nexstartelescope
08.07.08, 15:22
Moja historyja wygląda po krótce tak :
Jestem najmłodszym dzieckiem w rodzinie, od dawna juz pełnoletnia,
ale nadal poddawana licznym zabiegom ze strony rodzinki, żeby
uczynic mnie "szczęśliwą" ;) Zawsze musiałam walczyc o każdą
decyzję, wybór liceum, kierunku studiów, przyjaźnie, słowem
wszystko, co postanowiłam było negowane przez wszystkowiedzące
starsze rodzeństwo i resztę. Co gorsza zawsze wybierałam
skandaliczne rozwiązania (czytaj: nie chciałam śladem siostry
skończyc porządnych ekonomicznych studiów ani brac udziału w
rodzinnych zlotach). COKOLWIEK powiedziałam, znajdowało się od razu
tysiąc argumentów na dowód, ze nie mam racji. Nigdy nie czułam się
samodzielna istotą, wręcz traktowali mnie trochę jak niepełnosprawną
na tyle, zebym sama nie mogła o sobie decydowac ;)
Wyprowadziłam się do innego miasta licząc, ze w końcu przestaną się
wtrącac. Nic z tego. Telefony, wizyty kontrolne, jak tylko pojawiłam
się w domu, przepytywania - gdzie pracujesz, a dlaczego tam, Kasia
Ci załatwi pracę u siebie, a jak na studiach, dlaczego dostałas 4 a
nie 5 ;) Słowem nic nie dawały tłumaczenia i żadne argumenty, ze dam
sobie radę, bo przecież my chcemy dla ciebie dobrze i przestan sie
wyglupiac, my wiemy lepiej bo wiecej przezylismy... (rzyg)
Do rzeczy. Ponieważ wyprowadzka, rzeczowe tłumaczenia i próby
ignorowania nic nie dały, wykręciłam numer =D
Wyjechałam z chłopem za granicę, poinformowałam o tym rodzinkę, jak
już byłam na miejscu... Oczywiście była zadyma, ale ja z daleka od
tego wszystkiego :) Od ponad roku mam spokój, telefony sporadyczne,
nie mówię, co u mnie, co robię, jak żyję, więc nie mają czego
negowac. Odżyłam. Czuję się tu tak... spokojnie :) Tak,to najlepsze
określenie - mam spokój. Jakby ktoś zdjął ze mnie ogromny problem.
Szkoda, ze musiałam taką taktyką potraktowac własną rodzinę, ale
inaczej sie nie dalo - zresztą, jakoś nie mam wyrzutów sumienia.
I tu -uff, nareszcie ;) sedno sprawy:
Niedługo wychodzi za mąż moja najlepsza przyjaciółka z Polski.
Oczywiście wybieram się na weselisko, jakby mogło mnie zabraknąc :)
I niestety nie będę mogła uniknąc spotkania z kochaną rodzinką
(pierwszy raz odkąd wyjechałam), zwłaszcza, ze niektórzy jej
członkowie tez tam będą. Juz widzę, jak ostrzą na mnie tasaki :) Jak
myslicie, co to będzie? Dam radę i nie złamię się pod gradem pytan?
zachowam zimna krew, twarz pokerzysty i nie dam się wciągnąc w
dyskusje na temat mojego obecnego zycia? Trzymajta za mnie kciuki...
A teraz pobuuuudka!!!!! Głowy z klawiatury, juz skończyłam :) Tak
się chciałam wyżalic. Powiedzcie, ze nie będzie tak źle :)