Gość: Kinia
IP: *.zgpila.com.pl / 195.94.212.*
19.09.03, 08:31
Spotykałam się z facetem przez 9 miesięcy - kochał, tesknił, obrzucał
kwiatami, spędzał ze mną każdą wolną chwilę, był czuły, delikatny, miał
fantastyczne pomysły na wspólne spędzanie czasu, nosił mnie na rękach, nieba
by mi uchylił i sięgnął po gwiazdkę z nieba, poważnie mówił i działał (sic!)
w kierunku naszej ustabilizowanej przyszłosci...początkowo trochę mu się
opierałam ale w końcu zaczęłam mu odwzajemniać uczucie z równym jemu
zaangażowaniem - płakał ze szczęscia! Nagle...zaczął mnie unikać wykręcając
się koniecznością nadrobienia zaległości zawodowych...w końcu dostałam
mailem info, że kocha i tęskni ale potrzebuje teraz trochę
samotności...potem były jeszcze ze dwa telefony, w których przekonywał mnie
również o swoim uczuciu...po czym przestał się w ogóle odzywać - nie
odpowiadał na moje smsy, nie dzwoni już od 3 tygodni...wiem, ze to koniec,
wiem, ze odszedł, że to, że załatwił to jak tchórz powinno mnie tylko do
niego zniechęcić...ale nie potrafię się jednak z tym pogodzić...jestem
strasznie zawiedziona, nie rozumiem dlaczego tak sie stało...jestem
pozbawiona złudzeń i nadziei ze będe po tym w stanie komukolwiek
zaufać...Pomóżcie proszę - jak sobie poradzić w takim stanie i jak odzyskać
wiarę, że są na świecie ludzie godni zaufania?