nie dam rady juz dluzej

26.06.08, 21:13
Pisalam wczesniej na forum psychologia. Nadeszlo wiele pocieszajacych
odpowiedzi, ale jest coraz gorzej.

Bylam z nim kilka lat. Bylo pieknie, nie ukrywam. Poroznilo nas kilka spraw,
przemilczanych konfliktow. W maju odszedl. Dokladnie 2 maja. Nie zapomne nigdy
tej daty. Od tamtej chwili jest juz tylko rozpacz. Powiedzial mi ze sie nie
dogadamy, ze nie czuje tego co kiedys. Ja wciaz go kocham. Nie umiem sobie
poradzic z ta strata. Nie moge jesc - schudlam 12 kilo. Nie moge spac.
Rozpaczam. Nie umiem pogodzic sie z tym, ze to co dla mnie bylo wazne,
bezcenne juz moje nie jest. Od rozstania utrzymujemy kontakt telefoniczny.
Jest milo. Z jego stony to przyjazn, z mojej ludzenie sie, ze zmieni zdanie,
ale wiem, gdzies na dnie, ze to byla decyzja ostateczna. On ma mase planow,
wakacyjnych, weekendowych. Spotyka sie z ludzmi, jedzi nad wode, a ja umieram.
Wiem, ze to kwestia czasu jak kogos pozna i byc moze sie zakocha, a nawet
jezeli sie nie zakocha to pojdzie z kims do lozka. Wiem, ze wtedy peknie mi
serce. Dla mnie oddanie sie komus jest bardzo wazne. Dla mnie on byl tylko
moj, a ja tylko jego. Wiem, ze teraz to sie zmieni i nie umiem sobie z tym
poradzic. Nie umiem nie czuc! Prosze niech ktos mi pomoze! Nie umiem
powstrzymac tego bolu, ktory czuje. Rozstawalam sie wczesniej z mezczyznami,
ale tym razem jest inaczej. Tym razem czuje zal....... czuje bol..... czuje
niemoc i strach. Te uczucia sa tak silne, ze oddalabym te wszystkie lata z nim
spedzone za to, zeby tego nie czuc.

Jak leze wieczorami w lozku, to chcialabym nie zyc, nie czuc, nie myslec. Mam
27 lat. Nie rozumiem dlaczego moj umysl, serce nie potrafi sie ogarnac, zyc
normalnie......

Po prostu juz nie potrafie!
    • stedo Re: nie dam rady juz dluzej 26.06.08, 21:30
      Współczuję Ci, ale to przejdzie,tylko nie możesz zamykać się przed światem.Wiem,
      że teraz tego świata nie widzisz, ale on istnieje i za jakiś czas da o sobie
      znać.A i przyjmij do wiadomości że Twoje cierpienie nie jest czymś wyjątkowym.Tu
      w ostatnich miesiącach było kilkadziesiąt wątków na ten temat.Ból przejdzie,
      trzeba tylko czasu. I lepiej będzie dla Ciebie, jak zerwiesz zupełnie kontakty.
      Tak to rozdrapujesz rany.Pozdrawiam.
    • whydoesmyheart Re: nie dam rady juz dluzej 26.06.08, 21:33
      biedactwo! :( wiem co czujesz jestem dokładnie w tym samym położeniu co Ty! Ból
      jest niesamowity. Najgorsza jest niewiedza co on robi, czy już pojawiła się
      jakaś dziewczyna? Z jednej strony chciałoby się na niego nawrzeszczeć, z drugiej
      to mogłoby popsuć nawet zwykłe kontakty, jeszcze przestałby się odzywać i co dalej?

      Mam teraz szkolenie, wyjeżdżam na miesiąc do Niemiec, boję się, że poczuje
      swobodę że znajdzie kogoś, a ja dalej żyję nadzieją, że będzie tu na mnie czekał
      i jednak wrócimy do siebie.

      Życzę Ci Kochanie żebyście wrócili do siebie żeby on zrozumiał jak bardzo go
      kochasz i jesteś gotowa dać mu wszystko.
      Trzymaj się, pozdrawiam
      • naonja81 Re: nie dam rady juz dluzej 26.06.08, 21:39
        a ja wam obu zyczę, aby do Was nie wrócili, żebyście znalazły sobie nowych
        fajnych facetów i żebyście były bardzo szczęśliwe :)

