Ile kosztuje uczeń, ile kosztuje szkoła

IP: *.econ.uni-hamburg.de 05.09.03, 14:14
Z tym zwolnieniem rodzicow od oplaty za szkody wyrzadzone przez
ucznia w sytuacji kiedy wyrzadzil on je z zamiarem albo godzac
sie na nie, to chyba nie jest najlepszy pomysl. Jesli rodzic nie
zostanie pociagniety do odpowiedzialnosci za takie wydarzenie,
to za niedlugo, oprocz zmaltretowanych nauczycieli beda tez
spalone szkoly. Problemy finansowe sa oczywiscie dolegliwoscia,
ale nalezy przeciez tez zapobiegac problemom wychowawczym...
    • Gość: zoola Re: Ile kosztuje uczeń, ile kosztuje szkoła IP: *.Pohybel.Com 05.09.03, 19:34
      a płacenie za języki - obowiązkowe? w dodatku kiedy lekcje
      prowadzi się w 30 osobowej grupie?
    • Gość: Matka A ja mam piecioro IP: 80.51.242.* 06.09.03, 10:38
      I mnie to boli od 1992 roku, rychło w czas zesmy sie
      połapali !!! Szkoła nie ma prawa zmieniac co chwile
      podreczników, a uzywac je przynajmniej trzy lata, by dzieci
      mogly sobie ksiązki odkupić. I zawsze zakupić (wydawnictwa
      zresztą dodają egzemplarze bonusowe do wiekszych niz 20 sztuk
      zamówien) kilka egzemplarzy dla biblioteki.
      A nie odpowieadac rodzicow, ze to jego sprawa ze ma opiatkę
      dzieci !
      Cholera, trzy takie matki jak ja, a juz jest etat dla
      nauczyciela - a człowieka w szkole traktuja jak upuosledzonego
      na umysle.
    • Gość: Zielicz Mozna cytować paragrafy!I co z tego! IP: 213.199.197.* 06.09.03, 14:12
      Pan Śnioszek cytuje paragrafy przepisów oswiatowych
      zobowiazujących samorządy do płacenia za różne rzeczy.Tyle , że
      nawet zamożny warszawski redukuje nakłady na edukację.Wiekszość
      sanmorządów po prostu nie da bo nie ma!I co wtedy ma zrobić
      szkoła?Nie poprowadzić uczniów do kina, nie wyjechać z nimi na
      wycieczkę,nie zrobić Kangura dla chętnych, pisać palcem po
      scianie!?To są martwe przepisy!!!I Pan Śnioszek dobrze o tym wie!
      Chodzi mu tylko o ugodzenie w szkoły publiczne, które
      rygorystyczne przestrzeganie tej fikcji może sparalizować!
    • Gość: --- Re: Ile kosztuje uczeń, ile kosztuje szkoła IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.09.03, 15:09
      chodzę do I klasy LO. w gimnazjum opłata za komitet wynosiła
      100 zł rocznie-w LO 400. Dodatkowo każdy z mojej klasy ma
      płacić kolejną stówkę na utrzymanie sali plastycznej-profil po
      części plastyczny. I tak lepiej niż ta klasa stricte plastyczna-
      oni dopłacają 3 stówy. Na pytanie "na jaki cel idą te
      pieniądze" dyrekcja odpowiedziała "wie pani, tam trzeba
      posprzątać..." (pytanie zadała na zebraniu jedna z matek). W
      jednej z klas języka uczy nauczyciel znający go, ale będący z
      wykształcenia nauczycielem innego przedmiotu, skutkiem czego
      cała klasa chodzi na dodatkowe zajęcia-facet nie umie uczyć.
      oni umieją po roku przedstawić się, powiedzieć ile lat ma ich
      babcia i kupić w sklepie żubra (takie wyszukane słownictwo
      podaje nauczyciel). Do tego koszta przyborów plastycznych, o
      podręcznikach nie wspominając...
      Ta szkoła jest naprawdę fajna. Nauczyciele sympatyczni,
      życzliwi, dobrze uczący (z paroma wyjątkami niestety)-tylko
      czemu tak drogo...? to jest bezpłatna edukacja?(liceum jest
      publiczne) przykro mi czasem wobec moich rodziców...
      • Gość: Zielicz W niepublicznej zapłaciłbyś minimum 6000 rocznie IP: 212.160.235.* 07.09.03, 10:41
        choć budżet płaci i Twojej szkole i tej niepublicznej dokładnie tyle samo (na
        jednego ucznia)!
        • Gość: prospoleczna Re: W niepublicznej zapłaciłbyś minimum 6000 rocz IP: *.acn.waw.pl 07.09.03, 23:37
          Gość portalu: Zielicz napisał(a):

          > choć budżet płaci i Twojej szkole i tej niepublicznej
          dokładnie tyle samo (na
          > jednego ucznia)!

          o ile sie orientuje, te stawki na ucznia sa jednak rozne.
          sprobuje sprawdzic. ale w liceum spolecznym do ktorego chodzilam
          otrzymywalo sie za to np 10 h tygodniowo jezykow obcych (6+4) a
          mozna bylo miec wiecej jesli sie tylko chcialo zalozyc fakultet.
          nie twierdze ze kazdy moze sobie pozwolic na 700 zl czesnego
          miesiecznie. jednak dla, nazwijmy to, klasy sredniej, moze to
          byc calkiem sensowna (kalkulujaca sie) inwestycja w edukacje
          dziecka. najbogatsi moga sobie pozwolic na wszelkie indywidualne
          zajecia, najbiedniejsi na nic, DOBRA spoleczna szkola z
          rozwinietym programem zajec dodatkowych moze byc rozwiazaniem
          posrednim.
    • mrouh Re: Ile kosztuje uczeń, ile kosztuje szkoła 06.09.03, 20:03
      Ciekawe, czy autor wie, ile krzeseł niszczą dzieci w
      ciagu roku, ile ławek, zamków w drzwiach? A żebym padła,
      to nie dam rady w każdej sekundzie patrzeć każdemu z 25
      uczniów na ręce i jednocześnie uczyć, prowadzić ciekawą
      lekcję. Rodzice nie mają obowiązku płacić komitetu...
      szkoły nie stać na zapewnienie wszystkim potrzebującym
      dzieciom obiadu, nauczyciele sami zaopatrują się w
      podręczniki, kasety, dodatkowe książki, sami wykonują
      pomoce, kserują na swój koszt dodatkowe ćwiczenia,
      prowadzą społecznie popołudniowe zajęcia... Pracowałam w
      jednej szkole, gdzie w jednej z sal nie było
      wystarczająco dużo krzeseł dla dzieci, nie wspominając o
      biurku czy krześle dla mnie. A przecież to są rzeczy,
      które powinna zapewnic szkoła... nie zapewnia, bo nie ma
      z czego:-(
      --
    • Gość: malgorzata Re: Ile kosztuje uczeń, ile kosztuje szkoła IP: *.icpnet.pl 06.09.03, 22:57
      oczywiście wszystko jest jasne, tylko gdzie ten samorząd z
      otwarta kieszenią!!??
      jesli chodzi o pomoc dzieciom to przyznję ze jest potrzebna,
      jednak jako nauczyciel obserwuję postepującą demoralizację
      związaną z tym procesem.........
      pozdrawiam
      malgorzata
      • Gość: kokoszanel Re: Ile kosztuje uczeń, ile kosztuje szkoła IP: *.acn.waw.pl 07.09.03, 17:26
        jestem na 5. roku studiow - wiec nie tak dawno skonczylam
        szkoly. nie przypominam sobie kupowania calych kompletow
        podrecznikow - ani w podstawowce, ani w liceum. kupowalo sie
        kilka uzywanych ksiazek i to wystarczalo. czy przez dekade czasy
        sie zmienily i z powodu nadmiaru wydawnictw rynek podrecznikowy
        upodobnil sie do medycznego - tzn nauczyciel jest przez dane
        wydawnictwo przekonywany do takich a nie innych podrecznikow?
        czy moze ludzie sa teraz bardziej zamozni i ci najbogatsi kreuja
        w szkole mode na nowe blyszczace ksiazki?

