Dobre rady - czy aby na pewno?

17.07.08, 13:00
Powstały tysiące książek, miliony stron internetowych gdzie psychologowie, a
także Ci co się za nich uważają, piszą porady miłosne dla Pań.

Znajdziesz tam wszystko - porady jak utrzymać mężczyznę, jak być pożądaną, jak
zaradzić łysinie, odpowiedzi na niemalże każdy problem. Dający doskonałe rady
pisarz czuje się wspaniale gdy jest czytany przez wiele podnieconych wiedzą
Pań, po czym odchodzi od komputera i przygryza wargi w smutku, ponieważ jego
życie uczuciowe to dno.

No właśnie. Miliony porad, i nie ukrywam że wiele z nich jest całkiem
niezłych. Jednakże możesz przeczytać je wszystkie, i nic Ci to nie da, w żaden
sposób nie polepszysz nawet o milimetr szczęścia i gram radości swojego życia
i związku. Czemu? to bardzo proste, a nikt na to nie wpadł.

Wyobraź sobie Panią uczuloną na komary, która mieszka na moczarach. Jest
bezwględnie wyorzystywana przez komary - prosi, błaga, grozi, wreszcie wyzywa
od pustych żałosnych gnojków i tchórzy, egoistycznych palantów, wjeżdza im na
ambicję, szantażuje że wyjedzie do mamy - ale one nadal ssą naszą Panią. Cały
świat daje rady jak uniknąć ugryzienia i opuchlizny, bólu - tysiące
psychologów, psychiatrów, blogerów, wróżek, mistrzów duchowych, i
biseksualnych trenerów stylu życia prosto z Nowego Jorku. Wszyscy coś radzą i
sami sie ze sobą biorą w końcu za łby i brutalnie biją o to, kto ma rację jak
być szczęśliwym. Wrzeszczą, przekonują, perorują, ale to nic nie zmienia,
komary jak gryzły tak nadal gryzą.

A wiesz co ja poradzę tej Pani? żeby przestała słuchać tych wszystkich pajaców
i się przeniosła z moczar na suchy teren. A więc ta osoba bierze swoje rzeczy
i przenosi się dwa kilometry dalej, i problem znika - tak jakby go nigdy nie
było. Proste, prawda?

Tak, ale nie do końca. Ta historia ma wiele zakończeń. Pani z moczarów
podświadomie może czuć satysfakcję że jest atakowana przez tyle komarów, więc
na zewnątrz płacze, a w środku czuje żal z dziwną satysfakcją do której się
nigdy nie przyzna. Gdy była gryziona była kimś, była w centrum
zainteresowania, a teraz? zero emocji, nikt się nią nie interesuje.

I tu właśnie leży pies pogrzebany, a raczej komar pogrzebany - jest problem,
prawda? chcesz go rozwiązać dając dobrą radę ale to bez sensu. Najpierw trzeba
sprawdzić czy cierpiąca Pani nie uzależniła się od cierpienia. Wiele Pań
płacze że ich partner je bije, a nie odejdą od niego nigdy, i podają szereg
powodów. A jaki powód jest tak ważny, że usprawiedliwia bicie i upodlenie?
żaden. Ale wróćmy do tematu - jeśli widzimy ze nasza pacjentka bardzo cierpi,
i na swoim cierpieniu zbudowała swoją samoocenę, zostawiamy ją i nie pomagamy.
Nie da się tej Pani pomóc, dokładnie tak jak alkoholikowi który lubi wypić.
Najpierw trzeba upaść na dno, zachcieć zmiany i wtedy można zacząć zmianę.

Pewna Pani płakała całe życie i narzekała na bijącego ją męża alkoholika. Aż w
końcu dostała takie manto, że poszła do szpitala na miesiąc - nie pierwszy
raz, tylko ze tym razem został uszkodzony pewien "organ" i cały ten miesiąc
wyła z bólu w trakcie koniecznych zabiegów. To było tak straszne
doświadczenie, że podjęła decyzję ze odchodzi od mężczyzny, plus policja za
znęcanie się. Żeby podjąć ostateczną decyzję, musiała upaść na same dno. Gdy
zechciała sama, można było podjąć leczenie uzależnienia od męża, od emocji
które jej dawał.

Gdy zobaczyła jaką cenę płaciła za te emocje, a miała czas by to zauważyć, a
jej uwagę powiększały wrzaski bólu, otrzeźwiała. I to jest prawidłowy początek
leczenia.

Jestem winien Państwu pewne wyjaśnienie. W końcu przed chwilą zrównałem z
ziemią wszystkich tych którzy dają dobre rady, i niejako dałem do zrozumienia
że ja jedyny znam ta receptę - oczywiście znam ją, i dlatego wiele z was jej
nie zrozumie. Nie dlatego ze jest trudna, ale właśnie dlatego że jest
szokująco łatwa, i naprawdę działa. Chcecie szczęścia, a gdy je zobaczycie
uciekacie. Doskonale się o tym mechaniźmie przekonałem pracując z osobami
otyłymi. Gdy wreszcie Panie zaczęły tracić wagę a życie zaczęło się prostować,
czuły niezwykłe zagrożenie i rezygnowały. A jak zrezygnować, skoro widać że
działa? to byłoby ewidentne przyznanie się do winy, do tego że otyła Pani
kocha swoje ciężkie życie, że nie chcę żyć przyjemniej, zdrowiej i lepiej.