        Dobra rada cioci Naonji - jak ktoś raz skrzywdzi, zazwyczaj robi to ponownie.
        • anu-lla Re: nie dam rady juz dluzej 26.06.08, 21:46
          ale on jej nie skrzywdzil. Do milosci nikogo nie zmusisz...:( Tu
          chodzi w zyciu o to by spotkaly sie dwie osoby, ktore czuja do
          siebie to samo, chca byc do konca zycia razem, zadnych rozstań,
          placzu. RAzem. Te dwie osoby .
          • naonja81 Re: nie dam rady juz dluzej 26.06.08, 22:04
            do końca życia razem... hmmm mam wrażenie, że współcześni faceci nie chcą się
            wiązać "na zawsze". Chcą pobyć z laską jakiś czas, pobzykać, nacieszyć się, a
            jak dziewczyna chce poważnego związku, to zwijają żagiel...
        • dzika_monika Re: nie dam rady juz dluzej 27.06.08, 13:25
          tak jest a podstawa to odciąc balast - zero kontaktu - powoli to powoli żyć od nowa
          żadne tam pierdoły w stylu jest przyjaźń bo tylko was cholera weźmie jak po
          przyjacielsku przedstawią Wam nnowe lale
    • anu-lla Re: nie dam rady juz dluzej 26.06.08, 21:38
      tu pomoże tylko czas..:( i inna milosc. przytulam..
    • wredka Re: nie dam rady juz dluzej 26.06.08, 21:41
      Każda rana musi się zagoiś to potrwa.Telefony to nic dobrego tylko nie
      pozwalasz tym ranie się zabliznić.Musisz być cierpliwa.Ból kiedyś
      minie.Naprawdę ogromnie ci współczuję
    • kontik_71 Wydaje mi sie, czy 26.06.08, 21:43
      jest w tym calkiem sporo wyrzutow sumienia? Gdyby to facet ponosil
      wine za rozstanie to pewnie inaczej wygladalby ten wpis..
      • anu-lla Re: Wydaje mi sie, czy 26.06.08, 21:47
        NIe. Raczej to, ze on nie czuł tego samego co ona.
        • kontik_71 Re: Wydaje mi sie, czy 26.06.08, 21:49
          Tam byla mowa o konflikatych..
          • anu-lla Re: Wydaje mi sie, czy 26.06.08, 21:54
            hmmm a jesli celowo wywoływał kłotnie, aby to byl pretekst do
            odejscia? Niby "Nie pasujemy do siebie, niedogadujemy sie" skad ja
            to znam...
            • kontik_71 Re: Wydaje mi sie, czy 26.06.08, 21:55
              To by autorka na niego nadawala i opowiadaa nam jaki byl wredny..
              slad ja to znam.. czyzby z Fk?
              • i.see.you.baby Re: Wydaje mi sie, czy 26.06.08, 22:02
                no ale jesli nadal go kocha, to co w tym takiego dziwnego ze na niego nie nadaje?
                • kontik_71 Re: Wydaje mi sie, czy 26.06.08, 22:05
                  Gdyby on byl winny to autorce byloby latwiej sie dostosowac do
                  sytuacji
            • naonja81 Re: Wydaje mi sie, czy 26.06.08, 22:01
              to że u Ciebie tak było, nie znaczy, że autorce watku tez sie przydarzały takie
              klimaty.
          • malaprosba Re: Wydaje mi sie, czy 26.06.08, 22:06
            W wielu sprawach sie nie rozumielismy i gdzies chyba zabraklo checi, ale ja
            wierzylam, ze dogadamy sie. On jednak zdecydowal, ze latwiej jest odejsc.

            Wiem, ze ludzie bliscy umieraja, wiem, ze na swiecie jest masa tragedii. Jestem
            typem wrazliwym. Zawsze myslalam, ze jestem silna, ale mylilam sie. Jego decyzja
            i to, ze odszedl tak bardzo mnie zranila. Pamietam jak mowil, ze kocha, ze
            zawsze bedzie kochal, bo jestem wyjatkowa. Wierzylam mu we wszystko. Pierwszy
            raz kochalam i ufalam, to bylo niesamowite uczucie i zycze kazdemu zeby przezyl
            cos takiego. Jednak......... utrata jego milosci, zainteresowania i tego co
            bylo, marzen, planow jest dla mnie tak trudna, ze nie umiem wogole sie w tym
            odnalezc. Od moja ledwo funkcjonuje. Pracuje od 8 do 16. Potem wracam do domu,
            biore prysznic i klade sie do lozka. Nie potrafie znalezc sensu w tym aby gdzies
            pojsc, z kims sie spotkac, nie potrafie dostrzec ludzi wokol siebie. Mam
            wrazenie, ze cos we mnie umarlo. Wiara w milosc, w taka milosc, ktora zdarza sie
            naprawde. Bol jest niesamowity, doprowadza mnie do obledu. Swiadomosc tego, ze
            moj mezczyzna moze byc z inna kobieta, usmiechac sie do niej, spacerowac z nia,
            kochac sie - zabija mnie. Utrzymujemy kontakt, bo ja nie umiem nie wiedziec co u
            niego slychac, jak sie czuje, co zjadl na obiad. Udaje przez telefon, ze
            wszystko u mnie dobrze. Opowiadam gdzie bylam i jak bylo fajnie, a tak naprawde
            nie mam ochoty nawet pojsc do sklepu spozywczego. Nie rozumialam ludzi ktorzy
            cierpia po rozstaniach, ale teraz juz wiem, ze temu bolowi rowniez nalezy sie
            szacunek. Dzisiaj rozmawialismy i on opowiedzial mi o planach weekendowych.
            Najpierw impreza w Sopocie, a potem plazowanie, piwko i ognisko w Gdyni. Mnie
            tak nie bedzie. Ja jestem zbedna, niepotrzebna, on za mna nie teskni. On jest
            wolny. Jego koledzy to mezczyzni, ktorzy co noc lubia miec inna kobiete. Wiem,
            ze on tez tego bedzie chcial posmakowac. Wiem, ze stracilam kogos kto byl tylko
            moj. Wszystko bylo tak cudownie moje. Jego cieplo bylo moje. Kocham go! Jakie to
            jest przykre.......
            • naonja81 Re: Wydaje mi sie, czy 26.06.08, 22:09
              bidulka :((( jakiś czas temu przeżywałam dokładnie to samo co TY :( rozumiem
              Cię. te same emocje :( ale weź się w garść Kochanie. tak nie można. nie marnuj
              swojego życia. 2 miesiące żałoby są akuratne, ale obiecaj mi, że od 1 lipca
              zaczniesz się uśmiechać:) no obiecaj, proszę :)
            • anu-lla Re: Wydaje mi sie, czy 26.06.08, 22:13
              Napisze ci cos na maila:) POmoze:)Sprawdz
            • cheekymonkey Re: Wydaje mi sie, czy 26.06.08, 22:14
              postaraj się nie utrzymywać tego kontaktu.To Ci nie pomaga i nie pomoże.
              Nie umiem dodać nic więcej, poza tym,że Rozumiem.
              Ja się powoli już wygrzebuję - Tobie też się uda :)
              Trzymaj się mocno!
              • malaprosba Re: Wydaje mi sie, czy 26.06.08, 22:27
                Caly dzien przezywam tylko po to zeby wieczorem uslyszec jego glos. Rozmawiamy
                30 minut, o wszystkim i o niczym. Nigdy nie poruszamy tematu NAS. On pewnie nie
                chce, bo uwaza, ze nie ma juz o czym mowic, a ja dlatego, ze boje sie, ze on
                powie to co wyzej napisalam. Po tych rozmowach zasypiam spokojna. Wiem, ze
                nigdzie nie bylo, albo wiem gdzie byl, co u niego itd. Zasypiam z mysla o tym,
                ze wszystko jest dobrze. Dopiero rano jak sie budze i wiem, ze on juz wstal, a
                nie ma smska na dzien dobry tak jak zawsze wczesniej dochodzi do mnie, ze nie
                jestesmy juz razem i koszmar zaczyna sie od poczatku. Tak wyglada moj kazdy
                dzien od 2 maja. Nie wiem czy potrafie odciac sie od niego. Powiedziec mu, ze
                nie chce kontaktu. Co mam zrobic? Co zrobic, zeby przestalo tak bolec, zeby te
                mysli odeszly.
                • anu-lla Re: Wydaje mi sie, czy 26.06.08, 22:28
                  sprawdzilas poczte?
                  • seamaster1 powaznie na wesolo 26.06.08, 23:40
                    co za rozdzierajacy serce tekst!

                    Doskonale zredagowany, przemyslany, poprawiony pewnie z setke razy. Naprawde
                    ujmujacy. Pojawiaja sie 2 dygresje:

                    Pierwsza - to ze to jest zbyt doskonale napisane. Mozliwe, ze dziewczyna ma
                    fantastyczny talent do przekazywania uczuc. Przy takim talencie - prawdopodobnie
                    zameczyla tego swojego biednego absztyfikanta. Obladowala go taka iloscia
                    neurotyzmow, ze on od niej uciekl. Jednak mnie sie wydaje, ze to jest wariant 2.
                    Wyssane z palca lamenty. Ladne. Przekonujace. Ale wyssane z palca.

                    Z pewnym dystansem oceniam, ze obywatelka wynalazla najskuteczniejsza diete na
                    swiecie:
                    Schudnac 12 kilo w dwa miesiace to jest nie lada wyczyn.

                    To z kolei moze oznaczac dwie sprawy: Pierwotna nadwage. Czyli dziewczyna miala
                    brzuszek i mezczyzna od niej uciekl. Albo te 12 kilo w dwa miesiace to jest
                    wyssana z palca przesada.

                    No, ale to jest meski punk widzenia. Malo romantyczny.

                    Jest taki durny portal damsko-meski "be2" czy cos takiego.
                    Tam jest opcja wyboru pozadanych cech osobniczych. Pytaja tam "jakie cechy
                    przypisalby tobie przyjaciel". No i kazda pani wyobraza sobie, ze "przyjaciel"
                    czyli ona sama musi wybrac sobie ceche "romantyka".

                    No i sto tysiecy profili kobiecych posiada "romantyczna" w opisie.
                    Mezczyzni nie lubia romantyczek. Mezczyzni nie lubia placzacych dziewczat.
                    Zadnych neurotyzmow. Ale nikt nigdy tego paniom nie ujawnia. I profili
                    romantycznych przybywa. -)))

                    • malaprosba Re: powaznie na wesolo 27.06.08, 00:24
                      Zawsze mowi lub pisze to co najpierw przemysle :)
                      12 kilo? Z 62 na 50 przy wzroscie 170 cm. Latwo sobie wyobrazic co ze mnie
                      zostalo. Wrak.

