Przyznać się do zdrady?

IP: *.starogard.dialup.inetia.pl 02.08.01, 17:47
Mam pytanie do pań (jeszcze lepiej: żon). Czy jeśli kobieta zdradzi swego
mężczyznę powinna mu o tym powiedzieć? Czy są wśród Was takie, które zdradzają
lub zdradzały i nie przyznały się do tego. Wreszcie: dlaczego kobieta zdradza?
Jestem mężczyzną i czeka mnie małżeństwo.
    • Gość: kobieta Re: Przyznać się do zdrady? IP: 10.0.32.* / *.dolsat.pl 09.08.01, 17:33
      Zdradziłam raz swojego meza i powiedziałam mu o tym.Zdradziłam bo chciałam
      spróbowac seksu z kims innym bo moj maz mnie nie podniecał. Nie mielismy
      problemow z seksem do tej pory, własciwie należał do udanych.Zdradziłam go bo
      czuł sie pewnie i traktował mnie podle.Jak mu powiedziałam to on ryczał i walił
      głową w sciane .Zadawał sobie pytanie: Dlaczego był idiotą i nie
      przewidział ,ze moge od niego odejsc albo zdradzić go? Teraz jest wspaniałym
      męzem a ja nie spoglądam na innych facetów.To wszystko odbyło sie w 10 roku
      małzenstwa. Większosc przezywa takie sytuacje a niektore pary sie rozstaja.
      • sara Re: Przyznać się do zdrady? 09.08.01, 18:03
        Mam inne zdanie: jesli juz zdradziles, ale tego zalujesz, na
        malzenstwie/zwiazku nadal ci zalezy, nie obciazaj nikogo ta bolesna wiedza.
        Nawarzyles/las - mecz sie sam/a. Mowienie o tym jest ponownym okrucienstwem,
        ryzykiem , ze cos zniszczy sie bezpowrotnie. Jedynie obawa, ze kochany nadal
        partner dowie sie od osob trzecich jest uzasadnieniem spowiedzi.
        Nie ryzykowalabym uzycia zdrady jako srodka terapeutycznego, (choc jak widac
        skutkuje on u innych malzenstw), ale ja jestem staroswiecka. :)))
        Pozdr.
        • ssaczek Re: Przyznać się do zdrady? 09.08.01, 18:12
          Ciekawe podejscie do sprawy.
          Jestem żonaty od sześciu lat, jest to jednak nic, aby poznać kobietę brak życia.
          Pozdr.
          • frisky2 Re: Przyznać się do zdrady? 09.08.01, 19:11
            A ja jednak uwazam, ze nalezy powiedziec, Saro. Mysle, ze zdrade moglbym przezyc i nie zerwalbym zwiazku,
            chyba, ze zona by tego chciala. ALe gdybym sie dowiedzial, ze jestem oszukiwany, byloby to znacznie gorsze
            upokorzenie od zdrady. Wtedy sens istnienia zwiazku stanalby pod wielkim znakiem zapytania. Bo mozna
            popelnic blad i zdradzic. I to sie da jakos wytlumaczyc i przebolec. ALe jesli nie ma szczerosci i zaufania, to
            praktycznie taki zwiazek nie istnieje.
            • sara Re: Przyznać się do zdrady? 09.08.01, 19:23
              A ja mysle tak: nie rob tego. Jak zrobisz, ale zalujesz, nie uzywaj partnera
              jak kozetki u psychoanalityka, to nie fair. Jesli boisz, ze sie wyda, wtedy
              spiesz sie i blagaj o przebaczenie. Ale nie licz na zbyt wiele. Trzeba bylo
              myslec wtedy. To jest proste, tylko ludzie sami sobie komplikuja sprawy, czyz
              nie?
              • frisky2 Re: Przyznać się do zdrady? 09.08.01, 19:38
                NIe chodzi mi o to, by uzywac wspolmalzonka/partnera jako konfesjonalu czy maszynki do rozgrzeszania. Chodzi
                mi o to, zeby traktowac go powaznie i uczciwie, okazac mu szacunek przez to, ze sie go nie oszukuje - nawet
                po takim ciosie jak zdrada. Jesli juz sie popelnilo blad - czesto sie to robi bez premedytacji i bez wczesniejszego
                zastanowienia, a opamietanie przychodzi pozniej - trzeba sie do niego przyznac. To lepsze niz oszukiwanie.
                Bo do jednego bledu dodaje sie drugi - moze jeszcze gorszy. Tak mi sie wydaje.
                pozdr:)
                • sara Re: Przyznać się do zdrady? 09.08.01, 20:50
                  Wiem, czuje, ze kieruje toba wrodzona uczciwosc. I tolerancja. Mysle tez, ze
                  obydwoje teoretyzujemy i obysmy nigdy nie musieli sprawdzac, kto z nas ma
                  racje. Moze byc tak, ze nasze reakcje w skrajnych sytuacjach moga nas samych
                  zaskoczyc. Pozdrawiam.
                • Gość: Soonia Re: Przyznać się do zdrady? IP: *.regionet.pl 09.08.01, 21:05
                  Zgadzam się z tobą frisky. Nie potrafie sobie wyobrazić zdrady jako nic nie
                  znaczącego błędu, jeśli jednak rzeczywiście coś takiego może sie przytrafiać
                  to myśle że taką jednorazową pomyłke można wybaczyć jeśli więź łącząca
                  partnerów jest silna. Natomiast jesli zdrada jest wynikiem pewnej
                  nieprawidłowości w związku, to ukrywanie tego faktu i udawanie ze wszystko jest
                  ok stanowi przeszkodę do naprawienia wzajemnych relacji. Wtedy tak czy inaczej
                  związek faktycznie nie istnieje.
                  Nie potrafie tego racjonalnie wytłumaczyć ale dla mnie oszustwo jest złe jak
                  sama zdrada albo i gorsze.
                  życie sprawdzi nasze teorie:)
                  • frisky2 Re: Przyznać się do zdrady? 09.08.01, 21:21
                    Oby zycie nie musialo ich weryfikowac:)))
                    Saro racja - teoretyzuje. Jak byloby w rzeczywistosci? Kto to wie.
                    • Gość: Soonia Re: Przyznać się do zdrady? IP: *.regionet.pl 09.08.01, 21:37
                      frisky2 napisał(a):

