Dziecko jako pewnik przynoszenia szklanki wody

13.09.08, 21:48
Zastanawiam się dlaczego w każdym wątku poświęconym
planowaniu/posiadani/plusom i minusom dziecka zawsze ktoś wyskoczy z tekstem
'na starość nie będzie ci miał kto szklanki wody podać?'
Czy to naprawdę jest kluczowy argument, który powinien każdą osobę przekonać
do posiadania dziecka??!!
Dla mnie przede wszystkim jest to egoizm - oczekiwanie od dziecka że na
starość się nami zaopiekuje, budowanie dużego domu i planowanie dziecku - ty z
nami zostaniesz (czy ci się to podoba czy nie) i powtarzanie ciągle tego
argumentu (nawet w obecności dziecka) - on/ona mi kiedyś szklankę wody poda a
ty (bezdzietny) tego mieć nie będziesz.
Pomijam fakt, że ktoś może sobie wychować egoistę, który będzie miał gdzieś
czy mama/tata ma co pić i jeść (vide - wiele domów opieki, podrzucanie
rodziców do szpitala, itd. - i to przez wydawałoby się ludzi na poziomie).
Ale są jeszcze takie sytuacje - dziecko umiera, dziecko wyjeżdża na drugi
koniec świata, tam ma swoją rodzinę, swoje problemy i nie jest w stanie rzucić
wszystkiego i zaopiekować się nami, nasza choroba, która sprawia że dzieci nie
są w stanie się nami zająć (muszą choćby zarabiać na nasze leki), dziecko jest
zmanipulowane przez swoją druga połówkę i nie chce mieć z nami nic wspólnego
albo uważa że wizyta 2 razy w roku to i tak szczyt opieki.
Naprawdę jest tyle dróg, tyle przypadków, które mogą nam się przytrafić, że
ten nieszczęsny argument nie bardzo mi pasuje.
Dodam jeszcze, że wychowywanie dzieci w przekonaniu że muszą (bo ja cię
urodziłam, poświęciłam się żeby mi miał na starość miał kto szklankę wody
podać), a nie że mogą wydaje mi się skrajnie egoistyczne i niedojrzałe.
Naprawdę zastanówcie się nad tym 'wodnym' argumentem.
    • wyssana.z.palca Re: Dziecko jako pewnik przynoszenia szklanki wod 13.09.08, 22:05
      dla mnie to w ogole abstrakcja takie myslenie i naprawde naiwnie
      wierze, ze ludzie tak naprawde serio tak nie mysla.. az nie chce mi
      sie w to wierzyc.

      i jakie szczescie ze moja mama sama mowi, ze w razie czego mamy jej
      czy tacie znalezc siakis fajny osrodek :D
      • eeela Re: Dziecko jako pewnik przynoszenia szklanki wod 13.09.08, 22:59

        > i jakie szczescie ze moja mama sama mowi, ze w razie czego mamy jej
        > czy tacie znalezc siakis fajny osrodek :D

        Moja sobie zażyczyła z osobną łazienką, stałym łączem, biblioteką,
        zorganizowanymi wycieczkami i programem kulturalnym. Chyba powinnam już zacząć
        na to odkładać! ;-)
    • iberia.pl Dziecko jako pewnik przynoszenia szklanki wody? 13.09.08, 22:06
      mist3 napisała:

      > Zastanawiam się dlaczego w każdym wątku poświęconym
      > planowaniu/posiadani/plusom i minusom dziecka zawsze ktoś wyskoczy
      z tekstem 'na starość nie będzie ci miał kto szklanki wody podać?'


      witaj w klubie, tez mnie to zastanawia.

      > Czy to naprawdę jest kluczowy argument, który powinien każdą osobę
      przekonać do posiadania dziecka??!!
      > Dla mnie przede wszystkim jest to egoizm - oczekiwanie od dziecka
      że na starość się nami zaopiekuje, budowanie dużego domu i
      planowanie dziecku - ty z nami zostaniesz (czy ci się to podoba czy
      nie) i powtarzanie ciągle tego argumentu (nawet w obecności
      dziecka) - on/ona mi kiedyś szklankę wody poda a
      > ty (bezdzietny) tego mieć nie będziesz.


      otoz to, zgadzam sie w 100%.

      > Pomijam fakt, że ktoś może sobie wychować egoistę, który będzie
      miał gdzieś czy mama/tata ma co pić i jeść (vide - wiele domów
      opieki, podrzucanie rodziców do szpitala, itd. - i to przez
      wydawałoby się ludzi na poziomie).

      to jedno, a drugie, ze np. nie chcialabym byc ciezarem.Jesli
      wymagalabym stalej opieki to chcialabym byc w stosownym osrodkuz
      odpowiednia pomoca a nie obciazac tym swoje ewentualne dzieci.

      > Ale są jeszcze takie sytuacje - dziecko umiera, dziecko wyjeżdża
      na drugi koniec świata, tam ma swoją rodzinę, swoje problemy i nie
      jest w stanie rzucić wszystkiego i zaopiekować się nami, nasza
      choroba, która sprawia że dzieci nie są w stanie się nami zająć
      (muszą choćby zarabiać na nasze leki), dziecko jest
      > zmanipulowane przez swoją druga połówkę i nie chce mieć z nami nic
      wspólnego albo uważa że wizyta 2 razy w roku to i tak szczyt opieki.
      > Naprawdę jest tyle dróg, tyle przypadków, które mogą nam się
      przytrafić, że
      > ten nieszczęsny argument nie bardzo mi pasuje.
      > Dodam jeszcze, że wychowywanie dzieci w przekonaniu że muszą (bo
      ja cię urodziłam, poświęciłam się żeby mi miał na starość miał kto
      szklankę wody podać), a nie że mogą wydaje mi się skrajnie
      egoistyczne i niedojrzałe.
      > Naprawdę zastanówcie się nad tym 'wodnym' argumentem.


      amen, a teraz pewnie zacznie sie nasz lincz przez dzieciatych...
      • wyssana.z.palca Re: Dziecko jako pewnik przynoszenia szklanki wo 13.09.08, 22:10
        > > Ale są jeszcze takie sytuacje - dziecko umiera, dziecko wyjeżdża
        > na drugi koniec świata, tam ma swoją rodzinę, swoje problemy i nie
        > jest w stanie rzucić wszystkiego i zaopiekować się nami, nasza
        > choroba, która sprawia że dzieci nie są w stanie się nami zająć
        > (muszą choćby zarabiać na nasze leki), dziecko jest
        > > zmanipulowane przez swoją druga połówkę i nie chce mieć z nami
        nic
        > wspólnego albo uważa że wizyta 2 razy w roku to i tak szczyt
        opieki.
        > > Naprawdę jest tyle dróg, tyle przypadków, które mogą nam się
        > przytrafić, że
        > > ten nieszczęsny argument nie bardzo mi pasuje.



        mozna zawsze sobie "zrobic" trojke, piatke... moze jakies sie na
        starosc ostanie :)
    • demonii.larua Re: Dziecko jako pewnik przynoszenia szklanki wod 13.09.08, 22:12
      Pewne to tylko zejście ze świata jest, nic poza tym :F
    • bertrada Re: Dziecko jako pewnik przynoszenia szklanki wod 13.09.08, 22:12
      Bo człowiek to skrajnie egoistyczne zwierze i w zasadzie żyje tylko po to, żeby
      z wszystkiego co go otacza robić swoje popychadła. Jak ktoś tego nie robi to na
      99% tylko dlatego że jest na to za słaby. Nic więc dziwnego, że dziecko niejako
      z urzędu dostaje rolę sługusa. ;P
    • ania.silenter Jeżeli to ode mnie będzie zależało 13.09.08, 22:22
      nie chciałabym aby moje dzieci zajmowały się mną na starość ale to chyba
      rodzinne bo moja 70-letnia mama też nie chce słyszeć o mojej pomocy dla siebie
      choć 100 razy proponowałam...
    • diabel-tasmasnki Re: Dziecko jako pewnik przynoszenia szklanki wod 13.09.08, 22:47
      tan argument pada najczęściej z ust kobiet bo facetom jakoś mniej zależy na
      posiadaniu dzieci. Wystarczy jednak zapytać takiego ku...oszona dlaczego w takim
      razie sama nie mieszka ze starymi rodzicami. Jej marne próby uzasadnienia i
      znalezienie powodów dla których nie może zastosować sie sama do własnych
      poglądów są przezabawne :)
      • lubie_gazete Re: Dziecko jako pewnik przynoszenia szklanki wod 15.09.08, 09:39
        Dobre!
    • golfstrom Re: Dziecko jako pewnik przynoszenia szklanki wod 13.09.08, 23:30
      Nie sądzę by oprócz skrajnie toksycznych przypadków, które nigdy z
      nikim się nie liczą, ktoś wypowiadając taki argument serio planował
      swoim dzieciom dodatkową fuchę na oddziale onkologii.

      Człowiek to zwierzę egoistyczne - pragnie się dzielić swoją
      miłością, mimo że na świecie wiele złego może nowego lokatora
      spotkać: bieda, choroby, wojny, zamachy i w ogóle cały ten syf,
      który ludzie gotują sobie nawzajem. Niestety, miłość rodzicielska
      nie jest wszechmocna.

      Z zasady, kiedy ktoś planuje rodzinę, to raczej ma nadzieję, że
      osoby, które powoła na świat, będą mu bliskie. Że mimo wszystko będą
      przy nim, kiedy będzie ich potrzebował. Nie uważam, że to takie
      egoistyczne, co najwyżej odrobinę naiwne - w końcu tego samego
      spodziewamy się od swoich rodziców, małżonków czy przyjaciół i
      zwykle jesteśmy rozczarowani, gdy nie możemy liczyć na ich pomoc w
      kryzysowych sytuacjach.

      Jedyny powód, dla którego ten argument wydaje im się nie do
      przyjęcia, to zawierająca się w nim pogróżka.
    • dziewice Re: Dziecko jako pewnik przynoszenia szklanki wod 13.09.08, 23:34
      heh nigdy bym tak nie pomyslal :) trzeba miec po prostu troche kasy na koniec i
      tyle :)
    • kadrel Re: Dziecko jako pewnik przynoszenia szklanki wod 13.09.08, 23:49
      Ja odpowiadam: "a co jeśli nie będzie mi sie chciało pić"?
    • rudakudlata Nie przejmowałabym się tak na twoim miejscu 14.09.08, 01:30
      tym oklepanym argumentem :) Jest to jakiś wyświechtany frazes powtarzany
      bezmyślnie. Ja tam uważam, że na starość sama się sobą zaopiekuję ;) Zamierzam
      być żywotną i zdrową staruszką, hehe.
      • gabrielle Re: Nie przejmowałabym się tak na twoim miejscu 14.09.08, 09:43
        No właśnie! A co, jeżeli nie będzie mi się chciało pić? Albo wolę kawę, sok,
        herbatę?

        Też mnie to denerwuje. Skrajny egoizm. Nie ma taka jedna z drugą dzieci, bo chce
        mieć dzieci, tylko chce mieć służącego.
      • wyssana.z.palca Re: Nie przejmowałabym się tak na twoim miejscu 14.09.08, 10:00
        zamierzac sobie mozesz. choroba nie wybiera.
    • green_land Re: Dziecko jako pewnik przynoszenia szklanki wod 14.09.08, 10:30
      To takie samo głupie gadanie jak to, że w każdej plotce jest
      odrobina prawdy. Wrrr!

      Dziecko niczyją własnościa nie jest i być nie może. A jeżeli ktoś
      uważa inaczej, to bym go wykastrowała, by nie miał możliwości
      sprawdzić tego w praktyce:P
    • silic Re: Dziecko jako pewnik przynoszenia szklanki wod 14.09.08, 11:05
      Tyle piszesz o egoizmie ... a znasz jakieś nieegoistyczne powody posiadania
      dzieci ? Tak ze trzy.
      Raczej nikt nie posiada dzieci dla "idei". Oczekiwanie, że dzieci podadzą na
      starość tę przysłowiową szklankę jest moim zdaniem jak najbardziej uzasadnione.
      Po coś te dzieci się ma.
      • putea Re: Dziecko jako pewnik przynoszenia szklanki wod 14.09.08, 13:45
        z checia wymienie ze trzy
        -daje zycie nie oczekujac nic w zamian bo nikt nie ma obowiazku ponosic
        konsekwencji moich decyzji
        -daje zycie i prawo pojscia swoja droga pewnego dnia
        -robie cos dla ludzkosci, zeby nie wyginela jak mamuty

        zal mi Twoich dzieci, ciekawe czy wiedza, po co przyszly na swiat.
        • jj1978 Re: Dziecko jako pewnik przynoszenia szklanki wod 14.09.08, 14:20
          ludzie maja dzieci bo maja taka biologiczna potrzebe - posiadanie
          dzieci nie daje wymiernych korzysci a przynosi koszty. nie zmienia
          to faktu ze wiekszosc ludzi ktorzy dzieci maja twierdza ze
          niewymierne korzysci z posiadania potomstwa, zwlaszcza wiez
          emocjonalna nie da sie porownac z niczym innym i podejrzewam ze jest
          to prawda.
          ludzie ktorzy maja dzieci po to zeby miec darmowa sluzbe nie
          potrafia liczyc - duzo taniej jest wynajac gosposie i odkladac na
          dobry dom opieki na starosc. rozmnazajac sie takie osoby
          zanieczyszczaja pule genetyczna, czego mozna sie spodziewac po
          dzieciach idiotow? :)
          • kamyk-zielony Re: Dziecko jako pewnik przynoszenia szklanki wod 14.09.08, 14:29
            Ja mam odwrotnie, nawet dom mniejszy wybudowaliśmy, bo obawiałam się, czy młodemu za 20 lat nie przyjdzie do głowy wprowadzić się z żonką na "pięterko":))) Mamy fundusz od kilku lat, więc ktoś tam tą szklankę z wodą zawsze poda, syna mam do kochania, a nie do podcierania mi tyłka na starość.
            • jj1978 Re: Dziecko jako pewnik przynoszenia szklanki wod 14.09.08, 14:57
              to znaczy ze jestes odpowiedzialnym rodzicem chyba:) moi rodzice tez
              tacy sa, chociaz mama akurat lubi sie uzalac nad soba. nie mam
              dzieci ale jak to mowi moj ojciec jest to najlepsza rzecz jaka
              spotyka czlowieka w zyciu dlatego ze jest jedynym stalym faktem w
              zyciu w pewnym sensie i ze milosci do dziecka nie da sie porownac z
              zadna inna.
              sama uwazam ze pomoc rodzicom jesli beda tego potrzebowac jest
              naturalna konsekwencja w zyciu, ale znam przypadki gdzie rodzice
              wrecz przywiazuja dzieci do siebie - kolezanka zapytala kiedyz moja
              mame w mojej obecnosci jak mogla mi pozwolic wyprowadzic sie za
              granice w wieku 24 lat (jak powszchnie widomo wszyscy pytaja mame o
              zgode na rozne rzeczy w tym wieku). jako osoba 28 letnie wtedy
              powiedzialam jej ze jak na osobe dobiegajaca 60tki jest nieco
              niemadra. strasznie sie obrazila... oddaje to chyba stosunek czesci
              spoleczenstwa do macierzynstwa.
        • golfstrom Re: Dziecko jako pewnik przynoszenia szklanki wod 14.09.08, 14:49
          > -daje zycie nie oczekujac nic w zamian bo nikt nie ma obowiazku
          ponosic
          > konsekwencji moich decyzji

          Dwa pytania:
          1) Czy możesz uściślić, dlaczego decydujesz się na dawanie życia? Bo
          o to było pytanie, a nie o to, czego równocześnie nie robisz
          2) Czy nie sądzisz, że powołanie kogoś na świat jest de facto
          nakazaniem mu ponoszenia konsekwencji Twojej decyzję?

          > -daje zycie i prawo pojscia swoja droga pewnego dnia
          Znowu to samo: dlaczego dajesz życie? Czy dlatego, że uważasz, że
          fajnie jest żyć? Jeśli tak to ok, to był również jeden z moich
          powodów, ale jest to nasz osobisty pogląd, tak jak istnieje mnóstwo
          ludzi, wg których życie jest kompletnie do doopy.


          > -robie cos dla ludzkosci, zeby nie wyginela jak mamuty
          Czyli w zasadzie nie jest to życie dla tego konkretnego osobnika,
          tylko dla ogółu.