        1. wydaje mi sie ze ten problem (wydatki podrecznikowe) ma
        drugie dno: nauka i przygotowanie do egzaminow na studia nie
        polega na przerabianiu podrecznikow. dobry nauczyciel nie
        potrzebuje podrecznika (albo sam go pisze:).
        moi najlepsi nauczyciele w ogole nie uzywali podrecznikow. w
        podstawowce swietna matematyczka wykladala i 'do domu' pisala na
        tablicy lub kserowala (w 8. klasie poczatek epoki kserografu). w
        liceum podrecznik byl rzadkoscia, ew. kupowalo sie go jako
        ciekawostke i uzupelnienie (czesto negatywno-ironiczno-
        porownawcze) do lekcji. atlasy geograficzne byly w szkole. w
        okolicach matury kupowalismy tylko ksiazki z testami
        egzaminacyjnymi na studia ale nauczyciele i tak kserowali nam
        wlasne dla wzbogacenia zbiorow. zalecana dla biologow
        byla 'biblia' villeego - cholerycznie droga ale na cale zycie.
        nawet jezyki obce - ksiazki mielismy, ale najwartosciowsze
        cwiczenia i 'czytanki' byly kserowane z prywatnych
        nauczycielskich zasobow.

        uwazam ze podreczniki to jedno wielkie napychanie kabzy
        wydawnictwom. jest to tez ulatwianie zycia nauczycielom - jakby
        co, uczniowie moga przeciez doczytac. z perspektywy osoby
        konczacej studia spokojnie potwierdzam ze system
        bezpodrecznikowy nie tylko sie sprawdzil, ale byl tez niezwykle
        stymulujacy intelektualnie. podreczniki jakie sa kazdy widzi -
        jedne lepsze, jedne gorsze. nie warto inwestowac 40 zl za sztuke
        w nieobiektywna wiedze.

        2. rodzice powinni stanowczo sprzeciwiac sie kultowi nowych
        podrecznikow. po pierwsze z powodu punktu 1., po drugie to
        strasznie nieekologiczne (=nieekonomiczne). kilogramy papieru i
        lakieru. drukarze zacieraja rece a dzieci wychowywane sa w
        kulcie nowosci, jednorazowosci i materializmu. ubodzy
        inteligenci! promujcie wsrod spolecznosci szkolnej rozwoj
        zrownowazony! kreujcie mode na podreczniki 'vintage'! to one sa
        naprawde w porzo! :)

        3. zeszyty dla jurka do gimnazjum - "porzadne, grube, w twardej
        okladce"? niech sie chlopak uczy i zalozy jeden segregator na
        wszystkie przedmioty. nie poradzi sobie? lepiej zeby sobie
        poradzil bo tak bedzie na wyzszej uczelni - chyba ze sie nie
        wybiera. nauczyciele tez powinni na taki system pozwalac -
        gimnazjalisci to nie przedszkolaki. a od grubych okladek jurek
        tylko sobie skrzywi kregoslup.

        4. co do oplat za komitet trudno mi sie wypowiadac. wydaje mi
        sie jednak ze albo doplaca sie do lekcji jezykow w szkole albo
        samemu trzeba placic 2 tys za semestr w british council. cudow
        nie ma i panstwowej szkoly nie stac na dobrego angliste.

        podsumowujac: chyba 10 lat temu ani nauczyciele, ani rodzice,
        ani dzieci nie byli tak zesnobiali na punkcie nowych ksiazek,
        grubych zeszytow i wypasionych strojow na wf. faktycznie byla to
        chyba jeszcze postPRLowska dekada wychodzenia z szarosci,
        poprzedzajaca dekade MTV i piornikow z Puchatkiem (Puchatek nie
        byl wtedy jeszcze postacia diseyowska).

        a na marginesie: nie wiem jaki zwiazek maja wydatki na stroje
        corki pani Ireny z jej edukacja. moze maja? rozumiem wydatki na
        narty - w pewnych sferach to koniecznosc :). lekcje tanca wraz z
        pelnym strojem do flamenco takze :).
        • Gość: Jolka_Gdyńska Re: Ile kosztuje uczeń, ile kosztuje szkoła IP: *.gdynia.mm.pl 07.09.03, 21:29
          mam wrażenie ,że artykuł w przykry dla wielu szkół i nauczycieli sposób
          uogólnia i przejaskrawia problemy ,które są niekiedy marginalne.Pracuję 10 lat
          jako nauczycielka i pewne sprawy wg mnie wyglądają inaczej ,a z pewnymi
          negatywnymi sytuacjami się w ogóle nie spotkałam.

          ale może sysytematycznie:

          1. wydatki na podręczniki, stroje,wycieczki itp to nie "wpompowywanie w szkołę"
          tylko w dziecko i jego edukację;

          2. zgadzam sie z moimi przedmówcami zwracającymi uwagę na biedę gmin-nawet w
          Gdyni, która nie jest gminą ubogą nie ma pieniędzy na wiele rzeczy w szkole np
          toner do ksero, podłączenie do internetu,książki do biblioteki itp
          mówienie ,że powinna to i tamto zapewnić gmina jest słuszne -ale trochę z
          księżyca jak na polską rzeczywistość;

          3. zauważyłam ,że rodzice i uczniowie sami często nie chcą kupować książek od
          kogoś,bo wolą mieć nowe-może to taka moda.
          w naszej szkole staramy się utrzymywać te same podreczniki, jednak na początku
          lat 90 ,a potem kiedy weszły gimnazja -nie było dużej oferty wydawniczej i
          trzeba było brać co było na rynku-później dopiero można było wybrać lepsze
          podręczniki;

          4.nasza szkoła organizuje zajęcia wyrównawcze-rodzice są informowani o nich,
          zachęca się uczniów do korzystania z nich(toż to darmowe korepetycje!) , podaje
          się dni i godziny.....po czym uczniowie nie chodzą -i to paradoksalnie ci
          słabsi.miałam sytuację ,że mama ucznia bardzo słabego ,który w ogóle nie
          chodził na wyrównawcze opłacała mu korepetycje-zaznaczam ,że nie prowadził ich
          nauczyciel uczący ( ja w ogóle nie spotkałam się z taką sytuacją przez te 10
          lat wśród swoich koleżanek i kolegów!!!)- widać tak wolała, amoże czuła się
          spokojniejsza?

          5.odkąd uczę rodzicom mówiło się ,że składka na komitet ,a obecnie na radę
          szkoły jest dobrowolna i dzieje się tak ,że większość rodziców ,których
          NAPRAWDĘ stać na płacenie-nie robi tego-bo skoro nie musi!!! miałam
          wychowawstwo w klasie gdzie na 26 uczniów dla 5 był to problem finansowy-reszta
          była dobrze sytuowana-a był rok kiedy nikt nie zapłacił. obecnie mam 27 uczniów
          w klasie i w zeszłym roku szkolnym zapłaciło 7 osób, a mogłoby 17. składka
          wynosi 50 zł-można płacić po 5 zł miesięcznie, rodzicom na zebraniu jest
          przedstawiany preliminarz wydatków na rok ,wiec wszystko jest jawne. ja za
          dziecko w przedszkolu płacę 20 zł miesięcznie, czyli 200 zł rocznie!
          prawidłowość jest taka ,że płacą rodzice uczniów w klasach 1-3 a potem w
          liceum. NAPRAWDĘ nikt nie wymaga od tych ,którzy nie mają ,a wychowawca wie na
          ogół kto nie ma pieniędzy.
          byłoby cudownie ,gdyby szkoły miały tyle pieniędzy ,żeby nie musiały wymagać
          tych składek-ale nie mają! poza tym są przepisy ( nie znam niestety
          dokładnie ,bo nie jestem dyrektorem),że pięniędzy szkoły, które dostaje od
          gminy nie można "ruszyć" na pewne sprawy np na nagrody dla uczniów. i nato może
          tylko rada szkoły czy komitet dać.

