mahadeva
29.06.08, 17:33
Nic mi w zyciu nie wychodzi, choc bardzo sie staram. Kazdy powinien
miec meza, ale mi chyba predzej kaktus na dloni wyrosnie. Niby
jestem prawym czlonkiem spoleczenstwa, a w ogole nie wiem, jak sie
do tego zabrac, niewiele wiem o swiecie. Moge tylko bardzo kochac w
sposob naturalny, ale to i tak do niczego nie prowadzi, bo wszyscy
sie ze mnie smieja, ze jestem zakochana, a gosc mnie olewa. Ale
czasem sie ze mna spotyka, bardzo cenie ta znajmosc i jestem wtedy
megaszczesliwa. Dlaczego te chwile szczescia nie moga byc wazniejsze
niz twierdzenie innych ludzi, ze powinnam 'sobie znalezc faceta,
ktory bedzie mnie kochal'. A jesli takich nie spotkalam?