panileonowa
25.05.08, 23:30
cholera wiedziałam, że tak będzie. Mam przyjaciela (M.), którego
znam kupe lat, który się we mnie kocha nieuleczalnie od wielu lat.
M. zawsze ma nadzieje, że może go zechcę. A ja go nigdy nie
chciałam, mówiłam mu to 100 razy. Ale ostatnimi czasy jakoś nasza
znajomość odżyła, poświecilam mu wiecej czasu i uwagi niz nalezalo.
i tym sposobem on znow ma nadzieje czy Bog wie co... wypisuje smsy,
maile sle, błaga o spotkanie, błaga żebym z nim choc do kina poszla.
Mam do niego pewien sentyment (lubię - w końcu był moim dobrym
przyjacielem kupe lat), nie mowiąc już o tym, że mamy wiele spraw
zawodowych w toku, których od tak nie możemy zostawić. Nie chcę mieć
w nim wroga.. itd itp. A tymczasem poznałam gościa, z którym mysle
spędze dłuższy czas, facet (oceniam) ma poważne zamiary i wczoraj
powiedział mi, że ta moja znajomość zaczyna mu przeszkadzac.. no i
sie nie dziwie, mi tez przeszkadza. Wiec jutro trzeba bedzie to
zakonczyc jakos tak zeby nie wyszło chamsko, zeby nikt za bardzo się
nie obraził, a zarazem tak zeby M. w koncu zrozumiał... Już to
widzę.. Kurcze jak mu to powiedzieć? Musi być dość ostro zeby
dotarło. Chyba mu postawię ultimatum: albo się uspokoi (żadnych
maili, propozycji itp) albo będziemy musieli zakonczyc te znajomosc
na dobre (tzn więcej mnie nie zobaczy).