Jest taki sposób - dyskredytując terapeutę - a więc obrażały mnie, wyzywały,
oskarżały o kontakt z Szatanem, i zrywały znajomość z radościa znowu tyjąc.
Tyle czasu energii i mojej wiedzy szło na marne, a zamiast dziękuję słyszałem
wyzwiska. Taki jest los ludzi, którzy szczerze chcą komuś pomóc. Gdybym
pomagał obłudnie, miałbym wiele przyjaciół - otyłych przyjaciół :) właśnie za
to byłbym lubiany, że pomagam i nic z tego. Można mówić ze się odchudza, ale
nic z tego bo geny nie pozwalają. Teraz bez pieniędzy za moją wiedzę nie kiwnę
nawet małym paluszkiem, i ludzie chętnie to doceniają.

Podstawa mojej terapii - przyznanie się przed sobą że moja otyłość jest dla
mnie ważna, spełnia jakiś cel. Ten cel to wyniesione z dzieciństwa poczucie ze
jestem bezwartościowa, że jestem szmata itd i spełnia się to w ten sposób ze
się tyje i brzydnie, a winę zrzuca na geny i leki. Przy zapytaniu o ilość
jedzenia osoba pytana wpada w prawdziwy szał. Potem dowiadujemy się jaki jest
cel bycia otyłym, trzeba go sobie dokładnie uświadomić. Bez tego uświadomienia
nic się nie uda zrobić. W końcu ułożenie programu na podniesienie samooceny -
i wreszcie odchudzanie. Taka jest kolejność odchudzania - prawdziwego
odchudzania a nie tego co nam serwują rzekome autorytety i dietetycy co sami
mają przeważnie olbrzymią nadwagę.


Wracając do tematu recepty - jest tylko jedna recepta, a jest nią podniesienie
własnej samooceny. Wszystko inne jest nic nie warte. Joga, aerobik, medytacje,
SPA, dieta - to wszystko nie ma znaczenia. Celem NR1 jest tylko i wyłącznie
polubienie siebie. Gdy polubisz siebie, pokochasz, poczujesz ze sobą dobrze,
Twoje życie zmieni się w raj. Owszem, na zewnątrz nic się nie zmieni, ale Ty
będziesz się czuła świetnie. Odprężona, zadowolona, wywrzesz na ludzi
magnetyczny wpływ. Gdy pokochasz siebie, wybaczysz chętnie krzywdy których
doznałaś od ludzi, zaakceptujesz siebie, wyrzucisz z siebie wszystkie trucizny
i zaczniesz żyć jak królowa. Wielu ludzi zajmuje się medytacją i technikami z
jogi, ale bez podniesienie samooceny robią sobie olbrzymią krzywdę.

To dlatego wszyscy Ci proponują wszystko tylko nie podniesienie samooceny. Gdy
pokochasz siebie nie można Cię zranić, manipulować, zasmucić - nie uzależniasz
się od ludzi i życia ponieważ czujesz się ze sobą wspaniale. Tak, wiem,
wszyscy Ci będą to odradzali, mówiąc ze miłość do siebie to źródło wszelkiego
zła. Wiele wymyślono by obrzydzić ludziom samych siebie i zeby się poswięcali
nie dla siebie, a dla innych cwaniaczków którzy na tym żerują. Ale nie
kochając siebie, cierpisz i inni też cierpią. Nikt nie wygrywa, wszyscy
przegrywają. Gdy kochasz siebie, Ty na pewno wygrywasz a inni ludzie widzą ze
można żyć pięknie, i sami chcą też się zmienić.

A więc zostaw te diety i pokochaj siebie. A teraz powiem Ci coś bardzo ważnego
- słuchasz? gdy polubisz siebie, zniknie chęć na jedzenie niezdrowej żywności.
Ot tak po prostu, bez żadnego zmuszania się, zaczniesz jeść zdrowe i smaczne
rzeczy. Schudniesz, poprawi się zdrowie, uroda. Wyjdziesz z tego syfu w którym
żyją miliony kobiet, z tego zaklętego kręgu cierpienia, potępiania siebie, i
marzenia o nowej torebce która ma dać szczęście, a którego oczywiście nie
daje. Oto tajemnica świata, tak banalnie prosta, skuteczna i za darmo. To jest
właśnie święty graal, poszukiwany od wieków.

    • mareczekk77 Re: Dobre rady - czy aby na pewno? 17.07.08, 13:01
      Dalsza część - nie zmieściło się.

      Dam Ci dobry przykład - mąż się przy Tobie ogląda za innymi kobietami. A więc
      czytasz dobrą radę, ze masz pogadać z mężem, czytasz też 100 innych rad a każda
      mówi co innego. Wszystkie nie mogą mieć racji, prawda? więc zawsze jest duża
      szansa że wybierzesz złą strategie postępowania. Gdy pokochasz siebie, nie
      będziesz czytała tych bredni nieudaczników tylko od razu weźmiesz faceta na bok
      i mu powiesz "kocham Cie, ale rani mnie gdy oglądasz się za innymi kobietami,
      nie rób tego proszę więcej" - i wiesz co? facet spojrzy Ci w Twoje spokojne
      pewne siebie oczy, i natychmiast załapie o co chodzi.



      Co Ci po całym świecie, skoro nie lubisz siebie i źle się czujesz ze sobą? co Ci
      po pieniądzach, zdrowiu? i tak tego nie docenisz, będziesz żył jak trup. Nie
      zachwycisz się zachodem słońca, potężnym pomrukiem oceanu, ukochanym
      zwierzaczkiem - co Ci z takiego życia?
      • kochanica-francuza i tylko kobiety się uzależniają od tych emocji? nt 17.07.08, 18:07
      • kochanica-francuza nie rozśmieszaj mnie, Mareczku!!! 17.07.08, 18:07
        natychmiast załapie???

        buahahahahahaha
    • rozbojnik_0 podsumowujac krotkim zdaniem.... 17.07.08, 13:09
      aby dobrze i wygodnie zyc trzeba byc zdrowym egoista majacym innych w d.... -
      zgadzam sie.
    • misia12347 Nie przeczytałam :) 17.07.08, 13:29
      Normalnie jak expose premiera :)
    • kitek_maly Też nie przeczytałam, ale... 17.07.08, 13:31

      czy przypadkiem nie Ty ostatnio nam tłumaczyłeś jak się rodzą mężczyźni?
      • bertrada Re: Też nie przeczytałam, ale... 17.07.08, 13:35
        Faktycznie, to chyba ten sam. I ja też tego nie przeczytałam. A stereotyp mówi,
        że to kobiety mają skłonność do pieprzenia trzy po trzy o niczym a faceci
        potrafią się streszczać. ;D
        • kitek_maly Re: Też nie przeczytałam, ale... 17.07.08, 13:37

          Ja dałam radę chyba dwóm pierwszym akapitom.
          I mniej więcej wynika z tego, że kobiety bezkrytycznie słuchają porad innych a
          Mareczek teraz będzie RADZIŁ, że nie warto. :-))

          • niebieski_lisek Re: Też nie przeczytałam, ale... 17.07.08, 14:12
            :D :D
            • kitek_maly Re: Też nie przeczytałam, ale... 17.07.08, 14:13

              Lisku, a skąd ta metamorfoza? :-DDD
              • niebieski_lisek Re: Też nie przeczytałam, ale... 17.07.08, 14:25
                Poczułam, że mój poprzedni nick jest zbyt infantylny :) Nie wiem czy lisek (i to
                w dodatku farbowany :D) jest poważny, ale na razie mi odpowiada :) I w ogóle,
                mam chyba jakąś słabość do leśnych zwierzątek ;)
                • kitek_maly Re: Też nie przeczytałam, ale... 17.07.08, 14:30

                  Leśny ludek z Ciebie. :-P
    • cloclo80 Re: Dobre rady - czy aby na pewno? 17.07.08, 14:26
      Takie teksty może wyprodukować tylko mentalna ciota.
      • anette25 Re: Dobre rady - czy aby na pewno? 17.07.08, 14:38
        cloclo80 ten facet jest jednym z najlepszych blogerów w polsce,spójrz na ranking
        popularności wyprzedza go tylko korwin mikke a co ty w życiu osiągnęłaś oprócz
        tłuszczu na dupie?;)
        • cloclo80 Re: Dobre rady - czy aby na pewno? 17.07.08, 14:50
          Ilość nie idzie mu w jakość. Potrafi gwałcić przez klawisze uprawiając to co
          ładnie po angielsku nazywa się "mindfuck".
    • iberia.pl ales elaborat wysmarowal, ze mi sie 17.07.08, 14:36
      nie chce tego czytac, nie dalo sie jakos zwiezlej?
    • tengoku77 Re: Dobre rady - czy aby na pewno? 17.07.08, 14:52
      :))
      Dużo piszesz, ale co tam.. Przeczytałam! Przeżyłam :P
      Najprostsze rozwiązania są najlepsze..
      Pozdrawiam!
    • justysialek Re: Dobre rady - czy aby na pewno? 17.07.08, 15:07
      Mareczek, dlaczego zwracasz się do mnie, jakbym była otyła?
      Czyżby twoja intuicja terapeuty mówiła ci, że na forum mogą wchodzić
      tylko otyłe, nieszczęśliwe, samotne lub posiadające niewiernych
      mężów kobiety, które nienawidzą siebie?
    • madaretha Re: Dobre rady - czy aby na pewno? 17.07.08, 16:01
      skoro dobrą radą jest pokochać siebie, to proszę o radę jak to
      zrobić...
    • mini_kks Re: Dobre rady - czy aby na pewno? 17.07.08, 18:12
      Wreszcie jakaś skuteczna rada. wprowadziłam ją w życie parę lat temu
      i od tamtej pory nie mam wielu zmartwień.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja