gazetowy.mail
15.09.08, 22:11
Tak mnie naszło, bo już sama juz nie wiem o co chodzi w tym
wszystkim.............. Byliśmy ze sobą trzy lata. Często wspominał
byłą narzeczoną, twierdził że chce odpocząć, że nie pora na ślub,
dziecko itp bo trzeba karierę robić. No i robiliśmy karierę i żyliśy
jak byśmy byli parą. Ale po trzech latach stwierdziłam że szkoda
czasu. Odeszłam. On w ciągu pół roku poznał kolejną dziewczynę,
wziął ślub i zrobił dziecko.
Z kolejnym spotykałam sie dwa lata. Był w trakcie rozwodu,
przeprowadzki, kupna mieszkania. Wspierałam w czasie rozwodu,
doradzałam przy mieszkaniu, wysłuchiwałam o sprawach zdrowotnych
(problemy z chodzeniem), do kina czy knajpy jeździliśy bo ciężko mu
było chodzić, urlopy spędzaliśmy oddzielnie. Brakło mi wspólnych
spacerków i wyjazdów. On "raz zonaty i wystarczy" z dorosłymi
dziećmi ja panna która chciała by dopiero ślub i dzieci. Odeszłam.
Dzisiaj go widziałam. Ubrany młodzieżowo, pomimo ciężkich siatek (a
ze mną chodząc nie nosił bo nie mógł dzwigać) w podskokach szedł a
obok nowa kobieta.
I tak minęło 5 lat. Obiecałam sobie że następnym razem sie nie dam.
Siedzę i czekam - ciekawe kogo teraz los postawi mi na drodze.