Stosunek do zdrady - czegos tu nie rozumiem

03.09.03, 08:10
    • mickey.mouse Przepraszam, przypadkowy blank 03.09.03, 08:15
      Z jednej strony, na niemal wszystkich forach gazety odbywa sie zbiorowy placz
      nad zdrada - zdradzil mnie - jak mogl mi to zrobic ?! zdradzila mnie!
      Zdradzilam!, a z dugiej strony, co chwila czytam w roznych watkach "kazdy ma
      prawo do bledow", "stalo sie", ba ktos nawet napisal, ze "przed malzenstwem to
      nie zdrada", itp.

      O co wiec chodzi ? Czyzby chodzilo o moralnosc Kalego ? A moze moralnosc pani
      Dulskiej ?
      • Gość: Lena Re: Przepraszam, przypadkowy blank IP: 80.48.96.* 03.09.03, 08:58
        Dla mnie to też zupełnie niezrozumiałe gdy ktoś pisze, że "on spotyka się ze
        mną ale ma jeszcze inną", "jednorazowe zdrady są dopusczalne byle nie stały
        związek z inną/innym". A potem padają pytania "jak zmusić go by mnie
        szanował", "czy mam jej/jemu wybaczyć"/np. ten stały związek na boku/.
        Ludzie mają chyba problem z szacunkiem do samego siebie, z wyznaczeniem sobie
        nawet zasad moralności, z wymaganiem od innych przestrzegania pewnych zasad.
        Pozdrowienia.
      • babik Re: Przepraszam, przypadkowy blank 03.09.03, 08:59
        Chyba tak naprawdę chodzi o to , że jeżeli my to zrobiliśmy to potrzebujemy
        rozgrzeszenia jeżeli inni to trzeba potępiać w czambuł.
        Tak zdecydowanie moralność Kalego.
      • pajdeczka Bo należy się o zamiarze... 03.09.03, 11:26
        ... popełnienia zdrady wcześniej uprzedzić, nie będzie wówczas dramatu.
        Mój mąż niedawno oświadczył mi, że przebaczyłby mi zdradę, a ja jemu
        odpowiedziałam, że "ja,niestety, nie!".
        Tak więc, albo mój mąż jest już "post factum" i robi sobie przepole, albo
        zachęca mnie (sic!) do zdrady swoją tolerancją.

        • Gość: Lena Re: Bo należy się o zamiarze... IP: 80.48.96.* 03.09.03, 12:01
          pajdeczka napisała:

          > ... popełnienia zdrady wcześniej uprzedzić, nie będzie wówczas dramatu.
          > Mój mąż niedawno oświadczył mi, że przebaczyłby mi zdradę, a ja jemu
          > odpowiedziałam, że "ja,niestety, nie!".
          > Tak więc, albo mój mąż jest już "post factum" i robi sobie przepole, albo
          > zachęca mnie (sic!) do zdrady swoją tolerancją.

          Ale wyobrażasz sobie, że chodząc z chłopakiem /jeszcze daleko do małżeństwa/ z
          góry już wiecie co wybaczylibyście sobie nawzajem ? Zdrady pojedyncze, małe
          zaangażowanie, uderzenie jedno albo i dwa, wulgarne słowa ? Ile tych granic
          jeszcze w życiu można potem poszerzyć ? Co jest potem w takim małżeństwie ?

Pełna wersja