodaj do tego, ze ja tez mialem taka podroz zycia i wiem jakie
                                emocje sie przy tym wyzwalaja...
                                • doloresa Re: porzeczka mialo byc :) 11.03.08, 23:47
                                  Twój autorytet wzrasta z każdą chwilą :)))
                                  Ja też mam marzenie o wyprawie życia - do Nowej Zelandii...Mam
                                  nadzieję, że kiedyś będzie mi dane się tam wybrać. Oby...
                                  • kontik_71 Re: porzeczka mialo byc :) 11.03.08, 23:50
                                    No to masz zalatwione sprawe.. Facet pojechal na 10 tygodni w lod i
                                    snieg.. w ramach rekompensaty mozecie postarac sie abys Ty pojechala
                                    zobaczyc kiwi :)

                                    Bylem przez 7 tygodni w Azji i 10 tygodnie w Ameryce poludniowej.,.
                                    dookola mnie bylo sporo dziewczyn, ale zareczam, ze wrazenia z
                                    podrozy sa tak silne, ze czlowiek nawet nie mysli o kobietach...
                          • lolyta jak rany..... 11.03.08, 23:43
                            sluchaj wyrzuty sumienia, jesli Cie kocha, to on powinien miec sam z siebie, bez
                            specjalnego powodowania, jesli wybiera sie z lasencja bez Ciebie wiedzac, ze z
                            tego powodu Ty nie bedziesz meic wakacji. Wiec spokojnie mozesz o tym z nim
                            rozmawiac. Ty sie postaraj zeby on odczul NALEZYTA wdziecznosc za to ze mu nie
                            robisz scen i zeby sam z siebie postaral sie o jakis ekstra ekwiwalent dla Ciebie.
    • kotkaaaa Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 22:33
      doloresa, czy ty przypadkiem czegos nie wachasz?;) bez watpienia
      jestes na fali)
      twoje problemy sa coraz bardziej top'owe i oryginalne
      musze przyznac, ze jestes niezlym trollem;)
      • doloresa Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 23:16
        Sama czasem czuję się jak troll ;)
        Ale wyobraź sobie, że niektórzy mają czasem takie trollopodobne
        problemy, które - wbrew pozorom - są prawdziwe :)
    • uhu_an Re: Męża wyprawa na koniec świata... 11.03.08, 22:41
      Dasz rade, zobaczysz te dwa miesiace mina raz dwa!!! :)
      • anmei1 Re: Męża wyprawa na koniec świata... 12.03.08, 08:47
        Witam,

        Ja znam sytuacje niejako z drugiej strony. To ja wyjezdzalam
        kilkakrotnie na drugi koniec swiata (Azja). Zazwyczaj na okolo 2
        miesiace. Fakt, ze sluzbowo i ze w bardziej cywilizowane strony ale
        tez daleko, tez na dlugo. Maz wiedzial, ze takie wyjazdy moga sie
        pojawic, gdy podpisywalam umowe o prace. I wiedzial, ze nie moze
        zmuszac mnie do wyboru on albo ta praca (czyli takze wyjzdy).
        Zwiazek to akceptacja pasji i wolnisci drugiego czlowieka. W
        granicach, ktore powinno sie przedyskutowac gdzies na poczatku.
        Jak powszechnie wiadomo zazwyczaj latwiej jest tej osobie, ktora
        wyjezdza (nowe bodzce, poczucie wyjatkowosci czasu i miejsca etc.)
        Wiem z wlasnego doswiadczenia bo raz to maz wyjechal na 3 miesiace a
        ja zostalam w kraju. Nie dziw sie, ze on glownie sie cieszy zamiast
        martwic sie rozlaka. To calkiem normalne. Mocniejsza tesknota w jego
        przyopadku zacznie sie dopiero gdy nasyci sie nieco nowa
        rzeczywistoscia.
        Z wlasnego doswiadczenia moge Ci powiedziec, ze takie rozstania raz
        na jskis czas sa dla zwiazku a takze dla Ciebie i dla Niego jako
        jednostek bardzo dobre. Wykorzystaj ten czas na wlasny rozwoj.
        Zacznij sie uczyc nowego jezyka, realizuj swoje pasje na ktore
        normalnie nie masz czasu, odzwiedz przyjaciol, ktorych dawno nie
        widzialas etc. Dbaj o to, by zyc pelnia zycia zamiast wyczekiwac
        jego powrotu.
        Pozdrawiam.
        • muck Re: Męża wyprawa na koniec świata... 12.03.08, 09:33
          Doloreso, bardzo śmierdzi mi, że ona też jedzie. Wyobraz sobie 2
          miesiące męża z inną kobietą 24 godziny na dobę.
          Co z tego, że do łóżka nie pójdą (???) Ale wiesz, jak przez ten czas
          się zwiążą? Tyle wspólnych przeżyć, tyle wspólnych tematów. Zdjęć.
          Po powrocie mnóstwo wspomnień. Z nią, nie z Tobą.
          Pamiętam Twój wątek o tej lasce, pisałam tam nawet.

