natala_27
31.05.08, 14:54
Witam!
Jestem nowa na tym forum. Mam na imię Natalia, mam 27 lat. Z mężem jesteśmy 10
lat razem w tym 3 lata jako małżeństwo. Co prawda mój mąż lubi sobie wypić,
ale jak do tej pory po wypiciu był spokojny, potrafił nad sobą zapanować. Od
jakiegoś czasu to się zmieniło, stał się niekiedy agresywny. W czwartek pił z
kolegą bimber i po opijali się - ale był spokojny. Wczoraj wyciągnął mnie do
znajomego, pojechaliśmy samochodem - niby na piwko. A na miejscu okazało się,
że mój mąż miał przy sobie flaszę bimbru. Owszem sprzeciwiłam się, bo dopiero
co wczoraj pił, więc zaczęłam mu mówić/prosić aby dał sobie z tym spokój. A on
zareagował w niemiły sposób. Zaczął przy koledze mówić abym spadała, żebym
zamknęła ryja bo ryj ma świnia i ja, a jak coś mi się nie podoba to pójdziemy
do adwokata i będzie rozwód. Po prostu własnym uszom nie dowierzałam. Mój mąż
z takimi tekstami! W pewnym momencie zaczął się koledze przechwalać, że kilka
lat wstecz jak jeździł na dyskoteki do zaliczał panienki (żadnej okazji nie
przepuścił). I to mówił w mojej obecności. Ja o tym nie miałam bladego
pojęcia, owszem wiedziałam tylko o 4 panienkach. A ten mówi abym do tej
czwórki dopisałam sobie jeszcze zero. Czyli 40 !!!!! W głowie mi się nie
mieści. Jak zostaliśmy parą to on miał 16 a ja 17 lat, a on twierdzi że ten
incydent miał miejsce jak jeszcze mnie nie znał. Wkurzyłam się, a on dalej
pił. W drodze powrotnej do domu był tak nawalony, że szok. Zaczął mi podczas
jazdy ubliżać, że ci.. ze mnie, że mam spie..ć, że jestem najgorszą
kochanką jaką tylko miał. Już te panienki które kiedyś tam zaliczał były
lepsze. Cała drogę mi ubliżał, a jak zajechałam na podwórko to już nie
wytrzymałam i wykrzyczałam mu "przestań gnojku tak się do mnie odzywać". Jak
tylko usłyszał słowo "gnojku" wpadł w szał a była już ok godz. 1ej w nocy.
Zaczął mi jeszcze bardziej ubliżać, złapał mnie za bluzę i mocno przycisnął do
ściany domu sąsiadów, wygrażał że mi wleje. Uciekłam mu na ulicę, gonił mnie.
Wyzywał od kurw, szmat, suk, dziwek. Złapał mnie zaczął ściskać nadgarstki,
nawet mam sińca. Wyrwałam się i uciekłam do domu, chciał mi klucze zabrać
mówiąc "oddawaj klucze ku.., śpisz na dworze". Ostatnio kupił sobie wiatrówkę
i słyszałam jak biegnie po schodach na górę i krzyczy "ja cię ku.. urządzę".
Słyszałam tylko jak ładuje wiatrówkę, od razu uciekłam z domu. Po ok godzinie
wróciłam, spał. Dziś czuję się jakbym z kosmosu spadała. SZOK! Skąd w nim tyle
agresji i to skierowanej w moją stronę. Nigdy takich sytuacji nie było, tych
wyzwisk też. Rano wstał, przyszedł do mnie na dół bo spałam u teściowej w
pokoju (akurat jej nie ma w domu). Przepraszał, mówił że ma kaca moralnego, że
żałuje i przykro mu.