          > zal mi Twoich dzieci, ciekawe czy wiedza, po co przyszly na swiat.
          A to jest moim zdaniem strzelanie z armaty do wróbla. Dziewczyna nei
          napisała, że chce mieć dzieci, żeby jej tyłek podcierały, tylko
          uważa, że nasza potrzeba posiadania potomstwa jest w gruncie
          rzeczy "egoistyczna", czy to będzie potrzeba miłości, czy potrzeba
          przedłużania gatunku.
          • putea Re: Dziecko jako pewnik przynoszenia szklanki wod 14.09.08, 15:49
            Dwa pytania:
            > 1) Czy możesz uściślić, dlaczego decydujesz się na dawanie życia? Bo
            > o to było pytanie, a nie o to, czego równocześnie nie robisz
            > 2) Czy nie sądzisz, że powołanie kogoś na świat jest de facto
            > nakazaniem mu ponoszenia konsekwencji Twojej decyzji?

            decyduje sie na dawanie zycia, poniewaz czuje taka potrzebe...mozna ja nazwac
            potrzeba dawania milosci, mozna instynktem, mniejsza o terminologie.
            raz powolane zycie wymaga ode mnie poniesienia odpowiedzialnosci za ta decyzje-
            opieke do momentu usamodzielnienia sie
            ale poniewaz to ja podjelam ta decyzje o byciu rodzicem, nie znaczy to, ze mam
            prawo wymagac, ze dziecko splaci swoj ''dlug wdziecznosci'' za to zycie.
            dziecko powoluje sie wedlug mnie na swiat bezwarunkowo i bez prawa do roszczen.
            nie widze tu egoizmu - daje cos z siebie, by malenka istota byla szczesliwa i
            nie oczekuje nic w zamian.

            > > -daje zycie i prawo pojscia swoja droga pewnego dnia
            > Znowu to samo: dlaczego dajesz życie? Czy dlatego, że uważasz, że
            > fajnie jest żyć? Jeśli tak to ok, to był również jeden z moich
            > powodów, ale jest to nasz osobisty pogląd, tak jak istnieje mnóstwo
            > ludzi, wg których życie jest kompletnie do doopy.

            po czesci dalam odpowiedz wyzej, co zas tyczy pogladu, ze zycie jest do
            doopy..coz..tak moze sie zdarzyc.
            pytanie tylko dlaczego ludzie dochodza do tak smutnych wnioskow ?
            bynajmniej nie zauwazylam takich stanow wsrod dzieci wychowujacych sie pod
            skrzydlami kochajacych madrze rodzicow.
            a jesli dochodza do takich wnioskow jako dorosli ludzie, ktorzy w jakis tam
            sposob spaprali swoje zycie,nie moga obarczac wina rodzicow, tylko samych siebie.

            > > -robie cos dla ludzkosci, zeby nie wyginela jak mamuty
            > Czyli w zasadzie nie jest to życie dla tego konkretnego osobnika,
            > tylko dla ogółu.

            ogol sklada sie z konkretnych osobnikow, wiec jedno wynika z drugiego.

            > > zal mi Twoich dzieci, ciekawe czy wiedza, po co przyszly na swiat.
            > A to jest moim zdaniem strzelanie z armaty do wróbla. Dziewczyna nei
            > napisała, że chce mieć dzieci, żeby jej tyłek podcierały, tylko
            > uważa, że nasza potrzeba posiadania potomstwa jest w gruncie
            > rzeczy "egoistyczna", czy to będzie potrzeba miłości, czy potrzeba
            > przedłużania gatunku.

            diewczyna napisala :
            Raczej nikt nie posiada dzieci dla "idei". Oczekiwanie, że dzieci podadzą na
            starość tę przysłowiową szklankę jest moim zdaniem jak najbardziej uzasadnione.
            Po coś te dzieci się ma

            otoz ja mam dziecko dla ''idei''
            nota bene podjelo teraz decyzje, z ktorej nie jestem zadowolona.
            w wieku 16 lat wyfrunelo mi z gniazda, by ksztalcic sie dalej w innym kraju.
            nie podaje mi wody, a ja mimo to Go wspieram, bo jesli moje dziecko jest
            szczesliwe, to i ja jestem, nawet jak mi jest ciezko.
            taka jest kolej rzeczy.

            • golfstrom Re: Dziecko jako pewnik przynoszenia szklanki wod 14.09.08, 20:46
              Oczywiście, że dziecko nie ma długu wdzięczności w sensie, że nie
              może w życiu kierować się jedynie wolą rodziców. W momencie
              usamodzielnienia musi samo o sobie stanowić. A jednak odnoszę
              wrażenie, że nie jest wielkim nietaktem, bezczelnością czy wręcz
              tupetem spodziewać się, że kiedy staniemy się starzy i zgrzybiali,
              nasze dzieci w jakiś sposób się nami zaopiekują. Czy to będzie
              znalezienie dobrego opiekuna, czy to będzie szklanka wody to nie
              jest ważne - ważny jest odruch serca, potrzeba bycia z bliską osobą,
              która nas potrzebuje.

              > dziecko powoluje sie wedlug mnie na swiat bezwarunkowo i bez prawa
              do roszczen

              Skoro nie ma się prawa roszczeń, to dlaczego np. wymaga się od
              dzieci, żeby nie kradły? Albo żeby się uczyły? Niedawno była tu
              zażarta dyskusja na temat ślubu bez rodziców. Co prawda nie wiem,
              jakie było Twoje zdanie, ale zdecydowana większość byłą za tym, żeby
              jednak nie kopać rodzicieli w zadek w takim momencie.

              Ja od swojego dziecka oczekuje, nie boje się przyznać. Nie
              bezgranicznego przywiązania, nie rezygnacji ze swoich planów i
              swojego życia, ale oczekuje, że kiedy będę stara a moze nawet i
              niedołężna, moje dziecko będzie miało chęć okazać mi miłość. Ze
              będzie mu się chciało ruszyć, żeby się ze mną raz na jakiś czas
              zobaczyć, jeśli zamieszka daleko, że będzie mu się chciało do mnie
              zadzwonić, a może i szkalnkę wody podać z czystej, nie przymuszonej
              woli. Nie uważam, że to egoistyczne. Uważam, że to całkiem normalne.

              A propos tych słów
              > Raczej nikt nie posiada dzieci dla "idei".

              Jeszcze się nie spotkałam z ludźmi, którzy planowaliby dziecko, bo
              uważają, że trzeba przedłużać gatunek. Nie spotkałam przyszłej mamy,
              która swoją radość wyrażałaby słowami "Bo kiedy dorośnie,
              chciałabym, żeby żyło z dala ode mnie i nie miało ze mną kontaktu".
              Nie, ludzie mają taką (chyba) naturalną potrzebą, że chcą być blisko
              tych, których kochają, a jak nie są, to tęsknią. A że z czasem
              człowiek może zrozumieć, że nikogo na siłę trzymać przy sobie nie
              można, to już inna sprawa.

              • putea Re: Dziecko jako pewnik przynoszenia szklanki wod 15.09.08, 00:15
                > Oczywiście, że dziecko nie ma długu wdzięczności w sensie, że nie
                > może w życiu kierować się jedynie wolą rodziców. W momencie
                > usamodzielnienia musi samo o sobie stanowić. A jednak odnoszę
                > wrażenie, że nie jest wielkim nietaktem, bezczelnością czy wręcz
                > tupetem spodziewać się, że kiedy staniemy się starzy i zgrzybiali,
                > nasze dzieci w jakiś sposób się nami zaopiekują. Czy to będzie
                > znalezienie dobrego opiekuna, czy to będzie szklanka wody to nie
                > jest ważne - ważny jest odruch serca, potrzeba bycia z bliską osobą,
                > która nas potrzebuje.

                owszem, nie jest to ani nietaktem, ani bezczelnoscia.
                bezczelnoscia jest zakladac, ze dziecko musi podac ta symboliczna szklanke wody,
                bez wzgledu na swoja sytuacje zyciowa, bo znalezienie opiekuna bedzie sie
                nazywalo porzuceniem rodzicow.
                to mialam na mysli.

                > Skoro nie ma się prawa roszczeń, to dlaczego np. wymaga się od
                > dzieci, żeby nie kradły? Albo żeby się uczyły? Niedawno była tu
                > zażarta dyskusja na temat ślubu bez rodziców. Co prawda nie wiem,
                > jakie było Twoje zdanie, ale zdecydowana większość byłą za tym, żeby
                > jednak nie kopać rodzicieli w zadek w takim momencie.

                mialam na mysli roszczenia rodzicow w stosunku do dzieci, ktorym dali zycie.
                a wymogi w stosunku do dzieci, granice, wartosci moralne i caly proces
                wychowawczy to juz inna bajka.

                > Ja od swojego dziecka oczekuje, nie boje się przyznać. Nie
                > bezgranicznego przywiązania, nie rezygnacji ze swoich planów i
                > swojego życia, ale oczekuje, że kiedy będę stara a moze nawet i
                > niedołężna, moje dziecko będzie miało chęć okazać mi miłość. Ze
                > będzie mu się chciało ruszyć, żeby się ze mną raz na jakiś czas
                > zobaczyć, jeśli zamieszka daleko, że będzie mu się chciało do mnie
                > zadzwonić, a może i szkalnkę wody podać z czystej, nie przymuszonej
                > woli. Nie uważam, że to egoistyczne. Uważam, że to całkiem normalne.


                bo to jest normalne. kochasz i chcesz byc kochana przez swoje dziecko.
                ale jak tu szanowac matke, ktora powolala nas do zycia by mial kto jej uslugiwac
                na stare lata, a do tego czesto kaze byc wdzieczna za to ze zycie dala i
                poswiecila a slowo milosc rodzicielska jest dla niej czysta abstrakcja ?

                > Jeszcze się nie spotkałam z ludźmi, którzy planowaliby dziecko, bo
                > uważają, że trzeba przedłużać gatunek. Nie spotkałam przyszłej mamy,
                > która swoją radość wyrażałaby słowami "Bo kiedy dorośnie,
                > chciałabym, żeby żyło z dala ode mnie i nie miało ze mną kontaktu".
                > Nie, ludzie mają taką (chyba) naturalną potrzebą, że chcą być blisko
                > tych, których kochają, a jak nie są, to tęsknią. A że z czasem
                > człowiek może zrozumieć, że nikogo na siłę trzymać przy sobie nie
                > można, to już inna sprawa.

                mozna kochac, tesknic ale i tak trzeba uszanowac wole dziecka, jesli swoje
                szczescie znajdzie daleko od nas, co nie oznacza zerwania kontaktu, absolutnie.


            • silic Re: Dziecko jako pewnik przynoszenia szklanki wod 14.09.08, 23:57
              >bo jesli moje dziecko jest szczesliwe, to i ja jestem, nawet jak mi jest ciezko.

