malaprosba
26.06.08, 21:13
Pisalam wczesniej na forum psychologia. Nadeszlo wiele pocieszajacych
odpowiedzi, ale jest coraz gorzej.
Bylam z nim kilka lat. Bylo pieknie, nie ukrywam. Poroznilo nas kilka spraw,
przemilczanych konfliktow. W maju odszedl. Dokladnie 2 maja. Nie zapomne nigdy
tej daty. Od tamtej chwili jest juz tylko rozpacz. Powiedzial mi ze sie nie
dogadamy, ze nie czuje tego co kiedys. Ja wciaz go kocham. Nie umiem sobie
poradzic z ta strata. Nie moge jesc - schudlam 12 kilo. Nie moge spac.
Rozpaczam. Nie umiem pogodzic sie z tym, ze to co dla mnie bylo wazne,
bezcenne juz moje nie jest. Od rozstania utrzymujemy kontakt telefoniczny.
Jest milo. Z jego stony to przyjazn, z mojej ludzenie sie, ze zmieni zdanie,
ale wiem, gdzies na dnie, ze to byla decyzja ostateczna. On ma mase planow,
wakacyjnych, weekendowych. Spotyka sie z ludzmi, jedzi nad wode, a ja umieram.
Wiem, ze to kwestia czasu jak kogos pozna i byc moze sie zakocha, a nawet
jezeli sie nie zakocha to pojdzie z kims do lozka. Wiem, ze wtedy peknie mi
serce. Dla mnie oddanie sie komus jest bardzo wazne. Dla mnie on byl tylko
moj, a ja tylko jego. Wiem, ze teraz to sie zmieni i nie umiem sobie z tym
poradzic. Nie umiem nie czuc! Prosze niech ktos mi pomoze! Nie umiem
powstrzymac tego bolu, ktory czuje. Rozstawalam sie wczesniej z mezczyznami,
ale tym razem jest inaczej. Tym razem czuje zal....... czuje bol..... czuje
niemoc i strach. Te uczucia sa tak silne, ze oddalabym te wszystkie lata z nim
spedzone za to, zeby tego nie czuc.
Jak leze wieczorami w lozku, to chcialabym nie zyc, nie czuc, nie myslec. Mam
27 lat. Nie rozumiem dlaczego moj umysl, serce nie potrafi sie ogarnac, zyc
normalnie......
Po prostu juz nie potrafie!