marta26
26.07.08, 08:33
Kobietki,
Proszę Was o ocenę, bo mam wrażenie, że niedługo wykończę się
psychicznie. Mój facet stworzył taka atmosferę i tak wszystko
wykreował, że ja cały czas mam wrażenie, że to ja jestem
nienormalna, że ja się czepiam i jestem prowokatorką wszystkim
kłótni. Kocham go bardzo, ale zastanawiam się czy nie powinnam
pokierować mimo wszystko inaczej swoim życiem.
Sytuacja wygląda tak:
Znamy się od ponad 10 lat, od czterech On jest na emigracji.
Ma 35 lat i mieszka cały czas na 10 m2 z siostrą, która ma 40 lat.
Ona mu gotuje, pierzę, on wozi ją na zakupy, razem planują różne
rzeczy (nota bene jak rasowe małżeństwo).
Planowaliśmy razem urlop, on kupił już bilet do Polski itp, itd.
Niestety ze względu na ważny projekt w pracy musiałam przesunąć i w
łeb wzięły wszystkie plany.
O tym, żeby je spróbował zmienić nie ma mowy, nawet nic nie mówiłam,
ale żadna inicjatywa z jego strony nie wyszła. Powiedział mi tylko,
że zasługuję na wypoczynek i żebym się nie martwiła, że nie mam z
kim jechać, tylko pojechała sama nad morze!
Liczyłam po cichu, że w takiej sytuacji powie mi, żebym przyjechała
do niego, ale nic takiego też nie padło.
Wczoraj nie wytrzymałam i mówię mu skoro mam sama jechać nad morze,
to może przyjade do niego na dwa tyg. bo boje się być sama i nie
chce.
Na to on: " a gdzie będziesz spała?" ścieło mnie, po czym
powiedział, "jak chcesz zapytam siostrę czy zgodzi się, żebyś
przyjechała", powiedziałam, że nie ma już tematu...
On na to, że jestem niepoważna, bo on nie mieszka sam i nie może
zapraszać "kogo chce i kiedy chce".
Dziewczyny nie mogę się pogodzić z tym jak on mnie traktuje, to co
usłyszałam, jest dla mnie ciosem poniżej pasa. Powiedziałam mu, że
mi przykro, a on oczywiście jak zawsze, że szukam dziury w całym i
że za bardzo biorę wszystko do siebie.
Wstydzę się powiedzieć komukolwiek o tym, nie mam nawet komu się
wyżalić....