                      Chcialam jednak poruszyc inna kwestie. Od pol roku slablo jego zainteresowanie.
                      Wiele razy prosilam zebysmy gdzies wyjechali na weekend, ale czesto padalo
                      stwierdzenie, ze z wyjazdami poczekajmy bo szkoda urlopu. Tak jak wspomnialam
                      Piotr wyjezdza w sobote, na niedziele i poniedzialek. Wzial urlop. Jedzie z
                      kumplami i jakimis panienkami nad morze. Jak widac mozna wziac wolne, gdy sie
                      tego chce. Boli mnie to......... Bardzo......... Kocham go, zalezy mi na nim i
                      boje sie, ze on kogos pozna, ze wyladuje z kims w lozku. Wiem, ze moze to
                      nastapic juz w ten weekend. Ta swiadomosc dopadla mnie kilka minut temu. Jezeli
                      moge was o cos prosic to prosze powiedzicie jak zapomniec, jak przestac czuc,
                      przestac sie interesowac i jak zerwac kontakt? Nie jestem na te kroki gotowa,
                      ale nie wyobrazam sobie siebie w sobote wieczorem kiedy on nie zadzwoni, nie
                      napisze bo bedzie gdzies w Sopocie na imprezie albo i na plazy z jakas
                      dziewczyna, ktora bedzie obracal. Nie chce sobie zrobic jakis krzywdy, a pic
                      alkoholu nie zamierzam.

                      Czy jezeli zadzwonie do niego jutro i powiem: Piotrek, jakis czas temu podjales
                      decyzje o naszym rozstaniu - szanuja te decyzje. Przemyslalam sobie wszystko,
                      nie chce zebysmy utrzymywali kontakty. Zycze Cie szczescia. Baw sie dobrze nad
                      morzem. ---
                      • minasz [...] 27.06.08, 00:33
                        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                        • anu-lla Re: powaznie na wesolo 27.06.08, 12:53
                          dupek
                      • seamaster1 zwariowalas 27.06.08, 18:50
                        Jaki wrak z ciebie zostal? Co ty opowiadasz? Nie mysl tak.
                        Zrzucilas 12k i jestes zgrabna laska. Tak masz myslec.

                        I zrozum ze on cie nie kocha. OK? On cie nie chce. Rozumiesz?
                        Malo tego - on ciebie prawdopodobnie unika i nie chce slyszec.
                        I ja mu sie zupelnie nie dziwie, bo to - ze TY JEGO KOCHASZ nie daje ci
                        automatycznie prawa do zwiazku i panowania nad drugim czlowiekiem.
                        Powody sa znane tylko jemu i on ci tego nie powie. A ty sie nawet nie domyslasz.
                        I nigdy sie nie dowiesz. Normalka.

                        Innymi slowy - odczep sie od niego - i pomysl nad swoja osoba.
                        Dbaj o siebie. Zmus sie do czegos. Zajmij swoja glowe czyms innym. Mysl o czyms
                        innym. Wstawaj skoro swit, zjedz sniadanie i idz do parku i chodz w kolko przez
                        godzine przed praca. I nie mysl. Potem po pracy bedziesz wczesniej chodzic spac
                        i tez bedziesz mniej myslec. To pomaga. A w weekend zamiast rozpaczac, pomysl o
                        tym, ze jest miliard facetow dookola, ktorych tez mozesz kochac. Powodzenia.
            • zonka77 bardzo źle robisz 27.06.08, 01:20
              kontaktując się z nim. Naprawdę. Powinnaś urwać na długi czas jakiekolwiek
              kontakty - zupełnie sięodciąć. I zmusić się do wyjścia gdzieś. To NAPRAWDĘ minie
              z czasem - przecierpisz i powoli przejdzie.

              Kontakty z nim to sypanie soli na ranę.
            • faq to jakis sadysta 27.06.08, 14:09
              a Ty do kompletu, po jaka cholere wysluchujesz opowiadan o jego planach. To juz
              nie wasze plany, wiec niech Ci oszczedzi.. robi sobioe dobrze Twoim kosztem,
              troche instynktu samozachowawczego, by Ci sie przydalo. Wez sobie wolne od
              niego, niech Cie nie neka telefonami, czy opowiesciami. Time out! Chcial odejsc
              ok, ale niech Ci w glowie nie miesza. Jaki z niego przyjaciel?! Utnij wszelkie
              kontakty to i bedziesz miala czas na pozbieranie sie i ulozenie sobie zycia. Co
              za toksyczny gosc?!
              • alpepe Re: to jakis sadysta 28.06.08, 10:50
                że co? Jaki sadysta, żal mu laski, więc z nią gada, choć nic ich nie łączy,
                chciałby, by się wreszcie odczepiła, ale jest za dobrze wychowany na to, by
                powiedzieć prosto: spadaj.
                • faq Re: to jakis sadysta 28.06.08, 13:47
                  e tam! albo sie z kims zrywa, bo juz sie ma go dosc/nie kocha sie/ ...
                  cokolwiek, albo robi sie sobie dobrze czyims kosztem. Tu masz wypisz wymaluj
                  uklad pod tytulem: masowanie ego. Jestem taki wspolczujacy, jestem taaaki
                  dobry.. dalej niz koniec nosa to zbyt daleka perspektywa dla tego pana
                  • malaprosba Re: to jakis sadysta 28.06.08, 14:16
                    Powiecie, ze go bronie, bo go kocham, ale nie mowcie zle o nim. To dobry
                    czlowiek. Rozstalismy sie. Byc moze przestal mnie kochac, byc moze wypalil sie.
                    Napewno bylo wiele powodow. Od rozstania rozmawiamy ze soba codziennie. Ostatnio
                    kontakt sie ogranicza. On sam dzwoni i pyta co u mnie, interesuje sie. Gdy sie
                    rozstawalismy powiedzial, ze nie wyobraza sobie zerwania kontaktu poniewaz
                    jestem dla niego zbyt cenna, jestem jego przyjacielem. Nasze relacje byly bardzo
                    dobre. Moze poszedl na latwizne. Wciaz mnie ma jaka przyjaciela, ale nie musi mi
                    sie juz z niczego tlumaczyc. Analizuje to ostatnio. Dochodze do roznych
                    wnioskow. Popadam w rozpacz, potem jest spokojna. Mam ochote gdzies wyjechac na
                    kilka dni i pobyc sama ze soba, ale niestety nie zgodzili sie w pracy na urlop,
                    takze trwam w tym stanie i nie wiem jak dluzej dam jeszcze rade.
    • mahadeva Re: nie dam rady juz dluzej 27.06.08, 00:39
      ja tez swoje wycierpialam, to wiem, co czujesz
      jednak pamietaj, ze to nie faceci i zwiazki sam najwazniejsze, tylko
      Ty sama
      wiem, duzo wlozylas w ten zwiazek, zalezalo Ci na facecie...
      ja tez mialam bylego, tez pamietam date rozstania sprzed ponad 3
      lat, byl najbardziej wyksztalcony, wygladal jak model i kochalismy
      sie bardzo, ale zaryzykowalam, choc przez jakis czas czulam, ze
      fette jahre sind vorbei i od razu pojawil sie dyrektor i nowa
      milosc, ktora niszczy mi zycie od 3 lat, teraz mi sie znow wydaje,
      ze fajniesjzego nie znajde, ze bardzo pasujemy do siebie, a on caly
      czas probuje z innymi a mnie olewa i tez mi to nie pasuje
      na Twoim miejscu zapomniala bym o gosciu i poszukala szczescia gdzie
      indziej, przede wszystkim w sobie, w swoich zainteresowaniach i
      przyjemnosciach, nie mowie, ze od razu poznasz kogos wspanialego, bo
      to sie zdarza raz na jakis czas, ale widac, ze gosc Cie skrzywdzil,
      zrobil cos brzydkiego, pewnie widzi, ze cierpisz i nic sobie z tego
      nei robi, czy taki ktos jest wart naszego cierpienia? nie jest! ja
      bym na Twoim miejscu go olala i zajela sie soba, zabawa, nowymi
      doswiadczeniami, wiekiem sie nie przejmuj, to jakis mit
    • widokzmarsa Re: nie dam rady juz dluzej 27.06.08, 00:50
      pierwsza rzecz to przestać ćpać. Jak nie rzucisz to się nie wyleczysz. Czyli jak
      będziesz się z nim widywać i rozmawiać to będziesz siedzieć i płakać. Po jakimś
      czasie nie będziesz płakać, tylko będziesz bardzo nieszczęśliwa. Sport, słońce,
      znajomi, nie bierz leków bo tylko następne gów,no ci się może przytrafić.
      • minasz [...] 27.06.08, 00:54
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • minasz Re: nie dam rady juz dluzej 27.06.08, 00:57
          a pozniej ja zostawic na 3 dni
          zeby zaczeła tesknic i dzweonic
          • che89 Re: nie dam rady juz dluzej 27.06.08, 01:53
            Z Twoich postów wynika, że jesteś osobą niezwykle uczuciową.. Z
            perspektywy naszego świata, to jest to cecha najmniej pożądana:( Ja
            niestety jestem taka sama.. Mam z moim Chłopakiem już parę
            powazniejszych kryzysów za sobą i doskonale pamiętam to umartwianie
            się nad jego i moim losem 24 h na dobę.. Widziałam oczyma wyobraźni
            jak "szaleje" z kumplami, albo to, że w autobusie spotyka jakąś
            dziewczynę, na którą po prostu zwraca uwagę, która nie dysponuje
            cechami, których On u mnie nie znosi.. Bardzo dobrze rozumiem to
            poczucie tego, że facet jest tylko Twój i Ty też jesteś jedyna dla
            niego.. Tez jestem na tym punkcie przewrażliwiona, bo my dla siebie
            byliśmy tymi 'pierwszymi' i, jak mam nadzieję, ostatnimi.. Przyznam
            się szczerze, że czasami sama wyciągałam pierwsza rękę i mówiłam o
            swoich uczuciach (kiedy już minęła wściekłość) - zawsze z korzyścią
            dla mnie. Tak to już jest, że jak się kogoś naprawdę kocha, to byle
            głupstwo może zranić. Obawiam się (i pewnie zaraz nastapi lincz ;-
            )), że ja bym chyba na Twoim miejscu powiedziała mu o swoich
            uczuciach.. Ja tak wyrzucam z siebie złe emocje (po prostu mówie
            komuś, że mnie zranił), wiadomo, że łatwo wtedy o łzy, ale dla mnie
            płacz to oczyszczenie. Wydaje mi się, że teraz zyjesz w takiej
            niepewności, czy on Cię jeszcze kocha itp. Kiedy on Ci powie,
            że "chce się przyjaźnić", to chyba łatwiej będzie o nim zapomniec..
            Bo ta niepewność to jest nieziemsko dołująca, wręcz maltretująca.
            Ale trudno mi cokolwiek doradzić, mówię tylko to, co bym zrobila
            względem swojego chłopaka (do którego czuję to samo, co Ty do
            swojego, no ale wiadomo, ze ci faceci nie są tacy sami).. Jednak
            uważaj - jeśli istnieje prawdopodobieństwo wyśmiania, to bym sobie
            dała spokój..
            Ściskam Cię mocno i bardzo liczę na to, że wyjdziesz na prostą..
            • kredka_kredka_kredka Re: nie dam rady juz dluzej 27.06.08, 02:06
              Che89-masz rację. Również miewałam bardzo podobne sytuacje i zdaje sobie sprawę jak takie momenty są w stanie powolnie nas zabijać. Autorce wątku serdecznie współczuję-zdaje sobie sprawę z tego co przeżywa-niemożność ruszenia się z martwego pktu, podczas gdy nie ma JEGO,a zatem nic nie ma sensu ani głębszej chęci do życia. Radzę podobnie. Wnioskuję, że bardzo go kochasz. Niewielu ludzi dziś tak potrafi. Walcz Słonce, albo się poddaj i zapomnij. W prawo lub lewo. Skoro facet utrzymuje z Tobą kontakt, co rzadko się zdarza gdy para się rozchodzi i jawnie z jego strony istnieje jakieś zainteresowanie, również radziłabym szczerą, być może ostatnią rozmowę w cztery oczy. Tylko trzeba bybyło sobie to przyrzeknąć!Żadnych innych zbędnych kontaktów...Na Twoim miejscu chciłabym się dowiedzieć wszystkiego. WSZYSTKIEGO-dlaczego-to przede wszystkim. Tak,abyś się już więcej nie łudziła, bądź przeciwnie-utwierdziła w tym, że może warto dalej walczyć. Pozdrawiam cieplutko życząc jak najszybszego powrotu do normalności-cokolwiek by się nie działo Powodzenia;)
              • che89 Re: nie dam rady juz dluzej 27.06.08, 02:10
                Tak, przygotuj się do rozmowy, żebyś już nigdy wiecej się nie
                zadręczała pytaniami "dlaczego".
    • mar.lena Re: nie dam rady juz dluzej 27.06.08, 11:11
      Znam te sytuacje od podszewki. Jesli sie angazuje w uczucie calym
      sercem, co akurat wg mnie jest dobre, to zawsze pozostaje ryzyko, ze
      zostanie sie bardzo zranionym.

      Nie chce pisac zle o Twoim bylym, bo faktycznie, mial prawo od
      Ciebie odejsc. Mysle jednak, ze zrobilas z siebie ofiare i cierpisz,
      jednoczesnie osladzajac mu zycie.

      Jesli on rzeczywiscie dzwoni sam, z wlasnej woli, to znaczy, ze w
      jakiejs mierze Ciebie potrzebuje. Ty sie z nim jednak nie
      przyjaznisz, ale go po prostu kochasz. Zrob to samo co on, odbierz
      mu te milosc. Nie kontaktuj sie z nim. Na poczatku bedzie Ciebie
      bardziej bolalo, bedziesz lazic po scianach, wiem. Ale sa tego 3
      zalety: po pierwsze bedzie bolalo bardziej ale krocej, po drugie sa
      pewne sposoby, zeby sobie z tym radzic, po trzecie, wg mnie jest
      pewna nadzieja, ze kiedy zostanie zupelnie przez Ciebie porzucony,
      po jakims czasie odczuje dotkliwie Twoj brak i jeszcze raz wszystko
      przemysli. To male pocieszenie, bo prawdpodobienstwo tez nie jest
      chyba duze, ale zawsze jakies. Zaloz od razu, ze sprobuje milosci z
      kims innym, lub chocby samego seksu. Bo ma do tego prawo. Jak to
      zalozysz, to juz nic gorszego Cie nie zaskoczy.

      Ja bym mu powiedziala o swoich uczuciach, jasno, szczerze i
      powiedziala o tym, ze Cie zranil i nie mozesz teraz sie z nim
      kontaktowac, bo niepotrzebnie cierpisz. Niech wie. I urwac
      drastycznie... Moze nawet zrobic jakas scene, zeby wyrzicic to z
      siebie, egosityczne to, ale uczciwe... w Koncu jest Twoim
      przyjacielem! Nie wiem czy slusznie, ale ja bym tak zrobila.

      Co do sposobow radzenia sobie z tym - sa dosc proste.
      Urwanie milosci, zerwanie tej silnej wiezi wiaze sie z brakiem
      pewnych substancji w Twoim organizmie, to jak odwyk dla narkomana.
      Oczywiscie poza duchowa czescia, ktora jest wazniejsza nawet. Dusze
      poukladasz sobie pozniej, jak nabierzesz dystansu, teraz zajmij sie
      cialem.