                      > Oby zycie nie musialo ich weryfikowac:)))
                      > Saro racja - teoretyzuje. Jak byloby w rzeczywistosci? Kto to wie.

                      Odpukać w niemalowane:))))
                      • Gość: Ela Re: Przyznać się do zdrady? IP: *.pkp.wroc.pl 16.08.01, 11:23
                        Uważam, że należy przyznać się do zdrady. Choćby po to , żeby druga strona była �wiadoma tego , że co� jest w zwišzku nie tak. Jeżeli obydwoje się jeszcze kochajš - to ciężko , ale pogodzš się z tym faktem.
                        Jeżeli uczucie wygasło - trudno, czasem lepiej się rozstać. Najgorsze jest zakłamanie.
                        Dlaczego kobiety zdradzajš?
                        Bo najczę�ciej czujš się zaniedbywane - głownie od strony emocjonalnej.
                        W każdej z nas w głębi duszy tkwimała dziewczynka , która potrzebuje psychicznego oparcia. Jeżeli spotka bratniš duszę w osobie innego mężczyzny - wpada w jeo ramiona. Zdrada fizyczna w wydaniu kobiety nie jest jeszcze taka gro�na dla zwišzku jak wła�nie zdrada psychiczna. Kobieta, gdy się zakocha w innym na amen- moze po prostu odej�ć.
              • Gość: Ami Re: Przyznać się do zdrady? IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 21.08.01, 00:05
                Saro, to nie jest takie proste. Człowiek rzadko kiedy potrafi doskonale ukryć
                uczucia, w koncu druga strona domyśla się wszystkiego i już wie. Uczucie, że
                było się oszukiwanym jest okrutne. To brak szacunku dla Ciebie, nieliczenie sie
                z Tobą. Jest wtym pewna manipulacja. Ja wolę wiedzieć i móc podjąć decyzję.
                Mimo wszystko jest dużo racji w tym co napisałaś. Trzeba tylko wielkiej siły,
                żeby poradzić sobie z poczuciem winy, naprawde wielkiej. I jeszcze to ukryć.
                • Gość: sara Re: Przyznać się do zdrady? Ami? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 21.08.01, 11:52
                  Zgadza sie, to nie toczy sie po najmniejszej linii oporu, to jest jak okrutna
                  pokuta. W dodatku rzeczywiscie ciezko skrywac targajace nami uczucia. Lecz
                  jesli to byl tylko blad, nadal kochamy meza/zone, to poczucie winy nie powinno
                  sklaniac nas do postepkow egoistycznych. A takim wlasnie krokiem
                  byloby "wyznanie". Myslimy potocznie, ze tego wymagalaby od nas uczciwosc.
                  Myslimy, ze nasz partner wlasciwie nie ma wyjscia, musi nam wybaczyc jak
                  niegdys mama i tata. Mozemy sie przeliczyc, to po pierwsze. Po drugie, mozemy
                  go zranic smierterlnie czyms, co dla nas nie bylo zyciowa sprawa. Tak wiec moze
                  sie okazac, ze skrzywdzony nie chce i/lub nie jest w stanie nam wybaczyc.
                  Nie zdobedziemy tez zadnych punktow jesli chodzi o wzajemne zaufanie ( "patrz
                  jaki jestem uczciwy, przyznalem sie sam!" moze i tak spowodowac
                  nastawienie: "mogl zrobic to raz, moze bedzie mogl i drugi i trzeci i
                  znow...").
                  Rozumiem, ze w pierszym, zrozumialym odruchu uczciwosci moje stanowisko wydaje
                  sie nie fair. Ale czy na pewno jest uczciwe obmywanie w prawdzie wlasnej duszy
                  gnebionej wyrzutami sumienia poprzez zadanie ciosu, ktorego impet przerzuci
                  czesc tego brzemienia na niewinna osobe? Zabrac jej oddech, po czym tlumaczyc,
                  ze z tym da sie dalej razem zyc, miec nadzieje, prosic o przebaczenie?
                  Niezrozumiale.
                  Ale jak nazwac swiadome stosowanie zdrady jako afrodyzjaka w malzenskim
                  pozyciu? I wtedy jestesmy bardzo uczciwi, bowiem natychmiast mezowi trzeba
                  powiedziec o przygodzie, jest to warunek sine qua non. Wtedy on, w panicznym
                  strachu, staje sie super kochankiem i amantem, maszyna erotyczna bez uczucia
                  zawodu, ponizenia, checi odwetu. Nawet jesli jest taka bajka, to mi sie nie
                  podoba.
                  • Gość: Soonia Re: Przyznać się do zdrady? do Sary IP: *.regionet.pl 21.08.01, 14:41
                    Saro, ty widzisz przyznanie sie do zdrady jako
                    postępek egoistyczny, ulzenie sobie w wyrzutach
                    sumienia. Z mojego punktu widzenia wygląda to
                    inaczej. Ja chciałabym wiedzieć. Przyznanie sie do
                    zdrady partnera potraktowałabym jako pełne szacunku
                    spełnienie moich oczekiwań i jako konieczną
                    uczciwość. Zatajenie faktu zdrady było by dla mnie
                    egoistycznym uchylaniem się od odpowiedzialności.
                    Ty sądzisz ze ulgę przynosi zwierzenie, ja że łatwiej
                    jest okłamać.
                    Wydaje mi się też ze na poziomie podswiadomości
                    partner wie ze został zdradzony, jest mu zle sam nie
                    wie dlaczego. Moze to bajka ale mnie się podoba,
                    wiara w tą bajkę daje mi niewiadomo czemu poczucie
                    bezpieczeństwa.
                    pozdrawiam
                    • sara Re: Przyznać się do zdrady? do Sooni 21.08.01, 15:29
                      Bardzo trafnie sporzadzony protokol rozbieznosci. Oczywiscie, ze ile ludzi,
                      tyle drog. Pozdrawiam.
                      sara
                  • Gość: Ami Re: Przyznać się do zdrady? Ami? IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 21.08.01, 17:55
                    Saro, generalnie zgadzam się z Tobą. Przyznanie się to jak spowiedź,
                    oczyszczenie się i niech zdradzony teraz sobie z tym radzi. To jest egoizm.
                    Ja zwracam tylko uwagę na sytuację, gdy zdradzony wyczuwa, że coś się stało i,
                    że jest to poważny problem. Co wtedy? Co odpowiedzieć na pytanie, co się stało.
                    Poza tym, rzadko dochodzi do zdrady bez przyczyny. (Pomijam sytuacje, gdy ktoś
                    traktuje ją jak afrodyzjak, albo twierdzi, że to się zdarza i nie ma nad czym
                    myśleć, bo taka jest ludzka natura. Nie oceniam takich sytuacji w tej chwili,
                    po prostu nie chcę ich rozważać.)
                    Pytanie autora pierwszego postu brzmiało: powiedzieć czy nie? Tu nie ma
                    jednoznacznej odpowiedzi. Myślę, że bez rozważenia przyczyn zdrady, nie
                    znajdziemy odpowiedzi. To jest dość ogólny problem. Ludzie w swoim działaniu
                    często kierują się tym czego chcą, a potem, gdy skutki ich zaskakują, z wielką
                    żarliwością wyznają, ja tego nie chciałem. Zanim cokolwiek wyznamy, zastanówmy
                    się czego chcemy uniknąć, a potem, co chcemy osiągnąć. Jeśli zależy nam na
                    oczyszczeniu samych siebie, lepiej milczeć. Ale jeśli partner domyśla się, że
                    jest lub był oszukiwany, milczenie nic nie da. Ale wówczas trzeba się
                    przygotować na konsekwencje, czasami bardzo poważne.
                    • sara Re: Przyznać się do zdrady? do Ami 21.08.01, 21:02
                      Wlasciwie chyba podsumowalas temat i to wyczerpujaco. Pozdrawiam.
                      • Gość: Ami Re: Przyznać się do zdrady? do Sary IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 21.08.01, 23:39
                        Dziękuję. Również serdecznie pozdrawiam.
                  • Gość: grzzechu Re: Przyznać się do zdrady? Ami? IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 25.08.01, 09:17

