2szarozielone
11.03.08, 21:12
Pierwszy raz spotykam się w relacji z prawie całkowitym brakiem objawów
zazdrości. I to jest niby fajne i poniekąd zgodne z moim podejściem. Po co
facetowi zatruwać życie, jeśli czuję i miłość, i pożądanie z jego strony, a w
klatce go nie zamknę. Bo chcę, żeby był przy mnie z własnej woli, a nie ze
strachu i przymusu.
Tylko że... Zauważyłam, że przy braku tych objawów wariuję. Prowokuję.
Testuję. Szukam granic - bo tak naprawdę nie wiem, co mi "wolno", a co już
będzie ranić. Nie wiem też, gdzie mój facet widzi te granice.
Miałyście kiedyś taki problem? Zastanawiałyście się nad taką funkcją zazdrości?