          6.gdy organizuje się wycieczkę klasową to nie można narzucić rodzicom ,gdzie
          jedziemy -jedziemy w zasadzie w miejsca ,które są dostępne finansowo dla
          uczniów-jeśli mają na wycieczkę za 30 zł to będzie jednodniowa, jeśli mają 300
          zł to będzie 3dniowa.
          zaznaczam ,że nauczyciel woli nigdzie nie jechać, bo odpada stres związany czy
          któremus uczniowi nie przyjdzie do głowy jakiś pomysł zagrażający jego zdrowiu
          lub życiu. ja oddycham z ulgą ,gdy dowiozę wszystkich cało i zdrowo do domu.
          jeżdżę na wycieczki ,bo tego oczekują uczniowie i rodzice i jest moim
          obowiązkiem im to zapenić ,ale jedynie w granicach finansowych przez nich
          ustalonych!

          7. czy jeśli moje dziecko w przyszłości zbije szybę w sklepie czy sąsiadce-też
          mogę nie pokrywać szkód???
          jeśli jest taki przepis ,że rodzice nie muszą pokrywać tych szkód w szkole to
          spodziewajmy się coraz bardziej rozwydrzonych pokoleń, nie szanujacych cudzego
          lub tzw wspólnego mienia.
          przykro potem tylko słuchać w mediach ,że "szkoła nie wychowuje".
          uczyłam w dwóch szkołach-w jednej nikt za nic nie był odpowiedzialny i szkoła
          wyglądała strasznie, a co wakacje wydawała majątek na wstawienie nowych szyb.
          w obecnej nie ma pobłażania (w granicach praw oczywiście)i szkoła jest czysta
          i zadbana.

          ja wiem ,że czasem to wyglada tak jak przedstawił to artykuł ,ale czy naprawdę
          tak często ,żeby generalizować?
    • Gość: andzia Re: Ile kosztuje uczeń, ile kosztuje szkoła IP: 217.97.156.* 08.09.03, 11:32
      Spróbujcie policzyć ile kosztuje przygotowanie do szkoły ucznia,
      który należy do pierwszego rocznika reformy. Rodzice takich
      dzieci (m.in. i ja - samotna matka posiadająca jeszcze na
      utrzymaniu maturzystę uczącego się wg "starych zasad") skazani
      są przez 6 lat (3 gimnazjum i 3 liceum) na kupowanie NOWYCH
      książek. Te koszty są olbrzymie. "Prorodzinny" rząd wprowadzając
      reformę "zapomniał" o jakiejkolwiek formie refundacji lub ulgi,
      natomiast obecny to utrzymuje. Co roku biorę pożyczkę z FP w
      swoim zakładzie, aby podołać wrześniowym wydatkom, a potem cały
      rok to spłacam.
    • Gość: jolka Re: Ile kosztuje uczeń, ile kosztuje szkoła IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.03, 16:15
      A co sądzicie o książkach kupowanych w szkole?
      Chyba powinno być taniej? Przecież kupują je dla kilku klas I,
      II itd.
      Okazało się, że za komplet książek do I klasy gimnazjum
      zapłaciłam w księgarni mniej, niż gdybym kupiła komplet
      zamówiony przez szkołę!
      W dodatku kolejny rok część podręczników wogóle nie będzie
      wykorzystywana (atlas, podręcznik do plastyki, ćwiczenia) ale
      kupić trzeba. Kolejny problem to wykorzystywanie zesztyów
      ćwiczeń - jeszcze się nie zdarzyło, żeby jakiekolwiek ćwiczenia
      były wypełnione do końca...
      • Gość: Dorota Re: Pobożne życzenia IP: *.pul.gdynia.sint.pl 08.09.03, 17:36
        Jestem przewodniczacą Rady Rodziców jednej z Gdyńskich szkół.W
        pierwszej chwili artykuł mnie zbulwersował ale jednoczesnie
        otworzył oczy na wiele spraw. To co się dowiedziałam pozytywnego
        to to że samorząd ma zapewnić szkole wyposażenie w pomoce
        dydaktyczne i sprzet niezbędny do realizacji programów nauczania-
        " ale są to pobożne życzenia". Napewno spróbuję - ale wiem że
        będzie odmowa- ile jest szkół w Gdyni i każda ma problemy.
        Samorzady muszą zapewnic koszty utrzymania wszystkich placówek,
        gorzej jest z pomocami dydaktycznymi.Na to nie ma poprostu
        piniędzy.

        Ten artykuł może zniweczyć moją ciężką pracę( społeczną) a
        własciwie całego zespołu Rady Rodziców. Mówimy o tym głośno że
        składki są dobrowole - ale pomimo to jest grupa rodziców która
        wspomaga naszą działalność. Jetesmy im bardzo wdzięczni ale jest
        to tylko 20 %.Reszta wie o tym że to jest dobrowolna składka.( a
        wśród tych rodziców jest wielu ludzi zamożnych-przecież mogą
        odliczyć sobie tę darowiznę od podatku).
        Z tych 20% mogliśmy wyposażyć bardzo dobrze salę informatyczną w
        dość dobre komputery. Szkoła też otrzymała ( myślę że od
        samorzadu - 15 kopmputerów). Jest tu działanie dwóch
        zainteresowanych stron - co pozwoliło nam utrzymać się w obecnej
        chwili w czołówce gdyńskich szkół, jezeli chodzi o komputery.
        Nasza szkoła liczy c.a 1000 uczniów. Ilość sal z komputerami
        jest ogromana. Ale włanie to dzięki Radzie Rodziców mogliśmy
        osiągnąć ten poziom. Nasze dzieci będą przygotowane dośc dobrze
        do nowych technologii.
        Czy Wiecie , że sukces ( wypsażenie technicze, wygląd szkoły)
        słynnej trójki gdyńskiej to właśnie między innymi składki na
        radę rodziców ( nie jestem Przewodniczącą w trójce).
        Myślę że Pan Pendel powinien przeprosić Rady Rodziców i nie
        robić im pod "prąd".A przynajmniej zauwazyć formę tej
        działalności jako pozytywny . Rady Rodziców to nie tylko
        zbieranie pieniędzy ale też współpraca z dyrekcja.
        Mogłabym wiele przytoczyć przykładów to co RADA Rodziców zrobiła
        dla szkoły. Dyrekcja też wiele od siebie dajeza co rodzic tej
        szkoły jestem im wdzięczna. Nie wiem czy składki to takie
        przestępstwo, własnie powinno sie zachęcać a nie zniechęcać.W
        naszej szkole osoby o niższych dochodach poprostu są zwalniane i
        nikt ich nie zmusza. Ale na tym bazują inni i czują się
        rozgrzeszeni. Ale ich dzieci chętnie korzystają z
        wszystkich "dobrodziejstw", które zakupimy.Wszyscy, zarówno
        rodzice jak i dzieci są poinformowane co zostało zakupione dla
        nich z Rady Rodziców.Ja osobiście czułabym się zarzenowana taką
        sytuacją.
    • Gość: WK A ile kosztuje oszczędzanie na szkole? IP: *.ig.pwr.wroc.pl 08.09.03, 16:49
      Cały artykuł jest napisany w absurdalnym tonie "jak wielkie są wydatki na
      edukację dzieci". Szkoła powinna być przecież "za darmo". Skutkiem takiego
      myślenia jest to, że praca nauczyciela jest już niemal za darmo a poziom
      edukacji stale się obniża. W tym samym tonie władze oznajmiają też
      o "wydatkach" na szkolnictwo wyższe, itd. Jak długo, jako społeczeństwo, nie
      zrozumiemy, że to nie są żadne "wydatki" tylko inwestycje i to inwestycje o
      najwyższej stopie zwrotu tak długo będziemy się wlec w ogonie cywilizowanego
      świata. W edukację wyjątkowo dużo inwestują np.: Irlandia i Korea Płd - czy to
      przypadek?
      Oczywiście rodzicom należy zapewnić środki na wychowanie i edukację dzieci.
      Program minimum: podatek dochodowy powinien być liczony dla całej rodziny, tzn.
      z uwzględnieniem kwoty wolnej od podatku naliczonej od liczby członków rodziny
      (małżeństwo bezdzietne - 2 kwoty wolne, z trójką dzieci - 5 kwot wolnych, itd).
      Jeżeli tylko Państwo zostawi rodzicom pieniądze, to wystarczy na podręczniki
      dla dzieci i komitet rodzicielski dla szkoły.
      A na marginesie: ciekawe, ilu rodziców oburzających się roczną opłatę na
      komitet rodzicielski wydaje więcej co miesiąc na papierosy lub alkohol?
      Pozdrowienia
      • Gość: Ewa Re: A ile kosztuje oszczędzanie na szkole? IP: *.chello.pl 08.09.03, 17:51
        Stara zasada - to co za darmo tego sie nie szanuje. Nie szanuja dorośli, nie
        szanują dzieci.Szkoła m u s i (!) kosztować, tak samo jak leczenie, jedzenie,
        mieszkanie itp. Dzieki Bogu minęły juz czasy, że wszystkim wszystko się, za
        darmo, należy.
    • Gość: Ben Re: Ile kosztuje uczeń, ile kosztuje szkoła IP: *.suwalki.sdi.tpnet.pl 10.09.03, 12:00
      Jakiś mądry inaczej pisze "A poza tym rodzice potrafią wiele
      zrobić dla szkoły dziecka, niekoniecznie wydając pieniądze.
      Malują klasy, budują meble szkolne, wymyślają i pomagają taniej
      zorganizować wycieczki. Znam wiele szkół, gdzie rodzice w ten
      sposób pomagają. Bo chcą, mają na to ochotę.
      ________________________________________________________________P
      rawda jest taka, że minęły już czasy czynów społecznych rodzice
      natomiast tyrają i wydają pieniądze tylko i wyłącznie po to,
      żeby belfer przy stawianiu ocen raczył łaskawszym okiem spojrzeć
      na ich potomstwo. Do remontów szkół zapędzane są dzieci a to już
      jest przestępstwo. W Polsce zmuszanie dzieci do pracy jest
      przestępstwem ściganym z urzędu. W każdej polskiej szkole
      znajdziemy znajdziemy przypadki zmuszania nieletnich do pracy.
      Przykład nr 1 Szkoła Podstawowa nr.7 w Suwałkach. (Malowanie
      przez uczni ławek farbą olejną)



    • Gość: mama Re: Ile kosztuje uczeń, ile kosztuje szkoła IP: *.netlandia.pl 10.09.03, 19:54
      A w nowym (przeprowadzka) przedszkolu mojej córeczki okazało
      się, że można ...składać podania o obniżenie odgórnie ustalonej
      składki na Radę Rodziców. I że za "promocyjny pakiet zajęć"
      (angielski, gimnastyka, rytmika) płacą rodzice każdego dziecka,
      niezależnie od chęci posyłania swojej pociechy np. na
      angielski.Wesoło? I nikt nie dyskutuje.
      • mrouh Re: Ile kosztuje uczeń, ile kosztuje szkoła 18.09.03, 17:57
        W szkole gdzie uczyłam, na początku reformy, na prośbę rodziców wybrano
        najtańsze podręczniki do języka obcego (ok.27 zł) bez zeszytu ćwiczeń. Książki
        są straszliwe, pełne błędów, źle pomyślanych! Ile się nadrukowałam ćwiczeń
        powymyślanych, pościąganych z netu. Ale za moje pieniądze. Można było kupić
        książki droższe o 8 zł i mieć porządny, ciekawy podręcznik na dwa lata. I ten
        się nie rozleciał, jak ten tańszy, polski z błędami:-)
        Niestety, nie miałam wyboru, byłam na zastępstwie:-(
        A poza tym... dzieciaki nawet jeśli ksiązki mają, to ich nie noszą:-(
    • Gość: piotr Re: Ile kosztuje uczeń, ile kosztuje szkoła IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.09.03, 13:55
      A ja wydaję 286 zł na miesiąc
      Płacę przedszkole i nie narzekam
    • Gość: Panie Pendel! Re: Ile kosztuje uczeń, ile kosztuje szkoła IP: *.piaski.sdi.tpnet.pl 20.09.03, 16:28
      Na jakim świecie Pan żyje i dlaczego robi rodzicom wodę z mózgu?
      Odnoszę wrażenie, że "Wybiórczej" zależy na zniszczeniu
      polskiej oświaty. Zaczynam podejrzewać Agorę o celowe działanie.
      Zastanówcie się najpierw w jakich realiach działają polskie
      szkoły i jak są finansowane?
      A tak na marginesie, jeżeli wandal niszczy mienie społeczne to/
      stosując Pańską retorykę myślenia/ koszty napraw powinny być
      pokryte z ubezpieczenia,Prezydent powinien wybrać taką formę
      ubezpieczenia mienia społecznego w Polsce by gwarantowało zwrot
      poniesionych kosztów!
    • Gość: MR Re: Ile kosztuje uczeń, ile kosztuje szkoła IP: *.smstv.pl / 192.168.10.* 20.09.03, 21:02
      Jakie to ciekawe, oburzaja się członkowie Rad Rodziców, że
      artykuł szkodzi szkole. A my rodzice (i nauczyciele, i
      dyrektorzy) po prostu przyzwyczailiśmy samorządy, że jakoś sobie
      poradzimy.
      Rodzice powinni współdziałać ze szkołą, ale nie tylko przez
      trójki klasowe, ale szkoła powinna robić zebrania tematyczne,
      celowe. Szukać ewentualnych rozwiązan na poszczególne problemy,
      a nie tworzyć nie do końca jednoznaczną strukturę R.R., w której
      łatwo ukryć niegospodarność.
      Powinno sie pokrywać szkody, ale nie robić wymaganych remontów.
      Przeżyliśmy malowanie klasy, a potem zmianę sali(oczywiście do
      niewymalowanej-tacy sprytni-może znowu pomalują). Teraz w
      średniej szkole też słyszę o brudnych ścianach.
      Dyrektorzy są wyćwiczeni w gadkach proszalnych do rodziców, a
      my -czego nie zrobimy dla swoich dzieci.
      A tak już jest, pozostałości postkomunistyczne.
      A może ktoś napisze jak wyglądają relacje rodzic-szkoła
      publiczna-pieniądze za granicą?












    • Gość: GW Re: Ile kosztuje uczeń, ile kosztuje szkoła IP: 80.51.242.* 21.09.03, 20:51
      A jednak co innego normalne wymagania co do pomocy szkolnych a co innego
      festiwal podrecznikowy. Ksiązeki powinny byc takie same dla całej szkoły w
      danym roczniku ( z niewielkimi wyjatkami dla języków - bo tu dochodzi sprawa
      zaawansowania grupy). I te ksiązki szkoła powinna umozliwic odsprzedac. Z
      cwiczeniami do wypełniania pomalutku.... One tez kosztuja i są z papieru. Te
      wszystkie cwiczenia do zajęc technicznych i muzyki, to strata pieniedzy i
      papieru.
      A szkoła musi dysponowac pewną ilościa podreczników do wypozyczenia.
      Nauczyciele sa z całą pewnościa zainteresowani materialnie zbytem coraz to
      nowych wersji podrczników.

      Co do cen. Mój syn uzywał ksiązki do angielskiego za 48 zł (Brainwaves) i była
      fatalna! Kto jej dał pozytywna opinię ? ! ziecko w IV klasie a druk bardzo
      mały, zbyt małe blanki do wpisywania. A tematyka zupełnie niezgodna z
      zainteresowaniami 11 - latka. Papier celowo kredowy, choć książka z
      zalożenia "jednorazówka".
    • Gość: nauczyciel Dodatkowe zajecia IP: 217.153.84.* 23.09.03, 15:41
      Jest rzecza dosyc niebezpieczna dla nauczyciela dawanie
      korepetycji wlasnym uczniom wiec unikam tego jak ognia. Z
      drugiej strony zadziwia mnie fakt, iz raz w tygodniu siedze
      przez godzine w szkole by przeprowadzic zajecia dla uczniow
      majacych problem z nauka a nikt sie nie zjawia. Caly ten czas
      spedzam na czytaniu gazet lub poprawianiu sprawdzianow. Czasami
      dochodze do wniosku, iz moze rodzice wola wyslac dziecko na
      korepetycje, gdyz moga "zaimponowac" innym swa oplacana drogo
      troska o potomka.
Pełna wersja