                    Gość portalu: sara napisał(a):

                    > Niezrozumiale.
                    > Ale jak nazwac swiadome stosowanie zdrady jako afrodyzjaka w malzenskim
                    > pozyciu? I wtedy jestesmy bardzo uczciwi, bowiem natychmiast mezowi trzeba
                    > powiedziec o przygodzie, jest to warunek sine qua non. Wtedy on, w panicznym
                    > strachu, staje sie super kochankiem i amantem, maszyna erotyczna bez uczucia
                    > zawodu, ponizenia, checi odwetu. Nawet jesli jest taka bajka, to mi sie nie
                    > podoba.

                    Co Ty opowiadasz kobieto? Jakbys miala odrobina przyzwoitosci to bys mu powiedziala i odeszla, zeby on nie tracil czasu z taka szmata jak TY, ale nie, Ty bedziesz sie upajac publicznie swoim k.......
                    • Gość: maur Re: Przyznać się do zdrady? Ami? IP: *.chello.pl 25.08.01, 09:29
                      Gość portalu: grzzechu napisał(a):

                      >
                      > Gość portalu: sara napisał(a):
                      >
                      > > Niezrozumiale.
                      > > Ale jak nazwac swiadome stosowanie zdrady jako afrodyzjaka w malzenskim
                      > > pozyciu? I wtedy jestesmy bardzo uczciwi, bowiem natychmiast mezowi trzeba
                      >
                      > > powiedziec o przygodzie, jest to warunek sine qua non. Wtedy on, w paniczn
                      > ym
                      > > strachu, staje sie super kochankiem i amantem, maszyna erotyczna bez uczuc
                      > ia
                      > > zawodu, ponizenia, checi odwetu. Nawet jesli jest taka bajka, to mi sie ni
                      > e
                      > > podoba.
                      >
                      > Co Ty opowiadasz kobieto? Jakbys miala odrobina przyzwoitosci to bys mu powied
                      > ziala i odeszla, zeby on nie tracil czasu z taka szmata jak TY, ale nie, Ty bed
                      > ziesz sie upajac publicznie swoim k.......

                      Chyba troche nie zalapalismy co kolezanka miala na mysli, nie? :p
        • Gość: kobieta Re: Przyznać się do zdrady? IP: 10.0.32.* / *.dolsat.pl 20.08.01, 21:26
          Idz sie pomodlic, albo lepiej po " dobrą rade" do jakiegoś ksiedza on napewno
          Ci nie odmowi.
      • myszkin Re: Przyznać się do zdrady? 25.08.01, 10:32
        Gość portalu: kobieta napisał(a):

        > Zdradziłam raz swojego meza i powiedziałam mu o tym.Zdradziłam bo chciałam
        > spróbowac seksu z kims innym bo moj maz mnie nie podniecał. Nie mielismy
        > problemow z seksem do tej pory, własciwie należał do udanych.Zdradziłam go bo
        > czuł sie pewnie i traktował mnie podle.Jak mu powiedziałam to on ryczał i walił
        >
        > głową w sciane .Zadawał sobie pytanie: Dlaczego był idiotą i nie
        > przewidział ,ze moge od niego odejsc albo zdradzić go? Teraz jest wspaniałym
        > męzem a ja nie spoglądam na innych facetów.To wszystko odbyło sie w 10 roku
        > małzenstwa. Większosc przezywa takie sytuacje a niektore pary sie rozstaja.


        Ludzie nie robcie sobie takich rzeczy ! Jezeli traktowal Cie podle, to powinnas
        go opuscic, albo dac mu wytlumaczyc ze krzywdzi Cie, ale nie poprzez zdrade.
        Aspekt seksualny ma tu mniejsze znaczenie, ale poczucie ze bliska osoba zwraca
        sie przeciwko tobie jest potworne. Tego nie wolno robic osobie z ktora dzielisz
        swoje zycie. Tak nie wolno karac. Rozumiem, ze w zyciu sa rozne sytuacje.
        Istnieja pokusy. Czasami zalujemy, ze cos zrobilismy. Uwazam, ze opowiadanie
        swojemu partnerowi o tym jest egoizmem. By pozbyc sie wlasnych wyrzutów sumienia
        obarczamy te druga osobe, szukajac rozgrzeszenia. Ale postawmy sie w roli tego
        partnera, czy chcielibysmy wiedziec?
    • Gość: Ami Re: Przyznać się do zdrady? IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 20.08.01, 23:56
      Nie wiem, dlaczego kobiety zdradzają, ale wiem jak to boli. Nie baw się w
      teorię, nie dopuść do tego. Świat się wali i w końcu nie wytrzymujesz,
      odchodzisz. Jeśli zostaniesz, nic już nie będzie takie samo.
      • Gość: Loli Re: Przyznać się do zdrady? IP: 212.244.106.* 22.08.01, 13:33
        26lat , 4 lata stażu małzenskiego.Tak ,zdradzam mojego męza- nie chodzi tylko o
        sex - jestem zakochana. I to własnie jest problem - dla mojego męza zdrada to
        nie sex ale właśnie uczucia.
        Tylko zapomina że ja tez je mam a dla niego jestem skrzyżowaniem kucharki ,
        sprzątaczki i -cytując,,dupy".
        Nie pamietam kiedy ostatnio gdzieś bylismy , nie pamiętam kiedy dostałam kwiaty
        i codzienne wysłuchuję jakie to szczęscie mi się trafiło że się ze mną
        ożenił .
        Dla niego nie liczy się fakt że jestem ładna , niegłupia- jestem
        poprostu,,starą dupą".
        Przy męzczyżnie z którym go zdradzam czuję się piękna , kochana ,rozumiana.
        Jesteśmy szalenie ostrożni- tu liczy się obustronna dyskrecja .
        Nigdy nie przynam się mojemu męzowi- po co ?
        • Gość: Olina Re: Przyznać się do zdrady? IP: 195.216.97.* 22.08.01, 14:16
          Kobieta nie zdradza bez przyczyny maxim. Jesli bedziesz
          kochał,szanował,okazywał uczucia i robił to z potrzeby "seca i ducha" to twoja
          przyszła zona bedzie przy tobie szczęsliwa i spełniona. Daj jej poczucie tego,
          że jest spełnieniem twoich marzeń o tym co dobre,piekne i prawdziwe. I wtedy
          nie będziesz musiał sprawdzać jej notesów,zapisków czy ksiązki tel w komórce.

          Ja zdradziłam.Bo brakowało mi tego wszystkiego. Bo przy kochanku czułam się
          piękna, kochana, pożadana,jedyna i niezastapiona.Bo on mnie potrzebował i
          patrzył na mnie z czułością kiedy spałam. Nie kochałam go. Nigdy o tym nie
          powiedział chłopakowi.Bo jego kochałam.

          Myślę, że jeżeli dowiadujemy sie o zdradzie to nie uda sie wybaczyć i
          zapomnieć.Moja mądra mama mówi, że jak zbijesz dzban to posklejany nawet do
          najmniejszego kawałeczka już nigdy nie bedzie całością. Zawsze będzie popękany
          • Gość: Soonia Re: Przyznać się do zdrady? IP: *.regionet.pl 22.08.01, 15:36

            > Myślę, że jeżeli dowiadujemy sie o zdradzie to nie
            uda sie wybaczyć i
            > zapomnieć.Moja mądra mama mówi, że jak zbijesz dzban
            to posklejany nawet do
            > najmniejszego kawałeczka już nigdy nie bedzie
            całością. Zawsze będzie popękany

            Dlaczego ludzie wiedząc o tym mimo wszystko zdradzają i
            to tych których kochają? Jest to dla mnie fenomenalne
            zjawisko ktorego nigdy moj ograniczony chyba mozg nie
            pojmnie.
            pozdrawiam

      • Gość: Manna Re: Przyznać się do zdrady? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 25.08.01, 00:27
        Gość portalu: Ami napisał(a):

        > Jeśli zostaniesz, nic już nie będzie takie samo.

        Zostałam, a może raczej wróciłam. Nie jesteśmy małżeństwem, więc w pewnym
        momencie powiedziałam, że chcę przez pewien czas być sama. Było to kłamstwo bo
        chciałam być z kimś innym. Kiedy wróciłam nie tłumaczyłam się, podtrzymałam
        wersję sprzed rozstania. Nic już nie jest takie samo, wiem Ami, wiedziałam, że
        tak będzie, jednak to zrobiłam. Bardzo męczy mnie świadomość kłamstwa, ale nie
        chcę i nie powiem prawdy... "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal",
        zraniłabym go bardzo.
        • Gość: motek Re: Przyznać się do zdrady? IP: *.sympatico.ca 25.08.01, 03:11
          To znaczy: oszukujesz go bo chcesz go ''miec''?

