Nie lubię dzieci

IP: *.acn.waw.pl 12.09.03, 20:08
Odkąd pamiętam nie lubiłam dzieci (pewnie z wyjątkiem czasów kiedy sama byłam
mała). Mając 8-9 lat nie interesowałam się maluchami znajomych rodziców, a
kiedy stałam się nastolatką od dzieci (takich do 10-12 lat) zaczęło mnie
wręcz odrzucać. Teraz mam prawie 30 lat, nikogo ze znajomych nie zniechęcam
do rodzicielstwa, cieszę się, że koleżanki mają zdrowe i kochane dzieci ale
same dzieci drażnią mnie, irytują i nudzą. Chyba przede wszystkim nudzą. Siłą
rzeczy mój krąg znajomych się zawęził: nie zapraszam gości z dziećmi, nie
umówię się w McDonaldzie, o zupach, kupach i rysunkach przedszkolaka nie mam
ochoty rozmawiać. W obserwowaniu jak maluch stawia babki z piasu nie widzę
nic fascynującego. Fakt, że ktoś powinien pracować na emerytury, że bez
dzieci czeka nas samotna starość średnio mnie obchodzi. Mam rodzeństwo,
byłyśmy kochanymi i chcianymi dziećmi, o ile wiem nie miałam jakich
szczególnie traumatycznych przeżyć. Moje podejście (chociaż nikomu nie robię
krzywdy) nie jest społecznie akceptowane więc nie obnoszę się ze swoją
opinią. Ciekawa jestem czy inni, zwłaszcza kobiety, mają podobne odczucia.
    • Gość: krzyżyk Re: Nie lubię dzieci IP: *.ld.euro / *.ld.euro-net.pl 12.09.03, 20:25
      Nie wiem, czy Cię pocieszę, ale ja też nie lubię dzieci.
      WŁASNYCH dzieci.
      Życie bym za nie oddała, ale ich nie lubię.
      Jest to zbyt świeża i bolesna sprawa, żeby napisać więcej.
    • melitele Re: Nie lubię dzieci 12.09.03, 20:30
      Ja mam podobne odczucia. Nic na to nie poradzę: nie lubię, nie interesują mnie. Nie
      planuję. Bezdzietna starość też mnie nie przeraża: jak się patrzy dookoła, to nawet
      ludzie, którzy mają dzieci, bardzo często na starość zostaja sami - i muszą sobie jakoś
      radzić. I jacy muszą być rozczarowani i rozgoryczeni! Nie uważam, że dzieci muszą być
      sensem mojego życia. Ale - fakt - obnosić sie z tym nie należy, naród jest mało
      tolerancyjny wobec inności pogladów.
      • macacz Re: Nie lubię dzieci 12.09.03, 20:51
        Wprawdzie jestem facetem, ale prosze, dziewczyny, piszcie dalej.
        Nie cierpie dzieci i zastanawiam sie nad zrobieniem vasectomy.( nie wiem czy
        jest polski odpowiednik tego).Tyle, ze jakbym jeszcze zmienil zdanie,
        to "odwyrtka" jest bardziej skomplikowana :)
        • pajdeczka macacz 22.09.03, 10:20
          macacz napisał:

          > Wprawdzie jestem facetem, ale prosze, dziewczyny, piszcie dalej.
          > Nie cierpie dzieci i zastanawiam sie nad zrobieniem vasectomy.( nie wiem czy
          > jest polski odpowiednik tego).Tyle, ze jakbym jeszcze zmienil zdanie,
          > to "odwyrtka" jest bardziej skomplikowana :)

          Serdecznie zachęcam do zrobienia vasectomii czy jak to się tam zwie.
          Czego jak czego , ale reproduktorów na tym świecie jest full. Jeden mniej czy
          więcej nie robi różnicy.
        • pajdeczka A potem z tych pogardzanych i nie lubianych ... 22.09.03, 10:21
          ..przez dorosłych dzieci wyratstają następni dorośli i tak się to kręci...
      • pajdeczka melitele 22.09.03, 10:17
        melitele napisała:

        . Ale - fakt - obnosić sie z tym nie należy, naród jest mało
        > tolerancyjny wobec inności pogladów.

        A po co do tego mieszać tolerancję? To jest choroba, można ją nawet
        zakwalifikować do natręctw. A natręctwa wszelkie się leczy.
    • Gość: renia Re: Nie lubię dzieci IP: *.ath.spark.net.gr 12.09.03, 20:55
      Gość portalu: Justyna napisał(a):

      > Odkąd pamiętam nie lubiłam dzieci (pewnie z wyjątkiem czasów kiedy sama
      byłam
      > mała). Mając 8-9 lat nie interesowałam się maluchami znajomych rodziców, a
      > kiedy stałam się nastolatką od dzieci (takich do 10-12 lat) zaczęło mnie
      > wręcz odrzucać. Teraz mam prawie 30 lat, nikogo ze znajomych nie zniechęcam
      > do rodzicielstwa, cieszę się, że koleżanki mają zdrowe i kochane dzieci ale
      > same dzieci drażnią mnie, irytują i nudzą. Chyba przede wszystkim nudzą.
      Siłą
      > rzeczy mój krąg znajomych się zawęził: nie zapraszam gości z dziećmi, nie
      > umówię się w McDonaldzie, o zupach, kupach i rysunkach przedszkolaka nie mam
      > ochoty rozmawiać. W obserwowaniu jak maluch stawia babki z piasu nie widzę
      > nic fascynującego. Fakt, że ktoś powinien pracować na emerytury, że bez
      > dzieci czeka nas samotna starość średnio mnie obchodzi. Mam rodzeństwo,
      > byłyśmy kochanymi i chcianymi dziećmi, o ile wiem nie miałam jakich
      > szczególnie traumatycznych przeżyć. Moje podejście (chociaż nikomu nie robię
      > krzywdy) nie jest społecznie akceptowane więc nie obnoszę się ze swoją
      > opinią. Ciekawa jestem czy inni, zwłaszcza kobiety, mają podobne odczucia.


      Jesli mialabym odpowiedziec na pytanie: czego nie lubisz to w pierwszej
      kolejnosci zawsze przychodzi mi do glowy konserwa miesna. Jakies mielonki
      podhalanskie, rzeszowskie, turystyczne, na sam zapach mam odruch wymiotny. A
      musze psu co dwa dni dawac konserwe do miski, brrr :(

      W drugim odruchu to tez nie lubie malych dzieci. No nie lubie, tez mnie nudza,
      tez mnie meczy to zamieszanie, ktore robia, nie mozna spokojnie pogadac ,
      ciagle cos przewracaja, rozchlapuja, staja na krzeslach na balkonie, taki maly
      dramat. A najgorzej jest jak sie kilka mam spotka przy jednym stoliku w
      kawiarni albo na jednej parkowej laweczce. mozna zwymiotowac z nudow. 99%
      rozmowy toczy sie na temat dzieci, kupek, pieluszek, nowych slowek, anegdotki,
      powiedzonka, co za tematy... No, ale takie jest zycie. A mnie to jeszcze
      czeka, wszystko od poczatku, mamusiuuuu...
      • Gość: hot_dog Re: Nie lubię dzieci IP: *.waw.cdp.pl / *.waw.cdp.pl 12.09.03, 21:27
        jak sie wam przez przypadek trafi własne, to sie wam odmieni. Takie "coś" sie
        robi z człowiekiem, (są oczywiście wyjątki)i okazuje się, że mozna to wszystko
        co przedtem opisywaliscie znieść i jeszcze to bawi. Naprawdę...
    • Gość: Kasia Re: Nie lubię dzieci IP: *.acn.pl 12.09.03, 21:56
      Nie mam nic przeciwko tego, ze nie lubicie dzieci. Każdy ma prawo do własnego
      zdania. Ja dzieci kocham. Nie nudzą mnie. Mogłabym godzinami z nimi przebywać,
      bawić się, przytulać. Pamiętam jak było z moim chrześniakiem, teraz już jest
      większy. Sama marzę o swoim. Doczekac się nie mogę.
    • Gość: mika Re: Nie lubię dzieci IP: *.acn.pl / *.acn.pl 12.09.03, 22:08
      Ja tez nie lubie. Nigdy nie lubilam i mimo, ze jestem juz w wieku
      zaawansowanym, nic sie w tej sprawie nie zmienilo. Dzieci irytuja mnie swoja
      wrzaskliwoscia, energia, naiwnoscia i glupawymi pytaniami i stwierdzeniami,
      ktore tak wielu rozczulaja i bawia. Mnie to zupelnie nie bierze. Dla mnie
      dziecko to taki niedokonczony czlowiek. Calkowicie nie do zaakceptowania sa
      dla mnie dzieci chowane bezstresowo, ktorym wolno wszystko, bezczelne,
      aroganckie. Moja bezdzietnosc jest bezdzietnoscia z wyboru i nigdy nie
      zalowalam swojej decyzji.
      • Gość: renia Re: Nie lubię dzieci IP: *.ath.spark.net.gr 13.09.03, 00:11
        A czy jesli sie nie przepada za dzieciakami to oznacza od razu, ze trzeba ich
        nie miec? Ja tam mam jedno, bede miala drugie o to nie bedzie wpadka, pracuje
        z dziecmi, nawet mam w planie utworzenie polonijnego choru dzieciecego, a
        jednak nie lubie maluchow, sa meczace, rozmowy tylko na temat dzieci sa
        ograniczaniem sie, uwazam ze jest to normalna sprawa, ze czlowiek nie musi
        zachwycac sie kazdym nowym "pierdnieciem" dzieciakow wszystkich swoich
        kolezanek, a mimo to miec dzieci i malo tego, spedzac z nimi tworczo czas w
        ramach zarobkowej i nie tylko zarobkowej pracy. Dziecko to nie jest
        niedokonczony czlowiek, jak ktos napisal. Czlowiek, tylko po porstu maly,
        zawracajacy glowe, o nieskoordynowanych ruchach, przez co wiele rzeczy sie
        rozbija, plami, czasem jest przez neigo sporo halasu, ale da sie to wzystko
        przezyc, zwlaszcza, ze w zasadzie nie ma innego wyjscia.
        • Gość: Ewa Re: Nie lubię dzieci IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 13.09.03, 00:27
          Zawsze wolałam się zawsze trzymać od dzieci daleko. Nudziły mnie, rozmowa z
          nimi to katorga nigdy nie wiedziałam co mam mówić i co odpowiadać na głupie
          pytania, a takie całkiem małe wiecznie zaplute i zasikane to koszmar.
          W chwili obecnej jedynym wyjątkiem jest moje własne.
    • Gość: xxx [...] IP: *.tnt38.ewr3.da.uu.net 13.09.03, 00:33
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • Gość: herodiada idiotyczne cwierkanie IP: *.oc.oc.cox.net 13.09.03, 02:05
        Mam podobnie. Czasem sie zastanawiam, skad mi sie to wzielo.
        Nie mam na to dobrej odpowiedzi ale mysle, ze to obowiazek szczebiotania i
        dziubdziania do mlodych jest dla mnie taki niemily. Czuje sie po prostu jak
        idiota, bo nie mam o czym z mlodymi gadac. Jest mi niezrecznie i nieswojo.
        Zazdroszcze tym, ktorzy to potrafia.
        Przyznaje, ze dzieci bywaja interesujace, ale na krotko.
        Mam swoje dzieci. Ich to nie dotyczy. Kocham je i akceptuje, bo tak chce
        natura. Na szczescie natura jest milosciwa i nie zada ode mnie milosci do
        cudzych dzieci.
        Mam znajoma, ktora majac taki sam stosunek do dzieci jest nauczycielka. Nie
        wiadomo, komu bardziej wspolczuc - dzieciom czy jej..
    • Gość: lola Re: Nie lubię dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.03, 10:40
      Dopóki nie urodziłam własnego, cudze dzieci były mi obojętne, to znaczy nie
      zebym nie lubiła, bo nic złego mi nie zrobiły, ale nie zachwycałam sie
      dzidziusiami, a niektóre wrecz mnie odstreczały zapachem.Teraz takze dziecko
      które narobiło w pieluche albo sie slini wywołuje u mnie obrzydzenie, nic na
      to nie poradze.Teraz temat dzieci jest mi blizszy, ale nadal zebym lubiła
      dziecko to ono musi mi pasowac, sa dzieci których po prostu nie lubie, bo mnie
      wkurzaja, ale nie dlatego ze sa dziecmi, tylko ze są dziecmi posiadajacymi
      cechy których nie lubie.No ale to tak jak z dorosłymi.
      Tez nie lubie tego infantylizmu w podejsciu do dzieci, tego zdrabniania,
      cmokania , tak jak nie lubie opowiesci o dokonaniach maluchów którymi co
      niektóre matki potrafia zadreczyc. Sama tego nie robie i znam wiele matek
      które unikają takich zachowan, tematów.Temat dziecka nie jest przeze mnie
      poruszany zwłaszcza przy osobach które ich nie posiadaja, bo wiem ze to ich
      nie interesuje.Czasem spotykam sie z kolezanka i pogadamy sobie na te tematy,
      poradzimy, ale to tylko we dwie, i za obopólną zgoda.
      Dzieci sa rózne jedne daja sie lubic, a inne nie. Kiedys mnie brzydziły, bo z
      nosa im leci, bo brudne, dzis wiem ze przynajmniej w przypadku małych
      niesamodzielnych dzieci to wina ich opiekunów- oni sa od tego by wytrzec nos,
      umyc buzie , zeby dziecko wygladało jak człowiek.Nie kazde dłubie w nosie, a
      kiedys myslałam ze wszystkie tak robia.
      Dopiero teraz wiem jak z dzieckiem rozmawiac bo mam doswiadczenie, wczesniej
      nie miałam pojęcia i wrecz bałąm sie kontaktu z nimi.
      Na pewno jako matka jestem bardziej wyczulona na krzywde dzieci, kiedys
      bardziej do wyobraźni przemawiał mi widok zbitego psa i nad nim sie uzalałam
      niz obraz cierpiacego dziecka, dzis jest odwrotnie.
      Uwazam ze nie ma obowiazku lubienia dzieci, jednakze skoro tak jest to wydaje
      mi sie pomyłka chocby praca z nimi, bo to nie moze przynosic korzysci zadnej
      ze stron.
      Przyznam jednak ze niekiedy zle czuje sie w towarzystwie osób bezdzietnych,
      ich problemy nie sa moimi, mamy inne podejscie do spraw, dla mnie priorytetem
      jest zmaganie sie z choroba dziecka, a dla nich termin wycieczki za
      granice.Ale oczywiscie wtedy temat dziecka nie istnieje, chyba ze ktos cos tam
      zapyta.
      A swoja droga równie uciazliwi co rodzice katujacy otoczenie opowiesciami o
      dziecku sa własciciele czworonogów, paplajacy o niezwykłym swoim pupilu,
      ostatnio spotkałam sie z przypadkiem jak dziewczyna całowała swojego psa w
      ogon- myslałam ze zwymiotuję.No i pół godz. słuchałam jaki to on jest cudowny,
      pojętny i jakie bąki zdarza mu sie sadzic, no istna poezja.
      • Gość: mika Re: Nie lubię dzieci IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 21.09.03, 19:46
        Jakbym o sobie czytala!
    • Gość: Justyna Re: Nie lubię dzieci IP: *.acn.waw.pl 13.09.03, 14:14
      Nie przypuszczałam, że odezwie się aż tyle osob, które nie przepadają za
      (cudzymi)dziećmi. Kiedy to samo napisałam na innym forum dostałam głównie
      bluzgi i wyrok, że jestem potworem takim samym jak te matki co trzymają zwłoki
      w beczkach z kapustą. W kilku wypowiedziach pojawił się wątek infantylizmu
      (zdrobnienia, cmokanie, szczebiocik). Mnie również to przeszkadza tak samo w
      stosunku do dzieci jak i u dorosłych. Uważam, że są miejsca i sytuacje gdzie
      nie powinno być dzieci. Wkurzają mnie np. biegające wieczorem po restauracji
      trzylatki, siedmiolatek z ojcem w pubie na imprezie, chociaż w tym wypadku
      pretensje powinnam kierować raczej go głupich rodziców. Pracuję z młodymi
      dorosłymi (ludzie na studiach) i ten kontakt daje mi ogromną satysfakcję. Chcę
      mieć dzieci w przyszłości, może nawet za rok i z Waszych wypowiedzi wynika, że
      można całym sercem kochać własne przy, powiedzmy, braku zainteresowania
      cudzymi.
      • julla Re: Nie lubię dzieci 13.09.03, 14:32
        Mało kto wie, ze 'obowiązkowa' sympatia dla dzieci to wynalazek i skutek
        przemian obyczajowych XX wieku. Wcześniej, nawet jeszcze w XIX wieku dzieci
        były ściśle izolowane od społeczeństwa dorosłych, uważane za 'podludzi'.
        W jeszcze wcześniejszych wiekach nawet arystokratyczne rodziny oddawały swoje
        potomstwo na wieś, bo uważano, że niemowlęta są obrzydliwe i szanująca się dama
        nie mogła np. karmić piersią, bo to wzbudzało wstręt towarzystwa. Paskudnie
        traktowano dzieci...
        Ja tam lubię dzieci, chociaz niektórych naprawdę nie da się polubić, bo
        zwyczajnie mają paskudny charakterek:)) Bywają też upiornie męczące, ale zawsze
        wzrusza mnie dziecięca bezbronność, ufność, i fakt, że strasznie łatwo je
        skrzywdzić, zwłaszcza psychicznie. Obiema rękoma podpisuję sie pod
        stwierdzeniem, że są miejsca, gdzie dzieci absolutnie nie powinno być.
        Na ogół same dzieciaki dostają w takich miejscach wariacji, przez co są
        podwójnie nie do zniesienia.
        • Gość: Justyna Re: Nie lubię dzieci IP: *.acn.waw.pl 13.09.03, 14:43
          Julio akurat o zmianach w obyczajowości i stosunku do dziecka jakie zaszły od
          końca XVIII w. do dziś wiem. Dziecko było postrzegane jak mały dorosły, nawet
          ich ubranka były kopiami ubrań osób starszych. Nie wiem czy nie przesadzam, ale
          mam wrażenie, że przewartościowanie pozycji dziecka sprawiło, że postawiono je
          na piedestale. Pajdokracja górą. Dziś rodzice są wręcz prztłoczeni (koleżanki
          opowiadają) często sprzecznymi radami i zaleceniami i jeśli zachowanie malucha
          odbiega od jakiegoś wzorca - wpędzani w poczucie winy. Nie chce jeść - twoja
          wina; jest grube - twoja wina; nie karmisz piersią - będzie głupsze i mniej
          odporne; ma kłopoty w szkole - nie poświęcasz mu czas; dałaś klapsa - jesteś
          sadystką; jest nadpobudliwe - to relacje w domu są temu winne; nie ma
          rodzeństwa - wyrośnie na rozpieszczonego egoistę; ma rodzeństwo - dziecko czuje
          się pokrzywdzone, że musi się dzielić twoją uwagą i miłością. Paranoi można
          dostać.
          • julla Re: Nie lubię dzieci 13.09.03, 15:06
            Nie należy się zbytnio tym wszystkim przejmować:)) Fakt, dzisiaj dzieci są
            jakby nadmierne ważne, w niektórych rodzinach nastepuje jakby nadmierna
            koncentracja na potrzebach dziecka, wszystko jest im podporządkowane, dzieci
            są wydelikacone i bardziej egoistyczne niż powinny. Taka tendencja.
            Wydaje mi się jednak, ze taka straszna koncentracja nie służy dziecku, przecież
            ono ma przed sobą trudne zycie, pełne przeciwieństw i w jakimś stopniu trzeba
            je zahartować, na to, ze nie wszystko jest tak, jak by sie chciało. Dlatego
            dziwi, ze tyle w miarę rozsądnych ludzi ulega tej opisanej przez ciebie
            paranoji.
            Kiedyś byłam na wycieczce w górach z dziećmi z wczesnej podstawówki
            i zaskoczyło mnie, jak one strasznie się nad sobą trzęsą. Lamentowały, bo wiatr
            je zawieje, albo bucik im przemókł od mokrej trawy i tragedia gotowa. Dzieci
            spod klosza, jednym słowem; coś zatraciły te dzieciaki
        • oka5 Re: Nie lubię dzieci 13.09.03, 19:56
          julla napisała:

          > Mało kto wie, ze 'obowiązkowa' sympatia dla dzieci to wynalazek i skutek
          > przemian obyczajowych XX wieku. Wcześniej, nawet jeszcze w XIX wieku dzieci
          > były ściśle izolowane od społeczeństwa dorosłych, uważane za 'podludzi'.

          Masz rację Jullo. Przez całe wieki po zmarłych dzieciach nie nosiło się
          żałoby. "Produkowane" były w dużej liczbie i z odpowiednim zapasem, bo wiadomo
          było, że część zemrze. Przechodziło się wówczas nad tym do porządku dziennego.
          Mało kto miał czas i głowę do rozpamiętywania utraconego potomka, gdy
          pozostałe wołały jeść. Wyjątkiem (oczywiście nie jedynym) był tutaj Jan
          Kochanowski, który rzetelnie opłakiwał śmierć Urszuli.
          Ciekawe jest jednak, że inne jego zmarłe dzieci nie doczekały się "Trenów".
          Wkrótce po Urszuli zmarła jego córka Anna. Sławny ojciec poświęcił jej dwie(!)
          linijki wiersza. Widać miłość do dzieci i rozpacz po nich mogła być
          diametralnie różna.

      • Gość: mika Re: Nie lubię dzieci IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 21.09.03, 19:49
        Do restauracji chodzimy! Z niemowlakiem! Mniemanie, ze dziecko ma uczynic nas
        na kilkanascie lat odludkow jest takim sobie polskim anachronizmem.
        Siadamy na uboczu, acha - nasze jest b. ciche i grzeczne. Bardzo.
    • Gość: rety Re: Nie lubię dzieci IP: *.icpnet.pl / *.cache.icpnet.pl 13.09.03, 16:31
      ja tez nie lubie i nie lubilam dzieci, nie mam instynktu macierzynskiego,
      swiadomie zdecydowalam sie na bezdzietnosc. Dzieci moich znajomych sa mile
      przez kwadrans, potem wole nie miec z nimi do czynienia.
      Moim zdaniem dzieci sa jak zwierzeta - w pozytywnym i negatywnym znaczeniu.
      Kieruja sie instynktem, ale sa brutalne, bywaja okrutne no i niestety w
      przewazajacej wiekszosci sa glupie.
      Pamietam jakis cytat chyba z Margaret Atwood, ze male dziewczynki tylko dla
      doroslych sa slodkie i urocze - dla siebie sa wielkosci naturalnej. Chyba
      przeinaczylam, ale zmierzam do tego, ze dzieci nie sa istotami uroczymi.
      Zwlaszcza dla kogos, kogo nie wzruszaja okragle proporcjie ciala, szczebiot, i
      inne cechy ktore podobno mamy wdrukowane biologicznie i dlatego tak lubimy
      pluszowe misie i puszyste kocieta.
    • Gość: lena Ty nie jestes kobieta IP: *.75.87.19.Dial1.Weehawken.Level3.net 13.09.03, 17:13
      .
      • Gość: Justyna Re: Ty nie jestes kobieta IP: *.acn.waw.pl 13.09.03, 19:20
        Czemu uważasz, że kobieta bez sympatii dla dzieci i bez instynktu
        macieżyńskiego nie jest kobietą? Bo woli towarzystwo dorosłych? Bo nie chce
        poświęcać swojego ciała i czasu dla kogoś kto długi czas jest ukochanym ale
        jednak pasożytem? Widzę w dzieciach te same złe cechy które występują u
        dorosłych: okrucieństwo (np. wobec zwierząt, słabszych, innych, odrzucanych
        przez grupę), umiejętność kłamania, bezmyślność, zazdrość, intetresowność. To
        mit, że dzieci są idealnymi i niewinnymi istotami.
        • Gość: jessi Re: Ty nie jestes kobieta IP: *.chello.pl 13.09.03, 19:48
          Droga imienniczko,
          Nie dość, że nosimy to samo imię, to jeszcze mamy identyczne poglądy. Ja też
          nie przepadam za dziećmi.W tym roku wychodzę za mąż i mimo, że chciałbym (chyba)
          mieć dzieci - obawiam się, że nie będę potrafiła z nimi wytrzymać. Oczywiście
          zaraz ktos napisze, że to wszystko jest kwestia wychowania i że dziecko, tak
          jak masę plastyczną można ukształtować.Z licznych obserwacji dzieci moich
          koleżanek wnoszę niestety, że wychowanie to nie wszystko.Charakterek może dać o
          sobie znać baaaaaaardzo wcześnie.Poza tym, tak do końca nie wiadomo jak się do
          tego wychowania zabrać, poświęcić się dziecku i nie pracować - trudno wykonalne
          i też nie zawsze daje efekty, pracować i zlecić opiekę rodzinie
          lub "fachowcom" - też trudno.Myślę, że nasze obiekcje (kobiet, które nie
          przepadają za dziećmi)wynikają po części z niemożności znalezienia złotego
          środka.Pieścisz się mówiąc do dziecka - oskarżają Cię o infantylizm, zwracasz
          się normalnym tonem jak do dorosłego tłumacząc fachowo co to "niepodległość",
          bo akurat maluch jest na etapie zadawania pytań - wychowujesz starego-
          malutkiego.
          Poza tym zauważyłam ostatnio wśród młodych mam modę na wychowyanie dzieci na
          zasadzie dokonywania przez pociechy wyborów np. "albo teraz zjesz zupę, albo
          później nie dostaniesz nic".Ileż taki jeden z drugim dwu-trzylatek musi mieć
          radochy, kiedy po godzinie na spacerze dostaje ataku histerii z głodu i rodzice
          w te pędy kupują chipsy lub hamburgera!
          Coraz częściej dochodzę do wniosku, że tak naprawdę rodzice mają znikomy wpływ
          na to,jaki człowiek wyrośnie z ich dziecka.A jak się decyduje na dzieci, to
          chciałoby się mieć na to jakiś wpływ jak na każdy inny efekt aktu tworzenia...
          Pozdrawiam
    • jachtera Re: Nie lubię dzieci 13.09.03, 19:50
      nareszcie!
      Ja też nie znoszę dzieci i nie sądzę by groził mi instynkt macierzyński. Dzieci
      są strasznie irytujące i absorbujące.
      pozdrawiam
    • Gość: renia Re: Nie lubię dzieci IP: *.spark.net.gr / *.spark.net.gr 13.09.03, 21:32
      Czytam ten watek i normalnie jestem przerazona. Czy ktos jeszcze lubi dzieci?
      Chyba juz nikt, taki swiat teraz mamy, ze lubimy pieniadze i kariere, a nie
      dzieci. No coz. NA swoje usprawiedliwienie dodam, ze ja osobiscie nie lubie
      dzieci w wieku niemowlecym i tak do ~3 lat. Potem staja sie znosniejsze, a z
      szesciolatkami to juz mozna super pracowac, sa efekty, praca cieszy, takie od
      5 lat w gore to lubie, jesli sie w nie wpatrzes, wsluchac, poobserwowac i
      pobyc z nimi troche, to naprawde zadziwiaja, imponuja madroscia spoatrzezen,
      wiercie mi. Najgorzej przetrwac te pierwsze lata, pampersa np nie jestem w
      stanie zmienic obcemu dziecku. Nawet kapiacego nosa sie brzydze. O tym, ze
      jedno takie dziecko robi zamieszania wiecej niz 5 doroslych osob nie
      wspominajac.
      • Gość: Kasia Re: Nie lubię dzieci IP: *.acn.pl 13.09.03, 21:57
        Ja dzieci kocham i nikt i nic tego nie zmieni. Opiekowałam się przez długi czas
        dzieciakami brata mojego narzeczonego i uważam, ze są wspaniałe. To nieprawda,
        że wszystkie dzieciaki są głupie, nudne i egoistyczne. Miałam do czynienia z
        wieloma dziećmi, oczywiście są różne, ale ja je kocham. Więc na pytanie czy
        ktoś jeszcze lubi dzieci odpowiem:ja kocham.
      • julla Re: Nie lubię dzieci 13.09.03, 22:13
        renia, a kiedy były takie czasy gdy ludzie nie lubili pieniędzy? Bo sobie nie
        przypominam.
        A były juz takie czasy gdy dzieci marły jak muchy i nikt ich nie kochał, teraz
        jest o niebo lepiej. Uważam, że dobrze gdy kobiety próbują zdefiniowac swoje
        emocje względem dzieci, mówię to z pozycji córki kobiety która raczej dzieci
        mieć nie powinna, i nawet sama to stwierdziła mając już dwoje!!
        Jest na świecie tyle kobiet które marzą o dzidziusiach, że te które ich nie
        lubią i mieć nie chcą, naprawdę krzywdy nikomu nie robią, a nawet wręcz
        przeciwnie...
        • Gość: Ewa Re: Nie lubię dzieci IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 13.09.03, 22:45
          Moje miłe kobietki przecież większość z nas wypowiedziała się że, nie lubi
          dzieci ale obcych, nasze własne są chciane i kochane więc wcale nie jest tak
          źle. Fakt że czasami moje własne potrafi mi dopiec tak że mam dość ale szybko
          mi przechodzi i nie żałuje decyzji o jego posiadaniu.
          Bardzo mnie dziwi fakt że mimo iż nie lubie obcych dzieci to jestem w rodzinie
          tą najbardziej lubianą ciocią. Czemu? nie potrfię zgadnąć.
        • Gość: Justyna Re: Nie lubię dzieci IP: *.acn.waw.pl 13.09.03, 22:47
          Moja niechęć do dzieci nie ma nic wspólnego ze skoncentrowaniem na karierze
          zawodowej czy/i zarabianiu pieniędzy, pracę mam ciekawą, zgodną w
          wykształceniem ale średnio czy raczej nisko płatną. To nie tak, że dziecko
          kojarzy mi się z rezygnacją z wyjazdu na Majorkę czy w Alpy. Chciałabym w
          przyszłości dobrze wychować własne potomstwo ale nie wiem czy będę w stanie
          rywalizować skutecznie z wpływem rówieśników, telewizji, reklam, gier
          komputerowych.Tu jestem pełna obaw i wątpliwości. Boję się apodyktycznego,
          rozkrzyczanego terrorysty w domu. Mam koleżanki, które rówież nie lubią dzieci
          (kobiety koło 30-tki, mężatki, szczęśliwe) mimo, że chcą je urodzić w
          przyszłości. Nie mam pojęcia skąd im czy mnie wzięło się takie niechętne
          nastawienie.
        • Gość: herodiada zgubny wplyw na matki IP: *.oc.oc.cox.net 13.09.03, 22:59

          Wszystko prawda.
          Do tego daje sie jeszcze zaobserwowac dosc powszechne zjawisko czasowego
          otepienia matek malych dzieci.
          Nie bez powodu mowi sie tak tez o niektorych nauczycielkach z dlugim stazem.
          Im to nie mija, niestety.

          Nie dosc, ze cwierkaja do swoich mlodych, co uwazam za niezbyt madre, to w
          dodatku uzywaja tego samego jezyka w kontakcie z doroslymi.
          To, ze sa monotematyczne jest w miare zrozumiale.
          Jest jednak obrzydliwe, kiedy dorosle babsko gotuje zupke z marcheweczki,
          buraczkow, kurczaczka i kotlecika ze smietanka. No i ogoreczek. Taki
          kwasniutki.

          Od razu chce mi sie zrobic........kupke.
    • Gość: Ala Re: Nie lubię dzieci IP: *.nowiny.net 13.09.03, 23:08
      Mam dwójkę, juz nastolatków. To, że są całkiem do rzeczy, że dzisiaj bywają już
      dla nas partnerami, jest w głównej mierze wynikiem wychowania i atmosfery, w
      jakiej dorastali.
      Ale kiedy kiedyś zastanawiałam się nad ślubem, to moj, wtedy przyszły mąż,
      musiał zgodzić się na jedno: o tym, kiedy i ile będziemy mieli dzieci, decyduję
      ja. Ten warunek wynikał właśnie z przeświadczenia, że nie każda kobieta musi
      być matką, że małżeńśtwo może być bezdzietne z wyboru. Nie to, żebym nie lubiła
      dzieci, ale nigdy się nimi nie zachwycałam, bycie matką nie było NIGDY celem
      mojego życia i dostrzegałam wady dzieci. Jednak ok. 30 (po 4 latach małżeństwa)
      doszłam do wniosku, że "wszystko dla ludzi" -dzieci też. Ale była to decyzja
      świadoma i konsekwentna - dzieci wychowywaliśmy sami, bez pomocy babć i przede
      wszystkim bez dzieciomanii, bez dziecinnienia, od początku dzieci mają swoje
      prawa, np. do opieki, rozmów, troski, (także wycierania nosów, gdy sami tego
      nie potrafili), ale jednocześnie pamiętam, że to przede wszystkim MOJE i męża
      życie, i nasze potrzeby są równie ważne, co ich. Mimo tego, niepopularnego
      podejścia, rodzina i znajomi uważają mnie za mądrą matkę - jest to dla mnie
      komplement.
      Ale nawet wtedy, gdy moje dzieci były małe, nie zadręczałam znajomych
      opowiadaniem o zupkach i talentach. Do dzisiaj młodsze koleżanki, gdy zostają
      matkami, najpierw pytam o to, jak ONE się czują i czy nie miały komplikacji,
      potem o dzieci.I nadal wkurzaja mnie szczeniaki biegajace w sklepie między
      półkami, między stolikami w restauracji, tupiące i wrzeszczące na schodach,
      ulicach, itp. i mamuśki obwieszczające wszem i wobec, jakie ich dzieci są
      sprytne, zdolne i pojętne. A one często są cwane i wykorzystują rodziców. Ale
      na to nie ma rady: miłość bywa ślepa, do dzieci także.
      W każdym razie nadal uważam, że kobieta ma prawo określić, kim chce być w
      życiu, jak się chce zrealizować i że potrzeba macierzyństwa nie jest czymś, co
      wyssałyśmy z mlekiem matki. Jedne ją odczuwaja, inne nie, i mają do tego prawo.
      Natomiast jest czymś okropnym wmawianie kobiecie, czy dziewczynie, że
      macierzyństwo jest jej powołaniem i przeznaczeniem, a odstępstwa są wbrew
      naturze. Skutki to np. takie wątki w necie i związane z tym rozterki.
      • Gość: Justyna Re: Nie lubię dzieci IP: *.acn.waw.pl 13.09.03, 23:32
        Ala bardzo gorąco dziękuję Ci za ten post i obszerną wypowiedź. Dziękuję za
        słowa, że można mieć dzieci nie rezygnując przy tym z własnych potrzeb,z prawa
        do wolnego czasu, z chwil tylko dla siebie z kochanym partnerem i nie czuć się
        egoistycznym potworem, wyrodną matką. Mam 30 lat i dojrzewam do myśli o
        macierzyństwie takie słowa jak Twoje bardzo dodają otuchy.
      • porzadkowy Re: Nie lubię dzieci 23.09.03, 13:56
        Gość portalu: Ala napisał(a):

        > Mam dwójkę, juz nastolatków. To, że są całkiem do rzeczy, że dzisiaj bywają
        już
        >
        > dla nas partnerami, jest w głównej mierze wynikiem wychowania i atmosfery, w
        > jakiej dorastali.
        > Ale kiedy kiedyś zastanawiałam się nad ślubem, to moj, wtedy przyszły mąż,
        > musiał zgodzić się na jedno: o tym, kiedy i ile będziemy mieli dzieci,
        decyduję
        >
        > ja. Ten warunek wynikał właśnie z przeświadczenia, że nie każda kobieta musi
        > być matką, że małżeńśtwo może być bezdzietne z wyboru. Nie to, żebym nie
        lubiła
        >
        > dzieci, ale nigdy się nimi nie zachwycałam, bycie matką nie było NIGDY celem
        > mojego życia i dostrzegałam wady dzieci. Jednak ok. 30 (po 4 latach
        małżeństwa)
        >
        > doszłam do wniosku, że "wszystko dla ludzi" -dzieci też. Ale była to decyzja
        > świadoma i konsekwentna - dzieci wychowywaliśmy sami, bez pomocy babć i
        przede
        > wszystkim bez dzieciomanii, bez dziecinnienia, od początku dzieci mają swoje
        > prawa, np. do opieki, rozmów, troski, (także wycierania nosów, gdy sami tego
        > nie potrafili), ale jednocześnie pamiętam, że to przede wszystkim MOJE i męża
        > życie, i nasze potrzeby są równie ważne, co ich. Mimo tego, niepopularnego
        > podejścia, rodzina i znajomi uważają mnie za mądrą matkę - jest to dla mnie
        > komplement.
        > Ale nawet wtedy, gdy moje dzieci były małe, nie zadręczałam znajomych
        > opowiadaniem o zupkach i talentach. Do dzisiaj młodsze koleżanki, gdy zostają
        > matkami, najpierw pytam o to, jak ONE się czują i czy nie miały komplikacji,
        > potem o dzieci.I nadal wkurzaja mnie szczeniaki biegajace w sklepie między
        > półkami, między stolikami w restauracji, tupiące i wrzeszczące na schodach,
        > ulicach, itp. i mamuśki obwieszczające wszem i wobec, jakie ich dzieci są
        > sprytne, zdolne i pojętne. A one często są cwane i wykorzystują rodziców. Ale
        > na to nie ma rady: miłość bywa ślepa, do dzieci także.
        > W każdym razie nadal uważam, że kobieta ma prawo określić, kim chce być w
        > życiu, jak się chce zrealizować i że potrzeba macierzyństwa nie jest czymś,
        co
        > wyssałyśmy z mlekiem matki. Jedne ją odczuwaja, inne nie, i mają do tego
        prawo.
        >
        > Natomiast jest czymś okropnym wmawianie kobiecie, czy dziewczynie, że
        > macierzyństwo jest jej powołaniem i przeznaczeniem, a odstępstwa są wbrew
        > naturze. Skutki to np. takie wątki w necie i związane z tym rozterki.

        Bardzo podoba mi się Twoja umiejętność wplecenia macierzyństwa w swoje życie.
        Podejście iście Samsonowskie, za którym zawsze optowałem. Szczere gratulacje.

        p.
    • cii Re: Nie lubię dzieci 14.09.03, 01:42
      1.Jeśli masz coś, co Cię pasjonuje,a co jest Twoim "sposobem na życie", w czym
      dzieci ci przeszkadzają lub w czym ne biorą udziału - raczej nie zmienisz
      stosunku do dzieci, nawet swoich własnych;
      2.dzieci nie są fascynujące, ich zabawy nużą, pytania irytują, masz ochotę
      wystrzelić w kosmos gnoja po kilku dniach, a jak jest niezośny tj. wyje,ciska
      przedmiotami - chcesz zabić (piszę o dziecku znajomej). Po czym nagle ci go
      brak.A jak to twoje dziecko,bak ci go zaraaz po psocie,która cie rozserdziła i
      w efekcie kórej kazałaś mu pójść do sypialni.
      Jeżeli są ti osoby, które czują niechęć do włanego dziecka! To jest coś nie
      tak, zasięgnijcie facghowej pomocy.Chyba każde dziecko potrafi wkurzyć, potrafi
      zmęczyć etc,ale nie na długi dystans..
      • niedzwiadek2003 Re: Nie lubię dzieci 14.09.03, 07:00
        a ja lubie :) mam wlasne dziecko, na razie jedno. juz sie mysli o drugim :D
        ale rowniez szanuje tych ktorzy nie lubia lub nie chca miec dzieci. kazdy ma
        prawo wyboru.
    • Gość: dżastina Re: Nie lubię dzieci IP: *.acn.pl / *.acn.pl 21.09.03, 19:16
      witalski! :)

      czytam czytam i ... najpierw wtrace anegdotę, a raczej opisze scenke rodzajowa.
      Otóz autobus - linia 151 (wawa), sobotnie popołudnie. Matka z chłopcem, wiek na
      oko 6-7 lat. On siedzi, ona stoi obok. Malec zaczyna wrzeszczec, coraz głosniej
      i histeryczniej. Mamusia tylko zwraca mu uwage, ale widac ze sytuacja zaczyna
      wymykac sie z kazda sekunda spod jej "kontroli" (ktorej tak naprawde nie ma);
      awanturka staje sie głosniejsza, wrzaski niosa sie po autobusie jak ryk bestii
      i nie ma juz osoby ktoraby ze zdegustowaniem nie odwróciła sie w ich kierunku.
      Panu siedzacemu przede mna chodza szczeki i jedna noga, wychowano go na pewno
      inaczej bo słysze jak cedzi przez zeby: "w dupe cholera trzeba mu" i chyba
      wszyscy oczekuja ze mamusia da w koncu monstrzakowi w dupe albo w ucho. heh, ja
      tez mam nadzieje ze uraczy dupe dzieciaka solidnym klapsem. No, przenajmniej
      nawrzeszczy porzadnie. Nic z tego! Mother nadal płaczliwie negocjuje z
      latorosla: uspokoj sie, przestan! Akurat! gowniarz zaczyna szturchac młoda
      dziewczyne siedzaca obok niego przy oknie. Nie, nie , on nie szturcha! On rzuca
      sie na nia z dzikim płaczem. i z łapami. Zagadka histerii rozwiazana: mały
      potwór chce siedziec na jej miejscu, przy oknie; ofiara z wymuszonym usmiechem
      stara sie odeprzec atak bo przeciez cudzesowi nawet jesli ma dzika na to ochote
      nie sprzeda klapsa ani nie kaze mu sie odpier... przepraszam: odczepic. Mamunia
      jest w tym wszystkim najzabawniejsza: kompletna bezsilnosc. Zero stanowczosci.
      Autorytet=0. Wyobraziłam sobie tego potwora jako dorosłego siusiaka-oprawce.
      Przede wszystkim wziełabym sie za mamusie, ochrzaniłabym , bo jak nic wychowuje
      wroga publicznego.


      Wracajac do zagadnienia: ja tez nie znosiłam dzieci. zawsze irytowały mnie, nie
      potrafiłam w ogole z nimi gadac, bo o czym? i jak? o okazywaniu czułosci nie
      wspomne. maluchy takie ledwo po urodzeniu wywoływału we mnie po prostu
      obrzydzenie i odruchy wymiotne. matki z dziecmi wydawały mi sie głupimi
      istotami skazujacym sie dobrowalnie na banicje - miedzy brudne pieluchy,
      pranie, mleko i inne gadzety. Nie wiedziałam jak mozna tolerowac takiego
      pasozyta. Najpierw 9 miesiecy katorgi w ciazy, potem cwierc wieku uzerania sie
      z kims, podporzadkowania mu swego zycia. Zero czasu dla siebie. Niewolnictwo.
      Kajdanki. Nuuuuuuuda. A! jeszcze jedno... wszystkie kobiety w ciazy
      przypominały mi bohaterke mojego ulubionego Alien :) "Obcy w moim brzuchu"!
      Moja familia uwazała ze jestem okropna egoistka, wyrachowanym androidem!
      Postawili na mnie macierzynska kreche ;-) Smielismy sie nawet wspolnie ze
      byłabym posrod przedszkolakow takim kapo.
      Sojuszniczka w antydzieciecym stanowisku była jedna z moich kolo, zreszta nie
      zmieniła podejscia do sprawy, nawet po slubie.
      Cóz... najpierw pojawiła sie moja siostrzenica (obecnie w wieku gowniarza z
      autobusu), ktora po prostu najzwyczajniej w swiecie lubie. i okazało sie ze
      zabawy z nia sa nawet oki :) oczywiscie nie w nadmiarze (ostatnio grałam z nia
      jakies 20 min w hipopotamki, zasadniczo jednak jestem na goscinnym etacie
      lektora); dziecko najwyrazniej mnie tez lubi. Ale nigdy nie atakowałam je
      czułoscia typu: chodz do cioci na rasie, kolanka, daj buzi.
      Druga sprawa... od 2 lat jest w moim zyciu KTOS :))))))))) i nastapił wielki
      cud! Zapragnełam naszego bejbisia. To przyszło "jakos tak" :)I mam nadzieje ze
      niedługo bedziemy miec taka kruszynke. jak łatwo sie domyslec maluszki w
      wozeczkach czy na reku wzruszaja mnie teraz najbardziej. zwłaszcza te
      ciemnookie i ciemnowłose :))))))))
      Ale myli sie ten kto sadzi ze polubiłam hurtem wszystkie dzieci. Cudzesy sa mi
      zasadniczo obojetne i nadal raczej draznia. Mam instynkty mordercze ;) a
      scyzorok w kieszeni ;) kiedy do autobusu władowuje sie wycieczka szkolna w
      stylu "trzecia klasa wali do kina w centrum miasta".

      i to by było na tyle

      pozdravki
      • Gość: mika Re: Nie lubię dzieci IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 21.09.03, 19:44
        Ja tez!!!!! Nie lubie, a juz najbardziej odrzuca mnie psipsiania wokol malucha -
        az mnie odrzuca.
        Dzieje sie tak od zawsze (mama 35 lat), nawet nigdy nie bawilam sie lalkami!
        A z kolei wlasne (ma kilka miesiecy uwielbiam. Czynie jeden jedyny wyjatek.
        mika
        • Gość: mala Re: Nie lubię dzieci IP: *.who.vectranet.pl / 10.6.2.* 21.09.03, 22:52
          nie potrafie sobie nawet wyobrazic takiej sytuacji zeby mnie odrzucala mysl o
          dzieciach,kazdy kiedys byl ,jest dzieckiem!!jedna ciaza,jedno dziecko...i
          zmienicie zdanie...
          • fidelity Re: Nie lubię dzieci 22.09.03, 09:43
            dokładnie:) Miałam to samo - nie trawiłam dzieci. W końcu zaszłam w
            ciąże...Teraz mam fantastycznego, małego łobuza:))
            Dopóki nie ma się własnego dziecka, traktuje się wszystkie inne dzieci
            inaczej - jako wstretne, rozwrzesszczane bachory. A potem, kiedy pojawi się
            dziecko punkt widzenia zmienia sie dimetralnie, dziecko staje sie pępkiem
            świata.Inaczej podchodzi się do innych dzieci.
            • pajdeczka Re: Nie lubię dzieci 22.09.03, 10:46
              fidelity napisała:

              > dokładnie:) Miałam to samo - nie trawiłam dzieci. W końcu zaszłam w
              > ciąże...Teraz mam fantastycznego, małego łobuza:))
              > Dopóki nie ma się własnego dziecka, traktuje się wszystkie inne dzieci
              > inaczej - jako wstretne, rozwrzesszczane bachory. A potem, kiedy pojawi się
              > dziecko punkt widzenia zmienia sie dimetralnie, dziecko staje sie pępkiem
              > świata.Inaczej podchodzi się do innych dzieci.

              U mnie było na odwrót. Uwielbiałam od dziecka bobaski. Potem w liceum chętnie
              chodziłam z koleżankami do starszych dzieci, do domu dziecka. A teraz....mam
              nastolatka i działa mi nieraz strasznie na nerwy. Nie chce mi się nawet mu
              zrobić kolacji czy pogadać. A jak mnie wkurzy nie odzywam się do niego.
              Wyrzucam sobie wówczas, że jestem złą matką. Uważam, że nie należy się dla
              dziecka poświęcać, ale należy je kochać. A inne szanować.
          • default Re: Nie lubię dzieci 22.09.03, 10:34
            Gość portalu: mala napisał(a):

            > nie potrafie sobie nawet wyobrazic takiej sytuacji zeby mnie odrzucala mysl o
            > dzieciach,kazdy kiedys byl ,jest dzieckiem!!jedna ciaza,jedno dziecko...i
            > zmienicie zdanie...
            Niekoniecznie, mnie nie przybyło miłości do dzieci po urodzeniu własnego.
            Oczywiście własne kocham bardzo i wychowałam z największą troską, ale nigdy
            nie "przesłoniło mi świata". I bardzo się cieszę, że jest już dorosłe.
            • pajdeczka Re: Nie lubię dzieci 22.09.03, 10:49
              default napisała:

              >>Niekoniecznie, mnie nie przybyło miłości do dzieci po urodzeniu własnego.
              > Oczywiście własne kocham bardzo i wychowałam z największą troską, ale nigdy
              > nie "przesłoniło mi świata". I bardzo się cieszę, że jest już dorosłe.

              Ale lubisz dzieci? A my tutaj omawiamy skrajne przypadki, odchyłki od normy.
              Jeśli ktoś publicznie deklaruje, że nie lubi dzieci to coś uważam jest z nim
              nie tak. Przecież dzieci to zalążek dorosłych ludzi! Jeżeli deklarujemy niechęć
              do dzieci to tym samym oświadczamy, że nie lubimy ludzi.
    • pajdeczka Byłas rozpuszczanym bachorem.... 22.09.03, 10:15
      ...jak Bakuła, bo ona też publicznie się obnosi ze swoim nielubieniem dzieci, a
      dzieciństwo miała normalne.
      Masz prawo nie mieć dzieci, nawet lepiej w Twoim przypadku, żebyś o to zadbała.
      bo to byłaby tragedia dla Twego dziecka - być niechcianym i niekochanym.
      Osobiście uważam, że nie jesteś normalna. Można nie chcieć mieć dzieci, można
      nie kochać czy nielubić dzieci sąsiadow czy znajomych, ale generalizowanie to
      jest to już odchyłka od normy. Może powinnaś się leczyć, bo nie wiesz, co
      tracisz? (Już założyłam kask na głowę przed lawiną lecących na mnie kamieni z
      rąk kobiet wyzwolonych).


      Gość portalu: Justyna napisał(a):

      > Odkąd pamiętam nie lubiłam dzieci (pewnie z wyjątkiem czasów kiedy sama byłam
      > mała). Mając 8-9 lat nie interesowałam się maluchami znajomych rodziców, a
      > kiedy stałam się nastolatką od dzieci (takich do 10-12 lat) zaczęło mnie
      > wręcz odrzucać. Teraz mam prawie 30 lat, nikogo ze znajomych nie zniechęcam
      > do rodzicielstwa, cieszę się, że koleżanki mają zdrowe i kochane dzieci ale
      > same dzieci drażnią mnie, irytują i nudzą. Chyba przede wszystkim nudzą. Siłą
      > rzeczy mój krąg znajomych się zawęził: nie zapraszam gości z dziećmi, nie
      > umówię się w McDonaldzie, o zupach, kupach i rysunkach przedszkolaka nie mam
      > ochoty rozmawiać. W obserwowaniu jak maluch stawia babki z piasu nie widzę
      > nic fascynującego. Fakt, że ktoś powinien pracować na emerytury, że bez
      > dzieci czeka nas samotna starość średnio mnie obchodzi. Mam rodzeństwo,
      > byłyśmy kochanymi i chcianymi dziećmi, o ile wiem nie miałam jakich
      > szczególnie traumatycznych przeżyć. Moje podejście (chociaż nikomu nie robię
      > krzywdy) nie jest społecznie akceptowane więc nie obnoszę się ze swoją
      > opinią. Ciekawa jestem czy inni, zwłaszcza kobiety, mają podobne odczucia.
      • fidelity Bakuła i bachory 22.09.03, 10:37
        Pajdeczka - dobrze, że napisałaś tu o pani Hani - bardzo nie podoba mi się to
        jej podejście do dzieci i młodzieży - kiedy czytam jej felietony, włos jeży mi
        się na głowie. Mimo całego mojego szacunku do tej pani uważam, że powinna
        walnąć od czasu do czasu baranka w ścianę, zanim nastepnym razem napisze
        podobne bzdury. Nie ma sie z czym obnosic...
        • pajdeczka Re: Bakuła i bachory 22.09.03, 10:42
          fidelity napisała:

          > Pajdeczka - dobrze, że napisałaś tu o pani Hani - bardzo nie podoba mi się to
          > jej podejście do dzieci i młodzieży - kiedy czytam jej felietony, włos jeży
          mi
          > się na głowie. Mimo całego mojego szacunku do tej pani uważam, że powinna
          > walnąć od czasu do czasu baranka w ścianę, zanim nastepnym razem napisze
          > podobne bzdury. Nie ma sie z czym obnosic...

          Ale są takie co się do Bakuły nawet modlą. Ja nie czytam jej felietonów, bo
          zbulwersował mnie kiedyś wywiad z nią, właśnie ten, w którym się obnażyła ze
          swoją przypadłością.
          Ktoś kto nie kocha dzieci, miał 4 mężów, powinien albo się nad sobą głęboko
          zastanowić , albo po prostu milczeć.
          • fidelity Re: Bakuła i bachory 22.09.03, 11:06

            > Ktoś kto nie kocha dzieci, miał 4 mężów, powinien albo się nad sobą głęboko
            > zastanowić , albo po prostu milczeć.
            jak mi jeszcze powiesz, że każdy następny był młodszy od poprzedniego, to
            padnę:))
            Poważnie - powinna się zamknąć, bo o dzieciach nie ma zielonego pojęcia. Nie
            znosze ludzi, ktorzy wypowiadaja sie na tematy, o których nie maja pojęcia, a
            Bakuła chyba pojęcia o dzieciach nie ma, a na ciązę to juz chyba za stara.
            Szkoda, dziecko by jej dobrze zrobiło, trochę by się uspokoiła w tych swoich
            idiotycznych wywodach.
            W młodych ludziach upatruje tylko nieróbstwa, chamstwa, głupoty i żerowania na
            innych. Z takim podejściem do młodzieży, społeczeństwo wychowałoby samych
            degeneratów.

          • sharon_s Re: Bakuła i bachory 22.09.03, 22:12
            >
            > Ktoś kto nie kocha dzieci, miał 4 mężów, powinien albo się nad sobą głęboko
            > zastanowić , albo po prostu milczeć.

            dlaczego???? uwazam, ze roznorodnosc jest ok.
      • porzadkowy Re: Byłas rozpuszczanym bachorem.... 23.09.03, 13:58
        Masz rację Pajda, przydzwoniłbym Ci w tą głowę za Twoje wyjątkowo opryskliwe
        chwalenie się wąskimi horyzontami myślowymi. Masz szczęście, że na głowie masz
        ten kask.

        p.
        • pajdeczka do porządkowego 24.09.03, 09:43
          porzadkowy napisał:

          > Masz rację Pajda, przydzwoniłbym Ci w tą głowę za Twoje wyjątkowo opryskliwe
          > chwalenie się wąskimi horyzontami myślowymi. Masz szczęście, że na głowie
          masz ten kask.
          >
          > p.
          O. porządkowy jest mężczyzną. Często bijesz kobiety? Taki męski bokser, co?
          Se możesz przydzwonić, ale swojej kundzi, o ile cię na nią stać z takim
          parszywym charakterem.
          • porzadkowy Re: do porządkowego 24.09.03, 10:13
            pajdeczka napisała:

            > porzadkowy napisał:
            >
            > > Masz rację Pajda, przydzwoniłbym Ci w tą głowę za Twoje wyjątkowo opryskli
            > we
            > > chwalenie się wąskimi horyzontami myślowymi. Masz szczęście, że na głowie
            > masz ten kask.
            > >
            > > p.
            > O. porządkowy jest mężczyzną. Często bijesz kobiety? Taki męski bokser, co?
            > Se możesz przydzwonić, ale swojej kundzi, o ile cię na nią stać z takim
            > parszywym charakterem.

            Pajda, mojej kundzi możesz buty wiązać, taka prawda, jak Ci pozwoli. The End.

            p.
    • Gość: Frutelka nie wierze ze nie jestem sama!!:) IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 22.09.03, 21:09
      Ja mam dokladnie tak jak ty:)
      milam cudowne dziecinstwo mam cudowna rodzine i mezczyzne mojego zycia....ale
      odkad pamietam nei chcialam miec dzieci
      starsi mowili "przejdzie ci" jakos nie przeszlo i wiem ze nie przejdzie bo to
      nie wysypka;)
      nie lubie dzieci nie widze w posiadaniu dzieci zadnego wyzszego celu spelnienia
      i nie ma dla mnie sensownego argumentu za posiadaniem ich a przede wszystkim ja
      poprostu nie czuje tej afery maciezynstwa!!:)
      jak ktos ma i chce miec dzieci to jego sprawa ja to toleruje bo kazdy zyje tak
      jak chce ale....dlaczego wiekszosc albo mi nie wierzy albo smieje sie w duchu
      myslac "przyjdzie i na ciebie pora" albo rzucaja mi sie do gardla:)????!!!

      pozdrawiam:)
      • sharon_s ja nie cierpie CUDZYCH dzieci. 22.09.03, 22:13
        ale swoje moglabym miec, chociaz porod wydaje mi sie przerazajacy.
        • Gość: lola Re: ja nie cierpie CUDZYCH dzieci. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.03, 22:19
          Nie taki diabeł straszny jak go opisuja...
          • sharon_s Re: ja nie cierpie CUDZYCH dzieci. 22.09.03, 22:25
            z opisow wyglada strasznie.
            • Gość: YPT Re: ja nie cierpie CUDZYCH dzieci. IP: *.acn.pl / *.acn.pl 22.09.03, 22:36
              Nie dam sobie wmówić że nie lubiąc i nie chcąc mieć dzieci, nie jestem kobietą.
              A nie lubię i nie chcę.
              Nie przepadam też za stwierdzeniem, "jak Ci się już trafi"... Jak dziecko może
              się "trafić", czy to jest przypadek, totolotek jakiś czy szlag, żeby trafiał?
              I po stokroć wolę opowieści o zwierzętach domowych niż rozczulanie się nad
              dziećmi... Zwierzęta są wdzięczniejsze...
              Pozdrawiam wszystkie z wyboru bezdzietne
              Właśnie Taka YPT
              • Gość: lola Re: ja nie cierpie CUDZYCH dzieci. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.09.03, 17:34
                A mnie te wdzieczniejsze kundle i kociska strasznie wnerwiaja, smrodziuchy
                jedne!
    • Gość: Katarzyna Re: Nie lubię dzieci IP: *.su.krakow.pl / *.su.krakow.pl 23.09.03, 13:02
      Witam. Przeczytalam wszystkie posty i naprawde niektore mnie bardzo ubawily.
      Pewnie nie napisze tu nic oryginalnego .Jeszcze dwa lata temu dzieci nie tyle
      lubilam czy nie , po prostu byly mi one zupelnie obojetne. W mojej obecnosci
      dziecko zanoszące sie placzem czy wrzeszczące ze zlosci nie robilo na mnie
      najmniejszego wrazenia.To zabawne ale malutkie dziecko zawsze kojarzylo mi sie
      z wozeczkiem,ladnym ubrankiem i pastelowym kocykiem .Takie mialam pojęcie o
      dzieciach.Dzis gdy mam 9-miesiecznego szkraba wiszącego mi u nogi gdy tylko
      przyjde z pracy zmienilo sie wszystko zupelnie.Nie napisze tu ze zawsze jest
      super i ze jestem szczesliwa mamusią.Po nieprzespanych nocach musze isc do
      pracy , potem jest jeszcze tyle roboty w domu i malutki Piotrus ktory caly czas
      chce zeby go wziąsc na rece , przytulic, pocalowac zabawic sie z nim . I nie
      jest latwo pogodzic wszystko tym bardziej ze jest sie stale przemeczonym.I w
      takich wlasnie chwilach wyobrazam sobie ze go nie ma ,ze zyje wlasnym zyciem ,
      mam czas na wszystko , na przeczytanie gazety , na oglądniecie filmu wieczorem
      czy chociazby dluzszą kąpiel we wannie zamiast szybkiego prysznica. Wierzcie mi
      nie wrocilabym juz do tamtego zycia choc bylo takie spokojne i wygodnickie.Nie
      od razu pokochalam swoje dziecko a przynajmniej nie taką miloscią jaką teraz go
      darze. Codziennie 'ucze 'sie go a przy okazji siebie i nie mam pojecia skąd we
      mnie takie poklady cierpliwosci i wytrzymalosci .Gdy prosilam o porade moją
      mamę odpowiedziala mi ze ona nie wie jak "prowadzi" sie takie male dziecko
      poniewaz mnie chowal zlobek i ona tylko tyle co zabierala mnie wieczorem kapala
      i kladla do spania.Mysle ze mam troche wieksze zadanie do wykonania niz tylko
      dbalosc o higiene i sen dziecka.Ktos kiedys powiedzial ze dziecko bierze ale i
      rowniez daje.Tak, dziecko daje nam wielką czystą milosc , bezgraniczne zaufanie
      i poteznego kopa zebysmy sie brali do zycia:-))) Przynajmniej ja tak mam )
      pozdrawiam
      • kierata Re: Nie lubię dzieci 23.09.03, 14:28
        ja tez nie lubie dzieci zwłaszcza cudzych ale wiem jedno ze czesto jest tak ze
        w innych nie lubimy tego czego nietolerujemy u siebie wiec bezradnosc, czesto
        bezmyslnosc zwracanie na siebie uwagi otoczenia przez halasowanie stram sie
        wiec obserwowac ktore cechy denerwuja mnie najbardziej i dlaczego i wiem ze
        brak logiki u mojego dziecka mnie przeraza bo juz dawno pracuje nad tym zeby
        wszystko bylo logiczne pukladane i z sensem i tu pojawia sie watpliwosc czyj
        sens jest prawdziwy........i czy to nie ja jestem ze swoim poukladanie bardziej
        popaprana
    • Gość: mmm Re: Nie lubię dzieci IP: 62.233.197.* 23.09.03, 20:56
      a mnie wkurzaja mamusie ktore do swoich dzieci: tsi tsi a na inne najezdzaja.
      ja rozumiem - milosc macierzynska, ale trzeba miec troche krytycyzmu. moim
      zdaniem dzieci generalnie nie sa zle ani dobre - sa rozne. mnie osobiscie
      raczej nudzi zabawa dziecmi, dzieci maja calkiem inne pojecie o swiecie, z
      malym dzieckiem ciezko sensownie pogadac, ale za to maja zaskakujaco dobra
      pamiec. ogolnie rzecz biorac - dzieci trzeba trzymac krotko - powinny wiedziec
      co mozna a co nie (jesli im postawi ograniczen, rozwydrzaja sie
      niemilosiernie). jesli dziecko wie ze to rodzice rzadza a nie ono - wszystko
      jest ok. i niech nikt mi nie wmawia ze lepiej "po partnersku". dziecko musi
      miec kogos kto mu wskazuje droge w zyciu, rodzic musi byc autorytetem, a nie
      kolegą. "partnerstwo" jest dobre dla nastolatkow ktore juz sie nauczyly
      podstawowych zasad. "lubienie" dzieci, szczegolnie wlasnych moze doprowadzic
      do tragedii i wypaczenia charakteru dziecka. na koniec: wcale nie jestem
      zwolenniczka kar cielesnych, bo autorytetu nie zdobywa sie przemoca.
    • Gość: aka Re: Nie lubię dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.09.03, 09:50
      Byłam ciekawa, czy wątek jeszcze trwa i czy ktokolwiek myśli tak jak ja.
      Zawsze uważałam, że człowiek jest ogniwem ewolucji. Jak się pomyśli, jak to
      jest u innych gatunków, to wszędzie tak jest, że "kocha się" lub troszczy
      tylko o własne dzieci, a nie cudze. Tylko chyba pingwiny opiekują się obcymi
      dziećmi. Tak więc to chyba normalne, że obce są obce, a własne jest nam
      najbliższe. To chyba gwarancja przetrwania mnie i moich genów. Myślę, że to po
      prostu biologia.
      A co Panie (Panowie?) na to?
      • pajdeczka Bzdury opowiadasz 24.09.03, 09:55
        Gość portalu: aka napisał(a):

        > Byłam ciekawa, czy wątek jeszcze trwa i czy ktokolwiek myśli tak jak ja.
        > Zawsze uważałam, że człowiek jest ogniwem ewolucji. Jak się pomyśli, jak to
        > jest u innych gatunków, to wszędzie tak jest, że "kocha się" lub troszczy
        > tylko o własne dzieci, a nie cudze. Tylko chyba pingwiny opiekują się obcymi
        > dziećmi.

        Nieprawda. Ile jest przypadków wśród zwierząt, że wychowują porzucone maleństwa
        i to zupełnie innego gatunku. A adopcje wśród ludzi? Przecież jest mnóstwo
        ludzi na świecie, którzy adoptują cudze , odrzucone dzieci!
    • niedzwiedziczka polecam artukuł w Polityce na ten temat ntx 24.09.03, 09:57

    • wojtusia Re: Nie lubię dzieci 24.09.03, 10:18
      Trochę dziwią mnie niektóre argumenty.
      A to że dzieci hałasują w knajpach
      i że rodzice o nich ciągle mówią
      A gdzie tu wina dzieci ?

      Ja tam akurat przestałam zapraszać znajomą, która zawsze przychodziła z psem.
      I jak raz do psa nic nie miałam.
      • Gość: Justyna Re: Nie lubię dzieci IP: *.acn.waw.pl 24.09.03, 10:34
        To są argumenty osób bezdzietnych w tym również moje. Nigdzie nie napisałam, że
        to wina dzieci. Psy, koty, szpinak też nie są winne temu, że niektórzy ludzie
        za nimi nie przepadają. Nie znoszę hałasu w każdym wydaniu, w tym w wydaniu
        dzieci więc ich unikam na tyle na ile mogę mieszkając na osiedlu. Do knajp na
        Mazurach również chodziłam z psem bo siedzieliśmy na dworzu i nikomu to nie
        przeszkadzało (pytałam). Rodzice chyba nie rozumieją, że o ile pizzeria,
        McDonald, mała knajpka są dla dzieci ok., to do restauracji wieczorem chodzą
        dorośli ludzie, żeby w miłej atmosferze porozmawiać, zjeść coś dobrego, napić
        się wina i pętający się pod nogami, marudzący trzylatek jest irytujący.
        • wojtusia Re: Nie lubię dzieci 24.09.03, 10:39
          A dla mnie irytujący są rodzice, którzy go tam przyprowadzili.
          A trzylatka w tym momencie mi żal, bo na 99 % on się pod tym stolikiem dobrze
          nie bawi.
        • porzadkowy Re: Oto Polska 24.09.03, 11:18
          Gość portalu: Justyna napisał(a):

          > Rodzice chyba nie rozumieją, że o ile pizzeria,
          > McDonald, mała knajpka są dla dzieci ok., to do restauracji wieczorem chodzą
          > dorośli ludzie, żeby w miłej atmosferze porozmawiać, zjeść coś dobrego, napić
          > się wina i pętający się pod nogami, marudzący trzylatek jest irytujący.

          Oto polska mentalność. Masz dziecko musisz przestać prowadzić życie towarzyskie
          (gwoli wyjaśnienia: nie mam do tej pory dzieci, świadomie), a bo dziecko pęta
          się pod nogami, a bo hałasuje etc.
          W dobrych restauracjach, nawet tych otwartych do późnych godzin nocnych (lub
          nawet całonocnych), zawsze jest miejsce dla maluchów, gdzie mogą się bawić, gdy
          tato lub mama mają towarzyskie, albo nawet służbowe spotkanie z ludźmi z pracy.
          Nie na darmo GW przeprowadza teraz sondę "Restauracje przyjazne dzieciom". Są
          takie miejsca.

          I zmień proszę swoją mentalność z opcji:
          - trzylatek potrafi być irytujący w restauracji (choć bywa to prawdą)

          na

          - idę do restauracji, gdzie trzylatek będzie się miał czym zająć gdy ja będę
          prowadziła rozmowy ze swoimi znajomymi.

          To możliwe, uwierz mi. Ale my wszyscy musimy tego chcieć, a nie żyć w
          przekonaniu że urodzenie dziecka to kierat, do którego jesteśmy zaprzęgnięci 24
          godziny na dobę.

          p.
          • Gość: Justyna Re: Oto Polska IP: *.acn.waw.pl 24.09.03, 12:08
            Chyba ludzie zdają sobie sprawę, że decydując się na dziecko decydują się
            również na zmianę stylu życia. Akcja "GW" dotycząca restauracji przyjaznych
            dzieciom jest o tyle dobra, że wiem do których restauracji nie chodzić. Nie
            wierzę, że nie można zostawić zdrowego malucha z babcią, opiekunką, koleżanką,
            która też ma dziecko i wyjść spokojnie nie myśląc jak zagospodarować czas
            dzieciakowi w kinie na filmie dla dorosłych czy właśnie w takiej restauracji.
            Do night klubu czy zadymionego pubu też byście malucha ciągnęli?
            • porzadkowy Re: Oto Polska 24.09.03, 12:18
              Gość portalu: Justyna napisał(a):

              > Chyba ludzie zdają sobie sprawę, że decydując się na dziecko decydują się
              > również na zmianę stylu życia. Akcja "GW" dotycząca restauracji przyjaznych
              > dzieciom jest o tyle dobra, że wiem do których restauracji nie chodzić. Nie
              > wierzę, że nie można zostawić zdrowego malucha z babcią, opiekunką,
              koleżanką,
              > która też ma dziecko i wyjść spokojnie nie myśląc jak zagospodarować czas
              > dzieciakowi w kinie na filmie dla dorosłych czy właśnie w takiej restauracji.
              > Do night klubu czy zadymionego pubu też byście malucha ciągnęli?

              No pewnie, lepiej niech dzieciaka wychowuje babcia, koleżanka albo niania. Po
              co brać dzieciaka do zadymionego pubu (najlepiej załóż mu maseczkę na ulicy jak
              M.Jackson), skoro można bachora podrzucić sąsiadce. Oto Polski sposób na
              wychowanie dzieci.
              Wiesz jak mnie wychowano? Jak miałem 4 latka, to miałem swój kieliszek na stole
              na winko (rozrobione z wodą - i nikt nie wciskał mi ciemnoty że to be), jak
              miałem 6 lat to grałem w remika z dorosłymi, a jak miałem 8 lat to
              zamiast "dziadka", gdy brakowało czwartego do brydża, siadałem ze starymi
              brydżystami i woleli oni moją grę od grania z "dziadkiem".

              Dziecko można i trzeba brać wszędzie ze sobą. A w szczególności w świat
              dorosłych. Dzieci tego pragną, i nie mówię tego tylko na swoim przykładzie. A
              takie dzamdziolenie do dziecka "ti, ti, ti, pusia śpadła, cio teraź źrobimy"
              przyprawia mnie o mdłości. Jakże dziecko ma się nauczyć szybko mówić, czytać,
              liczyć, skoro rodzice robią z niego idiotę. Między sobą rozmawiają normalnie, a
              do niego pie...olą jakieś głupoty, jakże różne od języka którym mówią na
              codzień. W dziecku trzeba ujrzeć partnera, a nie małe nieporadne stworzenie. I
              trzeba brać dziecko też do zadymionego pubu, niech poznaje świat, a nie
              wiecznie siedzi w domu, w łóżeczku i przy klockach!!!

              p.
              • Gość: bana Re: Oto Polska IP: 62.233.214.* 24.09.03, 12:29
                wszystko to piękne i ładne co napisaleś. Ale patrzysz sie z pozycji rodzica,
                opiekuna. A co mają powiedziec te osoby, które przyszły do kawiarni, czy pubu
                aby odstresowac sie, pogadać, a słysza tylko wrzaski dziecka.
                Nie cały swiat kręci sie wokół dzieci.
                • porzadkowy Re: Oto Polska 24.09.03, 12:39
                  Gość portalu: bana napisał(a):

                  > wszystko to piękne i ładne co napisaleś. Ale patrzysz sie z pozycji rodzica,
                  > opiekuna. A co mają powiedziec te osoby, które przyszły do kawiarni, czy
                  pubu
                  > aby odstresowac sie, pogadać, a słysza tylko wrzaski dziecka.
                  > Nie cały swiat kręci sie wokół dzieci.

                  Wrzaski dziecka? A dlaczego dziecko gdy się bawi musi wrzeszczeć? Czy to jest
                  przypisane nieodłącznie do wieku wczesnodziecięcego? Przekonany jestem, że nie.
                  Jacy rodzice, takie dzieci. Sposób bycia dzieci jest pochodną wychowania przez
                  rodziców. Rodzic będzie krzyczał i pozwalał na krzyki, dziecko będzie w ten
                  sposób wyrażało swoje emocje. Rodzic będzie tłumaczył i mediował, dziecko
                  będzie później postępowało w ten sam sposób uważając go za jedyny naturalny.

                  Traktujcie na boga dzieci nie jak małe pieski, tylko jak swoich partnerów. A
                  wtedy wrzaski słyszane w pubie będą pochodziły tylko od Was - pijanych rodziców.

                  p.
                  • Gość: bana Re: Oto Polska IP: 62.233.214.* 24.09.03, 12:53
                    porzadkowy napisał:

                    Wrzaski dziecka? A dlaczego dziecko gdy się bawi musi wrzeszczeć? Czy to jest
                    > przypisane nieodłącznie do wieku wczesnodziecięcego? Przekonany jestem, że nie

                    Nie napisałam, że musi wrzeszczeć. Ale może. I najczęsciej to robi. Jeżeli
                    jest ciche i spokojne to nie mam nic przeciwko. Ale przeważnie dzieci nie są
                    ciche i spokojne. A ja idąc do pubu nie chce słyszec wrzasków dzieci. I
                    przewaznie nikt nie chce słyszeć.
              • Gość: Justyna Re: Oto Polska IP: *.acn.waw.pl 24.09.03, 12:29
                A nie sądzisz, że dla dzieci są poranki w kinach, teatr lalkowy, cukiernie,
                lody z Zielonej Budki, drewniany placyk zabaw i ZOO a nie zadymiony pub? Do
                wszystkiego z czasem się dorasta tylko po co to przyspieszać. Mnie by żenowała
                poważna gra w karty z ośmiolatkiem (nawet b. bystrym) - ani zakląć, ani
                poświntuszyć, ani poplotkować. Dziecko nie jest odpowiednim partnerem do rozmów
                na dorosłe tematy z dorosłymi ludźmi, jeśli nie wierzysz to spróbuj sensownie
                podyskutować z sześciolatkiem o perspektywach edukacyjnych młodzieży z byłych
                PGR-ów albo konflikcie indyjsko-pakistańskim. Do tego (i innych tematów)
                potrzebna jest wiedza, odpowiedni zasób słów, umiejętność analizy i
                formułowania hipotez. Do tego też się dorasta.
                • porzadkowy Re: Oto Polska 24.09.03, 12:53
                  Gość portalu: Justyna napisał(a):

                  > A nie sądzisz, że dla dzieci są poranki w kinach, teatr lalkowy, cukiernie,
                  > lody z Zielonej Budki, drewniany placyk zabaw i ZOO a nie zadymiony pub?

                  Sądzę, że dla dzieci są i poranki w kinach i teatr lalkowy i cukiernie i lody z
                  Zielonej Budy i drewniany placyk zabaw i ZOO i ....... rodzice przede wszystkim
                  i zadymiony pub, gdy rodzice chcą ze znajomymi wyjść wieczorem na piwo. I nie
                  ma wtedy dylematów, co zrobić z dzieckiem. A umówcie się wszyscy, że
                  przychodzicie z dziećmi, wybierzcie pub, restaurację gdzie maluchy są szanowane
                  i będzie po sprawie. Ja przecież nie przedstawiam tutaj żadnych osobliwości.
                  Tak jest w odrobinkę wyżej cywilizowanych krajach (Skandynawia, Europa Zach.,
                  Stany), gdzie nie pieprzy się tyle w mediach o rodzinie, wartościach, gdzie
                  ponoć obyczajowość i moralność upadają. A jednak dba się tam o dzieci, a nie
                  tak jak u nas, byle do niańki, sąsiada albo teściowej.


                  Do
                  > wszystkiego z czasem się dorasta tylko po co to przyspieszać. Mnie by
                  żenowała
                  > poważna gra w karty z ośmiolatkiem (nawet b. bystrym) - ani zakląć, ani
                  > poświntuszyć, ani poplotkować.

                  A dlaczego uważasz, że to jest przypieszanie? Takie dziamdziolenie do dziecka
                  zdrobnieniami, to jest spowalnianie jego rozwoju. Dziecko, nawet niemówiące,
                  bardzo wiele rozumie. To, że nie ma daru mowy, nie znaczy że nie zna słów,
                  wyrazów, którymi rodzice ze sobą komunikują się. Wprost przeciwnie. I później,
                  gdy rodzice zaczynają dziamdziać do niego jakimiś niezrozumiałymi dla niego
                  zdrobnieniami (bo przecież najpierw normalnie umieli powiedzieć "poduszka" a
                  teraz nie wiedzieć czemu nagle mówią "puśka") to dziecko zaczyna dopiero
                  głupieć.
                  A poświntuszyć też sobie będziesz mogła, o ile nie zaczniesz dziecku prawić
                  banałów o kapuście i bocianie, zapewniam. Przy mnie świntuszyli i plotkowali.
                  Kląć nie klęli, bo to nie było bazarowe towarzystwo, ale potrafili dość
                  ekspresyjnie wyrażać swoje emocje. Nigdy mi to nie przeszkadzało. A im moja
                  obecność też nie. Wprost przeciwnie, zawsze byłem jakąś atrakcją. Nawet wódkę
                  pili, a ja miałem swoje karmelowe piwko, czasami normalne alkoholowe (małe), a
                  czasami kieliszek na winko.

                  >Dziecko nie jest odpowiednim partnerem do rozmów
                  >
                  > na dorosłe tematy z dorosłymi ludźmi, jeśli nie wierzysz to spróbuj sensownie
                  > podyskutować z sześciolatkiem o perspektywach edukacyjnych młodzieży z byłych
                  > PGR-ów albo konflikcie indyjsko-pakistańskim. Do tego (i innych tematów)
                  > potrzebna jest wiedza, odpowiedni zasób słów, umiejętność analizy i
                  > formułowania hipotez. Do tego też się dorasta.

                  W zasadzie to możesz powiedzieć, że czytać i pisać powinna nauczyć szkoła. Bo
                  tak przecież jest ustawiony program edukacyjny. A nie przyjemniej byłoby Ci,
                  gdyby Twoje 6-letnie dziecko przysłuchiwało się Twoim rozmowom ze znajomymi i
                  potrafiło zaskoczyć Cię swoją wiedzą na podsłyszane tematy? A dziecko chwyta w
                  mig i zapamiętuje momentalnie. Jak siedzi z milczącą niańką, która ogląda TV,
                  to od kogo ma się uczyć?

                  Chyba, że tematem Waszych rozmów jest życie gwiazd filmowych, to wtedy
                  rzeczywiście oszczędziłbym dziecku tej wiedzy. Ale jeśli rozmawiacie o
                  perspektywach dzieci z PGR-ów czy konflikcie indyjsko-pakistańskim to zapewniam
                  Cię, że dziecko przysłuchując się takiemu dialogowi, nauczy się dość sporo,
                  mimo że na pierwszy rzut oka może wydawać się, że w ogóle nie jest
                  zainteresowane Waszymi rozmowami.

                  p.
        • Gość: lola Re: Nie lubię dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.09.03, 17:37
          Według mnie to w tej knajpie najbardziej nieszczesliwy jest ten 3 latek, i to
          równiez dla jego dobra rodzice nie powinni go tam zabierac.
    • Gość: HlMale OSC Nie lubię dzieci IP: *.toya.net.pl 24.09.03, 12:52
      Jestem facetem i mam ten sam problem. Myślę jednak, że zmieni mi się to, gdy
      juz zmajstruje sobie dzidzię, ponieważ to będzie moja dzidzia, ja będę nad nią
      pracował, będę jej robił zdjęcia i to będzie moja dzidzia.
      Ale do tej pory rzeczywiśćie dzieci mnie odrzucają, szcególnie te maluchy w
      wieku 0-7 lat, nie mam jakoś z nimi wspólnego języka. A co gorsza, jeszcze
      bardziej mnie wkurzają mamy, babcie, kobiety, które mają styczność z takimi
      dziećmi i w pewien sposób chcą abym głosił swoją aprobatę na temat tych
      brzydkich młodych stworków. Mówią do tych dzieci jakies brednie w stylu: tyci,
      tyci jaki pieny maluszek, a lulululu, kuci kuci kuci malutki. Qrrwwa jak mozna
      do dziecka mówić po hebrajsku, gdy ono ma mówić w przyszłośći po polsku i jak
      można się tak podniecać obcymi bachorami??? (Te podniety pod publikę i
      wymuszanie na mnie, żebym powiedział jakie to dziecko ładne, to mnie
      najbardziej wkurza).
    • Gość: kattika Re: Nie lubię dzieci IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.09.03, 13:02
      nie każda kobieta "nadaje "się na matkę czego(moim zdaniem )jesteś żywym
      przykładem. ważne aby osoba taka nie miała dzieci, bo to może doprowadzić do
      tragedii. brak ci instynktu(to nic złego, choć jest to mocno aspołeczne).
      Szkoda, że nie napisałaś w jakim jesteś wieku i czy jesteś związana z kimś na
      stałe( jeśli tak to jakie są poglądy na posiadanie dzieci twojego partnera? a
      jeśli jesteś samotna to może to jest powodem. Może instynkt macierzyński
      nadejdzie wraz z miłością partnerską. Niepokojące jest,że nie tylko nie chcesz
      mieć własnych dzieci,ale odpychają cię cudze, a nawet rozmowy o nich.
      • Gość: bana Re: Nie lubię dzieci IP: 62.233.214.* 24.09.03, 13:12
        a czy każda kobieta musi pasjonować problemami trawiennymi innych dzieci,i
        cwierkac do dzieci??
        Są takie które wolą porozmawiąc na inne tematy niż alergie, wysypki i problemy
        dotyczące trawienia u dzieci.
        • wojtusia Re: Nie lubię dzieci 24.09.03, 13:18
          Sugerujesz, że matki dzieciom o niczym innym nie potrafią rozmawiać.
          • Gość: bana Re: Nie lubię dzieci IP: 62.233.214.* 24.09.03, 13:25
            Nie napisałam, że matki tylko o tym mówią. Ten post to była odpowiedz do
            stwierdzenia, że kobieta jest dziwna jak nie interesują ja rozmowy o dzieciach.
            A przeciez nie każda kobieta chce wysłuchiwac niekończących sie opowieści o
            dzieciach.

            nie wszystkie matki mówią o swoich dzieciach. Ale niestety większość zamęcza
            innych opowieściami o swoich potomkach. Mam w pracy taką jedna , która tylko o
            tym mówi. I jak tylko otworzy usta to mam ochote gdzies uciec, bo mam juz dość
            wysypek, potówek, alergii itp.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja