hotally
28.08.08, 23:17
Będąc w Stanach.....
W hotelu polecili Nam "najlepsze miejsce w NY, gdzie mają najlepsze
hamburgery, slynie z tego w całych Stanach, gwiazdy tam przychodzą etc etc"...
no więc myślę sobie LANS pełną gębą i mówię do KNN'a " Kochanie, tam się
spotkamy wieczorem", bo on poszedł na jakies spotkanie biznesowe po południu.
Niestety za cholere nie pamiętam co to było za miesce- z wyglądu typowa
amerykanska knajpa- bar, lada i
z tyłu stoliki do siedzenia, nic specjalnego... no ale ponoc takie sławne i
fajne. Weszlam, usiadłam, zamówiłam podwójnego bayleysa, a wscipska stara
kelnerka do Mnie "but you know it's expensive!"!!! Czy Wy to rozumiecie???
Myslalam, ze spadne z krzesła, więc mówię "excuse me?!" i patrzę na nią...
ona, ze tak, tu drogo... wiec mówię: "trudno, najwyzej będę zmywać..." siedze
wkurzona, dzwonie do KNNa, on w drodze, zaraz będzie, wypiłam drina i wołam te
wredne babsko i mówię, że "jeszcze jeden, taki sam". a ona "co??? jeszcze
jeden?! ale wiesz, ze tu nie przyjmujemy karty, tylko gotówkę!" Ja: "spoko"...
Dzwonię do KNNa i mówię "Przyjezdzaj, bo Ja w szoku jestem..."
Przyniosła Mi drina, więc, zeby jej dopiec mówię, że jednak nie chcę, poproszę
butelkę dom perignon, ta prawie zemdlała i mowi "to kosztuje 175$!!", w miedzy
czasie przyniosła Mi tego slynnego hamburgera, który- przysięgam! wyglądał tak
przeciętnie, ze predzej zjadłabym cos z mak syfu, gdybym miała wybierać. KNN
przyjechał, zaczął się śmiać i ogolnie zrobilismy sobie z niej jaja, zen ie
mamy kasy, niech sie kobieta postresuje :))))
AHA... dodam, ze cena tego drogiego drina była menij więcej taka sama jak w PL