Gość: Dido
IP: *.zgpila.com.pl / 195.94.212.*
25.09.03, 12:34
No więc tak - facet mnie rzucił - fakt (nie wie co
stracił!!!!)...odcierpiałam, nadal cierpię ale jakoś sobie radzę. Problem w
tym, że zrobił to delikatnie mówiąc - skrajnie nieelegancko - po prostu
przestał się ze mną kontaktować i "poprosił" mnie żebym i ja się z nim nie
kontaktowała - nie powiedział "koniec", w ostatnim telefonie nawet mówił że
kocha (palant!), po prostu zniknął (choć wiem, że jest peręset metrów ode
mnie)...dodam, że facet kreuje się na człowieka z klasą, ma niezłe
wykształcenie i kawałek po 30-tce - a więc wydawałoby się, że dojrzały.
Byliśmy razem prawie rok przy czym tysiące razy od niego słyszałam, że
jestem największym szczęściem jego życia, że kocha i że niczego tak bardzo
nie pragnie jak tego, żebyśmy stworzyli razem rodzinkę (sic!) Stało się, nie
ma go - ale ja nie o tym chciałam...Chciałam o tym, że zdjecia i wszelkie po
nim pamiątki już zniszczyłam ale brakuje mi dla zdrowia psychicznego tego,
żeby mu powiedzieć co o tym myśle - żeby mu uświadomić jak bardzo mnie
zranił, jaka poczułam się oszukana i jak chamsko się zachował odchodząc bez
słowa...nie wiem czy to robic, czy dać sobie spokój i nie zniżać się do
jakichkolwiek kontaktów z nim...Rozsadza mnie żal ale obawiam się, że moją
histeryczną reakcją tylko się ośmieszę a on i tak nie zrozumie, że zrobił
źle...Jak sądzicie?