Prosze o wsparcie - nie mam juz sily...

IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 16.09.03, 00:28
Trzy lata temu poznałam fantastycznego mezczyzne. Byla to milosc prawie jak z
Harlequina: on po przejsciach, ja z bagazem zyciowych doswiadczen, no i
uczucie ktore spadlo na nas jak grom z jasnego nieba. Ja bylam wtedy w
zwiazku z kimś innym (dlugoletnim, choc na kocią lapę), on byl zonaty.

Po roku znajomosci stwierdzilismy, ze nie mozemy juz dluzej bez siebie zyc.
Aby byc razem przewrocilismy nasze dotychczasowe zycia do gory nogami. Oboje
stracilismy wielu przyjaciół nie akceptujących naszej decyzji. Rozstania
kosztowaly zarowno mnie jak i jego duzo nerwów, stresów, rowniez pieniedzy.

Moj partner po pierwszych trwajacych kilka tygodni emocjach i szczerej,
spokojnej rozmowie pogodzil sie z faktem naszego rozstania. Po ponad 7 latach
zycia rozstalismy sie kulturalnie, z klasą. Rzeczy wspolne podzielilismy
sprawiedliwie, bez żadnych kłótni. Choc nasze kontakty sa dosc chlodne, mozna
powiedziec, ze zostalismy przyjaciolmi (dostalam nawet ostatnio zaproszenie
na jego slub i wesele).

Inaczej wyglada sprawa z eks mojego mezczyzny. Mimo dwoch lat które mineły od
ich rozstania ona caly czas stara sie ingerowac w nasze zycie, probuje
nastwiac przeciwko nam znajomych, ich wspolne dzieci (są już dorosłe), niby
przypadkiem bywa w miejscach w ktorych my bywamy, wypytuje o nas sąsiadów,
znajomych, non-stop odbieram od niej głuche telefony. Mozna powiedziec ze
caly czas zyje naszym zyciem. I niestety nic nie wskazuje na to, aby sie
mialo cos w tej kwestii zmienic....
To nie jest kwestia walki o niego, bo jak sama przyznala od dawna juz go nie
kocha, pomiedzy nimi od lat się nie ukladalo (mieli nawet osobne sypialnie).
Jest to kwestia urazonej, ambicji, dumy ("jak on mógl odejsc od tak cudownej
kobiety?"). Ona trakuje go jak swoja wlasnosc, ktora nie miala prawa odejsc
(jak sama powiedziala: "Czy sie kogos kocha, czy nie, nie ma to nic do
rzeczy. Małżenstwo to malzenstwo.")
Moj mezczyzna przez 1,5 roku nie wystepowal o rozwód, liczac, ze emocje
troche opadna i uda sie to zalatwic kulturalnie, z klasą. Dopiero pol roku
temu zlozyl pozew o rozwod. Byla juz pierwsza rozprawa, za tydzien druga...
Oczywiscie nie ma co marzyc o rozwodzie bez orzekania o winie (ona sie na
takowy nie zgadza, chce aby on wzial wine na siebie). Tak wiec czeka go
kilkuletnie pranie brudów... A ja? Ja juz nie mam sily. Chce spokoju. Chce
aby moj mezczyzna byl moj, nie chce aby nalezal, chocby tylko na papierze do
innej kobiety. Nie potrafie sie pogodzic z faktem ze bede musiala na to
czekac nawet jeszcze kilka lat. Nie chce, aby ktos non-stop ingerowal w nasze
zycie, roscil sobie do niego jakies prawa. Juz nie potrafie...
On odchodzac zachowal sie wobec niej w porzadku. Zostawil jej caly majatek
zachowujac jedynie udzialy w swojej firmie. Zabezpieczyl ją do konca zycia.
Nie musial - mieli intercyzę majatkowa.
Ale jesli teraz wezmie wine za rozpad malzenstwa na siebie, ona bedzie miala
podstawe prawna zeby żądać jeszcze wiecej i więcej (jej o to wlasnie chodzi i
raczej nie odpusci).
Jesli zas nie wezmie winy na siebie, rozwod bedzie sie ciagnal latami...

Boje się, iż gdy juz przejdziemy przez całą tą drogę batalii prawnych z
naszego związku nic już nie zostanie... Naprawde nie mam juz sily... Nikogo
zesmy nie zabili, nie popelnilismy zadnego przestepstwa. Po prostu chcemy byc
szczesliwi. Dlaczego to takie trudne???

Ja mam obecnie 35 lat, on prawie pięćdziesiąt. Chcemy jeszcze miec rodzinę,
zbudowac dom, miec dzieci.. Pytanie tylko kiedy? I czy wogóle będziemy mieli
taką sznasę?

Magda
    • independent-girl Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... 16.09.03, 00:37
      Trudna sytuacja. Ciężko jest nawet cokolwiek doradzić,ale wiesz Magdo -
      kochacie się ze swoim mężczyzną i Wasza miłość wciąż przechodzi ciężką próbę,
      próbę, na która jego eks będzie Was wystawiała być może przez wiele lat. To
      wszystko pomoże Wam przetrwać - wierzę w to i życze wytrwałości i
      cierpliwości, a żona może kiedyś spuści z tonu. Zastanawiam się tylko czy
      dzieci Twoje mężczyzny nie mają nic tutaj do powiedzenia? Ani swojemu ojcu ani
      wtrącającej się Wam w życie matce?

      Pozdrawiam
      Kasia (bez bagażu doświadczeń)
    • anahella Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... 16.09.03, 03:22
      Podobno to co nas nie zabije moze nas tylko wzmocnic i wzmocnienia Waszego
      zwiazku Ci zycze.
      • Gość: m Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 16.09.03, 04:08
        chryste, co za banał
        • capa_negra Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... 16.09.03, 07:35
          zacznij sie modlić, żebyś go sam w zyciu nie musiał przerabiać - gwarantuje nie
          będzie ci do śmiechu
          • Gość: Marta Re:Magdo popatrz na to z drugiej strony IP: *.proxyplus.cz / 192.168.131.* 16.09.03, 07:52
            Myślisz że tylko Ty jestes tu poszkodowana? Hmm nie sądzę, fakt że może babka
            zachowuje się bez klasy lekko, skoro ingeruje w wasze życie i takie tam...ale
            pomyśl, odebrałaś jej mężczyznę ( jesli on twierdzi że dawno sie nie układało -
            przymknij oko) , męża, rozbiłaś rodzinę, skoro on ma 50 lat to pewnie z żoną
            przeżył z 30, moze 25 , skoro mają dorosłe dzieci. Pomyśl , że odebrałaś jej
            cząstkę jej, kilkadziesiąt lat wspomnień i życia, kogoś z kim chciała sie
            zestarzeć, wkroczyłaś w ich zycie bez pardonu. ..Nie mów że tylko ty jestes
            biedna w tej sytuacji. Powiem brutalnie : wyciągnęłaś ręce po nie swoje - to
            płać za to teraz.

            P.S Nie jestem porzuconą żoną!
            • Gość: Marlena Re:Marto popatrz na to z drugiej strony IP: *.dial.proxad.net 16.09.03, 13:09
              Nie naskakuj na Magde, bo nie masz racji. NO, moze czesciowo,prawda, ze jej
              ukochany przezyl z zona parenascie lat. Jednak Magda podkreslila, ze nie byli
              szczesliwi od dawna i sie nie ukladalo. A ja laczy z nim wielkie uczucie.
              A uwagi typu "wyciagnelas rece nie po swoje" sa nie na miejscu i niskiego lotu.
              • Gość: Marta Re:Marto popatrz na to z drugiej strony-no patrze IP: *.proxyplus.cz / 192.168.131.* 16.09.03, 13:54
                A skąd wiesz ze nie bylo szczęśliwi? Przecież jak znasz życie choć troszkę to
                wiesz że to stara śpiewka facetów. Gdyby sie im nie układało żona jego by tak
                nie walczyla.!!!!!!!
                • Gość: girlfriend absurd roku! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.03, 15:31
                  > A skąd wiesz ze nie bylo szczęśliwi? Przecież jak znasz życie choć troszkę to
                  > wiesz że to stara śpiewka facetów. Gdyby sie im nie układało żona jego by tak
                  > nie walczyla.!!!!!!!

                  dziecko, ile Ty masz lat?
                  walczą ci co ich EGO zabolało! z miłosci się nie walczy i nie krzywdzi,
                  zwłaszcza tych kochanych.

                  stara spiewka facetów... dobre... a w sumie smutne.
                • Gość: debra Re:Marto popatrz na to z drugiej strony-no patrze IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.03, 15:57
                  Gość portalu: Marta napisał(a):

                  > A skąd wiesz ze nie bylo szczęśliwi? Przecież jak znasz życie choć troszkę to
                  > wiesz że to stara śpiewka facetów. Gdyby sie im nie układało żona jego by tak
                  > nie walczyla.!!!!!!!

                  Przyjmujac, ze to prawda, co pisze Magda (ze zona sama sie przynala, ze już go
                  nie kocha, spali osobno), to raczej szczesliwi nie byli. Zresztą to nie wyglada
                  mi na walke o uczucia, tylko o kase. I wtedy nie ma znaczenia czy im sie
                  ukladalo czy nie. Wazne zeby wyrwac jak najwiecej dla siebie - w koncu ona
                  niczym nie ryzykuje.

                  Debra
                • moniczka_28 Re:Marto popatrz na to z drugiej strony-no patrze 18.09.03, 02:44
                  Gość portalu: Marta napisał(a):

                  > A skąd wiesz ze nie bylo szczęśliwi? Przecież jak znasz życie choć troszkę to
                  > wiesz że to stara śpiewka facetów. Gdyby sie im nie układało żona jego by tak
                  > nie walczyla.!!!!!!!

                  Jak niewiadomo o co chodzi to zawsze chodzi o pieniądze... Tak wiec raczej jest
                  to walka o kase. Gdyby walczyla o uczucia to juz dawno by odpuscila.
                  To zenujace...
            • moniczka_28 do Marty 18.09.03, 02:42
              Gość portalu: Marta napisał(a):

              > Myślisz że tylko Ty jestes tu poszkodowana? Hmm nie sądzę, fakt że może babka
              > zachowuje się bez klasy lekko, skoro ingeruje w wasze życie i takie tam...ale
              > pomyśl, odebrałaś jej mężczyznę ( jesli on twierdzi że dawno sie nie
              układało -
              >
              > przymknij oko) , męża, rozbiłaś rodzinę, skoro on ma 50 lat to pewnie z żoną
              > przeżył z 30, moze 25 , skoro mają dorosłe dzieci. Pomyśl , że odebrałaś jej
              > cząstkę jej, kilkadziesiąt lat wspomnień i życia, kogoś z kim chciała sie
              > zestarzeć, wkroczyłaś w ich zycie bez pardonu. ..Nie mów że tylko ty jestes
              > biedna w tej sytuacji. Powiem brutalnie : wyciągnęłaś ręce po nie swoje - to
              > płać za to teraz.
              >
              > P.S Nie jestem porzuconą żoną!


              Faceta nie da się tak po prostu odebrać. Jesteś juz dużą dziewczynką i powinnaś
              o tym wiedzieć. A wina też nie lezy nigdy tylko po jednej ze stron....

              Monika
          • remo29 Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... 16.09.03, 12:02
            Lekko OT: twoją sygnaturkę "A weź ty takie rady, zwiń w ciasny rulonik i rozważ
            znaczenie słowa czopek" powinni wpisać na listę UNESCO :))
            • mmajja Unesco 16.09.03, 18:48
              Popieram, wlasnie sobie zapisalam:)
              Pozdrawiam
              m
        • aguszak Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... 17.09.03, 11:49
          Gość portalu: m napisał(a):

          > chryste, co za banał

          Jakbyś nie zauważył/a, życie składa się właśnie z takich "banałów". Skoro brak
          Ci wyrozumiałości i zdolności współodczuwania, to po co w ogóle piszesz takie
          nic nieznaczące dyrdymały...?
    • Gość: amber Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... IP: *.tns.pl 16.09.03, 10:43
      Byłam w podobnej sytuacji jak Ty. Rozwód mojego już w tej chwili męża stał sie
      faktem w lipcu ubiegłego roku. Wziął winę na siebie i po drugiej rozprawie
      sprawa rozwodowa się zakończyła. Wzięcie winy na siebie skutkuje poniesieniem
      całości kosztów sądowych, nie ma wpływu na wysokość alimentów dla dzieci.
      Natomiast jeśli chodzi o alimenty dla byłego małzonka to należą się one wówczas
      jeśli jego, czy tez raczej jej poziom zycia po rozwodzie drastycznie się
      pogorszy. Była mojego M. miała takie zapędy ale jej własny adwokat jej to
      wyperswadował. Co do podziału majątku to nie wiem, bo w poprzednim małżeństwie
      mój M. miał już kilka lat wczesniej rozdzielność majątkową.
      Co do telefonów to po pierwszym telefonie wówczas jeszcze żony mojego M.
      zmieniłam i zastrzegłam numer telefonu i mam spokój do dzisiaj.
      Jesli chcesz o coś zapytać to w miarę wiedzy i doswiadczenia spróbuję pomóc.
      Pozdrawiam.
    • Gość: amber Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... IP: *.tns.pl 16.09.03, 10:45
      A widziesz ... dopiero teraz doczytałam, że Twój Mężczyzna ma intercyzę, no
      więc majątek juz jest podzielony i to już nie będzie rozpatrywane przez sąd.
      • Gość: Marta Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... IP: *.proxyplus.cz / 192.168.131.* 16.09.03, 11:31
        proszę proszę.... tu mowa o wielkiej miłości a ja widzę że tu są roztrząsane
        sprawy majątkowe!!
        • Gość: aly Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... IP: 62.121.128.* 16.09.03, 11:42
          --------------------------------------------------------------------------------
          "proszę proszę.... tu mowa o wielkiej miłości a ja widzę że tu są roztrząsane
          sprawy majątkowe!! " - Marta a ty to z ktorej choinki spadlas? taka zdziwiona
          ze oprocz kochania trzeba jeszcze cosc jesc? moze zaproponoj zeby byly maz,
          nowa zona i jeszcze jej dzieci utrzymywaly "byla" do konca jej dni za kare
          oczywiscie ze smial ja opuscic .
          • Gość: Marta Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... IP: *.proxyplus.cz / 192.168.131.* 16.09.03, 12:30
            Nie piszę że mają ją utrzymywac, ale tu Magda pisze o wielkiej miłosci, o tym
            by ten facet był juz tylko jej, a tu nagle wyskok z czyms takim. Okej, kasa
            jest ważna, bardzo ważna. Ale niech sie nie dziwi skoro rozbila związek komuś,
            ze kobieta walczy, czy o niego czy o kasę to juz problem byłej żony .Ciekawe
            jak to będzie jak ten jej mężczyzna po przejściach znowu sie zakocha i tym
            razem ją zostawi... wtedy ta trzecia będzie szmatą, dziwką. Hehe jak to fajnie
            oceniać sytuacje tylko z jednej strony i jak wygodnie....Powtarzam brutalną
            prawdę - jak się wyciąga łapska po nie swoje to je ucinają.

            Ps.Nie jestem porzuconą żoną, nie jestem też sfrustrowana ani zazdrosna-
            uprzedzam komentarze na moj post - ja tylko chcę jej wytłumaczyć że skoro
            weszła w taki uklad niech nie spodziewa sie że będzie jak w bajce a byla żona
            ich poblogosławi.
            • Gość: gość Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 16.09.03, 12:46
              Marta - nareszcie jakiś głos z innej strony z którym sie całkowicie zgadzam.
              czytałam ten watek na forum psychologia a teraz tu i jestem w szoku, że wszyscy
              zgodnie poklaskują Pani, która innej kobiecie zabrała brutalnie kilkadziesiąt
              lat życia (rozumiem, ze związek może nie przetrwać próby czasu, ale czy ludzie,
              którzy przezyli ze sąbą 20-30 lat mogą nagle przestać się kochać???).
              Ja też nei jestem porzuconą żoną ale - przepraszam - czego oczekiwała autorka
              postu? Że żona uśmiechnie sie i powie - ok, weż go?
              I nie rozumiem tez - wybaczcie! - głosów pod tytułem " ta jędza kiedyś da
              spokój" (ale to chyba z forum psychologia). Jakim prawem z definicji, słysząć
              jednostronna wypowiedż nazywacie boguduchawinną kobietę jędzą?

              I jeszcze do autorki wątku - wierzę Ci, że nie masz siły już, ale... czego sie
              spodziewałaś? Musisz liczyć sie, ze jeszcze sporo przed Tobą.

            • Gość: siedem Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... IP: 213.216.66.* 16.09.03, 13:26
              Ciekawe
              > jak to będzie jak ten jej mężczyzna po przejściach znowu sie zakocha i tym
              > razem ją zostawi... wtedy ta trzecia będzie szmatą, dziwką. Hehe jak to
              fajnie
              > oceniać sytuacje tylko z jednej strony i jak wygodnie....Powtarzam brutalną
              > prawdę - jak się wyciąga łapska po nie swoje to je ucinają.


              dobrze ze ktos to powiedzial. "zakochana" nie liczy na bajke. wie ze za 15 lat
              tez bedzie stara ropą a jej miły wciąż będzie miał tylko 65 i sporo kasy i bez
              2 zdan znajdzie sie taka ktora bedzie sie z nim parzyć na biurku w pracy a on
              po bedzie opowiadał jak jest nieszczesliwy z 2 żoną.

              5040
              • Gość: aly Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... IP: 62.121.128.* 16.09.03, 13:30
                oj siedem siedem ,
                a ja myslalam ze znasz caly dekalog a nie tylko "nie cudzoloz" na pokaz.. :(
                • Gość: siedem Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... IP: 213.216.66.* 17.09.03, 09:24
                  > oj siedem siedem ,
                  > a ja myslalam ze znasz caly dekalog a nie tylko "nie cudzoloz" na pokaz.. :(

                  mozesz jasniej czy chcesz tylko pozawracac dupe i marudzeniem odwrocic uwagę.
                  skad wniosek ze nie znam całego?

                  5040
            • Gość: pulcheriaa Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... IP: *.szczecin.pl 16.09.03, 14:18
              Gość portalu: Marta napisał(a):

              > Okej, kasa
              > jest ważna, bardzo ważna. Ale niech sie nie dziwi skoro rozbila związek komuś,
              > ze kobieta walczy,

              A skąd ta pewnosć, że Ona rozbiła związek? Jest wiele kobiet, które jeżdzą po
              swoim mężu jak po przysłowiowym ośle. A mężczyzna to co? Bezwolny pajac,
              którego bierze sie pod pache i wynosi z domu?

              > ...Powtarzam brutalną
              > prawdę - jak się wyciąga łapska po nie swoje to je ucinają.

              "Mieć" to można telewizor czy "fotel". Z mężem się żyje. I należy szanować jego
              uczucia czy nam się to podoba czy nie. Kobiety nierzadko wykorzystują to, że
              opinia publiczna jest zwykle po ich stronie i robią z siebie ofiary.

              Niestety same dla siebie jesteśmy nieprzewidywalne, ale mam nadzieje, że jeśli
              spotka mnie taka tragedia jak rozpad mojego małżeństwa starczy mi godności i
              własnej ambicji by nie nękać eks męża poza tym co konieczne (co prawnie będzie
              należało się mnie i moim dzieciom w tej trudnej sytuacji)
              • Gość: debra Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.03, 15:59
                Podpisuje sie obydwiema rekami. Lepiej tego ując sie nie da!


