pelargonia30
08.08.08, 13:52
Przez wiele lat miałam przyjaciółkę. Po studiach nasze drogi się rozeszły z
jej winy. Ona nie kontaktowała się ze mną, nie chciała spędzać ze mną czasu.
Odcieła się. Ja cierpiałam ale cóż nikogo nie można zmusić do przyjaźni. Przez
kilka lat nasz kontakt był sporadyczny. Ostatnio ona zaczęła coraz częściej do
mnie dzwonić. Postanowiłam wyjaśnić jej dawne zachowanie. Ona stwierdziła, ze
wtedy była tak zaślepiona miłością do męża, że nikogo nie chciała widzieć i z
nikim się spotykać i dlatego min. I mnie odrzuciła. Ale twierdziła – kilka
miesięcy temu, ze się zmieniła. Ja powiedziałam ,że uwierzę, że jej zależy na
kontakcie ze mną jak w końcu przyjedzie do mnie w odwiedziny. Odkąd mieszkam w
innym mieście (4 lata) nie była u mnie natomiast ja u niej kilka razy.
Obiecała mi, że na wakacjach przyjadą. No i owszem dowiedziałam się tydzień
temu, że przyjeżdżają z mężem ale już się dogadali z naszymi wspólnymi
znajomymi, że u nich będą nocować. Ja poczułam się urażona. Owszem spotkają
się z nami ale ja myślałam, że przyjadą do nas i u nas będą nocować. Czuję się
oszukana. Bo to tak jakbyśmy my byli na doczepkę. Z tamtymi znajomymi wszystko
ustalili. Powiedzcie mi czy ja się czepiam? Czy szukam dziury w całym? Czuje
się mniej ważna od tamtych, a ponoć to mnie lubi najbardziej ze wszystkich. To
była przyjaciółka jeszcze z dzieciństwa i dlatego była dla mnie bardzo ważna.