      Zrob sobie plan, zajec fizycznych, nie wiem, jazda na rowerze,
      plywanie, biegi, spacery, ale najlepiej cos intensywnego.
      Codziennie, nawet jak sie nie chce. Zaplanuj wyjscie do kina z
      kolezanka, albo nawet sama. Dogadzaj sobie, dbaj o siebie jakbys
      byla np. w ciazy.. Kup dobra ksiazke, nowa plyte muzyczna, kolorowe
      ciuchy, opal sie, musisz sobie dostarczyc kolorowych wrazen.
      Przypomnij sobie co tak naprawde lubisz... A nade wszystko planuj
      kazdy wekeend, tak, zebys nie miala po prostu czasu i sily sie
      zadreczac. Z ludzmi, poza domem! Koniecznie. Jak juz masz fatalny
      wieczor, to z rzadka nawet piwo mozesz sobie wypic, zeby szybko
      zasnac, ale to raczej sporadycznie. Lepiej sie wymeczyc fizycznie.

      Jesli taka Cie zobaczy Twoj byly... moze go ukluc gdzies pod
      sercem...
      Warto!

      Trzymam kciuki serdecznie. Pamietaj, nie jestes sama. Takich kobiet
      jest wiele.

      • vertes najmądrzejsza wypowiedz w tym wątku 27.06.08, 11:13
        popieram. 100% racji
        • dzika_monika Re: najmądrzejsza wypowiedz w tym wątku 27.06.08, 13:31
          dobrze napisane
    • kobieta_na_pasach nad soba placzesz 27.06.08, 11:49
      mniej egocentryzmu - wiecej altruizmu.wlacz sobie TV, zobaczysz ile
      nieszczescia na swiecie.
      albo inaczej - jesli cie zostawil,to znaczy,ze nie byl ciebie wart.
      i tyle.
    • malaprosba Re: nie dam rady juz dluzej 27.06.08, 18:17
      Czuje sie oszukana. Czuje ze to wszystko co oddalam, poswiecilam, zainwestowalam
      a przede wszystkim budowalam przez te lata jest nieistotne, niewazne. Od naszego
      rozstania w maju kontakt byl bardzo intensywny, taki przyjacielski. Od kilku dni
      oslabł. Mysle, ze jest to spowodowane jego planami wyjazdu na ten weekend.
      Mysle, ze cos mu sie przytrafia. Ja jestem idealista i dla mnie seks, wiernosc
      jest wazna. Od jakiegos czasu kolezanki namawiaja sie na przespanie sie z jakims
      facetem, ale ja nie potrafie z mezczyznami nawet rozmawiac, a co dopiero cos wiecej.

      Doradzacie mi zerwanie kontaktow. Pewnie gdzies na dnie serca boje sie ze jak to
      zrobie moze okazac sie, ze po nim to splynie, ze koledzy, kolezanki, imprezy i
      wolnosc przez duze W sprawia, ze on tego nie odczuje, a wtedy oznaczac to bedzie
      jedno - jestem mu obojetna. Chyba nie ma gorszego uczucia niz obojetnosc.

      Caly dzien przygotowuje sie do rozmowy o tym, ze chce zerwac kontakty. Boje sie.
      To ze on nie jest moj i ze wszystko jest skonczone... sprawia ze czuje bol
      fizyczny. Schudlam 12 kilo. Jestem wrakiem. Mam wrazenie, ze jestem wypalona, ze
      nie umiem juz nic czuc. Dziwne sa te uczucia. Nigdy sie tak nie czulam.

      Dziekuje wam za tak ogromne wsparcie!!! Wspaniale jest to ze gdzies tam
      jestescie i tak dobrze mnie rozumiecie, gdy ludzie mnie otaczajacy nie wiedza
      nad czym rozpaczam mowiac jak nie ten to nastepny. Zeby to bylo takie proste :(
      • seamaster1 Re: nie dam rady juz dluzej 27.06.08, 18:55
        "wtedy oznaczac to bedzie jedno - jestem mu obojetna."

        Dokladnie tak jest.

        "Chyba nie ma gorszego uczucia niz obojetnosc."

        Dokladnie tak jest.

        "Caly dzien przygotowuje sie do rozmowy o tym, ze chce zerwac kontakty."

        Najglupsza rzecz jaka mozesz zrobic. Olej tego typa tak jak on olewa ciebie.


        "Boje sie."

        Nic dziwnego. Intuicyjnie czujesz ze to najglupsze co mozesz zrobic.


        "To ze on nie jest moj i ze wszystko jest skonczone... sprawia ze czuje bol
        fizyczny."

        Najwyzszy czas nauczyc sie, ze mezczyzna NIGDY nie jest twoj.
        Jak to zrozumiesz, to twoje kolejne zwiazki beda szczesliwsze.


      • mar.lena Re: nie dam rady juz dluzej 27.06.08, 20:57
        To jest bardzo przykre... rozumiem Cie, wierz mi (mam to samo, co
        drugi dzioen dół).
        Rozumiem tez poczucie oszukania, to jest tak jakby ukradl Twoje
        wszystkie karty kredytowe, zabral Ci poczucie bezpieczenstwa i
        stabilizacji. Ale chodzi o cos wiecej, o utrate wiary w milosc, te
        co na cale zycie miala byc...

