vivaviva
13.09.08, 10:12
mam ostatnio jakies dziwne parcie, potegowane przez nasza-klase na
posiaadanie dziecka... jest to cokolowiek dziwna sprawa, bo przez
wiele wiele lat głośno i wyraznie mowilam ze dzieci wlasnych miec
nie chce, nie widze sie w roli matki, chce byc wolna a nie usidlona
w pieluchach...czesto tez bylam w zwiazkach gdzie facet mial dziecko
i realizowalam sie moze nie jako matka, bo to za duze słowo, ale
instynkty były zaspokojone. zawsze tez deklarowalam chec adopcji
dziecka, w zwiazku z problemami z kregosłupem (mysle ze to byla
jakas wymowka, ale psychologiem nie jestem to nie bede analizowac).
a od jakiegos czasu zastanawiam sie powaznie nad brzydko
ujmujac "zrobieniem sobie dziecka". to przerazajace bo mimo ze nie
nie chce podchodzic do tego jak do inwestycji na giełdzie tak to
wyglada. mam faceta, którego moj instynkt zaklasyfikował jako
swietnego reproduktora i dobrego przyszłego tatę... mam swietna
prace na etat, która pozwoli mi isc na wychowawczy i niezle na tym
wyjsc finansowo (podejrzewam ze nie mialabym do czego wracac, ale na
macierzynskim byłby to niezły interes),a potem utrzymywałby mnie
facet, dopoki nie poszłabym do innej pracy - na szczescie moj zawod
jest poszukiwany wsrod pracodawcow... no i chce miec to dziecko ale
jak nad tym sie zastanawiam to nie wiem czy po to ze dobiegam 30,
czy dlatego ze mam ustabilizowana sytuacje finansową, czy dlatego ze
dziecko dałoby mi radosc i było ukoronowaniem moich marzen... no i
dochodze do wniosku ze nie marze o dziecku a jednoczesnie zaprzata
ono moje mysli....
dziewczyny - czy tak wyglada bicie zegara biologicznego??????? czy
wy tez tak macie?????
i wiem, ze za plecami faceta dziecka sobie nie zrobie, sama
swiadomie nie podejmie takiej decyzji bez porozumienia z nim... albo
podejmiemy tą decyzje razem (nie rozmawialam z nim nigdy o dziecku
zeby go nie przerazic:), wiec nie wiem co on o tym mysli) albo
wpadne... innej możliwości nie ma...
macie podobne rozterki??