merda
29.07.08, 11:00
Zimowa wyprzedaz w Zarze.Kolejka kilometrowa do damskiej
przymierzalni,wiec udaje sie do meskiej z jeansami i sukienka.Nie
tylko ja wpadlam na ten pomysl,bo z kabin wychodzily inne
panie.Kiedy czekalam w kolejce ustawily sie za mna dwie
kobiety,ktore chyba pol sklepu chcialy przymierzyc.Podchodzi
ekspedientka i informuje,ze panie nie moga przymierzac w garderobie
dla mezczyzn,po czym odchodzi.Splenila swoj obowiazek,jakby co to
ona swoje zrobila,wiec my nadal stoimy (odeszlabym ,ale mysle
soebie,jak inni moga to dlaczego ja nie).Widze,ze w oddali obserwuje
nas pewien mezczyzna,ale myslalam,ze to jakis klient napalony ;-)
Zwalnia sie duza garderoba,wiec przepuszczam te panie,bo wchodza we
dwojke i maja duzo rzeczy do mierzenia.Minute pozniej wchodze ja(za
mna nie ma nikogo).Ledwo sie zamknelam,ktos stuka mi do
drzwi,otwieram oczywiscie znajomy "obserwator" mowi,ze mam
wyjsc.Mnie szlag trafia bo przed chwila pozwolil wejsc dwom babkom
do jednej garderoby z niezliczona iloscia ubran.Pozatym obserwowal
mnie dosc dlugo jak stoje w tej kolejce i dopiera jak nadeszla moja
kolej "wkroczyl do akcji".Specjalnie to zrobil.Ale nie chce innych
kablowac,wiec odkladam rzeczy na wieszak i wychodze ze sklepu.
Wczorajsza wizyta w Zarze.Innej niz omawianej w poprzednim
akapicie.Ludzi niewiele,przymierzylam piec rzeczy ,wybralam
trzy.Jeansy byly za duze,po wyjsciu z kabiny znalazlam inne,ale w
miedzy czasie kolejka do przymierzalni sie zrobila.Wiec ide do
meskiej,ktora jest pusta.Weszlam normalnie na 30 sekund,bo mialam
sukienke,ale rozmiar mi nie pasowal wiec wrocilam z
innymi.Ekspedientka leciala za mna normalnie przez pol sklepu i
znowu ledwo sie zamknelam, stu puk do drzwi i karze mi
wychodzic,mowie do niej ze kabiny sa puste,ze przymierze to
szybko,ale ona swoje,wiec sie pytam czy moge przymierzyc przed
kabinami na co ona odpowieda-tak.Sama wychodzi i udaje,ze cos tam
uklada,pilnie mnie obserwujac.Kiedy ogladam sie w lustrze,wchodzi do
kabiny kolejna pani z polowa sklepu,ale ekspedientka udaje ,ze jej
nie widzi(wrrrrr...)Oddycham gleboko,bo robie sie czerwona ze
zlosci,patrze sie na nia bezczelnie,ale ona udaje ze jest zajeta.
Co sie bede z nia klocila,swoja pensje i tak dostanie,niezaleznie
czy kupie te jeansy czy nie.
To wszystko sie wydarzylo w sklepie za granica i tak sie zastanawiam
czy to aby nie dyskryminacja "dziewczyn ze wschodniej Europy"...?
Czy moze i Wy spotkalyscie sie z podobna sytuacja?W Polsce czy poza
granicami kraju?
I jak zachowujecie sie w podobnej sytuacji?