              Ciekawa ta "idea" która czyni szczęśliwą....
        • kleomilka Re: Dziecko jako pewnik przynoszenia szklanki wod 14.09.08, 20:31
          To juz spiesze z obaleniem Twoich argumentow, rzekomego braku
          egoizmu. :)

          putea napisała:

          > -daje zycie nie oczekujac nic w zamian bo nikt nie ma obowiazku
          ponosic
          > konsekwencji moich decyzji

          Dajesz zycie, bo masz w sobie egoistyczna potrzebe dania tego zycia.
          Potrzeba macierzynstwa, bliskosci, czucia sie wazna, sprawdzenia sie
          w roli matki, chec dbania o niemowle itp... To sa pobudki twego
          ego. :)


          > -daje zycie i prawo pojscia swoja droga pewnego dnia

          Dajesz zycie, jak wyzej. Co do pojscia swoja droga, to po prostu
          rozsadek mowi Ci, ze tak nalezy. To wypadkowa wewnetrznych
          przekonan, wychowania, doswiadczen i rozumu. Wiec nawet ta swiadoma
          decyzja jest decyzja ego, bo twoje ego mowi ci, jak nalezy postapic.
          Miedzy innymi po to, abys mogla zachowac tzw czyste sumienie i
          wewnetrzny spokoj.

          > -robie cos dla ludzkosci, zeby nie wyginela jak mamuty

          Zabawna jestes. Mamy tak duze przeludnienie, problemy ze surowcami,
          problemy natury ekologicznej, ktore sie nasilaja. Dla ludzkosci to
          zrobilabys cos, nie plodzac dzieci. Dalabys w ten sposob wiecej pola
          dla tych dzieci, ktore juz zyja. Po to, aby z braku miejsca i
          surowcow nie powybijali sie ludzie miedzy soba za iles tam lat. Dac
          odetchnac planecie, dac jej sie zregenerowac - TO jest wlasnie
          dzisiaj szansa dla ludzkosci.

          >
          > zal mi Twoich dzieci, ciekawe czy wiedza, po co przyszly na swiat.

          Mi zal twojej naiwnosci. Probujesz sama sobie i swiatu wmowic, ze
          twoja egoistyczna potrzeba posiadania dzieci jest jakas wielka
          przecudowna idea. Holdu ci za to nie oddam, wybacz.
          • putea Re: Dziecko jako pewnik przynoszenia szklanki wod 14.09.08, 20:59
            > Dajesz zycie, bo masz w sobie egoistyczna potrzebe dania tego zycia.
            > Potrzeba macierzynstwa, bliskosci, czucia sie wazna, sprawdzenia sie
            > w roli matki, chec dbania o niemowle itp... To sa pobudki twego
            > ego. :)

            egoistyczna potrzeba dania zycia ?
            no w zyciu takiego farmazonu nie slyszalam. egoistycznie to ja moge isc sobie kupic nowa pare butow w czasie kiedy mojemu dziecku jego jedyne spadaja ze stop.
            chec dbania o niemowle z egoizmu ? dobre.
            oby wiecej egostow na naszej planecie bylo.


            > Dajesz zycie, jak wyzej. Co do pojscia swoja droga, to po prostu
            > rozsadek mowi Ci, ze tak nalezy. To wypadkowa wewnetrznych
            > przekonan, wychowania, doswiadczen i rozumu. Wiec nawet ta swiadoma
            > decyzja jest decyzja ego, bo twoje ego mowi ci, jak nalezy postapic.
            > Miedzy innymi po to, abys mogla zachowac tzw czyste sumienie i
            > wewnetrzny spokoj.


            bardzo pokretna logika. dobrze, ze mozna zwalic na ego, bo inaczej argument jednak zadzialaby na niekorzysc Twojemu pogladowi.



            > > -robie cos dla ludzkosci, zeby nie wyginela jak mamuty
            >
            > Zabawna jestes. Mamy tak duze przeludnienie, problemy ze surowcami,
            > problemy natury ekologicznej, ktore sie nasilaja. Dla ludzkosci to
            > zrobilabys cos, nie plodzac dzieci. Dalabys w ten sposob wiecej pola
            > dla tych dzieci, ktore juz zyja. Po to, aby z braku miejsca i
            > surowcow nie powybijali sie ludzie miedzy soba za iles tam lat. Dac
            > odetchnac planecie, dac jej sie zregenerowac - TO jest wlasnie
            > dzisiaj szansa dla ludzkosci.


            dla jakiej ludzkosci ? na pewno nie dla europejczykow, gdzie wskaznik urodzen jest jaki jest.
            i to nie w narodzinach tkwi problem, a w umieralnosci.
            moze to brutalnie zabrzmi, ale dzis zyja nawet osobniki , ktore zyja wbrew naturze a dzieki postepowi medycyny.
            odstawmy antybiotyki, nie przeszepiajmy serc, zostana same zdrowe i silne genetycznie osobniki i ziemia natychmiast sie przerzedzi.
            przekonalas mnie


            > Mi zal twojej naiwnosci. Probujesz sama sobie i swiatu wmowic, ze
            > twoja egoistyczna potrzeba posiadania dzieci jest jakas wielka
            > przecudowna idea. Holdu ci za to nie oddam, wybacz.

            nie mam potrzeby posiadania dzieci. mam jedno, bo tak zadecydowal los,nie moja egoistyczna potrzeba. i moje podle ego kocha to dziecko, szanuje i nie kaze nosic szklanek wody do lozka na starosc.
            nie potrzebuje wiec holdu, sklada mi je moje ego kazdego dnia przed lustrem.
            przede wszystkim za tolerancje i szacunek, ktorymi staram sie kierowac w zyciu w stosunku do istot duzych ale takze i malych.


        • silic Re: Dziecko jako pewnik przynoszenia szklanki wod 14.09.08, 23:53
          > -daje zycie nie oczekujac nic w zamian bo nikt nie ma obowiazku ponosic
          > konsekwencji moich decyzji

          To nie jest powód posiadania dzieci. To stwierdzenie faktu, że dajesz życie.

          > -daje zycie i prawo pojscia swoja droga pewnego dnia

          To też nie jest powód, to ponownie stwierdzenie faktu, że dajesz życie.

          > -robie cos dla ludzkosci, zeby nie wyginela jak mamuty

          To już prędzej. Jednak akurat w twoim przypadku nie było żadnego powodu, jak
          sama napisałaś dziecko jest z przypadku , więc trudno mówić o tym, że je
          chciałaś. Mi chodziło o powody świadomego posiadania dzieci bo posiadanie
          dziecka z powodu pękniętej prezerwatywy się do nich nie zalicza.
          • putea Re: Dziecko jako pewnik przynoszenia szklanki wod 15.09.08, 00:29
            > > -daje zycie nie oczekujac nic w zamian bo nikt nie ma obowiazku ponosic
            > > konsekwencji moich decyzji
            >
            > To nie jest powód posiadania dzieci. To stwierdzenie faktu, że dajesz życie.
            >
            > > -daje zycie i prawo pojscia swoja droga pewnego dnia
            >
            > To też nie jest powód, to ponownie stwierdzenie faktu, że dajesz życie.

            jesli chcesz, przed kazdym argumentem mozesz dopisac ''chce'' i stwierdzenie
            faktu zamieni sie w chcenie, ktore i tak nie jest jednoznaczne z egoizmem.

            > > -robie cos dla ludzkosci, zeby nie wyginela jak mamuty
            >
            > To już prędzej. Jednak akurat w twoim przypadku nie było żadnego powodu, jak
            > sama napisałaś dziecko jest z przypadku , więc trudno mówić o tym, że je
            > chciałaś. Mi chodziło o powody świadomego posiadania dzieci bo posiadanie
            > dziecka z powodu pękniętej prezerwatywy się do nich nie zalicza.

            dziecko nie jest z przypadku. przypadkiem to sie wygrywa w lotto. to ze ciaza
            nie byla zaplanowana, nie oznacza, ze nie mozna sie cieszyc z narodzin
            dziecka,ktore sa jej naturalna konsekwencja,choc przeciez wcale nie musza, prawda ?

            i jako dorosly czlowiek, wolalabym byc kochana ofiara peknietego kondoma niz
            ofiara swiadomej mamuski inwestujacej w pielegniarke niewolnice.
            gratuluje swiadomosci.
    • mathias_sammer Re: Dziecko jako pewnik przynoszenia szklanki wod 14.09.08, 14:58
      dokladnie. zapytaj siebie i krag swoich znajomych, gdzie byliscie ,
      gdy wasi rodzice starzeli sie w samotnosci? czy byliscie przy nich
      gdy umierali?

      naturalnie jestes jeszcze bardzo mlody i twoi rodzice wciaz zyja i
      ciesza sie znakomitym zdrowiem.
      m.s.
    • menk.a Re: Dziecko jako pewnik przynoszenia szklanki wod 14.09.08, 15:08
      To jak ktoś ma więcej dzieci, znaczy wypija więcej niż jedną szklankę wody
      dziennie. :D
      • eeela Re: Dziecko jako pewnik przynoszenia szklanki wod 14.09.08, 15:24
        A potem musi częściej wstawać do łazienki - no i gdzie tu pożytek? ;-)
        • putea Re: Dziecko jako pewnik przynoszenia szklanki wod 14.09.08, 15:32
          jedno dziecko poda wode, drugie tzw kaczke...warto miec duuzo dzieci :P
          • mist3 Re: Dziecko jako pewnik przynoszenia szklanki wod 14.09.08, 20:12
            Moje ciocie miały dużo dzieci. Jednak tak się w ich życiu porobiło, że dzieci te
            w chwili śmierci (długiej - umieranie na raka) swoich rodziców nie były przy
            nich. Z bardzo prozaicznych powodów -mieszkają bardzo daleko, spłacają kredyty
            hipoteczne i nie były w stanie zwolnić się z pracy na niewiadomo ile (w jednym
            przypadku umieranie trwało 2 lata) by swoim rodzicem się zająć. Mam to szczęście
            że w pobliżu jest świetnie działające hospicjum. I tam moje bliskie ciocie
            umierały, ich dzieci je odwiedzały oczywiście - brały urlopy na ile się dało,
            ale to moja mama (siostra moich cioć) i my - siostrzenice - byłyśmy tam
            praktycznie codziennie. Tak więc posiadanie mnóstwa dzieci niczego nie gwarantuje.

            A motywacja mojej mamy do posiadania dzieci (wypowiadana wprost na nasze pytania
            i do innych - słyszałyśmy to mimochodem jako dzieci) - chciałam mieć dzieci z
            waszym tatą bo go kochałam i chciałam żebyśmy mieli was - wyraz naszej miłości.
            Jest to oczywiście egoistyczne (jak to stwierdził Joey z "Przyjaciół" nie ma
            uczynków nieegoistycznych :) ), ale jednak mniej niż 'wodny argument.'
    • gunik2000 Re: Dziecko jako pewnik przynoszenia szklanki wod 14.09.08, 21:38
      Sooorry, ale jak czytam o tej cholernej szklance wody, to mi się nóż w kieszeni
      otwiera. I dla jasności-mam dwoje dzieci. Nie dla wody ani innych napitków, po
      prostu jest super, że są, ze mogę obserwować je jak rosną i pokazywać im świat.
      Fajnie stworzyć bliską rodzinę, gdzie wszyscy o siebie się troszczą i są
      oparciem, no ale na litość hodowanie sobie opiekunki/opiekuna na starość to
      chyba pomyłka jakaś. I założenie, że nasz potomek nie będzie miał swojego życia,
      nie założy swojej rodziny.
    • lena575 Re: Dziecko jako pewnik przynoszenia szklanki wod 14.09.08, 22:26
      "Szlanka wody na starość" to przenośnia, Na starość człowiek
      potrzebuje czasem rady, czasem pomocy.
      Moja 77-letnia mama będzie miałą operację. Nie wyobrażam sobie,ze
      byłaby z tym sama ... przed, po operacji i potem w domu. Nie wierzę
      w zapewnienia kogoś,ze matka od niego nie chce pomocy. Może nie chce
      bo woli nie robić własnemu dziecku kłopotów swoją osobą, byc moze to
      dziecko tak "chętnie" pomaga,że matka woli obejśc się bez tego.
      • gunik2000 Re: Dziecko jako pewnik przynoszenia szklanki wod 14.09.08, 22:52
        Lena, oczywiście, ze to jest przenośnia. I nie sądzę, żeby ktokolwiek tutaj
        zostawił swoich rodziców w potrzebie. Ale niektórzy ludzie wypowiadający się o
        tej szklance zdają się traktować dzieci jak coś w rodzaju inwestycji na
        przyszłość, coś w rodzaju "wyhoduję sobie opiekuna". A to, ze nigdy nie mam dla
        dziecka czasu albo chęci, nie pokazuję dobrych relacji z własnymi rodzicami to
        pikuś.
        Ja to zresztą obserwuję z drugiej strony, moja teściowa ma chyba "syndrom
        szklanki wody". Mieszka daleko (ponad 200km), ale oczekuje że jej dzieci będą
        się stawiać na każde wezwanie (czyli ze trzy razy w tygodniu). A dzieci
        zwyczajnie nie dają rady-mają prace, rodziny itp. Wszystkie propozycje
        zamieszkania z którymś z nas kategorycznie odrzuca. Mam czasem paskudne
        wrażenie, że nie mogłaby wtedy narzekać bezustannie, że nie ma jej kto szklanki
        wody podać. Dlatego tak mnie drażni to określenie.

        lena575 napisała:

        > "Szlanka wody na starość" to przenośnia, Na starość człowiek
        > potrzebuje czasem rady, czasem pomocy.
        > Moja 77-letnia mama będzie miałą operację. Nie wyobrażam sobie,ze
        > byłaby z tym sama ... przed, po operacji i potem w domu. Nie wierzę
        > w zapewnienia kogoś,ze matka od niego nie chce pomocy. Może nie chce
        > bo woli nie robić własnemu dziecku kłopotów swoją osobą, byc moze to
        > dziecko tak "chętnie" pomaga,że matka woli obejśc się bez tego.
        • inwigilowana Re: Dziecko jako pewnik przynoszenia szklanki wod 15.09.08, 00:37
          -Jak nie będziesz miała dziecka, to kto ci poda szklankę wody na starość?
          -A jak nie będzie mi się chciało pić?
        • lena575 Re: Dziecko jako pewnik przynoszenia szklanki wod 15.09.08, 09:37
          Moja teściowa była "lepsza", nie ukrywała,ze oczekuje bycia w życiu
          syna najważniejszą, że jej syn najpierw powinien ją pochować a potem
          układać swoją rodzinę, że po to sobie go urodziła. Byc może to
          dlatego,ze urodziła dziecko w wieku 44 lat i już wtedy czuła się
          staro, "umierała" od zawsze. Może to takie pokolenie, próbujące
          wymuszonymi kontaktami narzucić dzicku obowiązki wobec siebie.
          Uważam,że to są jednak "wyjątkowe" matki. No i ojcowie, bo i tacy
          sami "wyjątkowi" bywają szczególnie gdy w domu nie mieli
          jakichkolwiek obowiązków a nagle owdowieli. Na ogół rodzice nie po
          to rodzą sobie dzieci by one się nimi zajmowały, jeszcze dzisiaj,
          gdy ludzie mają najczęściej jedno dziecko ...
          Nie wierzę w to,ze matka nie chce pomocy od dziecka - jak tu ktoś
          wyżej napisał, dziecko chce a matka nie !!! Hahaha. Masz jednak
          rację, stosunkiem do własnych rodziców pokazujemy swojemu dziecku
          jak "powinny" wyglądać relacje z rodzicami. Widzę po mojej mamie.
          gybym się nie zainteresowała na pewno nie wołałaby o pomoc a pomocy
          potrzebuje. W różnych sprawach potrzebowała jej wielokrotnie . Bez
          porady, pomocy ignorowałaby pewne rzeczy. Jest w ogólnie dobrym
          stanie zdowie i radzi sobie sama. Kiedy nie muszę bywam u niej
          rzadziej ale jak muszę to i 2 razy w tygoniu - Kraków - Katowice to
          niedaleko dla chcąego a bardzo daleko dla niechcącego. Pracuję
          bardzo dużo ale potrafię wygospodarować czas na lekarza mojej mamy,
          nie jest to problemem. Teraz planuje urlop na po-operację mojej
          mamy. Ja nie mam wyboru i wcale nie zamierzam go mieć.
          Nie wiem co zrobią te wszystkie "kochane córki" któych rodzic będzie
          miał operację lub jakieś poważne schorzenia. "kochani synowie" tu
          się nie odzywają więc ich pomijam ...
Pełna wersja