          I wiesz co teraz myślę?

          Że oni są kochankami.
          Że Twój mąż Cię nie szanuje.

          Zobacz, jak powiedział Ci o wyjezdzie. Zobacz, że nawet nie zapytał
          Cię o zdanie, on Ci po prostu oświadczył, że jedzie, i już.

          No chyba nie na tym polega małżeństwo.
          • doloresa Re: Męża wyprawa na koniec świata... 12.03.08, 09:41
            >Wyobraz sobie 2
            > miesiące męża z inną kobietą 24 godziny na dobę.
            > Co z tego, że do łóżka nie pójdą (???) Ale wiesz, jak przez ten
            czas
            > się zwiążą? Tyle wspólnych przeżyć, tyle wspólnych tematów. Zdjęć.
            > Po powrocie mnóstwo wspomnień. Z nią, nie z Tobą.

            Wiem, że jeżeli ona tam pojedzie, to ta myśl nie będzie dawała mi
            spokoju...Nie to, że pojawi się zdrada, tylko że inna kobieta, w
            pewien sposób dla mojego męża ważna, będzie świadkiem jego
            szczęścia, stanie się elementem jego wspomnień...Ale nic na to nie
            poradzę, mogę tylko mieć nadzieję, że ona jednak zostanie w kraju.

            I wiesz co teraz myślę?
            >
            > Że oni są kochankami.
            > Że Twój mąż Cię nie szanuje.
            >
            > Zobacz, jak powiedział Ci o wyjezdzie. Zobacz, że nawet nie
            zapytał
            > Cię o zdanie, on Ci po prostu oświadczył, że jedzie, i już.


            Daj spokój - kochankami nie są, bo być nie mogą: ona jest za
            granicą. Koniec tematu.
            Pisałam juz gdzieś wyżej, jak dowiedziałam się o jego wyjeździe:
            fakt, nie zapytał mnie o zdanie przed podjęciem decyzji, ale tyle
            razy wcześniej rozmawialiśmy o jego marzeniach, zastanawialiśmy się,
            jak możnaby je zrealizować...Więc kiedy w końcu nadarzyła się
            okazja, uznał, że to oczywiste, że pojedzie.
            Nie odbieram tego jako przejaw braku szacunku.
          • zdradzam68 Re: Męża wyprawa na koniec świata... 13.03.08, 09:21
            zgadzam sie z muck!
            oni szukaja swojego towarzystwa
            klasyka: gadki, kawki wspolnie spedzany czas i porozumienie dusz
            przezywanie wspolne, kontemplowanie swiata - oni sa dla siebie
            stworzeni :)
            gdyby Twoj maz Cie sznowal a wie jakie masz odczucia wzgledem
            jego "przyjacioleczki" nie bralby takiego wyjazdu pod uwage
            widac, ze szukaja wspolnych miejsc, mozliwosci bycia razem
            to taka nagroda po polrocznej rozlace :)
            nie jestes juz atrakcja dla swojego meza...
            nawet na wakacje szkoda z Toba jechac...

            przykro mi...
    • nadinka_nadinka Re: Męża wyprawa na koniec świata... 12.03.08, 17:07
      Na ten czas mąż musiałby wziąć urlop
      > bezpłatny w pracy. No i ja zostałabym w domu z moją marną pensją,
      > bez szans na fajne zagospodarowanie czasu podczas jego nieobecność,
      > - jak wynika z powyższego, zero szans na wspólny urlop w tym roku :
      > (((


