Gość: Ania
IP: *.acn.pl
18.09.03, 17:15
Właśnie się poryczałam. Na środku ulicy, jak 12 letnie dziecko.
Właściwie to się nawet tak czuję...
Spotkałam swoją matkę, z którą prawie nie utrzymuję kontaktów od około pół
roku. Powiedziałam, że chcę do niej wpaść i pogadać. A ona - że nie ma dziś
dla mnie czasu i nie wie, kiedy będzie miała...
Wyrzuciła mnie z domu, jest niepijącą alkoholiczką. W domu na porządku
dziennym była przemoc fizyczna i psychiczna. Policja -starzy znajomi. Ja i
siostry często dzwoniłyśmy pod 997.
Ojca nie widziałam przez 10 lat. Niedawno się ocknął i przypomniał sobie,że
ma dzieci.
Uciekłam do dalszej rodziny. Znalazłam pracę, mieszkam z małymi, poznałam
świetnego chłopaka (tylko szkoda, że nie z mojego miasta i teraz nie mam się
do kogo przytulić i wypłakać cały żal do świata).
I co? Jedyne o czym mysle, to to, że jestem jakaś spieprz..a i nawet własna
matka nie chce mnie widzieć. Czuję się barzo źle. Na wizyty u psychologa nie
mam czasu -bo kto się małymi zaopiekuje. Zresztą, dziadków mają takich, że
pożal sie boże...
A mam niecałe 21 lat :((( do d takie życie