zdrada ...po raz tysięczny...ale doradźcie;-((((((

IP: 195.85.227.* 01.09.03, 19:01
wiem po co własciwie o tym pisze na forum...nie powinnam swoich osobistych
myśli, swojego wnętrza wystawiac dla oceny ogólu..a jednak chyba tego
potrzebuję..chociaz już dawno sama siebie oceniłam..
Mam kochanego chlopaka od 6 lat...Mój pierwszy i jedyny...Moja miłość od lat
młodzieńczych, spełnione marzenie. Jest cudowny, opiekuńczy, zabawny, bardzo
przystojny .Po prostu fantastyczny facet...ja mam 23 lata on 26..
Ma również wady. Przede wszystkim zazdrość, zaborczość....chociaż...może
kiedyś na początku naszego zwiazku była większa..a teraz..raczej wybuchy
zazdrosci zdarzaja się zadko..potrafiłam przekonac go do tego, ze jestem
warta zaufania (ale nie byłam)...
Jakies 1.5 roku temu przechodziliśmy kryzys...Tzn ja studiuję, dostałam
wspaniałą pracę, ktorej zaczęłam poświęcać dużo czasu...Imprezy działowe,
firmowe.... poszerzanie horyzontów, kontakty...Dla mnie było
fantastycznie....Mielismy dla siebie mniej czasu..często się o to kłóciliśmy,
nie potrafiliśmy rozmawiać..bo ja nie rozumiałam dlaczego nieinteresują go
sprawy firmy, tego co robię, jakie to ważne...On miał swoje treningi chociaż
też dobrą pracę, samochód firmowy, tel, pieniadze.. Pracował w naszym
miescie, tak więc nie tracił czasu na dojazdy..a ja wracałam do domu późnym
wieczorem...
Poznałam kogoś....banalnie..nieprawdaż...
Był miły, sympatyczny..wymienilismy się tel...Powiedziałam mu, ze mam
chlopaka, on miał dziewczynę..Podobno nie układało mu się w zwiazku...
On zawsze znalazł czas aby do mnie napisać smsa, maila, zadzwonić..zawsze
mnie wysłuchał jak miałam problem, pocieszył jak pokółciłam się ze swoja
połówką...Nawet ich poznałam ze sobą, jak któregoś dnia „kolega” przyjechał
obejrzeć mój komputer (był informatykiem).
Pocałowalismy się....było super albo zupełnie inaczej...bo 6 lat te same
usta)..i Kochałam się z nim....
Potem po wszystkim strasznie płakałam, on nie wiedział co się
stało....chciałam aby sobie poszedł i nie wracał...Chciałam to wszystko
wymazać z pamięci..jak mogłam, tak wszystko zepsułam, całe 6 lat
zmarnowałam....Przez jedną chęć spróbowania czegoś innego....Czegoś co w
jakis sposób mnie zauroczyło...Po tym wszystkim „kolega” dzwonił, wyznawał
miłość, jego dziewczyna oskarzyła mnie o zniszczenie zwiazku...On dla mnie ja
zostawił (chociaż nie wiem po co, bo ja nie chciałam być z nim)...
A moja połówka nic nie wiedziała...i nie wie
Od tej pory minęło 1.5 roku..a ja czuje się jak najgorsza dziwka...jak
śmieć...Płaczę..i nie mogę sobie tego wybaczyć...Przeciez mojego chłopaka tak
kocham, jak mogłam mu to zrobić, on mi ufa, wierzy...mówi, ze będę matka jego
dzieci...ze jestem jego życie...a ja..tak splugałam naszą miłość...On tamtego
momentu nie spojrzałam na zadnego faceta inaczej niż jak na kolegę...Ale
wyrzuty sumienia mam codziennie...Boli mnie w głębi, boli, ze okazałam się
taka słaba, i tak zraniłam osobe która mnie kocha...
Zastanawiam się czy mu powiedziec o tym...czy mi wybaczy...czy ja sobie
kiedyś wybaczę, czy .....
Nie wiem co zrobić...wiem, ze go to zaboli, ze gdy się dowie ...to możemy nie
być razem..ale jak ja nie jestem jego godna? A może gdzies tam jest ta
jego „królewna” ta prawdziwa, czysta i szczera..i oddana...
Powiedzcie..Poradzcie....

    • Gość: doku Czy przysięgaliście sobie wierność? IP: *.chello.pl 01.09.03, 19:31
      Małżeństwo to nie tylko umowa cywilno-prawna, ale to także przysięga wierności.
      Bez małżeństwa wierność nie obowiązuje, chyba że konkubenci złożą sobie
      uroczyście, przy świadkach, przysięgę. Młodzi ludzie mają naturalne prawo do
      poszukiwań odpowiedniego rodzica dla swoich dzieci, dopóki poszukują, zdrada
      jest czymś zwyczajnym i niewinnym
      • Gość: Kasia Re: Czy przysięgaliście sobie wierność? IP: *.acn.pl 01.09.03, 19:57
        Zła, spójrz na to z innej strony. To się stało i już nic się nie da zrobić.
        Weim jak bardzo to musi boleć. Ja osobiście wiem, ze bym tak nie mogła. Jestem
        z moim facetem też sześc lat. Niedługo się pobieramy. On się tu wypowiadał na
        tym forum. Też uważa, że mnie nie zdradzi, ale wyobraź sobie, że ludzie tutaj
        uważają, że On i tak to zrobi, że wszyscy faceci tak robią. Wiesz, to straszne
        co ci ludzie myslą. Ani ja ani mój facet tego nie rozumiemy, no ale cóż...
        Co ty o tym sądzisz? wiem, ze to trochę nie na temat, ale pytam tylko.
        Postaraj sie jakoś zapomnieć...nie mów mu tego. Wiem, że szczerość to podstawa
        związku, ale pomyśl tylko. Nie wiesz jak on zareaguje. Jesli go kochasz, nie
        mów mu o tym. Dla jego dobra. "Czego oczy nie widzą...", znasz to przysłowie.
        jesli mu powiesz, też będzie się tym strasznie zadręczał. Nie wiem czy wtedy ci
        ulży. A jeśli go kochasz, nie ma sensu ryzykować rozstaniem.
        Czemu go zdradziłaś? mogę zadać to pytanie? czy jakoś wam się wtedy nie
        układało? nie kochałaś go? Mój facet ciagle mi powtarza, że jak ktoś kogoś
        zdradza, to nie ma miłości. Coś w tym chyba jest, bo spójrz. Ten chłopak, z
        którym to zrobiłaś, potem wyznał Ci miłość. Kochał ciebie, nie swoją
        dziewczynę. Nie wiem co mogę ci poradzić. Jedyne co mogę, to postaram się nie
        zadręczać tym, co było!Bo to teraz nic nie da, naprawdę!
        • Gość: Marta Czytaj!!!!!!! IP: *.pl / 192.168.100.* 01.09.03, 21:06
          nie mów! tym okażesz że jesteś egoistką i obarczysz go winą. nie zrzucaj tego
          na niego ......lepiej sama sie zadręczaj jak juz Ty to zrobiłaś..nie mów, bądź
          z nim, kochaj i nigdy juz tak nie rób.
      • Gość: fdujfm Re: Czy przysięgaliście sobie wierność? IP: *.ipt.aol.com 03.09.03, 08:04
        Przeczytaj jeszcze raz to co napisales. Zastanawiam sie, czy naprawde w to
        wierzysz.
        • Gość: doku Nie musz czytać swoich poglądów, bo to moje ... IP: *.chello.pl 03.09.03, 19:19
          Gość portalu: fdujfm napisał(a):

          > Przeczytaj jeszcze raz to co napisales.

          ... mam je w głowie i w sercu

          > Zastanawiam sie, czy naprawde w to wierzysz.

          Przysięgałem żonie wierność i pozostaję wierny. To nie kwestia wiary, ale
          praktyki. Nie braliśmy ślubu kościelnego, więc z tego punktu widzenia niczym
          się od konkubinatu nie różnimy. Oczywiście nie wierzę w to, że wszyscy ludzie
          dotrzymuja słowa, jeśli o to Ci chodzi. Ludzie młodzi poszukują partnera na
          stałe i zmieniają partnerów, więc w co Ty nie wierzysz, że tak się zastanawiasz?
    • Gość: Helaraja Re: zdrada ...po raz tysięczny...ale doradźcie;-( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.09.03, 21:13
      NIGDY ale to nigdy nie przyznawaj się do zdrady. Nawet jeśli Twój zastanie Cię
      w łóżku z facetem, mów, że nie znasz tego pana. Nie wierz, że lepsza jest
      najgorsza prawda od kłamstwa lub przemilczenia. Jeśli ktoś Cię kocha
      prawdziwie, nie zechce uwierzyć nawet w fakty oczywiste. Dlatego, jeśli zależy
      Ci na związku, wykreśl to z pamięci lub wspominaj jako miłą przygodę, nauczkę
      na przyszłość czy co tylko chcesz. Ale wspominaj wyłącznie w duszy!
    • babik Re: zdrada ...po raz tysięczny...ale doradźcie;-( 01.09.03, 21:20
      Wy to macie problemy , mam pytanie to po jasną cholere dawałaś dupy ?
      A teraz cierp ciało jak się chciało i już .
    • Gość: asia Re: zdrada ...po raz tysięczny...ale doradźcie;-( IP: *.tkb.net.pl 01.09.03, 21:31
      babik - zamilknij na zawsze. twoja uwaga nic nie wnosi poza wzrastającą
      niechęcią do Ciebie.
      a ty autorko postu pamiętaj, że przeszłości nie zmienisz ale cała przyszłość
      przed Tobą i tylko od Ciebie zależy jak będzie wyglądała. takie rzeczy się
      zdarzają ale chyba chodzi o to żeby nauczyć sie czegoś i nie powtarzać tych
      samych błędów. nie mów swojemu chłopakowi o tym bo straci zaufanie do Ciebie i
      może sie to różnie skończyć bo może ciebie i siebie tym dręczyć. wiem, że jak
      się coś takiego powie to mimo tego, że jest ogólnie strasznie i źle to
      odczuwamy jakąś ulgę. ale chyba nie warto. potraktuj te milczenie jak karę za
      to co sie stało. będzie cię to niepokoić i męczyć ale będzie cię umacniać w
      miłości do twojej połówki poniekąd.nie wiem czy to co piszę ma sens.każdy jest
      inny.
      no i trzymaj się.
      masz prawo błądzić, mylić się i szukać. zawsze.
      pozdrawiam.
      • babik Re: zdrada ...po raz tysięczny...ale doradźcie;-( 02.09.03, 20:08
        Oooooo przepraszam najmocniej , ale widzę , że jeżeli ktoś odbiega poglądami
        od ogólnie przyjętego frontu pocieszania to musi być zaraz napiętnowany.
        Może rzeczywiście potraktowałem koleżankę zbyt obcesowo ale... i tu mam
        pytanie.
        Jeżeli tak się źle z tym czuje to po co to robiła ? Przecież chyba przed samym
        aktem zdawała sobie sprawę , że to nie jej facet , więc było wiadomym , że za
        moment zapomnienia trzeba będzie zapłacić wyrzutami sumienia.
        Tylko w takim bądź razie po co taki lament ? Stało się i się nie odstanie.
        Moje rozumowanie jest proste bo chłopskie , jeżeli chcesz potem żałować to
        tego nie rób. Jeżeli chciałaś - to nie żałuj. I cała filozofia .
    • Gość: slonko Re: zdrada ...po raz tysięczny...ale doradźcie;-( IP: 195.145.215.* 01.09.03, 21:31
      hej
      Czlowiek jest tylko czlowiek i wszystko co ludzkie nie jest mu obce, zdrada
      rowniez. Jezli zalezy CI na zwiazku to mu tego nie mow, tym bardziej ze jak
      piszesz jest bardzo o Ciebie zazdrosny. Nie powinnas sie zadreczac, stalo sie.
      W sumie nie powinno skoro pisze, ze go bardzo kochasz. Ja tez zdradzilam, ale
      musialam miec pewnosc, ze bede w stanie zyc bez dobrego seksu (moj facet jest
      pierwszym i byl jak dotad jedynym od 5 lat). I nie zaluje, doswiadczylam
      wspanialego seksu i nigdy tego nie zapomne. Teraz mam tylko mala wewnetrzna
      rozsterke, co jest w zyciu wazniejsze przyjazn i partnerstwo, czy tez
      namietnosc, a moze powinnam poszukac dwoch w jednym.
      Zachowaj ta tajemnice dla siebie. Nie rob sobie wyrzutow. Jezeli go naprawde
      kochasz i chcesz byc z nim to go kochaj i przez czyny pokaz mu swoja milosc.
      Kazdy z nas popelnia bledy, najwazniejsze, zeby wyciagac z nich nauczke.

      Pozdrawiam
      • Gość: mirabelka Re: zdrada ...po raz tysięczny...ale doradźcie;-( IP: *.acn.waw.pl 01.09.03, 22:56
        Jak mu powiesz to się rozgrzeszysz, nic nie zmienisz tylko prawdopodobnie
        zrujnujesz sobie związek... To ,że się teraz męczysz to jest własnie kara za
        ten występek, ale powiem Ci szczerze, że jesteśmy tylko ludzmi i zdrada jest
        wpisana niestety w życie... To smutne, ale kto powiedział, że życie jest
        proste... Wierzę Ci ,że go kochasz! Parę lat temu powiedziałabym, że to nie
        miłość. Bardzo dobrze Cię rozumiem... Trzymam kciuki za Waszą miłość!!
        Pozdrawiam serdecznie.
    • Gość: malutka Re: zdrada ...po raz tysięczny...ale doradźcie;-( IP: *.gliwice.pik-net.pl 02.09.03, 08:23
      Nie mów!!!!!!!! Też byłam w takiej sytuacji. Też się zastanawiałam jak
      postąpić. Nie powiedziałam. Teraz jesteśmy po ślubie i jest cudownie. Nie wiem
      co by było gdybym powiedziała. Nie możesz zrzucać na niego tego ciężaru. Ty to
      zrobiłaś i Ty musisz sama cierpieć.
    • Gość: czapski Re: zdrada ...po raz tysięczny...ale doradźcie;-( IP: utp.:* / 10.10.9.* 02.09.03, 08:32
      powinnas powiedziec, chyba szkoda zeby chlopak przezyl cale swoje zycie w
      falszu... mysle ze zasluzyl na prawde
    • Gość: grogreg Re: zdrada ...po raz tysięczny...ale doradźcie;-( IP: 212.160.165.* 02.09.03, 09:22
      Jesli potrafisz to zniesc to nie powinnas mowic o niczym. Byc moze przelknalby
      to na poczastku, ale zatruwaloby to reszte czasu jaki przyjdzie spedzic wam
      razem.
      Co, ze to nieuczciwe? Przedewszystkim nieuczciwa jest sama zdrada. Zachowujac
      to w tajemnicy chronisz go przed jej skutkami. A ze bedziesz sie z tym meczyc.
      Ty narozrabialas, jakas kara musi byc. Z czasem to zblednie.

    • Gość: maripossa NIE MÓW!!!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.09.03, 09:36
      nigdy, przenigdy...

      ja byłam kiedyś z drugiej strony takiej sytuacji, może o tyle gorzej, że nie
      on mi owedział, tylko "życzliwi".
      Gdybym nic nie wiedziała - niewykkluczone, że byoibyśmy razem a tak - patrząc
      na niego (mino zarzekania się, że damy sobie z tym radę) nie mogłam przestać o
      tym myśleć. I WSZYSTKO zaczęło się pieprzyć...
      do dziś żałuję, że się dowiedziałam :((
    • atlantis75 Trudna sprawa 02.09.03, 11:58
      Gość portalu: zła napisał(a):

      > Zastanawiam się czy mu powiedziec o tym...czy mi wybaczy...czy ja sobie kiedyś wybaczę, czy .....