      dlaczego bez szans na fajne zagospodarowanie czasu? czyzby fajne
      zagospodarowanie czasu jest synonimem posiadania meza w domu?
      zero na wspolny, ale sama mozesz gdzies pojechac przeciez, prawda?
      • doloresa Re: Męża wyprawa na koniec świata... 12.03.08, 22:10
        Nie mogę nigdzie pojechać sama - ze względu na brak kasy :(
        • nadinka_nadinka Re: Męża wyprawa na koniec świata... 13.03.08, 20:36
          a nie możesz coś przez te 2 m-ce odłożyć? męża nie będzie to niższe rachunki
          (rzadziej będzie pracować pralka, zmywarka itp), mniejsze wydatki na jedzenie
          itp. Coś tam można zachomikować ;-) A potem jak wróci to ze 2-3 miesiące po
          kilka stówek chomikujesz na koncie i na jakiś tydzień w górach wystarczy ;-)
          • doloresa Re: Męża wyprawa na koniec świata... 14.03.08, 09:28
            No pewnie, coś się tam wykombinuje :)
            Taki moment czarnowidztwa miałam, teraz już jest lepiej :)
    • hamerykanka Re: Męża wyprawa na koniec świata... 12.03.08, 17:30
      A ja jestem ciekawa innego aspektu, dlaczego doloresa tak narzeka na
      marna forse?
      Facet finansuje swoj wyjazd z wlasnej kieszeni, ona do tego nie
      doplaca. Z drugiej strony jej sie marzy wyjazd do NZ, ale z
      wydzwieku wynika ze to facet ma jej to zafundowac w ramach
      rekompensaty za swoje wakacje??
      Mi byloby wstyd tak zerowac na facecie. Moj luby ma swoje hobby,
      kajakarstwo gorskie, wyjezdza pare razy w roku z przyjaciolmi. Sam
      sobie to finansuje, zarabia dwa razy wiecej ode mnie. Ja mam hobby
      off road, ale na bogow, nie opczekuje ze on mi bedzie sponsorowal co
      ja chce i 'odplacal" za mozliwosc wyjazdu z kajakiem!
      chcesz pojechac gdzies, oszczedzaj kase i pojedz, nie masz kasy-nie
      jedziesz. Proste. Bo z postu raczej przebija zazdrosc, "dlaczego on
      a nie ja"....
      • doloresa Re: Męża wyprawa na koniec świata... 12.03.08, 22:17
        Facet finansuje swoj wyjazd z wlasnej kieszeni, ona do tego nie
        > doplaca. Z drugiej strony jej sie marzy wyjazd do NZ, ale z
        > wydzwieku wynika ze to facet ma jej to zafundowac w ramach
        > rekompensaty za swoje wakacje??

        Taaa, a skąd wniosek, że płaci za wyjazd z własnej kieszeni???
        Mój mąż zarabia ciut więcej niż ja, ale naprawdę nieznacznie.
        Dlatego pewnie na NZ w najbliższym czasie szans nie będzie :(
        Nie mam pojęcia, skąd przyszło Ci do głowy, że on to jakiś bogacz
        niesamowity, a ja przy nim zarabiam grosze??!!
    • minasz Re: Męża wyprawa na koniec świata... 12.03.08, 19:30
      jak nie pojedzie to bedzie ci wypominał przez lata
      w koncu uzna ze zmarnoiwałas mu zycie zacznie cie zdradzac az w koncu odejdzie
    • niewierny_facet Jedzie do swej panienki a nie na biegun ;) 12.03.08, 20:35
      Hehe, fajnie! Tylko telefon satelitarny = zero trucia dupy :)
      A w międzyczasie będą się mogli z pannicą bzykać do woli :)
      Baterie w aparacie też się szybko wyczerpią, więc zdjęć też nie porobią :)
      • nie.grzeczna.kobieta Re: Jedzie do swej panienki a nie na biegun ;) 12.03.08, 22:26
        niewierny_facet napisał:

        > Hehe, fajnie! Tylko telefon satelitarny = zero trucia dupy :)


        hahahaha dokladnie:))
        • doloresa Re: Jedzie do swej panienki a nie na biegun ;) 12.03.08, 22:30
          Taaa, i do tego jedna chata na 10 osób (piętrowe łózka, jedna sala),
          a w trasie namioty i segregacja płciowa :)
          I - jak już ktoś napisał - brak wody do mycia przez dłuższy czas i
          prawdopodobne kłótnie o żarcie i śmierdzące skarpetki...Śmietny
          klimat do romansowania :)))
          • nie.grzeczna.kobieta Re: Jedzie do swej panienki a nie na biegun ;) 12.03.08, 22:36
            doloresa napisała:

            > Taaa, i do tego jedna chata na 10 osób (piętrowe łózka, jedna
            sala),
            > a w trasie namioty i segregacja płciowa :)
            > I - jak już ktoś napisał - brak wody do mycia przez dłuższy czas i
            > prawdopodobne kłótnie o żarcie i śmierdzące skarpetki...Śmietny
            > klimat do romansowania :)))

            ludzie w bardziej skrajnych warunkach mieli romanse więc ja akurat
            nie brałabym warunków aż tak pod uwagę.
            Jeżeli jego koleżaneczka jechałaby na tę wyprawę to sory ale mialby
            wybór bardzo prosty, wiadomo jaki:)
            • doloresa Re: Jedzie do swej panienki a nie na biegun ;) 12.03.08, 22:38
              Jeżeli jego koleżaneczka jechałaby na tę wyprawę to sory ale mialby
              wybór bardzo prosty, wiadomo jaki:)

              Jaki??? Bom nieświadoma :)
              • nie.grzeczna.kobieta Re: Jedzie do swej panienki a nie na biegun ;) 12.03.08, 22:45
                doloresa napisała:

                > Jaki??? Bom nieświadoma :)

                no wlasnie w tym problem żes nadal nie świadoma. Dwa wątki się mielą
                na forum od jakiegos czasu, a Ty nadal NIC.
                Ale napiszę, żeby nie było.
                Jeżeli kolezaneczka by jechała to wybor mialby prosty. Albo jedzie i
                w sumie to juz nie istotne czy na dwa msc czy dwa lata niech spada.
                Albo nie jedzie, ponieważ wie, że zrobiłby Tobie wielką przykrość
                wiedząc ze coś wczesniej wywęszyłaś odnośnie jej osoby/ pod
                warunkiem że kolezanaczka na pewno jedzie/
                Wystarczy?
                • doloresa Re: Jedzie do swej panienki a nie na biegun ;) 12.03.08, 22:53
                  Jak juz pisałam wcześniej, już niejeden raz, w znajomości mojego
                  męża z tą dziewczyną nie ma NIC podejrzanego. Z róznych względów
                  wtedy, na samym początku, wpadłam w histerie i teraz głupio mi z
                  tego powodu.
                  Na to, czy ta dziewczyna pojedzie czy nie pojedzie mój mąż nie ma
                  absolutnie żadnego wpływu. Ona jest studentką należącą do grupy
                  badawczej, która organizuje wyprawę - to, czy zechce pojechać to
                  będzie jej decyzja. I co, miałabym powiedzieć mężowi: zmuś ją, żeby
                  nie jechała, albo sam zrezygnuj z wyjazdu??!! Przecież to chore! On
                  naprawdę od dawna marzył o takim wyjeździe...!
                  Jeżeli rzeczywiście chciałby mnie zdradzić, znalazłby sobie bardziej
                  dogodne miejsce i czas...
                  • nie.grzeczna.kobieta Re: Jedzie do swej panienki a nie na biegun ;) 12.03.08, 22:57
                    doloresa napisała:

                    > Przecież to chore!
                    masz racje to chore. Caly uklad miedzy Wami jest chory. wylewasz nam
                    żale zamiast powiedzieć swojemu ukochanemu!!, że rani Cie ta cala
                    sytuacja i trudno Ci z tym wszystkim żyć. Po to buduje sie związek
                    żeby mowic o wszystkim co nas boli, a nie zaciskać usta i cierpiec w
                    samotnosci!! To nienormalne i szkoda by mi było życia na tego typu
                    związek.
                    • 2szarozielone Re: Jedzie do swej panienki a nie na biegun ;) 12.03.08, 23:05
                      Ludzi się nie zatrzymuje przy sobie nakazami i zakazami. Taka wierność jest nic
                      nie warta. A konieczność uciekania się do takich rozwiązań jest upokarzająca.
                      • nie.grzeczna.kobieta Re: Jedzie do swej panienki a nie na biegun ;) 12.03.08, 23:14
                        2szarozielone napisała:

                        > Ludzi się nie zatrzymuje przy sobie nakazami i zakazami. Taka
                        wierność jest nic
                        > nie warta. A konieczność uciekania się do takich rozwiązań jest
                        upokarzająca.

                        upokarzające jest to, że druga strona nawet nie moze powiedziec
                        swojemu pratnerowi co ją boli. Upokarzające jest to, ze jeżeli
                        koleżaneczka pojedzie/ups sudentka/ i cos sie zacznie dziać na tym
                        wyjeździe to wszyscy będą na dolorese patrzec z politowaniem po tym
                        wszystkim. Poza tym co jest w tym tak upokarzjącego dając komuś
                        wybór? BO to będzie jego wybór.
                        Poczucie winy-słowo klucz w ostatnim czasie w sprawach związanych ze
                        zdradą jest najwyraźniej po stronie doloresy. Czy to przypadek czy
                        tez celowe działanie pana małzonka??
                        • doloresa Re: Jedzie do swej panienki a nie na biegun ;) 12.03.08, 23:26
                          Po pierwsze - zawsze mówię mężowi, jak coś mnie NAPRAWDĘ boli.
                          Przykład - sprawa przyjaciółki. Natomiast zawracanie drugiej osobie
                          głowy byle głupstewkiem uważam za męczące, bezsensowne i bezcelowe.
                          W ten sposób chce się wpływać na każdą decyzję, wręcz te decyzje
                          wymuszać, a w ten sposób w związku robi się ciasno i duszno. Tak ja
                          to widzę. I cieszę się, że mój mąż również nie próbuje na mnie tego
                          typu sztuczek...
                          Po drugie - jeżeli - w co nie wierzę - coś się stanie na tym
                          wyjeździe, to na cholerę mi taki facet??!! I niewiele by mnie w tym
                          momencie obchodziło, jak inni na mnie patrzą, zapewniam.
                          Po trzecie - piszesz o dawaniu wyboru. Ale ten wybór jest pozorny.
                          Tak naprawdę mówisz: albo zrobisz jak ja chcę, albo spadaj.
                          Wspaniały przykład partnerskich relacji, zaufania i dbania o
                          związek...
                          • 2szarozielone Re: Jedzie do swej panienki a nie na biegun ;) 12.03.08, 23:30
                            Słusznie prawisz, Doloresa. Więc już nie odpowiem i nie będę swoich myśli
                            rozwijać :)
                            • doloresa Re: Jedzie do swej panienki a nie na biegun ;) 12.03.08, 23:32
                              Bardzo dziękuję :)
                              Uff, o tej porze dostaję weny ;)))
                          • nie.grzeczna.kobieta Re: Jedzie do swej panienki a nie na biegun ;) 12.03.08, 23:34
                            doloresa napisała:

                            > Po pierwsze - zawsze mówię mężowi, jak coś mnie NAPRAWDĘ boli.
                            > Przykład - sprawa przyjaciółki. Natomiast zawracanie drugiej
                            osobie
                            > głowy byle głupstewkiem uważam za męczące, bezsensowne i
                            bezcelowe.
                            > W ten sposób chce się wpływać na każdą decyzję, wręcz te decyzje
                            > wymuszać, a w ten sposób w związku robi się ciasno i duszno. Tak
                            ja
                            > to widzę. I cieszę się, że mój mąż również nie próbuje na mnie
                            tego
                            > typu sztuczek...
                            > Po drugie - jeżeli - w co nie wierzę - coś się stanie na tym
                            > wyjeździe, to na cholerę mi taki facet??!! I niewiele by mnie w
                            tym
                            > momencie obchodziło, jak inni na mnie patrzą, zapewniam.
                            > Po trzecie - piszesz o dawaniu wyboru. Ale ten wybór jest pozorny.
                            > Tak naprawdę mówisz: albo zrobisz jak ja chcę, albo spadaj.
                            > Wspaniały przykład partnerskich relacji, zaufania i dbania o
                            > związek...

                            czyli wychodzi na to, ze moj związek powinien byc do bani, a Twoj
                            zajebisty....ciekawe czemu w to nie wierzę.
                    • doloresa Re: Jedzie do swej panienki a nie na biegun ;) 12.03.08, 23:07
                      Skoro uważasz, że chore jest zwracanie uwagi na uczucia drugiej
                      osoby, dbanie o jej dobre samopoczucie, próba cieszenia się jej
                      szczęściem nawet kiedy nie do końca jest to Twoje szczęście, to mi
                      Ciebie serdecznie żal...
                      Jeżeli chodzi o wyjazd męża, to uważam moje problemiki, o których
                      pisałam w pierwszym poście za drugorzędne w porównaniu z realizacją
                      marzeń kochanej osoby. Nie chciałam truć mu głowy, marudzić i
                      powtarzać w kółko, że wolałabym, żeby nie jechał. Dlatego
                      pomarudziłąm sobie trochę na forum, dla lepszego samopoczucia. I
                      tyle. Nigdzie nie napisałam, że z tego powodu 'cierpię' albo że mnie
                      w ten sposób rani, jak to ujęłaś.
                      Jeżeli Twój post odnosił się natomiast do sprawy przyjaciółki mojego
                      męża, to wielokrotnie o tej sprawie rozmawialiśmy, wyjaśnialiśmy,
                      analizowaliśmy sytuację i wypracowaliśmy kompromis, który
                      usatysfakcjonował obie strony. Uważam, że to przejaw dojrzałosci
                      naszego związku, a nie jego nienormalności.
                      • nie.grzeczna.kobieta Re: Jedzie do swej panienki a nie na biegun ;) 12.03.08, 23:17
                        doloresa napisała:

                        > Skoro uważasz, że chore jest zwracanie uwagi na uczucia drugiej
                        > osoby, dbanie o jej dobre samopoczucie, próba cieszenia się jej
                        > szczęściem nawet kiedy nie do końca jest to Twoje szczęście, to mi
                        > Ciebie serdecznie żal...
                        > Jeżeli chodzi o wyjazd męża, to uważam moje problemiki, o których
                        > pisałam w pierwszym poście za drugorzędne w porównaniu z
                        realizacją
                        > marzeń kochanej osoby. Nie chciałam truć mu głowy, marudzić i
                        > powtarzać w kółko, że wolałabym, żeby nie jechał. Dlatego
                        > pomarudziłąm sobie trochę na forum, dla lepszego samopoczucia. I
                        > tyle. Nigdzie nie napisałam, że z tego powodu 'cierpię' albo że
                        mnie
                        > w ten sposób rani, jak to ujęłaś.
                        > Jeżeli Twój post odnosił się natomiast do sprawy przyjaciółki
                        mojego
                        > męża, to wielokrotnie o tej sprawie rozmawialiśmy, wyjaśnialiśmy,
                        > analizowaliśmy sytuację i wypracowaliśmy kompromis, który
                        > usatysfakcjonował obie strony. Uważam, że to przejaw dojrzałosci
                        > naszego związku, a nie jego nienormalności

                        jeżeli tak wyglada z Twojej strony "troche poamrudziałam" to juz
                        wiem dlaczego maloznek spierdziela na kolo podbiegunowe:))
                        powodzenia w utwierdzaniu się w dobrym samopoczuciu:)
                        • doloresa Re: Jedzie do swej panienki a nie na biegun ;) 12.03.08, 23:28
                          Ojej, a co w moim marudzeniu było tak strasznego, że należy ode mnie
                          uciekać gdzie pieprz rośnie??!! Uświadom mnie, bo znowu nie łapię...
                          • nie.grzeczna.kobieta Re: Jedzie do swej panienki a nie na biegun ;) 12.03.08, 23:32
                            doloresa napisała:

                            > Ojej, a co w moim marudzeniu było tak strasznego, że należy ode
                            mnie
                            > uciekać gdzie pieprz rośnie??!! Uświadom mnie, bo znowu nie
                            łapię...

                            nie chce mi się....jak nie zalapalas do teraz to już nie załapiesz
                            bo po prostu nie chcesz.
                            • doloresa Re: Jedzie do swej panienki a nie na biegun ;) 12.03.08, 23:36
                              Zauważyłam tylko pewną nielogiczność - rozumiem, że można uciekać od
                              marudzącej wiecznie żony, ale uciekać od nie marudzącej??? Przecież
                              taka żona to marzenie każdego mężczyzny ;)
                            • scalla ... współczuję ci 12.03.08, 23:52
                              odkąd wyszłam za mąż, we wszystkich moich marzeniach znalazło
                              chociażby najmniejsze miejsce dla ukochanego... i z jego strony jest
                              tak samo.

                              ...w tym marzeniu twojego męża najwyrazniej nie ma miejsca dla ciebie

                              czy on jedzie z tą "przyjaciółką" - studentką o której pisałaś tu
                              wcześniej?????????????????????
                              ...on naprawdę ma cię w d...
                              • doloresa Re: ... współczuję ci 13.03.08, 10:00
                                To naprawdę idealna sytuacja, kiedy dwoje ludzi zawsze i wszędzie
                                pragnie tego samego - mają dokładnie te same pasje, dokładnie tak
                                samo lubią spędzać czas, itp. Ale w prawdziwym życiu to się rzadko
                                zdaża. A wtedy chyba nie można mówić: 'Nie rób tego, bo to nie jest
                                moje marzenie, tylko Twoje'.
                                Czy ja naprawdę do znudzenia muszę powtarzać, że on nie jedzie 'z'
                                tą dziewczyną, tylko że istnieje możliwość, że ona również będzie
                                wchodziła w skład tej grupy?
                      • faq Re: Jedzie do swej panienki a nie na biegun ;) 14.03.08, 15:37
                        chore jest zwracanie uwagi na uczucia drugiej
                        > osoby, dbanie o jej dobre samopoczucie, próba cieszenia się jej
                        > szczęściem nawet kiedy nie do końca jest to Twoje szczęście,

                        problem, ze to dziala w jedna strone, na to wszyscy chca zwrocic Twoja uwage. Ty
                        tez to wiesz, tylko mniej boli kiedy sie o tym nie pamieta.
          • niewierny_facet Naiwność 13.03.08, 00:22
            > Taaa, i do tego jedna chata na 10 osób (piętrowe łózka, jedna sala),
            > a w trasie namioty i segregacja płciowa :)

            taaa :) A skad ta pewnosc ze faktycznie jedzie tam gdzie piszesz?
            Moze jedzie do niej, pobzykaja sie, pobeda ze soba i po miesiacu albo dwoch
            wroca "z bieguna" hhehe
            Nastepna wyprawa bedzie w himalaje albo fidżi... oczywiscie tez bez mozliwosci
            kontaktu :))
    • conena Re: Męża wyprawa na koniec świata... 13.03.08, 00:00
      a ja podziwiam taką umiejętność bezinteresownego obdarowania drugiej połówki
      możliwością spełnienia życiowego marzenia. [ale mi wyszło idiotyczne zdanie:/]
      bo to marzenie takie bardzo trudne jest. podziwiam, wspieram ale cieszę się, że
      takiego problemu nie mam.

      imho, jakaś 'rekompensata' się doloresie należy, bo przecież kiedyś to ona może
      w gniewie wywalić facetowi, że on to se na biegun pojechał, a ona co? jakaś
      równowaga być powinna.
      • ab554 Re: Męża wyprawa na koniec świata... 13.03.08, 00:51
        Moi bliscy przyjaciele sa malzenstwem ok.20 lat.On jest zeglarzem i 2-3 razy do
        roku plywa z kolegami po Baltyku i takie tam.Jest to najlepsze malzenstwo ,
        jakie znam.Ale plywa bez bab.Sami faceci.Raz bylo cos takiego na rzeczy , ze
        mialy plynac kobiety , jego zona nie ,i bez awantur , przemyslal sprawe i nie
        poplynal.Troche dziwny jest twoj maz ,w koncu jestescie mlodzi i na niejedna
        wyprawe jeszcze pojedziecie , jesli o tym marzycie.Przeciez to na prawde , teraz
        nie sa wielkie pieniadze , a twoj pierwszy post , to jakos tak zabrzmial , jakby
        to mialo sie odbyc na pol roku przed smiercia.A potem juz nic...Mysle ,a
        wlasciwie boje sie myslec , ze moze to taki szantaz z jego strony , ze juz nigdy
        , raz w zyciu itd.A w duzym stopniu moze chodzic o ...Ale poradzic nic nie
        potrafie,Bedzie jak ma byc.
        • doloresa Re: Męża wyprawa na koniec świata... 13.03.08, 09:56
          Sprawa wygląda tak, że mój mąż miałby jechać z grupą, na której
          skład nie ma żadnego wpływu. On miałby się tam wcisnąć po
          znajomości. To uniwersytecka grupa badawcza. Zdaję sobie sprawę, że
          to może być ostatnia szansa męża na taki wyjazd, bo nasz przyjaciel,
          który go wkręcił do grupy, właścnie żegna się z uczelnią...Różnica w
          kosztach tej i komercyjnej wyprawy jest olbrzymia. Na komercyjną
          teraz nie byłoby nas stać, a potem to różnie może być - jak się ma
          dzieci na przykłąd, to zniknięcie na 2 miesiące z domu nie wchodzi
          absolutnie w grę, nieprawdaż?
          • ab554 Re: Męża wyprawa na koniec świata... 13.03.08, 10:21
            No dobra , prawdaz.
            Ze zwiazkami w ekstremalnych sytuacjach jest chyba zupelnie odwrotnie , niz
            piszesz.Przeciez najczesciej wspinaja sie pary , ktore wczesniej zawiazaly sie
            wlasnie na wspinaczkach.Tak mi sie przynajmniej to kojarzy , ze wspomnien i
            opowiadan alpinistow.Trudne warunki moga rownie dobrze zblizyc do siebie bardzo
            , lub tez bardzo oddalic.Dobrze jest miec w takiej sytuacji osobe na ktora mozna
            troche bardziej liczyc niz na inne, cholera jasna , w kapsko dziuni.
            • ab554 Pomysl szybki na wakacje dla Doloresy 13.03.08, 10:31
              Zaciazyc!Z mezem i przed wakacjami oczywiscie.Nawet , jesli sie zachnelas ,
              sprawa warta przemyslenia.
    • bene_gesserit Wymarzone wakacje 13.03.08, 02:11
      Zastanawia mnie, czemu wiekszosc wypowiadajacych zajmuje sie a)
      emocjami meza, szczegolnie troska o to, zeby mu przyjemnosci nie
      popsuc b) zstanawianiem sie, czy puknie on te panne czy tez wcale
      nie - zaraz zaczniecie robic zaklady? A malo kto skupia na zgryzie
      doloresy. Wg mnie to ona (a nie jej maz!) potrzebuje wsparcia.

      Madrze radzi lolyta - porozmawiaj z nim, kiedy mu minie faza
      euforii. Skoro sam sie nie domysla (moze nie chce domyslac) twoich
      uczuc, spokojnie mu o nich opowiedz. I zastanowcie sie _razem_ co
      bedzie sie w ciagu tych dwoch miesiecy dzialo z toba, glownie z
      twoimi finansami. I co z twoimi wakacjami w tym roku.

      Wymarzone wakacje twojego meza to wasza wspolna sprawa - tak samo,
      jak i twoje wakacje. Nie chodzi o obarczanie meza poczuciem winy,
      psucie mu radosci, zatruwanie wymarzonej przygody - chodzi o troske
      o ciebie, twoja i jego. Taki wyraz milosci - jego do ciebie i
      ciebie do siebie samej. Wez sobie na to pozwol :) - takie rzeczy
      wbrew temu, co sie moze po lekurze watku wydawac, wcale nie
      rozwalaja zwiazku, a przeciwnie - cementuja go.

      PS Jesli mieszkasz w Wawie, moge dac ci pare wskazowek jak tanio i
      ciekawe spedzic czas :)
      • doloresa Re: Wymarzone wakacje 13.03.08, 10:02
        Fajny post, dzięki :)
        Niestety, ja z Krakowa jestem ;)
    • justysialek Re: Męża wyprawa na koniec świata... 13.03.08, 10:17
      Byłam w podobnej sytuacji (i jeszcze sie pewnie znajde kilka razy),
      a także może nastąpić sytuacja odwrotna (marzę o wyjeździe na kilka
      miesięcy do Afryki) więc słuchaj ;-))
      Ja absolutnie nie zabroniłabym (i nie zabroniłam) mężowi spełnienia
      marzeń, nawet w tak ekstremalnej formie. Cieszyłabym się jego
      szczęściem i raczej martwiłabym się o jego bezpieczeństwo i zdrowie
      niż zazdrościła lub martwiła się o swoje wakacje. Zaraz ktoś
      napisze, że jestem taką zakichaną altruistką, bardzo tolerancyjna
      itd - ale ja wiem o czym mówię. Z pozycji osoby, która sama ma
      jakieś wielkie marzenia - NIE WYOBRAŻAM sobie, by stawać komuś na
      drodze do realizacji jego własnych marzeń. Mąż to mąż, ufam mu (bo
      inaczej to nie ma sensu), kocham i fakt, że on tam będzie miał
      towarzystwo kobiet nic tu nie zmienia. Przecież na codzień w pracy
      też jest otoczony kobietami i co? Jeśli już to wygodniej zdradzić w
      mieście pełnym kobiet, hoteli itd, niż na biegunie w zimnie, kiedy
      sa problemy, trudne warunki, zmęcznie, choroby itp. Więc przestań
      się tym martwić!


      Co do twojej lekkiej zazdrości i złości na niego - rozumiem cię. Też
      mnie troszeczkę ukłuło, gdy mój mąż wyjeżdżał realizowac swoje
      marzenie. Jednak szybko zdałam sobie sprawę, że to taka pozytywna
      zazdrość - czyli nie ma w niej zawiści tylko jest żal, że ja sama
      nie mam marzeń, które z taką pasją mogłabym realizować! Więc jak
      najszybciej sobie takie marzenia "wymarzyłam", zaplanowałam,
      przemyślałam i powolutku dążę do ich spełnienia - nic nie daje
      takiej satysfakcji a i zazdrość o męża zniknęła!
      2 miesiące to dużo i mało. Mój też wyjechał na 2 miesiące (choć
      mogliśmy do siebie mailować i dzwonić) i wtedy byłomi cięzko i
      dłużyło się jak ch.. Teraz, jak patrzę wstecz, to nawet nie pamiętam
      co wtedy robiłam - tak szybko minęło ;-))
      Oznajmij mu więc, że zgadzasz się na jego wyjazd ale pod warunkiem,
      że w następnym roku spełniacie twoje marzenie ;-))i zacznij je
      wymyślać. Pozdrowienia
      • scalla Re: Męża wyprawa na koniec świata... 13.03.08, 20:13
        ok, nie jedzie tam z nią, ale ona będzie w grupie
        to wystarczy
        z własnego doświadczenia wiem, że takie sytuacje mogą zblizyć ludzi
        i to nawet bardzo
        ...w ten sposób poznałam mojego męża - fakt, był wolny
        nie twierdzę, że od razu cię zdradzi, ale może się... zakochać
        nie byłoby ci przykro?
        albo ona zakocha się w nim "do szaleństwa" i żyć wam nie da po
        powrocie. to może zrodzić komplikacje

        na podstawie sytuacji opisanej przez ciebie, gdybym była na twoim
        miejscu, nie wniosłabym sprzeciwu przeciwko jego wyprawie, pod
        warunkiem, że... nie bedzie tam JEJ

        jeśli twój maż jest myślącym człowiekiem "na poziomie", powinien to
        zrozumieć
        • doloresa Re: Męża wyprawa na koniec świata... 14.03.08, 09:24
          Jak już pisałam, to, czy ta dziewczyna pojedzie może nie być wiadome
          prawie do ostatniej chwili...Bez sensu by było teraz strzępić sobie
          o nią język i wracać do tej całej sprawy. Wtedy ja zachowałabym się
          nie 'na poziomie', przynajmniej w moim własnym mniemaniu...
          Jeżeli się zakocha, to znaczy że zakochałby się tak czy siak, żadne
          zabranianie nic tu nie da. Pewnie, że byłoby mi przykro, ale trudno.

Inne wątki na temat:
Pełna wersja