tomek.78
17.06.08, 12:26
Jesteśmy małżeństwem od 4 lat, 1,5 roku temu urodziło się nasze pierwsze
dziecko i od tego czasu wszystko się zmieniło... niestety na gorsze. Moja żona
kompletnie mnie nie zauważa, czasami odnoszę wrażenie, ze ja byłem jej tylko
potrzebny do spłodzenia dziecka i przynoszenia do domu pieniędzy, teraz liczy
się tylko dziecko i poza nim świata nie widzi. Rozumiem, że kocha naszą córkę,
ja tez ja kocham, ale pamiętam, że prócz dziecka mam też żonę. Od 1,5 roku ze
sobą nie śpimy, nie w sensie seksu tylko nocowania. Żona śpi z córką i tak ją
rozpieściła, że teraz mała ani myśli spać sama. Co do samego seksu, to też
jest taki nijaki. Kochamy się max. raz w tygodniu, najczęściej z mojej
inicjatywy, a sam seks jest delikatnie mówiąc kiepski, mam wrażenie, ze zona
po prostu "odwala pańszczyznę". Przed ślubem czy tez przed urodzeniem dziecka
było cudownie, kochaliśmy się codziennie, czasami kilka razy dziennie, często
zona inicjowała stosunek, często coś wymyślała, proponowała, była chętna
poeksperymentować, a teraz to nie wiem czy choćby 10% zostało z tego co było.
Abstrahując od seksu to nasze codzienne życie też stało się bardzo ubogie i
monotonne. Rozumiem, ze nie będzie jak dawniej, ze wypady pod namiot można
sobie darować, że wakacje już zawsze będą wyglądały inaczej, że teraz nie mamy
czasu wyskoczyć razem na piwko itp..., ale obecnie nasze życie w 100% kreci
się wokół dziecka. Moja zona o niczym innym nie mówi, o niczym innym nie myśli
i poza dzieckiem nic innego jej nie interesuje.
Próbowałem z nią rozmawiać, ale zaraz dochodzi do kłótni, płaczu, zarzutów, ze
nie kocham naszego dziecka... Już sam nie wiem co mam robić, dłużej takiej
sytuacji nie wytrzymam, zwłaszcza, ze żona zaczyna mówić o drugim dziecku :/
Kocham zonę, kocham córkę, chciałbym mieć kolejne dziecko, ale jak sobie
pomyślę, ze czeka mnie powtórka z rozrywki to mam serdecznie dość.
Nie wiem czy tak jest w każdym małżeństwie po urodzenia dziecka, czy tylko ja
mam takiego pecha? A może odczuwam to w ten sposób dlatego, że przed
narodzinami córci mieliśmy naprawdę bardzo ciekawe i pasjonujące życie, nigdy
się nie nudziliśmy... a teraz wszystko się skończyło. Sam już nie wiem co mam
robić, co myśleć i co mówić, wiem tylko tyle, że nie jestem szczęśliwy w
takiej sytuacji i chciałbym to zmienić. Poradźcie coś, jak mam z zona
rozmawiać? Naprawdę się staram, przynoszę kwiaty, zapraszam na kolację tylko
dla nas dwojga (dzieckiem zajmuje sie w tym czasie opiekunka), pomagam jej w
domowych obowiązkach... ale efekty są bardzo krótkotrwałe. Na takiej
romantycznej kolacji jest jak za starych dobrych czasów, a po powrocie do domu
wszystko wraca do normy :((