        Z drugiej strony musimy patrzec na to chlodniej. Mial prawo odejsc.
        Zrobil to w miare po przyjacielsku, szanuje Ciebie. Badz mu za to
        wdzieczna. Ale naucz sie zyc bez niego. Zupelnie. Zapelnij sobie
        czas ciekawymi zajeciami, albo wysilkiem fizycznym, jak juz pisalam,
        wszystkim byle nie nim. Nie szukaj innego faceta, bo nie jestes na
        to gotowa, nie pasowalby Ci zaden. Wiem cos o tym. Mozesz jednak
        pozwolic sie poadorowac przez mezczyzn, to bardzo podnosi poczucie
        kobiecej wartosci. Koniecznie o siebie zadbaj. Koniecznie! Zwlaszcza
        przed spotkaniem z bylym, jesli takie planujesz. Jesli nie czujesz
        sie na silach zachowac odpowiednio, lepiej pogadaj z nim tylko przez
        telefon. Nie powinnas przeciez brac go na litosc. Miej babski
        honor. ;)

        W Gdyni, Sopocie pelno jest glupich lasek, krolowych jednej nocy.
        Cale to zycie jest kolorowe ale tez i puste... On musi tego
        zasmakowac, zeby to zrozumiec. faceci tak maja. Niech smakuje, Ty
        wybierz sobie cos co Tobie da madrze spedzic czas. I jeszcze raz
        wroc do tych pomyslow, ktore Ci poddalam, one naprawde dzialaja.

        Trzymaj sie! :*
    • wredka Re: nie dam rady juz dluzej 27.06.08, 18:38
      może to głupie pytanie,ale zakładam że na wyspie nie mieszkasz gdzie
      są twoje koleżanki,przyjaciółka?Też je zabrał ze sobą.W takich
      chwilach potrzebny jest żywy człowiek a nie martwe wpisy choćby nie
      wiem jak krzepiące.Nie można się zamykać i żyć wspomnieniami
    • wredka Re: nie dam rady juz dluzej 27.06.08, 18:45
      zawsze czujemy się oszukane,bo nigdy nie jesteśmy na tą chwilę
      przygotowane.On gdyby mu na tobie zależało to nie pastwiłby sie nad
      tobą dzwoniąc ,no chyba że go o to prosisz.Wiem ,że to trudne ale może
      lepiej samej powiedzeć mu -wal sie Misiu-!?może lepiej sie poczujesz
      gdy to on będzie zaskoczony?Nie bądz masochistką
      • che89 Re: nie dam rady juz dluzej 28.06.08, 01:48
        Posłuchaj, mam radę: nie zrywaj z nim tego 'przyjacielskiego'
        kontaktu, opowiedz mu o tym, ze razem z kolezankami i jakimiś
        kumplami jedziecie szaleć do .. (i tu daj się ponieść wyobraźni).
        Może jego ukłuje to, ze możesz się z kimś przespać. Co Ty na to?
        • malaprosba Re: nie dam rady juz dluzej 28.06.08, 02:05
          Nasz kontakt sam sie ogranicza. Nie zdarzylam przeprowadzic tej rozmowy,
          poniewaz on juz dzisiaj nie zadzwonil. Jest w drodze nad morzem, a ja jestem mu
          obojetna. Mam tego swiadomosc. Powoli ale dociera to do mnie. Nigdy nie czulam
          sie tak zle, tak samotnie. Wiem, ze nie chce juz kochac nikogo, nic juz nie chce
          czuc. Nigdy juz sobie nie pozwole na takie zaufanie, na takie oddanie. Nigdy juz
          nie bede sie tak czuc. Nie zrobie sobie takiej krzywdy wiecej. NIGDY!!!

          • che89 Re: nie dam rady juz dluzej 28.06.08, 02:07
            Posłuchaj, zorganizuj sobie taki podobny wyjazd z perspektywą
            ciachową (w sensie, ze ciacha będą;-)) i mu o tym opowiedz - a tak
            na złość, niech wie, ze i Ty korzystasz;)
            generalnie miej go w dupie, wbrew pozorom jest jeszcze parę fajnych
            facetów niezajętych, ale oni się kryją ;/
            • marynka11 Re: nie dam rady juz dluzej 28.06.08, 16:50
              Niestety niec nie da Twoje zmyślone odpowiadnie o szaleństwach
              całonocnych z koleżankami i wyrywaniu innych ponieważ on to krótko
              mówiąc ma w d*** i nic go to nie ruszy a co najwyżej ucieszy się ze
              sobie radzisz i nie bedzie mial wyrzutów sumienia. A na przyszłosc-
              niogdy nie angażuj sie tak w związek z facetem i nie uzalezniaj
              swojego zycia od tego czy on przy Tobie bedzie czy nie. Bo z reguly
              jest tak ze nie dlugo bedzie... I zerwij te kontakty
              telefoniczne.Powodzenia
          • cheekymonkey Re: nie dam rady juz dluzej 28.06.08, 18:26
            nigdy nie mów nigdy ;]
            bardziej prawdopodobne jest "na razie" :)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja