ada_k12
02.08.08, 02:43
Ostatni rok byl koszmarem. Wrocilam z Anglii, po roku zarabiania na nasze
mieszkanie. Po powrocie dowiedzialam sie ze maz chce rozwodu. Nie mowie ze
nasze malzenstwo bylo idealne, ale bylo dobre i pelne szacunku. Odpychalam te
mysli od siebie i udawalam ze tej rozmowy nie bylo. Mijaly miesiace, a my
coraz bardziej oddalalismy sie. Miedzy czasie dowiedzialam sie od roznych
ludzi ze jest duze prawdopodobienstwo tego ze moj maz ma kochanke, ktora
dopiero co sama sie rozwiodla. Znalazlam te kobiete. Skontaktowalam sie z nia.
Zaproponowalam spotkanie. Bylam pewna, ze zgodzi sie na nie jezeli jest
niewinna i jest tylko kolezanka meza (ja chcialabym taka kwestie od razu
wyjasnic). Ona powiedziala, ze nie czuje potrzeby spotkania sie ze mna.
Odlozyla sluchawke. Wczoraj otrzymalam wezwanie z sadu. Rozprawa jest w
czwartek. Maz chce rozwodu bez orzekania o winie, argumentuje to, ze nic nas
juz nie laczy, ani sprawy gospodarcze ani uczuciowe. Nie umiem odnalezc sie w
tej sytuacji. Nie chce tego rozwodu. Wciaz kocham meza i tak szkoda mi tych
wszystkich lat. Czy moge zablokowac ten rozwod albo chociaz go spowolnic, zeby
przygotowac sie jakos do tego, ze zostane ze wszystkim sama? Nie mamy dzieci.
Mielismy sie o nie postarac po moim powrocie z zagranicy.
Jak to wogole wyglada? Pojde tego dnia do sadu i juz tego dnia moge stac sie
rozwodka? Czy bedzie jakas sprawa pojednawcza i potem nastepna rozprawa, czy
wszystko stanie jest juz w ten czwartek? a potem w piatek moj maz bedzie mogl
oficjalnie spacerowac z nowa pania po miescie. Chyba serce mnie peknie.
Najlepsze lata zycia mu oddalam i wierzylam ze to bedzie zwiazek na zawsze :(
Doradzcie cos? Jak sie zachowac? Prosze o pomoc.