etaminaeasy
29.04.08, 12:34
Po kilku miesiącach wirtualnej znajomości z S nadszedł czas na real.
Wymieniliśmy się wcześniej zdjęciami, więc nie było żadnej paniki,
że wizualnie nie przypadniemy sobie do gustu. Bardzo bardzo zależało
mi na tej znajomości, więc przed randką postarałam się, żeby
wyglądać wyjątkowo i udało mi się to, bo S już na dzień dobry
zasypał mnie komplementami. Poszliśmy na kolację i zaczął się mój
koszmar: siadając na krześle poczułam trrrrach – poleciało oczko w
rajstopach od kolana w dół !! To jeszcze nic, bo od razu obróciliśmy
to w żart (choć wcale do śmiechu mi nie było, bo wcześniej o zapasie
nie pomyślałam). Kilka chwil później poczułam dyskomfort, wyszłam do
łazienki i co widzę? Cholera. Okres. Parę dni za wcześnie, a w
torebce żadnego zabezpieczenia. Świetnie! Resztę wieczoru spędziłam
z chusteczką higieniczną między nogami! Żeby nie było za mało w
drodze z łazienki do stolika narobiłam rumoru trącając ręką puste
krzesło, na szczęście nie rypnęło z hukiem na ziemię, ale za to, by
temu zapobiec, zrobiłam niezłą figurę akrobatyczną. Musiało to
wyglądać żałośnie. I jeszcze jedno : w trakcie jedzenia złapał mnie
atak „kichaczkowy”. Kichnęłam ponoć sześć razy – S tyle naliczył.
Znowu do śmiechu mi nie było, tymbardziej, że cholerstwo złapało
mnie w trakcie przeżuwania! Masakra. Byłam tak zniesmaczona swoją
osobą , że później już nawet gadka mi nie szła!! S podziękował za
miły wieczór, twierdząc, że dawno się tak nie bawił!!! To może
powtórka z rozrywki S ??? Eehh. Nie wiem czy się skusi...