          Pozdrawiam,

          -m-


          • Gość: ula Re: Przyznać się do zdrady? IP: *.hartford-11-12rs.ct.dial-access.att.net 25.08.01, 05:32
            albo klamie poniewaz boi sie konsekwencji ...

            ogolnie mowiac do zdrad, bez wzgledu na motywy jakimi sie kieruja (ciekawosc,chec
            przygod albo zemsta na przyklad) posuna sie tylko osoby, ktore sa zdolne
            oszukiwac...ale i samo spoleczenstwo ulatwia zdrady poniewaz tworzy wokol nich
            atmosfere atrakcyjnosci co jest najbardziej widoczne w filmach gdzie zdrada
            pokazywana jest jako zrodlo niebianskich niemalze rozkoszy...


            Gość portalu: motek napisał(a):

            > To znaczy: oszukujesz go bo chcesz go ''''miec''''?
            >
            > Pozdrawiam,
            >
            > -m-
            >
            >

            • Gość: maur Re: Przyznać się do zdrady? IP: *.chello.pl 25.08.01, 08:53
              Gość portalu: ula napisał(a):

              > ogolnie mowiac do zdrad, bez wzgledu na motywy jakimi sie kieruja (ciekawosc,ch
              > ec
              > przygod albo zemsta na przyklad) posuna sie tylko osoby, ktore sa zdolne
              > oszukiwac...>

              Wszyscy sa zdolni oszukiwac, to nic nadzwyczajnego, wierz mi.
              • Gość: Ami Re: Przyznać się do zdrady?do maura IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 25.08.01, 15:56
                Nie wszyscy, wierz mi. Takie uogólnianie jest niebezpieczne. Szybko uczysz się
                wtedy oszukiwać samego siebie. Potem cokolwiek sie stanie, jesteś bez winy,
                albo nie tak całkiem winny. Jakoś tak wyszło, nie wiem jak to mozliwe, bo Ty
                taka/taki jesteś...itd. Przyczyn trzeba szukać w sobie a potem na zewnątrz, ale
                to zmusza do przyjęcia do wiadomości nie zawsze miłej prawdy na własny temat.
                Za to daje szansę. I potem nie potrafisz już oszukiwać, taką mam przynajmniej
                nadzieję. Pozdrawiam.
                • Gość: maur Re: Przyznać się do zdrady?do maura IP: *.chello.pl 25.08.01, 20:25
                  Ami, nie chodzilo mi o to, ze wszyscy oszukuja. Mialem na mysli to, ze wszyscy
                  sa, w pewnej sytuacji, w stanie to robic. A byc moze sie myle. Przypominaja mi
                  sie eksperymenty Zimbardo albo Ascha (hmm, chyba jego, chodzi mi o ten z
                  aplikowaniem szokow elektrycznych). W koncu niewielka czesc badanych nie
                  podporzadkowala sie prowadzacemu. Pytanie tylko, czy jesli prowadzacy
                  przystawilby im pistolet do glowy, tez by sie opierali.
                  Jednak wydaje mi sie, ze kazdy moze znalezc sie w sytuacji, w ktorej oszustwo
                  bedzie lepszym wyjsciem (z jego punktu widzenia, oczywiscie)
                  • Gość: ula Re: Przyznać się do zdrady?do maura IP: *.hartford-01-02rs.ct.dial-access.att.net 09.09.01, 16:49
                    zgadzam sie z tym, ze potencjalnie oszukac moze kazdy i prawdopodobnie nie ma na
                    swiecie czlowieka, ktory uczciwie moze powiedziec "ja - nigdy nie oszukalem",
                    problem w/g mnie zaczyna sie wtedy gdy oszukujacy bez zastanowienia sie nad
                    konsekwencjami je popelnia a po fakcie usprawiedliwia sie z oszustw i uwaza, ze
                    nic zlego nie zrobil, nie czuje zadnych wyrzutow sumienia, nie zastanawia sie nad
                    negatywnymi skutkami swojego zachowania dajac sobie w ten sposob pozwolenie do
                    nastepnych oszustw.

                    A wracajac do tematu zdrad... twoje stwierdzenie "Pytanie tylko, czy jesli
                    prowadzacy przystawilby im pistolet do glowy, tez by sie opierali." nie bardzo do
                    tematu pasuje, bo nie sadze zeby zdrady odbywaly sie pod presja pistoletow,
                    chyba , ze mowimy o gwaltach.
                    Nikt nikogo do zdrady nie zmusza, nie sadzisz? Ani do zadnych innych oszustw,
                    nawet jesli to jest intratna oferta do kradzenia informacji np politycznych czy
                    innych - ten potencjalny oszust podejmuje decyzje na wlasne ryzyko i czesto
                    dlatego ze przedklada natychmiastowe gratyfikacje nad pozniejsze straty. A na
                    koniec banalnym ale jakze prawdziwym jest powiedzenie "klamstwo ma krotkie nogi"..

                    pzdr od uli



                    Gość portalu: maur napisał(a):

                    > Ami, nie chodzilo mi o to, ze wszyscy oszukuja. Mialem na mysli to, ze wszyscy
                    > sa, w pewnej sytuacji, w stanie to robic. A byc moze sie myle. Przypominaja mi
                    > sie eksperymenty Zimbardo albo Ascha (hmm, chyba jego, chodzi mi o ten z
                    > aplikowaniem szokow elektrycznych). W koncu niewielka czesc badanych nie
                    > podporzadkowala sie prowadzacemu. Pytanie tylko, czy jesli prowadzacy
                    > przystawilby im pistolet do glowy, tez by sie opierali.
                    > Jednak wydaje mi sie, ze kazdy moze znalezc sie w sytuacji, w ktorej oszustwo
                    > bedzie lepszym wyjsciem (z jego punktu widzenia, oczywiscie)

        • Gość: Ami Re: Przyznać się do zdrady? IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 25.08.01, 15:52
          Smutny jest Twój post. Zastanawiam się, czy wiesz dlaczego wróciłaś i czy na
          pewno chcesz zostać. Pozdrawiam.
          • Gość: Soonia Re: Przyznać się do zdrady? IP: *.ertel.com.pl 25.08.01, 16:47
            Widze Ami ze nalezysz do ludzi ktorych moralność
            osiągneła najwyzszy stopień rozwoju. Dodaje mi otuchy
            to ze są tacy ludzie. Nie chce ci się podlizywać ale
            naprawde jestem pod wrazeniem twojej madrości.
            pozdrawiam serdecznie
          • Gość: Ami Re: Przyznać się do zdrady? do Manny IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 25.08.01, 19:51
            Gość portalu: Ami napisał(a):

            > Smutny jest Twój post. Zastanawiam się, czy wiesz dlaczego wróciłaś i czy na
            > pewno chcesz zostać. Pozdrawiam.

            To do Manny, oczywiście.
            • Gość: Manna smutny post IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 26.08.01, 14:07
              no tak, smutny, bo mi głupio. Byliśmy razem 7 lat, nigdy, przenigdy nie
              przeszło mi przez myśl, że mogłabym zainteresować się kimś innym, a tu... taka
              niespodzianka. Zawiodłam samą siebie przede wszystkim. Teraz znów jestesmy
              razem i dalej mam przekonanie, że to ten jedyny, z którym chciałabym spędzić
              resztę życia. Jestem tchórzem, tak, ktoś to już tu napisał, bałabym się
              konsekwencji.. więc nie powiem nic, nie przyznam się.
              • Gość: ula Re: smutny post IP: *.hartford-11-12rs.ct.dial-access.att.net 03.09.01, 06:03

                a czy jestes pewna, ze twoja druga polowa niczego nie zauwazyla nawet jesli tego
                nie okazuje? Przeciez musialo sie to odbic na twoim do niego stosunku, nie moglas
                byc taka sama kiedy zdradzalas - moglas byc nawet lepsza dla niego niz przedtem
                co tez nie mogloby przejsc niezauwazone. A poza tym jesli sie jest w bliskim
                zwiazku to wiele sie po prostu wyczuwa intuicyjnie.
                I jeszcze jedno czy zastanowilas sie jak bedziesz wygladac w oczach chlopaka
                jesli on sie o tym dowie nie od ciebie bezposrednio? Zdrada jest oszustwem ale
                nastepnym oszustwem jest jej zatajanie. I tak juz bedziesz brnela z jednego
                klamstwa w kolejne?
                Nie zazdroszcze ci zdradzenia i ukrywania sie z tym ale tez nie mam zamiaru palic
                cie na stosie. Byc moze oboje ustaliliscie ze w przypadku zdrady nie informujecie
                sie o niej wzajemnie wiec wszystko jest w porzadku. Ale jesli tego typu umowy nie
                bylo to najlepiej byloby wybadac czy twoj chlopak chcialby sie o niej od ciebie
                dowiedziec. Nie mozesz za niego podejmowac tego rodzaju decyzji, on tak samo jak
                ty, jest dorosly i ma prawo do informacji ktore go dotycza i podjecia decyzji.
                serdecznie pozdrawiam

                ło mi przez myśl, że mogłabym zainteresować się kimś innym, a tu... taka
                > niespodzianka. Zawiodłam samą siebie przede wszystkim. Teraz znów jestesmy
                > razem i dalej mam przekonanie, że to ten jedyny, z którym chciałabym spędzić
                > resztę życia. Jestem tchórzem, tak, ktoś to już tu napisał, bałabym się
                > konsekwencji.. więc nie powiem nic, nie przyznam się.