      Trudna sprawa. Myślę, że najważniejsze w tym wszystkim
      jest, że rozumiesz swój błąd, bardzo żałujesz i kochasz
      swojego mężczyznę. Zdradziłaś. Nie można powiedzieć: stało
      się, bo to zakłada pewien przypadek, coś na co nie mamy
      wpływu. A przecież musiał być jakiś powód
      (przechodziliście kryzys, oddaliliście się od siebie), że
      zdradziłaś człowieka, którego kochasz. Uważam, że wina
      leży po obu stronach. Jednak bez wykluczenia
      odpowiedzialności osoby, która zawiniła najbardziej (czyli
      zdradziła).

      Powiedzieć czy nic nie mówić? Bardzo trudne pytanie. Z
      jednej strony związek dwojga ludzi zakłada szczerość i
      zaufanie. Bliska osoba ma prawo oczekiwać od nas wierności
      tak samo jak prawdy. Chodzi o to, że bywają różne prawdy.
      Niektóre wlecą oknem i wylecą, inne... zabijają. Jaką
      wartość ma prawda, która może zniszczyć i złamać drugiego
      człowieka? W imię czego powinnaś przyznać się do zdrady?
      Będziesz miała może poczucie, że kamień spadł ci z serca,
      że nie musisz już niczego ukrywać. Jednak po drugiej
      stronie pojawi się drugi kamień do niesienia: ciężar
      cierpienia drugiej osoby. Być może w perspektywie rozpad
      związku.

      Minęło 1,5 roku. Kryzys już za wami. Jesteście razem,
      zakładam że szczęśliwi, że się kochacie. Żałujesz tego, co
      zrobiłaś. Rozpamiętujesz. Prawda jest piękną ideą, ale nie
      zawsze słuszną. Gdybyś trwała w jakimś toksycznym
      układzie, dalej zdradzała - pewnie napisłabym ci, żebyś
      powiedziała prawdę. Ale w tym przypadku?
      Twój żal i wyrzuty sumienia są dostateczną pokutą za to,
      co zrobiłaś. Powinnaś sobie wybaczyć, dać sobie prawo do
      błędu.

      Powiedzieć? Nie mów. Wybacz sobie. Może wspomnij po
      latach, gdy wasze wnuki powędrują wrześniowego dnia do
      szkoły... A może spal to w płomieniach niepamięci.
      Wyciągnij wnioski. Nie jesteś złą osobą. Ja cię podziwiam.

      Pozdrawiam. Atlantis
    • pasikonna absolutnie mu nie mow 02.09.03, 15:26
      Gość portalu: zła napisał(a):

      > wiem po co własciwie o tym pisze na forum...nie powinnam swoich osobistych
      > myśli, swojego wnętrza wystawiac dla oceny ogólu..a jednak chyba tego
      > potrzebuję..chociaz już dawno sama siebie oceniłam..
      > Mam kochanego chlopaka od 6 lat...Mój pierwszy i jedyny...Moja miłość od lat
      > młodzieńczych, spełnione marzenie. Jest cudowny, opiekuńczy, zabawny, bardzo
      > przystojny .Po prostu fantastyczny facet...ja mam 23 lata on 26..
      > Ma również wady. Przede wszystkim zazdrość, zaborczość....chociaż...może
      > kiedyś na początku naszego zwiazku była większa..a teraz..raczej wybuchy
      > zazdrosci zdarzaja się zadko..potrafiłam przekonac go do tego, ze jestem
      > warta zaufania (ale nie byłam)...
      > Jakies 1.5 roku temu przechodziliśmy kryzys...Tzn ja studiuję, dostałam
      > wspaniałą pracę, ktorej zaczęłam poświęcać dużo czasu...Imprezy działowe,
      > firmowe.... poszerzanie horyzontów, kontakty...Dla mnie było
      > fantastycznie....Mielismy dla siebie mniej czasu..często się o to
      kłóciliśmy,
      > nie potrafiliśmy rozmawiać..bo ja nie rozumiałam dlaczego nieinteresują go
      > sprawy firmy, tego co robię, jakie to ważne...On miał swoje treningi chociaż
      > też dobrą pracę, samochód firmowy, tel, pieniadze.. Pracował w naszym
      > miescie, tak więc nie tracił czasu na dojazdy..a ja wracałam do domu późnym
      > wieczorem...
      > Poznałam kogoś....banalnie..nieprawdaż...
      > Był miły, sympatyczny..wymienilismy się tel...Powiedziałam mu, ze mam
      > chlopaka, on miał dziewczynę..Podobno nie układało mu się w zwiazku...
      > On zawsze znalazł czas aby do mnie napisać smsa, maila, zadzwonić..zawsze
      > mnie wysłuchał jak miałam problem, pocieszył jak pokółciłam się ze swoja
      > połówką...Nawet ich poznałam ze sobą, jak któregoś dnia „kolega” pr
      > zyjechał
      > obejrzeć mój komputer (był informatykiem).
      > Pocałowalismy się....było super albo zupełnie inaczej...bo 6 lat te same
      > usta)..i Kochałam się z nim....
      > Potem po wszystkim strasznie płakałam, on nie wiedział co się
      > stało....chciałam aby sobie poszedł i nie wracał...Chciałam to wszystko
      > wymazać z pamięci..jak mogłam, tak wszystko zepsułam, całe 6 lat
      > zmarnowałam....Przez jedną chęć spróbowania czegoś innego....Czegoś co w
      > jakis sposób mnie zauroczyło...Po tym wszystkim „kolega” dzwonił, w
      > yznawał
      > miłość, jego dziewczyna oskarzyła mnie o zniszczenie zwiazku...On dla mnie
      ja
      > zostawił (chociaż nie wiem po co, bo ja nie chciałam być z nim)...
      > A moja połówka nic nie wiedziała...i nie wie
      > Od tej pory minęło 1.5 roku..a ja czuje się jak najgorsza dziwka...jak
      > śmieć...Płaczę..i nie mogę sobie tego wybaczyć...Przeciez mojego chłopaka
      tak
      > kocham, jak mogłam mu to zrobić, on mi ufa, wierzy...mówi, ze będę matka
      jego
      > dzieci...ze jestem jego życie...a ja..tak splugałam naszą miłość...On
      tamtego
      > momentu nie spojrzałam na zadnego faceta inaczej niż jak na kolegę...Ale
      > wyrzuty sumienia mam codziennie...Boli mnie w głębi, boli, ze okazałam się
      > taka słaba, i tak zraniłam osobe która mnie kocha...
      > Zastanawiam się czy mu powiedziec o tym...czy mi wybaczy...czy ja sobie
      > kiedyś wybaczę, czy .....
      > Nie wiem co zrobić...wiem, ze go to zaboli, ze gdy się dowie ...to możemy
      nie
      > być razem..ale jak ja nie jestem jego godna? A może gdzies tam jest ta
      > jego „królewna” ta prawdziwa, czysta i szczera..i oddana...
      > Powiedzcie..Poradzcie....
      >
    • pasikonna absolutnie mu nie mow 02.09.03, 15:26
      Gość portalu: zła napisał(a):

      > wiem po co własciwie o tym pisze na forum...nie powinnam swoich osobistych
      > myśli, swojego wnętrza wystawiac dla oceny ogólu..a jednak chyba tego
      > potrzebuję..chociaz już dawno sama siebie oceniłam..
      > Mam kochanego chlopaka od 6 lat...Mój pierwszy i jedyny...Moja miłość od lat
      > młodzieńczych, spełnione marzenie. Jest cudowny, opiekuńczy, zabawny, bardzo
      > przystojny .Po prostu fantastyczny facet...ja mam 23 lata on 26..
      > Ma również wady. Przede wszystkim zazdrość, zaborczość....chociaż...może
      > kiedyś na początku naszego zwiazku była większa..a teraz..raczej wybuchy
      > zazdrosci zdarzaja się zadko..potrafiłam przekonac go do tego, ze jestem
      > warta zaufania (ale nie byłam)...
      > Jakies 1.5 roku temu przechodziliśmy kryzys...Tzn ja studiuję, dostałam
      > wspaniałą pracę, ktorej zaczęłam poświęcać dużo czasu...Imprezy działowe,
      > firmowe.... poszerzanie horyzontów, kontakty...Dla mnie było
      > fantastycznie....Mielismy dla siebie mniej czasu..często się o to
      kłóciliśmy,
      > nie potrafiliśmy rozmawiać..bo ja nie rozumiałam dlaczego nieinteresują go
      > sprawy firmy, tego co robię, jakie to ważne...On miał swoje treningi chociaż
      > też dobrą pracę, samochód firmowy, tel, pieniadze.. Pracował w naszym
      > miescie, tak więc nie tracił czasu na dojazdy..a ja wracałam do domu późnym
      > wieczorem...
      > Poznałam kogoś....banalnie..nieprawdaż...
      > Był miły, sympatyczny..wymienilismy się tel...Powiedziałam mu, ze mam
      > chlopaka, on miał dziewczynę..Podobno nie układało mu się w zwiazku...
      > On zawsze znalazł czas aby do mnie napisać smsa, maila, zadzwonić..zawsze
      > mnie wysłuchał jak miałam problem, pocieszył jak pokółciłam się ze swoja
      > połówką...Nawet ich poznałam ze sobą, jak któregoś dnia „kolega” pr
      > zyjechał
      > obejrzeć mój komputer (był informatykiem).
      > Pocałowalismy się....było super albo zupełnie inaczej...bo 6 lat te same
      > usta)..i Kochałam się z nim....
      > Potem po wszystkim strasznie płakałam, on nie wiedział co się
      > stało....chciałam aby sobie poszedł i nie wracał...Chciałam to wszystko
      > wymazać z pamięci..jak mogłam, tak wszystko zepsułam, całe 6 lat
      > zmarnowałam....Przez jedną chęć spróbowania czegoś innego....Czegoś co w
      > jakis sposób mnie zauroczyło...Po tym wszystkim „kolega” dzwonił, w
      > yznawał
      > miłość, jego dziewczyna oskarzyła mnie o zniszczenie zwiazku...On dla mnie
      ja
      > zostawił (chociaż nie wiem po co, bo ja nie chciałam być z nim)...
      > A moja połówka nic nie wiedziała...i nie wie
      > Od tej pory minęło 1.5 roku..a ja czuje się jak najgorsza dziwka...jak
      > śmieć...Płaczę..i nie mogę sobie tego wybaczyć...Przeciez mojego chłopaka
      tak
      > kocham, jak mogłam mu to zrobić, on mi ufa, wierzy...mówi, ze będę matka
      jego
      > dzieci...ze jestem jego życie...a ja..tak splugałam naszą miłość...On
      tamtego
      > momentu nie spojrzałam na zadnego faceta inaczej niż jak na kolegę...Ale
      > wyrzuty sumienia mam codziennie...Boli mnie w głębi, boli, ze okazałam się
      > taka słaba, i tak zraniłam osobe która mnie kocha...
      > Zastanawiam się czy mu powiedziec o tym...czy mi wybaczy...czy ja sobie
      > kiedyś wybaczę, czy .....
      > Nie wiem co zrobić...wiem, ze go to zaboli, ze gdy się dowie ...to możemy
      nie
      > być razem..ale jak ja nie jestem jego godna? A może gdzies tam jest ta
      > jego „królewna” ta prawdziwa, czysta i szczera..i oddana...
      > Powiedzcie..Poradzcie....
      >
    • pasikonna absolutnie mu nie mow! 02.09.03, 15:28
      Absolutnie!
      Nie pomozesz ani jemu, ani zwiazkowi. Niestety to cena za zdrade, jaka wlasnie
      placisz. Jesli Ci zalezy na chlopaku, nie powinnas obarczac go wlasnymi
      wyrzutami sumienia - bo Tobie owszem, ulzy, ale jego zranisz jeszcze mocniej.
      Wspolczuje i trzymam kciuki.





      Gość portalu: zła napisał(a):

      > wiem po co własciwie o tym pisze na forum...nie powinnam swoich osobistych
      > myśli, swojego wnętrza wystawiac dla oceny ogólu..a jednak chyba tego
      > potrzebuję..chociaz już dawno sama siebie oceniłam..
      > Mam kochanego chlopaka od 6 lat...Mój pierwszy i jedyny...Moja miłość od lat
      > młodzieńczych, spełnione marzenie. Jest cudowny, opiekuńczy, zabawny, bardzo
      > przystojny .Po prostu fantastyczny facet...ja mam 23 lata on 26..
      > Ma również wady. Przede wszystkim zazdrość, zaborczość....chociaż...może
      > kiedyś na początku naszego zwiazku była większa..a teraz..raczej wybuchy
      > zazdrosci zdarzaja się zadko..potrafiłam przekonac go do tego, ze jestem
      > warta zaufania (ale nie byłam)...
      > Jakies 1.5 roku temu przechodziliśmy kryzys...Tzn ja studiuję, dostałam
      > wspaniałą pracę, ktorej zaczęłam poświęcać dużo czasu...Imprezy działowe,
      > firmowe.... poszerzanie horyzontów, kontakty...Dla mnie było
      > fantastycznie....Mielismy dla siebie mniej czasu..często się o to
      kłóciliśmy,
      > nie potrafiliśmy rozmawiać..bo ja nie rozumiałam dlaczego nieinteresują go
      > sprawy firmy, tego co robię, jakie to ważne...On miał swoje treningi chociaż
      > też dobrą pracę, samochód firmowy, tel, pieniadze.. Pracował w naszym
      > miescie, tak więc nie tracił czasu na dojazdy..a ja wracałam do domu późnym
      > wieczorem...
      > Poznałam kogoś....banalnie..nieprawdaż...
      > Był miły, sympatyczny..wymienilismy się tel...Powiedziałam mu, ze mam
      > chlopaka, on miał dziewczynę..Podobno nie układało mu się w zwiazku...
      > On zawsze znalazł czas aby do mnie napisać smsa, maila, zadzwonić..zawsze
      > mnie wysłuchał jak miałam problem, pocieszył jak pokółciłam się ze swoja
      > połówką...Nawet ich poznałam ze sobą, jak któregoś dnia „kolega” pr
      > zyjechał
      > obejrzeć mój komputer (był informatykiem).
      > Pocałowalismy się....było super albo zupełnie inaczej...bo 6 lat te same
      > usta)..i Kochałam się z nim....
      > Potem po wszystkim strasznie płakałam, on nie wiedział co się
      > stało....chciałam aby sobie poszedł i nie wracał...Chciałam to wszystko
      > wymazać z pamięci..jak mogłam, tak wszystko zepsułam, całe 6 lat
      > zmarnowałam....Przez jedną chęć spróbowania czegoś innego....Czegoś co w
      > jakis sposób mnie zauroczyło...Po tym wszystkim „kolega” dzwonił, w
      > yznawał
      > miłość, jego dziewczyna oskarzyła mnie o zniszczenie zwiazku...On dla mnie
      ja
      > zostawił (chociaż nie wiem po co, bo ja nie chciałam być z nim)...
      > A moja połówka nic nie wiedziała...i nie wie
      > Od tej pory minęło 1.5 roku..a ja czuje się jak najgorsza dziwka...jak
      > śmieć...Płaczę..i nie mogę sobie tego wybaczyć...Przeciez mojego chłopaka
      tak
      > kocham, jak mogłam mu to zrobić, on mi ufa, wierzy...mówi, ze będę matka
      jego
      > dzieci...ze jestem jego życie...a ja..tak splugałam naszą miłość...On
      tamtego
      > momentu nie spojrzałam na zadnego faceta inaczej niż jak na kolegę...Ale
      > wyrzuty sumienia mam codziennie...Boli mnie w głębi, boli, ze okazałam się
      > taka słaba, i tak zraniłam osobe która mnie kocha...
      > Zastanawiam się czy mu powiedziec o tym...czy mi wybaczy...czy ja sobie
      > kiedyś wybaczę, czy .....
      > Nie wiem co zrobić...wiem, ze go to zaboli, ze gdy się dowie ...to możemy
      nie
      > być razem..ale jak ja nie jestem jego godna? A może gdzies tam jest ta
      > jego „królewna” ta prawdziwa, czysta i szczera..i oddana...
      > Powiedzcie..Poradzcie....
      >
    • Gość: kate Re: zdrada ...po raz tysięczny...ale doradźcie;-( IP: 213.17.175.* 02.09.03, 15:54
      Nie mów - on Ci tego nigdy nie wybaczy, Twoja zdrada, jesli wasz zwiazek
      przetrwa, zawsze bedzie miedzy wami. Tak jak juz ktos pisał - to jest Twoja
      kara i tylko Ty powinnaś z nią życ. Ciesz się, ze teraz jest dobrze i mam
      nadzieję, ze tak bedzie miedzy wami już zawsze.

      Powodzenia.
    • Gość: Alla Re: zdrada ...po raz tysięczny...ale doradźcie;-( IP: *.a2000.nl 02.09.03, 18:13
      Nie zadreczaj sie tak!!! Juz odpokutowalas meczac sie poltora roku. Wybacz
      sobie w koncu!!!!!!!! Wiesz ze zrobilas zle i zalujesz. Nie chcesz zrobic tego
      juz nigdy wiecej. I bardzo dobrze. To wystarczy. Idz do psychologa lub ksiedza,
      zaleznie od przekonan i pozbadz sie tego poczucia winy, bo nie mozna pokutowac
      cale zycie za jedna glupote.
      I zapomnij juz o tym na litosc boska.
      Kazdemu zdarzy sie zbladzic, co oczywiscie nie znaczy, ze nalezy podchodzic do
      spraw powaznych zbyt lekko. "Zla" nie podchodzi lekko, dramatyzuje i cierpi.
      Starczy juz tego. Odpokutowalas.
      • Gość: siwa Re: zdrada ...po raz tysięczny...ale doradźcie;-( IP: 217.20.201.* 02.09.03, 19:00
        to, co zrobilas przynioslo ci tysiac razy wiecej cierpienia, niz radosci.
        czlowiek uczy sie na bledach, niestety najczesciej swoich. najwazniejsze jest,
        zeby nie powielac ciagle tych samych bledow. nikt nie jest idealny.
        wyciagnelas z tego wnioski i postanowilas, ze nigdy wiecej. no i dobrze. nie
        zadreczaj sie juz tak, bo w koncu oszalejesz.

        mowic, czy nie mowic. hm, sa dwie strony medalu. na miejscu twojego chlopaka,
        jezeli zwiazek jest szczesliwy i uklada wam sie wspolnie, wolala bym zyc
        jednak w niewiedzy. jezeli sie kogos kocha, mozna mu zdrade wybaczyc, ale sie
        o niej nie zapomina. to tkwi gdzies w glebi jak drzazga i od czasu do czasu
        kluje. wiec lepiej nie wiedziec i juz. jednak zawsze istnieje
        niebezpieczenstwo tzw. "zyczliwych". to najgorsze co moze byc. sami nic na tym
        nie zyskuja, ale zawsze sie wtraca, nie wiadomo po co. jezeli dowie sie od
        takiej osoby, to klapa.

        w kazdym razie, skoro minelo juz tyle czasu, a ty jeszcze nie powiedzialas, to
        moze daj juz przyschnac ranie i niech inni zostana w blogiej niewiedzy. zycze
        szczescia i jak najmniej "zyczliwych" wokol was :-).
    • ala_bez_kotow przeciez nie ma problemu 02.09.03, 20:01
      o co tu chodzi. po co sie tak dolujesz.?? przezylas fajne chwile, masz faceta.
      jest ok. jeszcze raz - jest OK.
    • Gość: handlarz Re: zdrada ...po raz tysięczny...ale doradźcie;-( IP: *.rzeszow-krakowska.sdi.tpnet.pl 02.09.03, 22:52
      Chomonto - mocno uzywane, produkcji ZSRR, pasuje na baby ktore zdradzaja. Kto
      da wiecej?
    • Gość: mmmm Re: zdrada ...po raz tysięczny...ale doradźcie;-( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.09.03, 07:15
      A myślisz ze on jest Ci wierny??? Mylisz sie, faceci zdradzają, to ich nałóg.
    • wiktorkaa Re: zdrada ...po raz tysięczny...ale doradźcie;-( 03.09.03, 08:14
      Gość portalu: zła napisał(a):


      > Zastanawiam się czy mu powiedziec o tym...czy mi wybaczy...czy ja sobie
      > kiedyś wybaczę, czy .....
      > Nie wiem co zrobić...wiem, ze go to zaboli, ze gdy się dowie ...to możemy nie
      > być razem..ale jak ja nie jestem jego godna? A może gdzies tam jest ta
      > jego „królewna” ta prawdziwa, czysta i szczera..i oddana...
      > Powiedzcie..Poradzcie....
      >

      Jeżeli już wiesz,że chcesz z nim być na zawsze to nie warto mówić,bo
      rozstaniecie się przez to,ale jeżeli potrafiłabyś przeżyć rozstanie z
      nim,spróbój powiedzieć mu prawdę.Chociaż nawet gdyby on przyjął to do
      wiadomości pewnie wszystko zmieniloby się.Więc chyba lepiej nie mówić...
      • Gość: marakuja Re: zdrada ...po raz tysięczny...ale doradźcie;-( IP: *.icpnet.pl 03.09.03, 09:52
        uwierz,że to ty jestes jego krolewną. Boli- rozumiem. Ale wybacz to sobie. Weź
        to jako kolejną lekcję w życiu. Będzie dobrze. jemu nie mow,jesli chcesz być z
        nim nadal. Załujesz- to jest najwazniejsze. Pozdrawiam, i ściskam. Będzie
        dobrze.
    • abere8 Nie mow! 04.09.03, 07:24
      "Lepiej zgrzeszyc i potem zalowac niz zalowac ze sie nie zgrzeszylo"

      A tak naprawde to wiem, jak ciezko jest pozostac wierna, nawet jesli sie kocha
      swojego partnera. Moj maz nie wyobraza sobie, ze przyszloby mi do glowy go
      zdradzic, ale dla mnie coraz ciezej jest ignorowac kolejne okazje. Nie, zeby
      ich bylo tak duzo, ale zawsze. A przeciez go kocham i to z nim chce byc. Tylko
      ze on jest moim pierwszym i (jak na razie) ostatnim facetem i skad ja mam
      wiedziec, ze to wlasnie z nim jest mi najlepiej, jesli nigdy z nikim innym nie
      bylam? To jest moj problem, ktorego jak na razie nie staram sie rozwiazac,
      przewidujac wyrzuty sumienia po fakcie.
    • Gość: Jola Re: zdrada ...po raz tysięczny...ale doradźcie;-( IP: *.zab.citynet.pl / 10.5.12.* 04.09.03, 08:44
      Kochana nic nie mów swojemu narzaczonemu,że go zdradziłaś. Niech to pozostanie
      Twoją słodką tajemnicą do konca życia. O takich rzeczach nie wolno mówić. Z
      czasem zatrze Ci się to w pamieci Może wyspowiadaj się z tego to Ci
      ulży.Czasami nadmierna szczerość i uczciwość nie popłaca.Jak mu powiesz to i on
      może Cię kiedyś zdradzić i będzie nad tobą górował . Powie ty mogłaś ,a
      dlaczego nie ja . Trzymaj język za zębami, zapomnij o tym i żyj dalej. Trzymaj
      sie.
      • mise Re: zdrada ...po raz tysięczny...ale doradźcie;-( 04.09.03, 13:30
        Rozumiem argumenty tych, którzy doradzają o nicym nie mówić
        A ja i tak bym powiedziała
        Może dlatego że sama usłyszałam kiedyś szczere wyznanie
        I wtedy postawiłam na szali zdradę i nasz związek
        i najgorsze, że przecież nie dostałam gwarancji,ze to się nigdy nie powtórzy
        są tylko jego chęci (i starania) bycia wiernym
        ale nie odeszłam
        Zostałam i nie żałuję
        Ufam mu i cieszę się, że to wtedy usłyszalam
        Wiem z kim jestem związana, wiem, że nie jest nieskazitelny, ale wiem, że jest
        ze mną szczery
    • Gość: kaktusowa Re: zdrada ...po raz tysięczny...ale doradźcie;-( IP: 62.229.40.* 04.09.03, 16:19
      spójrz na to z innej strony...ok, zdradziłaś, ale był to tylko akt cielesny, w
      dodatku nie przyniósł oczekiwanej satyfakcji a jedynie ból i wyrzuty sumienia.
      Ale przyniósł coś o wiele cenniejszego bo świadomość Twoich uczuć do partnera,
      docenienie wartości jego osoby. I z pewnością już nigdy nie będziesz miała
      ochoty tego powtórzyć. Oddalaś na moment komuś innemu JEDYNIE ciało, może też
      trochę chwilowego zainteresowania, ale nie serce i uczucie. Nie ma tego
      złego...zdarzenie to scementuje wasz zwiazek.
      Ale nigdy mu o tym nie mów! Jest to wydarzenie dla Ciebie ważne ale dla niego w
      tej sytuacji nie ma znaczenia. I nie ma to związku ze szczerością, nie musimy o
      wszystkim mówić swojemu partnerowi i odwrotnie. Niech to zostanie w sferze
      twojej prywatności. Wsadź to do worka doświadczeń i zaglądaj czasem do niego,
      bo ludzie mają skłonności do powtarzania tych samych błędów...
      A wiesz co jest najlepsze na wyrzuty sumienia i ból? Przeżuć tę energię na
      okazywaniu miłości a nie starczy Ci sił i czasu aby to niepotrzebnie
      rozpamiętywać :-)
    • smilla Re: zdrada ...po raz tysięczny...ale doradźcie;-( 04.09.03, 16:28
      Bedzie krotko i konkretnie - POD ZADNYM POZOREM NIC NIE MOW. Zrobilas blad i
      zalujesz i dlatego masz wyrzuty sumienia. Po co chcesz obarczac tym bledem
      jeszcze kogos? Musisz teraz sama sobie z tym poradzic. Przestan sie takze
      zadreczac i plakac - co sie stanie to sie nie odstanie.
    • leeshy Nowe forum prywatne - Zdrady 05.09.03, 14:48
      Specjalnie dla osob, ktore doswiadczyly zdrady - jako zdradzajacy lub jako
      zdradzani - otworzylem nowe forum.
      Zapraszam!
      Link ponizej.
Pełna wersja