                Gość portalu: pulcheriaa napisał(a):

                > Gość portalu: Marta napisał(a):
                >
                > > Okej, kasa
                > > jest ważna, bardzo ważna. Ale niech sie nie dziwi skoro rozbila związek ko
                > muś,
                > > ze kobieta walczy,
                >
                > A skąd ta pewnosć, że Ona rozbiła związek? Jest wiele kobiet, które jeżdzą po
                > swoim mężu jak po przysłowiowym ośle. A mężczyzna to co? Bezwolny pajac,
                > którego bierze sie pod pache i wynosi z domu?
                >
                > > ...Powtarzam brutalną
                > > prawdę - jak się wyciąga łapska po nie swoje to je ucinają.
                >
                > "Mieć" to można telewizor czy "fotel". Z mężem się żyje. I należy szanować
                jego
                >
                > uczucia czy nam się to podoba czy nie. Kobiety nierzadko wykorzystują to, że
                > opinia publiczna jest zwykle po ich stronie i robią z siebie ofiary.
                >
                > Niestety same dla siebie jesteśmy nieprzewidywalne, ale mam nadzieje, że
                jeśli
                > spotka mnie taka tragedia jak rozpad mojego małżeństwa starczy mi godności i
                > własnej ambicji by nie nękać eks męża poza tym co konieczne (co prawnie
                będzie
                > należało się mnie i moim dzieciom w tej trudnej sytuacji)
            • Gość: girlfriend co to znaczy "po nie swoje"??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.03, 15:35
              czy mężczyzna to miejsce parkingowe???
    • Gość: siedem Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... IP: 213.216.66.* 16.09.03, 13:15
      > Boje się, iż gdy juz przejdziemy przez całą tą drogę batalii prawnych z
      > naszego związku nic już nie zostanie... Naprawde nie mam juz sily... Nikogo
      > zesmy nie zabili, nie popelnilismy zadnego przestepstwa. Po prostu chcemy byc
      > szczesliwi. Dlaczego to takie trudne???\

      nie cudzołóż

      5040
    • Gość: gość Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 16.09.03, 13:36
      "Nikogo zesmy nie zabili, nie popelnilismy zadnego przestepstwa"

      Rzeczywiście, nikogo żeście nie zabili.
      bez komentarza.
    • pajdeczka To i tak nie jest najgorzej.... 16.09.03, 13:39
      ..bo ja bym Was po prostu "olała". Chociaż trudno jest "olać" kilkanaście
      wspólnych lat (tyle jest po ślubie), mimo, że miało się osobne sypialnie (bo
      może chrapał, jak mój mąż), ale wspólne obiady, dzieci, rodzinę dalszą...
      A tu przychodzi dużo młodsza i zabiera mi męża, tak, jak się bierze towar z
      półki w markecie. A może po prostu ona chce mieć też jakąś satysfakcję? Ty masz
      jej męzą, a jej zostanie chociaż satysfakcja..."I nie zaznasz spokoju aż do
      śmierci". Chyba , że eks ułoży sobie życie, ale trudno kobiecie w średnim
      wieku , z dwójką dorosłych dzieci, ułożyć sobie z kimś na nowo życie. Co innego
      taka młoda, jak ty. W sumie - popieram ją.
      • Gość: amber Re: To i tak nie jest najgorzej.... IP: *.tns.pl 16.09.03, 13:47
        Myslisz, że człowieka zabiera się komuś, tak po prostu jak towar???? I że daje
        się on tak po prostu zabrać, bo ktos inny ma taki kaprys ??? Mężczyzna autorki
        wątku odszedł od żony, to on podjął taką decyzję i musiał mieć ku temu jakieś
        powody. I nie próbuję obarczać wina jego zony - wina w różnych częściach, ale
        chyba prawie zawsze leży po obu stronach.
        • Gość: Marta Re: To i tak nie jest najgorzej....- być może IP: *.proxyplus.cz / 192.168.131.* 16.09.03, 14:01
          Jasne, nie układało się. Po prostu facet, a raczej dziadek, przeżywa druga
          młodośc. Kiedy po raz pierwszy skrytykowłam Magde otrzymałam odpowiedz. I tu
          też chcę odpowiedzieć na taki oto post:" Nie naskakuj na Magde, bo nie masz
          racji. NO, moze czesciowo,prawda, ze jej
          ukochany przezyl z zona parenascie lat. Jednak Magda podkreslila, ze nie byli
          szczesliwi od dawna i sie nie ukladalo. A ja laczy z nim wielkie uczucie.
          A uwagi typu "wyciagnelas rece nie po swoje" sa nie na miejscu i niskiego
          lotu." Marlena.

          Oto moja odpowiedz :
          "A skąd wiesz ze nie bylo szczęśliwi? Przecież jak znasz życie choć troszkę to
          wiesz że to stara śpiewka facetów. Gdyby sie im nie układało żona jego by tak
          nie walczyla.!!!!!!!" Dodam jeszcze raz ze facet przeżywa 2 młodość po prostu.

          A co do niskiego lotu to raczej zachowanie Magdy jest niskiego lotu.Ja po
          prostu walę prosto z mosu. Taka jestem.




          • Gość: aly Re: To i tak nie jest najgorzej....- być może IP: 62.121.128.* 16.09.03, 14:06
            "Gdyby sie im nie układało żona jego by tak > nie walczyla.!!!!!!!"
            ???? czyzby???? ;))) oj wnioski wyciagasz nader pochopnie..
          • Gość: amber Re: To i tak nie jest najgorzej....- być może IP: *.tns.pl 16.09.03, 14:13
            Marto jeśli ona walczy to nie o niego tylko o siebie, nawet nie o swoje, bo
            Magda napisała, że jest intercyza, więc wiadomo co jest czyje. Walczy o coś w
            rodzaju "bycia górą" i chce mu "dokopać" w każdy możliwy sposób. Na jej miescu
            pewnie robiłabym cos podobnego. Może to brutalne co napisałam, ale znam to
            niestety z doświadczenia.
            • pajdeczka Puknijcie się małolaty w czoło. 16.09.03, 14:59
              Gość portalu: amber napisał(a):

              > Marto jeśli ona walczy to nie o niego tylko o siebie, nawet nie o swoje, bo
              > Magda napisała, że jest intercyza, więc wiadomo co jest czyje. Walczy o coś w
              > rodzaju "bycia górą" i chce mu "dokopać" w każdy możliwy sposób. Na jej
              miescu
              > pewnie robiłabym cos podobnego. Może to brutalne co napisałam, ale znam to
              > niestety z doświadczenia.

              A może walczy o coś, co jej się należy, co? Np. godność, zapłatę za lata
              wyrzeczeń nie w formie pieniędzy, ale satysfakcji. Bo o ile o nim Magdzia
              napisała sporo to o niej nic. A może to jest kobieta, która poświęciła się dla
              domu, a mogła zrobić karierę? A teraz jest już za stara na tę karierę, bo w tym
              kraju kobieta po 40tce to może sobie zrobić, ale odnowę biologiczną w gabinecie
              kosmetycznym, a nie karierę.
              Nie dziwię się, że stajesz w jej obronie. Też odbiłaś którejś męża?
              • Gość: aly Re: Puknijcie się małolaty w czoło. IP: 62.121.128.* 16.09.03, 15:15
                "A może walczy o coś, co jej się należy, co? Np. godność, zapłatę za lata
                > wyrzeczeń .."

                hi hihi, to malzenstwo to sa "lata wyrzeczen" i nic innego? nie wiedzialam ;))

                taak, "może" morze a moze gory a moze jeszcze co innego.
                a moze jej sie tej "kariery" nie chcialo robic z czystej wygody?;)
                • pajdeczka Re: Puknijcie się małolaty w czoło. 16.09.03, 15:25
                  Gość portalu: aly napisał(a):

                  > "A może walczy o coś, co jej się należy, co? Np. godność, zapłatę za lata
                  > > wyrzeczeń .."
                  >
                  > hi hihi, to malzenstwo to sa "lata wyrzeczen" i nic innego? nie wiedzialam ;))
                  >
                  > taak, "może" morze a moze gory a moze jeszcze co innego.
                  > a moze jej sie tej "kariery" nie chcialo robic z czystej wygody?;)

                  A ty masz rodzinę, dzieci, że tak głupio gadasz?
                  Małżeństwo to kompromisy, chyba że nie wiesz co to kompromisy to zajrzyszj do
                  słownika. Aha, małżeństwo to oczywiście przede wszystkim bezkarne "bzykanie
                  się".
                  • Gość: aly Re: Puknijcie się małolaty w czoło. IP: 62.121.128.* 16.09.03, 15:34
                    ">Aha, małżeństwo to oczywiście przede wszystkim bezkarne "bzykanie
                    > się"." ..dodaj- z kim popadnie, ale karalna jest dopiero chęć rozwodu.
                    czy ugotowanie i podanie co dzien obiadu a w weekendy z 2dan i deseru to juz
                    jest "poswiecenie sie dla domu" czy jeszcze cos robic powinnam? tak pytam
                    jakbym chciala o alimenty..
                • Gość: debra Re: Puknijcie się małolaty w czoło. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.09.03, 12:42
                  >
                  > taak, "może" morze a moze gory a moze jeszcze co innego.
                  > a moze jej sie tej "kariery" nie chcialo robic z czystej wygody?;)

                  Taki sceanariusz też mogl przeciez miec miejsce. Przeciez jesli byli dobrze
                  sytuowani (a zle sytuowani nie podpisuja intercyz i nie prowadzą firm) to
                  mysle, ze jakby chciala sie rozwijac zawodowo, to mogli wynajac kobitke do
                  dzieci, prawda? Zreszta byc może wynajeli, tego nie wiemy.
                  Kobitka nie wyglada mi na zbyt ambitna - jakby byla ambitna, to teraz wzielaby
                  swoje zycie we wlasne rece, a nie zajmowala sie sprawami bylego meza i
                  jego "przyjaciolki"!
                  I jeszcze jedno: w szczesliwych malzenstwach facet nie odchodzi tak po prostu.
                  Znam wiele par które sie rozeszly, ale nigdy nie bylo to zaskoczeniem dla
                  otoczenia. Nie klocili sie, nie bili, ale widac bylo, ze tak naprawde sa ze
                  sobą tylko z przyzwyczajenia i w dodatku działają sobie na nerwy. Tak wiec wina
                  nigdy nie lezy po jednej stronie. Jesli jest zle, to ktos w koncu musi odejsc.
                  Zazwyczaj robi to facet, bo mu po prostu latwiej ulozyc sobie zycie od nowa.

                  Pozdrawiam,
                  Debra
                  • pajdeczka Przerażająca jest wasza niekompetencja 17.09.03, 12:59
                    Gość portalu: debra napisał(a):

                    > > Taki sceanariusz też mogl przeciez miec miejsce. Przeciez jesli byli dobrze
                    > sytuowani (a zle sytuowani nie podpisuja intercyz i nie prowadzą firm) to
                    > mysle, ze jakby chciala sie rozwijac zawodowo, to mogli wynajac kobitke do
                    > dzieci, prawda? Zreszta byc może wynajeli, tego nie wiemy.
                    > Kobitka nie wyglada mi na zbyt ambitna - jakby byla ambitna, to teraz
                    wzielaby > swoje zycie we wlasne rece, a nie zajmowala sie sprawami bylego meza
                    i > jego "przyjaciolki"!

                    Przecież oni nie mają jeszce rozwodu, a może ja źle czytałam?
                    Dlaczego wieszacie psy na jego byłej żonie, kurde! Co wy o niej wiecie, na
                    jakiej podstawie wyrokujecie czy była ambitna, leniwa czy pracowita.
                    Większość z was nie ma zielonego pojęcia o prowadzenia domu i wychowaniu
                    dzieci, bo jesteście na tyle wygodne, że nie zakładacie rodzi, albo po prostu
                    nikt was nie chce. Nie zabierajcie głosy w tematach dla was abstrakcyjnych.
                    A nikt nie pomyślał, że to może on był wymagającym facetem? Przychodził
                    wieczorem z firmy i chciał mieć posprzątane i dobrze ugotowane. A ona dobrze
                    zrobiła, że nie pracowała. Gdybym miała taką alternatywę też wolałabym odchować
                    najpierw dzieciaka, a nie lecieć z wywieszonym jęzorem do domu i gotować byle
                    jakie obiady. Albo siedzieć w pracy i się martwić co dzieciak sam robi w domu.

                    > I jeszcze jedno: w szczesliwych malzenstwach facet nie odchodzi tak po
                    prostu.

                    A kto ci da gwarancję na szczęście? Przez 15 lat mówi, że cię kocha, a w 16
                    roku odchodzi do młodszej. A już szczytem jest kiedy twierdzi, że nadal cię
                    kocha , ale tamtą bardziej.

                    >
                    >
                    • Gość: aly Re: Przerażająca jest twoja niekompetencja IP: 62.121.128.* 17.09.03, 13:07
                      "> Dlaczego wieszacie psy na jego byłej żonie, kurde! Co wy o niej wiecie, na
                      > jakiej podstawie wyrokujecie czy była ambitna, leniwa czy pracowita. "

                      - ano sama to zrobilas powyzej -to dla przeciwwagi twym slowom

                      ("A może to jest kobieta, która poświęciła się dla
                      domu, a mogła zrobić karierę? A teraz jest już za stara na tę karierę, bo w tym
                      kraju kobieta po 40tce to może sobie zrobić, ale odnowę biologiczną w gabinecie
                      kosmetycznym, a nie karierę.")






                      • pajdeczka Re: Przerażająca jest twoja niekompetencja 17.09.03, 13:32
                        Gość portalu: aly napisał(a):

                        > "> Dlaczego wieszacie psy na jego byłej żonie, kurde! Co wy o niej wiecie, n
                        > a
                        > > jakiej podstawie wyrokujecie czy była ambitna, leniwa czy pracowita. "
                        >
                        > - ano sama to zrobilas powyzej -to dla przeciwwagi twym slowom
                        >

                        Sorry, ale co zrobiłam powyżej, bo nic takiego "powyżej" nie widzę.
                    • fem.me Brawo Pajdeczka!!!!!!! 19.09.03, 19:16
                      pajdeczka napisała:

                      > Dlaczego wieszacie psy na jego byłej żonie, kurde! Co wy o niej wiecie, na
                      > jakiej podstawie wyrokujecie czy była ambitna, leniwa czy pracowita.
                      >>
                      > A kto ci da gwarancję na szczęście? Przez 15 lat mówi, że cię kocha, a w 16
                      > roku odchodzi do młodszej. A już szczytem jest kiedy twierdzi, że nadal cię
                      > kocha , ale tamtą bardziej.


                      nie mam jeszcze trzydziestki, ale zdaję sobie juz dokładnie sprawę z tego jak
                      faceci postępują z kobietami... ciekawe, czy te wszystkie za
                      przeproszeniem "siksy", też będą stawały po stronie młodszych, "biednych,
                      uciemiężonych", jak za 15-20 lat przyjdzie taka własnie cielęcinka i zabierze
                      im faceta, z którym docierały się przez te wszystkie lata,wychowywały wspólne
                      dzieciaki, latały z wywalonym jęzorem szorowały po nim łazienkę, po to by
                      wreszcie odsapnąć i zacząć żyć.A tu niespodzianka! "Kochanie spotkałem kogoś,
                      ona jest ..młodsza". To jest jak policzek..gorzej..
                      oczywiscie, ze nie mozna powiedzieć:to były zmarnowane lata, przecież zdzarzyło
                      się na pewno wiele dobrych rzeczy, sa dzieci. Ale jest to rodzaj inwestycji.
                      Nikt nie lubi, kiedy inwestycja okazuje się nietrafiona, prawda?

                      pozdrawiam serdecznie
        • pajdeczka Re: To i tak nie jest najgorzej.... 16.09.03, 14:08
          Gość portalu: amber napisał(a):

          > Myslisz, że człowieka zabiera się komuś, tak po prostu jak towar???? I że
          daje
          > się on tak po prostu zabrać, bo ktos inny ma taki kaprys ??? Mężczyzna
          autorki
          > wątku odszedł od żony, to on podjął taką decyzję i musiał mieć ku temu jakieś
          > powody. I nie próbuję obarczać wina jego zony - wina w różnych częściach, ale
          > chyba prawie zawsze leży po obu stronach.

          Ależ skądże! Wina wyłącznie leży po stronie byłej małżonki. Przecież
          dowiedzieliśmy się od Magdy, jaki to z niego fantastyczny facet.
          Oni są wszyscy "fanstastyczni", ale nie dla własnych żon. Myślę, że za parę lat
          on już nie będzie się wydawał Magdzie taki "fantastyczny". Chyba że w tym
          czasie dojrzeje, bo mężczyźni bardzo późno przychodzą po "rozum do głowy". A są
          i tacy, którzy do starości nie wiedzą dokąd isć po rozum.
          • Gość: amber Re: To i tak nie jest najgorzej.... IP: *.tns.pl 16.09.03, 14:19
            A ona byc może jest fantastyczną kobietą, ale on tego nie widzi. Nie obarczam
            jej winą, bo to nie jest takie proste i być może to on ponosi większą winę za
            rozpad tego małżeństwa, co nie znaczy, że nie wyciągnął z tego wniosków na
            przyszłość. Nie zawsze da się posklejać to co się zepsuło. Prawda?
          • Gość: Marta Re: To i tak nie jest najgorzej.... IP: *.proxyplus.cz / 192.168.131.* 16.09.03, 14:22
            Właśnie ,on powinien z żoną teraz na działeczce bawić wnuki, a Ty powinnaś
            cieszyć się życiem i bawić się a nie zamartwiać się kiedy ona znowu zadzwoni i
            zatruje wam życie. Pewnie że wina leży po dwóch stronach, ale ktoś kto zrobił
            coś raz ,zrobi i drugi, uważaj Magdo byś nie stała się za kilka lat jędzą z
            którą mu sie nie układa.....
            • elein Re: To i tak nie jest najgorzej.... 16.09.03, 14:33
              Gość portalu: Marta napisał(a):

              > Właśnie ,on powinien (...)

              Dobrze,że spada przyrost naturalny.Niedługo zastąpią nas robotami i nie będzie
              już problemu z uczuciami bp każdy będzie robił to,co Powinien.
            • pajdeczka Re: To i tak nie jest najgorzej.... 16.09.03, 15:03
              Gość portalu: Marta napisał(a):

              > Właśnie ,on powinien z żoną teraz na działeczce bawić wnuki, a Ty powinnaś
              > cieszyć się życiem i bawić się a nie zamartwiać się kiedy ona znowu zadzwoni
              i
              > zatruje wam życie. Pewnie że wina leży po dwóch stronach, ale ktoś kto zrobił
              > coś raz ,zrobi i drugi, uważaj Magdo byś nie stała się za kilka lat jędzą z
              > którą mu sie nie układa.....

              Dobrze prawisz kobieto! Musimy trzymać w tym kraju stronę kobiet,szczególnie
              tych, których mężowie spokojnie robili karierę bądź biznes, bo pozwoliły im na
              to nadopiekuńcze małżonki. A jak już doszli do pieniędzy to zobaczyli, że mają
              w domu potwora , a nie żonę i matkę ich dzieci, a świat jeste pełen dużo
              młodszych i radośniejszych kkobiet. Tfu!
              • moniczka_28 Re: To i tak nie jest najgorzej.... 18.09.03, 02:37
                >
                > Dobrze prawisz kobieto! Musimy trzymać w tym kraju stronę kobiet,szczególnie
                > tych, których mężowie spokojnie robili karierę bądź biznes, bo pozwoliły im
                na
                > to nadopiekuńcze małżonki. A jak już doszli do pieniędzy to zobaczyli, że
                mają
                > w domu potwora , a nie żonę i matkę ich dzieci, a świat jeste pełen dużo
                > młodszych i radośniejszych kkobiet. Tfu!

                O matko swięta! W takim razie po jasna cholerę te małzonki byly takie
                nadopiekuncze? Powinny zajac sie sobą, a nie później biadolić i sie na siłę
                solidaryzować.

                Monika (druga zona swojego trzeciego męza)
                • beemka1 Re: To i tak nie jest najgorzej.... 18.09.03, 16:04
                  Monika,
                  Starsza jestes ode mnie, a gadasz, jakbys zycia nie znala. Moze i nie znasz...
                  To Cie uswiadomie, ze kobiety w tym kraju zarabiaja mniej od mezczyzn, ze nie
                  sa zatrudniane na dobrych stanowiskach, bo w kazdej chwili moga zaciazyc, ze
                  dopiero od niedawna istnieje pojecie uropu ojcowskiego i ostanie, ale nie
                  najmniej wazne, w naszym kraju do niedawna istnial stereotyp Matki Polki. A
                  facet kariere dyrektorska w fabryce trzaskal.
                  Panialas???
                  • moniczka_28 Re: To i tak nie jest najgorzej.... 18.09.03, 19:34
                    beemka1 napisała:

                    > Monika,
                    > Starsza jestes ode mnie, a gadasz, jakbys zycia nie znala. Moze i nie
                    znasz...
                    > To Cie uswiadomie, ze kobiety w tym kraju zarabiaja mniej od mezczyzn, ze nie
                    > sa zatrudniane na dobrych stanowiskach, bo w kazdej chwili moga zaciazyc, ze
                    > dopiero od niedawna istnieje pojecie uropu ojcowskiego i ostanie, ale nie
                    > najmniej wazne, w naszym kraju do niedawna istnial stereotyp Matki Polki. A
                    > facet kariere dyrektorska w fabryce trzaskal.
                    > Panialas???

                    Moze dlatego, ze jestem od Ciebie znacznie starsza i bardziej doswiadczona,
                    moge spojrzec na to inaczej. Kobiety owszem zarabiają generalnie może i mniej
                    od mężczyzn, ale nikt im przecież nie broni zakładania własnych firm. We
                    własnej firmie wyracujesz zawsze wynagrodzenie adekwatne do swoich
                    umiejetnosci, kreatywnosci i wlozonej pracy. Nierzadko znacznie wyzsze niż te
                    na dyrektorskich stołkach. Zresztą te wcale nie są dla kobiet trudno dostępne -
                    sama na takowym siedziałam (wygodnie było:)))
                    Tak wiec zamiast na mnie naskakiwać lepiej weź sie do roboty.

                    Monika
            • Gość: debra Re: To i tak nie jest najgorzej.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.03, 15:52
              Gość portalu: Marta napisał(a):

              > Właśnie ,on powinien z żoną teraz na działeczce bawić wnuki, a Ty powinnaś
              > cieszyć się życiem i bawić się a nie zamartwiać się kiedy ona znowu zadzwoni
              i
              > zatruje wam życie.

              Boze... Traktujecie Magdę jak podlotka, a przeciez 35 lat to juz chyba
              najwyższy czas aby się ustatkować, założyć rodzinę... Każesz jej sie bawić? To
              chyba już nie ten wiek - przychodzi czas kiedy trzeba myslec o życiu poważne.
              Zabawa jest pewnie mila i owszem, ale ile można sie bawić?
              Dlaczego traktujesz Magde jak malolate, a jej kilkanascie lat starszego
              mezczyzne jak starego pryka? Zakladajac, ze kobiety sa bardziej dojrzale od
              mezczyzn, to tak naprawdę są równolatkami.
              Poza tym Magda nic nie pisze o tym, że jej facet ma wnuki. Niektórzy męzczyzni
              w wieku czterdziestu kilku lat mają dopiero pierwsze dziecko!!!

              Debra
          • Gość: pulcheriaa Re: To i tak nie jest najgorzej.... IP: *.szczecin.pl 16.09.03, 14:43
            Każdy kij ma dwie końce, a wina najczęściej leży po śroku. Decydując się na
            rozwód w wieku 5o lat to i tak nie lada wyczyn! Może się nie znam, ale
            większość panów w tym wieku, młode panienki, owszem, jak najbardziej, ale żeby
            od razu rozwodzić się? A co obiadkiem u "mamusi" i spokojnym uporządkowanym
            życiem? To dobre dla przetartych playboyów albo..zmęczonych nieudanych życiem.
            • pajdeczka Re: To i tak nie jest najgorzej.... 16.09.03, 15:05
              Gość portalu: pulcheriaa napisał(a):

              > Każdy kij ma dwie końce, a wina najczęściej leży po śroku. Decydując się na
              > rozwód w wieku 5o lat to i tak nie lada wyczyn! Może się nie znam, ale
              > większość panów w tym wieku, młode panienki, owszem, jak najbardziej, ale
              żeby
              > od razu rozwodzić się? A co obiadkiem u "mamusi" i spokojnym uporządkowanym
              > życiem? To dobre dla przetartych playboyów albo..zmęczonych nieudanych życiem.

              Ale on myśli w tej chwili łebkiem w rozporku. Wiesz, jak piernika
              dowartościowuje taka małolata? A kolacyjki w restauracyjce skończą się kiedy
              zaczną się dolegliwości gastryczne. Wspomni sobie obiadki u starej eks żonki.
              • Gość: debra Re: To i tak nie jest najgorzej.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.03, 15:43
                >
                > Ale on myśli w tej chwili łebkiem w rozporku. Wiesz, jak piernika
                > dowartościowuje taka małolata?

                Hmmm... Małolata powiadasz? Z tego co wyczytalam Magda ma 35 lat, wiec
                podlotkiem to ona już raczej nie jest:))) Moja znajoma mając 2 lata wiecej niż
                ona została babcią:)))

                Debra
                • pajdeczka Re: To i tak nie jest najgorzej.... 17.09.03, 09:04
                  Gość portalu: debra napisał(a):

                  > Hmmm... Małolata powiadasz? Z tego co wyczytalam Magda ma 35 lat, wiec
                  > podlotkiem to ona już raczej nie jest:))) Moja znajoma mając 2 lata wiecej
                  niż ona została babcią:)))
                  >
                  Nie doczytałam widocznie, ile Magda ma lat, bo nie miałam wczoraj czasu.
                  Znaczy się , stara panna?
              • Gość: pulcheriaa Re: To i tak nie jest najgorzej.... IP: *.szczecin.pl 17.09.03, 08:58
                Ale on myśli w tej chwili łebkiem w rozporku. Wiesz, jak piernika
                > dowartościowuje taka małolata? A kolacyjki w restauracyjce skończą się kiedy
                > zaczną się dolegliwości gastryczne. Wspomni sobie obiadki u starej eks żonki.

                Ba, kiedyś taki jeden (przy okazji kontaktów służbowych) smalił do mnie
                cholewy. Chryste! Miał dobre 60 lat, ale chyba myślał, że w błysku reflektorów
                jego Merca tego nie zauważę? Kwestia wyboru, a później konsekwencja działania
                tego tokującego starszego pana do dziś pozostaje dla mnie zagadką.

                A wracając do tematu: Po lekturze wątku, dochodze do wniosku, że generalnie my -
                jako kobiety wychodzimy z założenia, że "Lepiej niech zdechnie niż ma odejść do
                innej! " Pachnie mi to tchórzem życiowym..

                • pajdeczka Re: To i tak nie jest najgorzej.... 17.09.03, 09:11
                  Gość portalu: pulcheriaa napisał(a):
                  > Po lekturze wątku, dochodze do wniosku, że generalnie my -
                  > jako kobiety wychodzimy z założenia, że "Lepiej niech zdechnie niż ma odejść
                  do innej! " Pachnie mi to tchórzem życiowym..
                  >

                  Coś ala pies ogrodnika? A dlaczego nie? Powiem Ci Pulchna na własnym
                  przykładzie: jak jestem wściekła na starego to każe mu sobie znaleźć młodszą,
                  zdrowszą i ładniejszą (chociaż to jest logiczne, bo wiadomo, że każda młodsza
                  ode mnie będzie i tak ładniejsza:))))), ale jak już włączy mi się wyobraźnia na
                  dobre (szczególnie to mam miejsce, gdy mąż wyjeżdża), to jestem zazdrosna i nie
                  wyobrażam sobie go przy boku innej.
                  Inna sprawa, że sobie ufamy pod tym względem. Nie ma innego wyjścia, bo byśmy
                  zwariowali. Ale dlaczego nie może być tak, jak w przypadku faceta Magdy, że
                  któregoś pięknego dnia mój małżonek, zapewniający mnie przez 15 lat o swej
                  miłości i iwerności (mimo licznych kłótni i nieporozumień - jak to w związku) -
                  po prostu odejdzie do innej? I nie mam prawa wówczas poczuć się wykpiona i
                  oszukana? I to przez oboje kochasiów? Bo przecież kobieta romansując z żonatym
                  facetem godzi na to z wszelkimi tego konsekwencjami, a więc również niech
                  bierze pod uwagę późniejszą jej reakcję. Takie jest prawo małżonki.
                  • Gość: pulcheriaa Re: To i tak nie jest najgorzej.... IP: *.szczecin.pl 17.09.03, 09:19
                    > Ale dlaczego nie może być tak, jak w przypadku faceta Magdy, że
                    > któregoś pięknego dnia mój małżonek, zapewniający mnie przez 15 lat o swej
                    > miłości i iwerności (mimo licznych kłótni i nieporozumień - jak to w związku)
                    > po prostu odejdzie do innej? I nie mam prawa wówczas poczuć się wykpiona i
                    > oszukana? I to przez oboje kochasiów? Bo przecież kobieta romansując z
                    żonatym
                  • Gość: pulcheriaa Re: To i tak nie jest najgorzej.... IP: *.szczecin.pl 17.09.03, 09:46
                    > Ale dlaczego nie może być tak, jak w przypadku faceta Magdy, że
                    > któregoś pięknego dnia mój małżonek, zapewniający mnie przez 15 lat o swej
                    > miłości i iwerności (mimo licznych kłótni i nieporozumień - jak to w związku)
                    > po prostu odejdzie do innej? I nie mam prawa wówczas poczuć się wykpiona i
                    > oszukana? I to przez oboje kochasiów?

                    W porządku, zgadzam się, ale Twoja sytuacja "mimo licznych kłótni i
                    nieporozumień - jak to w związku" nie przystaje do mojej definicji nieudanych
                    związków, zapewne słusznie. W takich przypadkach nie znajduje żadnego
                    usprawiedliwienia. Myśle raczej o sytuacjach, gdzie małżonkowie "już" się nie
                    kłócą, nie uczestniczą wzajemnie w swoim życiu,a rozmowa ogranicza się do
                    wymiany poglądów na temat cieknącego dachu w ich domu - taka obupólna
                    kapitulacja. Kiedyś znajoma, pogrążona w otchłani marazmu jej małżeństwa,
                    powiedziała mi, że czuje sie żywym trupem. A trup też chce zyć..

                    • pajdeczka Re: To i tak nie jest najgorzej.... 17.09.03, 11:26
                      Gość portalu: pulcheriaa napisał(a):

                      >W porządku, zgadzam się, ale Twoja sytuacja "mimo licznych kłótni i
                      > nieporozumień - jak to w związku" nie przystaje do mojej definicji nieudanych
                      > związków, zapewne słusznie.

                      Ależ ja uważam, że mój związek jest nieudany!

                      W takich przypadkach nie znajduje żadnego
                      > usprawiedliwienia. Myśle raczej o sytuacjach, gdzie małżonkowie "już" się nie
                      > kłócą, nie uczestniczą wzajemnie w swoim życiu,a rozmowa ogranicza się do
                      > wymiany poglądów na temat cieknącego dachu w ich domu - taka obupólna
                      > kapitulacja. Kiedyś znajoma, pogrążona w otchłani marazmu jej małżeństwa,
                      > powiedziała mi, że czuje sie żywym trupem. A trup też chce zyć..
                      >
                      Trup też chce żyć? Jakaś bzdura. Ja też się tak czuję w związku. O, nawet
                      wczorajszy przykład. Męża nie było w weekend, cały poniedziałek odsypiał,
                      dopiero wieczorem we wtorek można było pogadać. Może ja wybrałam zły moment?
                      Nie wiem, fakt, że próbowałam nawiązać kontakt słowny (o wzrokowym nie było
                      raczej mowy, bo wgapiał się w TV, a konkretnie w "Bar" na Polsacie), chodziło
                      mi jaką opcję wybrać, żeby zmniejszyć rachunki za telefon domowy. Ja mu
                      opowiadam, jak to byłam w biurze TP SA i co usłyszałam, a on w pewnym momencie
                      mi mówi : "o, cicho, Frytka coś mówi" i szlag mnie trafił. Skończyło się
                      awanturą i poczułam się osamotniona w tym związku. Tak jest prawi codziennie.
                      Czy dlatego mam szukać innego faceta? Nie wspomnę o innych "przypadłościach".
                      Przysięga to przysięga i koniec! Co innego, kiedy facet zdradza albo jest
                      alkoholikiem.
                      • elein Re: To i tak nie jest najgorzej.... 17.09.03, 11:37
                        pajdeczka napisała:

                        > >
                        > Trup też chce żyć? Jakaś bzdura. Ja też się tak czuję w związku. O, nawet
                        > wczorajszy przykład. Męża nie było w weekend, cały poniedziałek odsypiał,
                        > dopiero wieczorem we wtorek można było pogadać. Może ja wybrałam zły moment?
                        > Nie wiem, fakt, że próbowałam nawiązać kontakt słowny (o wzrokowym nie było
                        > raczej mowy, bo wgapiał się w TV, a konkretnie w "Bar" na Polsacie), chodziło
                        > mi jaką opcję wybrać, żeby zmniejszyć rachunki za telefon domowy. Ja mu
                        > opowiadam, jak to byłam w biurze TP SA i co usłyszałam, a on w pewnym
                        momencie
                        > mi mówi : "o, cicho, Frytka coś mówi" i szlag mnie trafił. Skończyło się
                        > awanturą i poczułam się osamotniona w tym związku. Tak jest prawi codziennie.
                        > Czy dlatego mam szukać innego faceta? Nie wspomnę o innych "przypadłościach".
                        > Przysięga to przysięga i koniec! Co innego, kiedy facet zdradza albo jest
                        > alkoholikiem.


                        :-)))) Ja ci dobtrze radze rozwiedz sie z nim bo jeszcze on to zrobi i co
                        bedzie? obciach! :-))))
                        ps. i wiesz aby gdzie on byl przez weekend i ci i z kim robil? ;-))))
                        • pajdeczka Droga Elein 17.09.03, 12:04
                          elein napisał:

                          >. :-)))) Ja ci dobtrze radze rozwiedz sie z nim bo jeszcze on to zrobi i co
                          > bedzie? obciach! :-))))
                          > ps. i wiesz aby gdzie on byl przez weekend i ci i z kim robil? ;-))))

                          Rady przyjmuję od osób bardziej doświadczonych ode mnie.
                          Nie rozwiedzie się, bo mi zapowiedział, że nigdy się nie wyniesie z tego domu,
                          chyba że ja to zrobię, a pakowany był już 3 albo 4 razy. No i gdzie on znajdzie
                          taką drugą głupią, która by go chciała.
                          W weekend ciężko pracował.
                          • pilea Re: Droga Elein 18.09.03, 13:26
                            pajdeczka napisała:

                            > elein napisał:
                            >
                            > >. :-)))) Ja ci dobtrze radze rozwiedz sie z nim bo jeszcze on to zrobi i co
                            >
                            > > bedzie? obciach! :-))))
                            > > ps. i wiesz aby gdzie on byl przez weekend i ci i z kim robil? ;-))))
                            >
                            > Rady przyjmuję od osób bardziej doświadczonych ode mnie.
                            > Nie rozwiedzie się, bo mi zapowiedział, że nigdy się nie wyniesie z tego
                            domu,
                            > chyba że ja to zrobię, a pakowany był już 3 albo 4 razy. No i gdzie on
                            znajdzie
                            >
                            > taką drugą głupią, która by go chciała.
                            > W weekend ciężko pracował.

                            Męczennico Ty MOJA ŚWIĘTA....
                            • pajdeczka Pilea 19.09.03, 08:10
                              pilea napisała:

                              > Męczennico Ty MOJA ŚWIĘTA....

                              To teraz musisz się DO MNIE modlić. Myślę, że dzięki takiej postawie, pójdę
                              jednak do nieba, mimo popełnianych innych grzeszków.
                      • Gość: debra Re: To i tak nie jest najgorzej.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.09.03, 12:50
                        >
                        > Przysięga to przysięga i koniec! Co innego, kiedy facet zdradza albo jest
                        > alkoholikiem.

                        Taaaak.... I wszystko rozbija sie o akt wlasnosci drugiego czlowieka i swieta
                        przysiega malzenską! A jesli komus, jest naprawde zle w związku to nie ma prawa
                        odejść? Tylko dlatego, ze jest zaobraczkowany? Zawsze myslalam, ze ludzie są ze
                        sobą bo się kochają....

                        Debra
                        • pajdeczka Re: To i tak nie jest najgorzej.... 17.09.03, 13:04
                          Gość portalu: debra napisał(a):

                          >Taaaak.... I wszystko rozbija sie o akt wlasnosci drugiego czlowieka i swieta
                          > przysiega malzenską! A jesli komus, jest naprawde zle w związku to nie ma
                          prawa
                          >
                          > odejść? Tylko dlatego, ze jest zaobraczkowany? Zawsze myslalam, ze ludzie są
                          ze sobą bo się kochają....
                          >
                          Ludzie nie odróżniają seksu od miłości. Myślą, że jak siebie pożądają to to
                          oznacza kochanie. A po paru latach dziwią się, że napięcie seksualne opadło i
                          nie mają co z sobą w dzień, a tym bardzie w nocy, z robić.
                          Może o tym jeszcze nie wiesz, ale w większości małżeństw uczucie miłości
                          zostaje zastąpione innymi, jak: przywiązania, szacunku, przyjaźni. Łączą
                          wspólne przeżycia, dzieci, sprawy, wzajemna troska o swoje zdrowie.

                      • Gość: pulcheriaa Re: To i tak nie jest najgorzej.... IP: *.szczecin.pl 17.09.03, 13:51
                        pajdeczka napisała:

                        > Trup też chce żyć? Jakaś bzdura.


                        Ja też się tak czuję w związku. O, nawet
                        > wczorajszy przykład. Co innego, kiedy facet zdradza albo jest
                        > alkoholikiem.

                        Mąż mojej przyjaciółki jest alkoholikiem, a może beztroskim pijaczkiem? Tylko
                        tym z gatunku przeintelektualizowanych niespełnionych artystów, którzy niczym
                        ćmy barowe spędzają w pubie, teatrze etc. ¾ życia snując opowieści anonimowym
                        towarzyszom. Kompletny brak zainteresowania z jego strony w połączeniu z
                        miernym pożytkiem z niego jako męża i ojca jest nie do zaakceptowania.
                        Ponieważ jako artysta niespełniony acz czynny zawodowo przynosi do domu grosze,
                        które zaraz potem przepala i przepija. Podkreślam, że nie jest to typowy
                        obszczymur , ale jest na dobrej drodze. Ona, 36 lat. Inteligentna, ładna,
                        samodzielna i stanowczo za dobra dla typa. (Te sentymenty, prawie 20 lat
                        wspólnego życia, 2 dzieci itd )Przyjaciółka prowadzi małą firmę dzięki której
                        jako tako przędą .. On się nie wyprowadzi, tu sprawa jest jasna. Szczerze
                        mówiąc ona przez lata harowała i wielką niesprawiedliwością byłoby zostawianie
                        mu wszystkiego w cholerę. Na szarpaninę w sądzie nie przystanie..
                        Chciałabym jej pomóc – nie wiem jak.
                        Pisze może i nie na temat, ale tak mnie natchnęłaś tym pakowniem walizek mężowi
                        i jego "uporze".

                        • pajdeczka Re: To i tak nie jest najgorzej.... 17.09.03, 14:31
                          Gość portalu: pulcheriaa napisał(a):

                          > Chciałabym jej pomóc – nie wiem jak.
                          > Pisze może i nie na temat, ale tak mnie natchnęłaś tym pakowniem walizek
                          mężowi i jego "uporze".
                          >
                          Popełniła błąd na początku. Pierwsze pakowanie, za alkohol, nieduża ilość, było
                          w 1 roku małżeństwa. Nie mieszkaliśmy 2 tygodnie, ale było maleńkie dziecko, no
                          i się kochaliśmy. Potem, chyba za dwa, trzy lata, już na "swoim". ALe wtedy się
                          nie wyprowadził. Ze dwa lata temu wszystko wyleciało z szafy, klęczał w kuchni
                          na terakocie przede mną. Został. Pije nie powiem że okazjonalnie, bo nawet już
                          nie mamy znajomych przez alkohol, ale jedno piwo dziennie musi. On ma miękki
                          charakter, tak samo , jak ten twojej koleżanki. Nie pomożesz jej , bo oni tkwią
                          w układzie jasnym tylko dla siebie samych.
                • Gość: aly Re: To i tak nie jest najgorzej.... IP: 62.121.128.* 17.09.03, 09:12
                  "> A wracając do tematu: Po lekturze wątku, dochodze do wniosku, że generalnie m
                  > jako kobiety wychodzimy z założenia, że "Lepiej niech zdechnie niż ma odejść
                  do> innej! " Pachnie mi to tchórzem życiowym"

                  - kobiety to w wiekszosci mściwe bestie. ;) Co jak co -ale nawet jak od lat maz
                  jej w domu ewidentnie "zawadza" i kloca sie na okragla-to nie pozwoli mu odejsc
                  a juz na pewno nie pozwoli zeby byl szczesliwy z inna.. a jesli juz to musi za
                  to slono zaplacic. pewien znajomy zostal doslownie "oskubany" z tego co wniosl
                  w malzenstwie /zona nie pracowala bo nie musiala../ choc to on przylapal
                  malzonke w malzenskim lozu z kochankiem... ale coz-malzenstwo swieta i
                  nierozerwalna rzecz..

                  • pajdeczka Re: To i tak nie jest najgorzej.... 17.09.03, 09:17
                    Gość portalu: aly napisał(a):
                    obiety to w wiekszosci mściwe bestie. ;) Co jak co -ale nawet jak od lat maz
                    > > jej w domu ewidentnie "zawadza" i kloca sie na okragla-to nie pozwoli mu
                    odejsc> a juz na pewno nie pozwoli zeby byl szczesliwy z inna.. a jesli juz to
                    musi za> to slono zaplacic. pewien znajomy zostal doslownie "oskubany" z tego
                    co wniosl w malzenstwie /zona nie pracowala bo nie musiala../ choc to on
                    przylapal malzonke w malzenskim lozu z kochankiem... ale coz-malzenstwo swieta
                    i > nierozerwalna rzecz..

                    A dlaczego nie? Przecież to właśnie "kobieta kobiecie zgotowała ten los". Żeby
                    nie inna to facet dalej byłby przykładnym małżonkiem. To mężczyźni w większości
                    mają problem z przystosowaniem się. Często traktują związek małżeński jak
                    zamknięcie w klatce, a oni przecież tak bardzo chcieliby być dalej kawalerami,
                    tylko że z obrączką na palcu. A tak się nie da. Nowa znajomość daje ułudę
                    wolności. Do czasu, aż ta sama znajomość nie przekształci się w stały związek.
                    I w ten sposób mamy wielokrotnie rozwiedzionych. Mam takiego w rodzinie.
                    • Gość: aly Re: To i tak nie jest najgorzej.... IP: 62.121.128.* 17.09.03, 09:49

                      "> A dlaczego nie? Przecież to właśnie "kobieta kobiecie zgotowała ten los".
                      Żeby > nie inna to facet dalej byłby przykładnym małżonkiem."

                      -hihi -az sie prosi o definicje tego przykladnego malzonka..i przykladnej zony
                      tez..

                      " To mężczyźni w większości> > mają problem z przystosowaniem się. Często
                      traktują związek małżeński jak > zamknięcie w klatce, a oni przecież tak bardzo
                      chcieliby być dalej kawalerami, > tylko że z obrączką na palcu."

                      - to akurat racja ;) zreszta bezpieczniej jest chodzic na lowy z obraczka na
                      palcu/a raczej w kieszeni/ -w razie zbyt duzych oczekiwan nowej kobietki zawsze
                      mozna potem stwierdzic ze sory ale nie moge zostawic zony i dzieci..

                      " A tak się nie da. Nowa znajomość daje ułudę > wolności. Do czasu, aż ta
                      sama znajomość nie przekształci się w stały związek.> I w ten sposób mamy
                      wielokrotnie rozwiedzionych. Mam takiego w rodzinie. "

                      -ale to nie regula. zwiazki sa rozne i przypadki rozne.. nie ma co oceniac i
                      przypisywac Magdzie jej facetowi i jego zonie- zycia, cech, i pobudek zachowan
                      o ktorych tak naprawde nie wiemy.. dla mnie swinstwem jest jesli 'przykladnie
                      zonaty' facet jest z inna a chce sie rozwodzic dopiero jak juz ma zaklepane u
                      tej drugiej. hm..jako zostawiona zona bylabym zapewne wsciekla i rozzalona-
                      pytanie na ile usprawiedliwilabym swoja zlosliwosc? czy bym sie mscila na nich
                      przez lata? czy dalabym rozwod-zaplac i spier.... -i zajela sie budowaniem
                      swojego nowego zycia?... czysta hipotetyka ;)
                      • pajdeczka Re: To i tak nie jest najgorzej.... 17.09.03, 11:36
                        Gość portalu: aly napisał(a):

                        > >odla mnie swinstwem jest jesli 'przykladnie > zonaty' facet jest z inna a
                        chce sie rozwodzic dopiero jak juz ma zaklepane u > tej drugiej. hm..jako
                        zostawiona zona bylabym zapewne wsciekla i rozzalona-

                        Ja tak odebrałam to, co napisała Magda. Facet dopiero zdecydował się rozwieść,
                        kiedy umocnił się jego nowy związek? Przecież to jest zwyczajna zdrada. Co
                        innego taka sytuacja: nie kocham już jej, nie możemy się porozumieć, rozwodzę
                        się. I wówczas, już jako człowiek wolny, szukam nowego partnera.

                        >
                • pajdeczka A gdzież podziała się magdusia? 17.09.03, 09:12
                  Magdusi, nieładnie założyć wątek i go osierocić. Prosisz o radę , a potem
                  zbywasz nas milczeniem?
              • pilea Re: To i tak nie jest najgorzej.... 18.09.03, 13:21
                Złośliwość, złośliwośc i jeszcze raz złośliwość! A miało być wsparcie. Wasze
                opinie są godne pożałowania. To smutne, skąd w Was tyle nieżyczliwości? Skoro
                oprócz jadu nie macie niczego do zaoferowania - zmieńcie wątek. To naprawdę
                nikomu nie jest potrzebne.
      • moniczka_28 Re: To i tak nie jest najgorzej.... 18.09.03, 02:46
        pajdeczka napisała:

        > ..bo ja bym Was po prostu "olała". Chociaż trudno jest "olać" kilkanaście
        > wspólnych lat (tyle jest po ślubie), mimo, że miało się osobne sypialnie (bo
        > może chrapał, jak mój mąż), ale wspólne obiady, dzieci, rodzinę dalszą...
        > A tu przychodzi dużo młodsza i zabiera mi męża, tak, jak się bierze towar z
        > półki w markecie.

        Pokaz mi choc jednego faceta, ktorego mozna sobie od tak wziąć jak towar z
        polki i ktory na jedno skienienie palcem nowej wlascicielki przewroci swoje
        zycie do gory nogami. Pokaz, bo ja zyje na tym swiecie ladnych kilka lat, ale
        nie znam takiego.

        Monika
    • bukfa Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... 16.09.03, 16:06
      Magdo,
      Jasne, ex-zona nie zachowuje sie z klasa - ale nie mozesz wymagac klasy od
      kogos w jej sytuacji. Sa jednostki ktore umialyby zachowac godnosc, ale
      jestesmy tylko ludzmi. To TY pokaz klase i nie obrazaj kobiety ktora jest badz
      co badz w dosc ciezkiej sytuacji zyciowej.
      Mysle ze powinnas podejsc do sytuacji z wieksza pokora. Ty masz teraz milosc
      swojego (a niegdys jej) faceta. Badz wdzieczna za to bo to jest
      najwazniejsze.
      • Gość: debra Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.03, 17:49
        > Magdo,
        > Jasne, ex-zona nie zachowuje sie z klasa - ale nie mozesz wymagac klasy od
        > kogos w jej sytuacji.

        Klasa to wlasnie umiejetnosc wyjascia z twarza z każdej sytuacji.


        > Sa jednostki ktore umialyby zachowac godnosc, ale
        > jestesmy tylko ludzmi. To TY pokaz klase i nie obrazaj kobiety ktora jest
        badz
        > co badz w dosc ciezkiej sytuacji zyciowej.

        Ładna mi ciezka sytuacja zyciowa:))) Dzieci dorosle, caly majatek jej (jak
        napisala Magda). A co mają powiedzieć kobiety ktore zostaly same z dwojką
        malutkich dzieci bez pracy i grosza przy duszy?
        Poza tym akurat nie wyczytalam w poscie Magdy zadnych obelg i nic
        niestosownego. Dlaczego wiec uwazasz, ze Magda ją obraza?
        A nawet jakby tak bylo to co? Ma pokornie znosic te wszystkie artystyczne
        wystepy?

        > Mysle ze powinnas podejsc do sytuacji z wieksza pokora. Ty masz teraz milosc
        > swojego (a niegdys jej) faceta. Badz wdzieczna za to bo to jest
        > najwazniejsze.
        • bukfa Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... 17.09.03, 20:40
          Tak, zgadzam sie ze klasa to "umiejetnosc wyjascia z twarza z każdej sytuacji".
          Chodzilo mi tylko o to, ze w zyciu nie kazdy umie miec klase, i nie zawsze
          mozna jej wymagac, zwlaszcza od osoby cierpiacej.
          Masz racje ze Magda nie obraza ex-zony bezposrednio, ale przybiera jednak ton
          pretensji i zalu. Mysle ze gdyby zdobyla sie na wielkodusznosc i opuscila bylej
          zonie ukochanego te resztki walki o godnosc, to sama poczulaby sie duzo lepiej.
    • Gość: jaga Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... IP: 213.17.180.* 16.09.03, 16:42
      Ty prosisz o wsparcie?Jestes - jeszcze - młoda, kochasz i jesteś kochana. ONA
      ma - tak myślę- ok. 50 lat,została teraz sama z 2 dzieci (nawet jak dorosłe,to
      zasze chce się im pomóc) z niepewną sytuacją finanoswą,itp.A twoim problemem
      jest, żeby rozwód orzekł się bez orzekania o winie bo..."ona będzie mogła żądać
      jeszcze więcej i więcej"(i tu cię boli?).Ale tak naprawdę to o co chodzi
      przeciez rozpad małżeństwa nastąpił Z JEGO WINY, to była jego decyzja i niech
      zachowa się jak mężczyzna i przyzna do tego. Kocha cię - ok, pięknie - ale JĄ
      też kiedyś kochał, prawda?Z drugiej strony, gdybyśmy JEJ posłuchali, moze
      okazało by się, ze to WY utrudniacie jej życie. Zostala sama, upokorzona, w
      wieku, gdzie bardzo trudno rozpczynać wszystko od nowa, znaleźć partnera...a
      być samemu na starość..brrrr!Czuje się pokrzywdzona i niewinna tego (choć wina
      jest raczej obupólna)-został porzucona ("Murzyn zrobił swoje, Murzyn może
      odejść"-z całym szacunkiem dla tej rasy) i chce po prostu udowodnić to przed
      sądem, a to on sie tego wypiera i nie chce zakończyć rozwodu jak najszybciej, a
      pzrecież TO JEGO WINA-ON ODSZEDŁ. Przecież jestś kobietą nie rozumiesz tego? To
      trudne, ale moze postarajcie się ją zrozumeić i odnaleźć wspólny język.
      Pamietaj tobie ma kto przynieśc w chłodny wieczór ciepłą herbatę do łóżka?PS.
      Mimo moze wielu nie miłych słów, nie życze ci źle - wręcz przeciwnie. Kochajcie
      i bądzice szczęśliwi - szczerze.......a papierek. czy pomógł JEJ?
      • Gość: habitus Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.03, 17:36
        Hm, trzy lata. Fascynacja seksualna to wg lekarzy około 4 lat. Poczekaj jeszcze
        trochę. Może się okazać, że twój fantastyczny ukochany niestety poznał cudowną
        27letnią kobietę, z którą pragnie się zestarzeć. A w waszym związku zapanował
        ostatnio jakiś dziwny chłód.
        Jest takie przysłowie: W sercu mężczyzny osiodłany koń. Jeżeli facet zdecydował
        się na drastyczny krok rozstania z żoną, to znaczy, że zrobi to jeszcze raz
        tylko prędzej, bo czasu mało. Oj Magda, po co ci to było. Mało jest facetów w
        twoim wieku? Nie chciało się wyjść za mąż w wieku 25 lat, bo szkoda było
        młodości i wolności, co? A teraz musisz zbierać z ziemi co Milczkowi z nosa
        spadło. A żona twojego ukochanego wyszła za mąż w odpowiednim wieku, urodziła
        dzieci, gotowała, sprzątała, pielęgnowała dzieci w chorobach i chodziła na
        wywiadówki...Nie była wygodnickim leniem jak ty. Mimo to nie została doceniona.
        To na co ty liczysz, dziewczyno. Czterdziestka za 5 lat i zegar biologiczny
        bije na alarm. To ty nie cierpisz exżony swojego "chłopaka". Bierz co chcesz i
        zapłać za to - powiadają Hiszpanie. Budować swoje szczęście na krzywdzie, bez
        sensu...
        • Gość: debra Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.03, 17:57
          Gość portalu: habitus napisał(a):

          > Hm, trzy lata. Fascynacja seksualna to wg lekarzy około 4 lat. Poczekaj
          jeszcze
          >
          > trochę. Może się okazać, że twój fantastyczny ukochany niestety poznał
          cudowną
          > 27letnią kobietę, z którą pragnie się zestarzeć. A w waszym związku zapanował
          > ostatnio jakiś dziwny chłód.
          > Jest takie przysłowie: W sercu mężczyzny osiodłany koń. Jeżeli facet
          zdecydował
          >
          > się na drastyczny krok rozstania z żoną, to znaczy, że zrobi to jeszcze raz
          > tylko prędzej, bo czasu mało. Oj Magda, po co ci to było. Mało jest facetów w
          > twoim wieku? Nie chciało się wyjść za mąż w wieku 25 lat, bo szkoda było
          > młodości i wolności, co? A teraz musisz zbierać z ziemi co Milczkowi z nosa
          > spadło. A żona twojego ukochanego wyszła za mąż w odpowiednim wieku, urodziła
          > dzieci, gotowała, sprzątała, pielęgnowała dzieci w chorobach i chodziła na
          > wywiadówki...Nie była wygodnickim leniem jak ty. Mimo to nie została
          doceniona.
          >
          > To na co ty liczysz, dziewczyno. Czterdziestka za 5 lat i zegar biologiczny
          > bije na alarm. To ty nie cierpisz exżony swojego "chłopaka". Bierz co chcesz
          i
          > zapłać za to - powiadają Hiszpanie. Budować swoje szczęście na krzywdzie, bez
          > sensu...


          Wiesz, mi na przyklad tez zawsze podobali sie starsi mezczyzni. Moze wiec nie
          zawsze jest tak, ze rownolatek jest tym najbardziej odpowiednim? Nie pomyslalas
          o tym?
          Niektorzy szukają milosci całe zycie i nie znajdują. Niektórzy znajdują ją w
          wieku 35 lat. Czy to zbrodnia? Jesli Magda nie poznala nikogo wczesniej to co
          miala wychodzic za maz za pierwszego lepszego, "zeby ludzie nie gadali?"
          Poza tym, ja bym traktowala jej byly zwiazek na rowni z malzenstwem. W koncu
          gdy sie z kims mieszka 7 lat to już prawie stare małżeństwo... A ze nie bylo
          ceremonii zaobraczkowania - moze i lepiej skoro potem są takie jazdy...

          Debra
          • Gość: habitus Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.03, 18:11
            Magda jest ofiarą, ale nie exżony tylko tego pana, nazywanego "ukochanym"
            roboczo. Szkoda mi jej, bo gość jest palantem, a Magda woli żyć złudzeniami i
            obudzić się któregoś ranka stara, chora i nikomu niepotrzebna. Dokładnie tak
            jak poprzednia "miłość" wspomnianego ukochanego. Kobiety powinny trzymać się
            razem. Tak robią mężczyźni i dobrze na tym wychodzą. Każdy dzień z tym panem
            odsuwa Magdę od jej prawdziwego ukochanego. Po co tkwić w takim układzie?
        • dorotka1970 Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... 16.09.03, 18:15
          Gość portalu: habitus napisał(a):

          > Hm, trzy lata. Fascynacja seksualna to wg lekarzy około 4 lat.
          -
          • habitus Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... 16.09.03, 18:27
            dorotka1970 napisała:

            > Moje zdanie:
            > Nie popieram rozbijania malzenstw, to oczywiste. Ale sa takie, ktore po
            prostu
            > nie przetrwaja proby czasu. Milosci NIGDY nie zatrzymasz na sile. Nie dziwie
            > sie eks-zonie, ze nie stara sie wszystkiego ulatwic. Dlaczego mialaby? Nie
            > zgadzam sie ze stwierdzeniem, ze autorka watku zabiera jej 20 lat zycia i
            > wspomnienia - TEGO NAM NIKT NIGDY NIE ODBIERZE. Ale i nie zwroci. Zycie toczy
            > sie dalej. Dobrze, ze facet nie chce zostawic jej bez srodkow do zycia. Wina
            > rozpadu malzenstwa jest po jego stronie i trzeba cene zaplacic.

            Zgadzam się w 100 procentach.
            Ale Magda nie jest żoną, a poświęca się jak żona. Facet jest nierzetelny i
            Magda zawsze się będzie bała, że ją spotka to co poprzednią partnerkę.
            Podświadomie!
            O tym wspominam pisząc o budowaniu szczęścia na cudzym nieszczęściu. To miecz
            Damoklesa! I to jest Magdy cena za odbicie męża innej kobiecie. Im prędzej się
            z tym pogodzi tym spokojniejsza będzie i przestanie obwiniać swoją
            poprzedniczkę.
            Nie będzie też idealizować swojego partnera, co oszczędzi jej później wielu
            rozczarowań. Pozdrawiam.
            • Gość: Triss Merigold Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... IP: *.acn.waw.pl 16.09.03, 22:14
              Również zgadzam się z powyższym. Magda wiedziała, że facet jest żonaty od wielu
              lat i ma dzieci.Miłość rzadko kiedy spada jak grom z jasnego nieba, trzeba jej
              trochę pomóc chociażby przyzwalając na kontakty. Nie układało się - stara
              gadka, osobne sypialnie - wiele kochających się par ma osobne pokoje bo lubi i
              potrzebuje np. ciszy. Cena emocjonalna jaką Magda musi zapłacić jest jak
              najbardziej właściwa. Brzmi brutalnie ale spróbowałam postawić się na miejscu
              50-letniej kobiety, która - w przeciwieństwie do tego pana - już nie ma szans
              na nową rodzinę. Gardziłabym własnym ojcem gdyby przyprowadził i założył nowy
              dom z o 15 czy 20 lat młodszą kobietą.
      • moniczka_28 Do Jagi 18.09.03, 02:52
        Gość portalu: jaga napisał(a):

        > Ty prosisz o wsparcie?

        Jak ktos prosi o wsparcie to w dobrym tonie byloby albo takowego udzielic, albo
        sie nie odzywac. Każdy ma prawo o cos prosic. Jesli tej prosby nie mozna
        spelnic to trudno, ale kazanie nie jest tu na miejscu.
        Magda nie radzi sie żadnej z nas, czy zrobila dobrze. Ona prosi o slowa otuchy.
        I powinna je od nas otrzymac - każdy ma zle dni i chwile zwątpienia.

        Monika
        • pilea Re: Do Jagi 18.09.03, 13:40
          moniczka_28 napisała:

          > Gość portalu: jaga napisał(a):
          >
          > > Ty prosisz o wsparcie?
          >
          > Jak ktos prosi o wsparcie to w dobrym tonie byloby albo takowego udzielic,
          albo
          >
          > sie nie odzywac. Każdy ma prawo o cos prosic. Jesli tej prosby nie mozna
          > spelnic to trudno, ale kazanie nie jest tu na miejscu.
          > Magda nie radzi sie żadnej z nas, czy zrobila dobrze. Ona prosi o slowa
          otuchy.
          >
          > I powinna je od nas otrzymac - każdy ma zle dni i chwile zwątpienia.
          >
          > Monika

          POPIERAM,POPIERAM,POPIERAM
    • Gość: DJMarkski Tak juz maja ci z odzysku. IP: *.tnt38.ewr3.da.uu.net 16.09.03, 23:38
      no comment
    • Gość: lolyta Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... IP: *.mia.bellsouth.net 17.09.03, 18:41
      Gość portalu: Magda napisał(a):

      >
      > Ale jesli teraz wezmie wine za rozpad malzenstwa na siebie, ona bedzie miala
      > podstawe prawna zeby żądać jeszcze wiecej i więcej (jej o to wlasnie chodzi i
      > raczej nie odpusci).
      > Jesli zas nie wezmie winy na siebie, rozwod bedzie sie ciagnal latami...

      Ale czegoz innego oczekujesz? Ze nagle ona mu da rozwod ot, tak sobie, zeby mu
      ulatwic start na nowej drodze zycia? Przejrzyze na oczy, kobieto: ten rozwod
      JEST z jego winy. Gdyby bylo inaczej, gdyby to malzenstwo faktycznie juz bylo
      fikcyjne itd, to rozwiedliby sie juz dawno, nie czekajac na to, az Twoj luby
      bedzie mial do kogo odejsc.
      • moniczka_28 Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... 18.09.03, 02:34
        Gość portalu: lolyta napisał(a):

        > Gość portalu: Magda napisał(a):
        >
        > >
        > > Ale jesli teraz wezmie wine za rozpad malzenstwa na siebie, ona bedzie mia
        > la
        > > podstawe prawna zeby żądać jeszcze wiecej i więcej (jej o to wlasnie chodz
        > i i
        > > raczej nie odpusci).
        > > Jesli zas nie wezmie winy na siebie, rozwod bedzie sie ciagnal latami...
        >
        > Ale czegoz innego oczekujesz? Ze nagle ona mu da rozwod ot, tak sobie, zeby
        mu
        > ulatwic start na nowej drodze zycia? Przejrzyze na oczy, kobieto: ten rozwod
        > JEST z jego winy. Gdyby bylo inaczej, gdyby to malzenstwo faktycznie juz bylo
        > fikcyjne itd, to rozwiedliby sie juz dawno, nie czekajac na to, az Twoj luby
        > bedzie mial do kogo odejsc.

        Zawsze sie łatwiej odchodzi, jak jest gdzie. Taki life.
        A poza tym wiele par rozchodzi się własnie wtedy gdy dzieci dorastają,
        wyprowadzaja sie z domu. Juz nic jej/jego (róznie bywa) nie trzyma w tym
        zwiazku.

        M.
    • sharon_s zgadzam sie z pajda i lolyta 17.09.03, 19:18
      dlaczego magdo oczekujesz, ze zostawi was w spokoju????'
      po prostu czuje, ze zniszczylas jej zycie. wcale jej sie nie dziwie. podziwiam,
      ze ma tyle sil, zeby walczyc, a nie popadla w bierna depresje. wyobraz sobie
      siebie w jej roli. Ciebie by nie bolalo???
      • sharon_s dla mnie zaobraczkowany facet jest 17.09.03, 19:41
        poza kregiem moich zainteresowan, no chyba ze do seksu, to zalezy od sytuacji.
        w kazdym razie czesto te kobiety, ktore odbijaja innym mezow sa bardzo
        religijne i na przyklad wierza, tak jak im ksiadz powiedzial, ze geje sa beee,
        ale jesli chodzi o odbijanie facetow to wykazuja sie skrajnym egoizmem. nie
        wiem wogole jak mozna sie zainteresowac zonatym facetem. to wyniak chociazby z
        czystego lenistwa i nie komplikowania sobie zycia. moze lepiej byc samej.
        • moniczka_28 Re: dla mnie zaobraczkowany facet jest 18.09.03, 02:35
          sharon_s napisała:

          > poza kregiem moich zainteresowan, no chyba ze do seksu,

          A to się nazywa podwójna moralność.

          > to zalezy od sytuacji.
          > w kazdym razie czesto te kobiety, ktore odbijaja innym mezow sa bardzo
          > religijne i na przyklad wierza, tak jak im ksiadz powiedzial, ze geje sa
          beee,
          > ale jesli chodzi o odbijanie facetow to wykazuja sie skrajnym egoizmem. nie
          > wiem wogole jak mozna sie zainteresowac zonatym facetem.

          Widac można:)))

      • moniczka_28 A ja nie! 18.09.03, 02:31
        sharon_s napisała:

        > dlaczego magdo oczekujesz, ze zostawi was w spokoju????'

        Ja uwazam, ze jesli mialaby troche dumy i honoru to by dala sobie spokój.
        Chocby po to, aby wyjsc z tej sytuacji z twarzą. Przeciez kobiety zachowujac
        sie tak jak owa Pani po prostu kompromitują sie - dziewczyny, trochę
        opamiętania!!!


        > po prostu czuje, ze zniszczylas jej zycie. wcale jej sie nie dziwie.
        podziwiam,
        >
        > ze ma tyle sil, zeby walczyc, a nie popadla w bierna depresje. wyobraz sobie
        > siebie w jej roli. Ciebie by nie bolalo???
        >

        Ale o co ona walczy? O cos co juz sie skonczylo? Przeciez tak naprawde tylko
        ulatwia mezowi odejscie i utwierdza go w przekonaniu ze dobrze zrobil.
        Niech zachowa choc odrobine godnosci. Ja tam mysle, ze kazdego by bolalo, ale
        zycie toczy sie dalej. Przeciez to po prostu glupie, zeby zajmowac sie tym co
        wyczynia eks partner i jego obecna, gdy zycie w tym czasie ucieka!!!

        Monika (druga zona swojego trzeciego meza)
        • Gość: pulcheriaa Zgadzam się IP: *.szczecin.pl 18.09.03, 08:45
          z Moniczką. Nie jestem zwolenniczką polowania na mężów i małżeńskich trójkątów
          etc. Co więcej, również nie mam szacunku do kobiet, które Rozbijają małżeństwa.
          Ale czy warto walczyć o te ochłapy uczucia, które może rzucić niewierny
          małżonek? Rozumiem, że to ogromny wstrząs, a w skali pkt generujących stres na
          100 pkt ma ponad 70, ale świat kręci się dalej i na panu Kowalskim życie się
          nie kończy! Każdej może odbić palma, ale potem powinno przyjść opamiętanie.
          Atrakcyjność kobiety, wbrew powszechnemu ich przekonaniu, nie zaczyna i nie
          kończy na młodości i urodzie! Pada takie zdanie, że te porzucone nie ułożą
          sobie życia i zostaną same. Najcześciej dlatego, że biczują się wspomnieniami o
          podłym zdrajcy, którego zycie bardziej je fascynuje niż cokolwiek innego.
          Należy pamiętać, że krytyka chorobliwych zachowań porzuconych żon to jedna
          sprawa, a dyskusja na temat słuszności postępowania ich mężów to druga.
          A poza tym :Od wrednego, nie kochającego męża można odejść, ale w odwrotnej
          sytuacji to już nie? Nie można zakładać, że wszyscy faceci łżą i szukają
          młodych dup (przepraszam za wyrażenie), bo im się stara sprzykrzyła.
          • habitus Re: Zgadzam się 18.09.03, 08:50
            Krzepiące:)) Pozdrawiam.
            • pulcheriaa Re: Zgadzam się 18.09.03, 09:35
              ";))" - To zapewne sarkazm?
              Dodam tylko, że wina jest stopniowalna i nie należy przykładać tej samej miary
              do każdego przypadku. Stara spiewka "faceci to tchórze". Ja bym jeszcze dodała,
              że b.wygodni tchórze. Pewnie dlatego zwlekał z rozwodem. Kiedy mój eks puścił
              mnie w trąbę do ostatniej chwili myślałam, że wszystko jest dobrze. Co prawda
              nie było to 25 lat stażu, ale i w mojej sytuacji nie przyszło mi do głowy (no
              może, ale na myślach się skończyło), by babsko szarpać "mój Ci on!". Zaliczyłam
              co prawda kilka nocnych "spacerów" pod jego nowym domem, ale to wszystko.
              Nadmienie, że o tym niechlubnym zajściu wiem tylko ja i pare osób z tego forum.
              Może i miałam chęć wyrwać mu te jego..;), ale co z tego. Dzieci nie było.

              pozdrawiam
              • habitus Re: Zgadzam się 18.09.03, 10:09
                A dlaczego nie przyznać sobie prawa do wściekłości? Co, nie należy się? Dzieci
                nie było, ale zabolało tak samo. Nie uwierzy ten, kogo sytuacja odrzucenia
                ominęła. Dodam - na razie. Kopniak zadany miłości własnej boli okrutnie i nie
                ma co udawać, że chęć zemsty jest poniżej naszej godności. No, chyba że nie
                boli...
                • Gość: pulcheriaa Re: Zgadzam się IP: *.szczecin.pl 18.09.03, 10:51
                  Dlaczego? Bo jeśli sama nie będę się szanować, inni też tego nie zrobią. A poza
                  tym nastawienie " raczej umrę niż dam wam spokój" na dłuższą metę jest co
                  najmniej chorobliwe. I zazwyczaj kończy się źle dla atakującego. Walczyć,
                  owszem, jeśli jest o co, ale być uciążliwym,żeby sobie ulżyć to poniżające.
                  Przynajmniej dla mnie. Nawet zła energię można spożytkować. A zresztą. I tak
                  większość tu nie wie o czym pisze, bo rozwód jest jedynie jednym z sennych
                  koszmarów wiszących nad ich związkami. Czyta teoria. I dobrze.
                  • Gość: habitus Re: Zgadzam się IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.09.03, 10:58
                    Gość portalu: pulcheriaa napisał(a):

                    > Nawet zła energię można spożytkować. A zresztą. I tak
                    > większość tu nie wie o czym pisze, bo rozwód jest jedynie jednym z sennych
                    > koszmarów wiszących nad ich związkami. Czyta teoria. I dobrze.
                    Dlatego uważam, że nie warto udawać, że nic się nie stało. Trzeba płakać,
                    krzyczeć, rozpaczać żeby szybko uwolnić się od żalu. Nie konserwować w sobie
                    złych uczuć, bo one szkodzą przede wszystkim nam.
                    Przeżyć i żyć dalej.
                  • moniczka_28 Do Pulcheriaa 18.09.03, 19:26
                    Gość portalu: pulcheriaa napisał(a):

                    > Dlaczego? Bo jeśli sama nie będę się szanować, inni też tego nie zrobią. A
                    poza
                    >
                    > tym nastawienie " raczej umrę niż dam wam spokój" na dłuższą metę jest co
                    > najmniej chorobliwe. I zazwyczaj kończy się źle dla atakującego. Walczyć,
                    > owszem, jeśli jest o co, ale być uciążliwym,żeby sobie ulżyć to poniżające.
                    > Przynajmniej dla mnie. Nawet zła energię można spożytkować. A zresztą. I tak
                    > większość tu nie wie o czym pisze, bo rozwód jest jedynie jednym z sennych
                    > koszmarów wiszących nad ich związkami. Czyta teoria. I dobrze.


                    Z uwagą przeczytałam o Twoich doświadczeniach. Moje są bardzo podobne, wiec
                    doskonale Cie rozumiem. Ja podbnie jak Ty również po odejściu mojego meza nie
                    zniżyłam się do poziomu opisywanej w poscie Magdy pani. I jestem z siebie
                    dumna. Wiem, że jestem ponad to. Również uważam ze każdą energię należy
                    spożytkować. Trzeba żyć dalej i nie oglądać się za siebie. Mnie moje przejscia
                    bardzo wzmocily i pozwolily spojrzec na wszystko obiektywnie. Wina nigdy nie
                    leży po jednej stronie, choć czasem trudno to przyjąć...
                    Ale z odejsciem faceta należy si pogodzić i... żyć dalej. Otworzyc sie na ludzi
                    i nowe związki. A nie zajmowac się sprawami prywatnymi swojego eks. Przecież to
                    maschizm:)

                    Pozdrawiam,
                    Monika

                    • sharon_s Moniczko 18.09.03, 19:54
                      LUdzie sa rozni!!!!! jesli ty czegos nie zrobilas, to nie znaczy, ze ktos ma
                      tego tez nie robic. mOze ta byla zona woli rozladowac swoja wscieklosc i miec
                      satysfakcje, chociazby z tego, ze ta nastepna moze przeslac taki list na te
                      liste dyskusyjna.
                    • Gość: pulcheriaa Snucie domysłów IP: *.szczecin.pl 19.09.03, 10:02
                      Moim zdaniem taka dyskusja z góry skazana jest na niepowodzenie. Większość
                      piszących tu ma młody staż małżeński /konkubinacki i nie potrafi wyobrazić
                      sobie, by cokolwiek mogło zakłóc ich szczęsciu, nie wyobrażają sobie życia beż
                      swojej drugiej połówki. A Rozwód to bardzo złożony temat.
                      Zapominamy, że przysięga małżeńska nie zapewni nam dozgonnej miłości, ale może
                      zapewnić szczęśliwe małżeństwo. Tak naprawdę sens tych słów zaczynamy rozumieć
                      z biegem lat.
                      Dla mnie małżeństwo to przede wszystkim związek dusz, więzy rodzinne a w
                      dalszej kolejności umowa cywilno-prawna. Sama się sobie dziwię jak z upływem
                      czasu godzę się na rzeczy, na które wcześniej bym nie przystała. To chyba
                      nazywa się tolerancja? ;) Nie należe do osób ekspansywnych, nie umiem rozpychać
                      sie łokciami, ale o swoje małżeństwo jestem w stanie walczyć jak lwica. Kłopoty
                      w domu najczęściej nie zaczynają się od kochanek. Zresztą to taki idealny
                      kozioł ofiarny. Nie trzeba przyznawać się do swoich błędów, wystarczy całą wina
                      obarczyć obcą babę. I co najważniejsze, lat spędzonych na kłótni i wiecznym
                      ścieraniu się nie naprawimy w jeden wieczór, jak to nam się wydaje.


                      Dochodzę do wniosku, że ten 50-letni pan albo nie ma przysłowiowych jaj, że
                      rozwodzi się dopiero teraz albo rzeczywiście nie było mu tak żle w tym
                      małżenstwie? W dalszym ciągu nie znajduję powodów do szarpania Magdy.
                      A zreszta : Nie da się tego ocenić, kiedy nie zna się tej sytuacji.

                      pozdrawiam


                      • Gość: aly racja n/t IP: 62.121.128.* 19.09.03, 10:24
                    • Gość: pulcheriaa Re: Do Pulcheriaa IP: *.szczecin.pl 19.09.03, 10:07
                      P.S. Jetsem chyba upośledzona emocjonalnie, ale jestem zbyt dumna, by poniżać
                      się przed obcą babą, zwłaszcza zwykła dziwką - jak tu określa się nowe kobiety
                      mężów. Owszem, nie mogłabym zaprzyjażnić się z eks, nie wybaczyłabym mu, ale
                      rola prześladowcy jest nie dla mnie. To on jest świnią, jeśli tamta jest nic
                      nie warta, to jest podwójną świnią.
        • sharon_s Re: A ja nie! 18.09.03, 18:18
          >> Ja uwazam, ze jesli mialaby troche dumy i honoru to by dala sobie spokój.
          > Chocby po to, aby wyjsc z tej sytuacji z twarzą. Przeciez kobiety zachowujac
          > sie tak jak owa Pani po prostu kompromitują sie - dziewczyny, trochę
          > opamiętania!!!


          no chyba zartujesz. czy w takiej sytuacji ktos wogole sie zastanawia co to jest
          wyjscie z twarza i honor??? to pani, ktora sie przyczepila na trzeciego nie ma
          za grosz twarzy ani honoru. zreszta zauwaz, ze faceci jeszcze gorzej reaguja w
          takich sytuacjach. jak zona odchodzi do innego faceta, po prostu maz jej
          przywala tak, zeby zapamietala na cale zycie. od kobiet wymaga sie, zeby dala
          spokoj, zeby ¨¨zachowac twarz´´. to jest bzdura.
          > >
          >
          > Ale o co ona walczy? O cos co juz sie skonczylo? Przeciez tak naprawde tylko
          > ulatwia mezowi odejscie i utwierdza go w przekonaniu ze dobrze zrobil.

          wcale nie. po prostu daje do zrozumienia, ze w zaleznosci od okolicznosci ta
          druga moze byc wymieniona na trzecia. przeciez o to wlasnie sie boi ta druga,
          ze NIE pRZETRWAJA!!!!

          > Niech zachowa choc odrobine godnosci. Ja tam mysle, ze kazdego by bolalo, ale
          > zycie toczy sie dalej. Przeciez to po prostu glupie, zeby zajmowac sie tym co
          > wyczynia eks partner i jego obecna, gdy zycie w tym czasie ucieka!!!


          ale sama piszesz, ze kazdego by bolalo. ona ma po prostu taka metode walki z
          bolem itp. zreszta znamy opowiesc tylko jednej strony, a moze tez chodzi o to,
          ze maz nie wywiazuje sie ze spraw finansowych.
          > Monika (druga zona swojego trzeciego meza)
          i czym tu sie chwalic??


          • Gość: aly Re: A ja nie! IP: 62.121.128.* 19.09.03, 10:19
            "> ona ma po prostu taka metode walki z bolem itp. "

            -alez gadasz glupoty,
            mnie tak boli jak czytam co piszesz ze chyba ci posle kilkadziesiat wirusow na
            skrzynke na poczatek-bo takie mam metody! /???/ i co? usprawiedliwiona
            bede!;)))))

            • sharon_s Re: A ja nie! 19.09.03, 18:35
              > -alez gadasz glupoty,
              > mnie tak boli jak czytam co piszesz ze chyba ci posle kilkadziesiat wirusow
              na
              > skrzynke na poczatek-bo takie mam metody! /???/ i co? usprawiedliwiona
              > bede!;)))))


              ale czy ja swoimi listami schrzanilam Ci zycie????
              • sharon_s Re: A ja nie! 19.09.03, 18:46
                kazdy ma swoja metode i tyle.::))()
    • Gość: mona Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... IP: *.zab.citynet.pl / *.citynet.pl 17.09.03, 19:54
      Magdo .Zyczę Ci w tym związku wszystkiego co najgorsze !! Zniszczyłaś
      małżeństwo. Swiętość . Jakie ono by nie było tobie nic do tego. Jego żonie
      życzę wytrwałości w walce co swoje. jestem bezwzględna w takich sprawzch. Nigdy
      nie zbudujesz szczęścia na nieszczęściu innych. To prwada stara jak świat.Nigdy
      nie będziesz szczęśliwa.
      • moniczka_28 Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... 18.09.03, 02:23
        Gość portalu: mona napisał(a):

        > Magdo .Zyczę Ci w tym związku wszystkiego co najgorsze !! Zniszczyłaś
        > małżeństwo. Swiętość . Jakie ono by nie było tobie nic do tego. Jego żonie
        > życzę wytrwałości w walce co swoje. jestem bezwzględna w takich sprawzch.
        Nigdy
        >
        > nie zbudujesz szczęścia na nieszczęściu innych. To prwada stara jak
        świat.Nigdy
        >
        > nie będziesz szczęśliwa.

        Boże jaką Ty jesteś jędzą:))) Spokojnie... Małzenstwo to instytucja, nie zadna
        tam swietość. Oczywiscie instytucje tą należy traktowac z naleznym jej
        szacunkiem (jak kazdą instytucję), ale nie popadajmy w skrajnosci. Zwiazek
        malzenski, czy na kocią łapę - tak naprawde wazne jest jedynie jak sie miedzy
        ludzmi uklada, czy są ze sobą szczesliwi, czy maja w sobie oparcie. Jesli nie -
        mówi sie dziekuje i zamyka za sobą drzwi. Zwlaszcza, gdy nie ma sie dzieci lub
        są już dorosłe. Nie ma sensu budzić sie co rano koło człowieka, który staje się
        coraz bardziej obcy...
        Niestety wiele kobiet uwaza tak jak Ty: Malzenstwo, rzecz swieta i
        nierozerwalna. Przysiegal wiec musi byc ze mną, bez wzgledu na wszystko.
        Niewazne jaką dla niego jestem żoną czy kochanką, jak wygladam, co soba
        reprezentuje.
        A potem sie dziwią że facet daje noge...
        No i jest wtedy zwalanie winy na jego szalejące hormony - bo przeciez jesli
        odszedl to tylko albo mu odbilo, albo jakas siksa okrecila go sobie wokol palca
        (a on glupi wiec sie dał). No i mamy calkowita jasność sytuacji:)))

        Monika
        • Gość: amber Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... IP: *.tns.pl 18.09.03, 07:49
          Moniczko napisałaś dokładnie to co i ja myślę, nic dodać, nic ująć.
          Pozdrawiam.
        • capa_negra Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... 18.09.03, 13:37
          Bardzo zdrowe podejście - zgadzam sie z toba moniczko na "całej lini"
    • Gość: a psik Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... IP: *.zrpa.com / *.zrpa.com 17.09.03, 20:09
      napisals :
      >Nie chce, aby ktos non-stop ingerowal w nasze
      zycie, roscil sobie do niego jakies prawa<

      a co ty zrobilas ? - zaingerowals w zycie tej kobiety, praktycznie jej je
      zniszczylas....a dla siebie chcesz "tylko" szczescia kosztem jej zycia.
      • Gość: debra Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.09.03, 02:02
        Gość portalu: a psik napisał(a):

        > napisals :
        > >Nie chce, aby ktos non-stop ingerowal w nasze
        > zycie, roscil sobie do niego jakies prawa<
        >
        > a co ty zrobilas ? - zaingerowals w zycie tej kobiety, praktycznie jej je
        > zniszczylas....a dla siebie chcesz "tylko" szczescia kosztem jej zycia.

        A moze to ta kobieta sama, tak jak i wiele innych znieszczyla swoje zycie? Moze
        od dawna im sie nie ukladalo, a ona nie robila nic by ratowac ten związek? Moze
        ten facet juz wiele razy chcial od niej odejsc? A moze nawet juz odchodzil
        tylko wracal, bo dzieci były jeszcze małe?
        A może miala szanse nawet po jego odejsciu uratowac ten zwiazek, ale swoim
        zachowaniem zaprzepascila wszystko? Tego nie wiemy...
        Wiem natomiast ze walka w takiej sytuacji, calkowita negacja eks partnera,
        wyrzuty w stylu "znieszczyles mi zycie" i inne ostre jazdy tylko pomagaja
        drugiej stronie odejsc...