                • Gość: Manna Re: do uli IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 08.09.01, 21:00
                  Ula, ja juz nie wiem czy to byla zdrada. My sie po prostu rozstalismy na pare
                  miesiecy, wiec nic nie mogl zauwazyc (chodzi mi o zachowanie wzgledem niego).
                  Nie pytalismy sie siebie co sie dzialo podczas tych miesiecy. Jakos tak wyszlo.
                  Chyba oboje wolelismy nie wiedzieć.
                  • Gość: jajacek Re: Wspolczuje wam !wszystkim IP: *.kabel.telenet.be 09.09.01, 15:22
                    Zebrala sie tu grupa ludzi niewatpliwie wrazliwych.
                    Wy swoje i zycie swoje ,reszta wali sie po katach az trzeszczy i nie ma
                    moralnych dylematow.
                    Ryzyko jest wkalkolowane w taki skok na bok,a co oczy niewidza to sercu nie zal.
                    Wyluzujcie
                  • Gość: ula Re: do Manny IP: *.hartford-01-02rs.ct.dial-access.att.net 09.09.01, 17:10
                    wiec moze nie byla to zdrada sensu stricto ale czy nie lepiej byloby dojsc do
                    porozumienia z najblizszym i ustalic wasze poglady na temat monogami, zdrad, i
                    tego czy w ich przypadku chcielibyscie o nich rozmawiac. Odpowiedz na te pytania
                    u musicie znalezc sami.
                    Zadaje sobie sama i tobie tez pytanie czy ktos jest mniej zraniony jesli nie jest
                    eswiadomy zdrady? Przeciez ten ktos zyje iluzja, nawet jesli o tym nie wie, a do
                    tego jest manipulowany przez tego kto jest wszystkiego swiadomy.
                    I jeszcze mala analogia - czy lepiej zeby lekarz nie uswiadomil pacjentowi ze
                    pacjent jest chory? I jak bez tej informacji rozpoczac jakiekolwiek leczenie albo
                    uzyskac kooperacje pacjenta?
                    pzdr
                    ula

                    Gość portalu: Manna napisał(a):

                    > Ula, ja juz nie wiem czy to byla zdrada. My sie po prostu rozstalismy na pare
                    > miesiecy, wiec nic nie mogl zauwazyc (chodzi mi o zachowanie wzgledem niego).
                    > Nie pytalismy sie siebie co sie dzialo podczas tych miesiecy. Jakos tak wyszlo.
                    >
                    > Chyba oboje wolelismy nie wiedzieć.

    • Gość: Ami Re: Przyznać się do zdrady?do maura IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 02.09.01, 20:59
      Wybacz tak późną odpowiedź.
      Będę się upierać, że nie wszyscy są zdolni do oszukiwania. Nie miałam na myśli
      sytuacji przymusowych, jeśli zostanę zmuszona do oszystwa, odbieram to jak
      gwałt zadany mojej psychice. Nie mówię też o sytuacjach tak prostych, jak
      podziękowanie za dobry obiad, bo tak wypada, to kwestia kultury. Wszystko
      zależy od wybranegu systemu wartości. Nie miałam na myśli potencjalnych
      możliwości i tak też odebrałam Twój post. Potencjalnie mogę mordować, kłamać
      lub uprawiać najstarszy zawód świata. Przykłady możemy mnożyć, ale nie oto
      chodzi. Jeśli tych rzeczy nie robię, to nie ze strachu czy lenistwa. Nie jestem
      do nich zdolna, one nie mieszczą się w moim systemie. Dlatego niektórzy nie są
      zdolni do oszustwa, nawet jeśli to zrobią, to płacą za to wysoką cenę. I
      pewnych rzeczy nie zrobisz, bo system półprawd nie wchodzi w grę, ukrywanie też
      nie. A jeśli ktoś zarzuci Ci kłamstwo, z całym spokojem odpowiadasz, nie masz
      racji. To ma swoje dobre i złe strony, możemy o tym długo dyskutować, możemy
      rozważać sytuacje ekstremalne, ale wierz mi, ludzie niezdolni do oszukiwania
      istnieją. Choć nie jest to najłatwiejsze istnienie.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja