Gość: Justyna
IP: *.acn.waw.pl
12.09.03, 20:08
Odkąd pamiętam nie lubiłam dzieci (pewnie z wyjątkiem czasów kiedy sama byłam
mała). Mając 8-9 lat nie interesowałam się maluchami znajomych rodziców, a
kiedy stałam się nastolatką od dzieci (takich do 10-12 lat) zaczęło mnie
wręcz odrzucać. Teraz mam prawie 30 lat, nikogo ze znajomych nie zniechęcam
do rodzicielstwa, cieszę się, że koleżanki mają zdrowe i kochane dzieci ale
same dzieci drażnią mnie, irytują i nudzą. Chyba przede wszystkim nudzą. Siłą
rzeczy mój krąg znajomych się zawęził: nie zapraszam gości z dziećmi, nie
umówię się w McDonaldzie, o zupach, kupach i rysunkach przedszkolaka nie mam
ochoty rozmawiać. W obserwowaniu jak maluch stawia babki z piasu nie widzę
nic fascynującego. Fakt, że ktoś powinien pracować na emerytury, że bez
dzieci czeka nas samotna starość średnio mnie obchodzi. Mam rodzeństwo,
byłyśmy kochanymi i chcianymi dziećmi, o ile wiem nie miałam jakich
szczególnie traumatycznych przeżyć. Moje podejście (chociaż nikomu nie robię
krzywdy) nie jest społecznie akceptowane więc nie obnoszę się ze swoją
opinią. Ciekawa jestem czy inni, zwłaszcza kobiety, mają podobne odczucia.