newbigar
13.07.08, 20:08
Pytanie brzmi czy jest ona uleczalna?
W moim przypadku jest chyba bezpodstawna, ale za to bardzo silna.
Chodzi o rzecz prostą. Kokietki otaczające mojego mężczyznę. Całkiem
nieznajome, przypadkowe dziewczyny. Kelnerki, kobiety idące ulicą.
Mam chyba dość ładne, regularne rysy twarzy, zgrabną figurę jednak jestem
bardzo naturalna. Maluję się delikatnie. Mój mężczyzna ogląda mnie na co dzień
bez makijażu. Ubieram się modenie, ale skromnie. Nie noszę się wyzywająco. Mam
naturalny kolor włosów, który daleki jest od koloru blond. Nie maluję
paznokci, nie noszę biżuterii. Tymczasem te wszystkie kolorowe dziewczyny z
biustami i pupami na wierzchu przyciągają wzrok i to zwłaszcza mój wzrok. To
bardzo męczące ale naprawdę jestem zazdrosna o te wszystkie dziewczyny, które
wyszły prosto z solarium. Sama uważam, że nie jest to mi do szczęścia
potrzebne, ale dowiedziałam się całkiem przypadkiem, że On lubi kobiety mające
taki styl. Kręcą go chyba takie wyzywające nieco dziewczęta, bo kobiety raczej
tak nie wyglądają. No i co ja mam zrobić? Nie mam zamiaru się zmieniać.
Podobam się sobie, jednak czuję się zagrożona w obecności tego typu pań.
Problem narasta, gdy taka dziewczyna jest jego znajomą, koleżanką lub byłą.
Zazdrość sprawia, że tracę dobre samopoczucie, zamykam się w sobie, staję się
nostalgiczna i zaczynam widzieć wszystko w czarnych barwach.
Czy mój przypadek jest odosobniony? Ma któraś z Was problem podobnej natury?
Jak sobie z tym radzić?