        Debra
    • Gość: a psik Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... IP: *.zrpa.com / *.zrpa.com 17.09.03, 20:23
      a ha jeszcze jedno - zgodnie z obowiazujacym w krajach zachodnich nazewnictwem
      w takiej sytuacji bedziesz sie nazywala :
      trophy wife
      • moniczka_28 Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... 18.09.03, 02:08
        Gość portalu: a psik napisał(a):

        > a ha jeszcze jedno - zgodnie z obowiazujacym w krajach zachodnich
        nazewnictwem
        > w takiej sytuacji bedziesz sie nazywala :
        > trophy wife

        Bardzo ciekawe okreslenie. Ale jest ono chyba uzywane jedynie w wąskich gronach
        zdesperowanych ryczacych czterdziestek, bo bylam w różnych "krajach zachodnich"
        i jakos nie slyszalam nic takiego.

        Druga żona swojego trzeciego męza (Tak juz mam ze nie potrafie pójsc do łóżka z
        facetem, który nie jest moim męzem:)))
        • Gość: habitus Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.09.03, 08:10
          Moniczko (hm, jaki nick, sugeruje słodkie kobieciątko), pewnie się zdziwisz ale
          i ty bedziesz kiedyś miała 40 lat, a potem 50 i więcej. Każda z nas myśli, że
          jej to nie dotknie, że ona będzie zawsze zadbana, atrakcyjna, nie nabije
          sobie "punktów ujemnych" awanturami z zazdrości. Kontrowersje między kobietami -
          żonami a kobietami - "nieżonami" są na rękę mężczyznom. Jeżeli chcesz się
          wczuć w rolę wyobraź sobie następującą scenę: Twój mężczyzna przyprowadza do
          domu 19-letnią Sandrunię (to nic, że ma już Moniczkę, ją przecież też kocha).
          Jesteś trochę zdziwiona, ale zgodnie z przekonaniami nie robisz awantur. Facet
          pyta, czy Sandrunia ci się podoba: Zobacz jakie ma oczki, jakie ma nóżki
          zgrabne. No co tak stoisz, zrób jej herbatkę i kanapeczkę. I nie brzęcz tak
          głośno tymi garami, bo Sandruni chce się spać. Tak się zachowują rodzice, gdy
          pojawia się drugie dziecko. Mamy zazdrość wdrukowaną w osobowość. U jednych
          wyzwala się ona szybko jak pożar, u innych budzi się wolno z powodu
          początkowego zaskoczenia. Też jej doświadczysz, bo czy chcesz, czy nie nawet
          jeśli cały czas będziesz seksowna, zadbana i cool twój mężczyzna będzie chciał
          odmiany. Jeżeli nie zbudujesz więzi - poniesiesz klęskę. Więź powstaje tylko w
          trwałym związku. Kobiety instynktownie to czują, dlatego chcą być żonami a nie
          kochankami. Te, które zaprzeczą - albo są pokaleczone w nieudanych związkach
          albo łżą. I teraz przykra prawda: Każde, najpiękniejsze nawet ciało, kiedyś się
          ZNUDZI. Dlatego więź to nie zmumifikowana uroda+seks tylko coś innego. Pamiętaj
          o tym zawsze, kiedy napiszesz liczbę 40 :)
          • Gość: Iw Do Habitusa IP: *.siedlce.sdi.tpnet.pl 18.09.03, 09:19
            Bardzo mądrze napisane. Ale i czasami zbudowana bliska więź nie uchroni przed
            zdradą. Przeważy chęć zasmakowania czegoś po prostu innego. Zatem nie tylko
            atrakcyjność lub jej brak albo stworzenie więzi uchronią. Takie są moje moje
            przemyślenia. Możemy robić wszystko a i tak na niewiele mamy wpływ. Pozdrawiam
            • habitus Re: Do Habitusa 18.09.03, 09:30
              Myślę tak samo. Jest coś takiego jak dynamika związku i te relacje wciąż się
              zmieniają, wciąż przychodzą "nowe dane" o bliskiej osobie... Nie ma mądrych.
          • moniczka_28 Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... 18.09.03, 11:33
            Gość portalu: habitus napisał(a):

            > Moniczko (hm, jaki nick, sugeruje słodkie kobieciątko), pewnie się zdziwisz
            > ale

            Liczba w nicku nie zawsze oznacza wiek:) Po prostu 28 zawsze bylo moją
            szczesliwą liczbą. Nawet urodzilam sie 28 dnia mniejsza ktorego miesiaca. Ale i
            tak zawsze jest mi milo jak mi inni odjmują kilka lat:)))

            >
            > i ty bedziesz kiedyś miała 40 lat, a potem 50 i więcej. Każda z nas myśli, że
            > jej to nie dotknie, że ona będzie zawsze zadbana, atrakcyjna, nie nabije
            > sobie "punktów ujemnych" awanturami z zazdrości.

            Tu nie trzeba mysleć. Tu trzeba nad tym ciezko pracować.

            > Kontrowersje między kobietami -
            > żonami a kobietami - "nieżonami" są na rękę mężczyznom. Jeżeli chcesz się
            > wczuć w rolę wyobraź sobie następującą scenę: Twój mężczyzna przyprowadza do
            > domu 19-letnią Sandrunię (to nic, że ma już Moniczkę, ją przecież też kocha).
            > Jesteś trochę zdziwiona, ale zgodnie z przekonaniami nie robisz awantur.
            Facet
            > pyta, czy Sandrunia ci się podoba: Zobacz jakie ma oczki, jakie ma nóżki
            > zgrabne. No co tak stoisz, zrób jej herbatkę i kanapeczkę. I nie brzęcz tak
            > głośno tymi garami, bo Sandruni chce się spać. Tak się zachowują rodzice, gdy
            > pojawia się drugie dziecko. Mamy zazdrość wdrukowaną w osobowość. U jednych
            > wyzwala się ona szybko jak pożar, u innych budzi się wolno z powodu
            > początkowego zaskoczenia. Też jej doświadczysz, bo czy chcesz, czy nie nawet
            > jeśli cały czas będziesz seksowna, zadbana i cool twój mężczyzna będzie
            > chciał odmiany.

            No wiesz raczej w życiu nie bywa tak jak piszesz. Wszystko jest wynikiem
            czegos. Mam jeden rozwód za sobą i doskonale zdaje sobie sprawe z tego, ze
            wczesniej bylo bardzo duzo przeslanek mowiacych, ze cos powinnam zmienic
            (zaczac wiecej czasu poswiecac swojemu mezczyznie, nie tylko praca i praca,
            okazac mu wiecej czulosci, znalezc wiecej czasu na rozmowe itd.). Mezczyzna
            owszem szuka odmiany (stad takim powodzeniem ciesza sie rozmaite burdle), ale
            rzadko z tego powodu odchodzi. Mezczyzna tak jak i kobieta odchodzi gdy w
            zwiazku czuje sie zle, a z partnerem coraz mniej ich laczy. A czesciej odchodzi
            facet tylko dlatego, ze latwiej mu sobie ulozyc zycie od nowa, czesto ma lepsza
            sytucje finansową (kobieta która jest zależna finansowo od mężczyzny nie
            odejdzie, bo i dokąd).
            Niestety wiele kobiet (tak jak i ja wczesniej) są zbyt zajete swoimi sprawami
            (pracą lub chodzeniem na zakupy - co kto lubi) aby zwrócić uwage co się
            naprawdę dzieje w związku. Taka prawda. A potem wielkie zdzwienie i płacz...
            Tylko ze trzeba dorosnac, zby to zrozumiec.

            > Jeżeli nie zbudujesz więzi - poniesiesz klęskę. Więź powstaje tylko w
            > trwałym związku.

            Zdadzam sie w zupełnosci. W zwiazku wieź jest podstawą. Obserwuje wiele
            związków gdzie takowa więź jest bardzo silna i facet ani mysli odchodzic, choc
            partnerka juz nie pierwszej mlodosci i nie tak atrakcyjna jak kiedys. Ale
            przeciez nie to jest wazne - nikt o zdrowych zmyslach zycie na d... nie buduje!
            Idac dalej - w zwiazku gdzie jest prawdziwa wiez, nie ma miejsca na tą trzecią.
            A nawet jak mezczyznie zdazy sie skok w bok, to i tak raczej nie wyprowadza sie
            z domu do kochanki. Chyba, ze tej wiezi nie ma... Nie ma uczucia, rozmowy,
            przywiazania, reaowania na wzajemne potrzeby. Nie ma troski o tą drugą osobę.
            Zyje sie razem, ale jednak osobno. Czy w takiej sytuacji cos faceta trzyma w
            domu??? Gdybym byla facetem sama bym odeszla! To przeciez kobieta odpowida za
            cieplo w domu, to glownie my budujemy zwiazki i w najwiekszej mierze od nas
            zalezy jak beda one udane.

            > Kobiety instynktownie to czują, dlatego chcą być żonami a nie
            > kochankami. Te, które zaprzeczą - albo są pokaleczone w nieudanych związkach
            > albo łżą. I teraz przykra prawda: Każde, najpiękniejsze nawet ciało, kiedyś
            się
            >
            > ZNUDZI. Dlatego więź to nie zmumifikowana uroda+seks tylko coś innego.
            Pamiętaj
            >
            > o tym zawsze, kiedy napiszesz liczbę 40 :)

            Alez ja o tym wiem doskonale. Czytaj powyzej.

            Pozdrawiam,
            Monika
            • habitus Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... 18.09.03, 11:58
              moniczka_28 napisała:


              > Pamiętaj
              > >
              > > o tym zawsze, kiedy napiszesz liczbę 40 :)
              >
              > Alez ja o tym wiem doskonale. Czytaj powyzej.
              >
              > Pozdrawiam,
              > Monika
              Przeczytałam. Bardzo bym chciała, żeby było tak jak piszesz.
              Pozdrawiam.
    • Gość: Jagna Jak kocha to poczka a jak nie to niech nie zawraca IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 18.09.03, 02:37
      ........glowy
    • Gość: renia Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... IP: *.ath.spark.net.gr 18.09.03, 08:50
      Biorac sobie na partnera mezczyzne z przeszloscia, bierzesz sobie go razem z
      ta jego przeszloscia. Spojrz na to szerzej, z innej perspektywy. Wasza milosc
      rozwalila tamtej kobiecie wieloletnia stabilizacje. Nie jest to takie istotne,
      czy miedzy nimi byla milosc, czy tylko spokojne, pozbawione wzlotow , ale
      jednak wspolne, zycie. Prawdopodobnie jest to czlowiek, z ktorym ona miala sie
      zestarzec, ktory niezaleznie od tego czy sie kochali czy nie (czymze wlasciwie
      jest ta milosc po wielu latach... na pewno nie szalona namietnoscia jak z
      harlequina) bez ktorego ona teraz po prsotu czuje sie jak po amputacji.
      NAprawde najmniej wazne jest jak to nazwiemy, czy milosc, czy przyzwyczajenie,
      czy wygoda, czy tchorzostwo , wszystko jedno. Nie nam oceniac jej uczucia.
      Sednem sprawy jest to, ze nagle pojawilas sie Ty i wszystko jej spier...lilas
      w zyciu. Na stare lata kobieta zostala sama. JEj maz zrobil dokladnie to co
      nazywa sie wymiana modelu na mlodszy. Niby dlaczego w tej sytuacji ma Ci
      ulatwiac bycie szczesliwa z JEJ MEZEM??? Ja tez bym Wam niczego nie ulatwiala
      gdybym byla w jej sytuacji. JEsli rozwod to tak samo tylko z orzeczeniem o
      jego winie, przeciez to jego wina, a jesli nie jego, to przynajmniej twoja,
      dlaczego ona ma ustąpić pod tym wzgledem? Niestety, moze to wydaje Ci sie
      podle, ze ona Ci uniemozliwia sielanke, ale przede wszystkim to Ty wkroczylas
      i zrujnowalas jej zycie. W ten sposob prawdopodobnie juz nigdy zadna z was nie
      bedzie miala spokoju. Trudno, takiego sobie mezczyzne wybralas. Nie mozesz
      miec do nikogo zalu, choc rozumiem, ze go masz. A masz go tylko dlatego, ze
      nie widzisz nic poza czubkiem swojego wlasnego nosa.



      Gość portalu: Magda napisał(a):

      Po prostu chcemy byc
      > szczesliwi. Dlaczego to takie trudne???


      Dlatego, ze chcesz byc szczesliwa kosztem czyjegos nieszczescia. Dlatego to
      nie tylko trudne, ale przypuszczam ze w ogole niemozliwe.
      • mickey.mouse Reniu, nie zapedzasz sie za daleko ? 18.09.03, 08:55
        Dlaczego oceniasz dziewczyne tak jednoznacznie negatywnie ? W koncu gdyby facet
        byl szczesliwy w zwiazku ze swoja zona, za zadne skarby swiata nie odszedlby od
        nie do innej. Nie mozna oceniac tak jednoznacznie negatywnie.
        • Gość: renia Re: Reniu, nie zapedzasz sie za daleko ? IP: *.ath.spark.net.gr 18.09.03, 09:05
          Mickey Mouse, nie chodzi o to, ze ja oceniam jednoznacznie negatywnie Magde.
          Oceniam realnie, stawiam sie (tak sobie wyobrazam) w sytuacji tej zony.
          Kobieta ma ok 50 lat, pewnie z 25 malzenstwa, dorosle dzieci pewnie wyfrunely
          z gniazda i jakos tam ustabilizowane wyszystkie sprawy. Nie wiem czy
          jestszczesliwa, ale jest to jakis uklad, ktorego, zauwaz, ten mezczyzna tez
          nie przerwal poki nie spotkal panny o 15 lat mlodszej, zakochal sie, nagle
          wszystko przestalo miec znaczenie, wiec odchodzi do tej mlodszej zostawiajac
          kobiete, z ktora spedzil polowe zycia sama. I czego oczekuja? Ze ona powie ok
          mezu, skoro jestes teraz szczesliwy to mnie pozostaje sie tylko cieszyc? Nie,
          Mickey, ja ja rozumiem. Zostala sama, bez szans na ulozenie sobie juz zycia
          osobistego, ta 35 latka zrujnowala jej zycie, tak z pewnoscia to wyglada w
          oczach tej pozostawionej zony. Nie mowie, ze Magda zrobila to celowo, by
          kogokolwiek skrzywdzic, ale tak sie stalo, w moich oczach ta zona jest
          skrzywdzona, oszukana, wyrzucona na smietnik przez meza. Nie widze powodu, by
          ulatwiala cokolwiek nowej partnerce swojego meza. Nie mowie, ze zycze Magdzie
          czegokolwiek zlego, niech jej sie wiedzie, ale niestety rozumiem doskonale
          zone. A co do dzieci, ktore ona jakoby nastawia przeciwko Magdzie...
          Wyobrazajac sobie, ze moj ojciec postapilby w takie sposob , to nikt nie
          musialby mnie nastawiac, sama bym sie nastawila, nie chce juz mowic jak.

          • habitus Re: Reniu, nie zapedzasz sie za daleko ? 18.09.03, 09:15
            Gość portalu: renia napisał(a):

            Zostala sama, bez szans na ulozenie sobie juz zycia
            > osobistego, ta 35 latka zrujnowala jej zycie, tak z pewnoscia to wyglada w
            > oczach tej pozostawionej zony. Nie mowie, ze Magda zrobila to celowo, by
            > kogokolwiek skrzywdzic, ale tak sie stalo, w moich oczach ta zona jest
            > skrzywdzona, oszukana, wyrzucona na smietnik przez meza. Nie widze powodu, by
            > ulatwiala cokolwiek nowej partnerce swojego meza.

            Gdyby szanowny małżonek rozstał się z żoną PRZED znalezieniem sobie nowej
            miłości - sprawa byłaby czysta! Gdyby porozmawiali o jego wątpliwościach, może
            by się okazało, że to tylko kryzys i każde z nich dowiedziało się o uczuciach
            partnera tego, o czym dawno nie rozmawiali. Tutaj dekownik zwany ukochanym
            najpierw potajemnie utwierdził się w przekonaniu, że ma gdzie wylądować a potem
            dopiero odszedł od żony zaskoczonej. To tchórzliwe i nieszlachetne. A ukochany
            to oszust. A Magda sobie takiego cwaniaczka przyjęła i jeszcze pisze, że jest
            fantastyczny! Ludzie ludziom zgotowali ten los...


        • Gość: aly Re: Reniu, nie zapedzasz sie za daleko ? IP: 62.121.128.* 18.09.03, 09:16
          mickey.mouse napisał:

          > Dlaczego oceniasz dziewczyne tak jednoznacznie negatywnie ? W koncu gdyby
          facet> byl szczesliwy w zwiazku ze swoja zona, za zadne skarby swiata nie
          odszedlby od> nie do innej. Nie mozna oceniac tak jednoznacznie negatywnie.

          bo jak czytam normalne malzenstwo wg coponiektorych to takie w ktorym "czy sie
          stoi czy sie lezy -sie nalezy!" i mebel pt."maz" ma byc w tym a tym pokoju do
          smierci fizycznej( psychiczna i emocjonalna nikt przejmowal sie nie bedzie) .
          a jak tzw. maz -a raczej hydraulik, dostawca, kierowca, skarbonka i
          wyprowadzacz psa (przyznacie ze to bardzo pozadane cechy i ulatwiajace zycie -
          ciezko wiec z nich zrezygnowac tak po prostu) zdecyduje sie jednak oficjalnie
          odejsc i to o zgrozo! do mlodszej o kilka lat! - to przekleci byc maja oni
          oboje do piatego pokolenia co najmniej i zona nabywa prawa do dlugoletniej
          zemsty....
          zgroza.
          • Gość: renia Re: Reniu, nie zapedzasz sie za daleko ? IP: *.ath.spark.net.gr 18.09.03, 09:25
            Gość portalu: aly napisał(a):

            > mickey.mouse napisał:
            >
            > > Dlaczego oceniasz dziewczyne tak jednoznacznie negatywnie ? W koncu gdyby
            > facet> byl szczesliwy w zwiazku ze swoja zona, za zadne skarby swiata nie
            > odszedlby od> nie do innej. Nie mozna oceniac tak jednoznacznie negatywnie.
            >
            > bo jak czytam normalne malzenstwo wg coponiektorych to takie w ktorym "czy
            sie
            > stoi czy sie lezy -sie nalezy!" i mebel pt."maz" ma byc w tym a tym pokoju
            do
            > smierci fizycznej( psychiczna i emocjonalna nikt przejmowal sie nie bedzie) .
            > a jak tzw. maz -a raczej hydraulik, dostawca, kierowca, skarbonka i
            > wyprowadzacz psa (przyznacie ze to bardzo pozadane cechy i ulatwiajace
            zycie -
            > ciezko wiec z nich zrezygnowac tak po prostu) zdecyduje sie jednak
            oficjalnie
            > odejsc i to o zgrozo! do mlodszej o kilka lat! - to przekleci byc maja oni
            > oboje do piatego pokolenia co najmniej i zona nabywa prawa do dlugoletniej
            > zemsty....
            > zgroza.


            Aly nie unos sie tak. Jesli nie byli szczesliwi, to przeciez oboje nie byli
            szczesliwi. Gdyby nagle zona znalazla sobie faceta i wszysktro popieprzyla bo
            sie nagle zakochala i wisi jej reszta byloby to tak samo nie fair.
            • moniczka_28 Re: Reniu, nie zapedzasz sie za daleko ? 18.09.03, 11:41
              >
              > Aly nie unos sie tak. Jesli nie byli szczesliwi, to przeciez oboje nie byli
              > szczesliwi. .

              Nie do konca. Czasem jedna strona jest nieszczesliwa, a druga albo jest zbyt
              glupia, zeby to zauwazyc, albo jest jej tak wygodnie. Czyz to nie prawda, ze
              kobiety traktuja swoich mezów doklanie tak jak napisane wczesnij (to o tym
              hydrauliku, skarbonce, wyprowadzaczu dla psa)? Przeciez to swieta prawda!
              Tez mi sie tak zdarzalo:)))

              Monika
          • habitus Re: Reniu, nie zapedzasz sie za daleko ? 18.09.03, 09:27
            Gość portalu: aly napisał(a):

            >
            > bo jak czytam normalne malzenstwo wg coponiektorych to takie w ktorym "czy
            sie
            > stoi czy sie lezy -sie nalezy!" i mebel pt."maz" ma byc w tym a tym pokoju do
            > smierci fizycznej( psychiczna i emocjonalna nikt przejmowal sie nie bedzie) .
            > a jak tzw. maz -a raczej hydraulik, dostawca, kierowca, skarbonka i
            > wyprowadzacz psa (przyznacie ze to bardzo pozadane cechy i ulatwiajace zycie -
            > ciezko wiec z nich zrezygnowac tak po prostu) zdecyduje sie jednak oficjalnie
            > odejsc i to o zgrozo! do mlodszej o kilka lat! - to przekleci byc maja oni
            > oboje do piatego pokolenia co najmniej i zona nabywa prawa do dlugoletniej
            > zemsty....
            > zgroza.


            Z postów łatwo wywnioskować kto nie wierzy, że jego spotka taka przygoda jaka
            spotkała Żonę. Otóż każdego spotka. Dopiero wtedy można osądzać czy rozżalenie
            i chęć odwetu u oszukanej osoby są patologiczne, czy nie. Życzę ci Aly, żebyś
            potrafiła spokojnie i z godnością powiedzieć swojemu mężowi: odejdź z tą
            dwudziestolatką i bądźcie szczęśliwi. A mną się nie przejmuj, nie dziwię ci
            się, że wolisz jej ciało od mojego. Masz rację ja już jestem dla ciebie za
            stara. Jeżeli potrafisz (oczywiście jak rozumiem to będzie dla ciebie dopiero
            za wiele, wiele - pewnie z 10 - lat) to masz u mnie szacunku. A te 10 czy 15
            lat to mijają jak mgnienie oka...
            • habitus Re: Reniu, nie zapedzasz sie za daleko ? 18.09.03, 10:12
              habitus napisała:

              > za wiele, wiele - pewnie z 10 - lat) to masz u mnie szacunku. A te 10 czy 15
              > lat to mijają jak mgnienie oka...
              Miało być "dużo szacunku". Przepraszam.


            • Gość: aly Re: Reniu, nie zapedzasz sie za daleko ? IP: 62.121.128.* 18.09.03, 12:41
              > "Z postów łatwo wywnioskować kto nie wierzy, że jego spotka taka przygoda
              jaka > spotkała Żonę. Otóż każdego spotka."

              - kazdego?? no chyba przesadziles...;)) wierze ze gdzies jest jakis 1%....nie
              ma?? eeee...

              " Dopiero wtedy można osądzać czy rozżalenie > i chęć odwetu u oszukanej osoby
              są patologiczne, czy nie."

              - co innego rozzalenie i checi co innego faktyczne dzialanie

              " Życzę ci Aly, żebyś > potrafiła spokojnie i z godnością powiedzieć swojemu
              mężowi: odejdź z tą > dwudziestolatką i bądźcie szczęśliwi. A mną się nie
              przejmuj, nie dziwię ci> się, że wolisz jej ciało od mojego. Masz rację ja już
              jestem dla ciebie za > stara." /?????/

              - no chyba /sorry!/ cie pogielo- az taka masochistka nie jestem :))) , brac na
              litosc? zatrzymywac na sile kogos kto mnie nie chce? moze wystarczy kilka
              mocniejszych slow na do-widzenia? hem? niedoswiadczonam o porade pytam...

              " Jeżeli potrafisz (oczywiście jak rozumiem to będzie dla ciebie dopiero
              > za wiele, wiele - pewnie z 10 - lat) to masz u mnie szacunku. A te 10 czy 15
              > lat to mijają jak mgnienie oka..."

              - uplywem czasu mnie nie strasz . nie obiecam ci ze lepszy bedzie swiat za te
              10 i 15 lat,:)) i nie moge ci zareczyc jak sie wtedy zachowam. ale nikogo na
              sile przy sobie nie trzymam a zemsta szkodzi bardziej mnie niz im ..
              hipotetycznie- dac im satysfakcje ze mial racje bo faktycznie jestem jedza??
              Zreszta - zostaw namiary na siebie dam ci znac za te iles tam lat ;)
              • habitus Re: Reniu, nie zapedzasz sie za daleko ? 18.09.03, 12:46
                Gość portalu: aly napisał(a):


                > - uplywem czasu mnie nie strasz . nie obiecam ci ze lepszy bedzie swiat za te
                > 10 i 15 lat,:)) i nie moge ci zareczyc jak sie wtedy zachowam. ale nikogo na
                > sile przy sobie nie trzymam a zemsta szkodzi bardziej mnie niz im ..
                > hipotetycznie- dac im satysfakcje ze mial racje bo faktycznie jestem jedza??
                > Zreszta - zostaw namiary na siebie dam ci znac za te iles tam lat ;)

                Rany boskie, cytujesz słowo w słowo mnie sprzed kilku lat! Aż mi ciarki
                przeszły po plecach. Namiary masz i masz to, co tutaj wyczytałaś. I do dzieła,
                może chociaż tobie się uda. Powodzenia i pozdrawiam.


                • Gość: aly Re: Reniu, nie zapedzasz sie za daleko ? IP: 62.121.128.* 18.09.03, 12:53
                  "> Rany boskie, cytujesz słowo w słowo mnie sprzed kilku lat! Aż mi ciarki
                  > przeszły po plecach. Namiary masz i masz to, co tutaj wyczytałaś. I do
                  dzieła, > może chociaż tobie się uda. Powodzenia i pozdrawiam."

                  ups.. przyznam ze lekko zdebialam, mam sie zaczac martwic?:) "moze chociaz
                  tobie sie uda"?.. yyy ..jjjjjasne.. powodzenia rowniez.pozdr.a
                  • habitus Re: Reniu, nie zapedzasz sie za daleko ? 18.09.03, 13:08
                    Gość portalu: aly napisał(a):


                    >
                    > ups.. przyznam ze lekko zdebialam, mam sie zaczac martwic?:) "moze chociaz
                    > tobie sie uda"?.. yyy ..jjjjjasne.. powodzenia rowniez.pozdr.a

                    Bez sensu napisałam. Nie chciałam cię przestraszyć!!! Przepraszam. Ale życie
                    jest takie nieprzewidywalne. A kobiety tak łatwo dają się obciążać winą.
                    Starają się, starają, a on i tak przestaje zauważać. To najpierw zachęca do
                    zwiększenia starań. Nic. To jeszcze bardziej. Nic, a nawet jakby trochę go to
                    niecierpliwi.
                    Wreszcie zaczyna cię to wkurzać i robisz się nieprzyjemna. To on się jeszcze
                    bardziej oddala i poooooszło....Taka jest w skrócie geneza rozpadu. Kobiety się
                    starają, bardzo starają. Mężczyźni - godszą się łaskawie na starania kobiet.
                    Z jednej strony bezgraniczna miłość, a z drugiej bezgraniczna zgoda na
                    miłość. "Nie staram się, bo wszystko mi się należy". Tak myśli
                    mężczyzna. "Muszę się starać bo on zauważy jaka jestem beznadziejna" - to
                    gorączkowa myśl kobiety. Wydaje mi się to trochę asymetryczne, a tobie?
                    Jeżeli możesz, nie myśl, że jak się będziesz dostatecznie dobrze starać to
                    zapanujesz nad związkiem. To pułapka. Jeżeli tak myślisz, to wszystko co się
                    stanie - stałnie się z "twojej winy". Mężczyzna to nie kąsek jakiś, lalka
                    bezwolna, którą kobiety sobie wyrywają. Ma myśleć, dokonywać świadomych wyborów
                    i ponosić tych wyborów konsekwencje.
                    UCZŁOWIECZYĆ MĘŻCZYZNĘ!!!
                    • Gość: aly Re: Reniu, nie zapedzasz sie za daleko ? IP: 62.121.128.* 18.09.03, 13:30
                      ">Jeżeli możesz, nie myśl, że jak się będziesz dostatecznie dobrze starać to
                      >zapanujesz nad związkiem. To pułapka. Jeżeli tak myślisz, to wszystko co się
                      >stanie - stałnie się z "twojej winy". "

                      "staranie" i "moja wine" juz odchorowalam /mam nadzieje na dobre ;))/
                      teraz wina sie dziele calkiem chetnie;)
                      a zycie i tak swoje zlosliwe numerki wycina :))
                    • matrek Bardzo inteligentny post 19.09.03, 08:04
                      Szkoda jedynie, ze oparty na stereotypach, nie zas na faktach.
          • mickey.mouse Masz racje 18.09.03, 09:28
            Rzeczywiscie wyglada na to, ze wg wieksdzosci skoro raz zlapalo sie faceta na
            meza, to juz jest moj, raz na zawsze - na amen. Nie trzeba sie juz starac,
            zabiegac o niego i zwiazek jako taki, zaobraczkowalam goscia i juz wara innym
            od niego. Moge kompletnie go nie szanowac, traktowac jak szmate, czy tez na
            milion innych sposobow codzien pokazywac mu jak lekce go sobie waze, a on nie
            ma prawa ode mnie odejsc - bo przeciez jest moim mezem, gdzie ja w tym wieku
            znajde drugiego ? (takiego idiote)

            Oczywiscie przejaskrawiam sprawe, ale fakt formalnego ozenku, nie zwalnia z
            odpowiedzialnosci za zwiazek.
            • Gość: renia Re: Masz racje IP: *.ath.spark.net.gr 18.09.03, 09:55
              mickey.mouse napisał:

              > Rzeczywiscie wyglada na to, ze wg wieksdzosci skoro raz zlapalo sie faceta
              na
              > meza, to juz jest moj, raz na zawsze - na amen. Nie trzeba sie juz starac,
              > zabiegac o niego i zwiazek jako taki, zaobraczkowalam goscia i juz wara
              innym
              > od niego. Moge kompletnie go nie szanowac, traktowac jak szmate, czy tez na
              > milion innych sposobow codzien pokazywac mu jak lekce go sobie waze, a on
              nie
              > ma prawa ode mnie odejsc - bo przeciez jest moim mezem, gdzie ja w tym wieku
              > znajde drugiego ? (takiego idiote)
              >

              Alez Mickey dlaczego tak to wszystko widzisz? Kto powiedzial, ze ta zona
              kompletnie go nie szanowala, traktowala jak szmate czy na milion sposobow
              okazywala mu lekcewazenie. Prawdopodobnie, jesli tak bylo, to on odwdzieczal
              sie tym samym, nie wierze, ze on latami sie staral ratowac malzenstwo, a ona
              wsyzstko olewala, w koncu on sie poddal, biedaczek. Mysle, ze oboje zaniedbali
              swoj zwiazek, ale to nie jest powod, zeby teraz powiedziec, ze on cudownie
              postapil ratujac przynajmniej swoje wlasne szczescie i odchodzac do innej
              kobiety. Alleluja, przynajmniej jedno z nich ostatecznie ulozylo sobie
              szczesliwie zycie.

              > Oczywiscie przejaskrawiam sprawe, ale fakt formalnego ozenku, nie zwalnia z
              > odpowiedzialnosci za zwiazek.

              OCzywiscie, ze nie zwalnia. Żadnej ze stron, dodjmy.
              • Gość: pulcheriaa Re: Masz racje IP: *.szczecin.pl 18.09.03, 10:43
                Myśle, że do niczego nie dojdziemy, bo rozważamy ten problem czysto
                teoretycznie, przez pryzmat naszych związków i lęków. Niewiele wiemy o autorce
                wątku i tej całej sytuacji, zaledwie tyle ile zechciała nam przekazać.
                Zresztą, subiektywnie. Obserwując otoczenie, widzę, że świat nie jest czarno-
                biały i życie pokazuje, że nie należy stawiać wszystkiego na jedną kartę. To
                niewygodna teza, ale prawdziwa.
            • moniczka_28 Re: Masz racje 18.09.03, 11:47
              mickey.mouse napisał:

              > Rzeczywiscie wyglada na to, ze wg wieksdzosci skoro raz zlapalo sie faceta na
              > meza, to juz jest moj, raz na zawsze - na amen. Nie trzeba sie juz starac,
              > zabiegac o niego i zwiazek jako taki, zaobraczkowalam goscia i juz wara innym
              > od niego. Moge kompletnie go nie szanowac, traktowac jak szmate, czy tez na
              > milion innych sposobow codzien pokazywac mu jak lekce go sobie waze, a on nie
              > ma prawa ode mnie odejsc - bo przeciez jest moim mezem, gdzie ja w tym wieku
              > znajde drugiego ? (takiego idiote)
              >
              > Oczywiscie przejaskrawiam sprawe, ale fakt formalnego ozenku, nie zwalnia z
              > odpowiedzialnosci za zwiazek.

              I tak to wlasnie w rzeczywistosci wyglada. Swieta prawda. "Mąż moja własnosci,
              moge sobie na nim jezdzic do woli jak na przykladowym ośle"
              Smutne, ale prawdziwe. A potem zdziwienie i placz. Jak on mogl!

              Monika
              • sharon_s Re: Masz racje 18.09.03, 20:04
                >
                > >.
                >
                > I tak to wlasnie w rzeczywistosci wyglada. Swieta prawda. "Mąż moja
                własnosci,
                > moge sobie na nim jezdzic do woli jak na przykladowym ośle"
                > Smutne, ale prawdziwe. A potem zdziwienie i placz. Jak on mogl!

                ojej, faceci maja to samo. jak ona mogla???
                to normalne.
        • moniczka_28 Re: Reniu, nie zapedzasz sie za daleko ? 18.09.03, 11:36
          mickey.mouse napisał:

          > Dlaczego oceniasz dziewczyne tak jednoznacznie negatywnie ? W koncu gdyby
          facet
          >
          > byl szczesliwy w zwiazku ze swoja zona, za zadne skarby swiata nie odszedlby
          od
          >
          > nie do innej. Nie mozna oceniac tak jednoznacznie negatywnie.


          Świeta prawda. Mezczyzni ze szczesliwych zwiazków nie uciekaja w popłochu!
          • habitus Re: Reniu, nie zapedzasz sie za daleko ? 18.09.03, 11:50
            Moniczko, czy 28 to twój wiek? Bo to by wiele tłumaczyło.
            Szczęśliwych to znaczy jakich? Zaspokajających co, jakie potrzeby? Jeżeli to
            uda ci się sprecyzować to sama odpowiesz sobie na swoje wątpliwości.

            PS. Nie wieją, ale zdradzają, a wieją dopiero, gdy żona coś wyczuje i zaczyna
            być przykra. Ten wątek jest dla kobiet, które wierzą, że są w stanie uniknąć w
            swoim związku tego problemu. Warto poczytać i wyciągnąć wnioski. Znam mnóstwo
            wspaniałych kobiet zdradzonych przez mężów z pustymi lalkami. Panowie ci
            zachowywali się tak, jakby cała odpowiedzialność za ich brak opanowania spadała
            na te kobiety. Jedną bo zwabiła i drugą bo nie rozumiała. Problem jest znacznie
            szerszy niż problem dobrej bielizny i częstych zmian pozycji w łóżku, a nawet -
            niż tzw. zaufanie i szacunek. To jest problem brania odpowiedzialności za
            własne decyzje, które mężczyźni bezczelnie przerzucają na barki kobiet. Chcą
            rządzić światem, a nie mogą zapanować nad własnymi popędami. I twoja albo żon
            postawa nic nie zmieni. Ci panowie biorą, ale nie chcą płacić. To wszystko.
            • sharon_s dokladnie tak jest 18.09.03, 20:06
              a i tak sa w najwygodniejszej sytuacji, bo zona dostaje histerii, a histeria
              zony sie zajmuje nie byly maz tylko kolejna zona. spryciarze, no nie::))??
    • pajdeczka Mam nadzieję, że nam się magda nie... 18.09.03, 10:35
      ...obwiesiła? czwarty dzień dyskusja wre w najlepsze, wątek ma
      wysoką "oglądalność", a magdzi ni widu ni słychu. Oj nieładnie.
      • Gość: habitus Re: Mam nadzieję, że nam się magda nie... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.09.03, 10:47
        Spodziewała się wsparcia - a tutaj chętnych do wspierania mało. Może się
        wspiera w gronie równie "wyzutych z sił".
        • pajdeczka Re: Mam nadzieję, że nam się magda nie... 18.09.03, 11:43
          Gość portalu: habitus napisał(a):

          > Spodziewała się wsparcia - a tutaj chętnych do wspierania mało. Może się
          > wspiera w gronie równie "wyzutych z sił".

          Nie rozumiem jej. Przecież, jeśli jest inteligentna, powinna liczyć się z
          potępieniem. Na co liczyła? Wypadałoby przynajmniej podziękować za
          zainteresowanie jej problemem. A może ona z takich księżniczek co to są ponad
          wszystkich? To współczuję "dziadkowi". Długo się nią nie nacieszy, jak zacznie
          mu fochy stroić. Jeszcze zaskomle na wycieraczce u żony.
    • Gość: aniela Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... IP: *.biaman.pl 18.09.03, 12:09
      Historia Magdy skojarzyła mi się z sytuacją którą obserwuję w swoim bliskim
      otoczeniu , otóż:
      była sobie para (żyli bez ślubu), staż 5 lat , dziecko , wszystko jak w
      małżeństwie. Niestety coś się między nimi popsuło.Było trochę "wojny" i się
      rozstali .Każde zaczęło żyć własnym życiem. Widywali się jak on przychodził do
      dziecka, z resztą najczęściej zabierał je do siebie . Każde próbowało ułożyć
      sobie życie na nowo.Po ok. 1 roku od rozstania on poznał dziewczynę w której
      się zakochał i ....od tego czsu jego była nie daje im spokoju.Wydzwania w
      nocy , krąży w okół ich domu ( mieszkają razem ), zaangażowała w to nawet swoją
      matkę.Utrudnia mu kontakty z dzieckiem, nastawia dziecko przeciw ojcu, po
      prostu nie może zdzierżyć tego , że on odnalazł swoją połowę a jej się to nie
      udało. Zachowuje się tak jak ex Magdy mężczyzny.Póki był sam było wszystko w
      porządku, nikt nikomu nie wchodził w drogę.
      Myślę , że przyład Magdy jest podobny.W tym przypadku te "małżeństwo" tylko
      tkwiło przy sobie , tam nie było nic z prawdziwego małzeństwa. A mściwość
      uaktywniła się przy tym jak jedno z małżonków postanowiło ułożyć sobie życie na
      nowo.Wydaje mi się ,że żeby ten pan nie poznał Magdy, tylko po prostu rozstał
      się nie z powodu innej kobiety, jego żona nie robiła by tego co właśnie
      wyprawia teraz.
      Widać w jednym i drugim przypadku , że MŚCIWOŚĆ byłych żon , partnerek w
      stosunku do byłych mężów , partnerów występuje wtedy ,kiedy były , czy to w
      trakcie trwania związku czy tez po , próbuje ulożyć sobie życie z inną kobietą.
      Jednym zdaniem : nie jesteś ze mną, nie masz nikogo to jest w porzadku, jak
      kogos masz zaczynam działać. Odruch bezsensowny ,ale często przez kobiety
      stosowany.
      • elein Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... 18.09.03, 15:09
        To niestety czeste odruchy. Pamietam jak zabolalo mnie przed laty jak chlopak
        ktorego sama odrzucilam znalazl sobie inna. Haha syndrom psa ogrodnika chyba.
        Zerwalam z nimi kontakty wszelkie choc korcilo zeby im namieszac a pewna
        satysfakcje i tak mam bo sam sie po latach zglosil z powrotem.
        • pajdeczka Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... 19.09.03, 08:22
          elein napisał:

          > To niestety czeste odruchy. Pamietam jak zabolalo mnie przed laty jak chlopak
          > ktorego sama odrzucilam znalazl sobie inna. Haha syndrom psa ogrodnika chyba.
          > Zerwalam z nimi kontakty wszelkie choc korcilo zeby im namieszac a pewna
          > satysfakcje i tak mam bo sam sie po latach zglosil z powrotem.

          Ja też tak miałam i też nie mieszałam, bo to nie w moim stylu, czy raczej
          charakterze. On jest teraz moim małżonkiem. Ale nie wykluczam, że teraz
          zrobiłabym to. Odegrałabym się za tamte lata.:)))))))
      • pajdeczka Anielcia fandzolisz 19.09.03, 08:20
        Opisujesz historię dwoja młodych jeszcze ludzi, a u Magdy w rolach głównych
        wytępują kobieta w średnim wieku i dziadek z dwudziestoparoletnim stażem
        małżeńskim. Jak się ma dwadzieścia parę lat to naprawdę nie jest trudno o
        nowego partnera. Ale z jednym się zgodzę, tamta powinna odpuścić, bo też ,ma
        szansę na ułożenie sobie życia i nie rozumiem jej postawy. Natomiast
        rozgrzeszam eks-małżonkę bohatera naszej opowieści.

        Gość portalu: aniela napisał(a):

        > Historia Magdy skojarzyła mi się z sytuacją którą obserwuję w swoim bliskim
        > otoczeniu , otóż:
        > była sobie para (żyli bez ślubu), staż 5 lat , dziecko , wszystko jak w
        > małżeństwie. Niestety coś się między nimi popsuło.Było trochę "wojny" i się
        > rozstali .Każde zaczęło żyć własnym życiem. Widywali się jak on przychodził
        do
        > dziecka, z resztą najczęściej zabierał je do siebie . Każde próbowało ułożyć
        > sobie życie na nowo.Po ok. 1 roku od rozstania on poznał dziewczynę w której
        > się zakochał i ....od tego czsu jego była nie daje im spokoju.Wydzwania w
        > nocy , krąży w okół ich domu ( mieszkają razem ), zaangażowała w to nawet
        swoją
        >
        > matkę.Utrudnia mu kontakty z dzieckiem, nastawia dziecko przeciw ojcu, po
        > prostu nie może zdzierżyć tego , że on odnalazł swoją połowę a jej się to nie
        > udało. Zachowuje się tak jak ex Magdy mężczyzny.Póki był sam było wszystko w
        > porządku, nikt nikomu nie wchodził w drogę.
        > Myślę , że przyład Magdy jest podobny.W tym przypadku te "małżeństwo" tylko
        > tkwiło przy sobie , tam nie było nic z prawdziwego małzeństwa. A mściwość
        > uaktywniła się przy tym jak jedno z małżonków postanowiło ułożyć sobie życie
        na
        >
        > nowo.Wydaje mi się ,że żeby ten pan nie poznał Magdy, tylko po prostu rozstał
        > się nie z powodu innej kobiety, jego żona nie robiła by tego co właśnie
        > wyprawia teraz.
        > Widać w jednym i drugim przypadku , że MŚCIWOŚĆ byłych żon , partnerek w
        > stosunku do byłych mężów , partnerów występuje wtedy ,kiedy były , czy to w
        > trakcie trwania związku czy tez po , próbuje ulożyć sobie życie z inną
        kobietą.
        >
        > Jednym zdaniem : nie jesteś ze mną, nie masz nikogo to jest w porzadku, jak
        > kogos masz zaczynam działać. Odruch bezsensowny ,ale często przez kobiety
        > stosowany.
        • sharon_s elein 19.09.03, 19:09
          , jego żona nie robiła by tego co właśnie
          > > wyprawia teraz.
          > > Widać w jednym i drugim przypadku , że MŚCIWOŚĆ byłych żon , partnerek w
          > > stosunku do byłych mężów , partnerów występuje wtedy ,kiedy były , czy to
          > w
          > > trakcie trwania związku czy tez po , próbuje ulożyć sobie życie z inną
          > kobietą.
          > >
          > > Jednym zdaniem : nie jesteś ze mną, nie masz nikogo to jest w porzadku, ja
          > k
          > > kogos masz zaczynam działać. Odruch bezsensowny ,ale często przez kobiety
          > > stosowany.


          wydaje mi sie, ze w wiekszosci przypadkow mezczyzni odchodza do innych kobiet,
          natomiast kobiety odchodza od mezczyzn bo juz nie moga ich zniesc. moze sa to
          stereotypy, w mojej rodzinie bylo na odwrot, to moja matka znalazla sobie
          wieksza milosc, mimo tego ze z ojcem tez sie kochali.
          a zreszta, chyba ilosc samotnych kobiet jest wieksza niz ilosc samotnych
          mezczyzn, nie mowiac juz o samotnym wychowywaniu dzieci.
          • sharon_s sorryu nie elein tylko anielcia 19.09.03, 19:10

    • pajdeczka Znam powód nieobecności autorki wątku 18.09.03, 12:57
      Eksmałżonka ją dopadła i ukatrupiła.
      • Gość: aly Re: Znam powód nieobecności autorki wątku IP: 62.121.128.* 18.09.03, 13:00
        oj sie doczepilas..
        a po co ma tu sie odzywac? wystarczy jej jak poczyta. dosc ma klotni i
        problemow w realnosci zeby jeszcze usluznych z forum sobie dokladac ;) .
        • Gość: szarak1 Niestety, IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 18.09.03, 15:27
          żyjemy w pier.....nym katolickim kraju.Ludzie pobierają się dobrowolnie z
          miłości.Niestety nie mogą sie rozejść dobrowolnie z nienawisci.nawet jak
          wychowaja dzieci:(
          • pajdeczka Re: Niestety, 19.09.03, 08:12
            Gość portalu: szarak1 napisał(a):

            > żyjemy w pier.....nym katolickim kraju.Ludzie pobierają się dobrowolnie z
            > miłości.Niestety nie mogą sie rozejść dobrowolnie z nienawisci.nawet jak
            > wychowaja dzieci:(

            Ale przecież katolik nie zna uczucia nienawiści, więc nie ma miejsca na takie
            uczucie z związku, który zawarto z miłości. Coś ci się zajączku pomieszało
            w "kapuście".
            • Gość: aly Re: Niestety, IP: 62.121.128.* 19.09.03, 09:09
              "Odpowiadasz na : pajdeczka napisała:
              > Gość portalu: szarak1 napisał(a):
              > > żyjemy w pier.....nym katolickim kraju.Ludzie pobierają się dobrowolnie z
              > > miłości.Niestety nie mogą sie rozejść dobrowolnie z nienawisci.nawet jak
              > > wychowaja dzieci:(
              >
              > Ale przecież katolik nie zna uczucia nienawiści, więc nie ma miejsca na takie
              > uczucie z związku, który zawarto z miłości. Coś ci się zajączku pomieszało
              > w "kapuście". "

              nic sie nie pomieszalo-bo widzisz "przykazania" sa na ogol wykorzystywane na
              okolicznosc chwili. malzenstwo to swietosc- i zona/maz w imie tejze
              nierozerwalnej swietosci beda sie nienawidziec do konca zycia, krzywdzic,
              szczuc dzieci na siebie itd. ale nie pozwoli tejze "swietosci nakazanej przez
              Pana" naruszyc..( spowiedz zapewne wyglada tak : "zgrzeszylem....to znaczy nie
              ja zgrzeszyłem tylko zona moja bo sie ku.. puszcza z sasiadem!ja jej tylko
              przypomnialem gdzie jej miejsce a to ze pogotowie ja potem zabralo..to ja z
              milosci..ale rozgrzesz ją ojcze.." ) ..
              • sharon_s Re: Niestety, 19.09.03, 18:51
                > malzenstwo to swietosc- i zona/maz w imie tejze
                > nierozerwalnej swietosci beda sie nienawidziec do konca zycia, krzywdzic,
                > szczuc dzieci na siebie itd. ale nie pozwoli tejze "swietosci nakazanej przez
                > Pana" naruszyc..( spowiedz zapewne wyglada tak : "zgrzeszylem....to znaczy
                nie
                > ja zgrzeszyłem tylko zona moja bo sie ku.. puszcza z sasiadem!ja jej tylko
                > przypomnialem gdzie jej miejsce a to ze pogotowie ja potem zabralo..to ja z
                > milosci..ale rozgrzesz ją ojcze.." ) ..
                no i w takim przypadku, malzenstwo powinno sie rozwiesc ale nuda w malzenstwie,
                nie wydaje mi sie zeby byla dobrym wytlumaczeniem dla rozwodu.
        • pajdeczka Re: Znam powód nieobecności autorki wątku 19.09.03, 08:14
          Gość portalu: aly napisał(a):

          > oj sie doczepilas..
          > a po co ma tu sie odzywac? wystarczy jej jak poczyta. dosc ma klotni i
          > problemow w realnosci zeby jeszcze usluznych z forum sobie dokladac ;) .

          To po co założyła se wątek? Mogła se pójść do psychoatry po poradę. 35 lat , a
          zachowanie jak u nastolatki.
          • Gość: aly Re: Znam powód nieobecności autorki wątku IP: 62.121.128.* 19.09.03, 08:52
            "> To po co założyła se wątek? Mogła se pójść do psychoatry po poradę."

            -iiii tamm, a po co tracic czas i pieniadze na psychiatrow jak jest
            niezastapione w wchlanianiu nadmiarow zalow forum ;)

            "35 lat , a > zachowanie jak u nastolatki."

            - ach, ten wdziek mlodosci..

            • pajdeczka Re: Znam powód nieobecności autorki wątku 19.09.03, 08:59
              Gość portalu: aly napisał(a):

              > "> To po co założyła se wątek? Mogła se pójść do psychoatry po poradę."
              >
              > -iiii tamm, a po co tracic czas i pieniadze na psychiatrow jak jest
              > niezastapione w wchlanianiu nadmiarow zalow forum ;)
              >
              Ja myślę, że ona teraz właśnie uda się po poradę do psychiatry, jak przeczyta
              te wszystkie mądrości.
    • sharon_s Tak naprawde to autorka listu sie boi 18.09.03, 19:56
      ze on sie nie rozwiedzie ze swoja zona. :::::::::))))))))))))
      • Gość: habitus Re: Tak naprawde to autorka listu sie boi IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.09.03, 07:46
        I to jest chyba cała prawda...
      • pajdeczka Re: Tak naprawde to autorka listu sie boi 19.09.03, 08:24
        sharon_s napisała:

        > ze on sie nie rozwiedzie ze swoja zona. :::::::::))))))))))))

        Otóż to! A wiek ma już balzakowski, no i zegar biologiczny tyka, a dzieciaka z
        kimś by się chciało mieć. A ciekawe, dlaczego to tej pory sobie z nikim nie
        urządziła życia?
        Moja matka mi tak mówiła: na rozwiedzionych masz czas, jest tylu kawalerów
        wokół. No i wyszłam w wieku 27 lat za kawalera 29letniego:))))))
    • Gość: Magda Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... IP: *.zab.citynet.pl / *.citynet.pl 19.09.03, 18:49
      Mój facet wrócił do żony. I tyle go widzę.
      • habitus Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... 19.09.03, 18:56
        Kurde........ Magdo - oszukał ciebie i zonę. Co za dupek. Trzymaj się,
        zasługujesz na kogoś z klasą.
      • sharon_s to bylo do przewidzenia!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 19.09.03, 19:00
        napisał(a):

        > Mój facet wrócił do żony. I tyle go widzę.

        oczywiscie to bylo do przewidzenia.
        niektorzy ludzie - kobiety, mezczyzni bardzo dobrze sobie zdaja sprawe z tego,
        ze mALZENSTWO JEST UKLADEM!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
        czasami naprawde warto miec ten wygodny uklad , niz chcrzanic sobie zycie,
        bawic sie w rozwody itd. to zdarza sie bardzo czesto.
        niestety kobiety malo szanuja inne kobiety i dlatego sie wchrzaniaja do stalych
        zwiazkow, a maz jest leniwy, chce miec swiety spokoj, a baby (przepraszam za
        wyrazenie) ze soba walcza. niektorym kobietom wydaje sie, ze spotkaly ksiecia z
        bajki i ze on wsiadzie na rumaka i je porwie do zamku bez bylej zony.
        poza tym co to jest za zycie ze starym facetem, czy nie lepiej z wolnym, nie
        obciazonym alimentami, obiadami z dziecmi itd.
        • Gość: Mezczyzna Do sharon_s IP: *.proxy.aol.com 19.09.03, 19:17
          Oj ty glupia, glupia kobieto!!
          Gdybys nie byla taka glupia, to bys widziala
          Zalozycielka tematu:Gosc: Magda IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
          Data: 16.09.2003 00:28
          Ta druga Magda:Gosc: Magda IP: *.zab.citynet.pl / *.citynet.pl
          Data: 19.09.2003 18:49
          Ktos sobie dowcip zrobil, zebyscie wszystkie teraz zacieraly rece z radosci.
          Dalyscie sie nabrac i tak chetenie byscie wierzyly, ze to prawda!!
          Zazdrosc was zaslepia, biedne kobiety!!
          • sharon_s sam jestes glupi 19.09.03, 19:20
            najabrdziej to ty zacierasz rece, bo jestes glupi, a ja to olewam.
            • Gość: mezczyzna chcialabys, co?? IP: *.proxy.aol.com 19.09.03, 19:27
              Chcialabys, zeby tak bylo, zeby Magde rzucil kochanek, ten niewierny maz i
              wrocil do zony? Moglabys w duchu liczyc, ze i do ciebie kiedys slubny powroci.
              Ale na Boga, kto zeni sie z taka kobieta, jak ty?? Z meskiej strony, zycze
              Magdzie wytrwania i sily. Nie jest latwo przejsc przez takie pieklo. Ale ona da
              rade!! Zyczylbym sobie takiej kobiety przy boku. Madrej i dojrzalej. Magdo!! Ta
              prawdziwa Magdo!! nie daj sie!!
              • habitus Re: chcialabys, co?? 19.09.03, 19:33
                Gość portalu: mezczyzna napisał(a):


                > rade!! Zyczylbym sobie takiej kobiety przy boku. Madrej i dojrzalej. Magdo!!
                Ta
                >
                > prawdziwa Magdo!! nie daj sie!!
                Radzę uważać. Niektóre życzenia się spełniają... :)))
                Co do twojej przenikliwej uwagi na temat IP to może nie wiesz, ale można pisać
                z różnych miejsc i różnych komputerów. Wtedy IP się zmienia... Ale to tak tylko
                by the way...
              • sharon_s no widzisz, ze jestes glupiutki. 19.09.03, 19:48
                > Chcialabys, zeby tak bylo, zeby Magde rzucil kochanek, ten niewierny maz i
                > wrocil do zony? Moglabys w duchu liczyc, ze i do ciebie kiedys slubny
                powroci.

                ale co tak sie czepiasz.??? zaden facet mnie nigdy nie opuscil. w rodzinie tez
                nie mam takich przykladow. powiem wiecej- to moja matka rzucila mojego ojca dla
                kochanka, z ktorym jest od lat. po prostu uwazam, ze jesli swiadomie sie
                decyduje ktos na malzenstwo, to trzeba ponoscic konsekwencje swoich postanowien
                i tyle.

                > Ale na Boga, kto zeni sie z taka kobieta, jak ty??
                napewno fajni. wszyscy faceci, ktorych mialam byli i sa fajni.

                Z meskiej strony, zycze
                > Magdzie wytrwania i sily. Nie jest latwo przejsc przez takie pieklo. Ale ona
                da rade!! Zyczylbym sobie takiej kobiety przy boku. Madrej i dojrzalej. Magdo!!
                Ta prawdziwa Magdo!! nie daj sie!!

                ojej, ojej. naprawde ostro sie wziales.
                • sharon_s na pocieszenie ci powiem, ze 19.09.03, 20:05
                  faceci nie sa wcale gorsi od kobiet. kiedys jeden facet sie do mnie przyczepil
                  i chcial mnie zaciagnoac do lozka. powiedzialam mu,ze ja mam faceta, a on na
                  to ,ze przeciez moj facet sie nie dowie.
                  innym razem znow mi sie przytrafilo to samo, znow ta sama gadka, ze przeciez
                  moj facet nigdy sie nie dowie.
                  nie wspomne juz o zaproszeniach na kawe, czy wpraszaniu sie do mojego domu.

                  pragne zauwazyc, ze wedlug Ciebie ci mezczyzni sa dojrzali i madrzy;;))
                  • Gość: liloom Pierwsza Zona, Druga Zona IP: *.117.11.vie.surfer.at 20.09.03, 08:24
                    Odwieczny dylemat. Zadna rola nie jest wdzieczna, rzadko zdarzaja sie
                    kulturalne rozejscia, a przyjaznie po rozwodzie sa dla mnie po prostu
                    nienaturalne. Gdybym byla druga zona chyba nie chcialabym zeby moj maz byl w
                    przyjazni... Alez jestem zaborcza i nieuzyta:)))
                    A gdybym byla pierwsza zona to niech by sprobowal sie od przyjazni wykrecic...
                    Szczegolnie gdy sa dzieci.
                    Pajdeczko, nigdy nie wiadomo czy nie grozi Ci bycie ta mlodsza, nigdy nie mow
                    hop ;) (sorry przeczytalam tylko pierwsza odpowiedz w calej tej dyskusji...)
                    Pozdrawiam
                  • matrek Re: na pocieszenie ci powiem, ze 20.09.03, 08:53
                    sharon_s napisała:

                    > faceci nie sa wcale gorsi od kobiet. kiedys jeden facet sie do mnie
                    przyczepil
                    >
                    > i chcial mnie zaciagnoac do lozka. powiedzialam mu,ze ja mam faceta, a on na
                    > to ,ze przeciez moj facet sie nie dowie.
                    > innym razem znow mi sie przytrafilo to samo, znow ta sama gadka, ze przeciez
                    > moj facet nigdy sie nie dowie.
                    > nie wspomne juz o zaproszeniach na kawe, czy wpraszaniu sie do mojego domu.
                    >
                    > pragne zauwazyc, ze wedlug Ciebie ci mezczyzni sa dojrzali i madrzy;;))

                    Przepraszam, ze sie wtracam, ale czytajac Wasza wymiane zdan, nie bardzo
                    chwytam, co chcialas w jej kontekscie powiedziec.
                    • Gość: krymski Re: na pocieszenie ci powiem, ze IP: *.bracka.pl 20.09.03, 16:54
                      Czytajac wymiane zdan wychodzi na to ze Sharon jest mloda i gl.. i wszystko
                      jeszcze przed nia.Aczkolwiek wydaje jej sie ze rozumy wszystkie juz pozjadala i
                      zaden facet jej nie zdradzi przeciez bo u niej w rodzinie to sie nie
                      zdarza.Hiehiehie.
                      • sharon_s Re: na pocieszenie ci powiem, ze 22.09.03, 18:06

                        > Czytajac wymiane zdan wychodzi na to ze Sharon jest mloda i gl.. i wszystko
                        > jeszcze przed nia.Aczkolwiek wydaje jej sie ze rozumy wszystkie juz pozjadala
                        i
                        >
                        > zaden facet jej nie zdradzi przeciez bo u niej w rodzinie to sie nie
                        > zdarza.Hiehiehie.


                        no coz. niestety oprocz wyzywania kogos nie potraficie nic madrego napisac.
    • kekate Re: Prosze o wsparcie - nie mam juz sily... 09.10.03, 11:32
      Gość portalu: Magda napisał(a):

      > Inaczej wyglada sprawa z eks mojego mezczyzny. Mimo dwoch lat które mineły od
      > ich rozstania ona caly czas stara sie ingerowac w nasze zycie, probuje

      > nastwiac przeciwko nam znajomych, ich wspolne dzieci (są już dorosłe), niby
      > przypadkiem bywa w miejscach w ktorych my bywamy, wypytuje o nas sąsiadów,
      > znajomych, non-stop odbieram od niej głuche telefony. Mozna powiedziec ze
      > caly czas zyje naszym zyciem. I niestety nic nie wskazuje na to, aby sie
      > mialo cos w tej kwestii zmienic....
      > To nie jest kwestia walki o niego, bo jak sama przyznala od dawna juz go nie
      > kocha, pomiedzy nimi od lat się nie ukladalo (mieli nawet osobne sypialnie).
      > Jest to kwestia urazonej, ambicji, dumy ("jak on mógl odejsc od tak cudownej
      > kobiety?"). Ona trakuje go jak swoja wlasnosc, ktora nie miala prawa odejsc
      > (jak sama powiedziala: "Czy sie kogos kocha, czy nie, nie ma to nic do
      > rzeczy. Małżenstwo to malzenstwo.")
      > Moj mezczyzna przez 1,5 roku nie wystepowal o rozwód, liczac, ze emocje
      > troche opadna i uda sie to zalatwic kulturalnie, z klasą. Dopiero pol roku
      > temu zlozyl pozew o rozwod. Byla juz pierwsza rozprawa, za tydzien druga...
      > Oczywiscie nie ma co marzyc o rozwodzie bez orzekania o winie (ona sie na
      > takowy nie zgadza, chce aby on wzial wine na siebie). Tak wiec czeka go
      > kilkuletnie pranie brudów... A ja? Ja juz nie mam sily. Chce spokoju. Chce
      > aby moj mezczyzna byl moj, nie chce aby nalezal, chocby tylko na papierze do
      > innej kobiety. Nie potrafie sie pogodzic z faktem ze bede musiala na to
      > czekac nawet jeszcze kilka lat. Nie chce, aby ktos non-stop ingerowal w nasze
      > zycie, roscil sobie do niego jakies prawa. Juz nie potrafie...
      > On odchodzac zachowal sie wobec niej w porzadku. Zostawil jej caly majatek
      > zachowujac jedynie udzialy w swojej firmie. Zabezpieczyl ją do konca zycia.
      > Nie musial - mieli intercyzę majatkowa.
      > Ale jesli teraz wezmie wine za rozpad malzenstwa na siebie, ona bedzie miala
      > podstawe prawna zeby żądać jeszcze wiecej i więcej (jej o to wlasnie chodzi i
      > raczej nie odpusci).
      > Jesli zas nie wezmie winy na siebie, rozwod bedzie sie ciagnal latami...


      współczuję, mimo,że potępiam zdrade to jeszcze bardziej potępiam ślepą
      nienawiść którą się teraz tylko i wyłącznie kieruje małżonka i szczucie dzieci
      oraz znajomych na was. przerazliwie to smutne.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja