avital84
20.05.08, 11:33
Pomijam to, że krytykuje mnie dosłownie za wszystko. Pewnie ma trochę racji i
chce mnie zmobilizować. Zawsze miała takie chore sposoby, ale teksty o braku
faceta doprowadzają mnie do płaczu. Oczywiście za wzór służy moja
przyjaciółka, która się właśnie przygotowuje do ślubu. A ja jak powiedziała
moja matka nie mam niczego. Dla niej to jest chyba jakiś wyznacznik wartości
człowieka i ja chyba zawsze już będę tylko pół człowiekiem w jej mniemaniu.Ona
się czepia, że żyję tylko swoimi sprawami, swoją szkołą, praktykami, pracą,
pisaniem magisterki i że ciągle marudzę, a inni potrafią wszystko pogodzić i
mają czas na to by się spotykać z facetami. Bosssze, co jej do tego. Czy
wszystkie matki wprowadzają takie ciężkie klimaty? Mi już nie starcza sił
argumentów żeby z nią rozmawiać. Zresztą to jest tak szybkie klepanie, że nie
da się przez to przebić. Ona wszystko wie lepiej, bo porównuje mnie do
wszystkich na około. Tylko, że oczywiście niczego nie widzi obiektywnie. Dziś
już nie wytrzymałam i nie dość, że chyba ze 100 razy powiedziałam jej żeby się
zamknęła to jeszcze jej powiedziałam żeby mnie nie wqurw. Nie jestem dumna,
ale nie starcza mi już na to sił. Zawsze wiedziałam, że mam toksyczną matkę,
ale teraz kiedy naprawdę potrzebuję spokoju by się maksymalnie skupić ona mnie
dobija i mówi, że ma to gdzieś, bo ktoś mi musi powiedzieć prawdę. Fajnie jak
rodzice są dumni z dzieci i je wspierają.