doloresa
11.03.08, 16:08
Sprawa wygląda tak: marzeniem mojego męża od dawna była ekstremalna
wyprawa w tereny górzyste i/lub bardzo zimne (Himalaje lub Aconcagua
lub Biegun Północny). Takie sobie snucie fantazji, bo skąd niby
wziąć na to czas i pieniądze.
I nagle trafiła mu się okazja wyjazdu za koło podbiegunowe, za
zupełnie śmieszne pieniądze. Zaczął się cieszyć jak dziecko. Aż żal
mi było wtrącać swoje trzy grosze do tej jego radości...
A trochę się tej jego wyprawy boję, bo:
- ma trwać 2 miesiące. Na ten czas mąż musiałby wziąć urlop
bezpłatny w pracy. No i ja zostałabym w domu z moją marną pensją,
bez szans na fajne zagospodarowanie czasu podczas jego nieobecność,
- jak wynika z powyższego, zero szans na wspólny urlop w tym roku :
(((
- i co najważniejsze, przez całe 2 miesiące praktycznie ZERO
kontaktu!!! Mają tam mieć tylko telefon satelitarny, w razie nagłego
wypadku.
Zabronić mu nie zabronię, ale strasznie mi z tym źle :((
Mogę liczyć na jakieś słowa otuchy...?